Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Nie ma cienia wątpliwości, że to patologia. Spółki skarbu państwa i miejskie samorządy nie powinny finansować zawodowego sportu!

Zasada powinna być prosta z najprostszych. Spółki skarbu państwa oraz miejskie samorządy nie finansują zawodowego sportu, bo to chore i patologiczne. Mają wspierać sport, ale dzieci i młodzieży. I już!

To, co się dzieje w Gorzowie Wielkopolskim pokazuje skalę wypaczeń, nonsensów i chorych budżetów. onet.pl podaje czarno na białym: Czarę goryczy przelała decyzja władz miasta o przyznaniu 1,5 mln zł na ratowanie Stali Gorzów. Klubowi z kasy brakuje łącznie 3,9 mln zł. Podczas dyskusji wyszło na jaw, jak drastycznie urosły koszty w żużlowej ekstralidze. Pensje żużlowców to ponad 13 milionów złotych! Zjadają one w tym momencie aż 55 proc. całego budżetu klubu. Samorząd nie ma na ten wzrost żadnego wpływu.

– Mamy kluby, w których środki z miasta to jest dużo ponad połowa albo i nawet 70-80 proc. budżetu. To rozleniwia takie kluby. Prezesi i zarządy nie muszą się starać o prywatnych sponsorów, bo mają dofinansowanie. Dziękujemy bardzo i możemy sobie spokojnie prosperować – ironizował Maciej Buszkiewicz z klubu Gorzów Plus.

– Nie może być sytuacji, że sport zawodowy w naszym mieście otrzymuje 50 proc. środków z budżetu. To jest patologia, że ktoś wymyślał sobie sport, że będzie funkcjonował w mieście i 50 proc. dostaje od miasta – uważa szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej – Piotr Wilczewski.

– Należy wprowadzić nową strategię, rozdzielając sport młodzieżowy od zawodowego. Przy sporcie zawodowym skupić się faktycznie na tym, żeby miasto dostało za to promocję, a nie tylko dawało środki – mówi Marta Krupa, radna niezależna.

Trudno się z tymi argumentami nie zgodzić. I co? Wydaje się, że to wołanie na puszczy. Polityczny interes połączony z funkcjonowaniem miejskiego sportu pozostanie bez zmian. Po co reformować, gdy ta sportowo – finansowa miejska awantura odbierze głosy w kolejnych wyborach! Trzymajmy się tego, co jest, niech mieszkańcy mają igrzyska. Syci i zadowoleni na pewno o nas nie zapomną, gdy staną przy urnie by oddać swój głos!

Personalne i taktyczne zmiany wyszły drużynie ŁKS bokiem. Łodzianie błyskawicznie pożegnali się z Pucharem Polski

Trudno tego wyniku nie uznać za przykrą niespodziankę. Marzący o ekstraklasie ŁKS przegrał z walczącym w powrót do I lidze – GKS Tychy i odpadł z Pucharu Polski. Dużo personalnych i taktycznych zmian w jedenastce ŁKS. Klasyczny przegląd ligowej kadry, wyszedł Łodzianom bokiem. Nie wróży to nic dobrego przed kolejnymi, ligowymi meczami.

Zanim Łodzianie się jakoś poskładali, czujność Bomby sprawdził były Ełkaesiak – Lewandowski. Na szczęście bez bramkowych konsekwencji. W odpowiedzi po sprytnie wykonanym rzucie rożnym Krykun trafił w słupek. W rewanżu po… rzucie rożnym Kowalski główkował w poprzeczkę. Po słabym, za lekkim zagraniu Wiecha w defensywie, Bomba w ostatniej chwili uprzedził Lewandowskiego.

W pierwszej sytuacji drugiej połowy po uderzeniu z ostrego kąta Kądziora, niezbyt udanie, na raty musiał interweniować Bomba, przy okazji faulowany przez Lewandowskiego. W rewanżu Mądrzyk obronił groźny strzał Strzałka z dystansu. Po centrze Kowalskiego potknął się Bomba i o mały włos nie skończyło się to golem.

Następny groźny strzał przyniósł bramkę gospodarzom. O czym myślał Bomba, dlaczego nie pilnował dalszego słupka przy strzale z rzutu wolnego Kędziora, pozostanie jego tajemnicą. W każdym razie precyzyjne uderzenie byłego reprezentanta kraju, przyniosło gola, dającego zwycięstwo i pucharowy awans. Dodajmy jeszcze, że nieudolna próba kapitana Łodzian – Rudola wymuszenia jedenastki w doliczonym czasie gry pokazała czarno na białym bezsilność drużyny gości.

Kolejne wyjazdowe, ligowe spotkania Łodzian: 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź (transmisja TVP Sport), 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Puchar Polski

GKS Tychy – ŁKS 1:0 (0:0)

1:0 – Kądzior (76, wolny)

ŁKS: Bomba – Rudol, Wiech, Farbiszewski (58, Kaput)- Krykun, Kupczak, Hinokio (58, Wysokiński), Strzałek (70, Szczygieł), Błachewicz (77, Nowakowski)- Siwek, Podliński (46, Prusiński)

Kolejna porażka Widzewa. Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali Koronie awans w Pucharze Polski

Korona przystępowała do pucharowej potyczki mając za sobą passę sześciu zwycięstw w meczach z Widzewem. I ku rozpaczy Łodzian wygrała po raz siódmy! W tym sezonie Widzew nie był w stanie zdobyć trzech punktów na własnym boisku.

Powinno się zacząć od prowadzenia gości. Szczęście i przypadek pomogły uchronić się Widzewowi od wpadki już w 5 minucie spotkania. Centrował Fassbender, odbił piłkę Kapuadi, co sprawiło, że nie zdołał metr czy dwa od bramki dobrze uderzyć jej Stępiński.

Odpowiedź Łodzian przyszła 13 minut później, ale Berger trafił w słupek. Wrzucał piłkę Garcia, przedłużył ją głową Wiśniewski i po tym stałym fragmencie gry o mały włos, a cieszyliby się gospodarze.

To był impuls. Widzew osiągnął przewagę, miał sytuację i mógł… stracić gola. Kontra Korony mogła być zabójcza, ale wychodzącego na czystą pozycję Jakubczyka dogonił i znakomicie zatrzymał zdeterminowany Fornalczyk. W odpowiedzi Biuk trafił w słupek. Do siatki posłał piłkę przy dobitce Berger, ale był na pozycji spalonej.

Widzewowi do przerwy, jak świeżego powietrza, brakowało kreatywnej gry drugiej linii, tak w środkowej strefie, jak i na prawej stronie boiska.

W pierwszej groźnej akcji po przerwie dynamiczna atak Fornalczyka przyniósł tylko rzut rożny. W odpowiedzi Wiśniewski uprzedził szykującego się do przejęcia piłki tuż przed bramką Stępińskiego. Tuż po wejściu na boisko Świderski strzelił z rzutu wolnego minimalnie obok słupka.

Nie trzeba wydawać milionów. 18-latek podawał do 20-latka i rezerwowi dali prowadzenie gościom. To był pierwszy i jedyny celny strzał Korony w tym spotkaniu. A to jak zachował się w defensywie Alvarez, woła o pomstę do nieba. Dla formalności: podawał Ciszek, a Bąk uderzeniem głową uprzedził Łódzkich obrońców.

Widzew chciał szybko odrobić straty, ale Bergier znów trafił w słupek. Potem interwencją na refleks popisał się Mamla. Na dodatek stopował akcje gospodarzy świetnymi interwencjami Mosór. W doliczonym czasie Widzew pokazywał jedynie swoją bezradność. Rozczarował, przegrał i odpadł z Pucharu Polski.

Mecz oglądało 15578 kibiców

5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi Widzewa z Radomiakiem.

Puchar Polski

Widzew – Korona Kielce 0:1 (0:0)

0:1 – Bąk (73, głową)

Widzew: Ilić – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Selahi (64, Świderski) – Fornalczyk, Kornvig (80, Males), Alvarez, Biuk (64, Papanikolaou) – Bergier

ŁKS. Gdy zabrakło lidera wszystko się posypało. Co będzie dalej? Trudno przewidzieć

Fot. ŁKS Łódź

Wydawało się przez moment, że na ŁKS można liczyć. Wierzyć, że nie zejdzie poniżej pewnego poziomu grania, że rola ligowego faworyta mu odpowiada i dobrze się z nią czuję.

Tymczasem okazało się, że żadnych gwarancji nie ma. Po bardzo dobrym meczu przyszedł słaby w Opolu z Odrą (0:0), w którym brakowało wszystkiego: jakości, przebojowości, odwagi, skuteczność… wystarczy tych wyliczeń.

Zagadką pozostaje dlaczego ŁKS zaczął mecz schowany za podwójną gardą i o mały włos nie stracił ze dwóch bramek. Ratował Łodzian brak skuteczności rywali. A potem, gdy na pewne fragmenty spotkania, przejmował inicjatywę, to grał wolno, schematycznie, bez pomysłu, bez kreacji.

I ta lawina zarzutów ma mieć związek z jednym jedynym piłkarzem? Zabrakło Andreu Arasy, który ostatnio grał rzeczywiście znakomicie i wszystko się posypało. Widać, jak na dłoni, ile może w futbolowej drużynie znaczyć jeden człowiek o nieprzeciętnych umiejętnościach.

Trener Grzegorz Szoka niezadowolony z postawy swoich podopiecznych (a kogo oni swoją grą zadowolili?!) twierdzi, że wyrwę po Arasie, da się ukryć. W jaki sposób? Ano najprostszy z możliwych. Pozostali najważniejsi Ełkaesiacy pokażą, że nie są futbolowym palcem robieni i poprowadzą zespół ku lepszej, skuteczniejszej grze. Oby!

Kolejne wyjazdowe spotkania Łodzian: 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski TVP Sport, tvpsport.pl), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź (TVP POLONIA lub TVP SPORT), 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Widzew gra dramatyczniej, efektowniej, ale to wielkich punktowych zdobyczy nie przynosi

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Coś za coś. Miało być mniej pragmatycznie i wyrachowanie, a bardziej widowiskowo i jest, Niestety, dorobek punktowy z tego niewielki. Widzew w dwóch ostatnich spotkaniach strzelił pięć bramek (Śląsk 3:3, Lech 2:3) i zarobił na tym tylko jeden ligowy punkt. O zgrozo, przegrał dwa z trzech spotkań na własnym boisku. W sumie ma na swoim koncie punktów sześć i jest tuż nad strefą spadkową. Tak dalej być nie może, bo znów przeżywać będziemy zeszłosezonowy horror: utrzymamy się czy nie.

Widać też jak na dłoni, że bramkarz w roli kapitana to wyjątkowo trudna funkcja. Bartłomiej Drągowski był w końcówce tam, gdzie coś ważnego działo się dla jego drużyny. Dużo aktywności, zdecydowanie mniej koncentracji i dyscypliny. Efektem, wyjątkowy kiks, kosztujący stratę punktów w prestiżowym pojedynku. Los jest wyjątkowo niesprawiedliwy, bo ogromny, boiskowy błąd przytrafił się do tej pory najlepszemu piłkarzowi zespołu.

Nie ma czasu na roztrząsanie błędów, bo grać trzeba i to nieomal natychmiast, z biegu. 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce w meczu Pucharu Polski (transmisja(TVP Sport, tvpsport.pl) , a 5 września o godz. 14.45 ligowy mecz w Łodzi z Radomiakiem. Wróci do składu po odcierpieniu kartkowej kary Przemysław Wiśniewski. To pozwoli zagrać Widzewowi na zero z tyłu i będzie punktem wyjścia do ważnych zwycięstw?!

Widzew przegrywał już 0:2 z mistrzem Polski. Odrobił straty i…poległ w ostatniej akcji meczu po fatalnym błędzie swojego bramkarza

Łodzianie szukali pierwszego zwycięstwa w sezonie na… swoim boisku. Bez Wiśniewskiego (kartka) i Shehu (kontuzja). Niestety doznali drugiej porażki (pierwszej z Koroną), choć odrobili dwubramkową stratę w meczu z mistrzem Polski. Co z tego, skoro stracili decydującego gola w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu, po fatalnym błędzie jednego ze swoich liderów – bramkarza Drągowskiego!

Zaczęło się fatalnie. Pierwsza groźna akcja gości przyniosła im gola. Walemark ujawnił szybkościowe braki Garcii, wyprzedził go, dograł dokładnie do Kozubala, a ten niepilnowany na jedenastym metrze(!) strzałem po długim rogu dał prowadzenie Poznaniakom.

Nie można powiedzieć, Widzew starał się odrobić straty. Ale bez efektu. Starał się za dwóch Fornalczyk, ale z kim miał grać, skoro partnerzy marnowali jego podania?! Skoro Widzew nie potrafił odrobić strat, to kontrę wykorzystali rywale. Znów Walemark był nie do zatrzymania, a gola z ostrego kąta zdobył Sayyadmanesh. Pytanie, bez odpowiedzi, dlaczego nikt pieczołowicie nie pilnował najlepszego piłkarza gości, dając mu tyle miejsca i czasu do robienia futbolowej zadymy.

Wydawało się przez moment, że jest pozamiatane, ale Widzew się nie poddawał i szybko zdobył kontaktowego gola. Fornalczyk wykorzystał błąd Pereiery (chciał zagrywać piłkę głową do bramkarza), przejął futbolówkę, spod linii końcowej dograł idealnie do Świderskiego, a ten posłał piłkę do pustej bramki. To jego pierwszy gol w ekstraklasie od… 2808 dni. Potem niby Widzew nadal się starał, ale na bohatera wyrósł Drągowski, który popisał się dwoma znakomitymi interwencjami.

Na początku drugiej połowy bramkarz Widzewa popisał się kiksem, który mógł przynieść gola rywalom, ale… Zdążył wrócić i obronić słaby strzał Agnero. Jak się nie zdobywa takich bramek, to się je traci. Sprawiedliwości stało się zadość. Na listę strzelców wpisał się najlepszy Widzewiak czyli Fornalczyk. Czy po świetnym zagraniu Kapuadiego, miał to być strzał czy podanie przed bramkę, to bez znaczenia, ważne że piłka wpadła do siatki.

Potem więcej z gry meli goście, ale gol dla nich nie padł, w dużej mierze dzięki Drągowskiemu (fenomenalnie obronił strzał Palmy). Za to ambicja Łodzian mogła zostałć sowicie nagrodzona. W doliczonym czasie gry w polu karnym Szymczak faulował Żyrę, ale po analizie VAR jedenastki nie było. Odgwizdano spalonego!

Niestety, w ostatniej akcji meczu kropkę nad i postawili goście, po fatalnym błędzie Drągowskiego, który nie zrozumiał się z Krajewskim. Stracił piłkę, a Luis Palma posłał ją z 25 metrów do pustej bramki. Czarna rozpacz.

Mecz oglądało 17555 kibiców.

7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45. Wcześniej Puchar Polski: 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:3 (1:2)

0:1 – Kozubal (6), 0:2 – Sayyadmanesh (22), 1:2 – Świderski (27), 2:2 – Fornalczyk (53), 2:3 – Luis Palma (90+6)

Widzew  Drągowski – Krajewski, Żyro, Kapuadi, García – Baena, Alvarez (88, Klukowski), Selahi, Kornvig (70, Papanikolaou), Fornalczyk (81, Biuk) – Świderski (70, Bergier)

Rozczarowujący remis ŁKS. Bez kontuzjowanego lidera nie ma pozytywnego grania!

Nie ma lidera drużyny, nie ma grania, nie ma bramkowych akcji, nie ma goli. Jest rozczarowujący remis. No po prostu nieszczęście i wielkie osłabienie. ŁKS zagrał w Opolu bez swojego asa i lidera – Arasy. którego wyeliminował uraz (naderwany mięsień – przerwa tydzień, dwa) doznany w meczu ze Stalą Mielec.

ŁKS schowany za podwójną gardą czekał na swoją szansę na zabójczą kontrę. I mógł na tym wyjść, jak Zabłocki na mydlę. Dobrze,że Węglarz wygrał pojedynek sam na sam z Szyszem. A potem ŁKS miał furę szczęścia, bo Szysz, uderzając do pustej bramki, posłał piłkę obok słupka. Jak on to zrobił, że nie trafił?! Potem Węglarz obronił jeszcze strzał Feliksa.

A rywale? Pierwszy strzał ŁKS dopiero w 24 minucie (niecelna główka Craciuna po rzucie rożnym). Niestety, optymistycznie nie było. Pierwszy celny strzał ŁKS w 43 minucie. Uderzenie Nowakowskiego obronił bramkarz gospodarzy.

Pierwsza składna akcja po przerwie i celny strzał Podlińskiego (59 min) powinny był dać wiarę Łodzianom, że można. Nie dały. ŁKS grał wolno, przewidywalnie. Ale mógł wygrać. Po rzucie rożnym i główce Craciuna piłkę z linii bramkowej wybił były… Ełkaesiak – Pingot. Potem było już tylko gorzej. Lepiej nad tym meczem spuścić zasłonę milczenia.

Kolejne wyjazdowe spotkania Łodzian: 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź. Chory kalendarz, spowodowany przez chory pomysł UMŁ – przeprowadzenie w Łodzi kobiecych mistrzostw, które w czasie intensywnej ligowej gry, tak naprawdę nikogo nie obchodzą.

Odra Opole – ŁKS 0:0

ŁKS: Węglarz – Sokół (89, Krykun), Rudol (46, Farbiszewski), Craciun, Fałowski, Keiblinger (75, Błachewicz), Wysokiński (75, Prusiński), Terlecki, Hinokio, Nowakowski (57, Strzałek), Podliński

WizjaMed Grot Budowlani stali się przystanią dla graczy z RPA. Jest szansa na medal, ale… Co dalej z Polskim rugby?!

Fot. Marta Staszewska

Moim zdaniem polska ekstraliga rugby coraz bardziej zbliża się do… piłkarskiej, włoskiej Serie A. Tam w ligowych zespołach Włoskich piłkarzy, jak na lekarstwo. Efekt? Włoska piłka nożna przestała cokolwiek znaczyć w światowym futbolu. Znów reprezentacji nie było na Mundialu.

Do takiej inwazji stranieri doszłoby z pewnością w Polskim rugby, gdyby przepisy, określające liczbę obcych graczy na boisku, nie stopowały tych zapędów. A i takt każdy widzi, jak jest…

Popatrzmy na Łódzki przykład. WizjaMed Grot Budowlani chcą być w ligowej czołówce. Dlatego pewnie postawili na mocny zaciąg z RPA. Może z tego transferowego pomysłu będzie wreszcie tak upragniony ligowy medal, ale, moim zdaniem, lepszego polskiego rugby nie będzie.

Przypomnę. Budowlani Łódź budowali siłę i moc na swoich wychowankach i znakomitych trenerach. Przykłady? Proszę bardzo! Mirosław Żórawski najpierw wychował pokolenia młodych zdolnych, polskich rugbistów, a potem sięgał z nimi po seniorskie zaszczyty. Przemysław Szyburski z Krzysztofem Szulcem z nie jednego Polskiego, Łódzkiego gracza potrafili uczynić mistrza. Klub z ul. Górniczej 5 słynął z wzorowego wręcz szkolenia rugbowej młodzieży.

Tymczasem WizjaMed Grot Budowlani stali się przystanią dla graczy z RPA. Oto skład drużyny z pierwszego wygranego meczu z Juvenią Kraków 32:14: Daniel Wessels, Filip Kretschmer, Peet Vorster, Makary Madej, Jakub Małecki, Eryk Wilk, Lohan Potgieter, Fagu Malloy, Sylvester Hassien, Theuns Kotze, Adrian Stańczykowski, Trent Sivertsen, Filip Soszka, Michał Łaszcz, Xander Kruger. Rezerwowi: Mosese Toafa, Nikolas Lechowski, Aleksander Lechowski, Mateusz Nowak, Dominik Massalski, Bartek Pietrzak, Kacper Drynkowski, Mateusz Stańczykowski.

A kto zdobył punkty? Trent Sivertsen 10, Fagu Malloy 5, Lohan Potgieter 5, Michał Łaszcz 5, Theun Kotze 4, Xander Kruger 3.

W drugiej kolejce 29 sierpnie o godz.14 Łodzian podejmą Budowlani z Lublina. Czy Południowoafrykańska armada da drugie ekstraligowe zwycięstwo?!

ŁKS zrobił sportowy krok do przodu, ale teraz nadchodzi czas wielkiej próby. Władze Łodzi zgotowały mu trudny, wyjazdowy los

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź

Pozory potrafią mylić. Wydawało mi się, że po pierwszym (odejście Michała Mokrzyckiego), a potem drugim (zniknięcie Fabiana Piaseckiego) kadrowym trzęsieniu ziemi ŁKS skazuje się na I-ligową przeciętność.

Trzęsienia okazało się… drobnymi turbulencjami, które zamiast rozbić drużyną tylko ją zjednoczyły, ba zintegrowały. O, ironio! ŁKS bez swoich liderów gra lepiej, bo wykreował nowych (Mateusz Wysokiński), innym pozwolił, także z konieczności, na więcej (Andreu Arasa), zdyscyplinował się i stał bardziej konsekwentny w grze. Bez dwóch zdań to zasługa trenera Grzegorza Szoki, który umiał to wszystko poukładać. Nie boi się podejmować odważnych decyzji (zdjęcie Fabiana Piaseckiego), dawanie szansy młodym, zdolnym piłkarzom.

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź

Chciałoby się powiedzieć: tylko tak dalej. Sęk w tym, że teraz dla ŁKS zaczynają się kalendarzowe, wyjazdowe schody – pięć meczów pod rząd na obcych boiskach (cztery ligowe plus Puchar Polski) i powrót na al. Unii w połowie października! Nadchodzi czas sportowej, wyjątkowej próby.

Powiem to ze smutkiem: propagandowy sukces, jakim było dla władz miasta Łodzi zyskanie kobiecych futbolowych mistrzostw (teraz są przedmiotem napięć między UEFA i FIFA – podobno zażegnanych), okazał się ważniejszy od Łódzkiego dobra. Takie łaszczenie się na chwilowy poklask, bez cienia refleksji i myślenia o Łódzkiej przyszłości, nie wystawia władzom dobrego świadectwa.

Wyjazdowa gehenna Łodzian: 28 sierpnia, godz. 20.45: Odra Opole – ŁKS Łódź, 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Mocno osłabiony w defensywie Widzew wcale nie jest bez szans w meczu z mistrzem Polski

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Heroiczny mecz Widzewa we Wrocławiu miał swoje dobre i złe strony. Co pokazał przed hitowym pojedynkiem szóstej kolejki ekstraklasy? Wszak w niedzielę 30 sierpnia o godz.20.15 Łodzianie podejmą bowiem mistrza Polski – Lecha Poznań.

Grający praktycznie przez cały mecz w dziesiątkę Łodzianie wywalczyli punkt (a mogli nawet trzy!). To cenne i budujące. W takiej sytuacji lepiej się trenuje w tygodniu, z większą wiarą staje do kolejnej ligowej walki, choć łatwo nie będzie.

Widzew zagra bez jednego ze swoich liderów. ostoi defensywy – Przemysława Wiśniewskiego, który pauzuje za czerwoną kartkę. Trener Aleksandar Vuković będzie musiał przebudować tak czułą formację, jaką jest defensywa. W roli skutecznego lidera, jeśli zespół chce wrócić do tego, co było jego atutem czyli grania na zero z tyłu, musi wystąpić Steve Kapuadi. Ma umiejętności, żeby podołać zadaniu. Byleby tylko dobrze współpracował z nowym, choć dobrze znanym czyli Mateusz Żyro.

Nieoczywistym asem w rękawie może znów okazać się boczny obrońca – Mario Garcia, który we Wrocławiu zapisał na swoim koncie gola i asystę. Wiele, bardzo wiele będzie zależało od środka pomocy. I tu jest powód do umiarkowanego optymizmu, bo Juljan Shehu znów, jak za dobrych czasów, był prawdziwym, odpowiedzialnym liderem drużyny. Kreatywni, pomocnicy, trzymający w kleszczach całą drużyną rywali, mogą dać przewagą w grze i ostatecznie zapewnić korzystny wynik!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑