Jest we mnie takie naiwne przekonanie, że tym razem będzie lepiej i rozgrywki będą należeć do nas – Łodzian. Widzew zamelduje się w ścisłej czołówce, a nie w ogonie ekstraklasy i powalczy o europejskie puchary. ŁKS wreszcie, wreszcie skutecznie powalczy o ekstraklasę i doczekamy się (ja, wyjątkowo niecierpliwie) Łódzkich derbów.

Na czym opieram swój futbolowy optymizm? Ano na tym, że tak Widzew, jak i ŁKS mogą liczyć na swoich trenerów. Oni znają się na swoim fachu. Wiedzą co robią.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Bez dwóch zdań to Aleksandar Vuković swoim do bólu pragmatycznym, ale skutecznym działaniem, zebrał gwiazdorskie Widzewskie towarzystwo (naiwnie wierzące, że samo się wygra) do kupy. Stworzył z niego zespół i uratował ekstraklasę. To, że po drodze były osiągane w beznadziejnym stylu, cenne remisy, nie ma znaczenia. Liczy się końcowy efekt. A on jest pozytywny.

Szkoleniowiec skonsolidował i scementował defensywę, która grając na zero z tyłu, stała się podwaliną sukcesu. Urazy czołowych graczy osłabiały drużynę, ale nie odebrały jej wiary, którą miał trener. Na dodatek szkoleniowiec wiedział na kogo postawić (Mariusz Fornalczyk), a na kogo nie (Osman Bukari). Ten pierwszy odpłacił mu się fenomenalną akcją i golem na wagę utrzymania ekstraklasy. I jak tu nie wierzyć, że na tym fundamencie, taki trener, jak Aleksandar Vuković, jest w stanie zbudować coś dobrego.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W ŁKS Grzegorz Szoka pokazał piłkarzom czarno na białym, że wyjazdowe mecze nie muszą być zmorą drużyny. Trzeba dobrze poukładać team, natchnąć wiarą, że ewentualne straty można odrobić, walcząc do końca i zespół zaczął wygrywać. Zmierzył się z kolejnym wyzwaniem, którym były pozbawione zwycięstw pojedynki na własnym boisku. To nie budowało atmosfery w zespole, zniechęcało kibiców. I tej bolączce potrafił zaradzić.

Może, gdyby w decydującej fazie batalii o ekstraklasę miał w składzie lidera defensywy Artura Craciuna, inaczej by się to wszystko potoczyło. W każdym razie odkrył na nowo możliwości Koki Hinokio. Sprawił, że coraz lepiej współpracował ofensywny duet Fabian Piasecki – Andreu Arasa. Teraz nastał czas przedbudowy, a ja jestem zdania, że Grzegorz Szoka, jest w stanie ten problem udźwignąć. Zbudował sobie podstawy do lepszego grania…