Rezerwowy Pafka

Kategoria: Sport (Page 5 of 191)

Pokonaliśmy Albanię. Polskie, zwycięskie gole nie były przypadkiem!

Pokonaliśmy Albańczyków po bramkach najbardziej rutynowanych i zasłużonych dla reprezentacji graczy – Lewandowskiego i Zielińskiego, ale wcześniej trener Urban się… pomylił. Był zachowawczy i ostrożny, a tymczasem powinien od pierwszej minuty postawić na Pietuszewskiego, który dał drużynie impuls do lepszego, energetycznego i skutecznego grania.

Gole Polaków nie były przypadkiem. Padły po wypracowanych schematach. Najlepszy na boisku – Szymański miał z rzutu rożnego zagrać na dalszy słupek na kapitana Lewandowskiego i tak właśnie zrobił. Przy zwycięskim golu nasi piłkarze sumiennie i cierpliwie budowali wolną przestrzeń dla Zielińskiego, a ten znakomicie to wykorzystał.

Teraz selekcjoner będzie miał większe pole manewru, bo do gry wróci będący w dobrej formie Zalewski. Czy to jednak wystarczy na rozpędzonych Szwedów, którzy pewnie i chyba niespodziewanie pokonali Ukraińców 3:1? Hat tricka zaliczył  Viktor Gyokeres.

Jan Urban (za 90minut.pl): – Serce nie podeszło do gardła, ale rzeczywiście były momenty, gdy byłem przejęty tym co widziałem na boisku. Dwukrotnie Albańczycy mogli podwyższyć na 2;0 i później na 2:1. Mówiłem, że to będzie bardziej otwarty mecz niż zamknięty. Były dobre momenty i były te złe, gdzie zbyt łatwo daliśmy się kontrować. Gramy w finale, tam będziemy musieli inaczej zagrać.

Piotr Zieliński: – Na pewno każdy wiedział, że ta jakość jest na naszą korzyść. W piłce trzeba też biegać i walczyć. Zostawić serce na boisku. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, ale spisaliśmy się bardzo dobrze. W finale ze Szwecją będzie ciężkie spotkanie, ale lecimy tam, aby wygrać.

Oskar Pietuszewski: – Trener powiedział mi żebym grał bez kompleksów.

Sebastian Szymański: – Stać nas na więcej.Mamy osoby, które potrafią wykonywać stałe fragmenty gry. To jest nasza siła, że to dobrze robimy i liczę, że w następnych spotkaniach dalej będziemy to robić. 8-10 to jest optymalna pozycja dla mnie. Najlepiej czuję się w środku pola. Lubię pracować w defensywnie.

Robert Lewandowski: – Oskar Pietuszewski jest to zawodnik nietuzinkowy, ale spokojnie. Nie nakładajmy na niego dodatkowej presji. On ma całą karierę przed sobą. Niech robi to co potrafi i nie rzucajmy na niego zbyt dużych oczekiwań. On ma dopiero 17 lat.

Teraz przed Polakami jeszcze większe wyzwanie. Finał baraży. Decydujące starcie z zespołem Trzech Koron w najbliższy wtorek (31 marca).

Kapitalna bramka Piotra Zielińskiego, a wcześniej gol Roberta Lewandowskiego, dały Polsce awans do finałów baraży o mundial. Ale łatwo nie było!

Uff. Odetchnęliśmy z ulgą, bo strachu było co niemiara. Najpierw złota główka Roberta Lewandowskiego, a potem kapitalny strzał z dystansu Piotra Zielińskiego dały nam bramki, zwycięstwo i awans do finału baraży o mundial. A musieliśmy odrabiać starty, bo rywale prowadzili 1:0…

Największą niespodzianką w wyjściowej jedenastce Polaków była obecność 20-letniego ofensywnego gracza Sturmu Graz – Filipa Rózgi, który do tej pory zaliczył jedynie reprezentacyjne epizody przeciwko Holandii i Malcie. Skoro jednak zabrakło wykartkowanego Nikoli Zalewskiego, ktoś musiał zająć jego miejsce. Niestety skrzydłowy zaliczył występ bez błysku, wygranego indywidualnego pojedynku. Dostroił się do gry starszych kolegów. W wyjściowej jedenastce rywali pojawił się jako jedyny widzewiak na boisku – Juljan Shehu.

Polacy zaczęli mecz z animuszem, ale rywale potrafili odpłacić pięknym za nadobne. Nikt nie miał zamiaru oddać za darmo marzeń o mundialu. Im dalej w las, tym jednak gorzej. Zaczęliśmy notować proste straty. Dobre odbiory Sebastiana Szymańskiego to za mało, żeby liczyć na gola. Brakowało pomysłu na mądre, zaskakujące, szybkie rozegranie piłki. Więcej było nerwów, niepewności niż precyzji.

I na dodatek przytrafił się katastrofalny błąd Janowi Bednarkowi, który przyjmował piłkę, jak junior. Odskoczyła mu ona od nogi i stało się nieszczęście. Wykorzystał sytuację szybki, sprytny rywal, który ograł Kamila Grabarę i pewnie strzelił po długim rogu. W pierwszej połowie Polska jak… Widzew w ostatnim ligowym meczu. Bez składnej akcji, bez celnego strzału. Nie tak miało być!

Jak trwoga to trzeba sięgnąć po debiutanta – Oskara Pietuszewskiego. Niezwykłe jest to, co podają Sportowe Fakty: Urodzony 20 maja 2008 roku Oskar  żyje krócej niż… w reprezentacji gra Kamil Grosicki. Grosik zadebiutował w kadrze 108 dni przed przyjściem skrzydłowego FC Porto na świat. A kiedy pierwszy mecz w reprezentacji rozgrywał Robert Lewandowski, Pietuszewski miał niecałe cztery miesiące. Skrzydłowy Porto wniósł do naszej gry sporo energii, wigoru i optymizmu.

Mieliśmy pokazać moc, tymczasem mieliśmy furę szczęścia, bo przy kontrze nasza defensywa pogubiła się niczym pijane dzieci we mgle i tylko niecelny strzał w 200-procentowej sytuacji ratował nas przed katastrofą. My popełniliśmy juniorski błąd, rywale też. Po rzucie rożnym nie sięgnął piłki bramkarz, nie pokrył kapitana obrońca i Robert Lewandowski doprowadził uderzeniem piłki głową metr od linii bramkowej do wyrównania. To był pierwszy celny strzał Polaków w tym spotkaniu!

Niby graliśmy, ale znów przy kontrze była czarna rozpacz i musiał nas ratować Kamil Grabara. Gdy się nie strzela, to się traci. Przekonali się o tym Albańczycy. Kapitalnym. mierzonym strzałem z dystansu popisał się Piotr Zieliński i piłka wylądowała w rogu bramki rywali.

Wygraliśmy, momentami stosując w końcówce prostą taktykę, zwaną obroną Częstochowy! We wtorek 31 marca Polacy zmierzą się na wyjeździe ze Szwecją, która pokonała Ukrainę 3:1. Tylko zwycięzca uzyska awans na mundial. Poprzez baraże Biało-Czerwoni awansowali na mistrzostwa świata 2022 oraz mistrzostwa Europy 2024. Teraz spróbują po raz trzeci z rzędu dostać się na wielką imprezę.

Baraż o awans na piłkarskie mistrzostwa świata.

Polska – Albania 2:1 (0:1)

0:1 – Hoxha (42), 1:1 – Lewandowski (63, głową), 2:1 – Zieliński (73)

Polska: Grabara – Kędziora(63, Świderski), Bednarek, Kiwior – Cash, Zieliński (81, Moder), Szymański, Skóraś – Rózga (46, Pietuszewski), Kamiński (90+2, Pyrka)- Lewandowski (90+2, Slisz)

Kto dziś uwierzy, że jeszcze nie tak dawno Łódź była rugbową potęgą, czego dowodem ligowe medale, w tym cztery z najcenniejszego kruszcu!

To oni pracowali na sławę i chwałę łódzkiego rugby
Fot. Malgosia Samosia

To nie musiało się tak skończyć czyli obecną ligową przeciętnością. Jeszcze raz okazało się, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Szkoda, że władze Łodzi nie potrafiły, a może nie chciały, doprowadzić do współpracy dwóch łódzkich rugbowych klubów, mających w nazwie Budowlanych. Ba, spychały medalową drużynę Budowlanych Rugby SA na coraz większy margines, zmuszając ją do tułania się po po całym mieście, a na koniec wyprowadzki z Łodzi. To była droga donikąd. Skończyła się niestety upadkiem klubu.

Niepowetowana strata. Warto przypomnieć, bo dziś, gdy jedyną drużynę rugby w mieście czeka kolejny sezon walki praktycznie o nic, że Budowlani Rugby SA wywalczyli cztery tytuły mistrza Polski, pięć razy byli wicemistrzem kraju, raz zdobyli brązowy medal, trzy razy Puchar Polski plus dwa medale w mistrzostwach kraju w rugby siedem. Plus znakomity film dokumentalny o zespole, nagrodzony na festiwalu.

Na dodatek ustanowili niepobity do dziś rekord frekwencji na polskich ligowych boiskach. Finałowy mecz na stadionie przy al. Piłsudskiego obserwowało ponad siedem tysięcy widzów! Ich hasło: Walczyć i Wygrywać, znakomicie sprawdzało się w ligowych bojach. I… pozostały tylko piękne wspomnienia.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Na placu boju została drużyna z historycznego miejsca – Górniczej 5 – WizjaMed Grot Budowlani i choć nie da się ukryć, że zrobiła sportowy krok do przodu, to nadal jest na marginesie najważniejszych ekstraligowych wydarzeń. Po porażce z Arką Gdynia znalazła się w gronie zespołów broniących się przed spadkiem.

W grupie pucharowo – spadkowej są: WizjaMed Grot Budowlani Łódź (15 punktów na koncie) AZS AWF Warszawa (9), Budmex Rugby Białystok (4) oraz RC Lechia Gdańsk (2). Zespoły rozegrają 6 kolejek systemem mecz i rewanż. Dwie najlepsze drużyny grupy pucharowej awansują do półfinałów, gdzie zmierzą się z piątym i szóstym zespołem grupy mistrzowskiej. Natomiast drużyny z miejsc 3–4 powalczą w systemie mecz i rewanż o 9. miejsce, dające utrzymanie w ekstralidze. W pierwszym meczu grupy w ten weekend Budowlani zagrają u siebie z zespołem z Białegostoku, który ostatnio przegrał z drużyną Awenta Pogoń Siedlce… O:100.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To paradoks, ale drużynie ŁKS trudniej gra się w Łodzi. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro przychodzi jej walczyć na… kartoflisku!

Fot. Artur Kraszewski

Gdy ligowe piłkarskie zmagania trzeba toczyć na kartoflisku, wyglądającym tak, jakby przed chwilą buszowało na nim stado dzików, to piłka nożna zamienia się w piłkę… ręczną, a właściwie zręczną.

Kto dalej i mocniej pod polem karnym wrzuci piłkę z autu, trafi w miejsce, gdzie stoi najwyższy z partnerów, wtedy coś pozytywnego może się stać. Jakaś futbolowa afera: kiks, błąd w ustawieniu rywali, szczęśliwy traf i proszę skuteczna, bramkowa akcja gotowa!

Powiedzmy sobie wprost. Na boisku przy al. Unii w nie dało się normalnie grać w piłką nożną. W meczu ŁKS z Ruchem (2:2) z minuty na minutę coraz bardziej zniechęcony był Toma, nie mogący na boiskowych nierównościach wykorzystać swoich technicznych możliwości. Piłka odskakiwała od nogi nawet perfekcyjnie przygotowanemu technicznie Hiszpanowi – Arasie. I tylko mierzony, techniczny strzał zamieniony na gola przez Hinokio, przypominał zagranie z równej, jak stół, murawy.

Skoro własny obiekt z ekstraklasową infrastrukturą i murawą z boisk A-klasy, nie sprzyja łodzianom, trudno się momentami dziwić, że nie odnoszą na nim zwycięstw. Łatwiej i lepiej gra się im na obcych boiskach. Czy tak będzie w kolejnym starciu? ŁKS zmierzy się na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30. Łodzianie są w tej chwili na 10. miejscu, ale do strefy barażowej tracą tylko trzy punkty!

Widzew. Bezbramkowe remisy, osiągane w tak beznadziejnym stylu, to milowe kroki w stronę pierwszej ligi!

Z takimi wynikami i w takim stylu Widzew zmierza w pierwszoligową otchłań. Być może był to najgorszy mecz sezonu w ekstraklasie! Dość powiedzieć, że Widzew kończył go z jednym, niecelnym strzałem. Można rwać sobie włosy z głowy.

Zaskoczeń nie było. Trener Vuković postawił na sprawdzonych ludzi. Mocno ostrożny, pilnujący się w defensywie Widzew pierwszą w miarę składną akcję przeprowadził w 16 minucie. Za to atak gości w 21 min był wart uwagi. W dobrej sytuacji skończył go strzałem Chłań. Za słabym, żeby zaskoczyć Drągowskiego. Ci bardziej optymistycznie patrzący kibice widzieli przez pół godziny meczu piłkarskie szachy. Ja powiem wprost: były nudy na pudy i tyle.

Do roboty wzięli się goście. Chłań, niczym futbolowe dziecko ograł Kozlovskiego, ale jego strzał pewnie obronił Drągowski. Łodzianom w grze ofensywnej nic, kompletnie nic nie wychodziło. Goście atakowali składniej i byli coraz groźniejsi, a Chłań momentami nie do zatrzymania dla gospodarzy. Do przerwy Łodzianie ani razu nie zagrozili rywalom, ani razu nie strzelali na ich bramkę. Smutne, ale prawdziwe.

Mijały minuty, Vuković dokonywał zmian i nic się nie zmieniało. Jak nie było strzału łodzian, tak nie było. Znów spisał się Drągowski, który znakomicie obronił uderzenie Olkowskiego. Gola i tak by nie było, bo rywal był napozycji spalonej.

Wreszcie, wreszcie, wreszcie, Mieliśmy wydarzenie w 79 minucie, gdy po raz pierwszy Łodzianie strzelali na bramkę rywali! Zrobił to Kornvig, ale uderzył obok słupka. Było słabo, słabiusieńko i w tej sytuacji remis należy uznać za sukces. W Widzewie w rolach głównych wystąpili reprezentanci Polski: Drągowski i Wiśniewski.

Mecz bez cienia satysfakcji oglądało 16923 kibiców.

W następnej kolejce Widzew 4 kwietnia, o godz. 14.45 zagra w Częstochowie z Rakowem.

Widzew – Górnik Zabrze 0:0

Widzew: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski 64, Isaac), Lerager (46, Selahi), Shehu, Chengn(28, Kozlovsky) – Kornvig, Alvarez (84, Pawłowski) -Bergier (64, Zeqiri)

Brak zwycięstw, czyli zmora własnego boiska, skazuje ŁKS na rolę grającego o nic I-ligowego średniaka

To szósty kolejny mecz przy al. Unii bez zwycięstwa! Tak na pewno nie wywalczy się awansu do ekstraklasy! 10 tysięcy kibiców na stadionie przy al. Unii w większości mogło czuć się mocno rozczarowanych.

Mogło się zacząć fantastycznie. Po złym wybiciu Szwedzika, trafiony nią Arasa był bliski zdobycia bramki. Niestety piłka przeleciała obok słupka. Na trudnej, przypominającej kartoflisko, murawie grało się trudno. ŁKS starał się mieć inicjatywę. Po dalekim wrzucie z autu Rudola, Craciun posłała piłkę nad poprzeczkę.

Skuteczniejszy był Ruch. Chorzowianie byli szybsi i bardziej zdecydowani w polu karnym łodzian. Na dodatek gospodarze kryli na radar i trochę szczęśliwie po kiksie Jędryki, Nagamatsu posłał piłkę do siatki. Chaos defensywny został bardzo surowo ukarany!

Powtórzyła się znana doskonale, frustrująca drużynę i kibiców, sytuacja. ŁKS znów musiał gonić wynik. I szybko dogonił. Po znakomicie dośrodkowanej piłce przez Wysokińskiegoz rzutu rożnego, podaniu głową Terleckiego, Arasa posłał piłkę do siatki. Chwała łodzianom, że się nie załamali, tylko szybko i skutecznie zabrali do odrobienia strat.

Uff, jeszcze szybciej mogło być 2:1 dla gości, ale w trudnej sytuacji znakomitą dobrze interweniował Bobek i nie stracili w defensywie głowy łodzianie. Rzuty rożne mogły być atutem gospodarzy. Tym razem po centrze Norlina z drugiej strony boiska, Terlecki posłał piłkę głową po poprzeczce na aut. Szkoda.

I to się zemściło, ale… Tak być nie powinno. ŁKS stracił drugą bramkę po wrzucie z autu. Dał się przepchnąć Norlin, a Szwedzik mocnym strzałem posłał piłkępod poprzeczkędo siatki. Za łatwo to poszło. Takie błędy są milowymi krokami w stronę ligowej porażki.

ŁKS się starał, ale szybszy, bardziej zdecydowany był rywal, który na dodatek zbierał drugie piłki. Łodzianie chcieli grać piłką, a na grząskim boisku, to się nie udawało. Ruch miał inicjatywę. Groźniej atakował. I… stracił gola. Po dalekim wrzucie z autu w pole karne Rudola i odbitej piłce, Hinokio technicznym uderzeniem posłał piłkę w róg bramki, tuż przy słupku, nie do obrony.

ŁKS próbował zdobyć zwycięskiego gola (strzały Arasy), ale mecz skończył się rozczarowującym łodzian, i to mocno, remisem.

Następna ligowa kolejka w kwietniu. ŁKS zagra na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30.

ŁKS – Ruch Chorzów 2:2 (1:2)

0:1 – Nagamatsu (26), 1:1 – Arasa (32), 1:2 – Szwedzik (44), 2:2 – Hinokio (69)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot – Loffelsend, Wysokiński (59, Lewandowski), Terlecki, Hinokio, Norlin (79, Krykun) – Toma(59, Piasecki), Arasa

Jak jeździć skuterem po ulicach Wietnamu? Najważniejsze: nie oglądać się za siebie!

Ewa i Krzysztof, pielęgniarka pediatryczna z Bełchatowa i trener łyżwiarstwa figurowego z Łodzi od kilku lat podróżują po świecie za przysłowiowe grosze. Są wielkimi fanami Azji – na swoim koncie mają już wyprawy m.in. do Indii, Kambodży, Tajlandii, Sri Lanki, Wietnamu, Malezji czy Indonezji. A do tego cudowne wspomnienia np. oświadczyny pod Tadż Mahal. Każda to wielka przygoda i najlepsze lekcje życia- podaje www.lodzkie.pl:

Ewa Szymanek pochodzi z Bełchatowa i jest pielęgniarką pediatryczną. Zanim jednak zaczęła pracować w zawodzie, w wakacje dorabiała jako pilotka wycieczek w Grecji. – Pomagałam ludziom w transferach, odbierałam ich z lotniska. Pomyślałam, że to jest takie proste. Że wystarczy kupić bilet, przyjść, polecieć i nie ma żadnych ograniczeń –wspomina.

Krzysztof Gała, Łodzianin, wieloletni zawodnik kadry narodowej w łyżwiarstwie figurowym, mistrz Polski, zanim został trenerem, jako zawodnik tej dyscypliny zwiedzał Europę. Gdy się poznali, okazało się, że łączą ich marzenia o dalekich wyprawach.  

I tak od słów, przeszli do czynów, a pierwszym celem ich podróży stały się właśnie Indie. Spędzili tam miesiąc, pokonując lokalnym transportem 5 tys. km. Po drodze zostali oszukani, pochorowali się, przeżyli mnóstwo przygód, ale całą wyprawę wspominają z błyskiem w oczach.

Ze względu na pracę, zwłaszcza pana Krzysztofa, którego kalendarzem rządzą zawody i zgrupowania łyżwiarskie, podróżują raz w roku i mają na to miesiąc. Pozostałe 11miesięcy to czas przygotowań, a zaczynają od znalezienia biletów. To specjalizacja Krzysztofa. – Obserwuję bilety na cały świat – mówi i jak przyznaje cierpliwością i z dobrym refleksem można upolować bilety lotnicze na Sri Lankę za 700 zł czy za 800 zł do Indii od osoby.

Pani Ewa organizuje noclegi, planuje trasy. Wielką podporą w logistyce są kontakty z Polakami przebywającymi w odwiedzanych przez nich państwach. Dzięki temu bez problemu znajdują informacje przydatne m.in. przy szukaniu transportu.

Sami swoimi wrażeniami i przygodami chwalą się na youtube i na Facebooku, gdzie zamieszczają zdjęcia i filmiki z podróży.   Stałym wyposażeniem ich podróży są bluzy z logo województwa łódzkiego i czapka salonu fryzjerskiego należącego do cioci Ewy. Jest ona dla młodych podróżników wielkim wsparciem.

Pani Ewa i pan Krzysztof wprost przyznają, że nie potrafią już żyć bez podróżowania lub planowania wypraw. Dzięki nim nauczyli się jeździć skuterami po ruchliwych ulicach Wietnamu. –  Najważniejsze, żeby się nie oglądać za siebie – śmieje się pan Krzysztof. Ze swoimi doświadczeniami np. z Indii, wiedzą, że dziś poradzą sobie wszędzie.

Wielkie emocje w ekstralidze rugby. Łodzianie walczą o miejsce w czołowej szóstce, która zagra o medale. Tylko zwycięstwo w meczu z Arką daje im pewność, że się w niej znajdą!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Nareszcie. W ekstralidze rugby wielkie sportowe emocje. Przed nami decydująca kolejka. Kto znajdzie się w grupie mistrzowskiej, a kto pucharowej czyli spadkowej? Awans do czołowej szóstki zapewniły już sobie zespoły: Energa Ogniwo Sopot, ORLEN Orkan Sochaczew, MKS Pogoń Awenta Siedlce oraz RC Arka Gdynia. Do dwóch wolnych miejsc aspirują: PGE Edach Budowlani Lublin (18 pkt.), WizjaMed Grot Budowlani Łódź (16) i RzKS Juvenia Kraków (13).

Wszystko zdarzyć się może. W ostatnim, przegranym po walce meczu z aktualnym liderem – Ogniwem, łodzianie stracili swojego kapitana Kacpra Palamarczuka, który został zniesiony z boiska. Teraz czeka Budowlanych starcie z Arką (sobota, godz. 13, Górnicza 5), która w ósmej kolejce pokonała Juvenię 36:25, a 21 punktów zdobył najskuteczniejszych gracz Buldogów – Anton Szaszero. Pojedynek był ostry, oba zespoły nie przebierały w środkach. Sędzia pokazał aż dziewięć żółtych kartek. Czy łodzianom pomoże w odniesieniu zwycięstwa nowy łącznik ataku, pochodzący z RPA Trent Sivertsen, a może Heston Aisea – zawodnik drugiej linii młyna z Tonga, który właśnie przyleciał do Łodzi?

Budowlani mają nowego sponsora, większy budżet i wielkie ambicje. Oby nie obeszli się smakiem i utknęli w dole tabeli, walcząc w gronie drużyn broniących się przed spadkiem. Dlatego muszą pokonać Arkę i już! To jest pewnik, dający im awans do ligowego topu. Wtedy będzie można mówić, że sezon nie został znów stracony!

Z kim powalczą konkurenci do awans? Juvenia zmierzy się z AZS AWF Warszawa i pewnie akademików pokona. Lublinianie podejmą lidera z Sopotu i o sukces będzie trudno. Zapowiada się bardzo ciekawa, emocjonująca rozgrywka.

Ekstraliga Rugby XV: RzKS Juvenia Kraków – Klub Sportowy AWF-AZS Warszawa (22.03.2026, niedziela, g.14.00) Wizjamed Grot Budowlani Łódź – Life Style Catering RC Arka Gdynia (21.03.2026, sobota, g.13.00) Edach Budowlani Lublin – Energa Ogniwo Sopot (22.03.2026, niedziela, g.14.00) Drew Pal 2 Lechia Gdańsk – ORLEN Orkan Sochaczew (21.03.2026, sobota, g.13.00) Rugby Białystok – Awenta Pogoń Siedlce (21.03.2026, sobota, g.14.00)

Widzew. Gra w defensywie była w Gdyni atutem. Teraz w Łodzi trzeba zdecydowanie więcej pokazać w grze do przodu, bo punkty są na wagę ligowego złota!

Fot. widzew.com

Remis z Arką jest rozczarowujący, ale w tym, wyglądającym momentami jak twór topornie poskręcany drutem, zespole Widzewa pojawił się kolejny cień optymizmu i element stabilizacji. Okazało się, że w trudnych boiskowych momentach można polegać na defensywie, dowodzonej przez Drągowskiego i Wiśniewskiego. Trudno się temu dziwić, jeżeli obu piłkarzom zależy na grze w reprezentacji, to w lidze muszą błyszczeć. Oby tak dalej.

Trener Vuković się nie patyczkuje. Kto mu nie pasuje, nie wygląda na odpowiednio zmotywowanego i przygotowanego, traci miejsce w meczowej kadrze. Najpierw ta zmora odstawienia dopadła Bukariego, a teraz Baenę. To mi się podoba.

Nie mogę jednak zrozumieć tej sytuacji. Gra do przodu łodzian momentami to był piach. Dlaczego zatem szkoleniowiec szybciej jej nie zdynamizował i przebojowego Fornalczyka wpuścił tylko na meczowe ogony? Widać było po tych paru minutach, że skrzydłowy dał zespołowi sporo energii.

Tych ofensywnych atutów musi być sporo, jeśli Widzew chce wygrać, pokonując odzyskującego formę Górnika Zabrze. Mecz 22 marca o godz. 17.30 w Łodzi i w TVP Sport (bezpośrednia relacja). Punkty dla łodzian są na wagę ligowego złota, bo nadal ich sytuacja jest trudna. Zostali w strefie spadkowej i tylko seria dobrych sportowo i wynikowo spotkań pozwoli się im z niej wygrzebać.

ŁKS. Uprawianie ligowego mazgajstwa nie daje zwycięstw. Najwyższy czas z tym skończyć, jeśli ciągle ma się aspiracje i marzenia

Fot. Artur Kraszewski

Gdy pojawia się wielka szansa na wyrwanie się ze strefy ligowej nicości, w której nie walczy się o nic, w grze ŁKS pojawia się futbolowe mazgajstwo, wielka niemoc i brak pomysłu na sensowne rozstrzygnięcie.

Łodzianie napracowali się za dwóch, żeby w końcu zdobyć tylko punkt w meczu z Odrą na własnym boisku i to po golu strzelonym w doliczonym czasie gry. Zgadza się, starali się, ale na boisku prezentowali klasycznego szczypiorniaka czyli przypominającą piłkę ręczną grę po obwodzie, z której nic nie wynikało. Brakowało pomysłu, szybkości, odwagi w podejmowaniu decyzji przy indywidualnych atakach.

Wyglądało to źle i zapowiadało jeszcze gorszy efekt końcowy czyli porażkę. Dobrze, że trener Grzegorz Szoka nie przysnął, dokonał zmian, który wyszły drużynie na dobre, dały jej remisowego gola i pozwoliły po raz kolejny odrobić bramkowe straty.

Pokazał się reprezentant polskiej młodzieżówki – Krzysztof Fałowski, który strzelił bramkę, ale też grał odpowiedzialnie i uważnie. Oj, szkoleniowiec będzie miał ból głowy: na kogo postawić w meczu z Ruchem (21 marca o godz. 14.30 w Łodzi). bo do ligowej kadry wróci po odcierpieniu kartkowej kary Artur Craciun.

A tak w ogóle to sytuacja kadrowa w drużynie nie była i nie jest za wesoła. Trener Grzegorz Szoka nie miał w meczu z Odrą do dyspozycji Mateusza Wysokińskiego, który w trakcie spotkania z Polonią w Warszawie nabawił się naciągnięcia mięśnia dwugłowego uda. Nie miał też Sebastiana Ernsta, który zmagał się z infekcją.

W kadrze meczowej zabrakło także, jak podają klubowe media ,Piotra Głowackiego (niedawno wrócił do treningów), Antoniego Młynarczyka (za zawodnikiem pierwszy po wyleczeniu kontuzji tydzień normalnych treningów z zespołem), Aleksandra Iwańczyka (od poniedziałku wrócił do zajęć z drużyną), Mateusza Wzięcha (przed piłkarzem około dwumiesięczny okres rehabilitacyjny; na razie trenuje indywidualnie). Był natomiast w kadrze meczowej pierwszego zespołu po dłuższej przerwie Łukasz Wiech.

W każdym razie pierwsze od wielu, wielu miesięcy zwycięstwo ŁKS na własnym boisku jest koniecznością i należy się wiernym kibicom zespołu. Tylko sukces cały czas daje też nadzieję, że łodzianie zagrają w barażach o awans do ekstraklasy.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑