
Jestem pod wrażeniem piszących pań. Ich umiejętnego, bogatego w wartości, użycia języka. Eliza Kącka kreśli subtelnie i odkrywczo wyjątkowy trud nieprostego wychowania córki.
Paulina Małochleb jest w swoim pisaniu inna. Ona się nie patyczkuje. Pisze o macierzyństwie, wychowaniu potomstwa, waląc między oczy, bez taryfy ulgowej, prosto z mostu. Tak, żeby nie być obojętnym, żeby poruszyło, dotknęło, zabolało, ale też… zostało w pamięci. I zostaje. Znakomita, jakże otwierająca oczy (także facetowi!), lektura.
Jest to też wspaniała opowieść o miłości – bezwarunkowej, choć jakże trudnej. Istniejącej w rzeczywistości pełnej barier, zahamowań, uprzedzeń, stereotypów. Gdzie nagrodą jest dotyk, który zakotwicza, jak subtelnie zauważa Zyta Rudzka: aż napotka się małą, spoconą dłoń…
Paulina Małochleb. Mięśnie mam od miłości. O macierzyństwie. Projekt okładki Przemek Dębowski. Wydawnictwo Karakter
