
Czytasz, czytasz, czytasz. Rzeczy lepsze i gorsze. I nagle wpada ci w ręce książka, która nadaje temu wszystkiemu sens. Jeśli ją straciłeś, daje znów wiarę w literaturę. Pokazuje, że czytanie jest wielką przyjemnością, można je smakować, jak wyborny obiad w wykwintnej restauracji.
Początek roku, rynek książki się dopiero rozkręca. W zapowiedziach jest nowy utwór Olgi Tokarczuk, a ja już mam pierwszego wielkiego faworyta do tegorocznych zaszczytów i nagród. To Paweł Sołtys i jego znakomity Monolok.
Pisarz, znany też jako świetny muzyk – Pablopavo, warszawiak z krwi i kości – po pierwsze umie znakomicie, wciągająco opowiadać. Po drugie do snucia opowieści używa języka, który dodaje jej wartości. Sprawia, że opowiadane przez fryzjera z Grochowa historie, wciągają cię coraz mocniej i poruszają do głębi.
Nie pozwalają oderwań się od lektury, bo po prostu chcesz wiedzieć co będzie za chwilę, jak potoczy się kolejna tak zajmująca życiowa, warszawska, grochowska historia.
A gdy już skończysz szybko, za szybko, no to co robisz? Otwierasz po raz drugi na pierwszej stronie i z czytelniczą rozkoszą ruszasz po raz kolejny w podróż po Warszawie, której może już na mapie nie ma, ale ciągle jest w poruszających opowieściach.
Paweł Sołtys, Monolok, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

