Rezerwowy Pafka

Tag: łks (Page 1 of 47)

Łatwo nie było, ale ŁKS wreszcie wygrał po złotym golu Podlińskiego w doliczonym czasie gry

Trener Szoka po dwóch porażkach z rzędu zamieszał składem ŁKS. I udało się. W doliczonym czasie gry po rzucie rożnym, jak napastnik z prawdziwego zdarzenia, zachował się Podliński i ŁKS pokonał Podbeskidzie. Przypomnijmy, że po raz ostatni Ełkaesiacy zdobyli gola 11 września (Karasiński), po raz ostatni w Łodzi 23 sierpnia (Arasa).

W 2 min ŁKS powinien prowadzić 1:0. Po pressingu rywale stracili piłkę (przejął ją Hinokio), a stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał, strzelając z woleja, Szczygieł. Może powinien zostawić piłkę Japończykowi?! Wielka szkoda.

Rywale bronili się przed pressingiem, ale gdy już zaatakowali raz i drugi, to groźnie. Dobrze, że bez bramkowych skutków. Warta odnotowania znakomita interwencja Farbiszewskiego. Drugą okazję zmarnował Arasa, który po sprytnej centrze Wysokińskiego główkował obok słupka.

Mało było składnych ataków, bo mało był kreatywnego grania środka drugiej linii. Chciał brać sprawę w swoje ręce Arasa, ale momentami z marnym skutkiem. 45 minut bez celnego strzału – to mówi wszystko.

Drugą połowę mógł dobrze rozpocząć ŁKS, ale strzał Hinokio z dziewięciu metrów był tak anemiczny, że został łatwo zablokowany. W 53 min hurra, pierwszy, choć słaby, celny strzał, Arasy (głową). Składną, pomysłową akcję przeprowadzili goście, ale strzał Urynowicza z końca pola karnego… pożal się Boże.

ŁKS atakował, napór trwał. Po składnej akcji Arasa drugi raz celnie strzelił, ale słabo, słabiusieńko. Hiszpan brał dużo na swoje barki, próbował indywidualnych akcji, ale bez efektów. Hinokio strzelał z końca pola karnego, oczywiście niecelnie, tak, jakby to robił pierwszy raz w życiu.

ŁKS jednak walczył do końca. I został nagrodzony w doliczonym czasie bramką i trzema punktami. Podliński, jak na napastnika przystało, w dogodnej sytuacji, po rzucie rożnym, strzelił pewnie w róg. To jego trzeci ligowy gol dla ŁKS. To bramka na nowe ligowe otwarcie?!

26 października o godz. 18 Warta Poznań podejmie ŁKS.

ŁKS – Podbeskidzie Bielsko Biała 1:0 (0:0)

1:0 – Podliński (90+2)

ŁKS: Węglarz – Keiblinger (81, Strzałek), Rudol, Craciun, Farbiszewski, Szczygieł (70, Podliński), Kaput (81 Terlecki), Wysokiński (70, Nowakowski), Hinokio, Karasiński (57, Sokół), Arasa

Oto jest piłkarska zagadka: czy ŁKS może grać tak, jak sensacyjny lider I ligi?

Fot. Artur Kraszewski

Dobrze nie jest. ŁKS zakończył wyjazdową gehennę porażką z ligową rewelacją – Pogonią Grodzisk Mazowiecki 0:2. I zaczął nowe poreprezentacyjne otwarcie z Ruchem Chorzów w Łodzi też 0:2. Tu przegrał po przespaniu pierwszej połowy i praktycznie dwóch samobójach. Trener Grzegorz Szoka: – W meczach o dużą stawkę dzieje się z nami coś złego. Gramy poniżej swoich możliwości.

18 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie Podbeskidzie Bielsko Biała. Łodzianie mają 15 punktów, rywale o cztery mniej. wygrali jeden mecz, przy czterech zwycięstwach Łodzian. Niby kto jest faworytem, każdy widzi, ale to liga wyrównana i pełna niespodzianek. Nikt za darmo punktów nie da. A forma Łodzian jest taka, że… kot napłakał.

– Nie ma Arasy, nie ma ŁKS. To może martwić nie tylko kibiców, ale też sztab szkoleniowy. Wszystko w ofensywie zależy od tego jednego zawodnika- powiedział Łukasz Gikiewicz. Jest w tym twierdzeniu sporo racji, ale też wiele przesady. W piłkę nożną nigdzie nie gra jeden zawodnik tylko drużyna. I ŁKS znów musi być drużyną, która ma dużo, dużo więcej kadrowych atutów.

A co tam. Wejdę panom piłkarzom na ambicję. ŁKS ściągnął graczy, którzy mają coś do udowodnienia. Właściwie nie coś, a to, że są jeszcze na boisku sporo warci i ich kariera w Łodzi to nie dalszy ostry sportowy zjazd w dół. Niech pokażą, że umieją grać na miarą marzeń Łódzkich kibiców, którzy domagają się ekstraklasy!

Skoro w meczu z Ruchem, jak słusznie zauważa trener Grzegorz Szoka, mało drużynie ŁKS wychodziło, to może teraz będzie inaczej? Dlaczego Łodzianie nie mają zacząć grać, jak niespodziewany lider – Pogoń Grodzisk Mazowiecki, który wygrał najwięcej, bo sześć spotkań i przegrał najmniej, bo jedno!

Czy Łódź to futbolowe miasto przeklęte?!

Tym razem mogłem śledzić tylko internetowe relacje i na koniec ogarnął mnie wielki smutek. Znajomi to zauważyli: – Coś tak nagle przygasł. A mnie ogarnęło uczucie piłkarskiej beznadziei. Znów czarna Łódzka niedziela i porażka za porażką. Przegrał w doliczonym czasie gry Widzew 1:2 z Piastem, przegrał 0:2 ŁKS prestiżowy pojedynek z Ruchem, o zgrozo, na własnym boisku.

Czy nie można wybić się, jeżeli nie na wielkość, jak Górnik, Lech czy… Pogoń Grodzisk Mazowiecki, to przynajmniej na ligową przyzwoitość, choćby jak Gliwicki Piast? U nas w Łodzi niestety wygląda wszystko na to, że nastąpi powtórka z futbolowej rozrywki. Bez sensu i końca wzmacniany niepotrzebnymi piłkarzami Widzew znów będzie walczył rozpaczliwie o utrzymanie. A ŁKS znów zaliczy się do ligowych średniaków, dla których walka o awans, to za wysoki, nieprzekraczalny próg.

Małe to wszystko, cherlawe i smutne jak diabli. Nie widać jakoś wyjścia z tego ciemnego tunelu. Coraz bardziej przekonuje się do zdania, że Łódź to piłkarskie miasto przeklęte, że trzeba zapomnieć o wszystkich sportowych ambicjach i żyć tym, co przynosi życie, a przynosi kompletną futbolową mizerię.

Najlepsza wiadomość dla ŁKS. Lider drużyny – Andreu Arasa – powinien być w formie!

Fot. ŁKS Łódź

Wracamy do ligi. ŁKS czeka od razu hitowy, pełen wspomnień, pojedynek z Ruchem Chorzów w Łodzi – 11 października o godz. 14.30.

Łodzianie znów są u siebie. Mogą trenować tam, gdzie znają każdy kąt. Zagrają nie na obcym, a na własnym boisku. Miejmy nadzieję, że przy dopingu nie mniejszej liczby kibiców niż ta, która obserwowała finał kobiecego mundialu. A było ponad 8 tysięcy widzów! Miejmy nadzieję, że mocno zmodernizowana czyli wzmocniona murawa po mundialu nie będzie kartofliskiem i da się na niej grać.

Chce się wierzyć, że trener Grzegorz Szoka, po wpadce w meczu z Pogonią Grodzisk – słabym występie i porażce 0:2, zebrał zespół do kupy, zintegrował go. W spokoju zajął się dopracowaniem szczegółów i wyborem optymalnej jedenastki.

Czas działał na korzyść lidera drużyny – Andreu Arasy. Oby znów był w formie, błyszczał na boisku, wygrywał indywidualne pojedynki, strzelał ważne bramki, a wtedy powinno być dobrze.

Ostatni mecz to był ligowy niewypał, ale przecież były też spotkania, choćby to ze Stalą Mielec (4:0) czy z Puszczą Niepołomice (2:1), gdy Łodzianie pokazali, że mają potencjał i możliwości. Chce się wierzyć, że będą skutecznie walczyć o miejsce w czołówce.

Legenda ŁKS – Jacek Ziober nie żyje. To był piłkarz, który miał takie umiejętności, że potrafił zastąpić w Montpellier genialnego Erica Cantonę!

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

Jacek Ziober nie żyje. Przed szóstą rano przegrał walkę z nowotworem. Był wybitnym piłkarzem. Chciało się chodzić na mecze ŁKS, żeby zobaczyć go w akcji. Nie gwiazdorzył, tylko grał. I to jak! Nic dziwnego, że został Piłkarzem Roku w Polsce w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. W szczerej rozmowie przyznawał, że jego słaba strona to charakter i on go zawiódł na manowce czy na życiowy margines, niestety.

Strona sport.tvp.pl w story o Jacku przypomniała: latem 1990 roku prezes Montpellier przyleci po niego do Warszawy prywatnym odrzutowcem, zapłaci za jego transfer 1,82 mln dolarów i zabierze ze sobą, by Polak zastąpił Erica Cantonę. Nie wie, że dostanie willę z basenem niedaleko wybrzeża. Nie wie, że jak wejdzie tam do sklepu, ujrzy feerię barw i zapachów, to stanie jak wryty i nie będzie wiedzieć, za co złapać.

W Montpellier szybko stał się gwiazdą. Dzięki niemu prezes klubu szybko zapomniał o tym, że chwilę wcześniej stracił Erica Cantonę. Polak też potrafił wyczyniać z piłką cuda, choćby strzelić bramkę po rajdzie przez pół boiska w stylu Diego Maradony. Taką bramkę zdobył w meczu z Belgią.

Jacek żył jak w pięknej sportowej bajce, ale jak wielu niestety przed nim i wielu po nim, nie umiał sobie poradzić z życiem po wielkim graniu. Wielki żal, że odszedł, po prostu za wcześnie.

Na moją prośbę kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przysłał mi zdjęcia ze swojego archiwum, na których można zobaczyć Jacka Ziobera. Jacek Bogusiak napisał: warto pamiętać, że gdy Jacek Ziober grał we Francji nie zapominał o swoich korzeniach. Zapraszał do Montpellier Łódzką młodzież. Dla dzieciaków kupował sprzęt, koszulki. Opiekował się piłkarską drużyną chłopaków podczas Olimpiad Specjalnych.

Tylko zwycięstwa gwarantują miejsce w czołówce. Jak tlenu potrzeba ich drużynie ŁKS!

Fot. ŁKS Łódź

Cicho, cichuteńko. Lepiej być w cieniu, z boku, nie rzucać się w oczy. Dlaczego? Bo ŁKS po prostu zawiódł. Przegrał ostatni serialowy, wyjazdowy,ligowy mecz z Pogonią Grodzisk 0:2. Powiedzmy łagodnie, że był to słaby występ Łodzian. Wynik zatem jest, jak najbardziej sprawiedliwy.

ŁKS jest czwarty w tabeli z dorobkiem 15 punktów w 9 meczach. To nadal jest czołówka. Aby się w niej utrzymać trzeba znów zacząć wygrywać, bo inaczej czeka drużynę I-ligowe przeciętniactwo i tyle.

Przypomnijmy, w Pruszkowie z Pogonią ŁKS grał w składzie: ŁKS: Węglarz – Keiblinger (46, Sokół), Fałowski, Craciun, Farbiszewski, Błachewicz (46, Karasińki), Kaput (70, Nowakowski),Hinokio (70, Wysokiński), Strzałek, Szczygieł (46, Arasa), Podliński.

Tym razem rezerwowi nie dali pozytywnego impulsu, a na dodatek zawiódł kapitan – Craciun, który nie wykorzystał rzutu karnego. Dobrze, że to wszystko się nie posypało na całego i nie doszło do bardziej dotkliwej porażki.

Taka wpadka nie nastraja optymistycznie, nie daje pozytywnego impulsu do trenowania, ale cóż, taka robota. Trzeba wierzyć, że ŁKS wziął się w garść i po solidnym przepracowaniu reprezentacyjnej przerwy, będzie grał lepiej, na miarę oczekiwań.

Kolejne ligowe mecze ŁKS już w Łodzi. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

ŁKS. Po tak słabym meczu traci się zaufanie do drużyny. Stać ją tak naprawdę tylko na ligową przeciętność?!

Fot. Artur Kraszewski

Po serii niezłych meczów bez porażki, a zwłaszcza zwycięstwie w Niepołomicach, wydawało się, że nie mamy w Łodzi lidera z przypadku, że trener Grzegorz Szoka poskładał zespół tak, że można na nim polegać i nie zejdzie w swojej grze poniżej przyzwoitego ligowego poziomu.

Nic z tego. W najważniejszym do tej pory pojedynku ligowej jesieni, Łodzianie zagrali tak słabo, że aż zęby bolały – bez rytmu, bez wiary, bez ikry. ŁKS przez całe spotkanie w Pruszkowie z Pogonią Grodzisk (0:2) nie przeprowadził żadnej, ale to żadnej składnej, groźnej akcji. Karnego, na dodatek niewykorzystanego, wypracowali Łodzianom swoją boiskową bezmyślnością gospodarze.

Chce się to jakoś tłumaczyć, że gdy kapitan marnuje jedenastkę, to z drużyny całkiem schodzi powietrze, ale to marne tłumaczenie. Właściwie można się tylko cieszyć, że po tej sytuacji nie pękły mocno nadwątlone Łódzkie szwy, nie puściły hamulce i nie doszło do kompromitacji takiej, jaką doświadczyła Stal Mielec na Wybrzeżu, gdzie została znokautowana siedmioma golami.

Cóż futbolowe życie toczy się dalej. Mozolne budowanie drużyny trwa. Trudno mieć po takiej smętnej wpadce do kogokolwiek zaufanie. Przerwa daje czas na nowe, oby lepsze, rozdanie, a może też dogadanie się z banitami?!Decydująca faza jesiennych rozgrywek pokaże, czy ŁKS znów będzie stać tylko na ligową przeciętność.

Następne mecze ŁKS już w Łodzi, po przerwie na reprezentację. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

Bolesna porażka ŁKS. Gdy gra się słabo, a na dodatek nie wykorzystuje rzutu karnego, trudno marzyć o sukcesie w meczu na szczycie

ŁKS fatalnie zakończył swoją długą, wyjazdową, ligową tułaczkę. Po słabym meczu, niewykorzystanym rzucie karnym, jak najbardziej zasłużenie przegrał z Pogonią Grodzisk mecz na ligowym szczycie. Sportowym niesmakiem skończyła się zatem Łódzka seria pięciu ligowych spotkań bez porażki. 

A zaczęło się obiecująco, od przygniatającej wręcz przewagi Łodzian, z której niestety nic nie wyniknęło. Potem goście czujnie i ostrożnie trzymali się na własnym przedpolu, szukając sytuacji do udanej kontry. Momentami, starali się stosować pressing, co mocno dziwiło rywali. Strzałów nie było, no może poza jednym Majewskiego, w stylu… rugby – wysoko i daleko.

Jedna dobra centra, jedna próba akcji ofensywnej Łodzian na 35 minut gry, to raczej zatrważająca statystyka. Wreszcie, wreszcie była jakaś akcja (Keiblinger), ale piłka wylądowała w rękach Kamińskiego.

Skoro nie goście, zaatakowała Pogoń i w doliczonym czasie, po fatalnym błędzie przy wyjściu z własnej połowy Łodzian (za wolno, w zbyt oczywisty sposób), zdobyła gola. Strzał z dystansu obronił Węglarz, dobitka została zablokowana, ale akcja trwała dalej. Pod bramką najsprytniejszy był 40-letni Majewski. Jedno jedyne, pierwsze celne uderzenie w całej słabiutkiej, słabiusieńkiej pierwszej połowie, dało gola. Szok.

Drugiej połowy nie można było zacząć, bo cały czas pracowały zraszacze i dopiero po kilku minutach dało się je wyłączyć. To do tego momentu była najciekawsza sytuacja w tym pojedynku.

W pierwszej akcji po przerwie i rzucie rożnym wykonywanym przez Strzałka, Farbiszewski w dogodnej sytuacji główkował wyjątkowo niecelnie. Sędzia Myszka się zbłaźnił, nie dyktując jedenastki, po ewidentnym faulu w polu karnym bramkarza na Podlińskim. Po analizie VAR arbiter zmienił jednak decyzję. Kamiński obronił źle wykonanego karnego przez kapitana – Craciuna (praktycznie strzelił w środek bramki). Farsa się niestety dopełniła.

Łodzianie mogli zostać błyskawicznie ukarani. Na szczęście w odpowiedzi Węglarz obronił strzał Majewskiego. Co się jednak odwlecze… Gospodarze nabrali bowiem wiatru w żagle. Po zagraniu ręką Hinokio w polu karnym, analizie VAR, arbiter podyktował jedenastkę dla gospodarzy. Ciepiela zmylił Węglarza i posłał piłkę w sam róg bramki. Z Łodzian uszło powietrze. Dobrze, że nie skończyło się na wyższej porażce.

Następne mecze ŁKS już w Łodzi, po przerwie na reprezentację. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS 2:0 (1:0)

1:0 – Majewski (45+1), 2:0 – Ciepiela (69, karny)

ŁKS: Węglarz – Keiblinger (46, Sokół), Fałowski, Craciun, Farbiszewski, Błachewicz (46, Karasińki), Kaput (70, Nowakowski),Hinokio (70, Wysokiński), Strzałek, Szczygieł (46, Arasa), Podliński

Cenne zwycięstwo ŁKS. Luz blues i do przodu. Byli na boisku zawodnicy, dzięki którym więcej było piłki w piłce w grze Łodzian

Zdjęcia Artur Kraszewski

Po długo oczekiwanym zwycięstwie w Niepołomicach, widać jak na dłoni, że w ŁKS u trenera Grzegorza Szoki, nie ma świętych krów, nie ma jednej jedenastki na całą rundę. Szkoleniowiec szuka, zmienia, wybiera optymalną jedenastkę na mecz, nie boi się odważnych roszad. I na razie na tym nie traci, a wręcz przeciwnie: nieoczywiści piłkarze dali mu zwycięstwo!

Lubię takich graczy. Luz blues, bez kompleksów, odpowiedzialnie, ale twórczo do przodu. Coś takiego zaprezentował przez wiele minut meczu w Niepołomicach 22-letni Igor Strzałek. To dzięki niemu więcej było piłki w piłce w grze Łodzian.

Igor ciągle ma futbolowy potencjał i jak widać umiejętności. A był moment, że uznałem go za kolejny zmarnowany polski talent. Chciałoby się wierzyć, że w ŁKS zyskał nowe futbolowe życie – z korzyścią dla siebie i dla drużyny.

Piłkarzem bez boiskowych kompleksów jest też 18-letni Lenard Szczygieł. I on potrafi zaskoczyć odważnym atakiem, nie zawsze udanym, ale z reguły godnym uznania. To piłkarz, na którego rywal musi mieć uważne baczenie, bo potrafi wykręcić taki boiskowy numer, że nie będzie co zbierać.

Asem w rękawie okazał się rezerwowy Szymon Karasiński. Strzelił jedną z najładniejszych, jak nie najładniejszą bramkę kolejki. Huknął lewą nogą po długim rogu pod poprzeczkę. Palce lizać. To kolejny dowód na to, że jeśli masz ułożoną lewą nogę i ona ci nie przeszkadza, to o skuteczne strzały i piękne bramki, po prostu łatwiej.

Piłkarz mówi wprost: – Dostałem szansę, to ją wykorzystałem. Niesamowite uczucie – zdobyć decydującego gola, jeszcze tak ładnego. Powiem, że zdarza mi się strzelać ładne bramki. Wydaje mi się, że dobrze wybrałem nowy klub!

19 września, o godz. 15.30 wyjazdowy, oczywiście mecz z dotychczasową rewelacją rozgrywek: Pogonią Grodzisk Mazowiecki.

Rezerwowi dali ŁKS zasłużone i bardzo cenne zwycięstwo z Puszczą, z którą ostatnio Łodzianom było nie po drodze

Po ostatnich porażkach z Puszczą ŁKS wziął rewanż na wyjątkowo niewygodnym rywalu. Wygrał w Niepołomicach, jak najbardziej zasłużenie, bo po prostu był lepszy. Zwycięskiego gola dała akcja rezerwowych. To czwarte zwycięstwo Łodzian, pierwsze na wyjeździe!

Pierwszy atak Łodzian przyniósł gola. Po akcji Sokoła, w słupek (po interwencji bramkarza) trafił Podliński, ale przy dobitce nie pomylił się Szczygieł i zaliczył swoje pierwsze ligowe trafienie.

Potem trochę zabrakło… precyzji. Sam sobie wypracował sytuację Strzałek, ale po jego strzale piłka minimalnie minęła słupek. Potem atakujący i mający inicjatywę ŁKS dwa razy sprawdzał bramkarza gospodarzy (Sokół, Wysokiński). Szkoda, że nieskutecznie!

ŁKS dominował, a potem nie wiedzieć czemu oddał inicjatywę. I na dodatek pokazał czyste futbolowe frajerstwo. Zablokowany Węglarz nie zdołał wybić piłki, więc po rzucie rożnym głową umieścił ją w siatce Piekarski. Wszelkie przedmeczowe dywagacje, że stałe fragmenty gry to atut Puszczy, zdały się psu na budę.

Po przerwie ŁKS miał inicjatywą. Tworzył sytuację, których nie potrafił wykorzystać. Rywale blokowali strzały w polu karnym lub Łodzianie byli niedokładni, albo posyłali piłkę panu Bogu w okno.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Po akcji rezerwowych (oj, miał nosa trener Szoka) pięknym strzałem popisał się Karasiński i zdobył swojego debiutanckiego gola w barwach ŁKS. Łodzianie wygrali jak najbardziej zasłużenie.

19 września, o godz. 15.30 wyjazdowy, oczywiście mecz z dotychczasową rewelacją rozgrywek: Pogonią Grodzisk Mazowiecki, która nie przegrała jeszcze meczu i przewodzi I-ligowej stawce.

Puszcza Niepołomice – ŁKS 1:2 (1:1)

0:1 – Szczygieł (11), 1:1 – Piekarski (43, głową), 1:2 – Karasiński (86)

ŁKS: Węglarz – Sokół, Fałowski, Craciun, Farbiszewski, Błachewicz (65, Karasiński), Kaput, Terlecki (18, Wysokiński), Strzałek (82, Hinokio), Szczygieł (65, Arasa), Podliński (82, Nowakowski)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑