Pierwszy nasuwający się wniosek po nieudanym meczu ŁKS w Siedlcach (1:1). Łodzianie wyszli na boisko jak profesorowie, a potem… momentami grali jak niedouczone studenciaki!
Obie połowy meczu zaczynały się wyjątkowo obiecująco. A potem? Szkoda gadać. Siedlczanie byli szybsi, sprawniejsi, groźniejsi. A Łodzianie? Na przykład Błachewicz nie potrafił dobrze przyjąć piłki swoją słabszą nogą. Goście mieli też zero pomysłu na to, jak do przerwy zatrzymać szarżującego prawą stroną Zielonkę. A w końcówce, gdy mimo wszystko była szansa na zwycięskiego gola, Sokół popisał się… kiksem kolejki.
To wydają się klasyczne niedomagania drużyny w budowie. Nic nie jest do końca pewne, nowi wpasowują się w zespół i jego sposób grania. Muszą jednak i to szybko dawać drużynie więcej, niż ligowa przeciętność, bo inaczej znów będzie wielkie rozczarowanie czyli granie o nic Ełkaesiaków.
Nadzieję na to, że może być lepiej daje powrót do drużyny w końcówce meczu kreatywnego i strzelającego bramki Arasy. On jest najbliższy stworzenia znów groźnego, kreatywnego snajperskie duetu z Piaseckim.
Musi być lepiej, bo teraz czeka ŁKS długi Łódzki serial. Jeżeli okaże się futbolowym gniotem, to szkoda gadać. W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec).
Mirosława Żórawskiego – legendę polskiego rugby, człowieka, który dziś organizuje jedną z najlepszych imprez sportowo – rekreacyjnych w Łodzi czyli turniej plażowego rugby w Manufakturze, tym razem jako Galanta Dwunastka, spotkała jedyna w swoim rodzaju sportowa przygoda.
Mirek został poproszony przez swoich wychowanków, dziś trenerów reprezentacji Polski – Kamila Bobryka i Tomasza Stępnia o pomoc w prowadzeniu drużyny narodowej w wyjątkowym meczu, w wyjątkowym miejscu.
Fot. channelislandsrugby
Polacy na… wyspie Jersey zagrali mecz towarzyski z miejscowym reprezentacyjnym teamem. O co? O Granite Cup – trofeum wykonane przez firmę kamieniarską Granite Le Pelley z użyciem kamieni pochodzących z Guernsey i Jersey, symbolizujące jedność Wysp Normandzkich. Ten mecz to był sprawdzian przed meczami Polaków w Rugby Europe Chamnionship.
Po interesującym, zaciętym spotkaniu Biało – Czerwoni, którzy walczyli do samego końca, przegrali z wkraczającej na rugbowe salony drużyną Wysp Normandzkich 27:38 (13:17). Debiuty w spotkaniu zaliczyło dziewięciu zawodników.
Fot. channelislandsrugby
Trener Kamil Bobryk podsumował spotkanie: – Kilku młodych zawodników pokazało się z dobrej strony i potwierdziło swój potencjał. Niestety nie ustrzegliśmy się kilku prostych błędów, szczególnie podczas wyjścia z własnych 22 metrów, za które zapłaciliśmy punktami. W pierwszej połowie mieliśmy sporo problemów w młynie. Po przerwie poprawiliśmy ten element gry. Szkoda kilku dobrze budowanych akcji, których nie udało się zakończyć zdobyciem punktów.
Fot. channelislandsrugby
Bodaj najlepszym polskim graczem był były lider Łódzkich Budowlanych, dziś mistrz Polski z Awentą Pogonią Siedlce, autor dwóch przyłożeń – Patryk Reksulak. W spotkaniu wystąpiło czterech zawodników WizjaMed Grot Budowlani: nowy zawodnik pierwszej linii młyna, zarazem grający trener – Petrus Vorster, Nikolas Lechowski, Aleksander Lechowski i kapitan Łodzian – Jakub Małecki.
Mirosław Żórawski opowiada o swoich wrażeniach z pobytu na Jersey: – Wyspa jest piękna. Aż żal, że byliśmy tak krótko i nie było czasu na wnikliwe jej zwiedzanie. Zgarnęła nas liczna, miejscowa Polonia, która chciała nam nieba przychylić.
Fot. channelislandsrugby
Polonusy dopingowali nas gorąco podczas spotkania, a po nim chłopaki nie byli w stanie zejść z boiska – rozmowom, wspólnym zdjęciom nie było końca. Pobyt był zorganizowany na topowym poziomie. Mieszkaliśmy w super hotelu w centrum miasta. Odbyliśmy jedyny w swoim rodzaju trening na… plaży. To był świetny wyjazd, integrujący zawodników wokół kadry.
A mecz? Rywale nie wzięli się z przypadku. Wielu z nich grało na drugim poziomie angielskich rozgrywek. Był to zatem dobry, szkoda tylko, że przegrany sprawdzian. Jedno jest pewne. Nikt nie żałował udziału w tej wyprawie. To przygoda, która zostaje w pamięci na całe życie!
To jeden z największych polskich sportowych sukcesów ostatnich dni. Reprezentacja kobiet w Rugby 7 sięgnęła po tytuł Mistrzyń Europy podczas finałowego turnieju w chorwackim Splicie.
Zbigniew Grądys menedżer i trener Venol Atomówek: – Kolejny międzynarodowy sukces rosnącej w siłę dyscypliny, to idealny moment na rozpoczęcie własnej przygody ze sportem. Na fali złotej passy łódzki klub Venol Atomówki Łódź rusza z przygotowaniami do nowego sezonu i ogłasza oficjalny nabór do sekcji młodzieżowych w ramach Akademii Atomówek. Dla łódzkich rugbistek praca z młodzieżą to sprawdzony przepis na sukces. Sekcja U16 w ubiegłym sezonie wywalczyła brązowy medal Mistrzostw Polski, a od 2018 roku ma na swoim koncie aż siedem medali krajowego czempionatu. Co więcej, zawodniczki z Łodzi regularnie zasilają kadry młodzieżowe Reprezentacji Polski.
Z kolei powołana zaledwie pół roku temu najmłodsza sekcja U13 (w połączonym składzie z RC Gorce Raba Niżna) zdążyła już stanąć na najwyższym stopniu podium, zdobywając I miejsce w Pucharze Polski. Startujemy z naborem dla dziewcząt urodzonych w latach 2011–2015. Będziemy trenować z podziałem na dwie kategorie: U16 oraz U13. W zajęciach najmłodszych zawodniczek będą pomagać rugbystki z sekcji seniorskiej, które bezpośrednio przekażą dziewczynkom swoją pasję i doświadczenie. Zależy nam na budowaniu sportowej atmosfery od najmłodszych lat.
Klub zaprasza wszystkie chętne dziewczęta, które chcą spróbować swoich sił w olimpijskiej odmianie rugby. Pierwsze otwarte treningi ruszają już od sierpnia. Poniedziałki i środy, godz. 18.30, boisko MOSiR Łódź, ul. Karpacka 61. Dzięki wsparciu Dyrekcji łódzkiego MOSiR-u, zawodniczki mają zapewnione doskonałe warunki do rozwoju, profesjonalne zaplecze i opiekę wykwalifikowanej kadry trenerskiej.
Miała być bardziej ofensywna i widowiskowa gra Widzewa. I była, ale… Coś za coś. W grze defensywnej momentami była katastrofa. Dobrze, że sytuacje sam na sam wygrywał Drągowski, dobrze, że pomógł gospodarzom słupek. To uratowało Łodzianom remis.
W Motorze pojawił się w jedenastce Bereszyński. Opaskę kapitana założył niechciany w Łodzi Czubak. W Widzewie spotkanie na ławie rozpoczął Świderski. W meczowej kadrze zabrakło Andreou i Zeqiriego. Tego ostatniego, bez szans na granie, w Łodzi trzyma chyba tylko zarabiana ogromna kasa (milion euro za sezon).
Mogło zacząć się źle? Nie, fatalnie. W 45 sekundzie uratował Łodzianom skórę Drągowski, który znakomicie obronił strzał z dwóch metrów niepilnowanego(!) Bourhane. Jak można było do tego dopuścić po stałym fragmencie gry (rzut wolny). Widać można i to zrobić po raz drugi, z drugiej strony boiska. Tym razem jednak bez szczęśliwego rozwiązania. Po rzucie wolnym samobój Bergiera dał prowadzenie gościom. Na dodatek nomen omen w 13 minucie.
Odpowiedź Łodzian przyszła bardzo, bardzo szybko. Widzew przeprowadził kapitalną akcję (Alvarez – Baena), którą efektowną główką zakończył Fornalczyk. Za chwilę gospodarze mogli prowadzić, ale Krajewski chciał być bardzo koleżeński. Dogrywał piłkę, niestety niedokładnie, zamiast strzelać na bramkę. Trzecia akcja Widzewa i po konsultacji VAR arbiter uznał, że po zagraniu Fornalczyka, Łęgowski odbił piłkę ręką w polu karnym. Zrehabilitował się Bergier, który pewnie, myląc bramkarza, wykorzystał jedenastkę!
Mogło być futbolowe szaleństwo, bo Lublinianie mieli szansę na wyrównanie. W znakomitej sytuacji Ndiaye jednak posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę! Przez kilkanaście minut działo się więcej niż w nie jednym starciu przez całe spotkanie.
Po juniorskiej stracie piłki przez Łodzian na początku drugiej połowy Motor miał okazję. W sytuacji sam na sam Ndiaye przegrał pojedynek z Drągowskim, a potem piłkę sprzed linii wybił Wiśniewski. Co się odwlecze… Motor atakował, Shehu nie zatrzymał Ndiaye, a ten uderzając po słupku doprowadził do wyrównania. To były minuty defensywnej grozy Widzewa, które boleśnie się zemściły.
Łodzianie nie wyciągnęli żadnych wniosków i nadal oglądaliśmy klops za klopsem w grze defensywnej. Gospodarzy ratował Drągowski, który wygrał sytuację sam na sam z… Ronaldo. Po godzinie gry, za sprawą przebojowego Fornalczyka, Widzew przesunął grę na połowę Motoru i potrafił stworzyć bramkowe okazje. Szkoda, że niewykorzystane, także przez Świderskiego. A rywale? Odpowiedzieli strzałem nie do obrony. Ale w słupek!
Końcówka należała do gospodarzy, jednak bez efektów. Szkoda zwłaszcza akcji Fornalczyka, który oszukał jednego, ale przy strzale trafił w drugiego rywala. I mecz skończył się sprawiedliwym remisem.
Łodzianie zaczęli ligową premierę obiecująco, od… rzutu wolnego. Strzał Piaseckiego po długim rogu obronił Lemanowicz. Wydawało się, że mecz będzie się toczył pod dyktando gości. Tymczasem gospodarze nie zamierzali tanio sprzedać skóry. Chaos na boisku, którego nie brakowało, im sprzyjał. Gdy dochodziło do kontrataków Siedlczan, to Ełkaesiacy mieli wielkie kłopoty z ich zatrzymaniem.
Na dodatek goście dali się nabrać na rozegranie rzutu wolnego, niczym futbolowe żółtodzioby. Wycofanie piłki do niepilnowanego Zielonki, przyniosło strzał z dystansu w róg bramki, nie do obrony dla Węglarza. Inna sprawa, że całą akcję spowodował bezsensowny, niepotrzebny faul Hinokio. ŁKS chciał odpowiedzieć, ale robił to tak anemicznie, że zęby bolały.
Wreszcie coś się zmieniło. W 40 minucie Lemanowicz musiał się wykazać, broniąc strzał Piaseckiego. Potem była główka napastnika na interwencję oraz zderzenie… Łodzian w polu bramkowym gospodarzy i to tyle. To było za mało, dużo za mało, żeby doprowadzić do przerwy do wyrównania.
Tymczasem pierwsza akcja drugiej połowy przyniosła gościa gola, w czym duża zasługa Hinokio i Piaseckiego, a potem nowych: Nowakowskiego (asysta) oraz Błachewicza (bramka). Ten ostatni umiejętnie zamknął składną akcję. Siedlczan zaskoczyło to, że wielki udział w grze ofensywnej gości nagle zaczął mieć kapitan Rudol.
ŁKS wyrównał i, jak do przerwy, oddał inicjatywę. Efekt? Pogoń miała swoje bramkowe szanse. Stałe fragmenty gry przysparzały Łodzianom moc kłopotów. Potem gospodarze zablokowali mający bramkowy potencjał strzał Wysokińskiego i wybili piłkę sprzed linii bramkowej. Co w odpowiedzi? Za łatwo ŁKS tracił piłki, za łatwo pozwalał rywalom na składne ataki. Dobrze, że nie skończyło się to golem.
W końcówce spotkania trener Szoka postawił na ofensywnych graczy. Chciał wygrać. I gdyby Sokół nie popisał się kiksem kolejki miał szansę cel osiągnąć. Cóż, stało się inaczej. Pozostało cieszyć się(?) z jednego punktu.
W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec)!
Przyszli nowi ludzie, cały pion sportowy, z Łukaszem Masłowskim na czele i nastąpił (i słusznie!) koniec transferowego szaleństwa – licytowania się, szokowania kwotami, hurtowego ściągania nowych piłkarzy. Ligowa kadra już jest. Szuka się słabszych ogniw. Sprowadza piłkarzy na pozycje, na których ligowe boje (kontuzje, kontuzje) mogą dostarczyć wakatów.
Trzeba korzystać z kapitału, który się do tej pory wypracowało. Wielkim atutem Widzewa może być gra dwoma, skutecznymi (oby!) napastnikami oraz solidność w grze defensywnej, nad poziomem której czuwają Bartłomiej Drągowski i Przemysław Wiśniewski. Znakiem zapytania może być druga linia, zwłaszcza gdy do Niemiec czy Hiszpanii odejdzie nowy kapitan Juljan Shehu. Dla stabilizacji gry dobrze by było, gdyby Albańczyk został w Łodzi.
Ciekaw bardzo jestem, czy Widzew pierwszy ligowy mecz 26 lipca o godz. 17.30 w Łodzi z Motorem Lublin (transmisja TVP Sport) rozpocznie jedenastką, która pokazywała się przez gros czasu w mecz z Puszczą Niepołomice, czy jednak wróci do składu mundialowicz Steve Kapuadi. A może znajdzie się w niej nowy – Mario Garcia?
Widzew: Bartłomiej Drągowski – Marcel Krajewski, Ricardo Visus, Przemysław Wiśniewski, Christopher Cheng – Emil Kornvig, Fran Alvarez, Juljan Shehu Mariusz Fornalczyk – Karol Świderski, Sebastian Bergier
Pierwszy krok ku lepszemu został zrobiony wcześniej… Kiedy? W ostatnim, arcyważnym meczu minionego sezonu z Piastem Gliwice, wygranym 2:1 po bramkach Baeny i Fornalczyka. Widzew długim okresami tego spotkania zagrał na miarę oczekiwań. Chciał bardzo wygrać i to zrobił po sportowej walce, które się nie bał i której nie unikał, do ostatniego gwizdka.
Tak ten pojedynek podsumował Mariusz Fornalczyk: – Zdaliśmy do następnej klasy, bo się utrzymaliśmy. Teraz liczymy, że Widzew skończy zmagania ze świadectwem z czerwonym paskiem.
8 sierpnia Galanta Dwunastka czyli Ferrano Beach Rugby Manufaktura 2026, której animatorem, organizatorem i wyjątkowo dobrym duchem jest Mirosław Żórawski. Jest też ważna nowość, a raczej wielki sportowy powrót.
Opowiada Mirosław Żórawski: – Po dwóch latach przerwy wracamy do męskiej rywalizacji klubowej, a powodów tego jest kilka. W zeszłym roku w rywalizacji mieszanych zespołów amatorskich wystąpiło kilka klubowych drużyn i chociaż posiadały one status zespołów amatorskich to zdarzały się przypadki nierównej rywalizacji.
Podczas Ferrano Beach Rugby Manufaktura 2026 amatorzy zagrają w dwóch oddzielnych kategoriach: klubowe zespoły amatorskie i mieszane zespoły amatorskie. Drugi ważny powód to powrót do idei pierwszych turniejów klubowych, kiedy to spotykały i rywalizowały z sobą głównie zespoły regionu łódzkiego, które miały okazję do niepowtarzalnego spotkania.
Kolejny, a może i najważniejszy powód widnieje pod hasłem reaktywacja. Na początku roku zaczęli się spotykać i wspólnie trenować dawni zawodnicy Budowlanych. W czerwcu drużyna nazywająca się Stare Wygi, wystąpiła w Mistrzostwach Polski Weteranów i po raz pierwszy w historii łódzkiego rugby zdobyła tytuł Mistrzów Polski.
Fot. Stare Wygi – archiwum
Dla wielu doskonałych zawodników, byłych reprezentantów Polski i zdobywców wielu medali Mistrzostw Polski było to nowe doświadczenie oraz przypomnienie dawnej sportowej drogi życia.
W turnieju klubowym Ferrano Beach Rugby Manufaktura 2026 dawni zawodnicy Budowlani Rugby SA znów zagrają na plaży Manufaktury, tym razem jako „mistrzowskie” Stare Wygi.
Dla przypomnienia kawałek historii plażowego rugby w Łodzi. Podczas rozegranych w latach 2015-2023 dziewięciu turniejów klubowych Budowlani Rugby SA wystawiali dwie drużyny i zawsze grali w finale. Poza propagowaniem odmiany plażowego rugby, prezentowaniem zespołu na rynku Manufaktury, turniej traktowany był jako element przygotowania do kolejnego sezonu ekstraligi rugby. Wielu zawodników Starych Wyg grała kiedyś w tych turniejach.
Fot. Paulina Adasiak
Wkrótce przedstawimy wszystkich uczestników rywalizacji klubowej i czekamy na ostateczne potwierdzenia udziału. Zgłosiła się rekordowa liczba zespołów, która ze względów organizacyjnych zostanie ograniczona do 12. W obecnej chwili możemy tylko zdradzić, że wystąpią cztery łódzkie zespoły: Stare Wygi, Veterans Rugby Łódź, Akademia Rugby UKS 1 oraz Sroki Łódź.
Trener Grzegorz Szoka rewolucyjnie przebudował kadrę ŁKS, a potem to co z nią wymyślił ukrył przed oczami kibiców utajniając ostatni sparing. Co zatem wyszło, przekonamy się 25 lipca o godz. 15.30. Wtedy to ligowa premiera Łodzian w Siedlcach w meczu z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.
– Musimy mieć świadomość, że obecnie funkcjonujemy w ramach określonych możliwości finansowych i organizacyjnych. Z mojego punktu widzenia lepszym wyborem są piłkarze, którzy udowodnili już swoją wartość na poziomie tej ligi i których dobrze znam, niż zawodnicy sprowadzani z zagranicy – mówi trener Grzeogrz Szoka. Oby tylko trafił w punkty, oby się nie pomylił, oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem.
W ŁKS nie decydowali się na transfery, do których nie mieli przekonania. To był punkt wyjścia. Nie kupowali zatem (za namową sprytnych menedżerów kota w worku.
Fot. ŁKS Łódź
– Jestem przekonany, że utrzymanie trzonu drużyny pozwoli nam z jednej strony zapewnić większą stabilność, a z drugiej nadal rozwijać zespół i robić kolejne kroki naprzód. Jeśli uda się regularnie wygrywać i ograniczyć słabsze momenty do minimum, będziemy mogli liczyć się w walce o czołowe miejsca – twierdzi szkoleniowiec i to jest jego ligowe credo. Ma kadrowy komfort – rywalizację na każdej pozycji. To może przynieść coś dobrego, pozytywnego, ale na razie jest wielką niewiadomą.
Przemysław Kwiecień członek zarządu klubu Sroki Łódź: – W Górze Kalwarii rozegrano drugą rundę Mistrzostw Polski Rugby League. Cedrus Sroki Łódź zajęły drugie miejsce, ustępując gospodarzom – Wildcats Góra Kalwaria – różnicą małych punktów. Trzecie miejsce wywalczyła Husaria Kalisz.
Sroki dwukrotnie mierzyły się z Wildcats. Pierwsze spotkanie przegrali, ale w drugim wzięli rewanż. Ostatecznie to gospodarze turnieju okazali się lepsi i zgarnęli zwycięstwo w całych zawodach.
Niestety, decydujący mecz z Wildcats okazał się ostatnim w tym sezonie dla kapitana łodzian Mateusza Kowalewskiego. Doznał poważnej kontuzji i nie pomoże już drużynie na boisku do końca roku.
Najwięcej przyłożeń w turnieju dla Srok zdobył Kamil Owoc, a do momentu kontuzji niemal bezbłędnie podwyższenia wykorzystywał Mateusz Kowalewski.
Drugie miejsce w turnieju zagwarantowało Cedrus Srokom udział w wielkim finale mistrzostw Polski.
Powiem tak. Na ten wyjazd każdy by się chciał załapać. Reprezentacja Polski Seniorów w Rugby XV rozpoczyna przygotowania do nowego sezonu oraz występów w Rugby Europe Championship. Najbliższym etapem będzie zgrupowanie w dniach 23-26 lipca br. i wyjazd na Channel Islands, gdzie Biało-Czerwoni rozegrają mecz z reprezentacją Wysp Normandzkich. Miejsce jedyne w swoim rodzaju, warte poznania! Stawkę meczu będzie „Granite Cup”, trofeum wykonane przez firmę kamieniarską Granite Le Pelley z użyciem kamieni pochodzących z Guernsey i Jersey, symbolizuje jedność Wysp Normandzkich wkraczających na światową scenę rugby.
Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl
Trenerzy Kamil Bobryk i Tomasz Stępień, wzięli sobie do pomocy w pracy z reprezentacją swojego byłego szkoleniowca, człowieka, który ich wychował i ukształtował czyli Mirosława Żórawskiego (na zdjęciu). Piękny gest, godny uznania i szacunku.
Powołanie do 24-osobowej kadry dostali gracze KS Wizjamed Budowlani: kapitan drużyny, mierzący ponad dwa metry Jakub Małecki (w środku – na zdjęciu), Aleksander i Nikolas Lechowscy oraz (to niespodzianka) – Petrus Johannes Henderik Vorster. Kto to? Nowy filar młyna Łodzian, który będzie też pomagał w trenowaniu formacji, a ma już za sobą nie jedną sportową przygodę w Polsce.
Reprezentacja spotyka się w Warszawie we czwartek, 23 lipca, trening, w piątek podróż na Jersey, powrót w niedzielę, 26 lipca. Mecz z reprezentacją Wysp Normandzkich (Channel Islands) zostanie rozegrany w sobotę, 25 lipca br. o godz. 15.00 (godz. 16.00 w Polsce) na stadionie CoinShares Park na Jersey.
To nie koniec powołań. Rprezentacja Polski Rugby 7 w dniach 25-26 lipca będzie rywalizować w drugim turnieju Rugby Europe Championship Series 2026 który odbędzie się w chorwackim Splicie.W kadrze są dwaj Łodzianie: Artur Rembowski i najskuteczniejszy zawodnik minionych rozgrywek ekstraligi – Lucas Niedzwiecki (na zdjęciu).
Przez ponad 30 lat pisałem, bardzo często o sporcie, wzbudzający spore emocje felietonik Ryżową Szczotką w Expressie Ilustrowanym. Uznałem, że warto do niego wrócić. Wiele się zmieniło, a jednak nadal są sprawy, które wymagają komentarza bez owijania w bawełnę.
Pisze z Łodzi sobie szkodzi - tak tytułował swoje felietony znakomity Zbyszek Wojciechowski. Inny świetny dziennikarz Antoś Piontek mówił, że w sporcie jak w żadnej innej dziedzinie życia widać czarno na białym w całej jaskrawości otaczającą nas rzeczywistość. Do tych dwóch prawd chcę nadal nawiązywać.