Fot. Artur Kraszewski

Piłka nożna może być prostą, a zarazem skuteczną grą. Bez jakiś specjalnych zawiłości taktycznych. Pokazał to ŁKS w spotkaniu z liderem. Po szybkiej, składnej akcji łodzianie objęli prowadzenie w meczu z Wisłą.

Co działo się potem? Ełkaesiacy bronili wysoko własnego przedpola. Wolno i bez pomysłu grający rywale nie mieli szans na składną akcję i bramkową okazję. Gdyby ŁKS wykorzystał kontrę na 2:0, byłby o krok od wygrania.

Niestety, tego nie zrobił. I został ukarany. Gdy cofnął się bardzo głęboko na własne przedpole stracił gola. Szkoda. Pozostał niedosyt, jak po całych jesiennych zmaganiach.

Łodzianie budowali skład na czołówkę rozgrywek, a skończyli w dolnych rejonach stanów średnich z dorobkiem 26 punktów (przy 43 punktach lidera – Wisły!). Wygrali 7 spotkań, zremisowali 5 i przegrali 7, w tym aż 6 na wyjeździe. I to obce boiska okazały się ligową zmorą ŁKS. Co by było, gdyby spisywali się tam lepiej? Pewnie mieliby miejsce w ligowej czołówce.