Fot. Artur Kraszewski

Powiem szczerze, że gdy wrócił do gry, odetchnąłem z ulgą i znów nabrałem wiary, że lepsza przyszłość jest możliwa. O kim myślę? O pomocniku Michale Mokrzyckim.

W rundzie jesiennej zagrał w dwóch pierwszych spotkaniach, a potem kontuzja i powrót na boisko po prawie dwóch miesiącach. Wystąpił w 13 ligowych i jednym pucharowym spotkaniu. Strzelił jedną bramkę w przegranym meczu z Pogonią w Siedlcach. W sumie zebrało się 1125 minut grania.

Nie minuty są najważniejsze, ale to, jakim Michał jest piłkarzem. Gdy znajduje się w formie dla ŁKS jest po prostu graczem niezbędnym. Stabilizuje grę drużyny, dzięki temu potrafi ona utrzymać w miarę względną równowagę, między ofensywą i obroną. Umie wygrać pojedynek jeden na jeden, dokładnie dośrodkować. Jak jest trwoga, to zawsze można zagrać piłkę do niego. Na pewno będzie wiedział, co z nią zrobić. Także na nim można budować lepszą, wiosenną przyszłość ŁKS.

Michał jest jednym z kilku ważnych piłkarzy zespołu, którym po sezonie kończy się kontrakt. Szefowie klubu muszą zrobić wszystko, żeby go z nim przedłużyć. To bez wątpienia będzie sukces nie mniejszy, a wręcz większy niż niepewne efektu kolejne transfery.

Szybo przekonamy się, czy łodzianie są w stanie zrobić sportowy krok do przodu i walczyć w barażach o upragniony awans. Już pierwszy ligowy mecz tego roku będzie prawdziwym wyzwaniem i sprawdzianem możliwości. ŁKS zagra w Bytomiu z rewelacją rozgrywek, Polonią. Jesienią zwyciężył u siebie aż 5:0. Ale teraz ten wynik się nie powtórzy. Rywale są mocnym wiceliderem tabeli. ŁKS zajmuje jedenaste miejsce i oczywista prawda: jeśli chce się piąć w górę tabeli, musi po prostu wygrywać!