Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zastanawiam się, czy w nowym personalnym układzie, przy graniu dwoma napastnikami i sprowadzeniu kolejnego (co wskazuje, że ten kierunek grania może być wiosną kontynuowany), jest jeszcze miejsce w jedenastce dla Mariusza Fornalczyka. Piłkarza, który cieszy się moją sympatią, bo ambicją, charakterem, niepogodzeniem z porażką, przypomina ludzi dawnego Wielkiego Widzewa.

Jasne – liczby go nie bronią, ale to nie liczby grają, tylko ludzie. Wystąpił w 17 ligowych meczach. Zaliczył jedn asystę. No i to by było na tyle. Był graczem pierwszego wyboru, ale ostatnio stracił miejsce w jedenastce. W zwycięskim pucharowym pojedynku z Pogonią grał od 84 minuty, a w przegranym, wyjątkowo frajersko i bez sensu, ligowym starciu z Zagłębiem od 75 minuty. Występy bez znaczenia i do zapomnienia. Taka ewentualna ligowa oraz pucharowa przyszłość jest poniżej piłkarskich możliwości i na pewno ambicji Mariusza Fornalczyka.

Kto powinien być dla niego wzorem sportowego postępowania? Bez wątpienia Sebastian Bergier, którego tzw. fachowcy skazywali na grzanie ławy, a on wyrósł na jednego z dwóch (obok Juljana Shehu) najlepszych piłkarzy Widzewa w rundzie jesiennej. W 15 ligowych meczach zdobył 9 bramek. Pokazał klasę i moc. I na nim powinien wzorować się Fornalczyk, bo moim zdaniem, ma talent i umiejętności, żeby w polskiej, łódzkiej piłce odgrywać istotną rolę.