Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 3 of 44)

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

Czy w meczu z Legią, jak Feniks z popiołów, odrodzi się zepchnięty na margines Osman Bukari?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra kolejny mecz o ligowe życie w Warszawie Legią. Czy w wyjątkowo trudnej sytuacji kadrowej trener Vuković znów, zamiast na konstrukcję, postawi na destrukcję? Mając nadzieję, że taka gra, poparta jedną dwoma składnymi kontrami, może przynieść coś więcej niż bezbramkowy remis. Jak będzie, zobaczymy…

Nie ma czego zazdrościć łódzkiemu szkoleniowcowi. Musi przebudować, kluczową dla grania, drugą linię łodzian. Z powodu kontuzji nie wystąpi jeden z dwóch najlepszych piłkarzy zwycięskiego meczu z Motorem – Lerager, a z powodu nadmiaru żółtych kartek – Shehu. Ostał się jedynie Selahi. Na jednym, grającym w kratkę, pomocniku trudno budować ligowy optymizm.

Czy w tej sytuacji Vuković wystawi mającego zbyt dobry humor, jak na podbramkową sytuację drużyny, co zostało zauważone i ostro skrytykowane przez kibiców – Kornviga? Piłka kocha takie historie. Czy jak Feniks z popiołów odrodzi się, odsądzany od czci i wiary, Bukari? Trener Vuković dał mu czas na popracowanie nad formą. Jeśli naprawdę ma umiejętności na miarę wielkości transferu, to może okazać się pomocny. A może to będzie znów czas kapitana Pawłowskiego, który zasiedział się na ławce rezerwowych, ale umiejętności i możliwości wciąż ma?

Kto jednak wie, czy najwięcej w warszawskim meczu nie będzie zależeć od dwóch ludzi. Dającego spokój i pewność bramkarza Drągowskiego oraz będącego jak skała, nie do przejścia, stopera Wiśniewskiego. Zawsze można liczyć na to, że coś pozytywnego wymyślą i zrealizują: Alvarez, Bergier i Fornalczyk. A zatem, z nadzieją: Widzewie do boju!

Jest nadzieja. Widzew, walcząc o utrzymanie, pewnie pokonał Motor. Jedna jedyna zmiana w wyjściowej jedenastce okazała się kluczowa!

Widzew walczy o utrzymanie w ekstraklasie. Wygrał dziesiąty mecz w sezonie. Siódmy na własnym boisku. To cieszy.

Jedna zmian w porównaniu z ostatnim meczem w wyjściowej jedenastce: Lerager za Selahiego. I to była bardzo dobra, ba kluczowa, decyzja trenera Vukovicia. Trzeba mieć szkoleniowego nosa. Pomocnik był zamieszany w zdobycie pierwszej bramki, strzelił drugą. Momentami grał jak… profesor, skutecznie wyprzedzając rywali i nie dając im szans na zorganizowanie składnego ataku. Przydał się drużynie. I to bardzo. Zła wiadomość jest taka, że na noszach przed czasem opuścił boisko.

Nie tylko Lerager się przydał. Gorące oklaski (części fanów, bo inna… protestowała) żegnały, zmienianego po dobrym występie, Fornalczyka. Niczym skała nie do pokonania był stoper Wiśniewski. Nic dziwnego, że gospodarze skończyli mecz na zero z tyłu.

Widzew wiedział, że to mecz ostatniej szansy. Ofensywnie zaczął go Fornalczyk, ale z jego przewag i strzałów nic nie wynikało. Wiśniewski twardo potraktował Czubaka, żeby ten czarno na białym przekonał się, że łatwo nie będzie.

Ta aktywność łodzian przyniosła im jednak szybko gola. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Alvareza, dośrodkowaniu na dalszy słupek, piłkę zgrał głową Lerager. Lublinianie niby próbowali ją wybić, ale nie do końca, bo wprost pod nogi Isaaca, który strzałem z szóstego metra umieścił ją w siatce!

Widzew bardzo chciał pójść za ciosem. Mógł Isaac zapisać na swoim koncie drugie trafienie, ale przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Znakomitą akcją popisali się Shehu z Fornalczykiem. Wreszcie po 40 minutach gry pokazał się z drugiej strony boiska Czubak, ale strzelił za słabo i Drągowski nie miał problemów z interwencją. W sumie połowa dla gospodarzy i zasłużone prowadzenie. Odwaga w ich grze została nagrodzona.

Łodzianie nie zamierzali oddawać inicjatywy. Składna akcja w drugiej połowie Alvarez – Bergier- Lerager przyniosła drugiego gola. Nie było wyjścia. Po znakomitym podaniu napastnika i uderzeniu Duńczyka z kilku metrów powinien był paść gol i padł!

Ta sytuacja pozwoliła nabrać Łodzianom jeszcze większego wiatru w żagle. Strzały Alvareza (z wolnego), Shehu i Bergiera bronił jednak Tratnik. Goście też mieli szansę na gola, ale skończyło się na strachu. W sumie w pełni zasłużone zwycięstwo odniósł Widzew!

Mecz oglądało 17338 kibiców.

W następnej kolejce 1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra w Warszawie z Legią. Nie wystąpi Shehu z powodu nadmiaru żółtych kartek. Zwycięstwo sprawi pewnie, że kibice nie będą już protestować i wrócą do gorącego dopingu przy al. Piłsudskiego. A potem: Lechia u siebie, Korona na wyjeździe i na zakończenie sezonu w Łodzi pojedynek z Piastem.

Widzew – Motor Lublin (1:0)

1:0 – Isaac (15), Lerager (55)

Widzew: Drągowski -Isaac(90+4, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Lerager(85, Selahi), Shehu -Alvarez, Fornalczyk(79, Baena)-Bergier

Łódź jest wyjątkowa. W żadnym innym mieście nie ma takich męczenników futbolu

Nie jest łatwe bycie piłkarskim kibicem w Łodzi. Przychodzą takie złe dni, że człowiek ma wszystkiego dość. Chciałoby się to rzucić w cholerę i zostać namiętnym kibicem, nic temu sportowi nie ujmując, łyżwiarstwa figurowego. Tak się jednak nie da. Gdy już się zostaje fanem futbolu, to na zawsze!

Nie odwrócę się, po ostatnich kompromitujących porażkach,od ŁKS i Widzewa, podobnie jak inni kibice. Cały czas trzymam kciuki za jednych i za drugich. Ciągle mam nadzieję, choć nadzieja to podobno matka głupich, że w przyszłym sezonie nie dojdzie do łódzkich piłkarskich derbów w I lidze. No, jeżeli derby, to tylko w ekstraklasie!

Obie drużyny budowano z wielką, jak widać nieuzasadnioną, wiarą, że będzie dużo, dużo lepiej niż ostatnio czyli… Skończy się walka Widzewa w dolnych rejonach ekstraklasy, a ŁKS zdobędzie się na wzlot i przestanie być drużyną I-ligowego środka.

A wyszło tak, jak dokładnie każdy widzi. Doczekaliśmy się w Łodzi, jak w żadnym innym piłkarskim mieście, męczenników futbolu. Nasi futboliści, choć pozbawieni finansowych trosk, dzięki wysokim gażom, męczą się okrutnie wykonywanym zawodem i na dodatek, tak to wygląda, że nie czerpią z niego wielkiej satysfakcji.

Zrobią swoje – potrenują, zagrają w weekend, przyjmą na klatę zasłużoną krytykę po beznadziejnych występach i do następnego weekendu. Kibice – ci wyjątkowi naiwniacy – znów uwierzą, że będzie lepiej, nastąpi nagły wzlot i chwilowa radość, przykryje wszystkie niedostatki.

Tak jednak zawsze nie będzie. Już za chwilę za chwileczkę powinien nastąpić i myślę, że nastąpi, czas brutalnych, ale sprawiedliwych rozliczeń!

Widzew. Mieli być królami ekstraklasy, a są… Lepiej nie mówić! I tylko żal, że łodzianie pozbyli się piłkarzy, którzy dziś mogliby dla nich coś znaczyć

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Trener Vuković nie pomieszał składem, zostawił tak jak jest i się przeliczył, rozczarowując kibiców porażką z Radomiakiem w samej końcówce 1:2, która może kosztować spadkiem z ekstraklasy. Do tej pory zawodziła gra ofensywna, teraz zawiodła też obronna. I widać było tego marne skutki.

Nie po raz pierwszy okazało się też, że trzech środkowych pomocników spisuje się po prostu źle, mając negatywny wpływ na taką, a nie inną czyli dychawiczną, grę ofensywną Widzewa. Kornvigna pozycji, na której został obsadzony, męczy się okrutnie. Selahi pokaże się raz, drugi, może i trzeci, a potem znika z radarów. Po Shehu – liderze drużyny, zostało odległe wspomnienie. Dziś to błąkający się bez sensu i celu po boisku piłkarz.

Rozumiem, że nie ma zmian, bo nie ma, mimo ogromnych transferów, kim tych trzech zastąpić. Wejście Leragera bez jakiegokolwiek znaczenia. Facet z takim CV (Liga Mistrzów!) miał być królem ekstraklasy, a jest… Niestety, nie on jeden.

I tylko żal, że Łodzianie bez żalu pozbyli się Kerka, który dziś spełnia kluczową rolę w drugiej linii Arki i potrafi dograć piłkę ze stałych fragmentów gry na milimetry.

Teraz do Łodzi przyjedzie Motor Lublin (mecz 26 kwietnia o godz. 14.45). Pokaże się na Widzewskim stadionie kolejny niechciany w Łodzi piłkarz – napastnik Czubak. Motor, po energetycznym i dramatycznym meczu przegrał z GKS w Katowicach 2:3, ale wstydzić się nie ma czego. Walczył do końca. A Czubak wpisał się na listę strzelców i ma już na swoim koncie 16 zdobytych bramek!

Prawda jest oczywista. Widzew, prezentujący w ostatnim spotkaniu ligową… plażę, jest pod ligową ścianą. Jeżeli przegra z Motorem to dziękujemy i do widzenia. Po prostu żegnamy się z ekstraklasą!

Wielkie, ligowe rozczarowanie. Po porażce w Radomiu widmo spadku coraz mocniej zagląda Widzewowi w oczy!

Wydawało się, że po samobóju rywali, mamy to czyli bezcenne ligowe zwycięstwo. Nic z tego. W końcówce meczu łodzianie spisali się fatalnie ,dali sobie wbić dwa gole, przegrali i powiedzmy sobie to wprost: są krok od spadku z ekstraklasy!

Trener Vuković postawił na tę samą jedenastkę, która rozpoczęła zwycięski mecz z Termaliką (1:0). Skoro spotkanie z trybun obserwował właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki, to goście musieli zacząć to starcie energetycznie i tak się właśnie stało.

Nic jednak z tego nie wynikało, bo strzały były niecelne, albo za słabe. No, może nie licząc uderzenia Bergera (po centrze Alvareza) i udanej interwencji Majchrowicza. Podobnie jak nic nie wynikało z prób organizowania akcji przez gospodarzy, którzy jednak z minuty na minutę mocniej parli do przodu i stawali się niebezpieczni pod polem karnym rywali.

Pudło za pudłem notował na swoim koncie Tapsoba. Gospodarze strzelili gola, ale Lopes zanim w sytuacji sam na sam trafił do siatki, dostał pikę, gdy był na pozycji spalonej.

Drugą połowę rozpoczął strzałem Grzesik, ale Drągowski nie dał się zaskoczyć. Szyba odpowiedź łodzian. W pole karne wpadł dynamiczny Fornalczyk, zagrał do Sheu. Co z tego, skoro ten spudłował. To jednak Radomiak prowadził grę, a goście wyglądali tak, jakby w przerwie przysnęli w szatni i jeszcze się nie obudzili.

Do czasu, do czasu. Widzew czyhał na swoją szansę i gdy ją dostał, to wykorzystał przy pomocy rywali! Strzelał Bergier, po podaniu Isaaca, a samobója na swoim koncie zapisał, próbujący niezbyt udolnie interweniować, Donis.

Widzew miał upilnować bezcenne trzy punkty, ale ich nie upilnował. Kolejny atak gospodarzy i po… wrzucie z autu padła bramka, która przyniosła wyrównanie i zarazem wielkie łódzkie rozczarowanie. W kolejnej groźnej akcji Drągowski zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Niestety, w doliczonym czasie w zamieszaniu podbramkowym gospodarze strzelili zwycięskiego gola. To jest po prostu niewybaczalne!

Pierwsza poraża Widzewa pod wodzą trenera Vukovicia. Mecz oglądało 12 163 kibiców, w tym fani Widzewa! 26 kwietnia też o godz. 14.45 Widzew podejmie Motor Lublin.

Radomiak – Widzew 2:1 (0:0)

0:1 – Donic (59, samobójcza), 1:1 – Alves (82), 2:1 – Luquinhas (90+4)

Widzew: Drągowski – Isaac ( 90+5, Żyro), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi, Shehu (68, Lerager) – Alvarez, Fornalczyk (86, Bukari) – Bergier

Widzew, jeszcze tej wiosny, musi być bardziej kreatywny i skuteczny, żeby utrzymać się w ekstraklasie!

Fot. widzew.com

W Widzewskiej układance zaproponowanej przez Aleksandara Vukovicia gra defensywna już jest poskładana na tyle, że nie powoduje kompromitujących strat bezcennych bramek. Na jej liderów wyrośli bramkarz Bartłomiej Drągowski (pięć czystych kont!) i pewny, skuteczny i coraz szybszy w interwencjach Przemysław Wiśniewski.

Im dalej, tym niestety gorzej. Można drżeć o to, żeby kolejnej sportowej zapaści nie doznał Fran Alvarez, liczyć, że więcej asyst zapisze na swoim koncie Mariusz Fornalczyk, a odblokowany wreszcie Sebastian Bergier nie skończy ligowych zmagań na dwunastu trafieniach ale…

Co ze środkiem drugiej linii – mającej trzymać meczową dyscyplinę i kreować grę? Nie chce mi się pisać o nazwiskach, bo już nie raz podkreślałem, że w środku tej formacji Widzewscy piłkarze po prostu zawodzą, no może poza Lindonem Selahim, skutecznie zatrzymującym ataki przeciwnika. Tu trener Aleksandar Vuković ma ból głowy. Nie dość, że musi pracować nad formą piłkarzy tej formacji, ale też znaleźć ustawienie, które pozwoli Widzewowi być bardziej kreatywnym i skutecznym.

Oj, przydałoby się drugie z rzędu zwycięstwo. Tym razem na wyjeździe w meczu z Radomiakiem (18 kwietnia o godz. 14.45). Rywale mają tylko punkt więcej od Łodzian, ale… z ośmiu ligowych zwycięstw, siedem odnieśli na własnym boisku.

Można tylko żałować, że Widzew wcześniej nie postawił na Aleksandara Vukovicia. Na pewno miałyby mniej ligowych kłopotów!

Fot. widzew.com

Mądry Widzewiak po szkodzie. Zamiast robić szkoleniowe fanaberie, trzeba było od razu postawić na fachowca. Nie wiem, czy Widzew spadnie czy nie. Ekstraklasa to chyba najbardziej wyrównana i nieprzewidywalna liga świata. Wszystko zdarzyć się może, ale do czterech razy sztuka…

Już dziś można powiedzieć, że zatrudnienie Aleksandara Vukovicia w roli pierwszego szkoleniowca było przejawem Widzewskiego rozsądku. Poprzednicy? Pierwszy wszędzie szukał spisków, drugi wolał wesele przełożonego od trenowania, a trzeci opowiadał banialuki – dyrdymały, popełniając katastrofalne błędy w ustawieniu zespołu, dokonywanych zmianach…

A Vuković? Pragmatyk do bólu, który zbieranie punktów uważa w tej chwili za najważniejsze i na razie to mu się udaje. Na styl, proszę bardzo, można i trzeba narzekać, ale…Trener nie poniósł porażki w żadnym z pięciu spotkań, w których prowadził Widzew. Dwa pojedynki wygrał, trzy zremisował. Dobry bilans. Ech, gdyby tak od początku rozgrywek.

Postawił na defensywę, a ta na ogół nie zawodzi. A co z przodu? Miał cierpliwość do Mariusza Fornalczyka, a ten odpłacił mu się kapitalną asystą, dającą gola i bezcenne zwycięstwo. Zostawił na boisku Sebastiana Bergiera, nie podmieniając go na najbardziej, obok Osmana Bukariego, przereklamowanego gracza łodzian – Andiego Zeqiriego (choć ten niepotrzebnie pojawił się na boisku). Bergier zdobył złotego gola, pierwszego w tym roku na wagę trzech bezcennych punktów.

Napastnik wlał w serca narzekających, krytycznych, ale zawsze wiernych kibiców, nadzieję. Oby przyniosła ona spełnienie założonego celu czyli utrzymanie się w ekstraklasie!

Jest bezcenne zwycięstwo. Widzew ma prawo nadal wierzyć w utrzymanie w ekstraklasie!

Widzew męczył się okrutnie, ale ostatecznie odniósł bezcenne zwycięstwo, które przedłuża nadzieje Łodzian na utrzymanie się w ekstraklasie. Widzew wygrał dziewiąty mecz w sezonie, szósty na własnym boisku. Gospodarzom pomógł trochę fakt, że przez ponad 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika.

Widzew, jak ostatnio nie Widzew. Nieprzestraszony, zaczął mecz z animuszem, prąc do przodu, w czym brylował Fornalczyk. Wszędzie go było pełno – biegał, walczył, podawał, strzelał… Bez efektu. Trzy rogi – karny, jak się grało na podwórku. Po 7 minutach byłaby jedenastka dla Łodzian. Pomarzyć dobra rzecz.

Z tego Widzewskiego atakowania powinno było coś wyniknąć, a niestety nie wyniknęło. Para w gwizdek. Można się było zastanawiać, gdzie jest Alvarez, który ustrzelił pięknego hat tricka w jesiennym pojedynku, wygranym 4:2. Pierwsza połowa skończyła się na jednym celnym uderzeniu i to piłkarza gości – Isika w 33 minucie! Łódzka para w gwizdek. Bez dokładnych dograń piłki i co najważniejsze celnych strzałów. Pojawiły się gwizdy na trybunach. Czarno na białym było widać brak jakości.

Niemoc, wielka niemoc Łodzian skutkowała w drugiej uproszczeniem taktyki. Laga od Drągowskiego na aferę, a nuż coś z tego wyniknie. Do czasu, bo też bez efektów. Niestety, kolejne pomysły czy może antypomysły gospodarzy na atak, zamieniały się w wielkie nic. Skoro sami nie potrafili postanowił im pomóc Kasperkiewicz, który po faulu na Shehu w 68 minucie ujrzał drugą żółtą czyli czerwoną kartkę i Widzew grał z przewagą jednego zawodnika.

I wreszcie, wreszcie doczekaliśmy się w 71 minucie celnego strzału Łodzian. Piłkę po główce Kapuadiego obronił Chovan. Potem był równie skuteczny po uderzeniu Baeny. I tak trwał show golkipera gości, który bronił strzał za strzałem… Raz miał szczęście, bo po uderzeniu Bergiera ratowała go poprzeczka.

Przy następnej próbie napastnik Widzewa okazał się skuteczny. Po efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka i jego dokładnej centrze niepilnowany Bergier posłał piłkę głową do siatki. 12 gol napastnika, druga asysta skrzydłowego. Uff, odetchnęliśmy z ulgą. Te sukces daje nadzieję na lepszą ligową przyszłość!

Mecz oglądało 17 841  kibiców. 18 kwietnia o godz. 14.45 Widzew zagra na wyjeździe z Radomiakiem.

Widzew – Termalica Nieciecza 1:0 (0:0)

1:0 – Bergier (89, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac(82, Zeqiri), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi(63, Baena), Shehu – Alvarez, Bergier, Fornalczyk(90+3, Żyro)

Widzew. Są w drużynie tak słabi gracze, że nie zasługują na to, żeby dać im kolejną szansę!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Można mieć wątpliwości, czy sędzia meczu Raków – Widzew (1:1) miał rację, krzywdząc Widzew, ja mam i to ogromne, mimo wyjaśnień (nieprzekonywujących!!!) sędziowskich fachowców. Nie zmienia to faktu, że po kolejnym ligowym pojedynku Widzewa pozostał żal, wielki żal i złość na sportowe frajerstwo łódzkich zawodników. Dali sobie wyrwać z gardła zwycięstwa, choć grali w przewadze, choć prowadzili w doliczonym czasie gry.

Aleksandar Vuković po meczu: -Widzę bardzo dużo pozytywów przed końcówką sezonu, która będzie o wszystkim decydować. Mówiłem, że chcemy grać lepiej w piłkę i szukamy rozwiązań, które nam to umożliwią. Poprzez zmianę strukturalną chcieliśmy pomóc drużynie, żeby piłkarzom łatwiej było rozgrywać piłkę. Myślę, że pod tym kątem była to trafna decyzja. Jestem zadowolony z tego, jak zespół zafunkcjonował.

Na pewno są ludzie, którzy w kolejnym meczu pokazali, że można na nich polegać. To: Bartłomiej Drągowski, Przemysław Wiśniewski, Lindon Selahi, Fran Alvarez i z pewnymi zastrzeżeniami: Marcel Krajewski i Mariusz Fornalczyk.

Są tacy, którzy zawiedli, ba, zawodzą nie pierwszy raz i pod wielkim znakiem zapytania pozostaje to, czy warto im, w podbramkowej sytuacji, gdy walczy się o uratowanie się przed degradacją, dawać kolejną szansę.

Są niestety tacy, którym zaufać po raz kolejny będzie bardzo trudno. Juljan Shehu jest cieniem i to głębokim, piłkarza, który rozdawał karty w drużynie. Po co i dlaczego łodzianie wydali wielką kasę na Emila Kornviga, gościa snującego się po boisku, w założeniu mającego być (he!he!he!) liderem zespołu.

A Andi Zeqiri, też kupiony za miliony, piłkarskie i strzeleckie umiejętności prezentował chyba tylko w inteligentnie spreparowanych przez sprytnego menedżera reklamowych filmikach. Bo na boisku momentami wygląda na wyjątkowego łamagę.

11 kwietnia o godz. 14.45 Widzew podejmie Termalikę Niecieczai nie ma wyjścia musi w tym meczu zdobyć trzy punkty. Pytanie, czy wróci do drużyny bardzo potrzeby Lukas Lerager, który wypadł ze składu na skutek kontuzji. Mobilizacja jest wielkim obowiązkiem, bo rywal pokazał pazurki, pokonując Piasta 3:2 i teżmarzy o tym, żeby zostać w ekstraklasie!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑