
Na to, co może przynieść nowy rok w moich ulubionych dyscyplinach sportu – piłce nożnej i rugby, czekamz niepokojem. Dokąd to wszystko zmierza? Czy w stroną coraz większego zadęcia i coraz większej…nudy?!
Nikt nie zaprzeczy, że w futbolu coraz mniej atrakcyjnych spotkań. Znakomicie przygotowani fizycznie piłkarze, tak potrafią pozamykać przestrzenie na boisku, że… nic się nie dzieje. Bezradni atakujący starają się rozgrywać piłkę po obwodzie, jakby grali w szczypiorniaka i szukać dziury w całym. A o nią trudno, gdy przez szczelną defensywę nawet mysz się nie prześlizgnie.

Nawet niezwykle kreatywni skrzydłowi, potrafiący czynić prawdziwe cuda z piłką, nie są w stanie wygrywać pojedynków jeden na jeden. Coraz sprawniejsi i szybsi obrońcy umieją coraz częściej ich skutecznie zablokować. Tylko szybka, składna kontra ratuje czasami sytuacje. Tylko jak długo można na nią czekać! Czasami trzeba zdać się na przypadek, kiedy skuteczny rykoszet kreowany jest na… genialny strzał i wynoszony pod niebiosa. Może liberalizacja przepisu o spalonym choć trochę naprawi sytuacje?!
A w rugby podzielam niepokój przedstawiony na łamach Rugby Polska za artykułem: https://www.rte.ie/…/1550674-beirne-the-style-of…/…
Słowa Tadhga Beirne’a po meczu Munster – Leinster wybrzmiały w świecie rugby wyjątkowo mocno. Powiedział: – Bądźmy szczerzy – styl gry się cofnął. Rugby stało się mniej atrakcyjne. Zamiast dynamicznej gry z piłką w rękach oglądamy coraz więcej podań do tyłu, kopnięć taktycznych i walki o pozycję na boisku.
Współczesne rugby coraz częściej przypomina szachy rozgrywane nogą, a nie sport oparty na odwadze, kreatywności i grze z piłką w rękach. Kopnięcie, presja, oczekiwanie na błąd przeciwnika – i od nowa. Skuteczne? Często tak. Atrakcyjne? Zdecydowanie nie zawsze.

Profesjonalizacja rugby zmieniła wszystko. Każdy metr boiska, każda decyzja i każda faza gry są dziś analizowane do granic absurdu. Trenerzy minimalizują ryzyko, zawodnicy realizują schematy, a spontaniczność – dawniej sól tego sportu – bywa traktowana jak zagrożenie. W tym kontekście nie dziwi, że gra przesuwa się w stronę defensywy i kontroli terytorium.
Problem polega na tym, że rugby bez odwagi przestaje być sobą. To sport, który zawsze nagradzał inicjatywę, umiejętność złamania linii obrony i gotowość do podjęcia ryzyka. Jeśli wszystko sprowadza się do kopania i czekania, tracą nie tylko kibice, ale i sami zawodnicy – ograniczeni do roli wykonawców planu, a nie kreatorów gry.
Pytanie brzmi: czy nie poszliśmy o krok za daleko w stronę kalkulacji i asekuracji? Czy rugby nie ryzykuje utraty swojej tożsamości w imię skuteczności?
Czy w 2026 roku i w futbolu i w rugby może nastąpić pozytywny przełom?

Dodaj komentarz