
Fot. ŁKS Łódź
ŁKS znów rozczarował kibiców. I to bardzo. Przegrał trzeci wjazdowy mecz z rzędu (z Miedzią w Legnicy 1:2). Z takim bilansem marzenia o ekstraklasie można między bajki włożyć. Drużynie na obcych boiskach brakuje konsekwencji, dyscypliny, skuteczności. Tak w meczach u siebie, jak na tych na wyjeździe widać jak na dłoni brak lidera drugiej linii. Człowieka, który stabilizowałby grę, wyznaczał jej kierunki, wygrywał pojedynki jeden na jeden w środku pola i kreował groźne sytuacje. Na razie takiego gracza w ŁKS ani widu, ani słychu.
W tej sytuacji najlepszy piłkarz łodzian, napastnik Fabian Piasecki musi radzić sobie sam. Sam kreować sytuacje, sam je wykorzystywać. To raz wystarczy do osiągnięcia sukcesu, ale innym razem nie. Czyli na dwoje babka wróżyła. A z taką filozofią trudno marzyć o sukcesach. Sam jestem ciekaw, jak to będzie w najbliższym ligowym meczu.
23 sierpnia o godz. 19.30 pojedynek byłych mistrzów Polski. W 7 kolejce I ligi łodzianie podejmą Polonię Warszawa, która została sprowadzona w swoich aspiracjach i marzeniach na ziemię na własnym w meczu z Wieczystą (1:6). Też pokazała, że w drugiej linii ma spore kłopoty. Do walki staną naprzeciw siebie dwie mocno zranione drużyny, które mają bramkostrzelnych napastników (Fabian Piasecki i Łukasz Zjawiński zdobyli po 5 bramek), ale nie mają drugiej linii i dobrze poskładanego teamu. Co z tego wyniknie? Zobaczymy!
