Rezerwowy Pafka

Tag: łks liga (Page 1 of 12)

Oto jest piłkarska zagadka: czy ŁKS może grać tak, jak sensacyjny lider I ligi?

Fot. Artur Kraszewski

Dobrze nie jest. ŁKS zakończył wyjazdową gehennę porażką z ligową rewelacją – Pogonią Grodzisk Mazowiecki 0:2. I zaczął nowe poreprezentacyjne otwarcie z Ruchem Chorzów w Łodzi też 0:2. Tu przegrał po przespaniu pierwszej połowy i praktycznie dwóch samobójach. Trener Grzegorz Szoka: – W meczach o dużą stawkę dzieje się z nami coś złego. Gramy poniżej swoich możliwości.

18 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie Podbeskidzie Bielsko Biała. Łodzianie mają 15 punktów, rywale o cztery mniej. wygrali jeden mecz, przy czterech zwycięstwach Łodzian. Niby kto jest faworytem, każdy widzi, ale to liga wyrównana i pełna niespodzianek. Nikt za darmo punktów nie da. A forma Łodzian jest taka, że… kot napłakał.

– Nie ma Arasy, nie ma ŁKS. To może martwić nie tylko kibiców, ale też sztab szkoleniowy. Wszystko w ofensywie zależy od tego jednego zawodnika- powiedział Łukasz Gikiewicz. Jest w tym twierdzeniu sporo racji, ale też wiele przesady. W piłkę nożną nigdzie nie gra jeden zawodnik tylko drużyna. I ŁKS znów musi być drużyną, która ma dużo, dużo więcej kadrowych atutów.

A co tam. Wejdę panom piłkarzom na ambicję. ŁKS ściągnął graczy, którzy mają coś do udowodnienia. Właściwie nie coś, a to, że są jeszcze na boisku sporo warci i ich kariera w Łodzi to nie dalszy ostry sportowy zjazd w dół. Niech pokażą, że umieją grać na miarą marzeń Łódzkich kibiców, którzy domagają się ekstraklasy!

Skoro w meczu z Ruchem, jak słusznie zauważa trener Grzegorz Szoka, mało drużynie ŁKS wychodziło, to może teraz będzie inaczej? Dlaczego Łodzianie nie mają zacząć grać, jak niespodziewany lider – Pogoń Grodzisk Mazowiecki, który wygrał najwięcej, bo sześć spotkań i przegrał najmniej, bo jedno!

Najlepsza wiadomość dla ŁKS. Lider drużyny – Andreu Arasa – powinien być w formie!

Fot. ŁKS Łódź

Wracamy do ligi. ŁKS czeka od razu hitowy, pełen wspomnień, pojedynek z Ruchem Chorzów w Łodzi – 11 października o godz. 14.30.

Łodzianie znów są u siebie. Mogą trenować tam, gdzie znają każdy kąt. Zagrają nie na obcym, a na własnym boisku. Miejmy nadzieję, że przy dopingu nie mniejszej liczby kibiców niż ta, która obserwowała finał kobiecego mundialu. A było ponad 8 tysięcy widzów! Miejmy nadzieję, że mocno zmodernizowana czyli wzmocniona murawa po mundialu nie będzie kartofliskiem i da się na niej grać.

Chce się wierzyć, że trener Grzegorz Szoka, po wpadce w meczu z Pogonią Grodzisk – słabym występie i porażce 0:2, zebrał zespół do kupy, zintegrował go. W spokoju zajął się dopracowaniem szczegółów i wyborem optymalnej jedenastki.

Czas działał na korzyść lidera drużyny – Andreu Arasy. Oby znów był w formie, błyszczał na boisku, wygrywał indywidualne pojedynki, strzelał ważne bramki, a wtedy powinno być dobrze.

Ostatni mecz to był ligowy niewypał, ale przecież były też spotkania, choćby to ze Stalą Mielec (4:0) czy z Puszczą Niepołomice (2:1), gdy Łodzianie pokazali, że mają potencjał i możliwości. Chce się wierzyć, że będą skutecznie walczyć o miejsce w czołówce.

Tylko zwycięstwa gwarantują miejsce w czołówce. Jak tlenu potrzeba ich drużynie ŁKS!

Fot. ŁKS Łódź

Cicho, cichuteńko. Lepiej być w cieniu, z boku, nie rzucać się w oczy. Dlaczego? Bo ŁKS po prostu zawiódł. Przegrał ostatni serialowy, wyjazdowy,ligowy mecz z Pogonią Grodzisk 0:2. Powiedzmy łagodnie, że był to słaby występ Łodzian. Wynik zatem jest, jak najbardziej sprawiedliwy.

ŁKS jest czwarty w tabeli z dorobkiem 15 punktów w 9 meczach. To nadal jest czołówka. Aby się w niej utrzymać trzeba znów zacząć wygrywać, bo inaczej czeka drużynę I-ligowe przeciętniactwo i tyle.

Przypomnijmy, w Pruszkowie z Pogonią ŁKS grał w składzie: ŁKS: Węglarz – Keiblinger (46, Sokół), Fałowski, Craciun, Farbiszewski, Błachewicz (46, Karasińki), Kaput (70, Nowakowski),Hinokio (70, Wysokiński), Strzałek, Szczygieł (46, Arasa), Podliński.

Tym razem rezerwowi nie dali pozytywnego impulsu, a na dodatek zawiódł kapitan – Craciun, który nie wykorzystał rzutu karnego. Dobrze, że to wszystko się nie posypało na całego i nie doszło do bardziej dotkliwej porażki.

Taka wpadka nie nastraja optymistycznie, nie daje pozytywnego impulsu do trenowania, ale cóż, taka robota. Trzeba wierzyć, że ŁKS wziął się w garść i po solidnym przepracowaniu reprezentacyjnej przerwy, będzie grał lepiej, na miarę oczekiwań.

Kolejne ligowe mecze ŁKS już w Łodzi. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

ŁKS. Po tak słabym meczu traci się zaufanie do drużyny. Stać ją tak naprawdę tylko na ligową przeciętność?!

Fot. Artur Kraszewski

Po serii niezłych meczów bez porażki, a zwłaszcza zwycięstwie w Niepołomicach, wydawało się, że nie mamy w Łodzi lidera z przypadku, że trener Grzegorz Szoka poskładał zespół tak, że można na nim polegać i nie zejdzie w swojej grze poniżej przyzwoitego ligowego poziomu.

Nic z tego. W najważniejszym do tej pory pojedynku ligowej jesieni, Łodzianie zagrali tak słabo, że aż zęby bolały – bez rytmu, bez wiary, bez ikry. ŁKS przez całe spotkanie w Pruszkowie z Pogonią Grodzisk (0:2) nie przeprowadził żadnej, ale to żadnej składnej, groźnej akcji. Karnego, na dodatek niewykorzystanego, wypracowali Łodzianom swoją boiskową bezmyślnością gospodarze.

Chce się to jakoś tłumaczyć, że gdy kapitan marnuje jedenastkę, to z drużyny całkiem schodzi powietrze, ale to marne tłumaczenie. Właściwie można się tylko cieszyć, że po tej sytuacji nie pękły mocno nadwątlone Łódzkie szwy, nie puściły hamulce i nie doszło do kompromitacji takiej, jaką doświadczyła Stal Mielec na Wybrzeżu, gdzie została znokautowana siedmioma golami.

Cóż futbolowe życie toczy się dalej. Mozolne budowanie drużyny trwa. Trudno mieć po takiej smętnej wpadce do kogokolwiek zaufanie. Przerwa daje czas na nowe, oby lepsze, rozdanie, a może też dogadanie się z banitami?!Decydująca faza jesiennych rozgrywek pokaże, czy ŁKS znów będzie stać tylko na ligową przeciętność.

Następne mecze ŁKS już w Łodzi, po przerwie na reprezentację. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

Remis ŁKS w Gdyni. Węglarz świetną interwencją dał kolegom szansę na wyrównanie, a ci ją wykorzystali!

Remisami ekstraklasy się nie zdobywa, ale każdy punkt zdobyty na ważnym odcinku drogi do celu należy doceniać. ŁKS zremisował mecz w Gdyni, choć tym razem musiał gonić wynik. Potrafił dogonić, bo wierzył i starał się do końca. Jest na trzeciej pozycji ze stratą trzech punktów do lidera – Pogoni Grodzisk Mazowiecki – który nie przegrał jeszcze meczu w rozgrywkach.

Wszystko, jak to w futbolu mogło się potoczyć inaczej, gdyby nie bramkarz Łodzian. Przy stanie 0:1 Węglarz wygrał pojedynek sam na sam z nie byle jakim ligowym grojkiem – Gutkovskisem. Dał nadzieję i szansę i ŁKS je wykorzystał. Szota kopnął w polu karnym aktywnego Podlińskiego (wcześniej po jego uderzeniu Grobleny odbił piłkę na słupek), a Craciun wyrównał strzałem z rzutu karnego.

Trener Grzegorz Szoka: – Ten remis trzeba szanować, bo Arka to dobry zespół z ambicjami. Gdynianie byli na nas mocno nastawiona. Było to widać w pierwszej połowie w walce o drugą piłkę i po stracie. Były momenty, w których dawaliśmy się zaskoczyć. W mojej opinii gospodarze przed przerwą nie mieli jednak żadnej czystej sytuacji. My mieliśmy słupek i pomimo że za dużo nie kreowaliśmy, to mogliśmy prowadzić.

Źle weszliśmy w drugą połowę. Zastanawialiśmy się w przerwie, czy już robić zmiany. Niestety poczekaliśmy i poskutkowało to stratą gola. To był bardzo trudny moment, bo gospodarze nakręcili się tym golem. Później wprowadziliśmy trzech zawodników i to było kluczowe dla tego, co dalej działo się w tym meczu. Cały czas jesteśmy w okresie transformacji. Na pewno w naszej grze brakuje Andreu Arasy.

Dalej trwać będzie wyjazdowa tułaczka: 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Arka Gdynia – ŁKS 1:1 (1:0)

1:0 – Waluś (49), 1:1 – Craciun (86, karny)

ŁKS: Węglarz – Fałowski, Craciun, Farbiszewski – Sokół (70, Błachewicz), Terecki, Wysokiński (60, Kaput), Hinokio (61, Strzałek), Keiblinger (86, Siwek) – Nowakowski (60, Szczygieł), Podliński

ŁKS. Nie ma ludzi niezastąpionych. Oby cenne zwycięstwo nad Termaliką stało się początkiem czegoś lepszego

Fot. Artur Kraszewski

Domowy serial ŁKS przyniósł drugie, cenne zwycięstwo (nad Termaliką 2:1). Emocji było moc, na kilka ligowych spotkań. Do samego końca. Łodzianie pokazali, że potrafią być drużyną, choć zanim przystąpili do gry ze spadkowiczem z ekstraklasy, musieli sobie poradzić z wewnętrznymi turbulencjami. Nagle nie po drodze z ŁKS ma najlepszy strzelec – Piasecki. Ponoć szykuje się (wymuszony?!) transfer do Wisły Płock lub Radomiaka.

I co się okazało? Ano to co zwykle, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odpowiedzialność za grę wziął na siebie Arasa i choć dokonał w kontrach ze dwóch nie do końca słusznych wyborów, to on ciągnął grę Łodzian do przodu, dawał impuls do skutecznej walki. Dopóki miał siły był prawdziwym liderem Łodzian.

Tym razem to nie Ełkaesiacy musieli odrabiać straty. Strzelili dwie bramki i nie pozwolili sobie roztrwonić tego korzystnego, aczkolwiek wyjątkowo niebezpiecznego, prowadzenia. Chciałoby się wierzyć, że to taki mit założycielski, stworzenie podwalin pod pewność i skuteczność w ligowej grze. W tych piłkarza jest potencjał, są możliwości. Jeżeli mądrze ich się poskłada i poustawia to jest… nadzieja, która, jak wiadomo, umiera ostatnia.

23 sierpnia o godz. 19 w kolejnym ligowym pojedynku w Łodzi ŁKS podejmie Stal Mielec, która wygrała z Polonią Bytom aż 5:2. Ostatniego gola w doliczonym czasie gry zdobył… Michale Wyparło, syn legendy Stali i… ŁKS, bramkarza Bogusława. Przypomnijmy, że Łodzianie też pokonali Polonię, choć nie było tak efektownie i łatwo. ŁKS po walce i błyskawicznie strzelonych golach wygrał 2:1. Zapowiada się kolejny bardzo trudny mecz…

ŁKS stracił jednego ze swoich liderów, ale w energetycznym, dramatycznym meczu nie dał sobie wydrzeć cennego zwycięstwa

Trzecie z czterech domowych spotkań, które Ełkaesiacy rozgrywają w sierpniu, przyniosło wiele emocji i cenny sukces. Dwa poprzednie to zwycięstwo i porażka.

Łodzianie wystąpili bez jednego ze swoich liderów – Piaseckiego, który jak mówi się oficjalnie oficjalnie: z powodów osobistych poprosił o krótki urlop. Tymczasem futbolowa plotka głosi, że już za chwilę, za chwileczkęPiasecki trafi do innego klubu (Radomiak, Wisła Płock?). To wszystko podobno pokłosie sytuacji z przegranego meczu z Chrobrym, gdy (niepotrzebnie!) zmieniony Piasecki, schodząc nie chciał podać ręki trenerowi Szoce. Konflikt oznacza rozstanie?!

Zszokowany tymi wydarzeniami, cofnięty na własne przedpole zespół, mógł rozpocząć mecz od straty bramki. W 6 min Łodzian ratował słupek po strzale Putiwcewa. Potem nie było lepiej. Gospodarze mieli furę szczęścia po uderzeniu Jakubika tuż nad poprzeczką.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Po rzucie rożnym (wykonawca: Wysokiński) w zamieszaniu podbramkowym refleksem napastnika popisał się Fałowski. ŁKS po raz pierwszy w tym sezonie, jako pierwszy, wyszedł na prowadzenie. Łodzianie poszli za ciosem. Po strzale Sokoła ręką w polu karnym zagrał Łężny. Podliński pewnie wykorzystał jedenastkę.

ŁKS w drugiej połowie miał przewagę i oczywiście frajersko stracił bramkę – po niepotrzebnym faulu Craciuna, strzale z rzutu wolnego i rykoszecie (piłka odbiła się Keiblingera). A potem musiał się bronić. Miał sporo szczęścia, bo rywale mieli jedną, drugą, kolejną bramkową szansę.

Zmiennicy grali słabo lub… tragicznie, jak Hinokio. Tymczasem… Kontry powinny przynieść trzeciego, rozstrzygającego gola. Podliński w 100-procentowej sytuacji trafił w słupek, a Strzałek nie pokonał w dogodnej sytuacji bramkarza gości. Ostatecznie jednak odniósł ważne zwycięstwo.

23 sierpnia o godz. 19 Łodzianie podejmą Stal Mielec.

ŁKS – Termalica 2:1 (2:0)

1:0 – Fałowski (31), 2:0 – Podliński (38, karny), 2:1 – Hilbrycht (61, wolny)

ŁKS: Węglarz – Sokół (62, Błachewicz), Rudol, Craciun, Fałowski, Keiblinger (74, Krykun), Wysokiński, Terlecki (62, Hinokio), Nowakowski (74, Strzałek), Arasa (90, Siwek), Podliński

Domowa zmora nie może trwać, bo ŁKS znów skaże się na ligową przeciętność. Nadzieją jest coraz lepsza współpraca Fabiana Piaseckiego z Kacprem Nowakowskim

Fot. Artur Kraszewski

Co z tego, że ŁKS zrobił to, do czego nas ostatnio przyzwyczaił. Odrobił bramkową stratę. Tym razem jednak nie poszedł za ciosem. Zrobili to rywale i niestety Chrobry wygrał w Łodzi 2:1. Mógł jeszcze uratować remis w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Mateusz Wysokiński, ale o jego uderzeniu lewą nogą… szkoda gadać.

To Łódzkie walenie głową w mur, to było coś na co przykro było patrzeć. Ligowe demony z zeszłego sezonu, mimo kadrowej rewolucji, nadal nie opuściły drużyny. Widać, że jest ona w ciągłej budowie i na 100 procent zaufać jej trudno. Tymczasom Głogowianom wystarczyły: dobra organizacja, konsekwencja i zabójczy kontratak w najlepszym momencie, pogrążającym rywala.

W ŁKS konsolidacja i skuteczność są potrzebne od zaraz, bo domowa zmora po prostu nie może trwać. Kolejne mecze też w Łodzi: Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19.

Niecieczanie, choć potrafią być bardzo groźni (uwaga! uwaga! cztery gole Kamila Zapolnika) ostatnio nie dali rady Warcie Poznań, przegrywając na własnym boisku 1:2.

Termalika ma napastnika, a w ŁKS coraz ciekawiej wygląda współpraca Fabiana Piaseckiego z Kacprem Nowakowski, który szuka gry i walczy ambitnie. Miejmy nadzieję, że jeśli wszystko będzie się układało na boisku po Łódzkiej myśli, to obaj zagrają cały mecz. Ba, będą wartością dodaną zespołu.

Własne boisko jednak… zmorą. Skuteczna kontra i ładny strzał odebrały ŁKS szanse na zdobycie choćby punktu!

Za piękne, żeby było prawdziwe, że własne boisko będzie wyjątkowym atutem Łodzian. Niestety, w drugim pod rząd występie u siebie doznali porażki. To fakt, że z zespołem, z którym ŁKS nie po drodze, ale to nie stanowi sportowego rozgrzeszenia.

Było 1:1, ale decydujący cios zadali Głogowianie. Co z tego, że pięknym strzałem. To żadnej satysfakcji nie daje i niczego nie usprawiedliwia, bo to była kontra, której pogubieni Łodzianie nie byli w stanie zatrzymać.

Dlaczego trener Grzegorz Szoka zmienił mocno niezadowolonego z tego faktu Fabiana Piaseckiego pozostanie jego tajemnicą. Arbitrzy potrafią być irytujący. Piotr Rzucidło z Warszawy pokazał czarno na białym, że prawo korzyści dla niego nie istnieje i w ten sposób odebrał Łodzianom szansę na bramkową kontrę.

Trener ŁKS Grzegorz Szoka był po meczu w… szoku: -To był dziwny mecz. W momencie, gdy dobrze wyglądaliśmy na boisku, to traciliśmy bramki, a jak wyglądaliśmy gorzej, to strzeliliśmy. Rywal na chwilę przejmuje inicjatywę, zdobywa przewagę, a my tracimy wiarę i wyglądamy, jakbyśmy nie mieli siły fizycznej i… psychicznej, by później strzelić gola. Musimy dużo lepiej zarządzać emocjami.

A moi zdaniem mecz pokazał smutną prawdę, że ŁKS to ciągle nieposkładany i nie ułożony taktycznie zespół, być może gorszy od tego, który walczył w minionych rozgrywkach.

Kolejne mecze też w Łodzi: Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19.

ŁKS – Chrobry Głogów 1:2 (1:1)

0:1 -1 – Bąk (20), 1:1 – Piasecki (45, karny), 1:2 – Bukowski (77)

ŁKS Łódź: Węglarz – D. Sokół (83, Szczygieł), Rudol, Craciun, Fałowski – Keiblinger, Wysokiński, Terlecki, Hinokio (59, Arasa), Nowakowski – Piasecki (59, Podliński)

ŁKS. Są szanse na drugie zwycięstwo. Chrobry to nie jest drużyna nie do pokonania!

Fot. ŁKS Łódź

Pierwszy odcinek domowego, ligowego serialu na plus. ŁKS po bardzo trudnym i niejednoznacznym pojedynku pokonał Polonię Bytom 2:1. Trzy kolejne ligowe spotkania też w Łodzi (z Chrobrym – 9 sierpnia 14.30, Termaliką – 16 sierpnia, 14.30 i Stalą Mielec – 23 sierpnia, 19). Też na plus? Oby!

Zespół z Głogowa rozbił w premierze w Rzeszowie Stal, wygrywając 5:1. Wydawało się, że będzie bardzo, bardzo groźny. Tymczasem I liga znów sypie niespodziankami. Drużyna z Głogowa przegrała na własnym boisku 0:1 z Odrą Opole, nie mając do przerwy wiele do powiedzenia. Grała klasycznie czyli wolno i schematycznie, popełniając nie gafy, a poważne błędy w defensywie. Nic dziwnego, że przegrywała.

Taka połowa Chrobrego przydałaby się… gospodarzom w Łodzi, bo w drugiej było widać, jak na dłoni, że zespół Z Głogowa potrafi być groźny, choć nieskuteczny, zwłaszcza w samej końcówce. Ważne, że pokazał sportowy potencjał. I to trzeba brać pod uwagę.

ŁKS ma ofensywne możliwości. Trio: Arasa – Nowakowski – Piasecki może robić na rywalach wrażenie. Trzeba jednak snajperów dokładnie obsłużyć, a z tym do przerwy meczu z Bytomianami był ogromny kłopot. Druga linia musi zapanować nad pojawiającym się boiskowym chaosem, bo inaczej dobrze nie będzie!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑