Rezerwowy Pafka

Tag: łks liga (Page 2 of 10)

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

ŁKS. Trzeba w trzech ostatnich meczach mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach!

Fot. Artur Kraszewski

Po sportowym upokorzeniu czyli klęsce w meczu z Puszczą (0:3), szkoleniowym tąpnięciu czyli zmianie pierwszego trenera na Grzegorza Szokę oraz po reprezentacyjnej przerwie, ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

Czy będzie w stanie pozbyć się wyjazdowych demonów i wygrać drugi mecz na obcym boisku, bo dotychczasowy bilans jest po prostu żenujący: 1 zwycięstwo, 1 remis, 6 porażek. Po starciu z Górnikiem czekają łodzian w tym roku jeszcze da ligowe pojedynki: ze Zniczem w Pruszkowie i u siebie hitowe starcie z Wisłą Kraków.

Trzeba mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach. Co trzeba zrobić przede wszystkim, żeby było lepiej? Poprawić grę defensywną zespołu zwłaszcza przy kontrataku rywali, bo wtedy łodzianie w sposób niegodnych ligowców gubią się niczym futbolowe dzieci w gęstej mgle.

Lider – Basten Toma – musi być liderem a nie człowiekiem, który na długie minuty znika z pola widzenia. Dobrze by było, żeby skrzydłowi zaczęli wygrywać pojedynki jedne na jeden i żeby napastnik z prawdziwego zdarzenia Fabian Piasecki zyskał dobrą bramkową obsługę.

Marzenia, nadzieje, a co przyniesie sportowa rzeczywistość, sam chciałbym wiedzieć.

ŁKS został upokorzony na własnym boisku. W defensywie grał na trampkarskim poziomie

Miał być zwycięski marsz w górę tabeli. Tymczasem, jak to z ŁKS bywa, po niezłym meczu, przychodzi sportowa wtopa. Łodzianie przegrali pierwsze spotkanie w Łodzi. Nie, trzeba powiedzieć ostrzej, doznali klęski na swoim boisku. Zostali na nim upokorzeni. Nie mogło być inaczej, skoro byli wolni i nieskuteczni w ataku, za to w obronie… No po prostu dramat. Tak źle nie grają nawet trampkarze.

Początek, jak horror dla łodzian. Po prostej stracie i szybkim ataku zrobiło się groźnie pod bramką Jakubowskiego. Na szczęście skończyło się na strachu i rzucie rożnym. W odpowiedzi po błędzie bramkarza niewiele dzieliło Piaseckiego od kolejnego gola. Uprzedził go jednak obrońca rywali.

Puszcza broniła się w jedenastu na własnej połowie, czekając na kontrę. ŁKS konstruował akcje, ale robił to zbyt wolno. Łatwo był je odczytać. Po prostopadłym, dobrym podaniu strzelał zza pola karnego Toma. Niewiele, bo niewiele, ale się pomylił, podsyłając piłkę obok słupka. W drugiej próbie jego mocny strzał został zablokowany.

ŁKS zdominował spotkanie i… stracił gola. Przy szybkiej kontrze, pasywni łodzianie pogubili się w defensywie. Korczawski położył w polu karnym dwóch rywali i po rykoszcie otworzył wynik spotkania.

Gospodarze spróbowali szybko odpowiedzieć, ale Ernst uderzył obok słupka. Dramat, łodzianie atakowali, atakowali i nic, choć w końcówce pierwszej połowy było blisko. Przybyłko musiał wybijać piłkę sprzed linii bramkowej. Tak jednak naprawdę, to było jednak walenie głową w mur gospodarzy. Za mało pojawiało się w ich grze piłkarskich konkretów.

Po przewie Norlin wyłożył piłkę, jak na tacy, Wysokińskiemu, a ten uderzył mocno, ale nad poprzeczkę. Jak to możliwe? Sam chciałbym wiedzieć! W kolejnej próbie z rzutu wolnego Mokrzycki trafił w światło bramki, ale golkiper gości był na miejscu. A potem wróciło wszystko do denerwującej normy. Wolne lelum polelum bez jakichkolwiek efektów. To żaden sukces, że egzekwuje się bez żadnych efektów kilkanaście rzutów rożnych. Bodaj po 16. była wreszcie okazja, ale Toma uderzył nad poprzeczkę.

Wystarczyła jedna kontra. Korczakowski znów ograł kryjącego na radar Rudola i strzałem pod poprzeczkę zdobył drugą bramkę. Gra w defensywie łodzian to co najwyżej poziom… zagubionych trampkarzy. I ta niemoc, choć raczej brak umiejętności w defensywie, sprawiła, że łodzianie stracili trzecią bramkę.

To już nawet nie porażka, a sportowa klęska! A mogło być jeszcze gorzej. Łodzian ratowała poprzeczka. Można rwać włosy z głowy. Ostatni gasi światło.

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS – Puszcza Niepołomice 0:3 (0:1)

0:1 – Korczakowski (32), 0:2 – Korczakowski (72), 0:3 – Iwao (78)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (64, Krykun), Wysokiński (64, Balić), Ernst (73, Szczepański), Toma, Mokrzycki, Norlin (64, Głowacki), Piasecki (69, Lewandowski)

ŁKS miał kreatywny środek pola i dlatego pokonał wrocławian. Oby tak było w kolejnych meczach!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS wygrał ligowy pojedynek wagi ciężkiej ze Śląskiem i może być to dla niego pierwszy duży krok w dobrą stronę, kolejnych ligowych sukcesów. W każdym razie chcę mieć taką nadzieję.

Rozżalony trener wrocławian twierdzi, że sukces łodzian był niezasłużony, bo jego zespół był lepszy, czego dowodem trzy strzały w poprzeczkę. Tylko te niecelne uderzenia zakłamują rzeczywistość.

Łodzianie prezentowali się lepiej w kluczowej strefie boiska – w środku pola. Bastien Toma dwoił się i troił, żeby trzymać tempo i poziom rozgrywania piłki. Do przerwy brakowało mu wsparcia szczególnie ze strony skrzydłowych, ale gdy je otrzymał… ŁKS przeprowadził kluczowe akcje, po których zdobył dwie zwycięskie bramki.

W tej strefie boiska łodzianie byli zdecydowanie lepsi od rywali i tu głównie pracowali na swoje przewagi i końcowy sukces. Jeśli: Bastien Toma, Michał Mokrzycki, Mateusz Wysokiński, Sebastian Ernst utrzymają wysoki poziom grania, to pokonanie dobrej ligowej drużyny nie będzie incydentalne. Dobrze by było, żeby przez 90, a nie 45 minut mieli wsparcie bocznych pomocników.

I żeby Fabian Piasecki częściej pokazywał, że jest napastnikiem, który nie tylko potrafi grać i dogrywać piłki, ale też celnymi strzałami (czasami godnymi zachwytów) zdobywać kluczowe bramki dla zespołu. W tej chwili ma ich na swoim koncie sześć, ale to że po ośmiu meczach ligowej posuchy (ostatni raz trafił 19 sierpnia!) się odblokował może, ba powinno, działać na jego korzyść i skuteczność.

8 listopada o godz. 19.30 ŁKS podejmie Puszczę Niepołomice, która w zaległym meczu zremisowała u siebie ze Stalą Mielec 1:1. Oby łodzianie podtrzymali zwycięską passę i pokazali czarno na białym, że u siebie są niepokonani.

Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który przegrał szósty mecz na obcym boisku. Ale to co wyprawiał arbiter woła o pomstę do nieba!

Pogoń i ŁKS przed meczem łączyło jedno: fatalny bilans. Łodzian – meczów wyjazdowych: jedno zwycięstwo, jeden remis i pięć porażek, siedlczan – spotkań u siebie: jedno zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki. Jak to się skończyło? Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który, choć prowadził w Siedlcach, zszedł z obcego boiska pokonany, po raz szósty w sezonie. Niestety.

Łodzianie zaczęli mocno z wiarą w swoje możliwości – od pressingu i szukania akcji ofensywnych. Wiele zmieniło nieodpowiedzialne, ostre wejście Jakubika w Fałowskiego. Siedlczanin nie ujrzał za to brutalne zagranie nawet żółtej kartki (no po prostu kolejny sędziowski skandal!). Kontuzjowany młody obrońca musiał opuścić boisko, podobnie, jak ze względów taktycznych, Głowacki. Dwie zmiany w ŁKS już w 14 minucie!

Łodzianie uznali, że na kłopoty najlepszy będzie… gol! Kapitalnym uderzeniem zza pola karnego pod poprzeczkę popisał się Mokrzycki, który przejął opaskę kapitana od Głowackiego. To jego pierwsza bramka w sezonie.

Gospodarze próbowali przejąć inicjatywę, ale niewiele groźnego z tego wynikało. To goście mieli szansę na podwyższenie prowadzenia. Niestety w doskonałej sytuacji pomylił się Ernst.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak stało się też tym razem. Po rzucie wolnym nieupilnowany Dzięcioł doprowadził strzałem głową do wyrównania. Mogło być jeszcze inaczej, ale w doliczonym czasie gry Loffelsend trafił w poprzeczkę!

Druga połowa zaczęło się od gola dla gospodarzy, którzy mieli przy tym łut szczęścia. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Famulak. Po rykoszecie piłka zmyliła Bobka i wpadła do siatki. Pogoń była coraz śmielsza. Miała kilka szans na trzeciego gola (m.in. Pik trafił w poprzeczkę).

A ŁKS? Niestety gasł w oczach, będąc kompletnie (negatywnie) odmienionym zespołem w stosunku do pierwszej połowy. Konsekwencją była trzecia bramka dla siedlczan zdobyta z rzutu karnego podyktowanego po faulu(?!) Mokrzyckiego. Powiedzmy sobie szczerze, że jedenastka wzięta kompletnie z powietrza. W podobnej sytuacji po drugiej stronie boiska, arbiter nie użył nawet gwizdka!

Sędziowanie w Polsce to jest dopiero zmora zmór. Pan Rasmus powinien być za ten wątpliwej jakości występ szybko rozliczony! Nie zmienia to faktu, że druga połowa ŁKS była fatalna. Klasyczna, jeśli chodzi o wyjazdowe występy.

3 listopada o godz. 18.45 pojedynek ŁKS – Śląsk Wrocław, ale wcześniej już wtorek, 28 października, godz. 17:30 mecz Pucharu Polski: ŁKS – GKS Katowice, transmisja TVP Sport.

Pogoń Siedlce – ŁKS 3:1 (1:1)

0:1 – Mokrzycki (17), 1:1 – Dzięcioł (45, głową), 2:1 – Famulak (61), 3:1 – Flis (86, karny)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski (14, Jurkowski), Głowacki (14, Kupczak), Loffelsend (64, Krykun), Mokrzycki, Wysokiński (64, Piasecki), Ernst, Toma, Lewandowski

ŁKS, jeśli chce coś znaczyć, musi wreszcie przełamać wyjazdową niemoc. Do tej pory w sześciu meczach na obcym boisku zdobył… jeden punkt!

Sebastian Rudol. Fot. Artur Kraszewski

Po dwutygodniowej przerwie na reprezentację ŁKS pojedzie do Rzeszowa na mecz z rewelacyjną Stalą, która ostatnio pokonała Polonię w Warszawie 3:2, Grając wieloma młodzieżowcami, ma już 20 zdobytych punktów! Spotkanie w Rzeszowie 18 października o godz. 19.30.

Do składu rywali wróci napastnik 26-letni Jonathan Junior, który w tym sezonie w siedmiu meczach strzelił cztery bramki. W Stali z kartkowych powodów tym razem nie zagra  Vladislav Krasovskiy, a jego miejsce ma zająć ktoś z dwójki Maksymilian Soja-Marcin Kaczor. W meczu z Polonią z dobrej strony pokazał się Oliwer Sławiński (strzelił jedną z bramek), który nie przebił się do ligowego grania w ŁKS.

Łodzianie, jeżeli chcą coś znaczyć w tych rozgrywkach, muszą wreszcie przełamać wyjazdową niemoc. Do tej pory bilans jest makabryczny: pięć porażek, jeden remis.

Jest ostrożny powód do optymizmu, bo w ostatniej kolejce ŁKS pokonał GKS Tychy 3:1, dzięki bardzo dobrej grze Bastiena Tomy. To był nie jeden atut. Pomogła zespołowi zmiana systemu gry – na trzech obrońców i zwiększenie mocy drugiej linii, która wreszcie, wreszcie pokazała (momentami) swoją dominację na boisku

 W nowym systemie dobrze odnalazł się, ostatnio mocno zagubiony i pogubiony Sebastian Rudol, który rozegrał jeden z najlepszych swoich meczów w barwach ŁKS. Do treningów po kontuzji wrócili Andreu Arasa i Mateusz Wzięch.

Piękny wolej Tomy otworzył wynik zwycięskiego (nareszcie) meczu ŁKS. Ale łatwo nie było!

Pierwszy ligowcy sukces piłkarzy ŁKS od… 15 sierpnia. Łodzianie pokonali GKS Tychy i mają na koncie cztery zwycięstwa. Wszystkie odniesione na własnym boisku. Rywal łodzian – GKS – przegrał siódmy mecz z rzędu!

Inaczej ustawiony ŁKS (z trzema obrońcami) rozpoczął z impetem. Chciał błyskawicznie rehabilitować się za ostatnie wpadki. Po raz ostatni wygrał 15 sierpnia, a w międzyczasie w sześciu ligowych meczach, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie, zdobyli tylko trzy punkty. Goście schowali się na własnym przedpolu, a pierwszą w miarą składną akcję przeprowadzili w okolicy szóstej minuty.

Niestety, szybko łodzianie pokazali szczyt futbolowej nieporadności. W sytuacji trzech na jednego nie potrafili zdobyć gola. Dobrze, że sędzia odgwizdał spalonego, bo byłby wstyd na całą Polskę. Potem trwało tak denerwujące i nic niedające łódzkie lelum polelum. Nawet przy próbie składnego ataku, coś szwankowało – podanie, strzał. Goście byli konkretniejsi. W 25 min Bobek znakomicie interweniował po strzale w róg Błachewicza.

Wydawało się. że to będzie ot, nudnawy mecz I-ligowych przeciętniaków, żeby nie powiedzieć słabeuszy. Nic z tego. Rozgrzał wszystkich Toma, który niepilnowany w polu karnym, kapitalnym strzałem z woleja w okolice okienka bramki tyszan otworzył wynik spotkania.

W natychmiastowej odpowiedzi gości nie po raz pierwszy zresztą ratował skórę znakomitą paradą Bobek. W doliczonym czasie pierwszej połowy po znakomitej centrze Tomy niepilnowany Piasecki z pięciu metrów głową posłał piłkę obok słupka. Niebywałe.

W drugiej połowie przez długie minuty ŁKS dominował na boisku. Niestety, efektów bramkowych z tego nie było. A wiadomo, czym są w futbolu wrażenia artystyczne. Niczym! W odpowiedzi, gdyby nie Bobek, byłby remis.

Tyszanie powoli, powoli po wejściu byłego reprezentanta Polski – Kądziora na boisko, odnajdywali swój rytm gry. I stało się. Po rzucie rożnym niepotrzebnie i niedobrze próbował interweniować Bobek i stało się. Goście doprowadzili do wyrównania.

Ale co zrobili dosłownie za chwilę goście? To po prostu czarna rozpacz. Po centrze Tomy wzdłuż linii, nie mający wokół żadnego przeciwnika, Keiblinger pewnym strzałem posłał piłkę do własnej bramki!

Łodzianie poszli za ciosem. Akcję rozprowadził Toma, strzelał Lewandowski, bramkarz odbił piłkę przed siebie. W tej sytuacji w najłatwiejszej z możliwych sytuacji niepilnowany Loffelsend strzelił do pustej bramki. Jeden z najłatwiejszych goli w karierze Niemca. Miano piłkarza meczu i mocnego kandydata do jedenastki kolejki, należy się pomocnikowi Tomie – autora gola i bramkowej asysty, prawdziwego lidera zespołu.

Jednym z 7048 kibiców obecnych na trybunach był Marcin Gortat. Gol Tomy na pewno mu się podobał. Po dwutygodniowej przerwie na reprezentację ŁKS pojedzie do Rzeszowa na mecz z rewelacyjną Stalą, która ostatnio pokonała Polonię w Warszawie 3:2, Grając wieloma młodzieżowcami ma już 20 zdobytych punktów! Spotkanie w Rzeszowie 18 października o godz. 19.30.

ŁKS – GKS Tychy 3:1 (1:0)

1:0 – Toma (41), 1:1 – Tecław (64), 2:1 – Keiblinger (67, samobójcza), 3:1 – Loffelsend (71)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski, Norlin, Loffelsend Mokrzycki, Wysokiński (85, Kupczak), Ernst, Toma (85, Krykun), Piasecki (57, Lewandowski)

Czy trener ŁKS – Szymon Grabowski wyprowadzi zespół z kryzysu? On to po prostu musi zrobić. Nie ma innego wyjścia!

Fot. Artur Kraszewski

Jedno jest pocieszające. Gorzej, niż w wyjazdowym spotkaniu z beniaminkiem I ligi – Pogonią Grodzisk Mazowiecki, ŁKS w jesiennej (już nieudanej!) rundzie zagrać nie powinien. W Pruszkowie, gdzie rozgrywano nieszczęsny mecz, to był po prostu łódzki koszmar.

Atak pozycyjny przypominał wędrówki żółwia – był wolny ślamazarny, bez pomysłu. Na dodatek proste, żeby nie powiedzieć głupie, godne poziomu trampkarza, straty piłki, narażały ełkaesiaków na bramkowe kontry. Ustawianie się wtedy łodzian w defensywie, wzajemna asekuracja, odpowiedzialność za pozycję czy partnera – tego po prostu nie było. Była futbolowa amatorszczyzna, tak słaba, że aż zęby bolały.

Co się dzieje z ludźmi, którzy mieli dzielić i rządzić rozgrywkami, jak, nie przymierzając, ci z Wisły Kraków? Oby nie było tak, że tego nie wie nikt, bo wtedy marna przyszłość przed ŁKS i pewne miejsce w strefie spadkowej!

W każdym razie na ten moment najlepszym piłkarzem zespołu jest dwojący się i trojący, ale momentami po prostu bezradny, bramkarz Aleksander Bobek. Przez chwilę na lidera teamu wyrastał walczący za dwóch, strzelający bramki, zakładający opaskę kapitana Fabian Piasecki, który teraz nie ma nawet miejsca w wyjściowej jedenastce. Co się dzieje i dlaczego?! Sprowadzenie Bastiena Tomy miało być lekiem na całe zło słabej postawy drugiej linii. A co wychodzi na boisku? Na razie jeszcze większa futbolowa kaszana.

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Czy trener Szymon Grabowski wyprowadzi zespół z kryzysu? Nie, nie źle stawiam sprawę. On to po prostu musi to zrobić, bo inaczej marna przyszłość przed nim i przed drużyną ŁKS! 5 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie GKS Tychy, który w ostatnim meczu przegrał u siebie z Pogonią Siedlce 1:3. Trafi swój na swego czyli przegranego. Transmisja w TVP Polonia.

Zmora zmór ŁKS. Piąta ligowa porażka łodzian w wyjazdowym meczu. Taka statystyka jest futbolową kompromitacją. Inna sprawa, że trzy gole łodzian anulował VAR

Niestety, marny mamy ligowy futbol w mieście Łodzi. Gra godna zapomnienia. Nic zatem dziwnego, że porażka goni porażkę. Obce boisko znów okazało się zmorą ŁKS, który przegrał piąty (tak, to nie przekłamanie) wyjazdowy pojedynek, na sześć rozegranych. Taka statystyka to po prostu sportowa kompromitacja. A trener Stokowiec (szkoleniowiec Pogoni) pokazał wszem i wobec, że nie taki on słabeusz, jak go w Łodzi malowano.

Trzeba jednak dodać, że ŁKS też strzelił trzy bramki, ale trzy razy łodzianie byli na pozycji spalonej i gole nie zostały uznane.

Mecz zaczął się już w 11… sekundzie od niecelnego strzału Lewandowskiego, który w ataku zastąpił Piaseckiego. W 5 min padł gol samobójczy i ŁKS mógł prowadzić. Mógł, ale analiza VAR potwierdziło, że inicjator akcji – Krykun był na pozycji spalonej.

W odpowiedzi centrostrzał nie doszedł do celu, gdyż świetnie interweniował Bobek. W odpowiedzi Krykun po minięciu golkipera miał prezd sobą pustą bramkę, ale nie zdecydował się na strzał. Starał się oddać piłkę Lewandowskiemu.  Zrobił to źle, nie, fatalnie i futbolówkę wybił wracający bramkarz Pogoni. 300- procentowa szansa przepadła.

W odpowiedzi po składnej kontrze ŁKS ratowała poprzeczka. Niemrawe i bez pomysłu rozgrywanie piłki przez łodzian w ataku pozycyjnym mogła się skończyć fatalnie. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Znów udanie interweniował Bobek. To niczego nie nauczyło łodzian.

Po rzucie rożnym i fatalnym zachowaniu łodzian, Noiszewski wepchnął z metra piłkę do siatki. Taka sytuacja poważnemu zespołowi nie powinna się zdarzyć. W błyskawicznej odpowiedzi ŁKS zdołał wyrównać, ale znów gol padł z pozycji spalonej. Potem seria rzutów rożnych dla łodzian nie dała kompletnie nic.

ŁKS pokazywał wolne tempo i łatwe straty. Jedna z nich przyniosła kontrę i pogubienie się łodzian w defensywie. Konsekwencja? Łatwa do przewidzenia. Strata kolejnej bramki!

Gospodarze już na początku drugiej połowy pokazali swoją moc. Składny atak Pogoni skończył się akcją, w której łodzianie zachowywali się niczym futbolowe pionki we mgle. Przy takiej bezradności gol musiał paść i padł. Po prostu czarna, łódzka sportowa rozpacz. W tym momencie było praktycznie po meczu. A mogło być gorzej, gdyż poprzeczka ratowała łodzian.

Ełkaesiacy szukali chociaż honorowego gola, ale Lewandowski przegrał pojedynek sam na sam z 41-letnim bramkarzem Kieszkiem. Po raz kolejny znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego, tym razem zostało wykorzystane. Autorem gola był Jurkiewicz, ale był na pozycji spalonej. Trzeci gol łodzian – trzeci gol anulowany przez VAR! Pozycja spalona to nie mniejsza zmora niż granie na wyjeździe. Konsekwencje ligowe, łatwe do przewidzenia. ŁKS coraz bliżej strefy spadkowej!!!

Nadmiar żółtych kartek sprawił, że nie wystąpił w Pruszkowie Loffelsend. I jego brak był widoczny. 5 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie GKS Tychy, który w ostatnim meczu przegrał u siebie z Pogonią Siedlce 1:3.

Pogoń Grodzisk Mazowiecki ŁKS 3:0 (2:0)

1:0 – Noiszewski (18), 2:0 – Olewiński (45), 3:0 – Adkonis (47)

ŁKS  Bobek – Craciun, Rudol, Fałowski, Norlin (67, Wysokiński) – Krykun, Mokrzycki, Kupczak (Piasecki), Balić (46, Jurkiewicz) – Toma (77, Ernst), Lewandowski

Czy nowy pomocnik pomoże drużynie ŁKS wejść na wyższy sportowy poziom? Musi, nie ma wyjścia, jeśli łodzianie mają walczyć o ekstraklasę!

Fot. Artur Kraszewski

W ŁKS szybko zareagowano na ostatnie nieudane, ligowe wydarzenia. Przegrany mecz w Chorzowie pokazał, że w zespole brakuje kreatywnej, odpowiedzialnej drugiej linii. Potrzebny jest ktoś, kto to wszystko zbierze do kupy. Nadzieje daje powrót po kontuzji Michała Mokrzyckiego, ale to jeszcze za mało.

Rzutem na taśmę łodzianie pozyskali kreatywnego, doświadczonego pomocnika ze Szwajcarii. Oby okres adaptacji Bastiena Tomy w Łodzi przebiegał błyskawicznie i od razu pomógł on zespołowi tworzyć lepsze granie.

26-letni Toma w najwyżej klasie rozgrywkowej w Szwajcarii, Belgii i Portugalii środkowy pomocnik rozegrał w sumie 190 meczów, zdobył 11 goli i zanotował 24 asysty (do tego zaliczył 14 spotkań w europejskich pucharach), więc dysponuje dużym doświadczeniem. 26-letni piłkarz w przeszłości występował też w młodzieżowych reprezentacjach Szwajcarii różnych kategorii wiekowej (w tym 18 spotkań i 2 gole w zespole do lat 21).

Fot. Wojciech Pakulski

Liczymy na kreatywną skuteczną grę zespołu, bo dobra postawa bramkarza Aleksandra Bobka i obrońcy Jaspera Loffelsanda w ostatnim spotkaniu, to za mało, żeby myśleć o ligowych triumfach.

21 września o godz. 20.15 ŁKS podejmie Wieczystą Kraków. Rywale w Łodzi zagrają bez najlepszego piłkarza w wygranym meczu ze Stalą Mielec – Kamila Pestki. Powód? Nadmiar żółtych kartek. Wystąpią za to byli ełkaesiacy: Kamil Dankowski i Stefan Feiertag, który strzelił pięknego gola w ostatnio wygranym meczu ze Stalą (2:0). Stefan ma już na koncie dwie zdobyte bramki, o trzy mniej od lidera łodzian i kapitana w ostatnim pojedynku – Fabiana Piaseckiego.

Wieczysta jest wiceliderem I ligi, choć rozegrała jedne mecz mniej. Zgromadziła 17 punktów, pięć spotkań wygrała, w tym dwa na wyjeździe.

ŁKS potrzebuje ligowych zwycięstw, jak tlenu, żeby być w czołówce i liczyć się w walce o awans do ekstraklasy. Ma 11 zdobytych punktów, trzy mecze wygrał, dwa zremisował i aż cztery przegrał (wszystkie na wyjeździe!).

Na gwałt potrzebuje nowego, sportowego otwarcia. Czy takim będzie mecz z Wieczystą? Oby!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑