
Fot. ŁKS Łódź
Pierwszy nasuwający się wniosek po nieudanym meczu ŁKS w Siedlcach (1:1). Łodzianie wyszli na boisko jak profesorowie, a potem… momentami grali jak niedouczone studenciaki!
Obie połowy meczu zaczynały się wyjątkowo obiecująco. A potem? Szkoda gadać. Siedlczanie byli szybsi, sprawniejsi, groźniejsi. A Łodzianie? Na przykład Błachewicz nie potrafił dobrze przyjąć piłki swoją słabszą nogą. Goście mieli też zero pomysłu na to, jak do przerwy zatrzymać szarżującego prawą stroną Zielonkę. A w końcówce, gdy mimo wszystko była szansa na zwycięskiego gola, Sokół popisał się… kiksem kolejki.
To wydają się klasyczne niedomagania drużyny w budowie. Nic nie jest do końca pewne, nowi wpasowują się w zespół i jego sposób grania. Muszą jednak i to szybko dawać drużynie więcej, niż ligowa przeciętność, bo inaczej znów będzie wielkie rozczarowanie czyli granie o nic Ełkaesiaków.
Nadzieję na to, że może być lepiej daje powrót do drużyny w końcówce meczu kreatywnego i strzelającego bramki Arasy. On jest najbliższy stworzenia znów groźnego, kreatywnego snajperskie duetu z Piaseckim.
Musi być lepiej, bo teraz czeka ŁKS długi Łódzki serial. Jeżeli okaże się futbolowym gniotem, to szkoda gadać. W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec).

Dodaj komentarz