Rezerwowy Pafka

Tag: łks (Page 5 of 43)

Znaczy kapitan! Gol Piotra Głowackiego dał cenne wyjazdowe zwycięstwo drużynie ŁKS

Fot. Artur Kraszewski

Na razie liczy się tylko cel, a droga do niego ma drugorzędne znaczenie. Taką zasadę działania przyjął nowy trener ŁKS – Grzegorz Szoka i w swoim debiucie w łódzkim klubie dobrze na tym wyszedł. Ełkaesiacy wygrali i co podwójnie cenne, zrobili to na obcym boisku, pokonując w Łęcznej Górnika 2:1.

Nowy szkoleniowiec dokonał też trafnych kadrowych wyborów. Pierwszy raz od ponad miesiąca wyszedł na boisko w podstawowym składzie Piotr Głowacki i… Znaczy kapitan! Ładnie zwiódł rywala, a potem mądrym, technicznym uderzeniem w róg zdobył bramkę na wagę wyjazdowego (co podwójnie cenne) zwycięstwa z Górnikiem Łęczna.

W drugiej linii pojawił się pierwszy raz od połowy września, gdy zagrał w Chorzowie 30 minut (1:2 z Ruchem) Koki Hinokio i przydał się w drugiej linii, bardziej niż niewidoczny tym razem Bastien Toma.

Jak zwykle, co imponujące, walczył za dwóch Fabian Piasecki. Choć długo nie mógł nic zrobić po wykopach piłki na aferę przez swoich kolegów z defensywy, to w końcu doczekał się nagrody. Wywalczył rzut karny i go wykorzystał, zapisując na swoim koncie siódmą bramkę w łódzkich barwach.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie. To będzie kolejny trudny, wyjazdowy pojedynek. Rywale dostali mocny, optymistyczny, sportowy bodziec. Pokonali zasłużenie na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. To ich pierwsze zwycięstwo od 4 października!

Jak zwykle układał grę zespołu 39-letni Radosław Majewski, który na dodatek imponował walecznością. Dwie bramki strzelił 20-letni, młodzieżowy reprezentant Polski – Daniel Bąk, który w 12 ligowych meczach zdobył 5 goli. Ostoją defensywy był doskonale znany w ŁKS, najambitniejszy z ambitnych – Oskar Koprowski.

Udany debiut trenera. Drugie zwycięstwo ŁKS na obcym boisku, choć o sukces łatwo nie było

Debiut w roli pierwszego trenera Szoki w ostatniej kolejce I-ligowej jesieni i to debiut udany. ŁKS odniósł drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, choć sukces nie przyszedł mu łatwo. Najważniejsze jest zwalczenie zmory obcych boisk.

Łodzianie zaczęli energetycznie, ale to Deja z rzutu wolnego obił poprzeczkę. W odpowiedzi uderzając z 10 metrów, pomylił się Toma. Powiedzmy szczerze, że ta nowa gra łodzian w wielu akcjach to była laga do przodu, mająca znaleźć w ataku Piaseckiego.

W końcu nadeszła jednak akcja, która przyniosła łodzianom gola. W polu karnym po ataku Piaseckiego, interweniujący wślizgiem Deja, zagrał piłkę ręką. Rzut karny. Piasecki huknął pod poprzeczkę (piłka odbiła się od jej wewnętrznej strony) i łodzianie objęli prowadzenie. To siódmy, ligowy gol napastnika. Dobrze, że cała 45-minutowa łódzka para nie poszła w gwizdek.

W drugiej połowie ŁKS nie wiedzieć czemu przez długie minuty głównie się bronił. Musiał wykazać się Jakubowski. Stało się jednak to, co musiało się stać. Łodzianie po rzucie rożnym i serii przypadkowych odbić stracili gola.

Goście wzięli się jednak w garść. Po składnej akcji i strzale prawą nogą po długim rogu Głowacki dał łodzianom prowadzenie. Zadowolony ŁKS znów zaczął się głównie bronić. I obronił trzy cenne, wyjazdowe punkty.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie, który sensacyjnie, ale zasłużenie pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. Trzeba będzie bardzo uważać oczywiście na lidera – Majewskiego, ale i autora dwóch goli – Bąka.

Górnik Łęczna – ŁKS 1:2 (0:0)

0:1 – Piasecki (40, karny), 1:1 – Szabaciuk (67, głową), 1:2 – Głowacki (71)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (81, Krykun), Wysokiński, Hinokio (81, Ernst). Mokrzycki, Toma, Głowacki, Toma (64, Szczepański) , Piasecki (64, Lewandowski)

ŁKS. Trzeba w trzech ostatnich meczach mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach!

Fot. Artur Kraszewski

Po sportowym upokorzeniu czyli klęsce w meczu z Puszczą (0:3), szkoleniowym tąpnięciu czyli zmianie pierwszego trenera na Grzegorza Szokę oraz po reprezentacyjnej przerwie, ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

Czy będzie w stanie pozbyć się wyjazdowych demonów i wygrać drugi mecz na obcym boisku, bo dotychczasowy bilans jest po prostu żenujący: 1 zwycięstwo, 1 remis, 6 porażek. Po starciu z Górnikiem czekają łodzian w tym roku jeszcze da ligowe pojedynki: ze Zniczem w Pruszkowie i u siebie hitowe starcie z Wisłą Kraków.

Trzeba mocno podreperować punktowy bilans, żeby zimy nie przeżyć z widmem spadku w oczach. Co trzeba zrobić przede wszystkim, żeby było lepiej? Poprawić grę defensywną zespołu zwłaszcza przy kontrataku rywali, bo wtedy łodzianie w sposób niegodnych ligowców gubią się niczym futbolowe dzieci w gęstej mgle.

Lider – Basten Toma – musi być liderem a nie człowiekiem, który na długie minuty znika z pola widzenia. Dobrze by było, żeby skrzydłowi zaczęli wygrywać pojedynki jedne na jeden i żeby napastnik z prawdziwego zdarzenia Fabian Piasecki zyskał dobrą bramkową obsługę.

Marzenia, nadzieje, a co przyniesie sportowa rzeczywistość, sam chciałbym wiedzieć.

ŁKS. Gdy na boisku dzieje się źle, najważniejsi piłkarze drużyny (poza Fabianem Piaseckim) uciekają od odpowiedzialności. Nowy trener natchnie ich odwagą?!

Zdjęcia: Artur Kraszewski

Ciemności kryją futbolową, łódzką ziemię. Najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia nad tym, co wyprawiają piłkarze ŁKS. Porażka 0:3 z Puszczą to wstyd, na cienkiej granicy futbolowej kompromitacji. Najgorsze jest to, że w trudnych sytuacjach nie ma drużyny. Wszyscy znikają w cieniu, chowają się za plecy kolegów. Wtedy potrzebny byłby lider, a tu taki Bastien Toma ginie gdzieś w tłumie i trudno odnaleźć go na boisku, nie mówiąc już o pozytywnym wpływie na to, co się na nim dzieje.

Od samego początku rozgrywek dziurawa, jak ser szwajcarski jest defensywna gra zespołu i żadne taktyczne zmiany tego nie… zmieniają. Ba, jestem nawet gotów powiedzieć, że je uwypuklają. bo najzwyczajniej w świecie łódzkim graczom brakuje umiejętności.

Jedynym człowiekiem z charakterem, który zostawia serce i zdrowie na boisku jest Fabian Piasecki i zamiast na nim budować pozytywne wartości drużyny, zwłaszcza w meczu, w który nie idzie, trener zdejmuje go z boisko. Po co, dlaczego? – sam chciałbym wiedzieć, skoro wpuszcza na plac ludzi zagubionych w futbolowej mgle, którzy pogłębiają tylko taktyczny chaos.

Wielki niepokój, a wręcz oburzenie, budzi nie tylko ostatnia kompromitująca porażka. Kompletny zjazd w dół notuje drużyna rezerwowa, a młodzi gracze, którzy mieli być wielką nadzieją klubu – już tu i teraz: Antoni Młynarczyk czy Jędrzej Zając spadli do poziomu sportowego przeciętniactwa, co nie wróży ich karierze, ani klubowi niczego dobrego. Kto jest temu winny, kto nie panuje nad tym, co dzieje się w klubie? Czas najwyższy znaleźć odpowiedzi, bo tak dalej być nie może!

Czy zmiana trenera jest lekiem na całe zło? Grzegorz Szoka przygotuje terapię… szokową? A przynajmniej natchnie pierwszą drużynę odwagą, odblokuje zdolną młodzież?! Dla mnie zbyt łatwe wyjście, ukrywające błędy i niedociągnięcia działaczy, kryjących się dziś wstydliwie w cieniu kompromitujących się piłkarzy. Wszystko wskazuje na to, że ŁKS wymaga poważnych strukturalnych zmian, bo ile można. Jak długo jeszcze poważni ludzie będą ładować poważne pieniądze w futbolowe badziewie?!

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS został upokorzony na własnym boisku. W defensywie grał na trampkarskim poziomie

Miał być zwycięski marsz w górę tabeli. Tymczasem, jak to z ŁKS bywa, po niezłym meczu, przychodzi sportowa wtopa. Łodzianie przegrali pierwsze spotkanie w Łodzi. Nie, trzeba powiedzieć ostrzej, doznali klęski na swoim boisku. Zostali na nim upokorzeni. Nie mogło być inaczej, skoro byli wolni i nieskuteczni w ataku, za to w obronie… No po prostu dramat. Tak źle nie grają nawet trampkarze.

Początek, jak horror dla łodzian. Po prostej stracie i szybkim ataku zrobiło się groźnie pod bramką Jakubowskiego. Na szczęście skończyło się na strachu i rzucie rożnym. W odpowiedzi po błędzie bramkarza niewiele dzieliło Piaseckiego od kolejnego gola. Uprzedził go jednak obrońca rywali.

Puszcza broniła się w jedenastu na własnej połowie, czekając na kontrę. ŁKS konstruował akcje, ale robił to zbyt wolno. Łatwo był je odczytać. Po prostopadłym, dobrym podaniu strzelał zza pola karnego Toma. Niewiele, bo niewiele, ale się pomylił, podsyłając piłkę obok słupka. W drugiej próbie jego mocny strzał został zablokowany.

ŁKS zdominował spotkanie i… stracił gola. Przy szybkiej kontrze, pasywni łodzianie pogubili się w defensywie. Korczawski położył w polu karnym dwóch rywali i po rykoszcie otworzył wynik spotkania.

Gospodarze spróbowali szybko odpowiedzieć, ale Ernst uderzył obok słupka. Dramat, łodzianie atakowali, atakowali i nic, choć w końcówce pierwszej połowy było blisko. Przybyłko musiał wybijać piłkę sprzed linii bramkowej. Tak jednak naprawdę, to było jednak walenie głową w mur gospodarzy. Za mało pojawiało się w ich grze piłkarskich konkretów.

Po przewie Norlin wyłożył piłkę, jak na tacy, Wysokińskiemu, a ten uderzył mocno, ale nad poprzeczkę. Jak to możliwe? Sam chciałbym wiedzieć! W kolejnej próbie z rzutu wolnego Mokrzycki trafił w światło bramki, ale golkiper gości był na miejscu. A potem wróciło wszystko do denerwującej normy. Wolne lelum polelum bez jakichkolwiek efektów. To żaden sukces, że egzekwuje się bez żadnych efektów kilkanaście rzutów rożnych. Bodaj po 16. była wreszcie okazja, ale Toma uderzył nad poprzeczkę.

Wystarczyła jedna kontra. Korczakowski znów ograł kryjącego na radar Rudola i strzałem pod poprzeczkę zdobył drugą bramkę. Gra w defensywie łodzian to co najwyżej poziom… zagubionych trampkarzy. I ta niemoc, choć raczej brak umiejętności w defensywie, sprawiła, że łodzianie stracili trzecią bramkę.

To już nawet nie porażka, a sportowa klęska! A mogło być jeszcze gorzej. Łodzian ratowała poprzeczka. Można rwać włosy z głowy. Ostatni gasi światło.

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS – Puszcza Niepołomice 0:3 (0:1)

0:1 – Korczakowski (32), 0:2 – Korczakowski (72), 0:3 – Iwao (78)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (64, Krykun), Wysokiński (64, Balić), Ernst (73, Szczepański), Toma, Mokrzycki, Norlin (64, Głowacki), Piasecki (69, Lewandowski)

ŁKS miał kreatywny środek pola i dlatego pokonał wrocławian. Oby tak było w kolejnych meczach!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS wygrał ligowy pojedynek wagi ciężkiej ze Śląskiem i może być to dla niego pierwszy duży krok w dobrą stronę, kolejnych ligowych sukcesów. W każdym razie chcę mieć taką nadzieję.

Rozżalony trener wrocławian twierdzi, że sukces łodzian był niezasłużony, bo jego zespół był lepszy, czego dowodem trzy strzały w poprzeczkę. Tylko te niecelne uderzenia zakłamują rzeczywistość.

Łodzianie prezentowali się lepiej w kluczowej strefie boiska – w środku pola. Bastien Toma dwoił się i troił, żeby trzymać tempo i poziom rozgrywania piłki. Do przerwy brakowało mu wsparcia szczególnie ze strony skrzydłowych, ale gdy je otrzymał… ŁKS przeprowadził kluczowe akcje, po których zdobył dwie zwycięskie bramki.

W tej strefie boiska łodzianie byli zdecydowanie lepsi od rywali i tu głównie pracowali na swoje przewagi i końcowy sukces. Jeśli: Bastien Toma, Michał Mokrzycki, Mateusz Wysokiński, Sebastian Ernst utrzymają wysoki poziom grania, to pokonanie dobrej ligowej drużyny nie będzie incydentalne. Dobrze by było, żeby przez 90, a nie 45 minut mieli wsparcie bocznych pomocników.

I żeby Fabian Piasecki częściej pokazywał, że jest napastnikiem, który nie tylko potrafi grać i dogrywać piłki, ale też celnymi strzałami (czasami godnymi zachwytów) zdobywać kluczowe bramki dla zespołu. W tej chwili ma ich na swoim koncie sześć, ale to że po ośmiu meczach ligowej posuchy (ostatni raz trafił 19 sierpnia!) się odblokował może, ba powinno, działać na jego korzyść i skuteczność.

8 listopada o godz. 19.30 ŁKS podejmie Puszczę Niepołomice, która w zaległym meczu zremisowała u siebie ze Stalą Mielec 1:1. Oby łodzianie podtrzymali zwycięską passę i pokazali czarno na białym, że u siebie są niepokonani.

Było źle, ale w siedem minut ŁKS z nawiązką odrobił straty i wygrał prestiżowy ligowy pojedynek!

ŁKS wygrał szósty ligowy pojedynek, piąty na własnym boisku, gdzie jest niepokonany i zanotował prestiżowe zwycięstwo nad wiceliderem tabeli – Śląskiem. Czy to będzie ważny sportowy krok do przodu? Oby!

Hitowy mecz zaczął się od sensacji, a przynajmniej niespodzianki. W bramce ŁKS miejsce Bobka zajął ligowy debiutant, 19-letni Jakubowski (191 cm wzrostu), który wystąpił w pucharowym, przegranym spotkaniu z GKS Katowice (1:2). Nie ułatwiał zadania fakt, że piłkarze grali na podmokłym, grząskim boisku.

Szkoda, szkoda, że po płynnej, długiej akcji, strzał Piaseckiego efektownymi nożycami, nie znalazł drogi do siatki. Później była niecelna bomba Wysokińskiego z 25 metrów. Też niewiele zabrakło.

A potem były nudy na pudy i serial nieudanych zagrań. Akcje jednych i drugich były mocno nieuporządkowane. W końcu stało się coś. Bramkową okazję wypracowali sobie goście. Kozak znakomicie zagrał do Rosiaka, od którego odbił się Norlin, a wrocławianin w dobrej sytuacji trafił w poprzeczkę.

W drugiej połowie przez pierwsze 13 minut gospodarze musieli walczyć z… zadymieniem przez kibiców boiska. Może na coraz dłuższe tego typu absurdalne przerwy warto się zabezpieczyć i zabierać ze sobą na stadion choćby ciekawą książką, żeby łączyć przyjemne z pożytecznym?!

Po powrocie do gry po centrze Jakubowski piąstkował piłkę tak nieudolnie, że odbiła się ona od poprzeczki! Po rzucie wolnym zasłonięty bramkarz łodzian nie zdołał zatrzymać strzału z rzutu wolnego Kozaka i goście objęli prowadzenie. Zadymiona rozpacz!

Odpowiedź łodzian była błyskawiczna. Po centrze Loffelsenda, kapitalnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Piasecki (to jego szósty gol). Łodzianie poszli za ciosem. W polu karnym Norlin był faulowany przez Rosiaka. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Craciun. Siedem minut trzy gole! Działo się więcej niż przez całą pierwszą połową. W doliczonym czasie ŁKS miał moc szczęścia. Znów ratowała ich poprzeczka. Czy szczęście sprzyjało lepszym?!

Mecz oglądało 6468 kibiców.

8 listopada o godz. 19.30 ŁKS podejmie Puszczę Niepołomice. Pojedynek 15. kolejki Puszcza – Stal Mielec został odwołany z powodu złego stanu boiska. Trener Artur Skowronek został zwolniony z GKS Tychy. Gino Lettieri stracił pracę w Wieczystej – po zaledwie trzech nieudanych meczach. Rekord, rekordów polskich trenerskich absurdów!

ŁKS – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)

0:1 – Kozak (67, wolny), 1:1 – Piasecki (70), 2:1 – Craciun (74, karny)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (84, Krykun), Wysokiński, Ernst, Toma (90+4, Balić), Mokrzycki, Norlin (90+4, Głowacki), Piasecki (84, Lewandowski)

Godne najwyższego szacunku. Jacek Bogusiak i Grupa Ełkaesiak nie dają odejść w zapomnienie ludziom, którzy dołożyli swoją cegiełkę w tworzenie i działanie ŁKS!

Tak jest zawsze przed 1 listopada od ponad pół wieku. Kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak i sprawnie działająca Grupa Ełkaesiak, nie dają odejść w zapomnienie ludziom, którzy dołożyli swoją cegiełkę w tworzenie i funkcjonowanie ŁKS.

Przedświąteczne i świąteczne odwiedziny – ku pamięci – są zarazem wyjątkowym organizacyjnym wyzwaniem. To ponad dwieście grobów do odwiedzenia. Ponad sto osób jest choćby pochowanych na Cmentarzu Starym, w tym założyciele i pierwsi prezesi klubu.

Jacek i jego ludzie nie zapominają o nikim, kto pracował dla ŁKS. Na grobach pojawią się (a na niektórych już się pojawiły) Karty Pamięci wykonane na piance wodoodporne, klubowe chorągiewki i znicze. Na Kartach Pamięci jest zapisane i takie znamienne zdanie: Jesteśmy dumni i pamiętamy, że byłeś jednym z nas, Ełkaesiakiem. W tym roku specjalne, wyjątkowe Karty Pamięci pojawią się na grobach byłych prezesów ŁKS.

Działanie Grupy Ełkaesiak i przyjaciół (Michał  Świercz, Arek Kowalski, Piotr Kaczmarek, Irek Kowalczyk, Tadeusz Marczewski, Sławomir Krawiec, Darek Szadkowski i Jacek Bogusiak) to nie tylko symbole pamięci, ale też zadbanie o groby tych, których nikt nie odwiedza i trzeba je przygotować na wyjątkowe święto.

Jacek Bogusiak przypomina: – W 1974 roku nasza grupa Irek Kowalczyk, Anna Elżbieta Adamczyk, Witold Witkowski, Jacek Chmielnik,zajęła się poszukiwaniem mogił znanych ełkaesiaków. Pierwszym odszukanym był grób olimpijczyka Antoniego Gałeckiego na cmentarzu Mania i prezesów Heliodora Konopki i Henryka Lubawskiego na Starym Cmentarzu przy ul. Ogrodowej.

Teraz Jacek zaangażował się w poszukiwanie grobów kolejnych osób związanych z ŁKS. Ich praca na rzecz klubu zasługuje na pamięć tych, którzy ŁKS mają w swoim sercu. Jednoz ostatnich działań. Na cmentarzu parafialnym na Rudzie Jacek odnalazł grób inżyniera Franciszka Mühlina, który propagował grę w ŁKS. To on wraz z Henrykiem Lubawskim w latach 1906-1908 założył polski klub Victoria. W 1910 roku po przyjeździe na stałe do Łodzi był zawodnikiem, trenerem i działaczem w ŁKS. Grupa Ełkaesiak dla pioniera działalności ŁKS przygotowała specjalny wieniec w kształcie piłki, dużą kartę pamięci i jego fotografię z 1912 roku.

Jacek Bogusiak stworzył swoisty przewodnik po cmentarzach. W tym przewodniku można znaleźć, gdzie znajdują się groby zasłużonych ludzi ŁKS. Jacek mówi: – Przybliżam sylwetki zmarłych ełkaesiaków, miejsca ich grobów, zaznaczając numery kwatery, rzędu i numer grobu. Dzięki takim informacjom każdy może znaleźć grób ełkaesiaków. Czekam na wszelkie uwagi, uzupełnienia danych, namiary na inne nekropolie i groby osób związanych z ŁKS pod numerem telefonu 601-309-100.

ŁKS odpadł z Pucharu Polski. Łodzianie grali dwoma napastnikami, a honorowy gol dla nich padł po strzale… samobójczym

Pucharowe emocje były, ale się skończyły. ŁKS odpadł z rozgrywek. Jasne, porażka z wyżej notowanym rywalem niby ujmy mu nie przynosi. No i walczył do końca. W doliczonym czasie gry emocji było więcej niż w nie jednym ligowym meczu. Ba, w ostatniej akcji spotkania, w siódmej doliczonej minucie gry Wysokiński mógł doprowadzić do wyrównania, ale jego strzał zablokował Szkurin.

To jednak tylko słabe pocieszenie. Fakty są okrutne. ŁKS przegrał kolejne spotkanie i to jak najbardziej zasłużenie. Przestał się liczyć w Pucharze Polski, coraz mniej niestety znaczy w ligowych rozgrywkach. Ot, smutny los futbolowego przeciętniaka.

Trzeba odnotować w barwach ŁKS debiut bramkarza – 19-letniego Łukasza Jakubowskiego (191 cm wzrostu), który nabierał sportowego doświadczenia w Stomilu Olsztyn. I trzeba przyznać, że należał do najlepszych graczy w łódzkim zespole, bo to GKS dyktował warunki gry.

Łodzianie mieli grać odważnie – dwoma napastnikami (Piasecki, Lewandowski). A wyszło tak, że gola zdobyli po strzale… samobójczym. Forma, także ta strzelecka nie wróży dobrze przed najbliższym pojedynkiem. A teraz znów liga. 3 listopada o godz. 18.45 pojedynek ŁKS – Śląsk Wrocław.

Szymon Grabowski (trener ŁKS): Niestety kończymy naszą przygodę z Pucharem Polski. Mieliśmy swoje ambicje i chcieliśmy pokonać rywala z ekstraklasy, niestety teraz pozostaje nam skupić się wyłącznie na lidze. Jeśli chodzi o sam mecz, początek był ostrożny. Straciliśmy pewność siebie po golach GKS, które padły po naszych dużych błędach. Próbowaliśmy wyjść wyżej do rywala po przerwie i do końca byliśmy w grze.

Znamienne jest to, że spotkania oglądało tylko 3.285 widzów.

1/16 finału STS Pucharu Polski

ŁKS – GKS Katowice 1:2 (0:1)

0:1 – Jędrych (31, karny), 0:2 -Szkurin (61), 1:2 – Jędrych (84, samobójczy)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak – Krykun (76, Jurkiewicz), Wysokiński, Ernst, Toma (65, Szczepański), Norlin (65, Głowacki) – Lewandowski (88. Arasa), Piasecki (76, Balić)

Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który przegrał szósty mecz na obcym boisku. Ale to co wyprawiał arbiter woła o pomstę do nieba!

Pogoń i ŁKS przed meczem łączyło jedno: fatalny bilans. Łodzian – meczów wyjazdowych: jedno zwycięstwo, jeden remis i pięć porażek, siedlczan – spotkań u siebie: jedno zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki. Jak to się skończyło? Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który, choć prowadził w Siedlcach, zszedł z obcego boiska pokonany, po raz szósty w sezonie. Niestety.

Łodzianie zaczęli mocno z wiarą w swoje możliwości – od pressingu i szukania akcji ofensywnych. Wiele zmieniło nieodpowiedzialne, ostre wejście Jakubika w Fałowskiego. Siedlczanin nie ujrzał za to brutalne zagranie nawet żółtej kartki (no po prostu kolejny sędziowski skandal!). Kontuzjowany młody obrońca musiał opuścić boisko, podobnie, jak ze względów taktycznych, Głowacki. Dwie zmiany w ŁKS już w 14 minucie!

Łodzianie uznali, że na kłopoty najlepszy będzie… gol! Kapitalnym uderzeniem zza pola karnego pod poprzeczkę popisał się Mokrzycki, który przejął opaskę kapitana od Głowackiego. To jego pierwsza bramka w sezonie.

Gospodarze próbowali przejąć inicjatywę, ale niewiele groźnego z tego wynikało. To goście mieli szansę na podwyższenie prowadzenia. Niestety w doskonałej sytuacji pomylił się Ernst.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak stało się też tym razem. Po rzucie wolnym nieupilnowany Dzięcioł doprowadził strzałem głową do wyrównania. Mogło być jeszcze inaczej, ale w doliczonym czasie gry Loffelsend trafił w poprzeczkę!

Druga połowa zaczęło się od gola dla gospodarzy, którzy mieli przy tym łut szczęścia. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Famulak. Po rykoszecie piłka zmyliła Bobka i wpadła do siatki. Pogoń była coraz śmielsza. Miała kilka szans na trzeciego gola (m.in. Pik trafił w poprzeczkę).

A ŁKS? Niestety gasł w oczach, będąc kompletnie (negatywnie) odmienionym zespołem w stosunku do pierwszej połowy. Konsekwencją była trzecia bramka dla siedlczan zdobyta z rzutu karnego podyktowanego po faulu(?!) Mokrzyckiego. Powiedzmy sobie szczerze, że jedenastka wzięta kompletnie z powietrza. W podobnej sytuacji po drugiej stronie boiska, arbiter nie użył nawet gwizdka!

Sędziowanie w Polsce to jest dopiero zmora zmór. Pan Rasmus powinien być za ten wątpliwej jakości występ szybko rozliczony! Nie zmienia to faktu, że druga połowa ŁKS była fatalna. Klasyczna, jeśli chodzi o wyjazdowe występy.

3 listopada o godz. 18.45 pojedynek ŁKS – Śląsk Wrocław, ale wcześniej już wtorek, 28 października, godz. 17:30 mecz Pucharu Polski: ŁKS – GKS Katowice, transmisja TVP Sport.

Pogoń Siedlce – ŁKS 3:1 (1:1)

0:1 – Mokrzycki (17), 1:1 – Dzięcioł (45, głową), 2:1 – Famulak (61), 3:1 – Flis (86, karny)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski (14, Jurkowski), Głowacki (14, Kupczak), Loffelsend (64, Krykun), Mokrzycki, Wysokiński (64, Piasecki), Ernst, Toma, Lewandowski

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑