
Fot. Martyna Kowalska, widzew.com
Miała być w Widzewie stabilizacja. Tymczasem kadrowa, transferowa rewolucja nie ma końca. Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportu w Widzewie, w wywiadzie dla TVP Sport: – Zrobiliśmy już cztery ruchy. Blisko jest piątego, być może i szóstego transferu. Nie planowaliśmy ściągnąć napastnika, bo wierzymy w naszych chłopaków.
Wszystko fajnie, ale jak grać w ekstraklasie dwoma napastnikami, a to się udawało pod koniec jesieni nad wyraz, gdy ma się w kadrze… dwóch napastników. Oby żaden nie wypadł z gry podczas wiosennej rundy!
Wracając do transferów. Teraz na coraz silniejszym radarze jest pomocnik Emil Kornvig, który występuje w Brann od 2024 roku, kiedy to pozyskano go z włoskiej Cittadelli. Od tamtej pory rozegrał 84 spotkania, w których strzelił 17 goli i dorzucił do tego sześć asyst.
Do czego to wszystko doprowadzi, sam chciałbym wiedzieć. Na razie wykazują się działacze (Dariusz Adamczuk, Piotr Burlikowski). Są nowi, ambitni, oby nie nadaktywni. Widać, jak bardzo chcą pokazać swoją transferową twórczą moc.
Wydaje mi się, że najważniejsze było sprowadzenie bramkarza na poziomie, który będzie robił różnicę w grze. W trudnych momentach wygrywał łodzianom mecze. Ile znaczy pewny golkiper przekonuje się co tydzień, oglądając zmagania włoskiej Serie A.
Oby jesień bez znaczenia, czyli praktycznie bez grania, nie wpłynęła negatywnie na formę Bartłomieja Drągowskiego, który chce znów być ważną postacią reprezentacji Polski. Tak się stanie, jeśli najpierw będzie ostoją łódzkiej drużyny!
Na pewno wiosną Widzew będzie kadrowo inny niż jesienią. Ale nie o to chodzi, tylko o to, żeby zaczął grać na poziomie i wygrywał, ku uciesze kibiców, którzy jak zwykle wykupią do ostatniego klubowe karnety. Przypomnijmy gorzką rzeczywistość: Widzew jest tuż nad strefą spadkową. W 18 meczach zdobył 20 punktów.
















