Nowy trener Widzewa, Chorwat – Igor Jovicević poprowadził zespół niemal z marszu, po… jednym treningu. Chcę zaszczepić w drużynie mentalność zwycięzców – takie prezentował szkoleniowe credo przed swoim szkoleniowym debiutem. I powoli to robi. Łodzianie walczyli i wywalczyli zasłużenie piąte ligowe zwycięstwo, drugie z rzędu, czwarte na własnym boisku.

Mecz zaczął się w sposób najlepszy z możliwych dla Widzewa, kibiców i nowego szkoleniowca. Piłkę z autu wrzucał Czyż, główkował Żyro. Piłkę wybił bramkarz Majchrowicz, ale był bezradny przy dobitce Bergiera. Ten był tam, gdzie powinien być głodny goli napastnik. Pewnie uderzył piłkę głową i gospodarze objęli prowadzenie. To piąty gol Bergiera w rozgrywkach.

Widzew chciał pójść za ciosem. Atakował, stwarzał sytuacje na zdobycie drugiego gola, ale ich nie wykorzystał. Rywale mieli kłopoty z zatrzymaniem szybkich i przebojowych łódzkich skrzydłowych.

Drugi gol wydawał się kwestią czasu. I w końcu padł, po akcji… bocznych obrońców. Znakomicie dośrodkował z prawej strony Krajewski. na piątym metrze odnalazł się Therkildsen i głową posłał piłkę do siatki!

Widzew miał szansę na trzeciego gola, ale minimalnie pomylił się Krajewski. W końcu odpowiedział Radomiak i to skutecznie! Przez nikogo niepilnowany Baro z pięciu głową (to taka specjalność tego spotkania) zdobył kontaktową bramkę. Gdzie była łódzka defensywa? Ten gol dał wiatru w żagle gościom, który atakowali groźnie, coraz groźniej, na szczęście bez rezultatu.

W drugiej połowie łodzianie starali się mieć inicjatywę i mógł być tego wymierny efekt. Niestety Alvarez przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Może żałować też Bergier, który zaliczyłby efektowną bramkową asystę. Napastnik miał wielką ochotę na skuteczne granie. Inicjował kolejny atak, z którego niestety też nic nie wyszło.

A Alvarez niestety nie kontynuował znakomitej strzeleckiej passy z Niecieczy. Miał kolejną okazję i jej też nie wykorzystał. Kolejną widowiskową i groźną akcję przeprowadził Fornalczyk. Niestety chwilę później czwartą żółtą kartkę ujrzał Shehu i nie wystąpi w kolejnym spotkaniu. Jego zmiennik Selahi błyskawicznie wpisał się na listę strzelców, pięknym technicznym strzałem (nogą!) z 13 metrów w same okienko!

Ambitni goście znów jednak złapali kontakt. Tym razem nikt nie pilnował Mauridesa i ten, a jakże głową, strzelił gola. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – gra w defensywie łodzian to po prostu katastrofa.

W sumie jednak Widzew był lepszy i wygrał, jak najbardziej zasłużenie, choć momentami można było drżeć, że wszystko skończy się remisem. Dobrze, że tak się nie stało!

Mecz oglądało 17022 kibiców.

W następnej kolejce 24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Czubak).

Widzew – Radomiak 3:2 (2:1)

1:0 – Bergier (7, głową), 2:0 – Therkildsen (37, głową), 2:1 – Baro (44, głową), 3:1 – Selahi (69), 3:2 – Maurides (90, głową)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Therkildsen – Czyż – Akere (78, Baena), Alvarez (85, Pawłowski), Shehu (66, Selahi), Fornalczyk (85, Teklić) – Bergier (67, Zeqiri)