Rezerwowy Pafka

Tag: łks liga (Page 1 of 10)

ŁKS czeka trudny mecz w Warszawie, ale łodzianie przestali się bać obcych boisk. Czy to będzie pojedynek napastników?!

Fot. Artur Kraszewski

Trener Grzegorz Szoka sprawił, że wyjazdowe spotkania przestały być zmorą ŁKS. Taka prawda, teraz trudniej łodzianom poszukać punktów u siebie, a na obcym boisku potrafią się wykaraskać z najtrudniejszych opresji. Oby tak było i tym razem.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazał, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy będzie to równie dramatyczny pojedynek, jak ten jesienią w Łodzi? ŁKS przegrywał 0:2, wyciągnął w końcówce na 2:2 i mógł i powinien wygrać, ale Fabian Piasecki nie wykorzystał rzutu karnego.

Teraz pojedynek napastników powinien być jedną z wartości warszawskiego pojedynku. Piasecki ma na koncie 7 goli i pewnie chciałby skończyć z ostatnią bramkową posuchą. Napastnik Polonii – Łukasz Zjawiński – 13, w tym ostatnią zdobytą w starciu z Wieczystą. Snajper zadeklarował ponoć, że podpisze nowy kontrakt z Polonią, jeśli tak awansuje do ekstraklasy! Co tu kryć, jest na dobrej drodze.

ŁKS, żeby marzyć o korzystnym wyniku w stolicy, musi być czujny, skuteczny w defensywie i bardziej kreatywny w działaniach ofensywnych. Może przebudzi się Bastien Toma i pokaże wszem i wobec, że potrafibyć liderem zespołu z prawdziwego zdarzenia. W każdym razie, jeśli ŁKS chce się liczyć w grze o ekstraklasę, nie może przegrywać. Porażka w Warszawie pogrąży łodzian w otchłani ligowej przeciętności!

Wyjazdy przestały się śnić piłkarzom ŁKS po nocach, ale… Co zrobić, żeby nie przeżywać sportowego koszmaru na własnym boisku?!

Podcinka Jaspera Loffelsenda Fot. Artur Kraszewski

Wyjazdowe mecze, to był sportowy koszmar piłkarzy ŁKS. Nawet w spotkaniach, w których mieli więcej z gry, więcej sytuacji, łodzianie schodzili z murawy z opuszczoną głową. Aż 6 razy musieli przeżyć gorycz porażki. I to się zmieniło. Obce boiska przestały być im straszne, a wszystko stało się… nie za dotknięciem czarodziej, tylko za sprawą pracy, jaką wykonał z zespołem Grzegorz Szoka. Jesienią wygrał w Łęcznej, a wiosną w Bytomiu i w Mielcu.

Na dodatek ŁKS pokazał już dwa razy, że potrafi odwracać losy meczu. To może oznaczać, że nie ma w tym przypadku. Jak zatem nie patrzeć poza Łodzią gra lepiej, a u siebie. No, po prostu po wpadce z Chrobrym, musi wygrać, bo inaczej całkiem wygoni kibiców ze stadionu! A wyzwanie znów nie będzie łatwe. 28 lutego o godz. 19.30 ŁKS podejmie Miedź Legnica, która też marzy o zajęciu miejsca premiowanego przynajmniej udziałem w barażach. Nie będzie zmiłuj się. Czeka łodzian walka na całego, oby zwycięska.

Pozytywy meczu w Mielcu. Tylko raz łodzianie dali się zaskoczyć we własnym polu karnym, tak w miarę kontrolowali grę defensywną, nie dając rywalom szans na stworzenie bramkowych sytuacji. Wrócił do ligowej jedenastki Sebastian Rudol, ba wrócił z opaską kapitana. Faktem jest, że trochę mu się upiekło, bo mógł w jednej sytuacji ujrzeć czerwoną kartkę, ale im dalej w mecz, tym lepiej. Grał coraz pewniej, odważniej, stając się ważną postacią na boisku.

Na pewno cieszy to, że najlepszy mecz wiosną rozegrał najlepszy piłkarz ŁKS w jesiennych zmaganiach czyli Jasper Loffelsend. A swój udany występ udokumentował bramkę, zdobytą w sytuacji sam na sam znakomitą techniczną podcinką nad bramkarzem.

ŁKS pokazał w kilku akcjach, że ma ofensywny potencjał. Umie szybko i dokładnie przeprowadzić kontratak, serią dokładnych podań zbudować groźną sytuację pod bramką rywala. Chciałoby się wierzyć, że tych pozytywnych kroków będzie więcej i jeszcze więcej…

ŁKS pokazał, że potrafi odwracać losy meczu na swoją korzyść. Trzy zdobyte punkty dają nadzieję na lepszą przyszłość

To znak firmowy wiosennego ŁKS – musi być źle, żeby na koniec było dobrze. Łodzianie przegrywali, ale potrafili odwrócić losy meczu. Odnieśli dziewiąte zwycięstwo, czwarte na obcym boisku i nadal nie przestają… marzyć.

Zaszły zmiany w najbardziej wrażliwej formacji czyli w defensywie. W wyjściowym składzie miejsce Kupczaka zajął debiutant Pingot, a Fałowskiego – Rudol (został kapitanem). Kontuzjowanego Głowackiego zastąpił w składzie Norlin.

I co? Pierwsza groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Centra Szeligi trafiła na głowę niepilnowanego w polu bramkowym Puerto, który nie mógł zrobić nic innego, jak zdobyć bramkę. Inna sprawa, że pozostaje bez odpowiedzi pytanie, dlaczego Bobek nie interweniował, tylko został na linii bramkowej? Wszystko to stało się nomen omen w 13 minucie.

ŁKS próbował odrobić straty. Po znakomitym prostopadłym podaniu Rudola, w polu karnym został sfaulowany Norlin przez byłego ełkaesiaka – Szeligę i sędzia Wajda podyktował jedenastkę. Po analizie VAR musiał ją odwołać, bo zanim doszło do przewinienia, pomocnik łodzian zagrał piłkę ręką. Jak arbitrzy potrafili to jednoznacznie rozstrzygnąć, sam chciałbym wiedzieć. W każdym razie ełkaesiacy nie mogli uwierzyć, że podjęto taką decyzję. Protestował trener Szoka i ujrzał żółtą kartkę.

Na początku drugiej połowy gości przed utratą bramki znakomitą interwencją ratował Bobek. W odpowiedzi pięknym prostopadłym podaniem popisał się Toma, a Loffelsend w sytuacji sam na sam znakomitą podcinką nad bramkarzem doprowadził do wyrównania. A potem po rzucie rożnym i inteligentnej główce Norlina, piłkę głową posłał do bramki Craciun. Ofensywna, odważna gra łodzianom przyniosła rezultaty, choć w końcówce trzeba było inteligentnie bronić korzystnego wyniku. Udało się, są trzy, cenne punkty.

28 lutego o godz. 19.30 ŁKS podejmie Miedź Legnica.

Stal Mielec – ŁKS 1:2 (1:0)

1:0 – Puerto (13, głową), 1:1 – Loffelsend (51), 1:2 – Craciun (62, głową)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend(74, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(86, Lewandowski), Norlin, Toma(74, Ernst), Piasecki(67, Arasa)

ŁKS. Obym się mylił, ale…Wygląda na to, że latem wszystko trzeba będzie znów zaczynać od nowa!

Kacper Terlecki strzelił pierwszą ligową bramkę dla ŁKS Fot. Artur Kraszewski

Tym razem działacze zrobili dużo, żeby się udało. Zachęcali kibiców do przyjścia na stadion, a ci… mogli skorzystać z oferty cateringowej, w
której znalazły się nowości, tak zresztą jak w oficjalnym sklepie U2 ŁKS Store, gdzie na kibiców czekał m.in. pakiet „Nowy ełkaesiak”. Klub
aktywował akcje „Łatwy start” (wstęp za 1 zł dla nowych kibiców) i „ŁKSRazem” (host, który ma pomóc odnaleźć się na stadionie Króla tym, którzy np. pojawili się po raz pierwszy). Specjalnie dla najmłodszych w sektorze rodzinnym pojawił się piłkarz ŁKS Antoni Młynarczyk, zadebiutował też projekt „Młoda Galera”, czyli specjalna strefa animacji, w której dzieci dopingowały ŁKS.

I co? Cała para poszła w gwizdek. Tylko 4363 fanów, którzy zjawili się na stadionie im. Władysława Króla, opuszczało go zawiedzionych, rozczarowanych, wnerwionych do granic, tym co niestety pokazali piłkarze. A ci, miast iść po kolejne zwycięstwo, które przybliżyłoby ich do czołówki, dali ciała, pokazali 90 minut niemocy i przegrali z Chrobrym 1:3.

Pozostaje kadrową zagadką dlaczego trener Grzegorz Szoka, zamiast iść za ciosem, zaryzykować i dać szansę od pierwszej minuty tym, którzy uratowali mu i sobie skórę w Bytomiu, prowadząc ŁKS do zwycięstwa, zachował się… zachowawczo. Posłał w bój tę samą jedenastkę i ta szybko odwdzięczyła mu się prawdziwym futbolowym klopsem, dając sobie zbyt łatwo strzelić gola jednego, a potem drugiego.

Trudno to wszystko zrozumieć. Było jasne i oczywiste, jak będzie grał Chrobry. Na kim będzie budował swój szybki kontratak. A jednak okazało się, że to za wysokie progi na łódzkie nogi i… głowę. Psychiczna aberracja, brak umiejętności, taktyczny chaos lub zapatrzenie się na piłkarskich przedszkolaków – niech każdy wybiera sobie co chce, żeby wytłumaczyć tę boiskową zapaść.

Znów największy, jesienny mankament drużyny okazał się jej największą wiosenną słabością. Co? Kompletny brak radzenia sobie z szybkim kontratakiem rywali. Wydawało mi się po pierwszym meczu, że brak Michała Mokrzyckiego, stabilizującego grę i umiejącego ją poukładać, nie będzie widoczny. A jest! Inna sprawa, że dużo trudniej się gra, gdy najlepszy piłkarz jesieni – Jasper Loffelsend, prezentuje mizerniutką formę.

W każdym razie w przegranym meczu w Łodzi w całej jaskrawości wyszedł brak w drugiej linii gracza, który zapanowałby nad boiskowym chaosem. Efekt? Widoczny, jak na dłoni: dotkliwa porażka! Znów spychająca ŁKS w dolne granice ligowych stanów średnich, gdzie nie gra się o nic i gdzie znów za karę trzeba tę ligę odbębnić, tak żeby nie spaść i o niej całkowicie zapomnieć na czas letniej przerwy.

Taka sytuacja nie rozwinie drużyny, nie doda jej wartości, nie uczyni lepszą. Największe nawet starania sztabu szkoleniowego nic nie dadzą. Tylko gra o coś czyli mówiąc wprost: o awans!, może podnieść jakość zespołu, pozwolić wejść mu na wyższy poziom. Inaczej latem trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa. Na innych, dużo gorszych finansowych zasadach, bo sfrustrowanemu Dariuszowi Melonowi coraz trudniej zrozumieć dlaczego ma dopłacać wielką forsę do bylejakości…

Na dodatek spora grupa piłkarzy jest na liście transferowej: Piotr Głowacki, Łukasz Wiech, Andreus Arasa, Bastien Toma, Koki Hinokio, Mateusz Wysokiński, Mateusz Wzięch, Gustaf Norlin czy Aleksander Bobek. Zmiany latem mogą być fundamentalne!

23 lutego o godz. 18. Wtedy ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą, która zremisowała w Łęcznej z Górnikiem 1:1 i nadal jest w strefie spadkowej. Wierzę, że w drużynie ŁKS widzą to, że od strefy barażowej dzieli zespół tylko 5 punktów i seria dwóch, trzech zwycięstw pod rząd… Ech, pomarzyć dobra rzecz, wszak nadzieja umiera ostatnia.

ŁKS. Czy trener Grzegorz Szoka zbudował mentalność zwycięzców? Liga szybko da odpowiedź na to pytanie!

Najlepszy jesienią piłkarz ŁKS – Jasper Loffelsend Fot. Artur Kraszewski

Sąsiad za miedzy znów postawił na kadrową rewolucję i na razie wyszedł na niej, jak Zabłocki na mydle. W ŁKS z kolei postawili na transferowy spokój, podszyty wielkim niepokojem (wszak odszedł do Wrocławia za pół miliona złotych jeden z liderów – Michał Mokrzycki). Łodzianie sprowadzili dwóch młodych graczy (w planach trzeci!), w tym bodaj najbardziej doświadczonego obrońcę Maksymiliana Pingota z Górnika Zabrze. Wrócił jeszcze Kacper Terlecki plus zdolna młodzież z drużyny rezerw (ostatnio 16-letni pomocnik Sebastian Sopel). I to by było na tyle. Inna taktyka, inne działania… Poczekamy na efekt.

ŁKS wielkiej wymiany, wydawało się, że na lepsze, dokonał przed ligową jesienią. Niestety, szło jak po grudzie. Sytuację poprawiło ściągniecie Bastiena Tomy, a także zmiana taktyki z 4-2-3-1, na trójkę w obronie i granie wahadłowymi.

To jednak było za mało. Nowy trener Grzegorz Szoka po serii ligowych wpadek musiał zdyscyplinować drużynę. Sprawił, że przestała się ona kompromitować i zaczęła ciułać punkty. Na nowo odkrył, że choćby taki Koki Hinokio, może być i słusznie, bardzo przydatny drużynie. To był pierwszy krok. Trzeba zrobić następne, żeby drużyna grała o coś więcej niż beznadziejny i dołujący psychicznie i sportowo środek tabeli.

Trener ŁKS – Grzegorz Szoka Fot. ŁKS Łódź

Grzegorz Szoka: – Trzy ostatnie mecze ligowe, w których to ja prowadziłem zespół, to było uproszczenie naszej gry. Ważne było dla mnie wtedy, żeby nie przyjść do zespołu i nie zabrać ludziom nadziei na lepszą wiosnę. Dzisiaj jesteśmy dużo lepiej zorganizowaną drużyną. Liczę też na to, że piłkarze, którzy przyszli do klubu latem, już znają się lepiej i przełoży się to na lepszą grę w lidze.

Chcemy budować mentalność zwycięzców. W każdym sparingu graliśmy po to, żeby wygrać. To jest sport i musimy chcieć wygrywać. Czas pokaże, czy przełoży się to na mecze ligowe już od samego początku.

7 lutego o godz. 19.30 jedenasty w tabeli ŁKS zagra na boisku wicelidera – Polonii Bytom. Jesienią w Łodzi wygrał… 5:0. Teraz takiego wyniku nie będzie, ale… Ewentualny sukces łodzian dałby im mocną nadzieję na udaną wiosnę i skuteczną walkę o strefę barażową.

Na czym stoi ŁKS? Moc dręczących, niewygodnych pytań bez ani jednej odpowiedzi!

Fot. UMŁ

Dryń! Dryń! Dryń! Budzik się odezwał. Czas najwyższy budzić się z za głębokiego zimowego snu. Działacze ŁKS!Jak już przeciągnęliście się i przetarliście oczy, to czas najwyższy wydobyć się z bezpiecznej pościeli, wyrównać do pionu, zdobyć się na odwagę i jasno powiedzieć kibicom: na czym stoimy!

Najgorsza prawda jest lepsza od tego beznadziejnego, psującego wizerunek klubu, milczenia. Tak dalej się nie da i już.

Trzeba jasno odpowiedzieć, na kilka ważnych pytań, choćby takich: Dlaczego koniecznie była sprzedaż lidera – Michała Mokrzyckiego, zamiast przedłużenia z nim umowy (zarobiono ponoć na transferze pół miliona złotych)? Dlaczego na rynku transferowym ŁKS przegrywa każdą zapowiadaną batalię do zera, praktycznie nie podejmując walki?

Jak ma grać i o co walczyć drużyna w rundzie wiosennej? Czy najistotniejsze będzie przetrwanie, czyli utrzymanie I-ligowego bytu?Czy otwarcie na klubową młodzież to zwykła ściema, podyktowana brakiem kasy czy rzeczywisty kierunek działania, poparty konkretami?

Fot. ŁKS Łódź

Są oczywiste fakty: coraz bardziej dramatyczne i coraz mniej cenzuralne pytania kibiców oraz brak konkretów ze strony władz klubu. Tak to dłużej trwać nie może, bo po prostu kibice zasługują na minimum szacunku. A na razie, go po prostu brak. To jest nie do zaakceptowania!

Godzina dobrej gry ŁKS to jednak za mało, żeby pokonać lidera. Honorowy remis z Wisłą

Godzina dobrej, odpowiedzialnej gry to za mało, żeby pokonać lidera. ŁKS honorowo zremisował z Wisłą, choć trochę żal, że nie udało się wywalczyć trzech punktów. ŁKS zremisował piąte spotkanie, trzecie u siebie. Łodzianie zdobyli jesienią 26 punktów. Niedosyt jest oczywisty…

Mecz zaczął się znakomicie dla łodzian. Po składnej, szybkiej akcji w polu karnym faulowany był Hinokio. Jedenastkę pewnie wykorzystał Craciun. Ełkaesiacy ustawili sobie grę. Bronili własnego przedpola, czekając na kontrę. I się doczekali. Po dokładnym dośrodkowaniu Loffelsenda, niepilnowany przez nikogo Lewandowski, mając pięć – siedem metrów do bramki, popisał się wyjątkową nieudolnością, główkując obok słupka.

Wisła była bezradna, aż do dziecinnego błędu Kupczaka, który stracił piłkę na własnym przedpolu. Na szczęście krakowianie nie zamienili rzutu wolnego na bramkę, choć nie byli od tego daleko.

Tak naprawdę Wisła wypracowała pierwszą groźną sytuację dopiero w 53 minucie, ale Jakubowski nie miał kłopotów z obroną po strzale Rodado. Czas mijał, a ŁKS cofał się, cofał głębiej na własne przedpole. Rosły groźne sytuacje Wisły i stało się to, czego można się było spodziewać. Goście doprowadzili do remisu.

ŁKS powinien szybko zdobyć drugiego gola. Znów jednak gospodarze zmarnowali stuprocentową sytuację. Potem trwała wymiana futbolowych ciosów. Każda ze stron mogła wypracować bramkową okazję. Ale tego nie zrobiła i skończyło się w sumie na sprawiedliwym remisie.

Spotkanie oglądało  8562 widzów.

Następny ligowy mecz ŁKS na początku lutego z Polonią w Bytomiu.

ŁKS – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 – Craciun (4, karny), 1:1 – Łasicki (63, głową)

ŁKS:  Jakubowski -Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (75, Krykun),Wysokiński, Hinokio, Mokrzycki (85, Ernst), Toma(64, Szczepański),Głowacki,(75, Norlin),Lewandowski(64, Arasa)

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

ŁKS. Trzeba w trzech ostatnich meczach mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach!

Fot. Artur Kraszewski

Po sportowym upokorzeniu czyli klęsce w meczu z Puszczą (0:3), szkoleniowym tąpnięciu czyli zmianie pierwszego trenera na Grzegorza Szokę oraz po reprezentacyjnej przerwie, ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

Czy będzie w stanie pozbyć się wyjazdowych demonów i wygrać drugi mecz na obcym boisku, bo dotychczasowy bilans jest po prostu żenujący: 1 zwycięstwo, 1 remis, 6 porażek. Po starciu z Górnikiem czekają łodzian w tym roku jeszcze da ligowe pojedynki: ze Zniczem w Pruszkowie i u siebie hitowe starcie z Wisłą Kraków.

Trzeba mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach. Co trzeba zrobić przede wszystkim, żeby było lepiej? Poprawić grę defensywną zespołu zwłaszcza przy kontrataku rywali, bo wtedy łodzianie w sposób niegodnych ligowców gubią się niczym futbolowe dzieci w gęstej mgle.

Lider – Basten Toma – musi być liderem a nie człowiekiem, który na długie minuty znika z pola widzenia. Dobrze by było, żeby skrzydłowi zaczęli wygrywać pojedynki jedne na jeden i żeby napastnik z prawdziwego zdarzenia Fabian Piasecki zyskał dobrą bramkową obsługę.

Marzenia, nadzieje, a co przyniesie sportowa rzeczywistość, sam chciałbym wiedzieć.

ŁKS został upokorzony na własnym boisku. W defensywie grał na trampkarskim poziomie

Miał być zwycięski marsz w górę tabeli. Tymczasem, jak to z ŁKS bywa, po niezłym meczu, przychodzi sportowa wtopa. Łodzianie przegrali pierwsze spotkanie w Łodzi. Nie, trzeba powiedzieć ostrzej, doznali klęski na swoim boisku. Zostali na nim upokorzeni. Nie mogło być inaczej, skoro byli wolni i nieskuteczni w ataku, za to w obronie… No po prostu dramat. Tak źle nie grają nawet trampkarze.

Początek, jak horror dla łodzian. Po prostej stracie i szybkim ataku zrobiło się groźnie pod bramką Jakubowskiego. Na szczęście skończyło się na strachu i rzucie rożnym. W odpowiedzi po błędzie bramkarza niewiele dzieliło Piaseckiego od kolejnego gola. Uprzedził go jednak obrońca rywali.

Puszcza broniła się w jedenastu na własnej połowie, czekając na kontrę. ŁKS konstruował akcje, ale robił to zbyt wolno. Łatwo był je odczytać. Po prostopadłym, dobrym podaniu strzelał zza pola karnego Toma. Niewiele, bo niewiele, ale się pomylił, podsyłając piłkę obok słupka. W drugiej próbie jego mocny strzał został zablokowany.

ŁKS zdominował spotkanie i… stracił gola. Przy szybkiej kontrze, pasywni łodzianie pogubili się w defensywie. Korczawski położył w polu karnym dwóch rywali i po rykoszcie otworzył wynik spotkania.

Gospodarze spróbowali szybko odpowiedzieć, ale Ernst uderzył obok słupka. Dramat, łodzianie atakowali, atakowali i nic, choć w końcówce pierwszej połowy było blisko. Przybyłko musiał wybijać piłkę sprzed linii bramkowej. Tak jednak naprawdę, to było jednak walenie głową w mur gospodarzy. Za mało pojawiało się w ich grze piłkarskich konkretów.

Po przewie Norlin wyłożył piłkę, jak na tacy, Wysokińskiemu, a ten uderzył mocno, ale nad poprzeczkę. Jak to możliwe? Sam chciałbym wiedzieć! W kolejnej próbie z rzutu wolnego Mokrzycki trafił w światło bramki, ale golkiper gości był na miejscu. A potem wróciło wszystko do denerwującej normy. Wolne lelum polelum bez jakichkolwiek efektów. To żaden sukces, że egzekwuje się bez żadnych efektów kilkanaście rzutów rożnych. Bodaj po 16. była wreszcie okazja, ale Toma uderzył nad poprzeczkę.

Wystarczyła jedna kontra. Korczakowski znów ograł kryjącego na radar Rudola i strzałem pod poprzeczkę zdobył drugą bramkę. Gra w defensywie łodzian to co najwyżej poziom… zagubionych trampkarzy. I ta niemoc, choć raczej brak umiejętności w defensywie, sprawiła, że łodzianie stracili trzecią bramkę.

To już nawet nie porażka, a sportowa klęska! A mogło być jeszcze gorzej. Łodzian ratowała poprzeczka. Można rwać włosy z głowy. Ostatni gasi światło.

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS – Puszcza Niepołomice 0:3 (0:1)

0:1 – Korczakowski (32), 0:2 – Korczakowski (72), 0:3 – Iwao (78)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (64, Krykun), Wysokiński (64, Balić), Ernst (73, Szczepański), Toma, Mokrzycki, Norlin (64, Głowacki), Piasecki (69, Lewandowski)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑