Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Ruch w Widzewie, jak w kotle czarownic. Trudno się temu dziwić po rozczarowującej jesieni. Będą zmiany, bo są nieuniknione(?!). Tylko transfery na chwilę zastopują totalną krytykę, pozwolą skupić uwagę kibiców na nowych nazwiskach, a nie popełnionych jesienią kardynalnych błędach.

Tak Sławomir Chałaśkiewicz, jak Krzysztof Kamiński, uważali, podsumowując jesień, że Widzew potrzebuje piłkarza (a może nawet piłkarzy) z pomysłem na granie. I nastąpiła błyskawiczna odpowiedź działaczy. Jest doświadczony Duńczyk  Lukas Lerager z bogatym boiskowym CV. Jego pojawienie się w Łodzi także Zbigniew Boniek przyjął z… entuzjazmem.

A jak będzie w praniu czyli w ligowej walce o podniesienie się ze sportowych kolan i ucieczkę ze strefy zagrożonej spadkiem z ekstraklasy? Czas i ligowa rzeczywistość pokażą czy wielkie nadzieje znów okazały się… złudne. Oby nie!

Wygląda na to, że w czasie transferowej sagi, która zamienia się w niekończącą się mało zabawną telenowelę. Teraz mówi się coraz głośniej, że łodzianie mają stoczyć transferową batalię z Jagiellonią. Normalnie futbolowa gala MMA: Masłowski kontra Adamczuk. O kogo chodzi? O Bartłomieja Drągowskiego. Co z tego wyniknie na pewno przekonamy się 31 stycznia o godz. 17.30, gdy łodzianie podejmą Jagę. Transmisja TVP Sport. W ostatniej chwili pojawił się temat zatrudnienia Tomasza Kędziory z PAOK Saloniki i Przemysława Płachety z Oxford United. Oj, dzieje się, dzieje. Nie am chwili oddechu, oby znalazła się chwila na refleksję i zastanowienie.

Widzew na razie znów stawia zaciąg z zagranicy, jakby w Polsce nie było młodych, ciekawych, piłkarzy, którzy potrafiliby udźwignąć ciężar poważnego grania. Wystarczy uważnie obserwować rozgrywki I ligi. Niestety widać że, tam łódzcy menedżerowie i dyrektorzy sportowi nie zaglądają. Lepiej szastać milionami i na moment zapomnieć o jednej z podstawowych futbolowych prawd: pieniądze nie grają!