
Fot. Artur Kraszewski
Gdy ligowe piłkarskie zmagania trzeba toczyć na kartoflisku, wyglądającym tak, jakby przed chwilą buszowało na nim stado dzików, to piłka nożna zamienia się w piłkę… ręczną, a właściwie zręczną.
Kto dalej i mocniej pod polem karnym wrzuci piłkę z autu, trafi w miejsce, gdzie stoi najwyższy z partnerów, wtedy coś pozytywnego może się stać. Jakaś futbolowa afera: kiks, błąd w ustawieniu rywali, szczęśliwy traf i proszę skuteczna, bramkowa akcja gotowa!
Powiedzmy sobie wprost. Na boisku przy al. Unii w nie dało się normalnie grać w piłką nożną. W meczu ŁKS z Ruchem (2:2) z minuty na minutę coraz bardziej zniechęcony był Toma, nie mogący na boiskowych nierównościach wykorzystać swoich technicznych możliwości. Piłka odskakiwała od nogi nawet perfekcyjnie przygotowanemu technicznie Hiszpanowi – Arasie. I tylko mierzony, techniczny strzał zamieniony na gola przez Hinokio, przypominał zagranie z równej, jak stół, murawy.
Skoro własny obiekt z ekstraklasową infrastrukturą i murawą z boisk A-klasy, nie sprzyja łodzianom, trudno się momentami dziwić, że nie odnoszą na nim zwycięstw. Łatwiej i lepiej gra się im na obcych boiskach. Czy tak będzie w kolejnym starciu? ŁKS zmierzy się na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30. Łodzianie są w tej chwili na 10. miejscu, ale do strefy barażowej tracą tylko trzy punkty!


