
Fot. Artur Kraszewski
Ambicja w sporcie czyni cuda. I tak stało się tym razem. ŁKS bardzo chciał wygrać i to mu się udało. Walczył ambitnie, parł do przodu i w doliczonym czasie gry, po golu Karola Podlińskiego, pokonał Podbeskidzie. Na dodatek, jak najbardziej zasłużenie. W pocie i futbolowym znoju, ale kto mówił, że będzie łatwo i przyjemnie.
Oby po czasie złym (dwie porażki z rzędu), nastał czas dobry, naznaczony zdobytymi ligowymi punktami. Do tego potrzeba jednak zdecydowanie bardziej kreatywnej gry środka drugiej linii, bo sama determinacja może nie wystarczyć. No, i oczywiście lepiej nastawionych celowników. Na większość strzałów Ełkaesiaków w meczu z Podbeskidziem lepiej spuścić zasłonę milczenia.
Liga gra dalej. 26 października o godz. 18 Warta Poznań podejmie ŁKS. Warta też musiała się sporo namęczyć, żeby pokonać 1:0 Unię. Na dodatek po przerwie bohaterem Poznaniaków był bramkarz Leo Przybylak, który znakomicie bronił w kilku wydawało się beznadziejnych sytuacjach. Poznaniacy mogą być konsekwentni i niebezpieczni w stosowanym pressingu. Potrafią szybko zaatakować, chyba groźniej prawym skrzydłem.
Mają w składzie wypożyczonego Ełkaesiaka – Antoniego Młynarczyka, która w meczu z Unią miał więcej złych zagrań niż dobrych i zszedł z boiska w 54 minucie. Trzeba jednak pamiętać o tej statystyce: Warta rozegrała trzy mecze u siebie i wszystkie wygrała!

Dodaj komentarz