
Kilkanaście lat temu Szczepan Twardoch napisał thriller polityczno – szpiegowsko -kryminalny. Gdy wyszło pierwsze wydanie nie czytałem, sięgnąłem teraz i warto było zagłębić się w lekturę, ale nie z powodów reklamowych na okładce.
Powiem wprost. Moim zdaniem Twardoch nie ma serca do sensacyjnej fabuły. Brakuje jej zagadki, tempa, zaskakującego rozwiązania. Jest ona tylko dodatkiem tłem do tego, co dla autora najważniejsze.
Twardoch chce jak najlepiej, najbardziej plastycznie, pokazać Spitsbergen, na dodatek jeszcze w czasach zimnej wojny. Ponieważ umie opowiadać, robi to wciągająco. Także dlatego, że wie o czym pisze. Największa wyspa Norwegii na Morzu Arktycznym przyciągała go wielokrotnie. Obszedł ją wzdłuż i wszerz. Dlaczego tam? Jak sam mówi: – Możliwość ucieczki w miejsce bez zasięgu, mogłaby być prawem człowieka.
I to jest największa wartość tej sensacyjnej powieści. Dla niej warto po nią sięgnąć. Tak jak koniecznie po najlepszy, moim zdaniem, utwór autora – Morfinę oraz po ostatnią powieść Null – rzecz o życiu na pierwszej linii ukraińskiego frontu. Jego książka, jak najbardziej zasłużenie, znalazła na drugim miejscu w literackim rankingu tygodnika „Der Spiegel”. Znalazła się też w gronie 10 tytułów, które redakcja magazynu Książki do Czytania” uznała za najważniejsze i najbardziej wartościowe w mijającym roku. Powieść ukazała się właśnie na Słowacji, a już wkrótce także w przekładach na język japoński, hiszpański, włoski, białoruski i ukraiński.
Szczepan Twardoch, Zimne wybrzeża, okładka Anna Pol, wydawnictwo Marginesy

Dodaj komentarz