Zdjęcia: Artur Kraszewski

W obu łódzkich futbolowych klubach sytuacja jest podobna. Są daleko w tabeli, a do najlepszych ich piłkarzy w rundzie jesiennej należeli… napastnicy.

W ŁKS na pewno na pierwszy plan wybijał się pomocnik Jasper Loffesend, czego dowodem jego pięć asyst i trzy gole. Nie mam jednak wątpliwości, że obok niego do czołowych postaci zespołu należał 30-letni napastnik Fabian Piasecki. Prawdą jest, że Piasecki (siedem goli) strzelił dziesięć mniej bramek od najlepszego snajpera jesieni – Angela Rodado, ale to nie mniej ważny piłkarz drużyny, jak Hiszpan w krakowskiej Wiśle.

Piasecki to nie tylko gracz czyhający na dogodne sytuacje bramkowe w polu karnym. On szuka gry, szuka współpracy, chce nie tylko być egzekutorem, ale także kreatorem. Jasne działo się to głównie na początku jesiennych zmagań i na ich końcu, ale to w tej chwili bez wątpienia gracz,na którym ŁKS może budować przyszłość i ciągle marzyć o miejscu w strefie barażowej.

Piasecki zawiódł tak naprawdę tylko raz w meczu z Polonią, gdy po niesamowitej pogoni ŁKS wyrównał na 2:2, a napastnik przestrzelił w samej końcówce rzut karny. Ta bramka mogła i powinna dać łodzianom zwycięstwo. Ta sytuacja podziałała niczym sportowa kara, skończyła się bramkową posuchą (od 23 sierpnia do 3 listopada), ale słabsze momenty w grze zdarzają się każdemu. Piasecki się odrodził, znów był jednym z liderów, szkoda że na koniec wyeliminowała go z gry kontuzja.

A po fatalnie wykonanej jedenastce mówił tak, cytowany przez sport.tvp.pl. – Biorę to na klatę. Decyzję o „panence” podjął jeszcze przed gwizdkiem i „to była dobra decyzja, tylko wykonanie było nie najlepsze”. Emocje – jak przyznał – dopadły go dopiero po końcowym gwizdku, a trener był zły, ale nie wylewał złości i publicznie nie miał do niego pretensji.