
Zdjęcia: Martyna Kowalska, widzew.com
Coraz więcej meczy toczy się właśnie tak: preferując do znudzenia uporczywą grę po obwodzie, która w założeniu ma poszukać słabych punktów w szczelnie zbudowanej obronnej zasłonie rywala, Jeden obwodzik, drugi… piąty. I niewiele z tego nie wynika. Rośnie napięcie i oczekiwanie, że ktoś potrafi tę nudę obrócić w ekscytację.
Potrafią pokazać się napastnicy i mając dobrze ułożoną stopę, nawet z trudnej pozycji potrafią skutecznie strzelić na bramkę rywali. Rośnie też rola skrzydłowych. To oni są najczęściej w stanie wygrać pojedynek jeden na jeden, stworzyć przewagę, wywołać chaos w obronnym schemacie rywali. Oni też, jak nikt, są niezwykle ważni w budowaniu szybkiego ataku.

A te prawdy pokazał ostatnio czarno na białym obfitujący w gole sparing Widzewa z FC Marchfeld, wygrany przez Łodzian 4:3. W dużej mierze, dzięki świetnej współpracy skrzydłowych: to zaskoczenie – dużo widzącego, mądrze dogrywającego piłki Osmana Bukariego (dwie asysty!) oraz świetnie wyczuwającego jego intencje szybkiego, przebojowego i wreszcie skutecznego Mariusza Fornalczyka. Tak sobie myślę, że z tej mąki może być ligowy chleb. Dwaj skrzydłowi, dwa boleśnie kłujące żądła, to może być jeden z ważnych atutów Widzewa w ekstraklasowej batalii.

