Rezerwowy Pafka

Tag: miedź łks

Wyjazdowa zmora zmór trwa nadal. Trzeci mecz i trzecia porażka ŁKS na obcym boisku. Drużynę trzeba natychmiast wysłać do psychologa!

Do trzech razy sztuka. ŁKS zagrał o pierwszą wygraną w wyjazdowym ligowym pojedynku. Do spotkania w Legnicy przegrał bowiem w Krakowie z Wisłą 0:5 i w Głogowie z Chrobrym 1:2. I co? I nic. Jak było źle, tak jest. Łodzianie przegrali w tym sezonie trzeci wyjazdowy mecz pod rząd. Tym razem z Miedzią w Legnicy (1:2), która wygrała pierwszy mecz w sezonie!

Pisać się nie chce, analizować się nie chce, nic się nie chce. Jest wielka futbolowa smuta i już. Z czym do gości, gdy obce boisko staje się dla drużyny zmorą, jak z najgorszych horrorów. Jakie tu mieć sportowe, piłkarskie aspiracje, gdy na wyjeździe przegrywasz mecz za meczem.

Nie zawiódł Piasecki, który wywalczył karnego i go wykorzystał, ale to co robili wcześniej jego koledzy woła o pomstę do niego. Pierwszego gola stracili po strzale… samobójczym, drugiego po kontrze, która nastąpiła po źle rozegranym…rzucie rożnym. W drugiej połowie gospodarze właściwie tylko się bronili, ale robili to skutecznie i zdobyli cenne trzy ligowe punkty.

Wniosek nasuwa się jeden. Prezes Melon, jeżeli jeszcze ma marzenia związane z ŁKS, musi wysupłać z kieszeni jeszcze trochę grosza i zatrudnić natychmiast psychologa, który potrafi zmienić nastawienie piłkarzy. Zrobić wszystko, żeby oni przestali trząść ze strachu nogami i głowami przed wyjazdowymi pojedynkami. Tu trzeba nie jednej sesji terapeutycznej, a przynajmniej kilku, żeby sytuacja uległa zmianie.

23 sierpnia o godz. 19.30 pojedynek byłych mistrzów Polski. W 7 kolejce I ligi łodzianie podejmą Polonię Warszawa.

Miedź Legnica – ŁKS 2:1 (2:0)

1:0 – Rudol (5, samobójcza), 2:0 – Cordoba (36), 2:1 – Piasecki (62, karny)

ŁKS: Bobek – Loffelsend (83, Kupczak), Rudol, Craciun, Książek (46, Jurkiewicz) – Wysokiński (77, Hinokio) – Norlin, Ernst, Szczepański (46, Lewandowski), Krykun (66, Balić) – Piasecki

ŁKS. Do tej pory było źle. Teraz jest… beznadziejnie. Łodzianie na drodze do spadku!

Tak dalej być nie może, bo taka futbolowa mizeria, skończy się spadkiem ŁKS z I ligi. Łodzianie po przebudowie drużyny stali się chłopcem do bicia. W trzech meczach zdobyli punkt. Po prostu czarna rozpacz.

W Legnicy miała być gra o trzy punkty. Był pokazy artystyczne, z których nic nie wynikało. Rywale próbowali jednego zagrania raz, drugi, trzeci, aż wreszcie dopięli swego. Zdobyli bramkę i wygrali.

Szkoda, że na początku meczu Młynarczyk nie wykorzystał błędu Grudzińskiego, który źle przyjął piłkę. Podobna gafa przytrafiła się łodzianinowi. W odpowiedzi Bomba z trudem odbił piłkę po strzale Kaczmarskiego.

ŁKS starał się mieć inicjatywę. Ech, gdyby dobrze piłkę w polu karnym przyjął Młynarczyk po inteligentnym zagraniu Pirulo. Niestety, tak się nie stało. Pierwszy strzał łodzian czyli uderzenie Mokrzyckiego (panu Bogu w okno) w 26 minucie.

Miedź próbowała zaskakiwać długim podaniem za plecy defensywy. Raz o mało się to nie udało. Padł gol, ale wcześniej piłkarz gospodarzy był na pozycji spalonej. W ŁKS próbował znów Mokrzycki, ale znów wyjątkowo niecelnie.

Łodzianie do przerwy mieli inicjatywę, przeważali i… kompletnie nic z tego nie wynikało. Za to w doliczonym czasie gry strzałem z ostrego kąta próbował zaskoczyć Bombę Drzazga. Na szczęście skończyło się na strachu. Bramkarz był na posterunku. Łodzianie bez celnego strzału. Jak tu marzyć o sukcesie.

Zaczęła się druga połowa i goście mogli mówić o szczęściu, że piłka po strzale Mioca z 14 metrów przeleciała obok słupka. W odpowiedzi to do czego się już przyzwyczailiśmy. Mihaljević wyskoczył do dobrej centry, główkował, ale oczywiście obok słupka.

W drugiej połowie próbowali mieć inicjatywę gospodarze. Ale, ale… pierwszy, choć słaby, celny strzał łodzian, autorstwa Gulena w… 63 minucie gry. Niecałą minutę później musiał wykazać się Wrąbel, po dobrym mocnym uderzeniu Majenicia.

Skoro nie łodzianie, to skutecznością wykazali się gospodarze. Ile razy można się nabrać na takie zagranie. Jak widać po ŁKS, nie raz, nie dwa, nie trzy, aż rywal pokaże akcję na gola. Za linię obrony piłkę dostał Mioc. Ograł rozpaczliwie próbującego obronić tę sytuację Bombę i posłał piłkę do siatki. W odpowiedzi po strzale Arasy i rykoszecie piłka niestety przeleciała obok słupka.

ŁKS szukał swojej szansy. Po pierwszym celnym strzale w sezonie Pirulo piłka wylądowała w rękach Wrąbla. Ciężki i wolny Feiertag nie doszedł do piłki zagranej na drugi metr przed bramką Miedzi. Trzeba być kompletnie bez formy, żeby tak się zachować, gdy jest się podobno napastnikiem.

W każdym razie ŁKS przejął inicjatywę. Bez bramkowego skutku. Rywale nie zamierzali się przyglądać. Musiał wykazać się Bomba, chyba jedyny piłkarz ŁKS, do którego nie można mieć pretensji.

Miedź Legnica – ŁKS 1:0 (0:0)

1:0 – Mioc (68)

ŁKS: Bomba – Dankowski, Gulen, Mihajlević, Majenić, Zając (64, Sitek), Pirulo (90+4, Łabędzki), Kupczak, Mokrzycki, Młynarczyk (73, Feiertag) Arasa

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑