Rezerwowy Pafka

Tag: widzew bergier

Zwycięstwo Widzewa w Białymstoku po zabójczych 120 sekundach. Nowy, Hiszpański obrońca w jeden z głównych ról!

Widzew wygrał w Białymstoku, zadając dwa zabójcze ciosy w ciągu 120 sekund. W bardzo ważnej, wręcz kluczowej roli, wystąpił w obu sytuacjach nowy obrońca Łodzian – Garcia, który zaliczył dwie asysty. Do tej pory grał na drugim hiszpańskim poziomie. Teraz ma błyszczeć w ekstraklasie. Jak sam powiedział: – Lubię grać w czteroosobowej linii obrony, zaskakiwać na skrzydle i włączać się do ataku. I to się sprawdziło!

Groźniej zaczęli mecz gospodarze. Po kwadransie pokazał się były… Białostoczczanin – Drągowski. Najpierw nogami zatrzymał strzał Imaza, a potem ręką – Szmyta. Widzew się starał ale był… niechlujny w zagraniach. Za łatwo i za prosto tracił piłki. Jaga była groźniejsza, ale Widzew miał Drągowskiego.

W drugiej połowie nadal niby inicjatywę mieli gospodarze, ale Widzew miał Wiśniewskiego, który zabezpieczał grą defensywną. Faktem jest jednak, że minimalnie pomylił się Kozłowski, strzelając tuż nad poprzeczkę.

Za to odpowiedź Łodzian palce lizać. Po główce Świderskiego goście wywalczyli rzut rożny. Idealną centrą popisał się Garcia, Abramowicz minął się z piłką. ta trafiła na głowę Bergiera, który posłał ją do pustej bramki.

Widzew poszedł za ciosem. Nie minęło 120 sekund, a prowadził już 2:0! Znów asystę zapisał Garcia, a tym razem ładnym technicznym strzałem na dalszy słupek popisał się Alvarez. Zabójcze 120 sekund w wykonaniu Widzewa.

Jaga próbowała, ale Drągowski nie dawał się zaskoczyć. Dośrodkowania też padały jego łupem. Mocniej zabiły nam serca, gdy mocno poturbowany został Wiśniewski. Pojawiły się nosze, ale… Wiśnia to twardy facet – wstał, otrzepał się i… został zmieniony. Zastąpił go Żyro.

Widzew nie zamierzał osiąść na laurach. Atakował. Dwa razy gospodarze zatrzymali strzały Baeny, strzelał Selahi. Z drugiej strony pewności nie stracił Drągowski. Raz ratowała go poprzeczka. Goście pokazali, że są lepsi w drugiej połowie. Zasłużenie ją wygrali, jak i cały mecz, zachowując znów czyste konto!

Spotkanie w Białymstoku oglądało 18 122 widzów.

W następnym pojedynku Widzew podejmie Koronę Kielce (zagra też z tą drużyną w Pucharze Polski). Ligowe spotkanie: 15 sierpnia, o godz. 20.15.

Jagiellonia – Widzew 0:2 (0:0)

0:1 – Bergier (52, głową), 0:2 – Alvarez (54)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski (69, Gazibegović), Wiśniewski (78, Żyro), Kapuadi, García (90+2, Visus) – Alvarez, Shehu, Kornvig, Fornalczyk (77, Baena) – Świderski, Bergier (78, Selahi)

Tak mi się marzy. Oby nowy sezon to był czas Łódzkich napastników!

Cztery lata temu w Katarze wieszczono (mylnie!) że mecze nudne, pada mało bramek, a więc powoli powolutku następuje kres futbolu. Nic bardziej mylnego.

Teraz wiele mundialowch spotkań (no nie całych, ale zawsze) jest dramatycznych i emocjonujących, a napastnicy ścigają się w zdobywaniu bramek. Do tej pory na czele tabeli strzelców Leo Messi. pozytywnie odmieniony (koleżeński i współpracujący) kapitan Francuzów Kylian Mbappe i skuteczny do bólu Erling Haaland. Zdobyli po siedem goli.

A ja spojrzę na nasze Łódzkie podwórko i się rozmarzę. Minione rozgrywki, tak w ekstraklasie jak i I lidze, były ciekawe, choć bez naszych sukcesów (no, chyba że za taki uznać utrzymanie się Widzewa). Wierzę, że teraz może być inaczej. Widzew powalczy o miejsce w czołówce, a ŁKS (wreszcie! wreszcie!) o awans. A pomogą w tym strzelający, jak na zawołanie, napastnicy.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Fot. Artur Kraszewski

Sebastian Bergier już zaliczył sparingowego hat tricka. Fabian Piasecki zapisał na swoim koncie premierowe trafienie w starciu z ekstraklasowym Radomiakiem. To źle nie wróży! Teraz należy czekać z uzasadnioną wiarą, że snajperskim instynktem wykaże się nowy napastnik w kadrze Widzewa – Karol Świderski oraz Andreu Arasa, gdy wróci do grania po wyleczeniu urazu. A gdy się jeszcze odblokuje Widzewski człowiek – zagadka Andi Zeqiri. Wtedy… Strach się bać!

Widzew ma grać o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie. To jest możliwe, ale drużyna nie może po godzinie umierać na boisku!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Kibice, w tym Zbigniew Boniek, zacierają ręce. Jest w Widzewie duet napastników, co się zowie: Karol Świderski – Sebastian Bergier. Będą strzelać (i trafiać!) aż miło, dla sławy i chwały Łódzkiego klubu. Tak piękna historia jest możliwa? Jest! Ale droga do niej jeszcze daleka.

Na dodatek pytanie za sto punktów: kto tym asom pola karnego będzie podawał, ba wręcz wykładał piłki? Twórczy i odpowiedzialni środkowi pomocnicy potrzebni od zaraz. A może tacy są? Powiedzmy szczerze, wiosną lider formacji – Jiljan Shehu nie błyszczał. Więcej miał puszczonych meczów, niż tych, w których pracował na miano lidera. A i tak chętnych na jego usługi nie brakuje. Może się okazać, że nie zostanie w Widzewie.

To i tak wszystko pikuś, jeżeli mniej więcej po godzinie gry panowie piłkarze będą umierać na boisku. Nie, nie za Widzew, bo tacy charakterni prawdziwi wojownicy, a z prozaicznego powodu… braku sił. Wtedy największe nawet gwiazdy niczego nie zmienią. Jak było słabo, tak będzie!

Widać długo, za długo było w Widzewie więcej dobrej zabawy i myślenia: damy radę, wszak mamy możliwości, niż poważnego trenowania i grania. Dobrze, że Aleksandar Vuković dostrzegł szybko, że tak się nie da, wziął się za całe towarzystwo, zmobilizował, zmotywował, przekonał do pracy i ciel osiągnął – w podbramkowej sytuacji uratował ekstraklasę dla Widzewa.

Teraz ma czas i spokój, żeby popracować nad zgraniem i formą zespołu oraz jego stylem, bo wiosną czasami to był ból i zgrzytanie zębów. Antygra przynosiła czyste bramkowe konta i cenne remisy, ale przecież Widzew ma walczyć o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie! Ambicje, jak były, tak są ogromne. Oby wsparły je czyny, które pokażą, że piłkarska ekstraklasa Widzewem stoi!

Widzew. Nastroje po dotkliwej porażce są fatalne. To na pocieszenie łyk pozytywnej, strzeleckiej statystyki

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Mecz z Jagiellonią dla Widzewa był beznadziejny i do zapomnienia (1:3!), ale doszło do wyrównania historycznego wyczynu. Stało się. Sebastian Bergier wykorzystując rzut karny, strzelił 10 bramkę dla łodzian w na razie wyjątkowo nieudanym sezonie.

Po powrocie do ekstraklasy żadnemu widzewiakowi nie udało się przekroczyć bariery dziesięciu trafień. Bartłomiej Pawłowski zdobył dokładnie dziesięć bramek (2022/2023), Jordi Sanchez osiem (23/24), a Imad Rondić dziewięć (24/25).

Wygląda na to, że Sebastian będzie pierwszy, któremu uda się pokonać strzelecką barierę, bo inaczej… Aż strach pomyśleć, co może na koniec czekać Widzew.

Przypomnijmy za Interią: Ostatnim napastnikiem Widzewa, który zdobył w sezonie więcej niż 15 bramek był Artur Wichniarek. Stało się to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy, a dwa lata wcześniej Marek Koniarek z 29 trafieniami został królem strzelców. W XXI wieku najwięcej bramek w ekstraklasie dla Widzewa strzelił Eduards Visnakovs. Było to 12 goli (2013/2014).

Oby Sebastian powiększył swój strzelecki dorobek już 8 lutego, gdy o godz. 17.30 Widzew zmierzy się w Katowicach z GKS. Jesienią pewnie wygrali łodzianie 3:0. Jak będzie teraz? Trzeba pamiętać, że rywale mają w składzie Ligowca Roku 2025 – Bartosza Nowaka (6 bramek na koncie). Mecz pokaże TVP!

Widzew. Czy Sebastian Bergier pobije rekord Artura Wichniarka z… zeszłego wieku?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zwycięstwo w Gliwicach z Piastem (2:0) dało taką cichą nadzieję, że mimo krytyki i rozczarowań finał futbolowych zmagań tej jesieni może być dla Widzewa… optymistyczny. Warunek jest jeden, zwycięska seria łodzian musi trwać!

Już 2 grudnia o godz. 20.30 w 1/8 finału STS Puchar Polski Widzew zagra w Szczecinie z Pogonią. Transmisja TVP Sport. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

W Gliwicach futbolowego szału nie było, ale był sukces i może coś, co jest nie mniej ważne. Widzew potrafił wreszcie być drużyną na dobre i na złe, walczącą i na to było miło patrzeć. Piast z kolei pokazał czarno na białym, że Widzew to zespół, który kompletnie mu nie leży. Zanotował czwartą z rzędu porażkę z tym przeciwnikiem.

 Chorwacki szkoleniowiec Igor Jovicević pomieszał składem i zrobił to niczym w kotle futbolowych czarownic. Kluczowe okazało się to, ze postawił na grę dwoma napastnikami. A ci mu się pięknie odwdzięczyli, strzelając zwycięskie bramki. Nie koniec na tym. Sebastian Bergier i Andi Zeqiri pokazali, że bez cienia egoizmu (a wszak walczą o miano pierwszego napastnika) potrafią ze sobą współpracować.

Bergier to najlepszy łódzki piłkarz tej jesieni (nie dość, że trafia do siatki, to jeszcze skutecznie pracuje za dwóch). Jeśli wiosna będzie nie mniej, a może nawet bardziej, udana to… Bergier może być napastnikiem, który zapisze na swoim koncie więcej niż 15 zdobytych bramek.

Według Interii: ostatnim, który tego dokonał, był Artur Wichniarek i to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy… Teraz nadejdzie czas Sebastiana Bergiera? Oby, tak właśnie się stało!

Widzew. Bilans napastnika, który miał być gwiazdą, to równe… zero. To przed Polakiem otwierają się ligowe i reprezentacyjne perspektywy!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miał być piłkarzem, który zdominuje rozgrywki i napastnikiem, który po raz pierwszy od ponad ćwierćwiecza strzeli więcej niż 15 bramek. Gdzie, ci wszyscy widzewscy tzw. fachowcy mieli oczy? Jasne, mogli pozwolić sobie na transferową fantazję, a raczej szaleństwo, wszak wydawali nie swoje pieniądze, ale żeby tak mocno zaufać jakimś piłkarskim menedżerom, potrafiącym, jak nikt nawijać makaron na uszy, naoglądać się pięknych, zmontowanych(!) filmików, aż trudno w to uwierzyć. A potem wydać miliony, oby nie okazało się, że wyrzucone w błoto.

Sprowadzono zawodnika po pierwsze: nieprzygotowanego do gry, po drugie: bez wielkiej chęci do szybkiej poprawy i udowadniania swoich przewag na boisku, po trzecie: wartego… zero – zero bramek, zero asyst. O kim mowa? Oczywiście o Andim Zeqirim, bodaj największym do tej pory transferowych rozczarowaniu Widzewa. Gdybym był właścicielem, to szybko bym rozliczał tych transferowych bajkopisarzy, którzy go wymyślili!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Jasne, jedni tracą swoją szansę, inni ją wykorzystują. Nie ma dziś cienia wątpliwości, że w ataku Widzewa pierwszym wyborem jest Sebastian Bergier, który dwoi się i troi, coraz więcej i więcej pracuje dla drużyny, choć chciałoby się, żeby miał na swoim koncie więcej goli. Do tej pory ma ich sześć. Oby powiększył swój dorobek po kolejny ligowym starciu: W 15 kolejce Widzew zagra w Gdańsku z Lechią 8 listopada, o godz. 14.45.

Obecność trenera kadry Jana Urbana na trybunach widzewskiego stadionu podczas starcia z Legią nie była przypadkowa. Napastnik łodzian przyciągnął jego uwagę. – Dzisiaj można powiedzieć, że jest najlepszym polskim napastnikiem –uważa selekcjoner.

– Dla mnie to duży zaszczyt, że jestem wymieniany w gronie zawodników z możliwością do powołania. Muszę udowadniać w każdym meczu, że na to zasługuje. Staram się jednak nie myśleć o tym, co przyniesie przyszłość. Powołanie może przyjść, ale na nic się nie nastawiam – skromnie podsumowuje widzewiak.

Ech, chciałoby się, żeby Widzew na Wybrzeżu miał też takiego jokera w talii, jakim dla Legii okazał się Ermal Krasniqi, który uratował wojskowym remis w Łodzi. Pożyjemy, zobaczymy…

PS. Dziwnie się plecie na tym futbolowym świecie. Występy, a może raczej ich brak w łódzkim klubie, sprawiły, że Andi Zeqiri otrzymał powołanie do reprezentacji Szwajcarii. Może tam zaskoczy i pokaże tak reklamowaną snajperską klasę?

Widzew. Nazwiska nie grają. Liczy się to, co tu i teraz na boisku. I to daje Sebastianowi Bergierowi pierwszy skład!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W piłce nożnej same nazwiska nie grają. Liczy się to, co tu i teraz na boisku w każdym kolejnym ligowy meczu. Wydawało się, że napastnik Sebastian Bergier, po przyjściu kolejnych ofensywnych graczy (za dobre pieniądze i jeszcze lepsze CV), jest bez szans na pierwszy skład i odgrywanie kluczowej roli w zespole. A jednak dzieje się inaczej. Bergier pokazuje, że ma zmysł klasowego napastnika, ale też potrafi dobrze odnaleźć się w kombinacyjne grze drużyny. Na dziś jego pozycja w wyjściowej jedenastce jest niepodważalna!

Udany debiut zapisał na swoim koncie nowy trener Igor Jovicević. Zmotywował zespół do męskiej walki przez 90 minut spotkania, a potem trochę przechwalił swoich piłkarzy, bo w defensywie zdarzały się im wyjątkowe klopsy – złe ustawienie, pogubienie się w kryciu rywali. To, a nic innego, doprowadziło do dramatycznej, ale na szczęście zwycięskiej końcówki spotkania z Radomiakiem, wygranego 3:2. Jest zatem co poprawiać, nad czym pracować, ale punkt wyjścia, trzeba to od razu przyznać, znakomity.

W kolejnym ligowym spotkaniu wykartkowanego Juljana Shehu zastąpi pewnie Lindon Selahi, który miał wejście smoka i strzelił gola, na miarę najpiękniejszej bramki nie tylko kolejki, ale i całej rundy!

24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Karol Czubak, który ma na koncie pięć trafień). Trzeba jednak zaznaczyć, że lubinianie doprowadzili do remisu 2:2, potem była czerwona kartka w 45 minucie i wszystko się posypało.

Trener lublinian – Mateusz Stolarski o tym dlaczego zespół traci tak łatwo bramki: – To są tak proste straty, że… no sorry. Nie masz presji wokół siebie, masz piłkę przy nodze. Nie jestem w stanie tego racjonalnie wytłumaczyć. Nie wiem z czego to wynika.

Szukanie drugiego napastnika dla Widzewa. Grali w łódzkim klubie piłkarze, którzy dziś strzelają bramki, jak na zawołanie!

Media rozpisują się dużo o nowych piłkarzach, których sprowadzi jeszcze Widzew, tymczasem wygląda na to, że potrzebą chwili jest bramkostrzelny napastnik, który wspomoże, czy zastąpi cały czas walczącego z urazem, a zarazem bramkostrzelnego, Sebastiana Bergiera.

Robimy błyskawiczny przegląd i… Na pewno nie zagra w Łodzi niechciany w Legii były król strzelców ekstraklasy 29-letni Marc Gual, który stawia na Portugalię. Trzeba jednak zaznaczyć, że Widzew pytał o możliwość jego zatrudnienia.

W I lidze są piłkarze, którym warto by było dać szansę, którzy kiedyś bronili już barw Widzewa, ale łódzki klub pożegnał się z nimi bez żalu. Dziś widać, że szkoda. Warto czasami poczekać, aż piłkarz się zaadaptuje i pokaże, na co go stać. Tak to wygląda w I lidze.

28- letni rosły jak dąb, mierzący prawie 190 cm wzrostu, Przemysław Banaszak strzelił dwie bramki w meczu Śląska Wrocław z Ruchem, wygranego 3:1. W sumie w trzech spotkaniach ma na koncie cztery gole. W Widzewie grał, gdy łódzki zespół walczył w II lidze. Wtedy w 20 spotkaniach zdobył… dwa gole. To nie była dobra wizytówka, więc spakował walizki i szukał szczęścia, gdzie indziej.

O cztery lata młodszy Łukasz Zjawiński jest dziś jednym z najważniejszych piłkarzy Polonii Warszawa. Też ma świetny I-ligowy bilans: w 3 spotkaniach, zdobył 3 gole (w tym dwie w wygranym pojedynku ze Stalą Mielec). Miniony sezon zakończył z dorobkiem 23 trafień w 30 spotkaniach (plus jedna asysta).

A trzy lata temu bronił barw Widzewa, wypożyczony z Lechii Gdańsk i… w19 meczach ligowych nie zdobył gola, strzelił bramkę w Pucharze Polski. To też nie była dobra wizytówka, ale jak widać czas działał na jego korzyść.

Wraca do Polski po nieudanej przygodzie Karol Czubak, który przepadł w Belgii, choć gdy wyrzucono go bez żalu z Widzewa podbił po raz drugi Gdynię. W sumie w barwach Arki rozegrał 130 spotkań i strzelił 66 bramek (w zeszłym sezonie 14 goli w 19 pojedynkach). Teraz ma być królem pola karnego w Motorze Lublin. Gdy Karol był w Widzewie w 16 spotkaniach trafił do siatki… dwa razy.

Jak z tego przeglądu widać, Łódź to nie jest zatem najlepsze miejsce dla próbującego zdobyć snajperskie doświadczenie napastnika. Tu trzeba zaistnieć i to mocno, od razu, jak dzieje się teraz w przypadku Sebastiana Bergiera.

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑