Jacek Bogusiak – kustosz pamięci ŁKS – mówi: – Wszyscy dyskutują o piłce, bo w sobotę ważny ligowy mecz, ale… może warto przypomnieć wielki sukces klubu, który miał miejsce 80 lat temu.
W pierwszych w wolnej Polsce mistrzostwach Polski w boksie, które odbyły się w dniach 4 – 7 kwietnia 1946 roku pięściarze ŁKS zdobyli trzy tytuły mistrzów Polski i jeden srebrny medal: adeusz Stasiak – złoty, – Jerzy Olejnik – złoty, – Władysław Niewadził – złoty, – Zbigniew Kowalski – srebrny.Byliśmy bokserską potęgą…
Są zapisane w historii polskiego futbolu piękne, łódzkie wydarzenia. O jednym z nich przypomina kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak.
W nocy z 16 na 17 lutego 1986 roku, a więc 40 lat temu, na legendarnym stadionie Centenario w Montevideo polska reprezentacja pokazała moc, remisując z Urugwajem 2:2. Dwie bramki strzelił napastnik ŁKS – Krzysztof Baran. Piłkarz najpierw wykorzystał podanie Włodzimierza Smolarka na 1:0, a potem na 2:1 podanie Dariusza Dziekanowskiego. Błyskawicznie zyskał uznanie.
Boiskowa walka toczyła się w tropikalnych warunkach, przy temperaturze grubo powyżej 30 stopni Celsjusza. To było także wielkie fizyczne wyzwanie. Walczący za dwóch i zarazem piekielnie skuteczny Krzysztof Baran schudł podczas spotkania sześć kilogramów! A co tam, opłaciło się. Po pojedynku okrzyknięto go Białą Strzałą z Polski!
Krzysztof Baran i Jacek Bogusiak
Baran był bliski grania w mundialu Meksyk 1986. Mimo braku powołania do reprezentacji Polski, pojechał na mistrzostwa świata, ale tylko trenował z wybrańcami Antoniego Piechniczka, podobnie jak Waldemar Prusik.W sumie zagrał 10 razy w koszulce z Białym Orłem na piersi, strzelił trzy gole. W ŁKS w latach 1983-87 rozegrał 105 meczów, strzelił 26 goli. Uzyskał pamiętną bramką numer 1500 dla klubu z al. Unii.
Jednym z najważniejszych goli był ten strzelony 6 września 1986 roku. Wtedy ta bramka przesądziła o sukcesie ŁKS w derbowym starciu z Widzewem (1:0).
Prezes sąsiada zza miedzy – Ludwik Sobolewski – bardzo zabiegał o to, żeby Baran został piłkarzem Widzewa. Nic z tego nie wyszło, Krzysiek pozostał wierny ełkaesiackim barwom.
Gdy potem grał w Górniku Zabrze w meczu Pucharu Mistrzów, wpisał się na listą strzelców w starciu z Realem Madryt! No, po prostu napastnik, co się zowie. O takiego zabiega dziś każdy liczący się klub w Europie.
Grupa Ełkaesiak cały czas pamięta o mieszkającym w Łodzi Krzysztofie Baranie. Z okazji kolejnych jubileuszy nie zabrakło symbolicznych prezentów, w tym okolicznościowej koszulki, którą otrzymał podczas jesiennej wizyty na stadionie im. Władysława Króla.
Jacek Bogusiak przypomniał też o innych ważnych ełkaesiackich wydarzeniach.
17 lutego 1957 roku urodził się pomocnik ŁKS – Arkadiusz Klimas. W łódzkich barwach zagrał 175 razy, zdobył 11 bramek. Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak wspomina: – W meczu w Sosnowcu we wrześniu 1980 roku ŁKS pokonał Zagłębie 1:0. Po pięknej akcji i wymianie piłek Sławomir Krawiec i Arkadiusz Klimas wypracowali gola. Obaj podbiegli do kibiców i rzucili swoje koszulki. Kibice walczyli o takie pamiątki. Piłkarze zaś stali się ich ulubieńcami. To wtedy była nowość, coś niespotykanego.
Nie tak dawno, 10 lutego (1957 r.) urodził się były napastnik ŁKS, pochodzący z Wrocławia, Witold Nowak. W łódzkich barwach w ekstraklasie rozegrał 116 spotkań, strzelił 26 goli. Pierwszy mecz – 7.03 1976 – Widzew – ŁKS. Pierwsza bramka – 19.09.1976 – Wisła – ŁKS 2:2. Ostatnia bramka – 18.10.1980 – ŁKS – Arka 1:1. Były piłkarz od lat mieszka w Niemczech. Na 60-lecie obu piłkarzy Grupa Ełkaesiak zorganizowała benefis. – Za rok będzie następny! – zapowiada Jacek Bogusiak.
W sobotę w Łodzi wyjątkowy piłkarski ligowy mecz. Zmierzą się ze sobą dwukrotni mistrzowie Polski. ŁKS podejmie Polonię Warszawa. Początek o godz. 19.30.
Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak nie byłby sobą gdyby nie podesłał z tej wyjątkowej okazji kilka ciekawostek i zdjęć ze swojego przebogatego archiwum. W ponadstuletniej historii spotkań obu klubów, jak podaje Jacek, nie brakowało dramatycznych, emocjonujących pojedynków. Czy tak będzie i tym razem?!
Najlepszą serię w starciu z warszawianami ełkaesiacy odnotowali w latach 1993 – 98. Wtedy z 6 rozegranych spotkań wygrali cztery, a dwa zremisowali.
Dwa hat tricki w meczach z Polonią w barwach ŁKS zapisał na swoim koncie znakomity napastnik – Mirosław Trzeciak. Mirek jednego polonijnego hat tricka ustrzelił w dniu swoich 30 urodzin 11 kwietnia 1998 roku. W jednym z tych zwycięskich pojedynków asystę zanotował legendarny bramkarz łodzian, bohater piosenki Kazika – Bogusław Wyparło.
W obu klubach grał znany piłkarz i… aktor Marian Łącz, który w barwach ŁKS popisał się dwoma hat trickami. W obu występował też… redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Marian Strzelecki.
Symboliczne: na mistrzostwach świata w 1938 roku w słynnym meczu przeciwko Brazylii, przegranym 5:6 duet obrońców stworzyli legendarni piłkarze ŁKS i Polonii – Antoni Gałecki i Władysław Szczepaniak.
Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak – nie daje zapomnieć o największych postaciach łódzkiego klubu. 11 sierpnia 1976 roku zmarł jeden z najlepszych snajperów w historii klubu – Władysław Soporek.
Jacek, jak wielu, bardzo wielu fanów, też mocno przeżył porażkę ŁKS w Głogowie (1:2). Wierzy, że dla jego ukochanego klubu zaświeci jeszcze słoneczko i przypomina, że 10 sierpnia 1957 roku ŁKS po efektownym meczu pokonał Lecha Poznań 8:1. Soporek strzelił w tym pojedynku cztery bramki! Rok później też w połowie sierpnia pan Władysław – strzelec po prostu wyborowy – zdobył pięć goli w pojedynku z Zagłębiem Sosnowiec. Jacek: – Dwa mecze 9 goli, widać z tego, że sierpień to był jego ulubiony miesiąc!
W sumie Władysław Soporek w 161 meczach w barwach ŁKS zdobył 77 bramek. Wywalczył z łódzkim klubem Puchar Polski i zdobył z nim mistrzowski tytuł. Był królem strzelców rozgrywek I ligi (dzisiejsza ekstraklasa). W 1958 roku 19 razy trafił do bramki rywali. Po wywalczeniu mistrzostwa Polski Soporek powiedział: – Prawdę mówiąc do rywalizacji o koronę króla strzelców nie przywiązywałem większej wagi. Na upartego mogłem strzelić więcej goli. Piłka nożna to jednak gra kolektywna. Zawsze rezygnowałem z rzutów karnych, które wykonywali inni nasi piłkarze.
Jacek Bogusiak: – Jego popularność w Łodzi była ogromna. Na ulicach zaczepiali go niemal wszyscy przechodnie. Podobało mi się to, że zawsze był skromny. Nawet po wielu latach od zdobycia mistrzostwa Polski, nigdy nie słyszałem, by się tym specjalnie chwalił.
Ech, na to wspomnienie, znów pojawia się wielki, wielki żal. 3 września 1998 roku zginął w wypadku samochodowym były piłkarz ŁKS, błyskotliwy Jacek Płuciennik. Nie brakowało takich, którzy przychodzili na stadion, żeby oprócz oczywiście zobaczyć Jacka w akcji, podobnie jak jego najlepszego kumpla – Grzegorza Krysiaka.
Zresztą Jacek zapytany co będzie robił po skończeniu kariery powiedział: Będę chodził na mecze ze swoim najlepszym przyjacielem – Grzesiem Krysiakiem. Zły los nie pozwolił mu doczekać tych wyjątkowych, pięknych chwil. Obaj przyszli do ŁKS z Boruty Zgierz i obaj zapisali się w historii łódzkiego klubu. – To był mój największy przyjaciel – mówił Grzegorz Krysiak. –Jacek to ktoś, kto był ze mną, jak przychodziłem do ŁKS. To ktoś, kto mnie polecił do ŁKS. Zawdzięczam mu bardzo dużo. Czasami masz przyjaciela jednego na całe życie i Jacek jest dla mnie właśnie kimś takim. Mimo, że go nie ma, ale zawsze wiem, że z góry patrzy i pomaga, bo to miał w sercu.
Niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomina, że jego imiennik Jacek Płuciennik urodził się 25 lipca 1970 roku. A wypadek? Miał miejsce 28 lat później o godz. 19.35. Jacek Płuciennik wieczorem tego dnia wracał z Olsztyna do Łodzi wraz z żoną Anną i synem Bartkiem. Jego samochód seat ibiza zderzył się czołowo z ciężarowym mercedesem. Jacek zginął na miejscu. Był jedyną ofiarą wypadku.
Płuciennik występował w ŁKS przez trzy pełne sezony 1992-1995, a w sezonie 1998/99 rozegrał 2 mecze. Łącznie wystąpił w 97 meczach, strzelił 19 bramek, w tym trzy w derbowych starciach z Widzewem.
Pogrzeb piłkarza ŁKS odbył się 10 września. Przy grobie były sztandary ŁKS, Stomilu ŁOZPN. Jacek Bogusiak położył na grobie duży specjalnie zrobiony (3,5-metrowej długości) szalik z napisem: Łódzki Klub Sportowy – mistrz Polski 1998. Ten szalik najlepszy przyjaciel Jacka, czyli Grzegorz Krysiak zdjął z grobu i wręczył synowi Jacka 6-letniemu Bartkowi.
Dla uczczenia pamięci Jacka rozegrano w Olsztynie towarzyski mecz Olsztyn – Łódź, zakończony remisem 5:5. Uczestniczyło w nim wielu znanych futbolistów. Bramki dla Łodzi strzelali: Gęsior, Niżnik, Cebula, Soszyński i… Krysiak.
Tak wszechstronnego, strzelającego gole piłkarza chciałaby mieć każda drużyna. 72 urodziny obchodził Jan Sobol. W ŁKS zagrał 93 mecze, zdobył 18 bramek. Zaliczył też dwa występy w reprezentacji Polski (Polska – Szwecja 2:1 w 1977 roku, Polska – Libia 5:0 w 1979). Zanim został piłkarzem był lekkoatletą i siatkarzem. W trójskoku uzyskał wynik 13,40, wzwyż 185 cm.
Tak skocznego sportowca dostrzegli trenerzy siatkówki. Janek uprawiał siatkówkę w Chełmcu Wałbrzych, ale zdecydował się na futbol. Jaką wybrać pozycję? Spróbował jako bramkarz. W szkolnym meczu zamienił się miejscami na boisku z kolegą, który grał w ataku i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Janek zdobył trzy bramki, a jego drużyna wygrała spotkanie, a potem zdobyła mistrzostwo wałbrzyskich szkół.
– Po jego uderzeniach piłkę z siatki podnosili bramkarze, takich klubów jak: Beerschot, Widzew, Lech, Ruch, Pogoń, Zagłębie, Wisła – mówi kustosz pamięci ŁKS, chodząca encyklopedia klubu Jacek Bogusiak, który przypomniał o jubileuszu piłkarza. Przedstawiciele Grupy Ełkaesiak. Tadeusz Marczewski, Jerzy Leszczyński, Irek Kowalczyk i Jacek Bogusiak, którzy zorganizowali mu wspaniały jubileusz z okazji 60. urodzin, zgodnym głosem mówią: – Dziś taki piłkarza bardzo przydałby się ŁKS, ba był jego liderem, jak i nie jednego klubu ekstraklasy!
Do Łodzi sprowadził go trener, który miał nosa do wyszukiwania utalentowanych graczy, którzy potem sprawdzali się na najwyższym poziomie czyli Leszek Jezierski. Zdaniem piłkarza swój najlepszy mecz w barwach ŁKS rozegrał w 1977 roku, gdy po jego golach łodzianie pokonali Ruch 2:1. Najtrudniejszym przeciwnikiem na boisku był rywal zza miedzy czyli jeden z liderów Widzewa – Krzysztof Surlit.
Od pierwszej chwili jego najlepszym boiskowym i pozaboiskowym kumplem został Stanisław Terlecki. Dogadywali się bez słów, tak na boisku, jak i poza nim. Kiedy dla Stasia nastały trudne życiowo czasy, Janek zawsze spieszył mu z pomocą. Dwaj przyjaciele z boiska i poza nim nie raz i nie dwa wspierali nagrodami laureatów młodzieżowych turniejów.Stasia pasjonowała historia, Janek uwielbiał… westerny, zwłaszcza te, w których grali: Gregory Peck i Kirk Douglas.
Rada Janka dla młodych futbolistów: chcesz zrobić karierę, musisz naprawdę kochać piłkę nożną!
To były piękne czasy. Mieliśmy w Łodzi topowy hokej na lodzie, w wykonaniu drużyny ŁKS, na który do Hali Sportowej przychodził nadkomplet publiczności. Mieliśmy też w Łodzi znakomitych, ba, wybitnych hokeistów. O urodzinach jednego z nich przypomniał niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak.
To był zawodnik – Kazimierz Chodakowski. Wychowanek legendy polskiego sportu – Władysława Króla. Bronił barw ŁKS już w 1947 roku. Najważniejszy okres jego kariery w łódzkim klubie zaczął się w drugiej połowy lat 50. Wtedy zdobył z ŁKS dwa brązowe medale mistrzostw Polski.
Długowieczność wybitnych sportowców to nie jest znak tylko naszych czasów. Pan Kazimierz swoją zawodniczą przygodę z hokejem zakończył w wieku 42 lat. Oczywiście w ŁKS! Dwa razy uczestniczył w igrzyskach olimpijskich, cztery razy w mistrzostwach świata. Zdobył brązowy medal w akademickich mistrzostwach świata. W reprezentacji Polski zagrał 84 razy, strzelił 14 bramek. Po zakończeniu kariery był trenerem, szkolił młodzież.
A wszystko mogło potoczyć się inaczej, bo swoją przygodę z zawodowym sportem zaczynał jako… piłkarz. Wystąpił w jednym meczu ligowy – 21 marca 1948 roku (ŁKS – Ruch 3:7). Grał w drużynie razem m.in. z Henrykiem Szczurzyńskim, Marianem Łączem, Stanisławem Baranem, Tadeuszem Hogendorfem, Longinem Janeczkiem.
Jakim był zawodnikiem w hokejowych zmaganiach? Twardym, nieustępliwym, starcie z nim to nie było przebacz. Jego bodiczek śnił się rywalom po nocach. Był wyjątkowo walecznym, charakternym zawodnikiem. Potrafił, jak nikt, poderwać zespół do skutecznej walki!
Po latach Grupa Ełkaesiak: Tadeusz Marczewski, Jacek Bogusiak, Irek Kowalczyk, Anna Adamczyk zorganizowali benefis Kazimierza Chodakowskiego. Było to w dniu jego 80. urodzin. Przed meczem piłkarskim otrzymał piękny tort ze swoim zdjęciem. Dobrze, że cały czas są ludzie, którzy pamiętają o ważnych klubowych rocznicach, o wybitnych postaciach łódzkiego klubu.
Człowiek, na którym w sprawach ŁKS zawsze można polegać, kustosz pamięci klubu – Jacek Bogusiak przypomniał: 13 czerwca (1931 roku) to dzień urodzin wyjątkowego sportowca dla ŁKS – mistrza Polski w piłce nożnej i… koszykówce – Wiesława Jańczyka.
Na piłkarskim boisku Jańczyk imponował ambicją, wyszkoleniem technicznym i dokładnymi prostopadłymi podaniami. To właśnie on wraz Robertem Grzywoczem reżyserował grę ełkaesiaków. Potrafił też kryć wyjątkowo skutecznie rywali. Tak było choćby z Gerardem Cieślikiem. Gazety pisały po spotkaniu ŁKS z Rucherm, że ełkaesiak poradził sobie ze znakomitym snajperem z „precyzją zegarmistrza”.
Jako jeden z czterech piłkarzy ŁKS pan Wiesław grał w meczu otwarcia słynnego stadionu Camp Nou. Jak plotka głosi, gdy po skończeniu kariery mieszkał w Australii, to romansował z Violettą Villas. Na dodatek mimo sportowych obowiązków, skończył studia, a w wolnych chwilach świetnie grał w brydża. To dowodzi, że Wiesław Jańczyk pseudonim Łapka (precyzyjny rzut na kosz jednorącz z wyskoku!) to postać wyjątkowa.
Dziś pan Wiesław mieszka w Warszawie, ale jak tylko może, mimo zaawansowanego wieku, odwiedza Łódź i swój ukochany klub, dzięki wsparciu i pomocy niezawodnej grupy Ełkaesiak.
Z grona piłkarzy, którzy w 1958 roku zdobyli mistrzostwo Polski obok Wiesława Jańczyka, żyje jeszcze i mieszka w Australii Kazimierz Kowalec (rocznik 1933).
Wiesław Jańczyk kontynuował rodzinne tradycje, wszak jest synem reprezentanta Polski – Romana (w 1927 roku zdobył pierwszego hat tricka dla ŁKS). Ogółem zagrał w 163 meczach ligowych i zdobył 4 gole. Jeden jedyny raz wystąpił w reprezentacji Polski – 29 września 1957 z Bułgarią (1:1).
Na 90 urodziny otrzymał specjalny prezent, przygotowany przez Jacka Bogusiaka i Tadeusza Marczewskiego publikację: „Wiesław Jańczyk – ikona ŁKS”. Były piłkarz doczekał się też swojego znaczka pocztowego. Jest upamiętniony na karcie pocztowej według rysunku Edwarda Ałaszewskiego. Jest także upamiętniony na rysunku: mistrzowska drużyna koszykarzy ŁKS, jako ten rzucający do kosza. Otrzymał odznakę „Za zasługi dla Miasta Łodzi” . Skybox na stadionie przy al. Unii nosi imię jubilata.
Niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomniał mi: 55 lat temu – w niedzielę 7 czerwca 1970 roku nad dawnym stadionem ŁKS rozbłysły jupitery – na czterech wieżach wysokich na 45 metrów. Jupitery firmy Philips miały moc 320 lux (na każdym z czterech masztów było 27 lamp). Na ich zbudowanie zużyto 20 947 kilogramów stali.
Jakie to było wtedy wydarzenie, niech świadczy fakt, że elektryfikacja do wsi pod Sieradzem, gdzie spędzałem rodzinne wakacje, dotarła z pięć lat wcześniej. Tak, niezapomniane wieczory spędzaliśmy przy lampie… naftowej!
Wróćmy do pojedynku przy al. Unii. W premierowym meczu przy sztucznym świetle, który zaczął się o godz. 20, obserwowanym przez 30 tysięcy widzów, ŁKS pokonał Motor Lublin 4:0. Premierowego gola strzelił supersnajper ŁKS – Jerzy Sadek z rzutu karnego w 55 minucie spotkania. Potem na listę strzelców wpisywali się: Mszyca (76), Gapiński (77), Nejman (87)
ŁKS grał w składzie: Osówniak, Lubański, Szadkowski, Wojtysiak, Korzeniowski, Suski, Kostrzewiński, Ostalczyk (Nejman), Sadek, Mszyca, Gapiński.
Panowie: Jacek Bogusiak i Zdzisław Kostrzewiński podczas jubileuszu Football Pub w OFF Piotrkowska, ucieli sobie długą rozmowę, pełną wspomnień na temat tego pojedynku. Trzeba dodać, że pan Zdzisław został uznany za jednego z najlepszych graczy tego historycznego starcia.
Przed wielką premierą była próba generalna 3 czerwca w sparingu ŁKS pokonał Concordię Piotrków 4:1, a trzy gole strzelił Mszyca.
RetroFutbol.pl przypomina: W 1878 roku, a dokładnie 14 października, rozegrano w Anglii pierwszy mecz przy sztucznym świetle. Na oświetlenie przy Bramall Lane złożyły się cztery wysokie na 10 metrów drewniane wieże, które podtrzymywały lampy zasilane z czterech znajdujących się za bramkami prądnic Siemensa. Łączna moc wyprodukowanego w ten sposób oświetlenia miała równowartość „8000 standardowych świec”.
Jak donosiły lokalne dzienniki, światło wokół murawy było tak jasne, że kobiety rozkładały parasolki, chroniąc się przed nim, niczym przed promieniami słonecznymi. Źródła światła umieszczone stosunkowo nisko nad ziemią oślepiały zawodników i były powodem wielu widowiskowych błędów i pomyłek. Na boisku drużyna „Niebieskich” pokonała „Czerwonych” 2:0.
Nie kto inny, jak kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomniał mi, że 26 kwietnia 1920 roku urodził się jeden z najważniejszych piłkarzy w historii klubu, legendarny Stanisław Baran. W przededniu 105 rocznicy Grupa Ełkaesiak: Tadeusz Marczewski, Wojciech Pietrzykowski, Jacek Bogusiak odwiedziła grób wybitnego ełkaesiaka.
Stanisław Baran był jednym z bohaterów słynnego meczu z Górnikiem Zabrze (zdobył w tym meczu cztery gole), po którym red. Jerzy Zmarzlik obwieścił światu narodziny „Rycerzy Wiosny”. – To był triumf całego kolektywu, w którym jeden grał za wszystkich, a wszyscy za jednego – mówił po latach Stanisław Baran.
To z polskim Stanleyem Matthewsem drużyna ŁKS pod wodzą trenera Władysława Króla świętowała zdobycie Pucharu Polski i wywalczenie mistrzostwa Polski. A miał wtedy 38 lat!
Stanisław Baran był jednym z największych talentów przedwojennej polskiej piłki. Był w kadrze na mistrzostwach świata w 1938 roku. 16-letnie chłopiec jw meczu z Brazylią (5:6) w Strasbourgu nie brał jednak udziału: siedział na ławce rezerwowych i obserwował zmagania defensywy polskiej ze wspaniałym Leonidasem.
Zagrał w narodowej drużynie w zwycięskim meczu z Węgrami w ostatnią przedwojenną niedzielę. Rywale uchodzili wtedy za najlepszy zespół świata. Smutna prawda jest taka, że najlepsze piłkarskie lata zabrała mu niemiecka okupacja (działał w Armii Krajowej pod pseudonimem Eskimos), ale… Miał na tyle talentu, umiejętności charyzmy, że został po wojnie legendą ŁKS.
zacytujmy Jacka Bogusiaka: Stanisław Franciszek Baran pseudonim Matthews przyszedł na świat na Rzeszowszczyźnie. Był absolwentem gimnazjum. W latach 1934-1937 grał w piłkę w Resovii. W latach 1938-39 w Warszawiance. W czasie okupacji występował w konspiracyjnej drużynie Halniak Limanowa. Po wojnie zaczął grę w ŁKS. Występował w łódzkim klubie do 1958 roku. Z ŁKS zdobył Puchar Polski 1957, mistrzostwo Polski 1958. Rozegrał w ekstraklasie 173 mecze (ponad 16700 minut), strzelił 67 bramek. W reprezentacji Polski wystąpił 9 razy (osiem grając w ŁKS). Był jedynym reprezentantem Polski, który zagrał w meczach kadry przed wojną (27 sierpnia 1939 roku z Węgrami w Warszawie) i po jej zakończeniu. Po zakończeniu kariery piłkarskiej poświęcił się pracy trenerskiej, prowadził grupy młodzieżowe w szkółce piłkarskiej Hala Sportowa Łódź i w ŁKS. Następnie prowadził drużyny ligowe w niższych ligach (Włókniarz Pabianice, Wisłoka Dębica, Radomiak).
Przez ponad 30 lat pisałem, bardzo często o sporcie, wzbudzający spore emocje felietonik Ryżową Szczotką w Expressie Ilustrowanym. Uznałem, że warto do niego wrócić. Wiele się zmieniło, a jednak nadal są sprawy, które wymagają komentarza bez owijania w bawełnę.
Pisze z Łodzi sobie szkodzi - tak tytułował swoje felietony znakomity Zbyszek Wojciechowski. Inny świetny dziennikarz Antoś Piontek mówił, że w sporcie jak w żadnej innej dziedzinie życia widać czarno na białym w całej jaskrawości otaczającą nas rzeczywistość. Do tych dwóch prawd chcę nadal nawiązywać.