Rezerwowy Pafka

Tag: sport (Page 4 of 178)

Wielkie emocje w ekstralidze rugby. Łodzianie walczą o miejsce w czołowej szóstce, która zagra o medale. Tylko zwycięstwo w meczu z Arką daje im pewność, że się w niej znajdą!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Nareszcie. W ekstralidze rugby wielkie sportowe emocje. Przed nami decydująca kolejka. Kto znajdzie się w grupie mistrzowskiej, a kto pucharowej czyli spadkowej? Awans do czołowej szóstki zapewniły już sobie zespoły: Energa Ogniwo Sopot, ORLEN Orkan Sochaczew, MKS Pogoń Awenta Siedlce oraz RC Arka Gdynia. Do dwóch wolnych miejsc aspirują: PGE Edach Budowlani Lublin (18 pkt.), WizjaMed Grot Budowlani Łódź (16) i RzKS Juvenia Kraków (13).

Wszystko zdarzyć się może. W ostatnim, przegranym po walce meczu z aktualnym liderem – Ogniwem, łodzianie stracili swojego kapitana Kacpra Palamarczuka, który został zniesiony z boiska. Teraz czeka Budowlanych starcie z Arką (sobota, godz. 13, Górnicza 5), która w ósmej kolejce pokonała Juvenię 36:25, a 21 punktów zdobył najskuteczniejszych gracz Buldogów – Anton Szaszero. Pojedynek był ostry, oba zespoły nie przebierały w środkach. Sędzia pokazał aż dziewięć żółtych kartek. Czy łodzianom pomoże w odniesieniu zwycięstwa nowy łącznik ataku, pochodzący z RPA Trent Sivertsen, a może Heston Aisea – zawodnik drugiej linii młyna z Tonga, który właśnie przyleciał do Łodzi?

Budowlani mają nowego sponsora, większy budżet i wielkie ambicje. Oby nie obeszli się smakiem i utknęli w dole tabeli, walcząc w gronie drużyn broniących się przed spadkiem. Dlatego muszą pokonać Arkę i już! To jest pewnik, dający im awans do ligowego topu. Wtedy będzie można mówić, że sezon nie został znów stracony!

Z kim powalczą konkurenci do awans? Juvenia zmierzy się z AZS AWF Warszawa i pewnie akademików pokona. Lublinianie podejmą lidera z Sopotu i o sukces będzie trudno. Zapowiada się bardzo ciekawa, emocjonująca rozgrywka.

Ekstraliga Rugby XV: RzKS Juvenia Kraków – Klub Sportowy AWF-AZS Warszawa (22.03.2026, niedziela, g.14.00) Wizjamed Grot Budowlani Łódź – Life Style Catering RC Arka Gdynia (21.03.2026, sobota, g.13.00) Edach Budowlani Lublin – Energa Ogniwo Sopot (22.03.2026, niedziela, g.14.00) Drew Pal 2 Lechia Gdańsk – ORLEN Orkan Sochaczew (21.03.2026, sobota, g.13.00) Rugby Białystok – Awenta Pogoń Siedlce (21.03.2026, sobota, g.14.00)

ŁKS. Uprawianie ligowego mazgajstwa nie daje zwycięstw. Najwyższy czas z tym skończyć, jeśli ciągle ma się aspiracje i marzenia

Fot. Artur Kraszewski

Gdy pojawia się wielka szansa na wyrwanie się ze strefy ligowej nicości, w której nie walczy się o nic, w grze ŁKS pojawia się futbolowe mazgajstwo, wielka niemoc i brak pomysłu na sensowne rozstrzygnięcie.

Łodzianie napracowali się za dwóch, żeby w końcu zdobyć tylko punkt w meczu z Odrą na własnym boisku i to po golu strzelonym w doliczonym czasie gry. Zgadza się, starali się, ale na boisku prezentowali klasycznego szczypiorniaka czyli przypominającą piłkę ręczną grę po obwodzie, z której nic nie wynikało. Brakowało pomysłu, szybkości, odwagi w podejmowaniu decyzji przy indywidualnych atakach.

Wyglądało to źle i zapowiadało jeszcze gorszy efekt końcowy czyli porażkę. Dobrze, że trener Grzegorz Szoka nie przysnął, dokonał zmian, który wyszły drużynie na dobre, dały jej remisowego gola i pozwoliły po raz kolejny odrobić bramkowe straty.

Pokazał się reprezentant polskiej młodzieżówki – Krzysztof Fałowski, który strzelił bramkę, ale też grał odpowiedzialnie i uważnie. Oj, szkoleniowiec będzie miał ból głowy: na kogo postawić w meczu z Ruchem (21 marca o godz. 14.30 w Łodzi). bo do ligowej kadry wróci po odcierpieniu kartkowej kary Artur Craciun.

A tak w ogóle to sytuacja kadrowa w drużynie nie była i nie jest za wesoła. Trener Grzegorz Szoka nie miał w meczu z Odrą do dyspozycji Mateusza Wysokińskiego, który w trakcie spotkania z Polonią w Warszawie nabawił się naciągnięcia mięśnia dwugłowego uda. Nie miał też Sebastiana Ernsta, który zmagał się z infekcją.

W kadrze meczowej zabrakło także, jak podają klubowe media ,Piotra Głowackiego (niedawno wrócił do treningów), Antoniego Młynarczyka (za zawodnikiem pierwszy po wyleczeniu kontuzji tydzień normalnych treningów z zespołem), Aleksandra Iwańczyka (od poniedziałku wrócił do zajęć z drużyną), Mateusza Wzięcha (przed piłkarzem około dwumiesięczny okres rehabilitacyjny; na razie trenuje indywidualnie). Był natomiast w kadrze meczowej pierwszego zespołu po dłuższej przerwie Łukasz Wiech.

W każdym razie pierwsze od wielu, wielu miesięcy zwycięstwo ŁKS na własnym boisku jest koniecznością i należy się wiernym kibicom zespołu. Tylko sukces cały czas daje też nadzieję, że łodzianie zagrają w barażach o awans do ekstraklasy.

Mecz o być albo nie być polskich rugbistów. Trener reprezentacji – Kamil Bobryk: – Zapowiadają się wielkie emocje w grze o wysoką stawkę!

Fot. Wojciech Szymański

Już zacieram ręce z uciechy, czekają mnie i prawdziwych kibiców polskiego sportu, wielkie emocje. Klasyczny mecz o wszystko. To powinno się obejrzeć, jak nie na stadionie, to przynajmniej przed ekranami telewizorów.

Polska zagra ze Szwecją w rugby – 11 kwietnia w sobotę o godz. 20 na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni. Transmisja z meczu na żywo w Polsat Sport 2.Będzie to dla naszego teamu pojedynek o zwycięstwo w dywizji Rugby Europy Trophy i jednocześnie pożegnanie z kadrą dla dwóch zasłużonych zawodników: Piotra Zeszutka i Wojciecha Piotrowicza.

Jak podaje strona PZR obecna kampania w dywizji Trophy trwa od dwóch lat. U jej progu selekcjonerami reprezentacji Polski zostali trenerzy Kamil Bobryk -Tomasz Stępień. Ich drużyna w dziewięciu spotkaniach osiem razy wygrała i poniosła jednąporażkę. Do pełni szczęścia został ostatni krok, trzeba tylko i aż wygrać ze Szwecją i zapewnić sobie awans do wyższej dywizji.

– Mamy swój los we własnych rękach, zależymy od siebie, wygrana da nam zwycięstwo w tej dywizji, to było celem – mówi Kamil Bobryk, obecnie jeden z selekcjonerów, a kiedyś doskonały zawodnik pierwszej linii młyna, który zaliczył równe 50 spotkań w biało-czerwonej koszulce.

Mecz ze Szwecją będzie zakończeniem reprezentacyjnej kariery wieloletniego kapitana kadry Piotra Zeszutka oraz drugiego najskuteczniejszego zawodnika w historii kadry, Wojciecha Piotrowicza. Ten ostatni walczy o pobicie rekordu Dawida Banaszka, do którego brakuje mu 16 punktów, jednak nad osiągnięcia indywidualne przedkłada drużynowe.

– Piotr Zeszutek i Wojciech Piotrowicz, dwóch przez wiele lat naszych bardzo ważnychzawodników meczem ze Szwecją kończy reprezentacyjne kariery więc choćby z szacunkudo nich i ich osiągnięć będziemy z Tomkiem Stępniem oczekiwali pełnego zaangażowania.O to jednak jestem spokojny, przez dwa lata naszej pracy z kadrą udało się wyselekcjonować grupę, która dobrze się ze sobą czuje i która chce grać w reprezentacji –przyznał Kamil Bobryk.

W gronie powołanych 33 zawodników jest gracz WizjaMed Grot Budowlani Łódź – Jakub Małecki. – Drużyna szwedzka jest solidna, jednak jak było widać w meczu z Czechami czasemopuszcza gardę, my zamierzamy to wykorzystać. Zapowiadają się wielkie emocje w grze o wysoką stawkę – zakończył Kamil Bobryk.

ŁKS. Tylko remis wywalczony w doliczony czasie. Teraz zmorą jest własne boisko!

ŁKS muszą niestety cały czas męczyć ligowe zmory. Jak nie są to mecze wyjazdowe, to stają się nimi pojedynki na własnym boisku. ŁKS znów nie wygrał spotkania u siebie. Ostatni raz zrobił to, nieprawdopodobne, ale prawdziwe, 3 listopada minionego roku, gdy pokonał Śląsk 2:1. Wygląda na to, że ekstraklasowe aspiracje można do kieszeni włożyć.

ŁKS zaczął mecz bez wykartkowanego Craciuna (zastąpił go Fałowski) i z Lewandowskim w ataku (w miejsce kontuzjowanego Wysokińskiego).Grać łatwo nie było, bo mecz toczył się na ligowym kartoflisku. Energii obu drużynom nie brakowało, ale niewiele z tego wynikało. Łodzianie składną akcję przeprowadzili w 36 minucie, Strzał Lewandowskiego z ostrego kąta obronił Haluch.

ŁKS miał inicjatywę, był coraz groźniejszy i…stracił gola po stałym fragmencie gry. Po rzucie rożnym, serii wrzutek i wybić, niepilnowany Kobusiński z dwóch metrów wepchnął piłkę do bramki, mimo rozpaczliwej interwencji Bobka. Czarna rozpacz. Niesprawiedliwości stało się zadość, ale taka jest piłka!

W drugiej połowie po główce Fałowskiego piłkę sprzed linii bramkowej wybił jeden z graczy rywali. ŁKS osiągnął wyraźną przewagę, ale kończyło się to na stałych fragmentach gry, z których nic nie wynikało. Niestety, nie było nikogo, kto by wygrywał na bokach pojedynki jeden na jeden i stwarzał przewagę pod bramką przeciwnika. Grano wolno środkiem, przewidywalnie.

Ta futbolowa niemoc coraz bardziej irytowała kibiców obecnych na trybunach. Gdy Loffelsend doszedł do dogodnej sytuacji, to posłał piłkę panu Bogu w okno.Widząc brak pomysłu na konstruktywną grę trener Szoka chwytał się wszystkiego. Posłał w bój 17-letniego debiutanta Szczygła.

Gdy już doszło do czegoś groźnego to… Po główce Fałowskiego, a potem Arasy znakomicie interweniował Haluch. Bramkarz był też bohaterem po kolejnej akcji Piaseckiego i Arasy. A jednak w doliczonym czasie sprawiedliwości stało się zadość. Bramkarz Odry skapitulował po strzale z dystansu Fałowskiego! Uratowany remis łodzian, który jest niestety wielkim rozczarowaniem.

21 marca o godz. 14.30 ŁKS podejmie Ruch Chorzów.

ŁKS – Odra Opole 1:1 (0:1)

0:1 – Kobusiński (40), 1:1 – Fałowski (90+1)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Rudol, Pingot, Loffelsend (72, Krykun), Terlecki, Hinokio, Toma (58. Piasecki), Norlin (72, Szczygieł), Arasa, Lewandowski

Widzew wywalczył punkt na Wybrzeżu, ale… Prawda jest taka: remisami jest ligowe piekło wybrukowane!

Pierwszy, historyczny, wyjazdowy remis Widzewa w tych rozgrywkach. Raczej można się smucić niż cieszyć, bo remisami ligowej piekło jest wybrukowane i nie daje szans na wyrwanie się ze strefy spadkowej. Łodzianie zdecydowanie lepiej zaprezentowali się w grze defensywnej niż w ofensywie. I za karę są nadal w strefie spadkowej!

Trener Vuković posłał w bój tę samą jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Lechem z jedną zmianą. Do bramki wrócił Drągowski i na początku spotkania popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do Bergiera. Mogło być groźnie, ale napastnik został sfaulowany.

Tak, głównie atakowała Arka, co kończyło się kolejnymi rzutami rożnymi (pięć w 23 minuty), nie dającymi żadnych efektów. W końcu jednak akcja byłego widzewiaka – Kerka mogła przynieść gola. Niemiec świetnie obsłużył Kocyłę, a ten w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza, ale po interwencji rękami Drągowskiego, piłka minęła bramkę.

Niestety siła ofensywna gości, mówiąc wprost, żadna. Obudzili się, szukając swoich szans, po pół godzinie gry. Nie byli jednak w stanie przez całą pierwszą połowę celnie strzelić na bramkę gdynian.

Po przerwie Widzew próbował, ale w dobrej sytuacji Kornvig uderzył z woleja nad poprzeczkę. Celnie strzelali gospodarze, ale Drągowski był na posterunku.

Niby więcej z gry mieli gospodarze, ale bramkową okazję mogli zyskać goście. Po starciu Kubiaka z Krajewskim sędzia Sylwestrzak podyktował jedenastkę, którą po analizie VAR (tu rządził Szymon Marciniak), odwołał. Telewizyjne powtórki moim zdaniem, pokazują, że trudno się z tą decyzją zgodzić. Krajewski został ewidentnie pchnięty ręką przez rywala, co wybiło go z rytmu i spowodowało upadek. Arbitrzy widzieli swoje…

Widzew się nie zraził. Próbował dalej. W 77 minucie pierwszy celny strzał łodzian. Piłkę po główce Żyry odbił bramkarz Węglarz. Niecelnie strzelał Fornalczyk. Skończyło się na bezbramkowym remisie.

Mecz oglądało 11 934 kibiców. Bez fanów gości.

22 marca o godz. 17.30 Widzew podejmie Górnika Zabrze.

Arka Gdynia – Widzew Łódź 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski, Lerager, Shehu, Cheng (81, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez(81, Fornalczyk) – Bergier

ŁKS. Teraz trzeba futbolowe przewagi udowodnić na własnym boisku, a wtedy walka o ekstraklasę nie będzie iluzoryczną mrzonką!

Fot. Artur Kraszewski

To była zmora zmór, a tymczasem pod wodzą trenera Grzegorza Szoki ŁKS wygrał w Warszawie już czwarty z pięciu wyjazdowych meczów. Znów jest w grze przynajmniej o baraże. I szkoleniowiec mówi właśnie o takim celu. Byleby tylko nie ugrząźć w ligowym niebycie, bo to byłby kolejny sportowy krok wstecz i latem wszystko trzeba by było zaczynać od nowa.

Łodzianie awansowali na dziewiąte miejsce i do drugiego Chrobrego Głogów tracą już tylko pięć punktów. Do strefy barażowej zaś mają dwa punkty straty. Jest zatem o co grać!

W starciu z Polonią ŁKS był lepszym zespołem i to najważniejsza pomeczowa refleksja. Mądrzej poukładanym, świadomym co i jak ma robić, konsekwentnym w grze do przodu, uważnym w defensywie. Jasne można mieć pretensje o skuteczność (goli powinno być więcej) i dziękować Aleksandrowi Bobkowi, który znakomitą interwencją w końcówce meczu uratował trzy punkty, ale trudno nie chwalić drużyny za ten pojedynek.

Dwie decyzje szkoleniowca zasłużyły sobie na mój szacunek. Pierwsza to postawienie na Andreu Arasę i zamiast klasycznego napastnika, budowanie gry do przodu opartej na dwóch dobrze wyszkolonych technicznie, wszędobylskich graczach, robiących pozytywne zamieszanie w szeregach rywali. Jednym był Arasa, a drugim, dopóki się nie zmęczył – Bastien Toma. Warszawianie nie znaleźli sposobu na ich grę. Musieli się pilnować w defensywie, kosztem angażowania większych sił w ataku.

Niechciany w Bytomiu piłkarz pod wodzą Grzegorza Szoki stał się ważnym ogniwem łódzkiej drużyny. Trener dostrzegł jego możliwości i spożytkował umiejętności w grze defensywnej. Kacper Terlecki, bo o nim mowa, pracował za dwóch, odbierał piłki rywalom w każdej przestrzeni boiska. W tej łódzkiej układance był niezbędny dla stabilizacji gry. Bez transferowych szaleństw, po stracie Michała Mokrzyckiego, szkoleniowiec zbudował solidny kręgosłup drużyny, dający nadzieję, że ŁKS będzie się liczył w walce o awans do ekstraklasy.

Teraz trzeba udowodnić swoje futbolowe przewagi na własnym boisku. 15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole, a 21 marca o godz. 14.30 – Ruch Chorzów. Łodzianie z dziesięciu wygranych spotkań, pięć zaliczyli na własnym stadionie. Jeśli znów potrafią wyjść na swoje, to ich marzenia i ambicje staną się możliwe do spełnienia!

Ruszają wiosenne rozgrywki ekstraligi rugby. Co pokażą i o co będą walczyć łodzianie?

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Wraca ekstraliga rugby. Jesienią ekscytujące, zacięte, dramatyczne były mecze czołowej trójki czyli Awenta Pogoni Siedlce, Energa Ogniwa Sopot i Orlen Orkana Sochaczew. To trio wypracowało sobie wyraźną przewagę nad resztą stawki.

Sportową dramaturgię, nie zawsze wieńczoną końcowym sukcesem, potrafili też stworzyć łodzianie, zajmujący szóste miejsce w tabeli KS Budowlani WizjaMed. Drużyna z Górniczej 5, jako jedyna jesienią zdobyła ponad 100 punktów w spotkaniu (to akurat chluby ekstralidze nie przynosi). Łodzianie pokonali Budmex Rugby Białystok 106:14. Na liście najskuteczniejszych graczy drugi jest zawodnik Budowlanych – Lukas Niedzwiedzki, który zdobył jesienią 84 punkty.

Już 14 marca o godzinie 13 KS Budowlani WizjaMed zagrają w ósmej kolejce spotkań w Sopocie z Ogniwem. Po rundzie zasadniczej (kończącej się na 9 kolejce) następuje podział na Grupę Mistrzowską (miejsca 1-6 w tabeli) i Grupę Pucharową czyli Spadkową (miejsca 7-10). Na razie łodzianie plasują się na szóstej pozycji.

Trener – Theunsem Kotze jest przekonany, że łódzka drużyna czyni systematyczne postępy. Wierzy, że jego team będzie grał pozytywne rugby. Cieszy go fakt, że ma młodych, zdolnych graczy, którzy chcą się rozwijać.

Mecze 8. kolejki Ekstraligi Rugby 2025/2026:

Energa Ogniwo Sopot – KS Budowlani WizjaMed Łódź, Life Style Catering RC Arka Gdynia – RzKS Juvenia Kraków, AZS AWF Warszawa – Budmex Rugby Białystok, ORLEN Orkan Sochaczew – PGE Edach Budowlani Lublin. Mecz rozegrany wcześniej: MKS Pogoń Awenta Siedlce – RC Lechia Gdańsk 50:12.

Rugby w Polsce jest sportem drugiego wyboru. Na najważniejsze mecze przychodzi od dwóch do trzech tysięcy widzów – podaje sportmarketing.pl. Niestety, ekstraliga nie ma sponsora tytularnego. Wsparcie promocyjne ze strony Polskiego Związku Rugby pozostaje ograniczone. Ligowego rugby nie ma w żadnej polskiej telewizji. Pozytywnym pomysłem jest Magazyn Ekstraligi prezentowany po kolejkach na YouTubie.

W polskim rugby największe wyzwania finansowe to: wysokie koszty podróży i utrzymania infrastruktury oraz wynagrodzenia i organizacja meczów przy braku pełnego profesjonalizmu.

Oby to nie był największy transferowy niewypał w XXI wieku. Widzew bardzo potrzebuje wartościowych graczy, którzy uratują mu ekstraklasowy byt!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Jedną ważną personalną decyzję podjął trener Widzewa – Aleksandar Vuković i to taką, co się obroniła, bo łodzianie wygrali ważny mecz. Szkoleniowiec postawił na ludzi, do których, z tych czy innych względów, miał zaufanie i oni go nie zawiedli. Na zieloną trawkę, a raczej do obdarowywania kwiatami pań z okazji ich dnia, odesłał najdroższego piłkarza ekstraklasy (koszty: 5 mln euro, a może więcej) Osmana Bukariego.

Może się okazać, że nowy dyrektor sportowy – Dariusz Adamczuk przebije poprzedniego Tomasza Wichniarka. Tamten wpuścił Widzew na wyjątkową transferową minę, sprowadzając piłkarza o umiejętnościach dalekich od ekstraklasowych wymagań czyli Hilarego Gonga. Jak go wypatrzył, co go do tego skłoniło, pozostanie jego słodką tajemnicą. W każdym razie Gong został uznany za największy transferowy niewypał w polskiej piłce w XXI wieku!

Wygląda na to, że o to miano skutecznie może powalczyć wynaleziony przez Dariusza Adamczuka – Osman Bukari. Na papierze to wyglądało całkiem całkiem, ale papier wszystko przyjmie, podobnie, jak sprytnie zmontowane filmiki video z najlepszymi zagraniami piłkarza. W nich to nawet największy gamoń wychodzi na futbolowego orła. Na razie nic nie potwierdziło, że mamy do czynienia z klasowym zawodnikiem. Jeszcze poczekajmy, bo futbol widział nie jedną cudowną przemianę.

W najbliższym meczu, nie ma co kryć o ekstraklasowe życie czyli o sześć ligowych punktów, Widzew zagra z innym kandydatem do spadku – Arką w Gdyni (15 marca, o godz. 12.15). To nie będzie spacerek. Gdynianie ostatnio wygrali w Płocku z Wisłą 3:0.

Łodzianie może mają piłkarzy na zbudowanie dwóch ligowych kadr, ale wobec kartkowego wykluczenia Andiego Zeqiriego, ostał im się jeden jedyny napastnik – Sebastian Bergier, autor 11 bramek. Ostatnia z rzutu karnego w wygranym meczu z Wisłą w Płocku (2:0) – 14 lutego.

ŁKS pokazał moc. Pokonał w Warszawie Polonię. Jak najbardziej zasłużenie!

ŁKS może niespodziewanie, ale jak najbardziej zasłużenie, wygrał w Warszawie. To 10 zwycięstwo łodzian, piąte na wyjeździe. Trener Szoka posadził na ławce Piaseckiego, posyłając w bój od pierwszej minuty Arasę. Miał nosa. To był dobry pomysł na miarę gola i cennego zwycięstwa.

ŁKS zaczął odważnie i mógł prowadzić. Po kontrze i centrze Arasy z pięciu metrów, ale z ostrego kąta, strzelał Toma. Bramkarz Kuchta nie dał się zaskoczyć. Potem łodzianie mieli więcej z gry. Tempo było wysokie, akcje ciekawie się zaczynały, ale kończyły na niczym. Do czasu, do czasu… Po długim podaniu Craciuna, znakomitym zagraniu głową Loffelsenda, nieupilnowany Arasa huknął nie do obrony przy bliższym słupku pod poprzeczkę i ŁKS objął prowadzenie. Jak najbardziej zasłużenie. To pierwszy gol Hiszpana w sezonie.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmieniał. ŁKS miał znakomitą sytuację na 2:0. Niestety, teraz po dokładnym podaniu Hinokio, w dogodnej sytuacji Arasa fatalnie przestrzelił. A potem po kontrze w kolejnej znakomitej sytuacji panu Bogu w okno piłkę posłał Japończyk. To powinny być akcje, które rozstrzygają losy meczu. Tak niestety się nie stało.

I jak to w futbolu bywa, takie sytuacje mogły się zemścić. Tylko kapitalnej interwencji Bobka po główce z pięciu metrów Vegi, łodzianie zawdzięczają to, że nie stracili bramki. Sytuacja była możliwa dzięki precyzyjnemu dośrodkowaniu wypożyczonego z Widzewa – Klukowskiego.

Potem znów szansę mieli łodzianie. Piasecki w dogodnej sytuacji zagrał niespodziewanie piłkę do Krykuna, który się przez chwilę zawahał i dlatego jego strzał został zablokowany. Pomocnik mógł to zrobić zdecydowanie lepiej. Okazja przeszła koło nosa. Ostatecznie jednak ŁKS wygrał. Sprawiedliwości stało się zadość.

ŁKS ma na koncie 36 punktów – dwóch brakuje mu do strefy barażowej, pięciu do drugiego miejsca premiowanego bezpośrednim awansem!

Pozytywna informacja: powołania do reprezentacji Polski do lat 21 i 19 dostali ełkaesiacy: Krzysztof Fałowski i Lenard Szczygieł.

15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole.

Polonia Warszawa – ŁKS 0:1 (0:1)

0:1 – Arasa (45+1)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (70,Krykun), Wysokiński (57, Ernst), Terlecki, Hinokio, Norlin (90, Kupczak), Toma (70, Lewandowski), Arasa (70, Piasecki)

Cud nad Łódką. Widzew pokonał kandydata na mistrza Polski, choć zaczęło się od 0:1. Udany debiut nowego trenera

Od zwycięstwa zaczął swoją przygodę z Widzewem trener Aleksandar Vuković. Łodzianie pokonali kandydata na mistrza – Lecha Poznań, choć przegrywali 0:1. To ósme, ligowe zwycięstwo Widzewa, piąte na własnym boisku.

Pomieszał składem, zmienił ustawienie (na trzech obrońców) trener Vuković. Odgruzował Żyrę, postawił na Alvareza, musiał zdecydować się przy kontuzji Drągowskiego na innego bramkarza. Miejsca na ławce zabrakło dla Isaaca i Bukariego (piłkarza sprowadzonego za 5 mln euro!). Ghańczyk miał zajęcie. Okazał się pożyteczny. Przed meczem rozdawał paniom kwiaty z okazji Dnia Kobiet.

Łodzianie ruszyli z animuszem, bez kompleksów. Niestety, choć akcje miały potencjał, to kończyły się słabymi albo wręcz fatalnymi uderzeniami. Tradycji zatem stało się zadość. W żadnym z ostatnich 12 meczów Widzewa w pierwszym kwadransie żaden z łódzkich piłkarzy nie wpisywał się na listę strzelców.

Czujny Lech czekał na swoją szansę i z każdą minutą był groźniejszy. Umiejętnościami wykazał się Ilić, broniąc nogami piłkę po po groźnym uderzeniu Bengtssona, którego nie przypilnował Krajewski. Co się odwlecze…

W kolejnej groźnej akcji goście wyszli na prowadzenie. Po znakomitym prostopadłym podaniu Thordarson urwał się Kapuadiemu i strzałem pod poprzeczkę pokonał… pilnującego tego rogu bramki Ilicia. Jaka była reakcja mocno zdegustowanych kibiców? Najłagodniejsza to ta: Widzew grać!

Ten okrzyk podziałał mobilizująco bo po 6 minutach łodzianie doprowadzili do wyrównania. Bergier prostopadłym podaniem uruchomił Krajewskiego. Ten dostrzegł na środku pola karnego Alvareza, wyłożył mu piłkę, a niepilnowany Hiszpan nie zmarnował szansy. To jego szósty gol w sezonie.

Łodzianie odzyskali wiarę, nabrali animuszu, atakowali. I ta wiara w sukces przyniosła efekt w postaci drugiego gola. Do odbitej piłki dopadł Kornvig i huknął z 16 metrów, jak z armaty, pod poprzeczkę! Lech doprowadził do wyrównania, ale na szczęście na spalonym był Ishak.

W końcówce meczu Widzew się bronił, robił to skutecznie w czym zasługa dobrze interweniującego w doliczonym czasie Ilicia. Łodzianie mogli cieszyć się z cennego zwycięstwa.

Mecz oglądało 16 468 kibiców, w tym m.in: Łukasz Masłowski i Grzegorz Krychowiak.15 marca o godz. 12.15 Widzew zagra mecz o 6 ligowych punktów z Arką w Gdyni.

Widzew – Lech Poznań 2:1 (1:1)

0:1 – Thordarson (28), 1:1 – Alvarez (34), 2:1 – Kornvig (52)

Widzew: Ilić – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (81, Selahi), Lerager, Shehu, Cheng – Kornvig (73, Baena), Alvarez (62, Fornalczyk) – Bergier (62, Zeqiri)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑