Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Będzie bardzo, bardzo ciekawie. Emocji nie zabraknie. FERRANO BEACH RUGBY MANUFAKTURA 2026: w turnieju zespołów klubowych wystąpią mistrzowie Polski!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

8 sierpnia od godz 11.30 w Manufakturze znakomita sportowo – rekreacyjna impreza, niezwykle atrakcyjne, tak dla uczestników, jak i kibiców, plażowe rugby – FERRANO BEACH RUGBY MANUFAKTURA 2026
Program dwunastego turnieju beach rugby na plaży na Rynku Manufaktury:
godz11.30 – turniej amatorskich zespołów klubowych
godz.15 – turniej mieszanych zespołów amatorskich
godz.17 – turniej żeńskich zespołów klubowych

W sumie wystąpią 24 zespoły (12 w starciu teamów klubowych)

– Osiem godzin grania, osiem godzin emocji i atrakcji – mówi pomysłodawca, twórca, animator imprezy, legenda polskiego rugby – Mirosław Żórawski

Były Łódzki rugbista Krzysztof Justyński nie ma cienia wątpliwości: – To znakomita impreza, najlepsza, jeśli chodzi o plażowe rugby w Polsce. Byli zawodnicy, jak i amatorzy chcą tu grać, a gdy już wystąpią to wracają i grają znów i znów.

Bardzo, ale to bardzo ciekawie wygląda turniej amatorów. Drużyny zostały rozlosowane z trzech koszyków: I. Stare Wygi, Veterans, UKS 1, Sroki, II. Frogs, Husaria, Śrem, Baltic Ault Dogs, III. Bełchatów I i II, Jagiellonian I i II. W premierowym meczu: Stare Wygi – RC Bełchatów.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Przypomnijmy: Stare Wygi to nie byle kto, tylko mistrzowie Polski weteranów! Zagrali po raz pierwszy w zmaganiach Masters i je wygrali.

Drużynę weteranów stworzyli zawodnicy, którzy po pierwsze z nie jednego rugbowego pieca chleb jedli, a po drugie mają w dorobku grad medali za sukcesy w mistrzowskich rugbowych grach, Nigdy nie zawodzili w barwach KS Budowlani i Budowlani SA, w myśl hasła: Walczyć i Wygrywać. Łodzianie stali się objawieniem turnieju. Tak dobrej postawy nikt się w Gdyni po nich nie spodziewał! A oni, no po prostu Stare Wygi, pokazali moc! Teraz przekonamy się, jak sobie dadzą radę na piasku Manufaktury.

Fot. Arka Gdynia

Oj, będzie się działo, bo na pewno w rywalizacji pań też walka będzie zacięta i emocjonująca. Wystartuje pięć zespołów: Atomówki Łódź, Diablice Rugby Klub Ruda Śląska, Legia Futures, RC Mazovia Mińsk Mazowiecki, Rugby Kobiet KS Budowlani Łódź.

Warto przyjść i kibicować!

Jaga pokonała Rangersów. Teraz pojedynek z Widzewem. Wiele w ekstraklasowym meczu będzie zależało od byłego, ważnego gracza Białostoczczan

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Widzew ostatnimi dniami żył w ekstraklasowej niepewności: zagramy ligowy mecz w Białymstoku czy go nie zagramy?! Rywale milczeli, jak zaklęci, czekając na to co ich czeka i co spotka w Europejskich pucharach. Ostatecznie spotkanie Jagiellonia – Widzew zaplanowane na 9 sierpnia na godz. 20.15 – odbędzie się w tym terminie. Stacja Canal Plus przeprowadzi transmisję z tego pojedynku, a Jaga cały czas sprzedaje bilety na to spotkanie.

Jaga walczyła z Rangersami w pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Europy i wygrała po trudnym spotkaniu 2:1. Białostoczczanie stracili gola po klasycznej wygranej akcji dwa na jeden na skrzydle. Rywale dośrodkowanie zamienili na… samobója Guilherme Montoi.

Za chwilę była odpowiedź. Kajetan Szmyt pokazał klasę, kończąc akcję groźnym dośrodkowaniem, zamienionym na… skuteczne, bramkowe uderzenie. Dokładne dośrodkowanie z drugiej strony boiska, dało drugiego gola. Tym razem autorem bramki był nie kto inny, jak Kajetan Szmyt! Pomocnik miał znakomite minuty, był poza zasięgiem rywali.

W drugiej połowie gafy gospodarzy w defensywie, mogły przynieść Szkotom wyrównanie. Nie przyniosły, choć przewaga Rangersów rosła z każdą minutą. Gospodarzy ratował słupek w doliczonym czasie gry! Ataki skrzydłami Jagi były niebezpieczne, ale nieskuteczne. Zmiany w składzie zespołu z Białegostoku spore, a jednak trzon zespołu jest z poprzedniego sezonu. I on trzyma się mocno.

Nie ma cienia wątpliwości, że wiele w spotkaniu Jagi z Łodzianami bez względu na to, kiedy do niego dojdzie, będzie zależało od najlepszego Widzewiaka, bramkarza Bartłomieja Drągowskiego, człowieka, który urodził się w… Białymstoku. Golkipera, który tu zaczynał swoją karierę, a w barwach Jagi zagrał 64, w większości dobre i bardzo dobre spotkania. Pierwsze w ekstraklasie w wieku 17 lat!

Arbitrem spotkania ma być Damian Kos z Wejherowa, Tak, tak ten sam, który odebrał Widzewowi szansą na zwycięstwo w pucharowym meczu z Wisłą Kraków. Uznał rywalom gola, którego nie powinien uznać. Miejmy nadzieję, że to był jego najgorszy mecz w karierze i takich dyskwalifikujących błędów już nie popełni.

Pewne jest, że: 15 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie przy al. Piłsudskiego Koronę Kielce. Dojdzie do powtórki, bo oba zespoły spotkają się w pierwszej rundzie Pucharu Polski.

Jak tu się zachwycać męską siatkówką, skoro w Łodzi nie jest ona, mówiąc łagodnie, na topowym poziomie. Na szczęście są jeszcze Mastersi – wicemistrzowie Polski!

Kumpel do mnie z pretensjami: – Dlaczego o tym nie piszesz? Mamy sportowy sukces. Polscy siatkarze w chińskim Ningbo zdobyli złoty medal Ligi Narodów.

Dostrzegam i doceniam sukces, choć, mówiąc szczerze, bardziej od siatkówki pasjonują mnie: futbol, rugby i lekkoatletyka. Dostrzegam i… tym jaskrawiej widzę tu w Łodzi, ziemię jałową. Kobieca siatkówka kwitnie, a męska? No, gdzie ona jest?!

Dlaczego nie ma w Łodzi topowej drużyny na ekstraklasowym poziomie? Dlaczego nie ma w reprezentacji Polski Łodzian z Łodzi, z którymi dzieciaki mogłyby się utożsamiać? Dlaczego nie ma mocnej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, w której wiedzę i umiejętności zdobywałyby przyszłe Łódzkie siatkarskie asy, oczywiście w Łódzkiej drużynie czy drużynach?

Pytania się mnożą, pozytywnych odpowiedzi brak. Zostają smutek, żal, rozgoryczenie. Tym większe, im bardziej Polska siatkówka rośnie w siłę. A już za kilka dni zespół prowadzony przez Nikolę Grbicia rozpocznie przygotowania do mistrzostw Europy, które we wrześniu odbędą się we Włoszech, Finlandii, Bułgarii i Rumunii. Polacy będą bronić tytułu.

A tymczasem w Łodzi… Robię przegląd: Boat.Systems Resursa Łódź grać będzie w II lidze, KS Wifama walczy w III lidze, AZS Politechnika Łódzka rywalizuje w Akademickich Mistrzostwach Województwa Łódzkiego. KS Społem Torpeda bierze udział w najwyższej klasie rozgrywek… Ekstraklasie Łódzkiej Amatorskiej Ligi Siatkówki.

Fot. archiwum Janusza Młynarczyka

Dlatego zaciskałem kciuki i kibicowałem z całego serca Łódzkim, siatkarskim… Mastersom, którzy zostali wicemistrzami Polski! Brawa dla teamu Boat.Systems Resursa Łódź, który reprezentowali: Ryszard Sobór, Janusz Młynarczyk, Jerzy Szyja, Karol Blaźniak, Bogdan Kondras, Andrzej Gasiński, Janusz Mirosław, Paweł Sieron i nieobecny, a jakże ważny gracz – Zbigniew Jóźwiak.

8 sierpnia – FERRANO BEACH RUGBY MANUFAKTURA 2026. Wystąpią: mistrzowie Polski i… najstarszy, czynny polski rugbista!

Już 8 sierpnia od godz 11.30 w Manufakturze znakomita sportowo – rekreacyjna impreza, niezwykle atrakcyjne, tak dla uczestników, jak i kibiców, plażowe rugby – FERRANO BEACH RUGBY MANUFAKTURA 2026
Program:
godz. 11.30 – turniej amatorskich zespołów klubowych
godz.15 – turniej mieszanych zespołów amatorskich
godz.17 – turniej żeńskich zespołów klubowych

Pomysłodawca, twórca, animator imprezy, legenda polskiego rugby – Mirosław Żórawski: – Po udanej Jubileuszowej Dziesiątce, Mistrzowska Jedenastka wyszła mega fajnie, więc teraz czas na Galantą Dwunastkę!

Mirek tłumaczy skąd taka nazwa:- Łodzianizmy. Dla wszystkich nie centralaków, murcoli i plażoli…To charakterystyczny łódzki przymiotnik, co prawda archiwalny, ale nadal popularny. W łódzkiej gwarze galanty określa coś dużego, dobrego lub ładnego. I dlatego jest Galanta Dwunastka!

archiwum Mirosława Żórawskiego

Zagrają w turnieju mistrzowie Polski. Drużyna Stare Wygi Oldboys Rugby Łódź postanowiła wystartować w XVI Mistrzostwach Polski Weteranów w Rugby. Pojawiła się w Gdyni, zadebiutowała, zagrała i… zwyciężyła, zdobywając mistrzowski tytuł. Teraz pojawi się na plaży Manufaktury.

W turnieju zobaczymy też wyjątkowego zawodnika, najstarszego ligowego rugbistę w Polsce – Wojciecha Szoneckiego, rocznik 1958. Wystąpi w Łodzi po raz dziesiąty!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Mirosław Żórawski mówi: – Wojtek oczywiście pojawi się na boiskowej plaży, ale też będzie honorowym gościem Ferrano Beach Rugby Manufaktura 2026. Dociekliwi będą się zastanawiać w ilu drużynach zagra.

Najważniejsze turniejowe zasady:

-boisko posiada wymiary zbliżone do kwadratu 18x18m

-czas gry wynosi 2×3 min + dogrywka do „złotego punktu” (mecz musi być rozstrzygnięty)

-składy 4-osobowe (w amatorach może grać 1 dziecko nie wliczane do limitu)

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

-zmiany „hokejowe” możliwe w trakcie trwania gry, jednak z poszanowaniem zasad gry

plus dużo przepisów szczegółowych – rugbowych, promujących bezpieczną grę. Zabawa ma być przednia, ale nie mniej ważne jest, żeby była wyjątkowo bezpieczna dla uczestników!

Fot. Marta Staszewska

ŁKS ciągle w budowie. A tu grać i punktować trzeba. Znów nie będzie łatwo, ale własne boisko powinno być atutem!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS pokonał Polonię 2:1. Pierwszy ligowy sukces ale… Oj, nie było łatwo. Trzy ligowe punkty wywalczone po ciężkiej walce, gdy momentami trzeba było się cofać do, nie kryjmy tego, rozpaczliwej obrony.

Cały czas ten chaos i niemoc można tłumaczyć działaniami w budowie. Nie ma po prostu jeszcze zespołu, któremu można by było w stu procentach zaufać. Trener Grzegorz Szoka szuka optymalnego zestawienia drużyny. Nie boi się dokonywać odważnych zmian w składzie w trakcie gry.

ŁKS znów pokazał charakter. Podniósł się z klęczek po słabej grze i stracie gola. Podniósł się natychmiast, błyskawicznie. I w ciągu 60 sekund dwoma podobnymi akacjami rozstrzygnął losy spotkania.

Na uwagę zasługuje spokój i pewność autorów goli. To, że tak potrafi zagrać Fabian Piasecki, to już wiedzieliśmy, ale że w trudniej sytuacji nie traci głowy i potrafi być skuteczny Kacper Nowakowski, przekonaliśmy się po raz pierwszy. Oby tak dalej…

Nadal trzeba więcej, dużo więcej wymagać od drugiej linii. Niestety, Koki Hinokio daleki jest od swojej optymalnej formy. Inni też nie błyszczą, choć daje się zauważyć solidność Mateusza Wysokińskiego (dobrze że został!).

Domowy serial będzie trwał. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19).

Zespół z Głogowa rozbił w premierze w Rzeszowie Stal, wygrywając 5:1. Wydawało się, że będzie bardzo, bardzo groźny. Tymczasem do przerwy meczu z Odrą mógł przegrywać nie 0:1, ale nawet 0:3. Opolanie pokazali jak grać z Chrobrym – odważnie, z polotem, szybciej, bardziej zdecydowanie, a wtedy rywal gubi się niczym nieopierzony junior. Potem to się zmieniło…

W pierwszej akcji drugiej połowy Chrobry zaatakował składnie, z pomysłem i groźnie. To było jednak na tyle, bo energetyczna Odra nie zamierzała odpuścić. Miała rzuty rożne i okazje. Była blisko, ale bez kropki nad i. A gdy zszedł kapitan i ostoja defensywy Opolan – Piroch wszystko mogło się zdarzyć. Tak naprawdę jednak Chrobry 100-procentowe sytuacje wypracował w… doliczonym czasie gry. Nie wykorzystał ich, więc przegrał z Odrą 0:1. W tej lidze wszystko jest możliwe!

Widzew przekonał się na własnej skórze, że podobnie, jak w minionym sezonie, tak i teraz, o ligowe punkty łatwo nie będzie!

Fot. Marcin Bryja. widzew.com

W drugim sezonie nowego Widzewa miało być łatwiej, wręcz z górki. Powiedzmy jednak szczerze, że na razie nic na to nie wskazuje. Wygląda na to, że znów każdy może wygrać z każdym. Trudno wskazać w konkretnych meczach zdecydowanego faworyta. O punkty, czy nawet punkt trzeba walczyć w pocie czoła.

Przekonał się o tym Widzew. Znów osiągnął remis, tym razem 0:0 w Płocku i znów zawodnikiem numer 1 drużyny był bramkarz Bartłomiej Drągowski. Ratował skórę zespołowi nie raz i nie dwa, w tym wygrywając prestiżowy pojedynek z Saidem Hamuliciem. Powinien wziąć to pod uwagę selekcjoner Jan Urban, bo ma w ekstraklasie topowego zawodnika.

Powiedzmy też, że przed koszmarem doliczonego czasu gry, gdy Łodzianie seryjne tracili bramki i punkty, tym razem uratowała ich poprzeczka. Czasami po prostu trzeba mieć futbolowe szczęście.

Wyjazdowa statystyka Łodzian jest… wstydliwa. Widzew nie wygrał żadnego z ostatnich siedmiu spotkań. Trzy razy zremisował,a teraz przed Łodzianami kolejny mecz na obcym boisku. Pytanie tylko czy do niego dojdzie. Widzew w 3. kolejce spotkań 9 sierpnia o godz. 20.15 ma zagrać z Jagiellonią, ale… Zaangażowana w Europejskie puchary drużyna z Białegostoku pewnie może chcieć przełożyć ligowe starcie. Oby tylko nie poinformowała w o tym w ostatniej chwili.

Widzewowi przydałaby się dłuższa chwila na… potrenowanie. Wtedy jest szansa, że do formy z minionego sezonu wróci Steve Kapuadi, bo na razie przydarzają mu się słabe momenty w grze obronnej. Z drugiej strony defensywa z nim w składzie znów może się cieszyć, że zanotowała przebieg bez straty gola.

Trener Aleksandar Vuković miałby czas na spokojne wprowadzenie do zespołu nowych graczy. A i tak kluczowa w walce o pierwsze zwycięstwo może się okazać skuteczność napastników, bo na razie nie jest z tym dobrze. W każdym razie 15 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie przy al. Piłsudskiego Koronę Kielce.

PS. Pierwsze spotkanie III rundy eliminacji Ligi Europy Jagiellonia Białystok – Rangers FC (Szkocja) będzie transmitowane. Mecz odbędzie się 6 sierpnia o godz. 18 w Białymstoku. Transmisja w Polsacie Sport 1, a ponadto online w serwisie Polsat Box Go. Przedmeczowe studio o godz. 17.

Nominacja do Nagrody Nike jak najbardziej zasłużona. Wiejsko – mafijną sagę Macieja Siembiedy czyta się znakomicie!

Powiem tak, już w średniej szkole odrzucało mnie od takich sag. Nad Niemnem, Chłopi – za długie, zbyt rozwodnione literacko, trudne do przełknięcia. Może dlatego miałem awersję i po sagę Świętokrzyską, idącą trochę chłopskim tropem opowieści o Sycylijskiej rodzinie Corleone, sięgnąłem dlatego, że dla mnie niespodziewanie nominowano ją do Nagrody Nike. Byłem ciekaw dlaczego i się nie… zawiodłem.

Maciej Siembida wytrawny dziennikarz, w tym dociekliwy dziennikarz historyczny, umie zajmująco opowiadać. Na dodatek historię walki i zemsty dwóch chłopskich rodów kreśli sugestywnie, na tle ważnych historycznych dla Polski wydarzeń. Nic tu nie ginie – ani opowieść, ani wielka historia. To duża umiejętność, tak to wszystko skonstruować, żeby miało ręce i nogi. A przy tym było chwytliwą historią sensacyjną i swoistym moralitetem – opowieścią o zbrodni, karze, a także zakłamaniu i przeinaczeniu, a w efekcie jedynym w swoim rodzaju zadośćuczynieniu. A może wyjątkowo perfidnej i przebiegłem zemście.

Gołoborze przypomina trochę Mistrza i Małgorzatę – pokazuje, że polska prowincja nie potrzebuje diabła- wystarczy pamięć krzywd i upór, by przez pokolenia mnożyć biedę, strach i śmierć. Takie kryminały lubię – tak podsumowała książkę Paulina Małochleb, którą cenię za sugestywną opowieść o macierzyństwie – Mięśnie mam od miłości.

Maciej Siembieda – rocznik 1961 – przez wiele lat był moim… redakcyjnym (choć nieznanym) kolegą. Pracował jako dziennikarz i redaktor. Kierował redakcją Dziennika Bałtyckiego. Jako prozaik zadebiutował w 1994 roku Gwiazdozbiorem odmieńców. Popularność zdobył jako autor powieści sensacyjno-kryminalnych, zwłaszcza cyklu Jakub Kania. A teraz świetnie napisane Gołoborze…

Maciej Siembieda. Gołoborze. Projekt okładki Magda Kuc. Znak Literanova. 2025

Widzew może mówić o szczęściu, że w końcówce udało mu się wywalczyć punkt w Płocku

Widzew zremisował drugi ligowy mecz. Wielkiej radości z tego nie ma, ale jest… uczucie ulgi, bo znakomicie interweniujący Drągowski, poprzeczka i VAR ratowały Łodzian w doliczonym czasie gry.

Do jedenastki Widzewa wrócił Kapuadi. Od pierwszej minuty zagrał Świderski. Nowi na ławce rezerwowych. W wyjściowym składzie rywali dwóch byłych graczy Łodzian: Radwański, Hamulić. W Płocku Widzew zagrał z czarną opaską, czcząc w ten sposób pamięć zmarłego legendarnego kierownika Tadeusza Gapińskiego.

W 13 min mogło być 1:0 dla gospodarzy. W dogodnej sytuacji spudłował Kobacki. Odpowiedź Łodzian była bardzo szybka. Strzał głową Bergiera po znakomitej paradzie obronił Leszczyński. Za chwilę znów okazał się lepszy od napastnika rywali.

Po długim okresie, kiedy nic się nie działo, akcja byłych Widzewiaków: Hamulić główkował nad poprzeczkę po zagraniu Radwańskiego. Do trzech razy sztuka? Nie tym razem. Po centrze Shehu – Bergier spudłował.Szkoda… Inicjatywa należała do gości, którzy starali się kreować bramkowe sytuacje, ale niestety nie potrafili przewagi i stwarzanych okazji wykorzystać.

W 49 min w kolejnej niezłej akcji niestety Wiśniewski główkował wysoko nad poprzeczkę (centra Alvareza). Widzew oddał inicjatywę. Hamulić starał się zmusić do bramkarskiej pracy Drągowskiego, ale ten spokojny, był na posterunku. W 62 min mógł paść piękny gol, ale po strzale przewrotką Kornviga piłka przeleciała nad poprzeczką.

Prawda była jednak taka, że to Wisła przeważała i starała się stwarzać groźne sytuacje. Dwoma bardzo dobrymi interwencjami popisał się Krajewski, ratując Widzew od utraty gola. Dobrze i skutecznie interweniował Drągowski.

A co się działo w pierwszej minucie doliczonego czasu gry? Rogelja trafił w poprzeczkę! Potem jeszcze VAR nie dopatrzył się celowego zagrania piłki ręką w polu karnym przez Shehu. Skończyło się zatem drugim, mało satysfakcjonującym ligowym remisem.

Zadebiutował Papanikolaou. Gra w Widzewie z numerem 5, bo dotychczasowy posiadacz tego numeru Anrdeou właśnie został przez Widzew wyrejestrowany.

W 3 kolejce spotkań: Jagiellonia – Widzew – 9 sierpnia, godz. 20.15.

Wisła Płock – Widzew 0:0

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Cheng (66, Garcia) – Alvarez, Kornvig, Shehu, Fornalczyk (73, Baena) – Świderski – Bergier (66, Papanikolaou)

60 sekund które wstrząsnęło meczem i dało pierwsze ligowe zwycięstwo ŁKS

Oj, nie było łatwo. ŁKS sporo się napracował z groźnym rywalem. Oddał inicjatywę, stracił gola. Gdy ją odzyskał, błyskawicznie rozstrzygnął losy spotkania…

ŁKS w tym samym składzie, co w premierze w Siedlcach (1:1 z Pogonią). Już w 4 min powinien prowadzić. W doskonałej sytuacji Błachewicz główkował obok słupka. Potem przy kontrze samolubstwem popisał się Hinokio (strzelał zamiast podawać). Pod koniec pierwszej połowy podobnie w podobnej sytuacji zachował się Nowakowski. Zmora jakaś czy futbolowa choroba?!

Zaskakujące, goście przeszli do ataku. Arbiter odgwizdał przewinienie gracza Polonii, ale trzeba zauważyć, że chwilę wcześniej piłkę z linii bramkowej wybił Piasecki. W każdym razie Polonia miała boiskową inicjatywę. Poprzeczka ratowała gospodarzy po uderzeniu Wojtyry!

Odpowiedź nastąpiła dopiero w 40 min, gdy rywal zablokował w dogodnej sytuacji strzał Piaseckiego. Za to ogrom szczęścia sprawił, że gospodarze nie stracili gola po uderzeniu Andrzejczaka. Co się odwlecze… Po strzale Łabojki goście objęli prowadzenie. Zasłużenie!

A potem? Tego się nikt nie spodziewał. Nastąpiło Łódzkie trzęsienie ziemi. W 60 sekund ŁKS zdobył dwa gole. Po długich, dobrych podaniach, asystach głową, na listę strzelców wpisywali się Nowakowski i Piasecki. Imponująca odpowiedź, zaskakująca na tle tego, jak grał ŁKS, a grał długo… kaszanę.

Druga połowa mogła się zacząć znakomicie. Po rzucie rożnym na listą strzelców wpisał się Fałowski, ale wcześniej arbitrzy dopatrzyli się faulu i gol nie został uznany. ŁKS jakby odmieniony. Miał inicjatywę, atakował. Po rzucie rożnym był bliski kolejnego gola.

Goście nie chcieli być dłużni. Atakowali, ale skutecznie interweniował Wysokiński. Gospodarze nie potrafili odzyskać piłki pod własnym polem karnym, dając rywalom okazję do tworzenia groźnych akcji. W efekcie były Ełkaesiak – Wzięch trafił w słupek. W odpowiedzi po dobrej akcji Nowakowski w dogodnej sytuacji źle przyjął piłkę.

Polonia nie zamierzała odpuścić. Ratował Łodzian zmiennik Wiech, wybijając piłkę sprzed linii bramkowej. Do końca sprawa ostatecznego wyniku tego energetycznego meczu była otwarta. Przyniosła pierwsze ligowe zwycięstwo drużynie ŁKS.

Domowy serial będzie trwał. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19).

ŁKS – Polonia Bytom 2:1 (2:1)

0:1 – Łabojko (44), 1:1 – Nowakowski (45), 2:1 – Piasecki (45+1)

ŁKS: Węglarz – Rudol (46, Farbiszewski), Craciun (82, Wiech), Fałowski, Błachewicz, Wysokiński, Terlecki, Hinokio (46, Podliński), Sokół (77, Keiblinger.), Nowakowski, Piasecki (77, Arasa)

Maksymilian Szwed to zawodnik w… amerykańskim stylu. Jest w stanie skutecznie walczyć z każdym i być coraz szybszy w biegu na 400 metrów

Fot. AZS Łódź

Mamy w Łodzi prawdziwą sportową osobowość, człowieka, który chce przebiec legendarny dystans 400 metrów poniżej 44 sekund! I zdaniem wielu jest tego w stanie dokonać. W przyznaniu Złotych Kolców dla najlepszego polskiego lekkoatlety nie było cienia przypadku.

Student Wydziału Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki Politechniki Łódzkiej, zawodnik AZS Łódź, 22 – letni Maksymilian Szwed jest coraz lepszy, właśnie złamał kolejną czasową barierę.Uzyskałw Opoluczas poniżej 45 sekund-44,94 sek. Do rekordu Polski Tomasza Czubaka brakuje mu już tylko 0,32 sek.

Biegacz nastawiony jest na sport. Zanim na dobre zajął się lekkoatletyką, uprawiał aikido, grał w piłkę nożną. W wywiadzie dla weszlo.com mówi jednak: – Piłka nożna – to jest odpowiedzialność zbiorowa, a ja lubię być odpowiedzialnym tylko za siebie. Z tym lepiej się czuję, bo wiem, że jak coś zrobię nie tak, to mogę mieć pretensje tylko do siebie. Jest mi luźniej, gdy biegam sam.

Gry zespołowe na poważnie po prostu nie są dla mnie. Bo to nie jest wymierny sport, a ja lubię tę wymierność. I taki sport, gdzie nikt nie może mi przeszkodzić, przynajmniej w biegu indywidualnym. Wiesz, nie może dotknąć, zaszkodzić. Mam dzięki temu kontrolę. Z trenerem Krzysztofem Węglarskim dogadują się znakomicie, choć dzieli ich pół wieku. Obaj są perfekcjonistami, nastawionymi na sukces.

O życiu pozasportowym mówi:- Jeżeli chodzi o koncerty, to nie przepadam. Nigdy mnie nie ciągnęło i dalej nie ciągnie. Podobnie kluby. Może byłem w życiu trzy razy w klubie, w tym raz na połowinkach w technikum. (śmiech) Bardziej lubię siedzieć w znanym sobie gronie na jakiejś domówce. Albo wyjechać gdzieś na wakacje. Ale kluby, koncerty – nie moja bajka.

Krzysztof Węglarski w rozmowie z tvp.sport.pl: – Wydaje mi się, że jest obdarzony cechami wojownika, taki styl podchodzenia do życia amerykański, że nie ma rzeczy, której ja nie zrobię i tak będę najlepszy. 

– Nie można na siłę grać skromnego człowieka, bo to obniża sportowe ego. Trzeba być pewnym siebie, bo jak człowiek myśli zrobię to, będę mistrzem świata, to działa na podświadomość – uważa Maksymilian Szwed.

Tegorocznym sportowym celem Łodzianina są lekkoatletyczne mistrzostwa Europy w Birmingham (10-16 sierpnia): – Tam będę myślał finał. Na razie podkreślił swoją dominację zdobywając dwa tytuły mistrza Polski: jeden w indywidualnym biegu na 400 m (45,79), a drugi w sztafecie 4×400 m wraz ze swoimi kolegami z AZS: Janem Adamczewskim, Wiktorem Wróblem i Kajetanem Duszyńskim, uzyskując czas 3.07,18.

PS: Nasi w mistrzostwach Europy: Kinga Królik (Azymut Pabianice) – 3000 metrów z przeszkodami. Maksymilian Szwed (AZS Łódź) – 400 m i sztafety. Wiktor Wróbel iKajetan Duszyński (AZS Łódź) – sztafety. Mateusz Rzeźniczak (MKS Aleksandrów Łódzki) – sztafety. Maher Ben Hlima (RKS Łódź) – półmaraton.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑