Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Coś za coś. Miało być mniej pragmatycznie i wyrachowanie, a bardziej widowiskowo i jest, Niestety, dorobek punktowy z tego niewielki. Widzew w dwóch ostatnich spotkaniach strzelił pięć bramek (Śląsk 3:3, Lech 2:3) i zarobił na tym tylko jeden ligowy punkt. O zgrozo, przegrał dwa z trzech spotkań na własnym boisku. W sumie ma na swoim koncie punktów sześć i jest tuż nad strefą spadkową. Tak dalej być nie może, bo znów przeżywać będziemy zeszłosezonowy horror: utrzymamy się czy nie.

Widać też jak na dłoni, że bramkarz w roli kapitana to wyjątkowo trudna funkcja. Bartłomiej Drągowski był w końcówce tam, gdzie coś ważnego działo się dla jego drużyny. Dużo aktywności, zdecydowanie mniej koncentracji i dyscypliny. Efektem, wyjątkowy kiks, kosztujący stratę punktów w prestiżowym pojedynku. Los jest wyjątkowo niesprawiedliwy, bo ogromny, boiskowy błąd przytrafił się do tej pory najlepszemu piłkarzowi zespołu.

Nie ma czasu na roztrząsanie błędów, bo grać trzeba i to nieomal natychmiast, z biegu. 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce w meczu Pucharu Polski (transmisja(TVP Sport, tvpsport.pl) , a 5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi z Radomiakiem. Wróci do składu po odcierpieniu kartkowej kary Przemysław Wiśniewski. To pozwoli zagrać Widzewowi na zero z tyłu i będzie punktem wyjścia do ważnych zwycięstw?!