Fot. Artur Kraszewski

Zatrzymanie w ligowej kadrze ważnego piłkarza – Mateusza Wysokińskiego, mimo początkowych ogromnych różnic w finansowych oczekiwaniach, to pokaz… mocy ŁKS. Łodzianie nie zamierzają zaliczać się do grona I-ligowych przeciętniaków, tylko już w okresie przygotowawczo – transferowym chodzi im o coś znacznie więcej, czyli realne zbudowane drużyny dającej nadzieję na wymarzony awans do ekstraklasy.

W każdym razie rewolucja kadrowa w zespole się dokonała. Do czego ona doprowadzi, tego nie wie nikt. Na razie można tylko drżeć o zdrowie kluczowego piłkarza zespołu – Andreu Arasy, który z powodu urazu nie pojechał na zgrupowaniu. Prawda jest oczywista – z nim w składzie ŁKS to inny, lepszy zespół!

Na szczęście ligowa premiera nie czyha tuż za rogiem. Jest jeszcze czas, żeby Arasa wrócił i był gotowy na ligową walkę. Na razie ŁKS ma dziesięciu nowych graczy, licząc testowanego Filipa Rejczyka i 19-letniego Mateusza Szczepaniaka, którego chce ściągnąć z… Legii. Nie są to ludzie przypadkowi, którzy wyskoczyli nagle z kapelusza, tylko piłkarze sprawdzeni w ligowych bojach, świadomi tego co i jak mają grać w ŁKS lub młodzi dający impuls i nadzieję.

Odeszło z drużyny kilkunastu graczy. Jest kogo żałować? Moim zdaniem przede wszystkim bramkarza Aleksandra Bobka i pomocnika Gustafa Norlina. Ale… to są ludzie do zastąpienia. Pozostali nieobecni przynajmniej w zeszłosezonowej boiskowej praktyce nie byli lepsi od tych, którzy teraz mają budować markę ŁKS.