
Zdjęcia: archiwum Zdzisława Kostrzewińskiego
Los tak chciał, że małżonkowie – oboje legendy polskiego i łódzkiego sportu – obchodzą urodziny tego samego dnia – 26 listopada. Przed 75 laty urodziła się znakomita polska łyżwiarka figurowa Grażyna Kostrzewińska z domu Osmańska, a przed 80 laty jeden z legendarnych piłkarzy Wielkiego Widzewa – Zdzisław Kostrzewiński

Pani Grażyna tworzyła wyśmienitą parę sportową z Adamem Brodeckim, broniąc barw Społem. Wystąpiła na igrzyskach olimpijskich w Monachium, startowała w mistrzostwach świata i Europy, dwukrotna mistrzyni Polski. Ciekawostka: gdy skończyła karierę występowała w polskiej rewii na lodzie. Prowadziła szkolenie w Społem.

Jej mąż – Zdzisław Kostrzewiński przeszedł historyczny szlak Widzewa. Ba, był nawet jego kapitanem. Awansował z nim do I ligi (dzisiejsza ekstraklasa), rozegrał w europejskich pucharach cztery spotkania.
W meczu przeciwko Manchesterowi City) grał z… dziurą w nodze. W starciu z PSV Eidhoven doznał bolesnego urazu, rozdarcia mięśnia łydki, ale poprosił o mocne zabandażowanie rany i grał do końca.
To jeden z widzewskich ludzi z charakterem, z którymi można było góry przenosić. Pierwszą bramkę strzelił 31 marca 1976 roku w meczu ze Stalą Rzeszów w Łodzi, wygranym 2:0. Autorem drugiego gola był Zbigniew Boniek.

– Przyszliśmy do Widzewa prosto z podwórek i każdy oddawał serce za swój klub – mówi z nostalgią w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim. Krytycznie ocenia to, jaki charakter mają piłkarze, głównie zagraniczni, broniąc dziś barw Widzewa: – Oni są niby reprezentantami swoich krajów, ale nie pokazują tego w polskiej lidze. Przyjeżdżają na Widzew i odwalają pańszczyznę.
A jak było w tamtych znakomitych czasach? W rozmowie z Bartłomiejem Stańdo Zdzisław Kostrzewiński twierdził: -To byli odpowiedni ludzie – zarówno na boisku, jak i poza nim . Przyczynili się do czegoś niesamowitego. Ten charakter wykuwał się każdego dnia i to w wyjątkowych warunkach. Może właśnie dzięki temu, tak się stało? Nawet jak jeździliśmy do Spały, to nie trenowaliśmy w ośrodku, tylko na plaży przy Pilicy. Od świtu do nocy, w towarzystwie krzaków jeżyn, po których mieliśmy poharatane nogi.
Pod koniec kariery grał w USA w polonijnej drużynie, gdzie jednym z jego partnerów był lider Czerwonych Gitar – Krzysztof Klenczon.
Wcześniej walczył z legendami futbolu: Ernestem Pohlem, Lucjanem Brychczym, Kazimierzem Deyną. Znakomitemu bramkarzowi Edwardowi Szymkowiakowi strzelił bramkę na stadionie Zawiszy przy 40 tysiącach ludzi…
Takich ludzi potrzebuje i to natychmiast dzisiejszy Widzew!
