Rezerwowy Pafka

Tag: łks (Page 1 of 44)

ŁKS ciągle w budowie. A tu grać i punktować trzeba. Znów nie będzie łatwo, ale własne boisko powinno być atutem!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS pokonał Polonię 2:1. Pierwszy ligowy sukces ale… Oj, nie było łatwo. Trzy ligowe punkty wywalczone po ciężkiej walce, gdy momentami trzeba było się cofać do, nie kryjmy tego, rozpaczliwej obrony.

Cały czas ten chaos i niemoc można tłumaczyć działaniami w budowie. Nie ma po prostu jeszcze zespołu, któremu można by było w stu procentach zaufać. Trener Grzegorz Szoka szuka optymalnego zestawienia drużyny. Nie boi się dokonywać odważnych zmian w składzie w trakcie gry.

ŁKS znów pokazał charakter. Podniósł się z klęczek po słabej grze i stracie gola. Podniósł się natychmiast, błyskawicznie. I w ciągu 60 sekund dwoma podobnymi akacjami rozstrzygnął losy spotkania.

Na uwagę zasługuje spokój i pewność autorów goli. To, że tak potrafi zagrać Fabian Piasecki, to już wiedzieliśmy, ale że w trudniej sytuacji nie traci głowy i potrafi być skuteczny Kacper Nowakowski, przekonaliśmy się po raz pierwszy. Oby tak dalej…

Nadal trzeba więcej, dużo więcej wymagać od drugiej linii. Niestety, Koki Hinokio daleki jest od swojej optymalnej formy. Inni też nie błyszczą, choć daje się zauważyć solidność Mateusza Wysokińskiego (dobrze że został!).

Domowy serial będzie trwał. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19).

Zespół z Głogowa rozbił w premierze w Rzeszowie Stal, wygrywając 5:1. Wydawało się, że będzie bardzo, bardzo groźny. Tymczasem do przerwy meczu z Odrą mógł przegrywać nie 0:1, ale nawet 0:3. Opolanie pokazali jak grać z Chrobrym – odważnie, z polotem, szybciej, bardziej zdecydowanie, a wtedy rywal gubi się niczym nieopierzony junior. Potem to się zmieniło…

W pierwszej akcji drugiej połowy Chrobry zaatakował składnie, z pomysłem i groźnie. To było jednak na tyle, bo energetyczna Odra nie zamierzała odpuścić. Miała rzuty rożne i okazje. Była blisko, ale bez kropki nad i. A gdy zszedł kapitan i ostoja defensywy Opolan – Piroch wszystko mogło się zdarzyć. Tak naprawdę jednak Chrobry 100-procentowe sytuacje wypracował w… doliczonym czasie gry. Nie wykorzystał ich, więc przegrał z Odrą 0:1. W tej lidze wszystko jest możliwe!

60 sekund które wstrząsnęło meczem i dało pierwsze ligowe zwycięstwo ŁKS

Oj, nie było łatwo. ŁKS sporo się napracował z groźnym rywalem. Oddał inicjatywę, stracił gola. Gdy ją odzyskał, błyskawicznie rozstrzygnął losy spotkania…

ŁKS w tym samym składzie, co w premierze w Siedlcach (1:1 z Pogonią). Już w 4 min powinien prowadzić. W doskonałej sytuacji Błachewicz główkował obok słupka. Potem przy kontrze samolubstwem popisał się Hinokio (strzelał zamiast podawać). Pod koniec pierwszej połowy podobnie w podobnej sytuacji zachował się Nowakowski. Zmora jakaś czy futbolowa choroba?!

Zaskakujące, goście przeszli do ataku. Arbiter odgwizdał przewinienie gracza Polonii, ale trzeba zauważyć, że chwilę wcześniej piłkę z linii bramkowej wybił Piasecki. W każdym razie Polonia miała boiskową inicjatywę. Poprzeczka ratowała gospodarzy po uderzeniu Wojtyry!

Odpowiedź nastąpiła dopiero w 40 min, gdy rywal zablokował w dogodnej sytuacji strzał Piaseckiego. Za to ogrom szczęścia sprawił, że gospodarze nie stracili gola po uderzeniu Andrzejczaka. Co się odwlecze… Po strzale Łabojki goście objęli prowadzenie. Zasłużenie!

A potem? Tego się nikt nie spodziewał. Nastąpiło Łódzkie trzęsienie ziemi. W 60 sekund ŁKS zdobył dwa gole. Po długich, dobrych podaniach, asystach głową, na listę strzelców wpisywali się Nowakowski i Piasecki. Imponująca odpowiedź, zaskakująca na tle tego, jak grał ŁKS, a grał długo… kaszanę.

Druga połowa mogła się zacząć znakomicie. Po rzucie rożnym na listą strzelców wpisał się Fałowski, ale wcześniej arbitrzy dopatrzyli się faulu i gol nie został uznany. ŁKS jakby odmieniony. Miał inicjatywę, atakował. Po rzucie rożnym był bliski kolejnego gola.

Goście nie chcieli być dłużni. Atakowali, ale skutecznie interweniował Wysokiński. Gospodarze nie potrafili odzyskać piłki pod własnym polem karnym, dając rywalom okazję do tworzenia groźnych akcji. W efekcie były Ełkaesiak – Wzięch trafił w słupek. W odpowiedzi po dobrej akcji Nowakowski w dogodnej sytuacji źle przyjął piłkę.

Polonia nie zamierzała odpuścić. Ratował Łodzian zmiennik Wiech, wybijając piłkę sprzed linii bramkowej. Do końca sprawa ostatecznego wyniku tego energetycznego meczu była otwarta. Przyniosła pierwsze ligowe zwycięstwo drużynie ŁKS.

Domowy serial będzie trwał. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19).

ŁKS – Polonia Bytom 2:1 (2:1)

0:1 – Łabojko (44), 1:1 – Nowakowski (45), 2:1 – Piasecki (45+1)

ŁKS: Węglarz – Rudol (46, Farbiszewski), Craciun (82, Wiech), Fałowski, Błachewicz, Wysokiński, Terlecki, Hinokio (46, Podliński), Sokół (77, Keiblinger.), Nowakowski, Piasecki (77, Arasa)

ŁKS. Zaczynali, jak futbolowi profesorowie. A potem? Zachowywali się jak niedouczone studenciaki!

Fot. ŁKS Łódź

Pierwszy nasuwający się wniosek po nieudanym meczu ŁKS w Siedlcach (1:1). Łodzianie wyszli na boisko jak profesorowie, a potem… momentami grali jak niedouczone studenciaki!

Obie połowy meczu zaczynały się wyjątkowo obiecująco. A potem? Szkoda gadać. Siedlczanie byli szybsi, sprawniejsi, groźniejsi. A Łodzianie? Na przykład Błachewicz nie potrafił dobrze przyjąć piłki swoją słabszą nogą. Goście mieli też zero pomysłu na to, jak do przerwy zatrzymać szarżującego prawą stroną Zielonkę. A w końcówce, gdy mimo wszystko była szansa na zwycięskiego gola, Sokół popisał się… kiksem kolejki.

To wydają się klasyczne niedomagania drużyny w budowie. Nic nie jest do końca pewne, nowi wpasowują się w zespół i jego sposób grania. Muszą jednak i to szybko dawać drużynie więcej, niż ligowa przeciętność, bo inaczej znów będzie wielkie rozczarowanie czyli granie o nic Ełkaesiaków.

Nadzieję na to, że może być lepiej daje powrót do drużyny w końcówce meczu kreatywnego i strzelającego bramki Arasy. On jest najbliższy stworzenia znów groźnego, kreatywnego snajperskie duetu z Piaseckim.

Musi być lepiej, bo teraz czeka ŁKS długi Łódzki serial. Jeżeli okaże się futbolowym gniotem, to szkoda gadać. W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec).

Mocnego otwarcia, na miarę ligowej czołówki, nie było. ŁKS miał lepsze i fatalne momenty, zatem remis w Siedlcach można uznać za cenny

Łodzianie zaczęli ligową premierę obiecująco, od… rzutu wolnego. Strzał Piaseckiego po długim rogu obronił Lemanowicz. Wydawało się, że mecz będzie się toczył pod dyktando gości. Tymczasem gospodarze nie zamierzali tanio sprzedać skóry. Chaos na boisku, którego nie brakowało, im sprzyjał. Gdy dochodziło do kontrataków Siedlczan, to Ełkaesiacy mieli wielkie kłopoty z ich zatrzymaniem.

Na dodatek goście dali się nabrać na rozegranie rzutu wolnego, niczym futbolowe żółtodzioby. Wycofanie piłki do niepilnowanego Zielonki, przyniosło strzał z dystansu w róg bramki, nie do obrony dla Węglarza. Inna sprawa, że całą akcję spowodował bezsensowny, niepotrzebny faul Hinokio. ŁKS chciał odpowiedzieć, ale robił to tak anemicznie, że zęby bolały.

Wreszcie coś się zmieniło. W 40 minucie Lemanowicz musiał się wykazać, broniąc strzał Piaseckiego. Potem była główka napastnika na interwencję oraz zderzenie… Łodzian w polu bramkowym gospodarzy i to tyle. To było za mało, dużo za mało, żeby doprowadzić do przerwy do wyrównania.

Tymczasem pierwsza akcja drugiej połowy przyniosła gościa gola, w czym duża zasługa Hinokio i Piaseckiego, a potem nowych: Nowakowskiego (asysta) oraz Błachewicza (bramka). Ten ostatni umiejętnie zamknął składną akcję. Siedlczan zaskoczyło to, że wielki udział w grze ofensywnej gości nagle zaczął mieć kapitan Rudol.

ŁKS wyrównał i, jak do przerwy, oddał inicjatywę. Efekt? Pogoń miała swoje bramkowe szanse. Stałe fragmenty gry przysparzały Łodzianom moc kłopotów. Potem gospodarze zablokowali mający bramkowy potencjał strzał Wysokińskiego i wybili piłkę sprzed linii bramkowej. Co w odpowiedzi? Za łatwo ŁKS tracił piłki, za łatwo pozwalał rywalom na składne ataki. Dobrze, że nie skończyło się to golem.

W końcówce spotkania trener Szoka postawił na ofensywnych graczy. Chciał wygrać. I gdyby Sokół nie popisał się kiksem kolejki miał szansę cel osiągnąć. Cóż, stało się inaczej. Pozostało cieszyć się(?) z jednego punktu.

W drugiej kolejce: ŁKS – Polonia Bytom (31 lipca, godz. 18), a potem trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym, Termaliką i Stalą Mielec)!

Pogoń Siedlce – ŁKS 1:1 (1:0)

1:0 – Zielonka (25), 1:1 – Błachewicz (47)

ŁKS: Węglarz – Sokół, Rudol, Craciun, Fałowski, Błachewicz (74, Keiblinger), Wysokiński, Terlecki (84, Arasa), Hinokio (67, Podliński), Nowakowski (74, Kaput), Piasecki

Oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem. Na razie ŁKS jest wielką niewiadomą

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Trener Grzegorz Szoka rewolucyjnie przebudował kadrę ŁKS, a potem to co z nią wymyślił ukrył przed oczami kibiców utajniając ostatni sparing. Co zatem wyszło, przekonamy się 25 lipca o godz. 15.30. Wtedy to ligowa premiera Łodzian w Siedlcach w meczu z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

– Musimy mieć świadomość, że obecnie funkcjonujemy w ramach określonych możliwości finansowych i organizacyjnych. Z mojego punktu widzenia lepszym wyborem są piłkarze, którzy udowodnili już swoją wartość na poziomie tej ligi i których dobrze znam, niż zawodnicy sprowadzani z zagranicy – mówi trener Grzeogrz Szoka. Oby tylko trafił w punkty, oby się nie pomylił, oby znów kibice nie musieli posiłkować się ligowym… zakalcem.

W ŁKS nie decydowali się na transfery, do których nie mieli przekonania. To był punkt wyjścia. Nie kupowali zatem (za namową sprytnych menedżerów kota w worku.

Fot. ŁKS Łódź

– Jestem przekonany, że utrzymanie trzonu drużyny pozwoli nam z jednej strony zapewnić większą stabilność, a z drugiej nadal rozwijać zespół i robić kolejne kroki naprzód. Jeśli uda się regularnie wygrywać i ograniczyć słabsze momenty do minimum, będziemy mogli liczyć się w walce o czołowe miejsca – twierdzi szkoleniowiec i to jest jego ligowe credo. Ma kadrowy komfort – rywalizację na każdej pozycji. To może przynieść coś dobrego, pozytywnego, ale na razie jest wielką niewiadomą.

ŁKS i jego ambicje. W tym sezonie o awans do ekstraklasy też nie będzie łatwo!

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

ŁKS ze swoimi transferami, a dokona ich na tę chwilę dziewięć (plus jeden na wiosnę!), jest wielką niewiadomą I-ligowych rozgrywek. A o kim można powiedzieć coś na pewno? Chyba tylko o Puszczy Niepołomice. Tomasz Tułacz kontynuuje swoją pracę w Puszczy Niepołomice, z którą związany jest od 2015 roku(!), co stanowi ewenement na polskim rynku trenerskim. To szkoleniowiec, który mimo ograniczonego budżetu potrafił stworzyć nie raz i nie dwa silny team, który potrafili liczyć się w walce o czołowe lokaty.

W Ruchu Chorzów trener Waldemar Fornalik pracuje już po raz trzeci, a cele i ambicje są wciąż te same – pełen stadion, najlepiej Stadion Śląski  na hitowe starcia w ekstraklasie. W Arce transferowy zawrót głowy jest większy niż w Łodzi. Pojawiło się kilkunastu nowych graczy, w tym doskonale znani z ŁKS oraz Widzewa: bramkarz Dawid Arndt oraz Dominik Kun i Bartłomiej Pawłowski.

Do ekstraklasy biegusiem chciałaby wrócić Termalika Nieciecza. Czy pomoże w osiągnięciu tego celu były Ełkaesiak, ostatnio grający w Stali Rzeszów – Oliwier Sławiński? Ambicje mierzenia się w derbach Warszawy z Legią w ekstraklasie ma cały czas Polonia (siedmiu nowych graczy). Czy ważnym pomocnikiem okaże się dla Stali Mielec – Michael Wyparło, który urodził się w USA, zaczynał swój przygodę z futbolem w juniorach ŁKS, a jest synem legendy Łódzkiego klubu – Bogusia W.?!

Znów marzy o ekstraklasie Miedź Legnica, a pomóc w zbudowaniu solidnego składu na miarę awansu ma były Ełkaesiak (za drogi dla Łodzian?!) Gustaf Norlin. Wielką zagadką jest Lechia Gdańsk, z której odeszło kilkunastu piłkarzy. A kto przyszedł?!

W każdym razie sytuacja z zeszłego sezonu może się powtórzyć i I liga będzie najbardziej wyrównaną ligą świata, gdzie sprawa awansu i baraży będzie się rozstrzygać w dramatycznej końcówce zmagań.

Trener Grzegorz Szoka czyli wielki Łódzki budowniczy. Czy w błyskawicznym tempie uda mu się stworzyć nowy, mocny ŁKS?

Fot. ŁKS Łódź

To na pewno jeden z najbardziej niestabilnych zawodów świata. Siedzi się cały czas na beczce prochu. Oj, bycie piłkarskim trenerem nie jest łatwym i prostym zajęciem. Nie każdy jest Tomaszem Tułaczem, który w jednym miejscu jest w stanie wytrwać kilkanaście lat (pracuje w Puszczy Niepołomice od sierpnia 2015 roku).

Możesz mieć zmysł taktyczny, otwarte spojrzenie na ludzi, umieć się dogadać i analizować, mieć też trochę szkoleniowego szczęścia, ale wszystko z reguły zaczyna się od tego, że w przeciągu miesiąca czy dwóch musisz zbudować nową, oczywiście lepszą, drużynę na nowy sezon.

Trener ŁKS Grzegorz Szoka pokazał w minionym sezonie, że potrafi zebrać towarzystwo do kupy, umiejętnie poskładać, dając szansę nieoczywistym piłkarzom (Koki Hinokio czy Kacper Terlecki), sprawić, że więcej będzie spotkań lepszych niż gorszych, choć… Czegoś zabraknie (jednak umiejętności) w dniu najważniejszej próby czyli w przegramy pojedynku barażowym o awans do ekstraklasy.

Fot. Wojciech Pakulski, ŁKS Łódź

Skoro się nie udało, to nastał czas wielkiej przebudowy. ŁKS ma dziewięciu nowych piłkarzy – doświadczonych, jak Michał Kaput czy Damian Węglarz, ale też takich, którzy pokazali, że mają potencjał, jak: Marcel Błachewicz, Bartosz Farbiszewski, Julian Keiblinger, Kacper Nowakowski, Karol Podliński, James Rhodes, Dominik Sokół.

Jaki z tej futbolowej mąki trener Grzegorz Szoka upiecze chleb? Na razie jest nadzieja i wielka niewiadoma.

Co w najbliższych planach? 17 lipca ŁKS zagra wyjazdowy mecz kontrolny z Wisłę Płock, a 25 lipca o godz. 15.30 ligowa premiera w Siedlcach z Pogonią. Spotkanie w ramach Multiligi (czyli łączonych transmisji kilku spotkań!) pokaże TVP Sport.

Tak mi się marzy. Oby nowy sezon to był czas Łódzkich napastników!

Cztery lata temu w Katarze wieszczono (mylnie!) że mecze nudne, pada mało bramek, a więc powoli powolutku następuje kres futbolu. Nic bardziej mylnego.

Teraz wiele mundialowch spotkań (no nie całych, ale zawsze) jest dramatycznych i emocjonujących, a napastnicy ścigają się w zdobywaniu bramek. Do tej pory na czele tabeli strzelców Leo Messi. pozytywnie odmieniony (koleżeński i współpracujący) kapitan Francuzów Kylian Mbappe i skuteczny do bólu Erling Haaland. Zdobyli po siedem goli.

A ja spojrzę na nasze Łódzkie podwórko i się rozmarzę. Minione rozgrywki, tak w ekstraklasie jak i I lidze, były ciekawe, choć bez naszych sukcesów (no, chyba że za taki uznać utrzymanie się Widzewa). Wierzę, że teraz może być inaczej. Widzew powalczy o miejsce w czołówce, a ŁKS (wreszcie! wreszcie!) o awans. A pomogą w tym strzelający, jak na zawołanie, napastnicy.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Fot. Artur Kraszewski

Sebastian Bergier już zaliczył sparingowego hat tricka. Fabian Piasecki zapisał na swoim koncie premierowe trafienie w starciu z ekstraklasowym Radomiakiem. To źle nie wróży! Teraz należy czekać z uzasadnioną wiarą, że snajperskim instynktem wykaże się nowy napastnik w kadrze Widzewa – Karol Świderski oraz Andreu Arasa, gdy wróci do grania po wyleczeniu urazu. A gdy się jeszcze odblokuje Widzewski człowiek – zagadka Andi Zeqiri. Wtedy… Strach się bać!

Przed premierą. Wierzę, że będzie lepiej. Dlatego, że tak Widzew, jak i ŁKS, mają trenerów budzących zaufanie!

Jest we mnie takie naiwne przekonanie, że tym razem będzie lepiej i rozgrywki będą należeć do nas – Łodzian. Widzew zamelduje się w ścisłej czołówce, a nie w ogonie ekstraklasy i powalczy o europejskie puchary. ŁKS wreszcie, wreszcie skutecznie powalczy o ekstraklasę i doczekamy się (ja, wyjątkowo niecierpliwie) Łódzkich derbów.

Na czym opieram swój futbolowy optymizm? Ano na tym, że tak Widzew, jak i ŁKS mogą liczyć na swoich trenerów. Oni znają się na swoim fachu. Wiedzą co robią.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Bez dwóch zdań to Aleksandar Vuković swoim do bólu pragmatycznym, ale skutecznym działaniem, zebrał gwiazdorskie Widzewskie towarzystwo (naiwnie wierzące, że samo się wygra) do kupy. Stworzył z niego zespół i uratował ekstraklasę. To, że po drodze były osiągane w beznadziejnym stylu, cenne remisy, nie ma znaczenia. Liczy się końcowy efekt. A on jest pozytywny.

Szkoleniowiec skonsolidował i scementował defensywę, która grając na zero z tyłu, stała się podwaliną sukcesu. Urazy czołowych graczy osłabiały drużynę, ale nie odebrały jej wiary, którą miał trener. Na dodatek szkoleniowiec wiedział na kogo postawić (Mariusz Fornalczyk), a na kogo nie (Osman Bukari). Ten pierwszy odpłacił mu się fenomenalną akcją i golem na wagę utrzymania ekstraklasy. I jak tu nie wierzyć, że na tym fundamencie, taki trener, jak Aleksandar Vuković, jest w stanie zbudować coś dobrego.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W ŁKS Grzegorz Szoka pokazał piłkarzom czarno na białym, że wyjazdowe mecze nie muszą być zmorą drużyny. Trzeba dobrze poukładać team, natchnąć wiarą, że ewentualne straty można odrobić, walcząc do końca i zespół zaczął wygrywać. Zmierzył się z kolejnym wyzwaniem, którym były pozbawione zwycięstw pojedynki na własnym boisku. To nie budowało atmosfery w zespole, zniechęcało kibiców. I tej bolączce potrafił zaradzić.

Może, gdyby w decydującej fazie batalii o ekstraklasę miał w składzie lidera defensywy Artura Craciuna, inaczej by się to wszystko potoczyło. W każdym razie odkrył na nowo możliwości Koki Hinokio. Sprawił, że coraz lepiej współpracował ofensywny duet Fabian Piasecki – Andreu Arasa. Teraz nastał czas przedbudowy, a ja jestem zdania, że Grzegorz Szoka, jest w stanie ten problem udźwignąć. Zbudował sobie podstawy do lepszego grania…

ŁKS. Zatrzymanie Mateusza Wysokińskiego to pokaz mocy ale… faktem jest, że dokonuje się kadrowa rewolucja

Fot. Artur Kraszewski

Zatrzymanie w ligowej kadrze ważnego piłkarza – Mateusza Wysokińskiego, mimo początkowych ogromnych różnic w finansowych oczekiwaniach, to pokaz… mocy ŁKS. Łodzianie nie zamierzają zaliczać się do grona I-ligowych przeciętniaków, tylko już w okresie przygotowawczo – transferowym chodzi im o coś znacznie więcej, czyli realne zbudowane drużyny dającej nadzieję na wymarzony awans do ekstraklasy.

W każdym razie rewolucja kadrowa w zespole się dokonała. Do czego ona doprowadzi, tego nie wie nikt. Na razie można tylko drżeć o zdrowie kluczowego piłkarza zespołu – Andreu Arasy, który z powodu urazu nie pojechał na zgrupowaniu. Prawda jest oczywista – z nim w składzie ŁKS to inny, lepszy zespół!

Na szczęście ligowa premiera nie czyha tuż za rogiem. Jest jeszcze czas, żeby Arasa wrócił i był gotowy na ligową walkę. Na razie ŁKS ma dziesięciu nowych graczy, licząc testowanego Filipa Rejczyka i 19-letniego Mateusza Szczepaniaka, którego chce ściągnąć z… Legii. Nie są to ludzie przypadkowi, którzy wyskoczyli nagle z kapelusza, tylko piłkarze sprawdzeni w ligowych bojach, świadomi tego co i jak mają grać w ŁKS lub młodzi dający impuls i nadzieję.

Odeszło z drużyny kilkunastu graczy. Jest kogo żałować? Moim zdaniem przede wszystkim bramkarza Aleksandra Bobka i pomocnika Gustafa Norlina. Ale… to są ludzie do zastąpienia. Pozostali nieobecni przynajmniej w zeszłosezonowej boiskowej praktyce nie byli lepsi od tych, którzy teraz mają budować markę ŁKS.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑