Jacek Bogusiak – kustosz pamięci ŁKS – mówi: – Wszyscy dyskutują o piłce, bo w sobotę ważny ligowy mecz, ale… może warto przypomnieć wielki sukces klubu, który miał miejsce 80 lat temu.
W pierwszych w wolnej Polsce mistrzostwach Polski w boksie, które odbyły się w dniach 4 – 7 kwietnia 1946 roku pięściarze ŁKS zdobyli trzy tytuły mistrzów Polski i jeden srebrny medal: adeusz Stasiak – złoty, – Jerzy Olejnik – złoty, – Władysław Niewadził – złoty, – Zbigniew Kowalski – srebrny.Byliśmy bokserską potęgą…
Niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomniał, że 31 marca swoje urodziny obchodzi wyjątkowo barwy napastnik ŁKS – Tomasz Cebula (rocznik 1966 – obaj na zdjęciu). W latach 90. rozegrał 208 spotkań ligowych w łódzkich barwach, strzelił w nich 28 bramek. Z łódzkim klubem zdobył mistrzostwo. Polski. Z młodzieżową reprezentacją Polski wywalczył trzecie miejsce w mistrzostwach Europy U-18. Zagrał 12 razy w pierwszej reprezentacji, w tym w spotkaniu z Argentyną. Jednym z jego rywali w tym starciu był dziś jeden z najlepszych trenerów na świecie – Diego Simeone.
Jacek mówi: – Mam do niego sporo żalu za to, co wygadywał czasami do dziennikarzy, a mówił dużo i mocno kontrowersyjnie, ale niech mu tam. Ile radości dał mi swoją grą, ełkaesiackimi golami i sukcesami tego nikt ani jemu ani mnie nie odbierze.
Tomasz Cebula w 1993 roku został najlepszym łódzkim piłkarzem, zdobywcą Złotych Butów Expressu Ilustrowanego. Urodził się w Brzezinach. 12 razy reprezentował barwy Polski. Zakończył karierę w… wietnamskim Quang Nam.
W rozmowie ze sport.tvp.pl na pytanie jak wspomina pucharowy mecz ŁKS z Manchesterem United powiedział: – To była inna galaktyka! Gdy wybiegliśmy na Old Trafford, to większość z nas miała galaretę w nogach. Patrzyliśmy na nich jak na nadludzi. Stam na przykład wyglądał jak Robocop, miał chyba trzy razy większe uda od moich! Na chwilę zawitaliśmy do wielkiego świata, byliśmy na legendarnym stadionie wypełnionym po brzegi kibicami. Dla takich chwil warto grać w piłkę.
– Poczucie niespełnienia jest ogromne, nie ma o czym rozmawiać. Biorąc pod uwagę skalę talentu, jaki miałem, nie była to udana kariera. Policzyłem kiedyś kraje, które dane mi było odwiedzić i wyszło bodaj… pięćdziesiąt! Jednak dokonania w ligach zagranicznych wyglądają kiepsko, by nie powiedzieć słabo. Występów w kadrze narodowej też powinienem mieć dużo więcej – z pięćdziesiąt.
Tak jest zawsze przed 1 listopada od ponad pół wieku. Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak i sprawnie działająca Grupa Ełkaesiak, nie dają odejść w zapomnienie ludziom, którzy dołożyli swoją cegiełkę w tworzenie i funkcjonowanie ŁKS.
Przedświąteczne i świąteczne odwiedziny – ku pamięci – są zarazem wyjątkowym organizacyjnym wyzwaniem. To ponad dwieście grobów do odwiedzenia. Ponad sto osób jest choćby pochowanych na Cmentarzu Starym, w tym założyciele i pierwsi prezesi klubu.
Jacek i jego ludzie nie zapominają o nikim, kto pracował dla ŁKS. Na grobach pojawią się (a na niektórych już się pojawiły) Karty Pamięci wykonane na piance wodoodporne, klubowe chorągiewki i znicze. Na Kartach Pamięci jest zapisane i takie znamienne zdanie: Jesteśmy dumni i pamiętamy, że byłeś jednym z nas, Ełkaesiakiem. W tym roku specjalne, wyjątkowe Karty Pamięci pojawią się na grobach byłych prezesów ŁKS.
Działanie Grupy Ełkaesiak i przyjaciół (Michał Świercz, Arek Kowalski, Piotr Kaczmarek, Irek Kowalczyk, Tadeusz Marczewski, Sławomir Krawiec, Darek Szadkowski i Jacek Bogusiak) to nie tylko symbole pamięci, ale też zadbanie o groby tych, których nikt nie odwiedza i trzeba je przygotować na wyjątkowe święto.
Jacek Bogusiak przypomina: – W 1974 roku nasza grupa Irek Kowalczyk, Anna Elżbieta Adamczyk, Witold Witkowski, Jacek Chmielnik,zajęła się poszukiwaniem mogił znanych ełkaesiaków. Pierwszym odszukanym był grób olimpijczyka Antoniego Gałeckiego na cmentarzu Mania i prezesów Heliodora Konopki i Henryka Lubawskiego na Starym Cmentarzu przy ul. Ogrodowej.
Teraz Jacek zaangażował się w poszukiwanie grobów kolejnych osób związanych z ŁKS. Ich praca na rzecz klubu zasługuje na pamięć tych, którzy ŁKS mają w swoim sercu. Jednoz ostatnich działań. Na cmentarzu parafialnym na Rudzie Jacek odnalazł grób inżyniera Franciszka Mühlina, który propagował grę w ŁKS. To on wraz z Henrykiem Lubawskim w latach 1906-1908 założył polski klub Victoria. W 1910 roku po przyjeździe na stałe do Łodzi był zawodnikiem, trenerem i działaczem w ŁKS. Grupa Ełkaesiak dla pioniera działalności ŁKS przygotowała specjalny wieniec w kształcie piłki, dużą kartę pamięci i jego fotografię z 1912 roku.
Jacek Bogusiak stworzył swoisty przewodnik po cmentarzach. W tym przewodniku można znaleźć, gdzie znajdują się groby zasłużonych ludzi ŁKS. Jacek mówi: – Przybliżam sylwetki zmarłych ełkaesiaków, miejsca ich grobów, zaznaczając numery kwatery, rzędu i numer grobu. Dzięki takim informacjom każdy może znaleźć grób ełkaesiaków. Czekam na wszelkie uwagi, uzupełnienia danych, namiary na inne nekropolie i groby osób związanych z ŁKS pod numerem telefonu 601-309-100.
W sobotę w Łodzi wyjątkowy piłkarski ligowy mecz. Zmierzą się ze sobą dwukrotni mistrzowie Polski. ŁKS podejmie Polonię Warszawa. Początek o godz. 19.30.
Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak nie byłby sobą gdyby nie podesłał z tej wyjątkowej okazji kilka ciekawostek i zdjęć ze swojego przebogatego archiwum. W ponadstuletniej historii spotkań obu klubów, jak podaje Jacek, nie brakowało dramatycznych, emocjonujących pojedynków. Czy tak będzie i tym razem?!
Najlepszą serię w starciu z warszawianami ełkaesiacy odnotowali w latach 1993 – 98. Wtedy z 6 rozegranych spotkań wygrali cztery, a dwa zremisowali.
Dwa hat tricki w meczach z Polonią w barwach ŁKS zapisał na swoim koncie znakomity napastnik – Mirosław Trzeciak. Mirek jednego polonijnego hat tricka ustrzelił w dniu swoich 30 urodzin 11 kwietnia 1998 roku. W jednym z tych zwycięskich pojedynków asystę zanotował legendarny bramkarz łodzian, bohater piosenki Kazika – Bogusław Wyparło.
W obu klubach grał znany piłkarz i… aktor Marian Łącz, który w barwach ŁKS popisał się dwoma hat trickami. W obu występował też… redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Marian Strzelecki.
Symboliczne: na mistrzostwach świata w 1938 roku w słynnym meczu przeciwko Brazylii, przegranym 5:6 duet obrońców stworzyli legendarni piłkarze ŁKS i Polonii – Antoni Gałecki i Władysław Szczepaniak.
Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomina: 15 sierpnia mija rocznica urodzin kobiety niezłomnej, legendy ŁKS i polskiego sportu, medalistki olimpijskiej, która hitlerowców miała za nic czyli Marii Jadwidze Kwaśniewskiej – Maleszewskiej.
Kilka dni temu odbyła się , odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej pani Marii Wbijającą w pamięć wystawę poświęconą pani Marii przygotowała Grupa Ełkaesiak, na której zawsze można polegać: Jacek Bogusiak, Tadeusz Marczewski, Irek Kowalczyk.
Maria Kwaśniewska-Maleszewska zdobyła brązowy medal w rzucie oszczepem na igrzyskach olimpijskich w Berlinie w 1936 roku, stając się pierwszą łodzianką – i jedną z nielicznych Polek tamtych czasów – uhonorowaną olimpijskim krążkiem.
Stojąc na podium z dwiema niemieckimi zawodniczkami nie podniosła ręki w charakterystycznym geście pozdrowienia dla fuhrera. Kiedy Hitler podszedł do sportsmenek, zwrócił się do Marii Kwaśniewskiej słowami „gratuluję małej Polce”, na co łodzianka odpadła „Pan też niewysoki”. Dostała od niego na pamiątkę portretową fotografię z odręcznym podpisem. Nosiła ją przy sobie przez całą wojnę. Działała w ruchu oporu pomagała Polakom i Żydom. W razie kłopotów pokazywała Niemcom zdjęcie Hitlera. Uratowała dzięki temu życie kilkuset osób – przypomniała strona sport,tvp,pl.
Przez całą karierę związana była z Łódzkim Klubem Sportowym, w barwach którego wielokrotnie sięgała po tytuły mistrzyni Polski. Ustanowiła dziewięć rekordów kraju, odnosząc sukcesy nie tylko w rzucie oszczepem, ale również w innych dyscyplinach lekkoatletycznych oraz w grach zespołowych, takich jak hazena czy koszykówka.
O medalistce ŁKS powstała sztuka: Maria, autorstwa Radosława Paczochy, wystawiana przez Teatr Powszechny w Łodzi. W programie spektaklu można przeczytać: Teatr bardzo często bada korzenie zła, poddaje analizie negatywnych bohaterów. A Maria Kwaśniewska była osobą nieskończenie dobrą i empatyczną. Całym swoim życiem starała się zaświadczyć temu, że „inny” jest równie ważny jak „ja” sam.
Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak – nie daje zapomnieć o największych postaciach łódzkiego klubu. 11 sierpnia 1976 roku zmarł jeden z najlepszych snajperów w historii klubu – Władysław Soporek.
Jacek, jak wielu, bardzo wielu fanów, też mocno przeżył porażkę ŁKS w Głogowie (1:2). Wierzy, że dla jego ukochanego klubu zaświeci jeszcze słoneczko i przypomina, że 10 sierpnia 1957 roku ŁKS po efektownym meczu pokonał Lecha Poznań 8:1. Soporek strzelił w tym pojedynku cztery bramki! Rok później też w połowie sierpnia pan Władysław – strzelec po prostu wyborowy – zdobył pięć goli w pojedynku z Zagłębiem Sosnowiec. Jacek: – Dwa mecze 9 goli, widać z tego, że sierpień to był jego ulubiony miesiąc!
W sumie Władysław Soporek w 161 meczach w barwach ŁKS zdobył 77 bramek. Wywalczył z łódzkim klubem Puchar Polski i zdobył z nim mistrzowski tytuł. Był królem strzelców rozgrywek I ligi (dzisiejsza ekstraklasa). W 1958 roku 19 razy trafił do bramki rywali. Po wywalczeniu mistrzostwa Polski Soporek powiedział: – Prawdę mówiąc do rywalizacji o koronę króla strzelców nie przywiązywałem większej wagi. Na upartego mogłem strzelić więcej goli. Piłka nożna to jednak gra kolektywna. Zawsze rezygnowałem z rzutów karnych, które wykonywali inni nasi piłkarze.
Jacek Bogusiak: – Jego popularność w Łodzi była ogromna. Na ulicach zaczepiali go niemal wszyscy przechodnie. Podobało mi się to, że zawsze był skromny. Nawet po wielu latach od zdobycia mistrzostwa Polski, nigdy nie słyszałem, by się tym specjalnie chwalił.
Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomina: W Powstaniu Warszawskim brali udział sportowcy ŁKS, w tym jedna z najodważniejszych kobiet, charyzmatyczna, brązowa medalistka olimpijska z Berlina w rzucie oszczepem – Maria Kwaśniewska – Maleszewska, która brała też udział w obronie Warszawy w 1939 roku. Została odznaczona Krzyżem Walecznych.
Uczestniczył w powstaniu jej trener Ludwik Szumlewski, a także piłkarze: Marian Strzelecki, Karol Hanke oraz Henryk Kędzierzawski, Edward Gatkiewicz, Jerzy Grochowski.
O wybitnej sportsmence z wielkim charakterem Marii Kwaśniewskiej – Maleszewskiej powstał spektakl pt. Maria wystawiany w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Czytamy w zapowiedzi spektaklu: Maria Kwaśniewska – Maleszewska to postać nietuzinkowa, sportsmenka, medalistka olimpijska, bohaterka wojenna, kobieta, która miała odwagę przeciwstawić się Hitlerowi, ale przede wszystkim osoba, która uratowała setki ludzi od zagłady i która całym swoim życiem starała się zaświadczyć temu, że inny jest równie ważny jak ja sam. Wyimki z jej biografii stanowią dla twórców przedstawienia pretekst do zadania pytania o to, czy można własne życie oddać w pełni innym i czuć się spełnionym?
W czasie wojny wraz z inną legendą polskiego sportu Januszem Kusocińskim prowadziła Karczmę pod Kogutem. Po jej likwidacji przez hitlerowców cały czas aktywnie działała w konspiracji, by wziąć czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Takich wielkich, wyjątkowych postaci, jak pani Maria, nigdy się nie zapomina.
Co by było z ŁKS bez kustosza jego pamięci – Jacka Bogusiak, który nie daje zapomnieć o swoim ulubionym klubie.
Jacek przypomina dwie bardzo ważne daty w historii klubu.
20 lipca 1957 roku ŁKS zdobył Puchar Polski, w finale pokonując Górnika Zabrze 2:1, po golach Stanisława Barana i Kazimierza Kowalca. Łodzianie byli skuteczni w ataku, ale i w defensywie. Przy stanie 1:0 znakomitą interwencją na linii bramkowej popisał się Robert Grzywocz.
Droga łodzian do finału, kolejno pokonali: Wartę Poznań 3:1, Wybrzeże Gdańsk 2:0, Wisłę Kraków 2:1 i Gwardię Warszawa 1:0.
Finał Pucharu Polski miał być rozegrany na Stadionie Dziesięciolecia, ale obawiano się o frekwencje, bo nie było w nim warszawskiej drużyny. Rzut monetą zdecydował o tym, że spotkanie rozegrano w Łodzi.
18 lipca 1950 roku urodził się Marek Łopa Łopiński. Zdaniem Jacka i nie tylko jego, to jedna z najbardziej zasłużonych osób w historii klubu. Marek mówił wiele, wiele razy, że jego serce jest w ŁKS! Swoją pracę w klubie zaczął w 1970 roku, gdy do ŁKS sprowadził go prezes Jan Morawiec, zatrudniając na stanowisku głównego specjalisty do spraw piłki nożnej.
Znamienne. Tygodnik Piłka Nożna w 1980 roku bardzo pochwalił Marka, że ten jako bodaj pierwszy w historii nie przysłał tylko imion i nazwisk piłkarzy, którzy będą bronić barw ŁKS w nowym sezonie, ale podał szczegóły, które dziś są oczywistością: wiek, wzrost, waga, liczba występów i strzelonych bramek. W tygodniku napisano: oby ten zwyczaj przyjął się w innych klubach. Kto, by przypuszczał, że dziś to standard.
Wiedza Marka jest przeogromna. Swego czasu wygrał organizowany przez telewizję Mistrzostwa Polski Kibiców, mając w klapie znaczek ŁKS. Od tego momentu stał się niezwykle ważną postacią w życiu i działaniach Jacka Bogusiaka. – Marek Łopiński pokazał klasę, swoją wiedzą i fachowością zdobył szacunek w wielu polskich klubach, które proponowały mu lepsze warunki pracy. On jednak mówił nie, bo ŁKS to coś więcej niż klub! – mówi.
To były piękne czasy. Mieliśmy w Łodzi topowy hokej na lodzie, w wykonaniu drużyny ŁKS, na który do Hali Sportowej przychodził nadkomplet publiczności. Mieliśmy też w Łodzi znakomitych, ba, wybitnych hokeistów. O urodzinach jednego z nich przypomniał niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak.
To był zawodnik – Kazimierz Chodakowski. Wychowanek legendy polskiego sportu – Władysława Króla. Bronił barw ŁKS już w 1947 roku. Najważniejszy okres jego kariery w łódzkim klubie zaczął się w drugiej połowy lat 50. Wtedy zdobył z ŁKS dwa brązowe medale mistrzostw Polski.
Długowieczność wybitnych sportowców to nie jest znak tylko naszych czasów. Pan Kazimierz swoją zawodniczą przygodę z hokejem zakończył w wieku 42 lat. Oczywiście w ŁKS! Dwa razy uczestniczył w igrzyskach olimpijskich, cztery razy w mistrzostwach świata. Zdobył brązowy medal w akademickich mistrzostwach świata. W reprezentacji Polski zagrał 84 razy, strzelił 14 bramek. Po zakończeniu kariery był trenerem, szkolił młodzież.
A wszystko mogło potoczyć się inaczej, bo swoją przygodę z zawodowym sportem zaczynał jako… piłkarz. Wystąpił w jednym meczu ligowy – 21 marca 1948 roku (ŁKS – Ruch 3:7). Grał w drużynie razem m.in. z Henrykiem Szczurzyńskim, Marianem Łączem, Stanisławem Baranem, Tadeuszem Hogendorfem, Longinem Janeczkiem.
Jakim był zawodnikiem w hokejowych zmaganiach? Twardym, nieustępliwym, starcie z nim to nie było przebacz. Jego bodiczek śnił się rywalom po nocach. Był wyjątkowo walecznym, charakternym zawodnikiem. Potrafił, jak nikt, poderwać zespół do skutecznej walki!
Po latach Grupa Ełkaesiak: Tadeusz Marczewski, Jacek Bogusiak, Irek Kowalczyk, Anna Adamczyk zorganizowali benefis Kazimierza Chodakowskiego. Było to w dniu jego 80. urodzin. Przed meczem piłkarskim otrzymał piękny tort ze swoim zdjęciem. Dobrze, że cały czas są ludzie, którzy pamiętają o ważnych klubowych rocznicach, o wybitnych postaciach łódzkiego klubu.
Człowiek, na którym w sprawach ŁKS zawsze można polegać, kustosz pamięci klubu – Jacek Bogusiak przypomniał: 13 czerwca (1931 roku) to dzień urodzin wyjątkowego sportowca dla ŁKS – mistrza Polski w piłce nożnej i… koszykówce – Wiesława Jańczyka.
Na piłkarskim boisku Jańczyk imponował ambicją, wyszkoleniem technicznym i dokładnymi prostopadłymi podaniami. To właśnie on wraz Robertem Grzywoczem reżyserował grę ełkaesiaków. Potrafił też kryć wyjątkowo skutecznie rywali. Tak było choćby z Gerardem Cieślikiem. Gazety pisały po spotkaniu ŁKS z Rucherm, że ełkaesiak poradził sobie ze znakomitym snajperem z „precyzją zegarmistrza”.
Jako jeden z czterech piłkarzy ŁKS pan Wiesław grał w meczu otwarcia słynnego stadionu Camp Nou. Jak plotka głosi, gdy po skończeniu kariery mieszkał w Australii, to romansował z Violettą Villas. Na dodatek mimo sportowych obowiązków, skończył studia, a w wolnych chwilach świetnie grał w brydża. To dowodzi, że Wiesław Jańczyk pseudonim Łapka (precyzyjny rzut na kosz jednorącz z wyskoku!) to postać wyjątkowa.
Dziś pan Wiesław mieszka w Warszawie, ale jak tylko może, mimo zaawansowanego wieku, odwiedza Łódź i swój ukochany klub, dzięki wsparciu i pomocy niezawodnej grupy Ełkaesiak.
Z grona piłkarzy, którzy w 1958 roku zdobyli mistrzostwo Polski obok Wiesława Jańczyka, żyje jeszcze i mieszka w Australii Kazimierz Kowalec (rocznik 1933).
Wiesław Jańczyk kontynuował rodzinne tradycje, wszak jest synem reprezentanta Polski – Romana (w 1927 roku zdobył pierwszego hat tricka dla ŁKS). Ogółem zagrał w 163 meczach ligowych i zdobył 4 gole. Jeden jedyny raz wystąpił w reprezentacji Polski – 29 września 1957 z Bułgarią (1:1).
Na 90 urodziny otrzymał specjalny prezent, przygotowany przez Jacka Bogusiaka i Tadeusza Marczewskiego publikację: „Wiesław Jańczyk – ikona ŁKS”. Były piłkarz doczekał się też swojego znaczka pocztowego. Jest upamiętniony na karcie pocztowej według rysunku Edwarda Ałaszewskiego. Jest także upamiętniony na rysunku: mistrzowska drużyna koszykarzy ŁKS, jako ten rzucający do kosza. Otrzymał odznakę „Za zasługi dla Miasta Łodzi” . Skybox na stadionie przy al. Unii nosi imię jubilata.
Przez ponad 30 lat pisałem, bardzo często o sporcie, wzbudzający spore emocje felietonik Ryżową Szczotką w Expressie Ilustrowanym. Uznałem, że warto do niego wrócić. Wiele się zmieniło, a jednak nadal są sprawy, które wymagają komentarza bez owijania w bawełnę.
Pisze z Łodzi sobie szkodzi - tak tytułował swoje felietony znakomity Zbyszek Wojciechowski. Inny świetny dziennikarz Antoś Piontek mówił, że w sporcie jak w żadnej innej dziedzinie życia widać czarno na białym w całej jaskrawości otaczającą nas rzeczywistość. Do tych dwóch prawd chcę nadal nawiązywać.