Rezerwowy Pafka

Tag: łks (Page 1 of 42)

ŁKS ma wielką szansę na bycie poważnym graczem w walce o ekstraklasę. Oby tylko jej nie zmarnował głupią wpadką!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS miał wolny od ligowego grania weekend z powodu naprawy zamienionej w kartoflisko murawy (mecz odbędzie się 7 maja o godz. 18). Co najważniejsze, zostaje w grze o strefę barażową! Ma w zapasie jeden mecz i przed sobą starcie z outsiderem.

tylkoslask.pl podaje: GKS Tychy świętuje 55. urodziny klubu, przygotowując wyjątkowe obchody jubileuszu. Kulminacją uroczystości będzie najbliższy mecz domowy z ŁKS Łódź, podczas którego stadion zamieni się w miejsce wielkiego święta pełnego górniczych akcentów i historycznych nawiązań.

Oby tylko łodzianie nie zatopili się w świątecznym nastroju. Chciałbym i pewnie nie tylko ja, żeby znów pokazali, że w meczach wyjazdowych trzeba ich się bać podwójnie. Spotkanie w Tychach 18 kwietnia o godz. 19.30. A GKS pokazał pazurki w Siedlcach, wygrał 1:0 i na pewno nie wolno go lekceważyć.

Miał być gwiazdą drużyny i ligi – Basten Toma, ale na razie z meczu na mecz coraz lepiej gra Andreu Arasa, a jego bramkowa akcja w meczu z Wieczystą (2:0), to był prawdziwy majstersztyk. Wydaje się, że trener Grzegorz Szoka poukładał ełkaesiackie klocki w należytym porządku. Teraz miał czas na doskonalenie tego, co wypracował.

Oby tylko zespół nie wypadł z meczowego rytmu. Na pewno ma go Fabian Piasecki, który ostatnio strzela gola, tak w pierwszej jak i drugiej drużynie. Chciałoby się i to bardzo, żeby po powrocie po kontuzji utalentowany Antoni Młynarczyk odpalił, jak Andreu Arasa,i stał się jokerem w łódzkiej talii.

Jest wyrównana, ligowa kadra, jest w kim wybierać. Oby tylko w tak istotnej końcówce zmagań obyło się bez wpadek i rozczarowań, a może doczekamy się w przyszłym sezonie łódzkich derbów w ekstraklasie!

Wyjazdy były zmorą ŁKS, teraz na obcych boiskach Łodzianie są zmorą dla innych. Rajd Andreu Arasa może być wizytówką I -ligowych rozgrywek

Zdjęcia: Artur Kraszewski

Jak była wyjazdowa zmora, tak nadal jest, ale teraz dla… rywali. ŁKS wiosną jest mistrzem wyjazdowych spotkań – cztery zwycięstwa. Do wygranych z dwiema Poloniami i Stalą Mielec dołożył teraz pokonanie Wieczystej (2:0).

Przy pierwszym golu Andreu Arasa zrobił jedną z najlepszych, jak nie najlepszą, bramkową akcję w tym sezonie w ligowych zmaganiach. Jego kilkudziesięciometrowy rajd (minięcie kilku rywali) był imponujący, podobnie jak otwierające drogę do bramki wymierzone podanie. Martwi kontuzja autora pierwszego gola w starciu z Wieczystą – Jasper aLoffelsenda.

Warto odnotować powrót do pierwszej drużyny 21-letniego Antoniego Młynarczyka, który po raz ostatni zagrał w I lidze 30 listopada w meczu ze Zniczem. Teraz pojawił się na boisku w 54 minucie. Przypomnę, że podczas zimowego zgrupowania był jednym z najlepszych piłkarzy zespołu.

Fabian Piasecki się przełamał. Zdobył pierwszego, ligowego gola od 23 listopada. Ma ich na koncie osiem. Coraz bardziej potrzebny drużynie Koi Hinokio przemierza boiskowe kilometry, W spotkaniu z Ruchem przebiegł, dodajmy z pożytkiem, 12,8 km, a teraz w starciu z Wieczystą o… dwieście metrów mniej.

Najbliższy mecz z Pogonią Grodzisk Mazowiecki został przełożony ze względu na renowację łódzkiego boiska. 18 kwietnia o godz. 19.30 Łodzianie zagrają na wyjeździe z GKS Tychy. Jesienią górą był ŁKS, który wygrał przy al. Unii 3:1.

ŁKS był kiedyś bokserską potęgą. Trzy tytuły mistrzów Polski zdobyte… 80 lat temu!

Jacek Bogusiak – kustosz pamięci ŁKS – mówi: – Wszyscy dyskutują o piłce, bo w sobotę ważny ligowy mecz, ale… może warto przypomnieć wielki sukces klubu, który miał miejsce 80 lat temu.

W pierwszych w wolnej Polsce mistrzostwach Polski w boksie, które odbyły się w dniach 4 – 7 kwietnia 1946 roku pięściarze ŁKS zdobyli trzy tytuły mistrzów Polski i jeden srebrny medal: adeusz Stasiak – złoty, – Jerzy Olejnik – złoty, – Władysław Niewadził – złoty, – Zbigniew Kowalski – srebrny.Byliśmy bokserską potęgą…

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

ŁKS kontra Kazimierz Moskal – trener, którego łodzianie darzą wyjątkowym szacunkiem!

Fot. ŁKS Łódź

To będzie wyjątkowy mecz. ŁKS zagra w sobotę 4 kwietnia w Sosnowcu z Wieczystą (godz. 19.30, mulitliga w TVP3). Łodzianie zmierzą się z legendą, drużyną prowadzoną przez trenera, którego przy al. Unii darzy się wyjątkowy szacunkiem. Z kim? Kazimierzem Moskalem! Trener, prowadząc krakowski klub, w 8 meczach zanotował cztery zwycięstwa, dwa remisy i dwie porażki.

Przypomnijmy za 1liga.org: Szkoleniowcem łodzian 59-letni dziś Kazimierz Moskal był dwukrotnie i za każdym razem osiągał sukces – choć jego drużyna nie była faworytem, to udało mu się awansować do ekstraklasy. W krajowej elicie drużyna nie spisywała się na miarę oczekiwań i był zwalniany w trakcie rozgrywek. Bilans pracy w łódzkim klubie to 111 spotkań: 49 wygranych, 24 remisy i 38 porażek (średnia punktów 1,54).

W rozmowie z tvpsport.pl mówił tak: ta przeplatanka, która jest w herbie ŁKS , tak mnie prowadzi przez życie. Kto wie. Może do trzech razy sztuka?

Urodziny napastnika, z którym ŁKS w składzie, zdobywał mistrzostwo Polski

Zdjęcia – archiwum Jacka Bogusiaka

Niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomniał, że 31 marca swoje urodziny obchodzi wyjątkowo barwy napastnik ŁKS – Tomasz Cebula (rocznik 1966 – obaj na zdjęciu). W latach 90. rozegrał 208 spotkań ligowych w łódzkich barwach, strzelił w nich 28 bramek. Z łódzkim klubem zdobył mistrzostwo. Polski. Z młodzieżową reprezentacją Polski wywalczył trzecie miejsce w mistrzostwach Europy U-18. Zagrał 12 razy w pierwszej reprezentacji, w tym w spotkaniu z Argentyną. Jednym z jego rywali w tym starciu był dziś jeden z najlepszych trenerów na świecie – Diego Simeone.

Jacek mówi: – Mam do niego sporo żalu za to, co wygadywał czasami do dziennikarzy, a mówił dużo i mocno kontrowersyjnie, ale niech mu tam. Ile radości dał mi swoją grą, ełkaesiackimi golami i sukcesami tego nikt ani jemu ani mnie nie odbierze.

Tomasz Cebula w 1993 roku został najlepszym łódzkim piłkarzem, zdobywcą Złotych Butów Expressu Ilustrowanego. Urodził się w Brzezinach. 12 razy reprezentował barwy Polski. Zakończył karierę w… wietnamskim Quang Nam.

W rozmowie ze sport.tvp.pl na pytanie jak wspomina pucharowy mecz ŁKS z Manchesterem United powiedział: – To była inna galaktyka! Gdy wybiegliśmy na Old Trafford, to większość z nas miała galaretę w nogach. Patrzyliśmy na nich jak na nadludzi. Stam na przykład wyglądał jak Robocop, miał chyba trzy razy większe uda od moich! Na chwilę zawitaliśmy do wielkiego świata, byliśmy na legendarnym stadionie wypełnionym po brzegi kibicami. Dla takich chwil warto grać w piłkę.

– Poczucie niespełnienia jest ogromne, nie ma o czym rozmawiać. Biorąc pod uwagę skalę talentu, jaki miałem, nie była to udana kariera. Policzyłem kiedyś kraje, które dane mi było odwiedzić i wyszło bodaj… pięćdziesiąt! Jednak dokonania w ligach zagranicznych wyglądają kiepsko, by nie powiedzieć słabo. Występów w kadrze narodowej też powinienem mieć dużo więcej – z pięćdziesiąt.

To paradoks, ale drużynie ŁKS trudniej gra się w Łodzi. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro przychodzi jej walczyć na… kartoflisku!

Fot. Artur Kraszewski

Gdy ligowe piłkarskie zmagania trzeba toczyć na kartoflisku, wyglądającym tak, jakby przed chwilą buszowało na nim stado dzików, to piłka nożna zamienia się w piłkę… ręczną, a właściwie zręczną.

Kto dalej i mocniej pod polem karnym wrzuci piłkę z autu, trafi w miejsce, gdzie stoi najwyższy z partnerów, wtedy coś pozytywnego może się stać. Jakaś futbolowa afera: kiks, błąd w ustawieniu rywali, szczęśliwy traf i proszę skuteczna, bramkowa akcja gotowa!

Powiedzmy sobie wprost. Na boisku przy al. Unii w nie dało się normalnie grać w piłką nożną. W meczu ŁKS z Ruchem (2:2) z minuty na minutę coraz bardziej zniechęcony był Toma, nie mogący na boiskowych nierównościach wykorzystać swoich technicznych możliwości. Piłka odskakiwała od nogi nawet perfekcyjnie przygotowanemu technicznie Hiszpanowi – Arasie. I tylko mierzony, techniczny strzał zamieniony na gola przez Hinokio, przypominał zagranie z równej, jak stół, murawy.

Skoro własny obiekt z ekstraklasową infrastrukturą i murawą z boisk A-klasy, nie sprzyja łodzianom, trudno się momentami dziwić, że nie odnoszą na nim zwycięstw. Łatwiej i lepiej gra się im na obcych boiskach. Czy tak będzie w kolejnym starciu? ŁKS zmierzy się na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30. Łodzianie są w tej chwili na 10. miejscu, ale do strefy barażowej tracą tylko trzy punkty!

Brak zwycięstw, czyli zmora własnego boiska, skazuje ŁKS na rolę grającego o nic I-ligowego średniaka

To szósty kolejny mecz przy al. Unii bez zwycięstwa! Tak na pewno nie wywalczy się awansu do ekstraklasy! 10 tysięcy kibiców na stadionie przy al. Unii w większości mogło czuć się mocno rozczarowanych.

Mogło się zacząć fantastycznie. Po złym wybiciu Szwedzika, trafiony nią Arasa był bliski zdobycia bramki. Niestety piłka przeleciała obok słupka. Na trudnej, przypominającej kartoflisko, murawie grało się trudno. ŁKS starał się mieć inicjatywę. Po dalekim wrzucie z autu Rudola, Craciun posłała piłkę nad poprzeczkę.

Skuteczniejszy był Ruch. Chorzowianie byli szybsi i bardziej zdecydowani w polu karnym łodzian. Na dodatek gospodarze kryli na radar i trochę szczęśliwie po kiksie Jędryki, Nagamatsu posłał piłkę do siatki. Chaos defensywny został bardzo surowo ukarany!

Powtórzyła się znana doskonale, frustrująca drużynę i kibiców, sytuacja. ŁKS znów musiał gonić wynik. I szybko dogonił. Po znakomicie dośrodkowanej piłce przez Wysokińskiegoz rzutu rożnego, podaniu głową Terleckiego, Arasa posłał piłkę do siatki. Chwała łodzianom, że się nie załamali, tylko szybko i skutecznie zabrali do odrobienia strat.

Uff, jeszcze szybciej mogło być 2:1 dla gości, ale w trudnej sytuacji znakomitą dobrze interweniował Bobek i nie stracili w defensywie głowy łodzianie. Rzuty rożne mogły być atutem gospodarzy. Tym razem po centrze Norlina z drugiej strony boiska, Terlecki posłał piłkę głową po poprzeczce na aut. Szkoda.

I to się zemściło, ale… Tak być nie powinno. ŁKS stracił drugą bramkę po wrzucie z autu. Dał się przepchnąć Norlin, a Szwedzik mocnym strzałem posłał piłkępod poprzeczkędo siatki. Za łatwo to poszło. Takie błędy są milowymi krokami w stronę ligowej porażki.

ŁKS się starał, ale szybszy, bardziej zdecydowany był rywal, który na dodatek zbierał drugie piłki. Łodzianie chcieli grać piłką, a na grząskim boisku, to się nie udawało. Ruch miał inicjatywę. Groźniej atakował. I… stracił gola. Po dalekim wrzucie z autu w pole karne Rudola i odbitej piłce, Hinokio technicznym uderzeniem posłał piłkę w róg bramki, tuż przy słupku, nie do obrony.

ŁKS próbował zdobyć zwycięskiego gola (strzały Arasy), ale mecz skończył się rozczarowującym łodzian, i to mocno, remisem.

Następna ligowa kolejka w kwietniu. ŁKS zagra na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30.

ŁKS – Ruch Chorzów 2:2 (1:2)

0:1 – Nagamatsu (26), 1:1 – Arasa (32), 1:2 – Szwedzik (44), 2:2 – Hinokio (69)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot – Loffelsend, Wysokiński (59, Lewandowski), Terlecki, Hinokio, Norlin (79, Krykun) – Toma(59, Piasecki), Arasa

ŁKS. Uprawianie ligowego mazgajstwa nie daje zwycięstw. Najwyższy czas z tym skończyć, jeśli ciągle ma się aspiracje i marzenia

Fot. Artur Kraszewski

Gdy pojawia się wielka szansa na wyrwanie się ze strefy ligowej nicości, w której nie walczy się o nic, w grze ŁKS pojawia się futbolowe mazgajstwo, wielka niemoc i brak pomysłu na sensowne rozstrzygnięcie.

Łodzianie napracowali się za dwóch, żeby w końcu zdobyć tylko punkt w meczu z Odrą na własnym boisku i to po golu strzelonym w doliczonym czasie gry. Zgadza się, starali się, ale na boisku prezentowali klasycznego szczypiorniaka czyli przypominającą piłkę ręczną grę po obwodzie, z której nic nie wynikało. Brakowało pomysłu, szybkości, odwagi w podejmowaniu decyzji przy indywidualnych atakach.

Wyglądało to źle i zapowiadało jeszcze gorszy efekt końcowy czyli porażkę. Dobrze, że trener Grzegorz Szoka nie przysnął, dokonał zmian, który wyszły drużynie na dobre, dały jej remisowego gola i pozwoliły po raz kolejny odrobić bramkowe straty.

Pokazał się reprezentant polskiej młodzieżówki – Krzysztof Fałowski, który strzelił bramkę, ale też grał odpowiedzialnie i uważnie. Oj, szkoleniowiec będzie miał ból głowy: na kogo postawić w meczu z Ruchem (21 marca o godz. 14.30 w Łodzi). bo do ligowej kadry wróci po odcierpieniu kartkowej kary Artur Craciun.

A tak w ogóle to sytuacja kadrowa w drużynie nie była i nie jest za wesoła. Trener Grzegorz Szoka nie miał w meczu z Odrą do dyspozycji Mateusza Wysokińskiego, który w trakcie spotkania z Polonią w Warszawie nabawił się naciągnięcia mięśnia dwugłowego uda. Nie miał też Sebastiana Ernsta, który zmagał się z infekcją.

W kadrze meczowej zabrakło także, jak podają klubowe media ,Piotra Głowackiego (niedawno wrócił do treningów), Antoniego Młynarczyka (za zawodnikiem pierwszy po wyleczeniu kontuzji tydzień normalnych treningów z zespołem), Aleksandra Iwańczyka (od poniedziałku wrócił do zajęć z drużyną), Mateusza Wzięcha (przed piłkarzem około dwumiesięczny okres rehabilitacyjny; na razie trenuje indywidualnie). Był natomiast w kadrze meczowej pierwszego zespołu po dłuższej przerwie Łukasz Wiech.

W każdym razie pierwsze od wielu, wielu miesięcy zwycięstwo ŁKS na własnym boisku jest koniecznością i należy się wiernym kibicom zespołu. Tylko sukces cały czas daje też nadzieję, że łodzianie zagrają w barażach o awans do ekstraklasy.

ŁKS. Tylko remis wywalczony w doliczony czasie. Teraz zmorą jest własne boisko!

ŁKS muszą niestety cały czas męczyć ligowe zmory. Jak nie są to mecze wyjazdowe, to stają się nimi pojedynki na własnym boisku. ŁKS znów nie wygrał spotkania u siebie. Ostatni raz zrobił to, nieprawdopodobne, ale prawdziwe, 3 listopada minionego roku, gdy pokonał Śląsk 2:1. Wygląda na to, że ekstraklasowe aspiracje można do kieszeni włożyć.

ŁKS zaczął mecz bez wykartkowanego Craciuna (zastąpił go Fałowski) i z Lewandowskim w ataku (w miejsce kontuzjowanego Wysokińskiego).Grać łatwo nie było, bo mecz toczył się na ligowym kartoflisku. Energii obu drużynom nie brakowało, ale niewiele z tego wynikało. Łodzianie składną akcję przeprowadzili w 36 minucie, Strzał Lewandowskiego z ostrego kąta obronił Haluch.

ŁKS miał inicjatywę, był coraz groźniejszy i…stracił gola po stałym fragmencie gry. Po rzucie rożnym, serii wrzutek i wybić, niepilnowany Kobusiński z dwóch metrów wepchnął piłkę do bramki, mimo rozpaczliwej interwencji Bobka. Czarna rozpacz. Niesprawiedliwości stało się zadość, ale taka jest piłka!

W drugiej połowie po główce Fałowskiego piłkę sprzed linii bramkowej wybił jeden z graczy rywali. ŁKS osiągnął wyraźną przewagę, ale kończyło się to na stałych fragmentach gry, z których nic nie wynikało. Niestety, nie było nikogo, kto by wygrywał na bokach pojedynki jeden na jeden i stwarzał przewagę pod bramką przeciwnika. Grano wolno środkiem, przewidywalnie.

Ta futbolowa niemoc coraz bardziej irytowała kibiców obecnych na trybunach. Gdy Loffelsend doszedł do dogodnej sytuacji, to posłał piłkę panu Bogu w okno.Widząc brak pomysłu na konstruktywną grę trener Szoka chwytał się wszystkiego. Posłał w bój 17-letniego debiutanta Szczygła.

Gdy już doszło do czegoś groźnego to… Po główce Fałowskiego, a potem Arasy znakomicie interweniował Haluch. Bramkarz był też bohaterem po kolejnej akcji Piaseckiego i Arasy. A jednak w doliczonym czasie sprawiedliwości stało się zadość. Bramkarz Odry skapitulował po strzale z dystansu Fałowskiego! Uratowany remis łodzian, który jest niestety wielkim rozczarowaniem.

21 marca o godz. 14.30 ŁKS podejmie Ruch Chorzów.

ŁKS – Odra Opole 1:1 (0:1)

0:1 – Kobusiński (40), 1:1 – Fałowski (90+1)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Rudol, Pingot, Loffelsend (72, Krykun), Terlecki, Hinokio, Toma (58. Piasecki), Norlin (72, Szczygieł), Arasa, Lewandowski

ŁKS. Teraz trzeba futbolowe przewagi udowodnić na własnym boisku, a wtedy walka o ekstraklasę nie będzie iluzoryczną mrzonką!

Fot. Artur Kraszewski

To była zmora zmór, a tymczasem pod wodzą trenera Grzegorza Szoki ŁKS wygrał w Warszawie już czwarty z pięciu wyjazdowych meczów. Znów jest w grze przynajmniej o baraże. I szkoleniowiec mówi właśnie o takim celu. Byleby tylko nie ugrząźć w ligowym niebycie, bo to byłby kolejny sportowy krok wstecz i latem wszystko trzeba by było zaczynać od nowa.

Łodzianie awansowali na dziewiąte miejsce i do drugiego Chrobrego Głogów tracą już tylko pięć punktów. Do strefy barażowej zaś mają dwa punkty straty. Jest zatem o co grać!

W starciu z Polonią ŁKS był lepszym zespołem i to najważniejsza pomeczowa refleksja. Mądrzej poukładanym, świadomym co i jak ma robić, konsekwentnym w grze do przodu, uważnym w defensywie. Jasne można mieć pretensje o skuteczność (goli powinno być więcej) i dziękować Aleksandrowi Bobkowi, który znakomitą interwencją w końcówce meczu uratował trzy punkty, ale trudno nie chwalić drużyny za ten pojedynek.

Dwie decyzje szkoleniowca zasłużyły sobie na mój szacunek. Pierwsza to postawienie na Andreu Arasę i zamiast klasycznego napastnika, budowanie gry do przodu opartej na dwóch dobrze wyszkolonych technicznie, wszędobylskich graczach, robiących pozytywne zamieszanie w szeregach rywali. Jednym był Arasa, a drugim, dopóki się nie zmęczył – Bastien Toma. Warszawianie nie znaleźli sposobu na ich grę. Musieli się pilnować w defensywie, kosztem angażowania większych sił w ataku.

Niechciany w Bytomiu piłkarz pod wodzą Grzegorza Szoki stał się ważnym ogniwem łódzkiej drużyny. Trener dostrzegł jego możliwości i spożytkował umiejętności w grze defensywnej. Kacper Terlecki, bo o nim mowa, pracował za dwóch, odbierał piłki rywalom w każdej przestrzeni boiska. W tej łódzkiej układance był niezbędny dla stabilizacji gry. Bez transferowych szaleństw, po stracie Michała Mokrzyckiego, szkoleniowiec zbudował solidny kręgosłup drużyny, dający nadzieję, że ŁKS będzie się liczył w walce o awans do ekstraklasy.

Teraz trzeba udowodnić swoje futbolowe przewagi na własnym boisku. 15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole, a 21 marca o godz. 14.30 – Ruch Chorzów. Łodzianie z dziesięciu wygranych spotkań, pięć zaliczyli na własnym stadionie. Jeśli znów potrafią wyjść na swoje, to ich marzenia i ambicje staną się możliwe do spełnienia!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑