Rezerwowy Pafka

Tag: łks (Page 1 of 40)

Gdy Michał Mokrzycki jest na boisku, to ŁKS jest po prostu lepszym zespołem

Fot. Artur Kraszewski

Powiem szczerze, że gdy wrócił do gry, odetchnąłem z ulgą i znów nabrałem wiary, że lepsza przyszłość jest możliwa. O kim myślę? O pomocniku Michale Mokrzyckim.

W rundzie jesiennej zagrał w dwóch pierwszych spotkaniach, a potem kontuzja i powrót na boisko po prawie dwóch miesiącach. Wystąpił w 13 ligowych i jednym pucharowym spotkaniu. Strzelił jedną bramkę w przegranym meczu z Pogonią w Siedlcach. W sumie zebrało się 1125 minut grania.

Nie minuty są najważniejsze, ale to, jakim Michał jest piłkarzem. Gdy znajduje się w formie dla ŁKS jest po prostu graczem niezbędnym. Stabilizuje grę drużyny, dzięki temu potrafi ona utrzymać w miarę względną równowagę, między ofensywą i obroną. Umie wygrać pojedynek jeden na jeden, dokładnie dośrodkować. Jak jest trwoga, to zawsze można zagrać piłkę do niego. Na pewno będzie wiedział, co z nią zrobić. Także na nim można budować lepszą, wiosenną przyszłość ŁKS.

Michał jest jednym z kilku ważnych piłkarzy zespołu, którym po sezonie kończy się kontrakt. Szefowie klubu muszą zrobić wszystko, żeby go z nim przedłużyć. To bez wątpienia będzie sukces nie mniejszy, a wręcz większy niż niepewne efektu kolejne transfery.

Szybo przekonamy się, czy łodzianie są w stanie zrobić sportowy krok do przodu i walczyć w barażach o upragniony awans. Już pierwszy ligowy mecz tego roku będzie prawdziwym wyzwaniem i sprawdzianem możliwości. ŁKS zagra w Bytomiu z rewelacją rozgrywek, Polonią. Jesienią zwyciężył u siebie aż 5:0. Ale teraz ten wynik się nie powtórzy. Rywale są mocnym wiceliderem tabeli. ŁKS zajmuje jedenaste miejsce i oczywista prawda: jeśli chce się piąć w górę tabeli, musi po prostu wygrywać!

ŁKS – trochę optymizmu. Jest na kim budować lepszą, ligową przyszłość zespołu. Oby liderzy wiosną nie zawiedli!

Zdjęcia: Artur Kraszewski

ŁKS jesienią po prostu zawiódł. Jest w dolnych rejonach tabeli, choć ciągle z szansami na strefę barażową, bo liga się spłaszczyła, a jej wizytówką jest to, że każdy może wygrać z każdym. Udaną jesień miały tak nieoczywiste zespoły jak Polonia Bytom, czy Stal Rzeszów.

Kto nie rozczarował jesienią w łódzkim klubie? Po niezbyt nieudanym początku coraz lepiej radził sobieArtur Craciun. Progres zanotował Krzysztof Fałowski. Szkoda, że ten dobry czas przerwała kontuzja.

Najlepszym piłkarzem zespołu był jesienią Jasper Loffelsend. On swoją grą potrafił wpływać na końcowy wynik spotkania. Gdy wrócił po kontuzji nowego ducha w drużynę tchnął kapitan Piotr Głowacki.

Czasami spore możliwości pokazywał Bastien Toma. Szkoda, że robił to tak rzadko. Można było liczyć na Fabiana Piaseckiego i Michała Mokrzyckiego. W końcówce ligowych zmagań jokerem w łódzkiej talii okazał się Koki Hinokio. Sporo nazwisk ludzi, na których można budować lepszą przyszłość. Oby wiosną nie zawodzili, a pokazali swoje futbolowe możliwości.

Na dodatek ŁKS chce pozyskać mających być wzmocnieniem: środkowego obrońcę i defensywnego pomocnika(czy chodzi oMichała Kaputa z Radomiaka?). Gdyby całe to towarzystwo udało się zebrać do kupy, zbudować sensowny team, to…

6 stycznia pierwszy trening piłkarzy ŁKS w nowym roku. Na początku lutego startuje runda wiosenna Betclic 1. Ligi. Pierwszym rywalem łodzian będzie Polonia Bytom. Do szóstej w tabeli Wieczystej Kraków brakują ełkaesiakom cztery punkty. Ech, marzenia to dobra rzecz…

Kto wie. Gdyby nie fatalnie wykonana „panenka” przy rzucie karnym, Fabian Piasecki, mógł zostać najlepszym piłkarzem ŁKS w rundzie jesiennej

Zdjęcia: Artur Kraszewski

W obu łódzkich futbolowych klubach sytuacja jest podobna. Są daleko w tabeli, a do najlepszych ich piłkarzy w rundzie jesiennej należeli… napastnicy.

W ŁKS na pewno na pierwszy plan wybijał się pomocnik Jasper Loffesend, czego dowodem jego pięć asyst i trzy gole. Nie mam jednak wątpliwości, że obok niego do czołowych postaci zespołu należał 30-letni napastnik Fabian Piasecki. Prawdą jest, że Piasecki (siedem goli) strzelił dziesięć mniej bramek od najlepszego snajpera jesieni – Angela Rodado, ale to nie mniej ważny piłkarz drużyny, jak Hiszpan w krakowskiej Wiśle.

Piasecki to nie tylko gracz czyhający na dogodne sytuacje bramkowe w polu karnym. On szuka gry, szuka współpracy, chce nie tylko być egzekutorem, ale także kreatorem. Jasne działo się to głównie na początku jesiennych zmagań i na ich końcu, ale to w tej chwili bez wątpienia gracz,na którym ŁKS może budować przyszłość i ciągle marzyć o miejscu w strefie barażowej.

Piasecki zawiódł tak naprawdę tylko raz w meczu z Polonią, gdy po niesamowitej pogoni ŁKS wyrównał na 2:2, a napastnik przestrzelił w samej końcówce rzut karny. Ta bramka mogła i powinna dać łodzianom zwycięstwo. Ta sytuacja podziałała niczym sportowa kara, skończyła się bramkową posuchą (od 23 sierpnia do 3 listopada), ale słabsze momenty w grze zdarzają się każdemu. Piasecki się odrodził, znów był jednym z liderów, szkoda że na koniec wyeliminowała go z gry kontuzja.

A po fatalnie wykonanej jedenastce mówił tak, cytowany przez sport.tvp.pl. – Biorę to na klatę. Decyzję o „panence” podjął jeszcze przed gwizdkiem i „to była dobra decyzja, tylko wykonanie było nie najlepsze”. Emocje – jak przyznał – dopadły go dopiero po końcowym gwizdku, a trener był zły, ale nie wylewał złości i publicznie nie miał do niego pretensji.

Bez satysfakcji. Obce boiska – ligowa zmora ŁKS – sprawiły, że łodzianie są w dolnych rejonach ligowych stanów średnich

Fot. Artur Kraszewski

Piłka nożna może być prostą, a zarazem skuteczną grą. Bez jakiś specjalnych zawiłości taktycznych. Pokazał to ŁKS w spotkaniu z liderem. Po szybkiej, składnej akcji łodzianie objęli prowadzenie w meczu z Wisłą.

Co działo się potem? Ełkaesiacy bronili wysoko własnego przedpola. Wolno i bez pomysłu grający rywale nie mieli szans na składną akcję i bramkową okazję. Gdyby ŁKS wykorzystał kontrę na 2:0, byłby o krok od wygrania.

Niestety, tego nie zrobił. I został ukarany. Gdy cofnął się bardzo głęboko na własne przedpole stracił gola. Szkoda. Pozostał niedosyt, jak po całych jesiennych zmaganiach.

Łodzianie budowali skład na czołówkę rozgrywek, a skończyli w dolnych rejonach stanów średnich z dorobkiem 26 punktów (przy 43 punktach lidera – Wisły!). Wygrali 7 spotkań, zremisowali 5 i przegrali 7, w tym aż 6 na wyjeździe. I to obce boiska okazały się ligową zmorą ŁKS. Co by było, gdyby spisywali się tam lepiej? Pewnie mieliby miejsce w ligowej czołówce.

Godzina dobrej gry ŁKS to jednak za mało, żeby pokonać lidera. Honorowy remis z Wisłą

Godzina dobrej, odpowiedzialnej gry to za mało, żeby pokonać lidera. ŁKS honorowo zremisował z Wisłą, choć trochę żal, że nie udało się wywalczyć trzech punktów. ŁKS zremisował piąte spotkanie, trzecie u siebie. Łodzianie zdobyli jesienią 26 punktów. Niedosyt jest oczywisty…

Mecz zaczął się znakomicie dla łodzian. Po składnej, szybkiej akcji w polu karnym faulowany był Hinokio. Jedenastkę pewnie wykorzystał Craciun. Ełkaesiacy ustawili sobie grę. Bronili własnego przedpola, czekając na kontrę. I się doczekali. Po dokładnym dośrodkowaniu Loffelsenda, niepilnowany przez nikogo Lewandowski, mając pięć – siedem metrów do bramki, popisał się wyjątkową nieudolnością, główkując obok słupka.

Wisła była bezradna, aż do dziecinnego błędu Kupczaka, który stracił piłkę na własnym przedpolu. Na szczęście krakowianie nie zamienili rzutu wolnego na bramkę, choć nie byli od tego daleko.

Tak naprawdę Wisła wypracowała pierwszą groźną sytuację dopiero w 53 minucie, ale Jakubowski nie miał kłopotów z obroną po strzale Rodado. Czas mijał, a ŁKS cofał się, cofał głębiej na własne przedpole. Rosły groźne sytuacje Wisły i stało się to, czego można się było spodziewać. Goście doprowadzili do remisu.

ŁKS powinien szybko zdobyć drugiego gola. Znów jednak gospodarze zmarnowali stuprocentową sytuację. Potem trwała wymiana futbolowych ciosów. Każda ze stron mogła wypracować bramkową okazję. Ale tego nie zrobiła i skończyło się w sumie na sprawiedliwym remisie.

Spotkanie oglądało  8562 widzów.

Następny ligowy mecz ŁKS na początku lutego z Polonią w Bytomiu.

ŁKS – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 – Craciun (4, karny), 1:1 – Łasicki (63, głową)

ŁKS:  Jakubowski -Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (75, Krykun),Wysokiński, Hinokio, Mokrzycki (85, Ernst), Toma(64, Szczepański),Głowacki,(75, Norlin),Lewandowski(64, Arasa)

Serce otwarte na młodych pacjentów ważniejsze od piłki nożnej!

Autor zdjęć: Wiktor Zajkiewicz/ ŁKS Łódź

Przedstawiciele ŁKS odwiedzili „Łódzkie Hospicjum dla Dzieci – Łupkowa”, które od Dariusza Melona, większościowego udziałowca klubu, otrzymało środki na zakup nowoczesnego przyłóżkowego rotoru do ćwiczeń aktywno-pasywnych. W wizycie uczestniczyli również zawodnik ŁKS Fabian Piasecki oraz psycholog pierwszej drużyny Anna Olkiewicz. To informacja ŁKS warta wyjątkowej uwagi.

Sprzęt, którego zakup sfinansował Dariusz Melon, większościowy udziałowiec ŁKS Łódź S.A., to urządzenie wykorzystywane w rehabilitacji pacjentów, którzy większość doby spędzają w pozycji leżącej. Urządzenie posłuży zarówno w oddziale stacjonarnym hospicjum, jak i w opiece domowe. Łatwo je transportować i dostosować do różnych typów łóżek. To ważne wsparcie dla zespołu fizjoterapeutów oraz znaczące urozmaicenie terapii prowadzonej z pacjentami.

– Łódzkie Hospicjum dla Dzieci – Łupkowa pełni bardzo ważną rolę społeczną jeśli chodzi o cały region. To bardzo potrzebna placówka zarówno dla młodych pacjentów, jak i ich rodziców. Na wieść o potrzebach nasza reakcja nie mogła być inna, musieliśmy pomóc. Czujemy się klubem całego regionu i bardzo ważne są dla nas formy pomocy społecznej – powiedział Dariusz Melon, większościowy udziałowiec ŁKS Łódź S.A. Goście wręczyli również drobne upominki podopiecznym hospicjum.

Wzruszające chwile dopełniły rozmowy z pracownikami i wolontariuszami hospicjum, którzy codziennie mierzą się z wyzwaniami opieki nad ciężko chorymi dziećmi. Jak podkreślają przedstawiciele „Łupkowej”, sprzęt tej klasy to nie tylko techniczne ułatwienie, ale także realna szansa na poprawę komfortu życia pacjentów.

– W imieniu podopiecznych; w imieniu dzieci, które oddychają przy pomocy respiratorów; w imieniu wszystkich, którzy będą korzystać z tego sprzętu i którym dzięki niemu podniesie się jakość życia, dziękuję za wielkie serce, które zaowocowało takim wielkim wsparciem. Pacjenci, którzy z powodu nieuleczalnych chorób są skazani na pobyt w łóżku, w ten sposób będą mieli ważną namiastkę ruchu, która przekłada się na ogólną poprawę funkcjonowania mózgu – powiedział Jarosław Maćkiewicz, wiceprezes Stowarzyszenia „Łódzkie Hospicjum dla Dzieci – Łupkowa”. – Pacjenci, którzy nie są w stanie samodzielnie wykonać ruchu ręką lub nogą będą mogli w sposób zautomatyzowany wykonać ruch wielostawowy – dodał Hubert Adamczyk, fizjoterapeuta pracujący w hospicjum.

Łódzkim Hospicjum dla Dzieci – Łupkowa” od lat niesie pomoc nieuleczalnie chorym dzieciom. Siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zapewnia opiekę lekarską, pielęgniarską, rehabilitacyjną, socjalną, pedagogiczną, psychologiczną i duchową, a także specjalistyczny sprzęt oddechowy, taki jak respiratory, koncentratory tlenu czy koflatory.

Hospicjum było także pierwszą organizacją w Polsce, która podjęła się stałej domowej opieki nad dziećmi oddychającymi przy pomocy respiratorów. Jego nadrzędnym celem jest podnoszenie jakości życia nieuleczalnie chorych dzieci oraz osób cierpiących na przewlekłą niewydolność oddechową w przebiegu chorób nerwowo-mięśniowych, m.in. poprzez pozyskiwanie środków na zakup wysokospecjalistycznego sprzętu medycznego. Takich jak ten, który sfinansował Dariusz Melon.

Fot. ŁKS Łódź

To kolejna już inicjatywa społeczna z udziałem ŁKS. W ubiegłym roku Elżbieta i Dariusz Melonowie wsparli Instytut „Centrum Zdrowia Matki Polki” w Łodzi, przekazując środki na zakup sprzętu medycznego o wartości ponad 330 tys. zł. W grudniu ełkaesiacy wrócili tam z wizytą mikołajkową, by obdarować młodych pacjentów upominkami. Z kolei w kwietniu tego roku przedstawiciele Wielosekcyjnego ŁKS odwiedzili Ośrodek Pediatryczny im. dr. J. Korczaka, który z okazji 120-lecia otrzymał od Elżbiety i Dariusza Melonów czek na 120 tys. zł, a w październiku większościowy udziałowiec ŁKS przekazał Fundacji Kolorowy Świat 100 tysięcy złotych, które zostaną przeznaczone na remont sali gimnastycznej wykorzystywanej przez podopiecznych placówki.

Co ciekawego w hitowym starciu z Wisłą przyniesie kreatywna współpraca pomocników: Bastiena Tomy z Koki Hinokio?

Fot. Artur Kraszewski

Remis ze Zniczem (piąty w sezonie, drugi na obcym boisku) nie jest wielkim sportowym osiągnięciem piłkarzy ŁKS, ale tak jakby coś pozytywnego zaczynało się wykluwać. Poza wszelką dyskusją pozostaje, że najlepszym łódzkim piłkarzem w Pruszkowie był pracujący za dwóch, będący zawsze tam, gdzie być powinien, Michał Mokrzycki.

Wolny, boiskowy elektor Bastien Toma szuka na boisku partnera do kreatywnego grania. Czy znajdzie go w osobie Koki Hinokio? Japończyk przeprowadził kilka efektownych akcji (w tym bramkową) i w grze ofensywnej jest dla drużyny wartością dodaną. Trudno zrozumieć, dlaczego tak długo był w ligowym niebycie.

Fot. ŁKS Łódź

Na pewno ciekawa by była dalsza współpraca tych pomocników z Fabianem Piaseckim, ale zawsze pracujący na boisku za dwóch napastnik doznał urazu i w ostatnim pojedynku w tym roku nie zagra. A 7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Wisła bez problemów pokonała Stal Mielec 3:0 i to już w pierwszych 45 minutach. Zdobyła trzy bramki w 12 minut. Od początku spotkania zasypała rywali gradem strzałów (10, w tym pięć celnych w pierwszych 20 minutach!). Miała kreatywnych skrzydłowych (kapitalny strzał Frederico Duarte pod poprzeczkę)i oczywiście Angela Rodado (17 zdobytych bramek!). Grała szybko po obwodzie. Kurczowa obrona (do przerwy) mielczan, to nie był dobry pomysł. Musiało się to źle skończyć dla Stali i tak się stało. Oby ŁKS nie powtórzył tych błędów.

Krakowianie mają mniej czasu na przygotowanie się do starcia w Łodzi, gdyż w czwartek o godz. 20.45 grają mecz Pucharu Polski z Zawiszą w Bydgoszczy.

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

Znaczy kapitan! Gol Piotra Głowackiego dał cenne wyjazdowe zwycięstwo drużynie ŁKS

Fot. Artur Kraszewski

Na razie liczy się tylko cel, a droga do niego ma drugorzędne znaczenie. Taką zasadę działania przyjął nowy trener ŁKS – Grzegorz Szoka i w swoim debiucie w łódzkim klubie dobrze na tym wyszedł. Ełkaesiacy wygrali i co podwójnie cenne, zrobili to na obcym boisku, pokonując w Łęcznej Górnika 2:1.

Nowy szkoleniowiec dokonał też trafnych kadrowych wyborów. Pierwszy raz od ponad miesiąca wyszedł na boisko w podstawowym składzie Piotr Głowacki i… Znaczy kapitan! Ładnie zwiódł rywala, a potem mądrym, technicznym uderzeniem w róg zdobył bramkę na wagę wyjazdowego (co podwójnie cenne) zwycięstwa z Górnikiem Łęczna.

W drugiej linii pojawił się pierwszy raz od połowy września, gdy zagrał w Chorzowie 30 minut (1:2 z Ruchem) Koki Hinokio i przydał się w drugiej linii, bardziej niż niewidoczny tym razem Bastien Toma.

Jak zwykle, co imponujące, walczył za dwóch Fabian Piasecki. Choć długo nie mógł nic zrobić po wykopach piłki na aferę przez swoich kolegów z defensywy, to w końcu doczekał się nagrody. Wywalczył rzut karny i go wykorzystał, zapisując na swoim koncie siódmą bramkę w łódzkich barwach.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie. To będzie kolejny trudny, wyjazdowy pojedynek. Rywale dostali mocny, optymistyczny, sportowy bodziec. Pokonali zasłużenie na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. To ich pierwsze zwycięstwo od 4 października!

Jak zwykle układał grę zespołu 39-letni Radosław Majewski, który na dodatek imponował walecznością. Dwie bramki strzelił 20-letni, młodzieżowy reprezentant Polski – Daniel Bąk, który w 12 ligowych meczach zdobył 5 goli. Ostoją defensywy był doskonale znany w ŁKS, najambitniejszy z ambitnych – Oskar Koprowski.

Udany debiut trenera. Drugie zwycięstwo ŁKS na obcym boisku, choć o sukces łatwo nie było

Debiut w roli pierwszego trenera Szoki w ostatniej kolejce I-ligowej jesieni i to debiut udany. ŁKS odniósł drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, choć sukces nie przyszedł mu łatwo. Najważniejsze jest zwalczenie zmory obcych boisk.

Łodzianie zaczęli energetycznie, ale to Deja z rzutu wolnego obił poprzeczkę. W odpowiedzi uderzając z 10 metrów, pomylił się Toma. Powiedzmy szczerze, że ta nowa gra łodzian w wielu akcjach to była laga do przodu, mająca znaleźć w ataku Piaseckiego.

W końcu nadeszła jednak akcja, która przyniosła łodzianom gola. W polu karnym po ataku Piaseckiego, interweniujący wślizgiem Deja, zagrał piłkę ręką. Rzut karny. Piasecki huknął pod poprzeczkę (piłka odbiła się od jej wewnętrznej strony) i łodzianie objęli prowadzenie. To siódmy, ligowy gol napastnika. Dobrze, że cała 45-minutowa łódzka para nie poszła w gwizdek.

W drugiej połowie ŁKS nie wiedzieć czemu przez długie minuty głównie się bronił. Musiał wykazać się Jakubowski. Stało się jednak to, co musiało się stać. Łodzianie po rzucie rożnym i serii przypadkowych odbić stracili gola.

Goście wzięli się jednak w garść. Po składnej akcji i strzale prawą nogą po długim rogu Głowacki dał łodzianom prowadzenie. Zadowolony ŁKS znów zaczął się głównie bronić. I obronił trzy cenne, wyjazdowe punkty.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie, który sensacyjnie, ale zasłużenie pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. Trzeba będzie bardzo uważać oczywiście na lidera – Majewskiego, ale i autora dwóch goli – Bąka.

Górnik Łęczna – ŁKS 1:2 (0:0)

0:1 – Piasecki (40, karny), 1:1 – Szabaciuk (67, głową), 1:2 – Głowacki (71)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (81, Krykun), Wysokiński, Hinokio (81, Ernst). Mokrzycki, Toma, Głowacki, Toma (64, Szczepański) , Piasecki (64, Lewandowski)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑