Rezerwowy Pafka

Kategoria: Sport (Page 1 of 186)

ŁKS czeka trudny mecz w Warszawie, ale łodzianie przestali się bać obcych boisk. Czy to będzie pojedynek napastników?!

Fot. Artur Kraszewski

Trener Grzegorz Szoka sprawił, że wyjazdowe spotkania przestały być zmorą ŁKS. Taka prawda, teraz trudniej łodzianom poszukać punktów u siebie, a na obcym boisku potrafią się wykaraskać z najtrudniejszych opresji. Oby tak było i tym razem.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazał, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy będzie to równie dramatyczny pojedynek, jak ten jesienią w Łodzi? ŁKS przegrywał 0:2, wyciągnął w końcówce na 2:2 i mógł i powinien wygrać, ale Fabian Piasecki nie wykorzystał rzutu karnego.

Teraz pojedynek napastników powinien być jedną z wartości warszawskiego pojedynku. Piasecki ma na koncie 7 goli i pewnie chciałby skończyć z ostatnią bramkową posuchą. Napastnik Polonii – Łukasz Zjawiński – 13, w tym ostatnią zdobytą w starciu z Wieczystą. Snajper zadeklarował ponoć, że podpisze nowy kontrakt z Polonią, jeśli tak awansuje do ekstraklasy! Co tu kryć, jest na dobrej drodze.

ŁKS, żeby marzyć o korzystnym wyniku w stolicy, musi być czujny, skuteczny w defensywie i bardziej kreatywny w działaniach ofensywnych. Może przebudzi się Bastien Toma i pokaże wszem i wobec, że potrafibyć liderem zespołu z prawdziwego zdarzenia. W każdym razie, jeśli ŁKS chce się liczyć w grze o ekstraklasę, nie może przegrywać. Porażka w Warszawie pogrąży łodzian w otchłani ligowej przeciętności!

Czy Aleksandar Vuković będzie pierwszym trenerem Widzewa, który doceni potencjał i możliwości Mariusza Fornalczyka?!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

46-letni Aleksandar Vuković został nowy, czwartym w tym sezonie, trenerem Widzewa. Wrócił do zawodu po przeszło półrocznej przerwie. Vuković biegle włada językiem polskim i doskonale zna realia krajowej ligi. Poprzedni szkoleniowiec łodzian Igor Jovicević rozstał się z klubem punktując na koszmarnym poziomie 1,13 pkt na mecz. Jednym z asystentów Vukovicia zostanie były trener ŁKS – Jakub Dziółka. Ciekawe czy na dywanik zostali główni architekci budowania składu, panowie Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski. Wydali miliony euro, a drużyna szoruje po ligowym dnie. Wróćmy do nowego szkoleniowca…

Vuković to po prostu mądry trener, który czerpie też ze swojej piłkarskiej przyszłości. Na pewno nie obawia się piłkarzy czy mocnych postaci. Budzi respekt zawodników czy współpracowników ze sztabu, ale sam również ma szacunek do ich pracy. Dłużej mieszka w Polsce niż w swojej Banja Luce, a to sprawia, że zna lokalny charakter. W swojej pracy zawsze chce pomóc klubowi, w którym pracuje  – twierdzi Jan Mucha, były współpracownik w portalu tvp.sport.pl – Przez ostatnie miesiące miał propozycję, odrzucał oferty, a teraz może mocno pomóc łodzianom. Na pewno nie ma przed sobą łatwej misji. W klubie są za to dobrzy zawodnicy. Widzew płaci wysokie kontrakty, miejsce w tabeli nie jest adekwatne do oczekiwań. Doświadczenie Vukovicia mocno pomoże. Widzew i Legia to wielkie marki w Polsce. Trudno sobie wyobrażać, by któraś z tych drużyn miała spaść z ligi. 

Fot. widzew.com

Widzew ma nowego trenera, a ja mam nadzieję, że to wreszcie będzie szkoleniowiec, który doceni potencjał i możliwości Mariusza Fornalczyka. Zbuduje jedenastkę tak, żeby z dynamiki i przebojowości skrzydłowego wielki pożytek miała drużyna.

Mariusz może być wielki atutem łodzian, gdy podejmą Lecha Poznań. Takim, jakim był w pucharowym spotkaniu Górnika z poznaniakami (1:0) Maksym Chłań, który napsuł im wiele krwi zanim się nie pogubił i w końcówce spotkania nie wyleciał z boiska. Fornalczyk jest rozsądniejszym zawodnikiem, a ambicji, serca do walki i umiejętności na pewno mu nie zabraknie!

Piękna seria Lecha – sześciu zwycięstw z rzędu – się skończyła. Czy to dobry znak dla Widzewa?

FotoSzyK

Kolejny mecz Widzewa, tym razem pucharowy i nadal to samo. Trener pomieszał ze składem, taktyką i Bóg wie z czym, niczym w kotle czarownic. Tymczasem łodzianie są nadal wielką, futbolową masą, która domaga się pilnego ukształtowania, a mija tydzień jeden, drugi, trzeci i nic. Porażka goni rozczarowanie i odwrotnie.

7 marca o godz. 20.15 łodzianie podejmą Lecha Poznań. Rywale stoczyli jeden z najlepszych pojedynków w ekstraklasie w tym sezonie. Po emocjonującym, energetycznym, dobrym meczu wygrali po golu w doliczonym czasie 4:3 z Rakowem Częstochowa. W Łodzi poznaniacy zagrają bez wykartkowanych Milicia i Kozubala.

Wygrali sześć meczów z rzędu we wszystkich rozgrywkach. I jak to w futbolu się zdarza, każda taka seria kiedyś przechodzi do historii…

W pucharowym meczu z Górnikiem Lech dał się zaskoczyć odwagą, szybkością i różnorodnością akcji rywali. Musiał swoje możliwości pokazać bramkarz Mrozek. Górnik zaatakował pięcioma piłkarzami i zdobył gola. A potem bronił się, grając w dziesiątkę. Lech przeważał, nie potrafił jednak wykorzystać nawet rzutu karnego. Przegrał pucharowy pojedynek 0:1. Wypadek przy pracy czy pierwszy objaw poważniejszego sportowego kryzysu?!

Jak na to nie patrzeć Lech to jednak ciągle zespół ukształtowany, pewny swoich możliwości, sposobu grania i celu, którym jest zdobycie tytułu mistrza Polski. Szybki i niebezpieczny. Jak z nim grać?

Skoncentrować się na defensywie i szukać szczęścia w kontrataku? Na pewno potrzeba walecznego, ambitnego zespołu, który nie będzie popełniał prostych, dyskwalifikujących błędów. Czy to stwierdzenie to tylko pobożne życzenie czy jednak realna możliwość? Na pewno łatwo o ligowe punkty nie będzie, a są one Widzewowi potrzebne niczym łyk świeżego powietrza.

Widzew. Gdy nie umie się strzelać jedenastek zostają stracone pucharowe złudzenia i ratowanie ze wszystkich sił ekstraklasy!

Ostatnie sny o potędze, czyli europejskim graniu prysły niczym bańka mydlana. Obok wielu braków, którymi drażni nowy Widzew, doszedł jeszcze jeden – beznadziejne wykonywanie rzutów karnych. To spowodowało, że łodzianie odpadli z Pucharu Polski,

W karnych lepsi byli gracze z Katowic. Wykorzystali wszystkie jedenastki, tymczasem z drugiej strony: uderzenie Alvareza obronił Strączek, a Fornalczyk nie trafił w bramkę. Inna sprawa, że można gdybać. Co by było, gdyby znakomitą sytuację wykorzystał Bergier, a pod koniec spotkania Alvarez podanie Fornalczyka…

Jest, jak jest i tego nikt już nie zmieni. Łodzianom pozostaje liga i walka o zachowanie miejsca w ekstraklasie. Trener trochę pomieszał składem. Czy drużynie wyszło to na dobre, pokażą najbliższe arcyważne ligowe pojedynki.

Pozostałe mecze ćwierćfinałowe: Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Losowanie 1/2 finału STS Pucharu Polski odbędzie się 6 marca o godz. 12.Mecze tej fazy zostaną rozegrane 8 kwietnia.

Jest o co grać. Zwycięzca Pucharu Polski otrzyma:- 5 milionów złotych od PZPN oraz minimum 7 milionów EURO od UEFA za udział w pucharowych zmaganiach. To oznacza, że zwycięzca Pucharu Polski z urzędu otrzyma minimum: 35 milionów złotych!

STS Puchar Polski, 1/4 finału

GKS Katowice – Widzew 1:1 (1:0), po dogrywce 1:1, karne 4-2, awans GKS

1:0 – Klemenz (28), 1:1 – Zeqiri (53)

Rzuty karne: 1-0 Arkadiusz Jędrych, 1-0 Fran Alvarez (obroniony), 2-0 Bartosz Nowak, 2-1 Emil Kornvig, 3-1 Damian Rasak, 3-2 Christopher Cheng, 4-2 Mariusz Fornalczyk (strzał niecelny).

Widzew Łódź: Drągowski – Andreou, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (90+1, Isaac), Lerager (90+1,Selahi), Shehu, Kozlovsky (106, Cheng) – Kornvig – Zeqiri (84, Alvarez), Bergier (113, Fornalczyk)

ŁKS. Czy remis na kartoflisku zasługuje na pochwałę? Prawda jest oczywista: żeby o coś ważnego grać, trzeba wygrywać!

Maksymilian Pingot Fot. Artur Kraszewski

Przed rozgrywkami wszyscy się chwalili. Urząd miasta i wykonawca prześcigali się w ochach i achach. Zachwytom nie było końca. Jaka piękna, jakościowa trawka na boiskach, jak równa, niczym stół. Grać, grać i tylko grać.

Gdy przyszła trochę mroźniejsza zima to już ochów i achów ni ma. Jest kartoflisko, a nie boisko – z jednej i drugiej strony miasta. I choćby przyszło tysiąc atletów… to nie poradzi wiele, bo sprawa wymaga grubej kasy (ponad pół miliona złotych) i wymiany murawy. A ta nastąpi dopiero po zakończeniu rozgrywek. A zatem trzeba wszystko wziąć na klatę, płakać i grać. Oby, jak najlepiej.

Na kartoflisku ŁKS walczył, jak umiał. Miał 16 rzutów rożnych i… Zachował czyste konto – to cenne. Nie potrafił jednak strzelić bramki i mecz z Miedzią skończył się rozczarowującym remisem.

Fabian Piasecki Fot. Artur Kraszewski

Takimi wynikami zostaje się co najwyżej ligowym średniakiem i skutecznie wygania kibiców ze stadionów. Powiedzmy szczerze było więcej dyscypliny, ale jeśli chodzi o formę zawodników, to szału nie ma. Nic nie może zdziałać w ataku Fabian Piasecki i dlatego trwa jego strzelecka posucha. Pomocnicy grają niestety gorzej niż jesienią. Właściwie pozytywnym zaskoczeniem jest tylko sprowadzony zimą, wypożyczony z Górnika Zabrze, zdyscyplinowany i spokojny – Maksymilian Pingot.

Remis z Miedzią niczego jeszcze nie rozstrzygnął. Łodzianie tracą do strefy barażowej cztery punkty. A zatem są cały czas w grze. Przed nimi jednak kolejne bardzo trudne wyjazdowe wyzwanie. 9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazała, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy piłkarzy Widzewa dopadła niezwykle zaraźliwa choroba – choroba… kontraktowa? Jeśli tak, to muszą się z niej szybko wyleczyć!

Fot. widzew.com

To wyjątkowo trudny czas. Opowiadał o tym znany francuski piłkarz: podpisujesz kontrakt z dobrym, bogatym klubem i w ciągu sekundy stajesz się… milionerem lub jeszcze bogatszym milionerem. Nagle wszystko przewraca ci się w głowie, zmieniają się priorytety.

Nie zastanawiasz się nad grą, tylko nad tym, jaki nowy samochód kupić, czy ten drogi zegarek będzie lepszy od tego droższego, czy zmienić fryzjera i przesiadywać u niego nie godzinę, a dwie, czy zamienić willę, w której mieszkasz na większą… Opisywany piłkarz doszedł do siebie, ale trochę czasu mu to zajęło.

Wygląda na to, że syndrom bogactwa zaraził też piłkarzy Widzewa. Wynegocjowali dla siebie, przy pomocy obrotnych menedżerów, wysokie kontrakty i teraz nie piłka im w głowie, tylko życie obok futbolu. Widać po pojedynczych zagraniach, że coś tam w sobie mają, że potrafią, że powinni, a za chwilę futbolowa nędza bez pieniędza… Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy – cytując Adama Mickiewicza.

Z takim nastawieniem wjeżdża się na autostradę prowadzącą od jednej futbolowej klęski do drugiej. W sumie łodzianie grają słabo, szurają po dnie ligowej tabeli. Wydaje się, że jeżeli diagnoza jest słuszna i dopadła ich choroba kontraktowa, to tak łatwo się z niej nie wyleczą. Obym się mylił.

Pierwszy sprawdzian już 3 marca o godz.20.45. Wtedy czeka łodzian mecz Pucharu Polski, 1/4 finału z GKS w Katowicach, transmisja TVP Sport. A potem nie będzie łatwiej: 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pucharowe pieniądze: odpadnięcie na etapie ćwierćfinału daje zarobek w wysokości 190 tys. zł, zaś w półfinale – 380 tys. Finalista, w przypadku porażki, zarobi 1 mln zł, natomiast w przypadku zwycięstwa – aż 5 mln. Najważniejsza jest jednak przepustka do poważnego grania za grubą kasę w futbolowej Europie.

Pieniądze nie grają, tylko ludzie. Pucharowe pary ćwierćfinałowe tworzą: GKS – Widzew, Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Bezbramkowy remis bez satysfakcji. ŁKS prezentował klasyczne futbolowe bicie głową w mur. W ten sposób nie przekona kibiców do zapełnienia trybun

ŁKS kontynuuje fatalną passę na boisku przy al. Unii. To czwarty mecz przed własną publicznością bez zwycięstwa. W ten sposób za chwilę będzie grał w lidze o nic i niestety wygoni kibiców z trybun.

Jedna, ale ważna, zmiana w wyjściowym składzie łodzian, ważna dla reżyserowania poczynań zespołu. Tomę zastąpił Arasa.Niestety, bez wielkich, boiskowych efektów…

ŁKS ruszył odważnie do ataku. I już w 2 min mógł prowadzić. Po uderzeniu Wysokińskiego jeden z graczy Miedzi wybił piłkę sprzed linii bramkowej. ŁKS miał inicjatywę. Atakował, strzelał, ale bez bramkowego skutku. Sprawiedliwości mogło stać się zadość, po znakomitej centrze i świetnym strzale Wysokińskiego. Niestety podający – Loffelsend był na pozycji spalonej.

Murawa nie była w najlepszym stanie, dlatego tworzenie składnych akcji było futbolową sztuką. Szkoda, że po uderzeniu z półwoleja Arasy piłka poszybowała niestety nad poprzeczkę. Oj, niewiele brakowało. Po raz kolejny…

ŁKS się nie zrażał. Po przerwie nadal atakowali, nadal marnował dogodne sytuacje. Trzeci strzał Piaseckiego, trzeci niecelny. W ostatniej sytuacji niedokładna główka z czterech metrów. Jego zmiennik – Lewandowski w dogodnej sytuacji też się nie popisał. Posłał piłkę panu Bogu w okno. Seria rzutów rożnych też nie przyniosła żadnych efektów. Klasyczne futbolowe bicie głową w mur, które zakończyło się rozczarowującym bezbramkowym remisem.

Ech, gdyby zastosowano podwórkowy system: trzy rogi – jedenastka, to ŁKS na pewno byłby w tym starciu górą! Niestety, sama satysfakcja, że zagrało się na zero z tyłu, radości nie przynosi.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią.Transmisja TVP Sport.

ŁKS – Miedź Legnica0:0

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (65, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio (74, Ernst), Norlin, Arasa (74, Toma), Piasecki (65, Lewandowski)

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Literatura potrafi być piękna. Polecam gorąco: Warto przeżyć tę fantastyczną miejsko – przyrodniczą przygodę i przeczytać książkę Stanisława Łubieńskiego

Gdyby nie literacki Paszport Polityki pewnie bym się tym autorem nie zainteresował, nie zaciekawił. Przyznam szczerze, bijąc się w pierś, że wszystkie literackie informacje, przechodziły mi koło ucha. Jak to możliwe, sam chciałbym wiedzieć. Teraz nadrabiam straty z podwójną czytelniczą satysfakcją.

Dawno, a może nigdy nie czytałem tak fascynującej opowieści o przyrodzie, która staje się sensacyjną książką edukacyjno – przygodową, odkrywczą na miarę dokonań Kolumba, dla takiego zwykłego deptaka miejskich i podmiejskich bruków, jak ja. Byłem nieświadomy, że ten świat obok, tak niezauważany, fascynujący może być tym bardziej.

Trzeba umieć napisać zajmująco o takiej, degradowanej przyrodzie, przy okazji tworząc traktat o zmieniającym się mieście oraz o smutku przemijania. Czuły narrator potrafi zaciekawić, zmusić do refleksji, a nawet skłonić do czynu: własnych wycieczek, obserwacji, choć robionych bez tak ogromnej wiedzy, jaką subtelnie, delikatnie i jakby na marginesie, prezentuje autor.

Podczas odbierania paszportu, Stanisław Łubieński opowiedział o…świergotku syberyjskim. – Tydzień temu moi znajomi widzieli w Warszawie świergotka syberyjskiego, była to pierwsza w historii obserwacja tego gatunku w Polsce. Cieszę się, że mogę o tym opowiedzieć, bo dowiecie się o istnieniu świergotka syberyjskiego, może też się nim trochę rozczulicie i przejmiecie jego losem, może sprawdzicie, jak wygląda – ale przyznaję, że to jest uroda raczej dla koneserów. W Polsce zaobserwowano do tej pory 475 gatunków ptaków, 476 ze świergotkiem syberyjskim – mówił. 

– Przyroda jest zagrożona przez ludzką chciwość i głupotę, wydaje się na jej ochronę mało i niechętnie, jakby z łaski, tak jakby były ważniejsze wydatki niż ochrona i odbudowa systemu, który podtrzymuje życie na tej planecie. Przyrodę traktuje się jak przeszkodę na drodze do rozwoju i do mirażu świetlanej przyszłości. Pamiętajmy, że jesteśmy gatunkiem, który ma wielką, nieproporcjonalną władzę nad światem, a władza to jest odpowiedzialność.

Warto pamiętać to nazwisko – Stanisław Łubieński (ur. 1983 r.) – kulturoznawca, ukrainista, z zamiłowania przyrodnik. W 2017 r. po raz pierwszy nominowany do Paszportu za książkę „Dwanaście srok za ogon” (wyd. Czarne), otrzymał też za nią Nagrodę NIKE czytelników. Autor reportażu historycznego „Pirat stepowy” o życiu Nestora Machno, przetłumaczonego na chorwacki i ukraiński. Prowadzi spacery przyrodnicze po Warszawie, jest gospodarzem audycji „Księstwo Ptaków” w radiowej Trójce i Prezesem Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Ja od razu zadeklaruję: opowieści o srokach i nie tylko poszukam na księgarskich półkach!

Stanisław Łubieński Drugie życie czarnego kota, ilustrowała Zosia Frankowska, Agora Książka i Muzyka

Tegoroczna premiera polskiego rugby. W sobotę bardzo ważny mecz z Chorwacją. Liczymy na zwycięstwo!

Zdjęcia: Wojciech Szymański

Zanim ruszy ekstraliga rugby, jest czas dla reprezentacji Polski. 28 lutego o 14 Biało-Czerwoni zagrają w Makarskiej kluczowy mecz Rugby Europe Trophy z Chorwacją.

Link do transmisji: https://www.rugbyeurope.eu/

W kadrze znaleźli się zawodnicy z klubów krajowych oraz ośmiu występujących za granicą. Trzech graczy powołano z KS Budowlanych WizjaMed Łódź. To: Jakub Małecki oraz dwóch debiutantów: Aleksander i Nicolas Lechowscy.

Przed reprezentacją 332. oficjalny występ i szansa na czwarte zwycięstwo w historii nad Chorwacją. Historia meczów obu reprezentacji: 19 listopada 2000, Zagrzeb – Chorwacja – Polska 3:8 (3:5), 28 października 2006, Makarska – Chorwacja – Polska 11:12 (3:0), 27 października 2007, Gdynia – Polska – Chorwacja 14:15 (9:12), 22 lutego 2025, Gdynia – Polska – Chorwacja 58:27 (32:10)

Prawda jest taka, że po porażce z Czechami (to pierwsza przegrana duetu trenerskiego: Kamil Bobryk, Tomasz Stępień) ważny jest każdy punkt, liczy się każde zwycięstwo. Pewnie do ostatniej chwili będzie się ważyć sprawa triumfu w rozgrywkach – my czy Czesi. Po meczu z Chorwacją naszą drużynę czeka jeszcze jeden pojedynek – w kwietniu u siebie ze Szwecją. Szkoda, że temu, gdzie spotkanie zostanie rozegrane, towarzyszą niezdrowe emocje, a może coś więcej… ukazując wstrząsająco – przygnębiający obraz rugbowego związku.

Spotkanie z Chorwacją będzie czwartym występem Polaków w obecnym sezonie. Na inaugurację pewnie pokonali Litwę 41:8, następnie wygrali z Danią 47:6, by w ostatnim spotkaniu minimalnie ulec Czechom 30:32.Po porażce z Czechami Polacy nie stracili pozycji lidera i mają los w swoich rękach w kontekście ewentualnego powrotu do wyższej dywizji Rugby Europe Championship.

Trener reprezentacji – Kamil Bobryk na łamach tygodniksiedlecki.com wyjaśnia: W europejskich rozgrywkach mamy Turniej Sześciu Narodów, który stanowi najwyższą rangę, później jest Rugby Europe Championships, czyli druga klasa rozgrywkowa, Rugby Europe Trophy – trzeci poziom, w którym obecnie występujemy i Rugby Europe Conference – najniższy stopień rozgrywek.

W ubiegłym roku, gdy wygraliśmy swoją grupę, można było uznać Polskę za 13. drużynę w Europie. W bieżących rozgrywkach gra toczy się o awans do Championships. Naszym celem długookresowym jest stworzenie takich warunków, żeby nie tylko ten awans uzyskać, ale też być w stanie na stałe zadomowić się w drugiej lidze. Skupiamy się na realizacji pojedynczych kroków. Każdy następny mecz stanowi nowe wyzwanie. Gdy będziemy zaliczać małe cele, w końcu przyjdzie czas na większy efekt.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑