
Fot. Artur Kraszewski
Co z tego, że ŁKS zrobił to, do czego nas ostatnio przyzwyczaił. Odrobił bramkową stratę. Tym razem jednak nie poszedł za ciosem. Zrobili to rywale i niestety Chrobry wygrał w Łodzi 2:1. Mógł jeszcze uratować remis w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Mateusz Wysokiński, ale o jego uderzeniu lewą nogą… szkoda gadać.
To Łódzkie walenie głową w mur, to było coś na co przykro było patrzeć. Ligowe demony z zeszłego sezonu, mimo kadrowej rewolucji, nadal nie opuściły drużyny. Widać, że jest ona w ciągłej budowie i na 100 procent zaufać jej trudno. Tymczasom Głogowianom wystarczyły: dobra organizacja, konsekwencja i zabójczy kontratak w najlepszym momencie, pogrążającym rywala.
W ŁKS konsolidacja i skuteczność są potrzebne od zaraz, bo domowa zmora po prostu nie może trwać. Kolejne mecze też w Łodzi: Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19.
Niecieczanie, choć potrafią być bardzo groźni (uwaga! uwaga! cztery gole Kamila Zapolnika) ostatnio nie dali rady Warcie Poznań, przegrywając na własnym boisku 1:2.
Termalika ma napastnika, a w ŁKS coraz ciekawiej wygląda współpraca Fabiana Piaseckiego z Kacprem Nowakowski, który szuka gry i walczy ambitnie. Miejmy nadzieję, że jeśli wszystko będzie się układało na boisku po Łódzkiej myśli, to obaj zagrają cały mecz. Ba, będą wartością dodaną zespołu.

Dodaj komentarz