Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 4 of 57)

Widzew. Prawda jest brutalna. Ze wszystkich sił bronimy się przed spadkiem. Każdy punkt jest na wagę złota!

Zdjęcia Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Nikomu się to nie podobało. Grymasił też Zbigniew Boniek, ale twarde fakty są takie. Każdy punkt jest na wagę złota, bo jak, bez owijania sprawy w bawełnę, mówi trener Vuković, bronimy się ze wszystkich sił przed spadkiem. I to jest nasz główny cel.

Widzew po remisie 0:0 z Górnikiem, z 29 zdobytymi punktami, nadal jest niestety w strefie drużyn zagrożonych degradacją. Tymczasem do końca rozgrywek coraz bliżej. Zostało osiem kolejek.

Negatywów w ostatnim pojedynku było co niemiara. Powiedzmy o tym najdotkliwszym. Statystyki, jak zwykle, zamazują obraz. Podają inne liczby, tymczasem tak naprawdę wyjątkowo ostrożni w pojedynku z Zabrzanami Łodzianie, zanotowali na swoim koncie przez 90 minut grania jeden jedyny, na dodatek niecelny, strzał. To nikomu z pewnością nie daje satysfakcji i nie jest sposobem na zachowanie ekstraklasy w Łodzi.

Gramy jednak dalej. Pomocnik (Sheu), napastnicy (Bergier, Zeqiri) i nie tylko oni muszą prezentować zdecydowanie wyższą formę. Widzew musi też przyspieszyć grę. Może jokerem w talii Vukovicia będzie w decydujących spotkaniach Fornalczyk, który spędził mecz z Górnikiem w roli obserwatora, grzejącego ławę? To powoduje odciski i nikomu nie służy. Piekutowski pokazał w kadrze, ile znaczy serducho do gry i jak wpływa się na postawę zespołu. Wyraźnie zdegustowany graniem ligowych ogonów jest kapitan Pawłowski, którego wejście na boisku, niczego na korzyść nie zmieniło. Może i jemu warto dać prawdziwą szansę?!

Teraz trochę optymizmu. Defensywa znów zagrała na zero z tyłu. Pewnie bronił Drągowski, a liderem formacji bez cienia wątpliwości był szybki, zdecydowany, dobrze czytający grę Wiśniewski. Na reprezentantach Polski można polegać. Podobnie jak na trenerze. Pod jego wodzą zespół przestał przegrywać. W trzech meczach zdobył pięć cennych punktów.

O kolejne nie będzie łatwo. Po reprezentacyjnej przerwie Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z mającym ambicję bycia w ligowej czołówce – Rakowem, który zgromadził 10 punktów więcej od Widzewa. Jesienią Łodzianie przegrali u siebie 0:1 po golu w trzeciej minucie doliczonego czasu gry!

Oto z kim jeszcze zagramy w walce o utrzymanie: z Rakowem Częstochowa (04.04), Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (11.04), Radomiakiem Radom (18.04), Motorem Lublin (25.04), Legią Warszawa (02.05), Lechią Gdańsk (09.05), Koroną Kielce (16.05) i Piastem Gliwice (23.05).Powiedzmy wprost: żeby się utrzymać musimy zacząć wygrywać!

Szwecja – Polska czyli mecz o wszystko. To będzie też pojedynek supernapastników!

Przed nami najważniejsze do tej pory piłkarskie wydarzenie tego roku. Po pokonaniu Albanii 2:1, Polacy zagrają we wtorek o godz. 20.45 w Sztokholmie mecz ze Szwedami czyli pojedynek o wszystko – awans na mundial. Transmisja TVP Sport.

Jak podaje informacje i ciekawostki strona sport.tvp.pl: To drugi z rzędu finał barażowy o mundial Polski ze Szwecją. W marcu 2022 roku biało-czerwoni okazali się lepsi, wygrywając w Chorzowie 2:0. Zwycięzca meczu w Sztokholmie trafi w tegorocznych mistrzostwach świata do grupy F, gdzie jego rywalami będą Holandia, Japonia i Tunezja.Poprzez baraże Biało-Czerwoni awansowali na mistrzostwa świata 2022 oraz mistrzostwa Europy 2024. Teraz spróbują po raz trzeci z rzędu dostać się na wielką imprezę.

Selekcjoner reprezentacji – Jan Urban może się pochwalić znakomitym bilansem: 5-2-0. Pod jego wodzą biało-czerwoni ograli kolejno Finlandię (3:1), Nową Zelandię (1:0), Litwę (2:0), Maltę (3:2) oraz Albanię (2:1), a także dwukrotnie po 1:1 zremisowali z Holandią. Oby znakomita passa trwała dalej!

Mecz w Sztokholmie ma być pojedynkiem supernapastników: Viktor Gyokeres kontra Robert Lewandowski, któremu właśnie zaproponowano nowy roczny kontrakt w Barcelonie (mniejsze pobory zasadnicze, wyższe premie za sukcesy).

O rywalu Lewego mówi się:  „nowy Ibrahimović” i nie musi to być wcale stwierdzenie na wyrost. W dotychczasowych 31 występach dla drużyny narodowej strzelił 18 goli i zanotował siedem asyst. Potrafił już znaleźć sposób m.in. bramkarzy Norwegii, Belgii, Portugalii czy Ukrainy. Anatolij Trubin aż trzy razy wyjmował piłkę z siatki właśnie po uderzeniach snajpera Arsenalu.

Kapitan reprezentacji Polski ma też czym zaimponować. W 164 spotkaniach zdobył 89 bramek. Dodał do tego 38 asyst. Wystąpił na czterech Euro i dwóch mistrzostwach świata!

 Sędzią meczu będzie Slavko Vincić ze Słowenii. To jeden z najbardziej doświadczonych arbitrów na świecie, sędzia meczu Borussia Dortmund – Real Madryt (0:2) w finale Ligi Mistrzów w 2024 roku i lider tych rozgrywek pod względem liczby sędziowanych meczów w ostatnich dwóch sezonach.

Czekamy na to, co w tym spotkaniu pokaże energetyczny i przebojowy – Oskar Pietuszewski (jeśli oczywiście wystąpi). A może zdobędzie bramkę?Jeżeli tego dokona, będzie miał dokładnie 17 lat i 314 dni.

Wcześniej tego dnia, bo o godz. 14, mecz naszej młodzieżówki w eliminacjach mistrzostw Europy (transmisja w TVP Sport). Czy znów na listę strzelców wpisze się Daniel Mikołajewski, którego ze względu na pewne podobieństwo, charakter i sposób grania porównuje się ze… Zbigniewem Bońkiem?!

Pokonaliśmy Albanię. Polskie, zwycięskie gole nie były przypadkiem!

Pokonaliśmy Albańczyków po bramkach najbardziej rutynowanych i zasłużonych dla reprezentacji graczy – Lewandowskiego i Zielińskiego, ale wcześniej trener Urban się… pomylił. Był zachowawczy i ostrożny, a tymczasem powinien od pierwszej minuty postawić na Pietuszewskiego, który dał drużynie impuls do lepszego, energetycznego i skutecznego grania.

Gole Polaków nie były przypadkiem. Padły po wypracowanych schematach. Najlepszy na boisku – Szymański miał z rzutu rożnego zagrać na dalszy słupek na kapitana Lewandowskiego i tak właśnie zrobił. Przy zwycięskim golu nasi piłkarze sumiennie i cierpliwie budowali wolną przestrzeń dla Zielińskiego, a ten znakomicie to wykorzystał.

Teraz selekcjoner będzie miał większe pole manewru, bo do gry wróci będący w dobrej formie Zalewski. Czy to jednak wystarczy na rozpędzonych Szwedów, którzy pewnie i chyba niespodziewanie pokonali Ukraińców 3:1? Hat tricka zaliczył  Viktor Gyokeres.

Jan Urban (za 90minut.pl): – Serce nie podeszło do gardła, ale rzeczywiście były momenty, gdy byłem przejęty tym co widziałem na boisku. Dwukrotnie Albańczycy mogli podwyższyć na 2;0 i później na 2:1. Mówiłem, że to będzie bardziej otwarty mecz niż zamknięty. Były dobre momenty i były te złe, gdzie zbyt łatwo daliśmy się kontrować. Gramy w finale, tam będziemy musieli inaczej zagrać.

Piotr Zieliński: – Na pewno każdy wiedział, że ta jakość jest na naszą korzyść. W piłce trzeba też biegać i walczyć. Zostawić serce na boisku. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, ale spisaliśmy się bardzo dobrze. W finale ze Szwecją będzie ciężkie spotkanie, ale lecimy tam, aby wygrać.

Oskar Pietuszewski: – Trener powiedział mi żebym grał bez kompleksów.

Sebastian Szymański: – Stać nas na więcej.Mamy osoby, które potrafią wykonywać stałe fragmenty gry. To jest nasza siła, że to dobrze robimy i liczę, że w następnych spotkaniach dalej będziemy to robić. 8-10 to jest optymalna pozycja dla mnie. Najlepiej czuję się w środku pola. Lubię pracować w defensywnie.

Robert Lewandowski: – Oskar Pietuszewski jest to zawodnik nietuzinkowy, ale spokojnie. Nie nakładajmy na niego dodatkowej presji. On ma całą karierę przed sobą. Niech robi to co potrafi i nie rzucajmy na niego zbyt dużych oczekiwań. On ma dopiero 17 lat.

Teraz przed Polakami jeszcze większe wyzwanie. Finał baraży. Decydujące starcie z zespołem Trzech Koron w najbliższy wtorek (31 marca).

Kapitalna bramka Piotra Zielińskiego, a wcześniej gol Roberta Lewandowskiego, dały Polsce awans do finałów baraży o mundial. Ale łatwo nie było!

Uff. Odetchnęliśmy z ulgą, bo strachu było co niemiara. Najpierw złota główka Roberta Lewandowskiego, a potem kapitalny strzał z dystansu Piotra Zielińskiego dały nam bramki, zwycięstwo i awans do finału baraży o mundial. A musieliśmy odrabiać starty, bo rywale prowadzili 1:0…

Największą niespodzianką w wyjściowej jedenastce Polaków była obecność 20-letniego ofensywnego gracza Sturmu Graz – Filipa Rózgi, który do tej pory zaliczył jedynie reprezentacyjne epizody przeciwko Holandii i Malcie. Skoro jednak zabrakło wykartkowanego Nikoli Zalewskiego, ktoś musiał zająć jego miejsce. Niestety skrzydłowy zaliczył występ bez błysku, wygranego indywidualnego pojedynku. Dostroił się do gry starszych kolegów. W wyjściowej jedenastce rywali pojawił się jako jedyny widzewiak na boisku – Juljan Shehu.

Polacy zaczęli mecz z animuszem, ale rywale potrafili odpłacić pięknym za nadobne. Nikt nie miał zamiaru oddać za darmo marzeń o mundialu. Im dalej w las, tym jednak gorzej. Zaczęliśmy notować proste straty. Dobre odbiory Sebastiana Szymańskiego to za mało, żeby liczyć na gola. Brakowało pomysłu na mądre, zaskakujące, szybkie rozegranie piłki. Więcej było nerwów, niepewności niż precyzji.

I na dodatek przytrafił się katastrofalny błąd Janowi Bednarkowi, który przyjmował piłkę, jak junior. Odskoczyła mu ona od nogi i stało się nieszczęście. Wykorzystał sytuację szybki, sprytny rywal, który ograł Kamila Grabarę i pewnie strzelił po długim rogu. W pierwszej połowie Polska jak… Widzew w ostatnim ligowym meczu. Bez składnej akcji, bez celnego strzału. Nie tak miało być!

Jak trwoga to trzeba sięgnąć po debiutanta – Oskara Pietuszewskiego. Niezwykłe jest to, co podają Sportowe Fakty: Urodzony 20 maja 2008 roku Oskar  żyje krócej niż… w reprezentacji gra Kamil Grosicki. Grosik zadebiutował w kadrze 108 dni przed przyjściem skrzydłowego FC Porto na świat. A kiedy pierwszy mecz w reprezentacji rozgrywał Robert Lewandowski, Pietuszewski miał niecałe cztery miesiące. Skrzydłowy Porto wniósł do naszej gry sporo energii, wigoru i optymizmu.

Mieliśmy pokazać moc, tymczasem mieliśmy furę szczęścia, bo przy kontrze nasza defensywa pogubiła się niczym pijane dzieci we mgle i tylko niecelny strzał w 200-procentowej sytuacji ratował nas przed katastrofą. My popełniliśmy juniorski błąd, rywale też. Po rzucie rożnym nie sięgnął piłki bramkarz, nie pokrył kapitana obrońca i Robert Lewandowski doprowadził uderzeniem piłki głową metr od linii bramkowej do wyrównania. To był pierwszy celny strzał Polaków w tym spotkaniu!

Niby graliśmy, ale znów przy kontrze była czarna rozpacz i musiał nas ratować Kamil Grabara. Gdy się nie strzela, to się traci. Przekonali się o tym Albańczycy. Kapitalnym. mierzonym strzałem z dystansu popisał się Piotr Zieliński i piłka wylądowała w rogu bramki rywali.

Wygraliśmy, momentami stosując w końcówce prostą taktykę, zwaną obroną Częstochowy! We wtorek 31 marca Polacy zmierzą się na wyjeździe ze Szwecją, która pokonała Ukrainę 3:1. Tylko zwycięzca uzyska awans na mundial. Poprzez baraże Biało-Czerwoni awansowali na mistrzostwa świata 2022 oraz mistrzostwa Europy 2024. Teraz spróbują po raz trzeci z rzędu dostać się na wielką imprezę.

Baraż o awans na piłkarskie mistrzostwa świata.

Polska – Albania 2:1 (0:1)

0:1 – Hoxha (42), 1:1 – Lewandowski (63, głową), 2:1 – Zieliński (73)

Polska: Grabara – Kędziora(63, Świderski), Bednarek, Kiwior – Cash, Zieliński (81, Moder), Szymański, Skóraś – Rózga (46, Pietuszewski), Kamiński (90+2, Pyrka)- Lewandowski (90+2, Slisz)

To paradoks, ale drużynie ŁKS trudniej gra się w Łodzi. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro przychodzi jej walczyć na… kartoflisku!

Fot. Artur Kraszewski

Gdy ligowe piłkarskie zmagania trzeba toczyć na kartoflisku, wyglądającym tak, jakby przed chwilą buszowało na nim stado dzików, to piłka nożna zamienia się w piłkę… ręczną, a właściwie zręczną.

Kto dalej i mocniej pod polem karnym wrzuci piłkę z autu, trafi w miejsce, gdzie stoi najwyższy z partnerów, wtedy coś pozytywnego może się stać. Jakaś futbolowa afera: kiks, błąd w ustawieniu rywali, szczęśliwy traf i proszę skuteczna, bramkowa akcja gotowa!

Powiedzmy sobie wprost. Na boisku przy al. Unii w nie dało się normalnie grać w piłką nożną. W meczu ŁKS z Ruchem (2:2) z minuty na minutę coraz bardziej zniechęcony był Toma, nie mogący na boiskowych nierównościach wykorzystać swoich technicznych możliwości. Piłka odskakiwała od nogi nawet perfekcyjnie przygotowanemu technicznie Hiszpanowi – Arasie. I tylko mierzony, techniczny strzał zamieniony na gola przez Hinokio, przypominał zagranie z równej, jak stół, murawy.

Skoro własny obiekt z ekstraklasową infrastrukturą i murawą z boisk A-klasy, nie sprzyja łodzianom, trudno się momentami dziwić, że nie odnoszą na nim zwycięstw. Łatwiej i lepiej gra się im na obcych boiskach. Czy tak będzie w kolejnym starciu? ŁKS zmierzy się na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30. Łodzianie są w tej chwili na 10. miejscu, ale do strefy barażowej tracą tylko trzy punkty!

Widzew. Bezbramkowe remisy, osiągane w tak beznadziejnym stylu, to milowe kroki w stronę pierwszej ligi!

Z takimi wynikami i w takim stylu Widzew zmierza w pierwszoligową otchłań. Być może był to najgorszy mecz sezonu w ekstraklasie! Dość powiedzieć, że Widzew kończył go z jednym, niecelnym strzałem. Można rwać sobie włosy z głowy.

Zaskoczeń nie było. Trener Vuković postawił na sprawdzonych ludzi. Mocno ostrożny, pilnujący się w defensywie Widzew pierwszą w miarę składną akcję przeprowadził w 16 minucie. Za to atak gości w 21 min był wart uwagi. W dobrej sytuacji skończył go strzałem Chłań. Za słabym, żeby zaskoczyć Drągowskiego. Ci bardziej optymistycznie patrzący kibice widzieli przez pół godziny meczu piłkarskie szachy. Ja powiem wprost: były nudy na pudy i tyle.

Do roboty wzięli się goście. Chłań, niczym futbolowe dziecko ograł Kozlovskiego, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Łodzianom w grze ofensywnej nic, kompletnie nic nie wychodziło. Goście atakowali składniej i byli coraz groźniejsi, a Chłań momentami nie do zatrzymania dla gospodarzy. Do przerwy Łodzianie ani razu nie zagrozili rywalom, ani razu nie strzelali na ich bramkę. Smutne, ale prawdziwe.

Mijały minuty, Vuković dokonywał zmian i nic się nie zmieniało. Jak nie było strzału łodzian, tak nie było. Znów spisał się Drągowski, który znakomicie obronił uderzenie Olkowskiego. Gola i tak by nie było, bo rywal był napozycji spalonej.

Wreszcie, wreszcie, wreszcie, Mieliśmy wydarzenie w 79 minucie, gdy po raz pierwszy Łodzianie strzelali na bramkę rywali! Zrobił to Kornvig, ale uderzył obok słupka. Było słabo, słabiusieńko i w tej sytuacji remis należy uznać za sukces. W Widzewie w rolach głównych wystąpili reprezentanci Polski: Drągowski i Wiśniewski.

Mecz bez cienia satysfakcji oglądało 16923 kibiców.

W następnej kolejce Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z Rakowem.

Widzew – Górnik Zabrze 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski 64, Isaac), Lerager (46, Selahi), Shehu, Chengn(28, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez (84, Pawłowski) -Bergier (64, Zeqiri)

Brak zwycięstw, czyli zmora własnego boiska, skazuje ŁKS na rolę grającego o nic I-ligowego średniaka

To szósty kolejny mecz przy al. Unii bez zwycięstwa! Tak na pewno nie wywalczy się awansu do ekstraklasy! 10 tysięcy kibiców na stadionie przy al. Unii w większości mogło czuć się mocno rozczarowanych.

Mogło się zacząć fantastycznie. Po złym wybiciu Szwedzika, trafiony nią Arasa był bliski zdobycia bramki. Niestety piłka przeleciała obok słupka. Na trudnej, przypominającej kartoflisko, murawie grało się trudno. ŁKS starał się mieć inicjatywę. Po dalekim wrzucie z autu Rudola, Craciun posłała piłkę nad poprzeczkę.

Skuteczniejszy był Ruch. Chorzowianie byli szybsi i bardziej zdecydowani w polu karnym łodzian. Na dodatek gospodarze kryli na radar i trochę szczęśliwie po kiksie Jędryki, Nagamatsu posłał piłkę do siatki. Chaos defensywny został bardzo surowo ukarany!

Powtórzyła się znana doskonale, frustrująca drużynę i kibiców, sytuacja. ŁKS znów musiał gonić wynik. I szybko dogonił. Po znakomicie dośrodkowanej piłce przez Wysokińskiegoz rzutu rożnego, podaniu głową Terleckiego, Arasa posłał piłkę do siatki. Chwała łodzianom, że się nie załamali, tylko szybko i skutecznie zabrali do odrobienia strat.

Uff, jeszcze szybciej mogło być 2:1 dla gości, ale w trudnej sytuacji znakomitą dobrze interweniował Bobek i nie stracili w defensywie głowy łodzianie. Rzuty rożne mogły być atutem gospodarzy. Tym razem po centrze Norlina z drugiej strony boiska, Terlecki posłał piłkę głową po poprzeczce na aut. Szkoda.

I to się zemściło, ale… Tak być nie powinno. ŁKS stracił drugą bramkę po wrzucie z autu. Dał się przepchnąć Norlin, a Szwedzik mocnym strzałem posłał piłkępod poprzeczkędo siatki. Za łatwo to poszło. Takie błędy są milowymi krokami w stronę ligowej porażki.

ŁKS się starał, ale szybszy, bardziej zdecydowany był rywal, który na dodatek zbierał drugie piłki. Łodzianie chcieli grać piłką, a na grząskim boisku, to się nie udawało. Ruch miał inicjatywę. Groźniej atakował. I… stracił gola. Po dalekim wrzucie z autu w pole karne Rudola i odbitej piłce, Hinokio technicznym uderzeniem posłał piłkę w róg bramki, tuż przy słupku, nie do obrony.

ŁKS próbował zdobyć zwycięskiego gola (strzały Arasy), ale mecz skończył się rozczarowującym łodzian, i to mocno, remisem.

Następna ligowa kolejka w kwietniu. ŁKS zagra na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30.

ŁKS – Ruch Chorzów 2:2 (1:2)

0:1 – Nagamatsu (26), 1:1 – Arasa (32), 1:2 – Szwedzik (44), 2:2 – Hinokio (69)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot – Loffelsend, Wysokiński (59, Lewandowski), Terlecki, Hinokio, Norlin (79, Krykun) – Toma(59, Piasecki), Arasa

ŁKS. Uprawianie ligowego mazgajstwa nie daje zwycięstw. Najwyższy czas z tym skończyć, jeśli ciągle ma się aspiracje i marzenia

Fot. Artur Kraszewski

Gdy pojawia się wielka szansa na wyrwanie się ze strefy ligowej nicości, w której nie walczy się o nic, w grze ŁKS pojawia się futbolowe mazgajstwo, wielka niemoc i brak pomysłu na sensowne rozstrzygnięcie.

Łodzianie napracowali się za dwóch, żeby w końcu zdobyć tylko punkt w meczu z Odrą na własnym boisku i to po golu strzelonym w doliczonym czasie gry. Zgadza się, starali się, ale na boisku prezentowali klasycznego szczypiorniaka czyli przypominającą piłkę ręczną grę po obwodzie, z której nic nie wynikało. Brakowało pomysłu, szybkości, odwagi w podejmowaniu decyzji przy indywidualnych atakach.

Wyglądało to źle i zapowiadało jeszcze gorszy efekt końcowy czyli porażkę. Dobrze, że trener Grzegorz Szoka nie przysnął, dokonał zmian, który wyszły drużynie na dobre, dały jej remisowego gola i pozwoliły po raz kolejny odrobić bramkowe straty.

Pokazał się reprezentant polskiej młodzieżówki – Krzysztof Fałowski, który strzelił bramkę, ale też grał odpowiedzialnie i uważnie. Oj, szkoleniowiec będzie miał ból głowy: na kogo postawić w meczu z Ruchem (21 marca o godz. 14.30 w Łodzi). bo do ligowej kadry wróci po odcierpieniu kartkowej kary Artur Craciun.

A tak w ogóle to sytuacja kadrowa w drużynie nie była i nie jest za wesoła. Trener Grzegorz Szoka nie miał w meczu z Odrą do dyspozycji Mateusza Wysokińskiego, który w trakcie spotkania z Polonią w Warszawie nabawił się naciągnięcia mięśnia dwugłowego uda. Nie miał też Sebastiana Ernsta, który zmagał się z infekcją.

W kadrze meczowej zabrakło także, jak podają klubowe media ,Piotra Głowackiego (niedawno wrócił do treningów), Antoniego Młynarczyka (za zawodnikiem pierwszy po wyleczeniu kontuzji tydzień normalnych treningów z zespołem), Aleksandra Iwańczyka (od poniedziałku wrócił do zajęć z drużyną), Mateusza Wzięcha (przed piłkarzem około dwumiesięczny okres rehabilitacyjny; na razie trenuje indywidualnie). Był natomiast w kadrze meczowej pierwszego zespołu po dłuższej przerwie Łukasz Wiech.

W każdym razie pierwsze od wielu, wielu miesięcy zwycięstwo ŁKS na własnym boisku jest koniecznością i należy się wiernym kibicom zespołu. Tylko sukces cały czas daje też nadzieję, że łodzianie zagrają w barażach o awans do ekstraklasy.

ŁKS. Tylko remis wywalczony w doliczony czasie. Teraz zmorą jest własne boisko!

ŁKS muszą niestety cały czas męczyć ligowe zmory. Jak nie są to mecze wyjazdowe, to stają się nimi pojedynki na własnym boisku. ŁKS znów nie wygrał spotkania u siebie. Ostatni raz zrobił to, nieprawdopodobne, ale prawdziwe, 3 listopada minionego roku, gdy pokonał Śląsk 2:1. Wygląda na to, że ekstraklasowe aspiracje można do kieszeni włożyć.

ŁKS zaczął mecz bez wykartkowanego Craciuna (zastąpił go Fałowski) i z Lewandowskim w ataku (w miejsce kontuzjowanego Wysokińskiego).Grać łatwo nie było, bo mecz toczył się na ligowym kartoflisku. Energii obu drużynom nie brakowało, ale niewiele z tego wynikało. Łodzianie składną akcję przeprowadzili w 36 minucie, Strzał Lewandowskiego z ostrego kąta obronił Haluch.

ŁKS miał inicjatywę, był coraz groźniejszy i…stracił gola po stałym fragmencie gry. Po rzucie rożnym, serii wrzutek i wybić, niepilnowany Kobusiński z dwóch metrów wepchnął piłkę do bramki, mimo rozpaczliwej interwencji Bobka. Czarna rozpacz. Niesprawiedliwości stało się zadość, ale taka jest piłka!

W drugiej połowie po główce Fałowskiego piłkę sprzed linii bramkowej wybił jeden z graczy rywali. ŁKS osiągnął wyraźną przewagę, ale kończyło się to na stałych fragmentach gry, z których nic nie wynikało. Niestety, nie było nikogo, kto by wygrywał na bokach pojedynki jeden na jeden i stwarzał przewagę pod bramką przeciwnika. Grano wolno środkiem, przewidywalnie.

Ta futbolowa niemoc coraz bardziej irytowała kibiców obecnych na trybunach. Gdy Loffelsend doszedł do dogodnej sytuacji, to posłał piłkę panu Bogu w okno.Widząc brak pomysłu na konstruktywną grę trener Szoka chwytał się wszystkiego. Posłał w bój 17-letniego debiutanta Szczygła.

Gdy już doszło do czegoś groźnego to… Po główce Fałowskiego, a potem Arasy znakomicie interweniował Haluch. Bramkarz był też bohaterem po kolejnej akcji Piaseckiego i Arasy. A jednak w doliczonym czasie sprawiedliwości stało się zadość. Bramkarz Odry skapitulował po strzale z dystansu Fałowskiego! Uratowany remis łodzian, który jest niestety wielkim rozczarowaniem.

21 marca o godz. 14.30 ŁKS podejmie Ruch Chorzów.

ŁKS – Odra Opole 1:1 (0:1)

0:1 – Kobusiński (40), 1:1 – Fałowski (90+1)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Rudol, Pingot, Loffelsend (72, Krykun), Terlecki, Hinokio, Toma (58. Piasecki), Norlin (72, Szczygieł), Arasa, Lewandowski

Widzew wywalczył punkt na Wybrzeżu, ale… Prawda jest taka: remisami jest ligowe piekło wybrukowane!

Pierwszy, historyczny, wyjazdowy remis Widzewa w tych rozgrywkach. Raczej można się smucić niż cieszyć, bo remisami ligowej piekło jest wybrukowane i nie daje szans na wyrwanie się ze strefy spadkowej. Łodzianie zdecydowanie lepiej zaprezentowali się w grze defensywnej niż w ofensywie. I za karę są nadal w strefie spadkowej!

Trener Vuković posłał w bój tę samą jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Lechem z jedną zmianą. Do bramki wrócił Drągowski i na początku spotkania popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do Bergiera. Mogło być groźnie, ale napastnik został sfaulowany.

Tak, głównie atakowała Arka, co kończyło się kolejnymi rzutami rożnymi (pięć w 23 minuty), nie dającymi żadnych efektów. W końcu jednak akcja byłego widzewiaka – Kerka mogła przynieść gola. Niemiec świetnie obsłużył Kocyłę, a ten w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza, ale po interwencji rękami Drągowskiego, piłka minęła bramkę.

Niestety siła ofensywna gości, mówiąc wprost, żadna. Obudzili się, szukając swoich szans, po pół godzinie gry. Nie byli jednak w stanie przez całą pierwszą połowę celnie strzelić na bramkę gdynian.

Po przerwie Widzew próbował, ale w dobrej sytuacji Kornvig uderzył z woleja nad poprzeczkę. Celnie strzelali gospodarze, ale Drągowski był na posterunku.

Niby więcej z gry mieli gospodarze, ale bramkową okazję mogli zyskać goście. Po starciu Kubiaka z Krajewskim sędzia Sylwestrzak podyktował jedenastkę, którą po analizie VAR (tu rządził Szymon Marciniak), odwołał. Telewizyjne powtórki moim zdaniem, pokazują, że trudno się z tą decyzją zgodzić. Krajewski został ewidentnie pchnięty ręką przez rywala, co wybiło go z rytmu i spowodowało upadek. Arbitrzy widzieli swoje…

Widzew się nie zraził. Próbował dalej. W 77 minucie pierwszy celny strzał łodzian. Piłkę po główce Żyry odbił bramkarz Węglarz. Niecelnie strzelał Fornalczyk. Skończyło się na bezbramkowym remisie.

Mecz oglądało 11 934 kibiców. Bez fanów gości.

22 marca o godz. 17.30 Widzew podejmie Górnika Zabrze.

Arka Gdynia – Widzew Łódź 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski, Lerager, Shehu, Cheng (81, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez(81, Fornalczyk) – Bergier

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑