Rezerwowy Pafka

Tag: łks (Page 3 of 43)

ŁKS. Teraz trzeba futbolowe przewagi udowodnić na własnym boisku, a wtedy walka o ekstraklasę nie będzie iluzoryczną mrzonką!

Fot. Artur Kraszewski

To była zmora zmór, a tymczasem pod wodzą trenera Grzegorza Szoki ŁKS wygrał w Warszawie już czwarty z pięciu wyjazdowych meczów. Znów jest w grze przynajmniej o baraże. I szkoleniowiec mówi właśnie o takim celu. Byleby tylko nie ugrząźć w ligowym niebycie, bo to byłby kolejny sportowy krok wstecz i latem wszystko trzeba by było zaczynać od nowa.

Łodzianie awansowali na dziewiąte miejsce i do drugiego Chrobrego Głogów tracą już tylko pięć punktów. Do strefy barażowej zaś mają dwa punkty straty. Jest zatem o co grać!

W starciu z Polonią ŁKS był lepszym zespołem i to najważniejsza pomeczowa refleksja. Mądrzej poukładanym, świadomym co i jak ma robić, konsekwentnym w grze do przodu, uważnym w defensywie. Jasne można mieć pretensje o skuteczność (goli powinno być więcej) i dziękować Aleksandrowi Bobkowi, który znakomitą interwencją w końcówce meczu uratował trzy punkty, ale trudno nie chwalić drużyny za ten pojedynek.

Dwie decyzje szkoleniowca zasłużyły sobie na mój szacunek. Pierwsza to postawienie na Andreu Arasę i zamiast klasycznego napastnika, budowanie gry do przodu opartej na dwóch dobrze wyszkolonych technicznie, wszędobylskich graczach, robiących pozytywne zamieszanie w szeregach rywali. Jednym był Arasa, a drugim, dopóki się nie zmęczył – Bastien Toma. Warszawianie nie znaleźli sposobu na ich grę. Musieli się pilnować w defensywie, kosztem angażowania większych sił w ataku.

Niechciany w Bytomiu piłkarz pod wodzą Grzegorza Szoki stał się ważnym ogniwem łódzkiej drużyny. Trener dostrzegł jego możliwości i spożytkował umiejętności w grze defensywnej. Kacper Terlecki, bo o nim mowa, pracował za dwóch, odbierał piłki rywalom w każdej przestrzeni boiska. W tej łódzkiej układance był niezbędny dla stabilizacji gry. Bez transferowych szaleństw, po stracie Michała Mokrzyckiego, szkoleniowiec zbudował solidny kręgosłup drużyny, dający nadzieję, że ŁKS będzie się liczył w walce o awans do ekstraklasy.

Teraz trzeba udowodnić swoje futbolowe przewagi na własnym boisku. 15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole, a 21 marca o godz. 14.30 – Ruch Chorzów. Łodzianie z dziesięciu wygranych spotkań, pięć zaliczyli na własnym stadionie. Jeśli znów potrafią wyjść na swoje, to ich marzenia i ambicje staną się możliwe do spełnienia!

ŁKS pokazał moc. Pokonał w Warszawie Polonię. Jak najbardziej zasłużenie!

ŁKS może niespodziewanie, ale jak najbardziej zasłużenie, wygrał w Warszawie. To 10 zwycięstwo łodzian, piąte na wyjeździe. Trener Szoka posadził na ławce Piaseckiego, posyłając w bój od pierwszej minuty Arasę. Miał nosa. To był dobry pomysł na miarę gola i cennego zwycięstwa.

ŁKS zaczął odważnie i mógł prowadzić. Po kontrze i centrze Arasy z pięciu metrów, ale z ostrego kąta, strzelał Toma. Bramkarz Kuchta nie dał się zaskoczyć. Potem łodzianie mieli więcej z gry. Tempo było wysokie, akcje ciekawie się zaczynały, ale kończyły na niczym. Do czasu, do czasu… Po długim podaniu Craciuna, znakomitym zagraniu głową Loffelsenda, nieupilnowany Arasa huknął nie do obrony przy bliższym słupku pod poprzeczkę i ŁKS objął prowadzenie. Jak najbardziej zasłużenie. To pierwszy gol Hiszpana w sezonie.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmieniał. ŁKS miał znakomitą sytuację na 2:0. Niestety, teraz po dokładnym podaniu Hinokio, w dogodnej sytuacji Arasa fatalnie przestrzelił. A potem po kontrze w kolejnej znakomitej sytuacji panu Bogu w okno piłkę posłał Japończyk. To powinny być akcje, które rozstrzygają losy meczu. Tak niestety się nie stało.

I jak to w futbolu bywa, takie sytuacje mogły się zemścić. Tylko kapitalnej interwencji Bobka po główce z pięciu metrów Vegi, łodzianie zawdzięczają to, że nie stracili bramki. Sytuacja była możliwa dzięki precyzyjnemu dośrodkowaniu wypożyczonego z Widzewa – Klukowskiego.

Potem znów szansę mieli łodzianie. Piasecki w dogodnej sytuacji zagrał niespodziewanie piłkę do Krykuna, który się przez chwilę zawahał i dlatego jego strzał został zablokowany. Pomocnik mógł to zrobić zdecydowanie lepiej. Okazja przeszła koło nosa. Ostatecznie jednak ŁKS wygrał. Sprawiedliwości stało się zadość.

ŁKS ma na koncie 36 punktów – dwóch brakuje mu do strefy barażowej, pięciu do drugiego miejsca premiowanego bezpośrednim awansem!

Pozytywna informacja: powołania do reprezentacji Polski do lat 21 i 19 dostali ełkaesiacy: Krzysztof Fałowski i Lenard Szczygieł.

15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole.

Polonia Warszawa – ŁKS 0:1 (0:1)

0:1 – Arasa (45+1)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (70,Krykun), Wysokiński (57, Ernst), Terlecki, Hinokio, Norlin (90, Kupczak), Toma (70, Lewandowski), Arasa (70, Piasecki)

ŁKS czeka trudny mecz w Warszawie, ale łodzianie przestali się bać obcych boisk. Czy to będzie pojedynek napastników?!

Fot. Artur Kraszewski

Trener Grzegorz Szoka sprawił, że wyjazdowe spotkania przestały być zmorą ŁKS. Taka prawda, teraz trudniej łodzianom poszukać punktów u siebie, a na obcym boisku potrafią się wykaraskać z najtrudniejszych opresji. Oby tak było i tym razem.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazał, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy będzie to równie dramatyczny pojedynek, jak ten jesienią w Łodzi? ŁKS przegrywał 0:2, wyciągnął w końcówce na 2:2 i mógł i powinien wygrać, ale Fabian Piasecki nie wykorzystał rzutu karnego.

Teraz pojedynek napastników powinien być jedną z wartości warszawskiego pojedynku. Piasecki ma na koncie 7 goli i pewnie chciałby skończyć z ostatnią bramkową posuchą. Napastnik Polonii – Łukasz Zjawiński – 13, w tym ostatnią zdobytą w starciu z Wieczystą. Snajper zadeklarował ponoć, że podpisze nowy kontrakt z Polonią, jeśli tak awansuje do ekstraklasy! Co tu kryć, jest na dobrej drodze.

ŁKS, żeby marzyć o korzystnym wyniku w stolicy, musi być czujny, skuteczny w defensywie i bardziej kreatywny w działaniach ofensywnych. Może przebudzi się Bastien Toma i pokaże wszem i wobec, że potrafibyć liderem zespołu z prawdziwego zdarzenia. W każdym razie, jeśli ŁKS chce się liczyć w grze o ekstraklasę, nie może przegrywać. Porażka w Warszawie pogrąży łodzian w otchłani ligowej przeciętności!

ŁKS. Czy remis na kartoflisku zasługuje na pochwałę? Prawda jest oczywista: żeby o coś ważnego grać, trzeba wygrywać!

Maksymilian Pingot Fot. Artur Kraszewski

Przed rozgrywkami wszyscy się chwalili. Urząd miasta i wykonawca prześcigali się w ochach i achach. Zachwytom nie było końca. Jaka piękna, jakościowa trawka na boiskach, jak równa, niczym stół. Grać, grać i tylko grać.

Gdy przyszła trochę mroźniejsza zima to już ochów i achów ni ma. Jest kartoflisko, a nie boisko – z jednej i drugiej strony miasta. I choćby przyszło tysiąc atletów… to nie poradzi wiele, bo sprawa wymaga grubej kasy (ponad pół miliona złotych) i wymiany murawy. A ta nastąpi dopiero po zakończeniu rozgrywek. A zatem trzeba wszystko wziąć na klatę, płakać i grać. Oby, jak najlepiej.

Na kartoflisku ŁKS walczył, jak umiał. Miał 16 rzutów rożnych i… Zachował czyste konto – to cenne. Nie potrafił jednak strzelić bramki i mecz z Miedzią skończył się rozczarowującym remisem.

Fabian Piasecki Fot. Artur Kraszewski

Takimi wynikami zostaje się co najwyżej ligowym średniakiem i skutecznie wygania kibiców ze stadionów. Powiedzmy szczerze było więcej dyscypliny, ale jeśli chodzi o formę zawodników, to szału nie ma. Nic nie może zdziałać w ataku Fabian Piasecki i dlatego trwa jego strzelecka posucha. Pomocnicy grają niestety gorzej niż jesienią. Właściwie pozytywnym zaskoczeniem jest tylko sprowadzony zimą, wypożyczony z Górnika Zabrze, zdyscyplinowany i spokojny – Maksymilian Pingot.

Remis z Miedzią niczego jeszcze nie rozstrzygnął. Łodzianie tracą do strefy barażowej cztery punkty. A zatem są cały czas w grze. Przed nimi jednak kolejne bardzo trudne wyjazdowe wyzwanie. 9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazała, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Bezbramkowy remis bez satysfakcji. ŁKS prezentował klasyczne futbolowe bicie głową w mur. W ten sposób nie przekona kibiców do zapełnienia trybun

ŁKS kontynuuje fatalną passę na boisku przy al. Unii. To czwarty mecz przed własną publicznością bez zwycięstwa. W ten sposób za chwilę będzie grał w lidze o nic i niestety wygoni kibiców z trybun.

Jedna, ale ważna, zmiana w wyjściowym składzie łodzian, ważna dla reżyserowania poczynań zespołu. Tomę zastąpił Arasa.Niestety, bez wielkich, boiskowych efektów…

ŁKS ruszył odważnie do ataku. I już w 2 min mógł prowadzić. Po uderzeniu Wysokińskiego jeden z graczy Miedzi wybił piłkę sprzed linii bramkowej. ŁKS miał inicjatywę. Atakował, strzelał, ale bez bramkowego skutku. Sprawiedliwości mogło stać się zadość, po znakomitej centrze i świetnym strzale Wysokińskiego. Niestety podający – Loffelsend był na pozycji spalonej.

Murawa nie była w najlepszym stanie, dlatego tworzenie składnych akcji było futbolową sztuką. Szkoda, że po uderzeniu z półwoleja Arasy piłka poszybowała niestety nad poprzeczkę. Oj, niewiele brakowało. Po raz kolejny…

ŁKS się nie zrażał. Po przerwie nadal atakowali, nadal marnował dogodne sytuacje. Trzeci strzał Piaseckiego, trzeci niecelny. W ostatniej sytuacji niedokładna główka z czterech metrów. Jego zmiennik – Lewandowski w dogodnej sytuacji też się nie popisał. Posłał piłkę panu Bogu w okno. Seria rzutów rożnych też nie przyniosła żadnych efektów. Klasyczne futbolowe bicie głową w mur, które zakończyło się rozczarowującym bezbramkowym remisem.

Ech, gdyby zastosowano podwórkowy system: trzy rogi – jedenastka, to ŁKS na pewno byłby w tym starciu górą! Niestety, sama satysfakcja, że zagrało się na zero z tyłu, radości nie przynosi.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią.Transmisja TVP Sport.

ŁKS – Miedź Legnica0:0

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (65, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio (74, Ernst), Norlin, Arasa (74, Toma), Piasecki (65, Lewandowski)

Wyjazdy przestały się śnić piłkarzom ŁKS po nocach, ale… Co zrobić, żeby nie przeżywać sportowego koszmaru na własnym boisku?!

Podcinka Jaspera Loffelsenda Fot. Artur Kraszewski

Wyjazdowe mecze, to był sportowy koszmar piłkarzy ŁKS. Nawet w spotkaniach, w których mieli więcej z gry, więcej sytuacji, łodzianie schodzili z murawy z opuszczoną głową. Aż 6 razy musieli przeżyć gorycz porażki. I to się zmieniło. Obce boiska przestały być im straszne, a wszystko stało się… nie za dotknięciem czarodziej, tylko za sprawą pracy, jaką wykonał z zespołem Grzegorz Szoka. Jesienią wygrał w Łęcznej, a wiosną w Bytomiu i w Mielcu.

Na dodatek ŁKS pokazał już dwa razy, że potrafi odwracać losy meczu. To może oznaczać, że nie ma w tym przypadku. Jak zatem nie patrzeć poza Łodzią gra lepiej, a u siebie. No, po prostu po wpadce z Chrobrym, musi wygrać, bo inaczej całkiem wygoni kibiców ze stadionu! A wyzwanie znów nie będzie łatwe. 28 lutego o godz. 19.30 ŁKS podejmie Miedź Legnica, która też marzy o zajęciu miejsca premiowanego przynajmniej udziałem w barażach. Nie będzie zmiłuj się. Czeka łodzian walka na całego, oby zwycięska.

Pozytywy meczu w Mielcu. Tylko raz łodzianie dali się zaskoczyć we własnym polu karnym, tak w miarę kontrolowali grę defensywną, nie dając rywalom szans na stworzenie bramkowych sytuacji. Wrócił do ligowej jedenastki Sebastian Rudol, ba wrócił z opaską kapitana. Faktem jest, że trochę mu się upiekło, bo mógł w jednej sytuacji ujrzeć czerwoną kartkę, ale im dalej w mecz, tym lepiej. Grał coraz pewniej, odważniej, stając się ważną postacią na boisku.

Na pewno cieszy to, że najlepszy mecz wiosną rozegrał najlepszy piłkarz ŁKS w jesiennych zmaganiach czyli Jasper Loffelsend. A swój udany występ udokumentował bramkę, zdobytą w sytuacji sam na sam znakomitą techniczną podcinką nad bramkarzem.

ŁKS pokazał w kilku akcjach, że ma ofensywny potencjał. Umie szybko i dokładnie przeprowadzić kontratak, serią dokładnych podań zbudować groźną sytuację pod bramką rywala. Chciałoby się wierzyć, że tych pozytywnych kroków będzie więcej i jeszcze więcej…

ŁKS pokazał, że potrafi odwracać losy meczu na swoją korzyść. Trzy zdobyte punkty dają nadzieję na lepszą przyszłość

To znak firmowy wiosennego ŁKS – musi być źle, żeby na koniec było dobrze. Łodzianie przegrywali, ale potrafili odwrócić losy meczu. Odnieśli dziewiąte zwycięstwo, czwarte na obcym boisku i nadal nie przestają… marzyć.

Zaszły zmiany w najbardziej wrażliwej formacji czyli w defensywie. W wyjściowym składzie miejsce Kupczaka zajął debiutant Pingot, a Fałowskiego – Rudol (został kapitanem). Kontuzjowanego Głowackiego zastąpił w składzie Norlin.

I co? Pierwsza groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Centra Szeligi trafiła na głowę niepilnowanego w polu bramkowym Puerto, który nie mógł zrobić nic innego, jak zdobyć bramkę. Inna sprawa, że pozostaje bez odpowiedzi pytanie, dlaczego Bobek nie interweniował, tylko został na linii bramkowej? Wszystko to stało się nomen omen w 13 minucie.

ŁKS próbował odrobić straty. Po znakomitym prostopadłym podaniu Rudola, w polu karnym został sfaulowany Norlin przez byłego ełkaesiaka – Szeligę i sędzia Wajda podyktował jedenastkę. Po analizie VAR musiał ją odwołać, bo zanim doszło do przewinienia, pomocnik łodzian zagrał piłkę ręką. Jak arbitrzy potrafili to jednoznacznie rozstrzygnąć, sam chciałbym wiedzieć. W każdym razie ełkaesiacy nie mogli uwierzyć, że podjęto taką decyzję. Protestował trener Szoka i ujrzał żółtą kartkę.

Na początku drugiej połowy gości przed utratą bramki znakomitą interwencją ratował Bobek. W odpowiedzi pięknym prostopadłym podaniem popisał się Toma, a Loffelsend w sytuacji sam na sam znakomitą podcinką nad bramkarzem doprowadził do wyrównania. A potem po rzucie rożnym i inteligentnej główce Norlina, piłkę głową posłał do bramki Craciun. Ofensywna, odważna gra łodzianom przyniosła rezultaty, choć w końcówce trzeba było inteligentnie bronić korzystnego wyniku. Udało się, są trzy, cenne punkty.

28 lutego o godz. 19.30 ŁKS podejmie Miedź Legnica.

Stal Mielec – ŁKS 1:2 (1:0)

1:0 – Puerto (13, głową), 1:1 – Loffelsend (51), 1:2 – Craciun (62, głową)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend(74, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(86, Lewandowski), Norlin, Toma(74, Ernst), Piasecki(67, Arasa)

ŁKS. Obym się mylił, ale…Wygląda na to, że latem wszystko trzeba będzie znów zaczynać od nowa!

Kacper Terlecki strzelił pierwszą ligową bramkę dla ŁKS Fot. Artur Kraszewski

Tym razem działacze zrobili dużo, żeby się udało. Zachęcali kibiców do przyjścia na stadion, a ci… mogli skorzystać z oferty cateringowej, w
której znalazły się nowości, tak zresztą jak w oficjalnym sklepie U2 ŁKS Store, gdzie na kibiców czekał m.in. pakiet „Nowy ełkaesiak”. Klub
aktywował akcje „Łatwy start” (wstęp za 1 zł dla nowych kibiców) i „ŁKSRazem” (host, który ma pomóc odnaleźć się na stadionie Króla tym, którzy np. pojawili się po raz pierwszy). Specjalnie dla najmłodszych w sektorze rodzinnym pojawił się piłkarz ŁKS Antoni Młynarczyk, zadebiutował też projekt „Młoda Galera”, czyli specjalna strefa animacji, w której dzieci dopingowały ŁKS.

I co? Cała para poszła w gwizdek. Tylko 4363 fanów, którzy zjawili się na stadionie im. Władysława Króla, opuszczało go zawiedzionych, rozczarowanych, wnerwionych do granic, tym co niestety pokazali piłkarze. A ci, miast iść po kolejne zwycięstwo, które przybliżyłoby ich do czołówki, dali ciała, pokazali 90 minut niemocy i przegrali z Chrobrym 1:3.

Pozostaje kadrową zagadką dlaczego trener Grzegorz Szoka, zamiast iść za ciosem, zaryzykować i dać szansę od pierwszej minuty tym, którzy uratowali mu i sobie skórę w Bytomiu, prowadząc ŁKS do zwycięstwa, zachował się… zachowawczo. Posłał w bój tę samą jedenastkę i ta szybko odwdzięczyła mu się prawdziwym futbolowym klopsem, dając sobie zbyt łatwo strzelić gola jednego, a potem drugiego.

Trudno to wszystko zrozumieć. Było jasne i oczywiste, jak będzie grał Chrobry. Na kim będzie budował swój szybki kontratak. A jednak okazało się, że to za wysokie progi na łódzkie nogi i… głowę. Psychiczna aberracja, brak umiejętności, taktyczny chaos lub zapatrzenie się na piłkarskich przedszkolaków – niech każdy wybiera sobie co chce, żeby wytłumaczyć tę boiskową zapaść.

Znów największy, jesienny mankament drużyny okazał się jej największą wiosenną słabością. Co? Kompletny brak radzenia sobie z szybkim kontratakiem rywali. Wydawało mi się po pierwszym meczu, że brak Michała Mokrzyckiego, stabilizującego grę i umiejącego ją poukładać, nie będzie widoczny. A jest! Inna sprawa, że dużo trudniej się gra, gdy najlepszy piłkarz jesieni – Jasper Loffelsend, prezentuje mizerniutką formę.

W każdym razie w przegranym meczu w Łodzi w całej jaskrawości wyszedł brak w drugiej linii gracza, który zapanowałby nad boiskowym chaosem. Efekt? Widoczny, jak na dłoni: dotkliwa porażka! Znów spychająca ŁKS w dolne granice ligowych stanów średnich, gdzie nie gra się o nic i gdzie znów za karę trzeba tę ligę odbębnić, tak żeby nie spaść i o niej całkowicie zapomnieć na czas letniej przerwy.

Taka sytuacja nie rozwinie drużyny, nie doda jej wartości, nie uczyni lepszą. Największe nawet starania sztabu szkoleniowego nic nie dadzą. Tylko gra o coś czyli mówiąc wprost: o awans!, może podnieść jakość zespołu, pozwolić wejść mu na wyższy poziom. Inaczej latem trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa. Na innych, dużo gorszych finansowych zasadach, bo sfrustrowanemu Dariuszowi Melonowi coraz trudniej zrozumieć dlaczego ma dopłacać wielką forsę do bylejakości…

Na dodatek spora grupa piłkarzy jest na liście transferowej: Piotr Głowacki, Łukasz Wiech, Andreus Arasa, Bastien Toma, Koki Hinokio, Mateusz Wysokiński, Mateusz Wzięch, Gustaf Norlin czy Aleksander Bobek. Zmiany latem mogą być fundamentalne!

23 lutego o godz. 18. Wtedy ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą, która zremisowała w Łęcznej z Górnikiem 1:1 i nadal jest w strefie spadkowej. Wierzę, że w drużynie ŁKS widzą to, że od strefy barażowej dzieli zespół tylko 5 punktów i seria dwóch, trzech zwycięstw pod rząd… Ech, pomarzyć dobra rzecz, wszak nadzieja umiera ostatnia.

40 lat temu Biała Strzała z Polski zanotowała piłkarskie wejście smoka. Dwie bramki napastnika ŁKS – Krzysztofa Barana w meczu z Urugwajem!

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

Są zapisane w historii polskiego futbolu piękne, łódzkie wydarzenia. O jednym z nich przypomina kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak.

W nocy z 16 na 17 lutego 1986 roku, a więc 40 lat temu, na legendarnym stadionie Centenario w Montevideo polska reprezentacja pokazała moc, remisując z Urugwajem 2:2. Dwie bramki strzelił napastnik ŁKS – Krzysztof Baran. Piłkarz najpierw wykorzystał podanie Włodzimierza Smolarka na 1:0, a potem na 2:1 podanie Dariusza Dziekanowskiego. Błyskawicznie zyskał uznanie.

Boiskowa walka toczyła się w tropikalnych warunkach, przy temperaturze grubo powyżej 30 stopni Celsjusza. To było także wielkie fizyczne wyzwanie. Walczący za dwóch i zarazem piekielnie skuteczny Krzysztof Baran schudł podczas spotkania sześć kilogramów! A co tam, opłaciło się. Po pojedynku okrzyknięto go Białą Strzałą z Polski!

Krzysztof Baran i Jacek Bogusiak

Baran był bliski grania w mundialu Meksyk 1986. Mimo braku powołania do reprezentacji Polski, pojechał na mistrzostwa świata, ale tylko trenował z wybrańcami Antoniego Piechniczka, podobnie jak Waldemar Prusik.W sumie zagrał 10 razy w koszulce z Białym Orłem na piersi, strzelił trzy gole. W ŁKS w latach 1983-87 rozegrał 105 meczów, strzelił 26 goli. Uzyskał pamiętną bramką numer 1500 dla klubu z al. Unii.

Jednym z najważniejszych goli był ten strzelony 6 września 1986 roku. Wtedy ta bramka przesądziła o sukcesie ŁKS w derbowym starciu z Widzewem (1:0).

Prezes sąsiada zza miedzy – Ludwik Sobolewski – bardzo zabiegał o to, żeby Baran został piłkarzem Widzewa. Nic z tego nie wyszło, Krzysiek pozostał wierny ełkaesiackim barwom.

Gdy potem grał w Górniku Zabrze w meczu Pucharu Mistrzów, wpisał się na listą strzelców w starciu z Realem Madryt! No, po prostu napastnik, co się zowie. O takiego zabiega dziś każdy liczący się klub w Europie.

Grupa Ełkaesiak cały czas pamięta o mieszkającym w Łodzi Krzysztofie Baranie. Z okazji kolejnych jubileuszy nie zabrakło symbolicznych prezentów, w tym okolicznościowej koszulki, którą otrzymał podczas jesiennej wizyty na stadionie im. Władysława Króla.

Jacek Bogusiak przypomniał też o innych ważnych ełkaesiackich wydarzeniach.

17 lutego 1957 roku urodził się pomocnik ŁKS – Arkadiusz Klimas. W łódzkich barwach zagrał 175 razy, zdobył 11 bramek. Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak wspomina: – W meczu w Sosnowcu we wrześniu 1980 roku ŁKS pokonał Zagłębie 1:0. Po pięknej akcji i wymianie piłek Sławomir Krawiec i Arkadiusz Klimas wypracowali gola. Obaj podbiegli do kibiców i rzucili swoje koszulki. Kibice walczyli o takie pamiątki. Piłkarze zaś stali się ich ulubieńcami. To wtedy była nowość, coś niespotykanego.

Nie tak dawno, 10 lutego (1957 r.) urodził się były napastnik ŁKS, pochodzący z Wrocławia, Witold Nowak. W łódzkich barwach w ekstraklasie rozegrał 116 spotkań, strzelił 26 goli. Pierwszy mecz – 7.03 1976 – Widzew – ŁKS. Pierwsza bramka – 19.09.1976 – Wisła – ŁKS 2:2. Ostatnia bramka – 18.10.1980 – ŁKS – Arka 1:1. Były piłkarz od lat mieszka w Niemczech. Na 60-lecie obu piłkarzy Grupa Ełkaesiak zorganizowała benefis. – Za rok będzie następny! – zapowiada Jacek Bogusiak.

Rozczarowanie. Porażka łodzian. O, ironio. To byli ełkaesiacy pomogli odprawić ŁKS z kwitem!

Niestety, na drużynie ŁKS nie można polegać, jak na Zawiszy. Po dobrym meczu w Bytomiu, wróciła do swoich jesiennych korzeni, dając się do przerwy dwa razy skutecznie nabrać na szybką kontrę, prezentując też momentami kompletny chaos w defensywie. Efekt? Dołująca porażka, mimo walki i zdobyciu gola. Cóż, trzeba się było obejść smakiem.

Pierwsza porażka trenera Szoki w barwach ŁKS. Dodatkowego smaczku temu faktowi dodaje to, że szkoleniowiec ma za sobą dwa lata spędzone w… Głogowie. Łodzianom na nosie zagrali byli piłkarze ŁKS. To po ich akcjach Chrobry strzelił dwiepierwsze bramki!

Rezerwowi zapewnili ŁKS sukces w Bytomiu, ale trener Szoka postawił na tę samą jedenastkę, która zaczęła premierowy mecz wiosnyi… Mieliśmy powtórkę z rozrywki. Łodzianie szybko stracili jednego, a potem drugiego gola.

Była to pierwsza akcja rywali. W objęciu prowadzenia dużą zasługę mieli byli piłkarze… ŁKS- Janczukowicz i Kelechukwu. Po dobrym dośrodkowaniu tego ostatniego piłkiw pole bramkowe bez problemów w siatce umieścił ją Laskowski.

Gospodarze próbowali odrobić straty. Strzał Tomy z 12 metrów świetnie obronił kolejny były ełkaesiak – Arndt. Więcej aktywności niż w konstruowaniu gospodarze mieli jednak w powstrzymywaniu szybkiego, dobrego technicznie Telechukwu, który dawał sobie radę nawet z trzema atakującymi go rywalami.

Chrobry nie zamierzał się tylko bronić. Bobek dobrze interweniował po strzale Nowakowskiego. Głowacki w ostatniej chwili uprzedził Janczukowicza. Próby ataku gospodarzy kończyły się nieudanymi rozegraniami piłki. W tej sytuacji gospodarze liczyli na… VAR. Na próżno. Arbitrzy nie dopatrzyli się zagrania ręką w polu karnym po akcji Loffelsenda.

Tymczasem po kolejnej dobrej, szybkiej kontrze przeprowadzonej przez nie do upilnowania dla łodzian byłych… łodzian: Janczukowicza i Kelechukwu, pogubiony stoper ŁKS doprowadził do nieszczęścia. Piłkę do własnej bramki skierował Craciun.

Zmiany w składzie, mogły przynieść akcję, jak z Bytomia. Tym razem dośrodkowywał po długim słupku Krykun, ale nie trafił Norlin. Co się odwlecze…Po centrze z rzutu rożnego odważnym strzałem z dystansu kontaktowego gola zdobył Terlecki.

Gdy wszyscy liczyli na drugiego gola łodzian, ełkaesiacy dali się w swoim polu karnym ograć, jak dzieci, stracili trzecią bramkę i wszelkie złudzenia na odrobienie strat. Doznali ósmej porażki w sezonie, drugiej na własnym boisku…

23 lutego o godz. 18 ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą.

ŁKS – Chrobry Głogów 1:3 (0:2)

0:1 – Laskowski (5), 0:2 – Craciun (39, samobójczy), 1:2 – Terlecki (74), 1:3 – Nowakowski (83)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(46, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(58, Arasa), Głowacki(46, Norlin), Toma(84, Wojciechowski), Piasecki(70, Lewandowski)

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑