Rezerwowy Pafka

Tag: widzew (Page 5 of 43)

Są wielkie sportowe transfery Widzewa. Doszło też do transferu… artystycznego. Aktor Adam Woronowicz w towarzystwie legend nagrał klip poświęcony historii klubu

Zdjęcia widzew.com

Wiele się ostatnio dzieje w Widzewie. O łódzkim klubie głównie z powodu transferów mówi cała Polska. Ale piękny gest wsparcia dla kontuzjowanego Szymona Czyża i przedłużenie umowy, też został dostrzeżony i pozytywnie oceniony. Ta historia też nie przejdzie niezauważona…

Jak podaje widzew.com: znany polski aktor Adam Woronowicz odwiedził Serce Łodzi, aby spotkać się z piłkarzami Widzewa lat 80.: Wiesławem Wragą, Tadeuszem Świątkiem i Krzysztofem Kamińskim.

Adam Woronowicz wziął udział w nagraniu specjalnego klipu poświęconego pamięci o historii Wielkiego Widzewa. Pretekstem wizyty była wypowiedź aktora w jednym z wywiadów, jak wielki wpływ wywarła na niego książka Marka Wawrzynowskiego opowiadającego o drodze łódzkiego zespołu na europejskie salony.

– To jest książka o tym, jak stworzyć z ludzi, na których nigdy nikt nie stawiał, drużynę, która ogrywała największych. Myślę, że nie mieliśmy w ogóle nigdy w polskiej piłce zespołu, który grałby na takim poziomie z takimi drużynami i tyle osiągnął. Cieszę się, że mogłem przyjąć zaproszenie od Klubu i przypomnieć tę historię, a także poznać osobiście piłkarzy, którzy tworzyli Wielki Widzew – powiedział Adam Woronowicz.

W nagraniu klipu wzięli udział również Wiesław Wraga, Tadeusz Świątek i Krzysztof Kamiński, czyli piłkarze, którzy z Widzewem sięgali po puchary oraz mierzyli się w legendarnych spotkaniach, jak choćby dwumecz z Liverpoolem w 1983 roku.

– Moim marzeniem było zagrać w Liverpoolu… albo przeciwko Liverpoolowi. Gra w Widzewie sprawiła, że to drugie stało się realne. Takie spotkania jak to dzisiejsze sprawiają, że te wspomnienia ożywają. Życzę Widzewowi jeszcze piękniejszych przygód w europejskich pucharach. Oby już niedługo – mówił podczas nagrań Tadeusz Świątek.

Czy z filarem reprezentacji – Przemysławem Wiśniewskim w składzie widzewska defensywa będzie miała święty spokój? To kolejna, mocna zapowiedź marszu w górę tabeli? Oby!

Fot. widzew.com

Mający 195 cm wzrostu, 28-letni stoper reprezentacji Polski (5 meczów, bohater pojedynku z Holandią) – Przemysław Wiśniewski został widzewiakiem! Łodzianie podobno zapłacili za transfer definitywny niebagatelną kwotę – 4 mln euro.

W barwach łódzkiej ekipy defensor będzie występował z numerem 25 na plecach. Jego umowa obowiązuje do końca grudnia 2030 roku.

Teraz Zbigniew Boniek powiedział krótko i na temat: „Genialny ruch”.

A Wiśniewski to twardy, walczący, skuteczny stoper. Potrafi wygrywać powietrzne pojedynki. Przy tym szybki, nie bojący się wyjść do przodu. Człowiek, który będzie trzymał defensywę łodzian w ryzach i nie pozwoli na stratę głupich bramek, zwłaszcza w samych końcówkach spotkań?!

W Spezii stoper zagrał 58 spotkań, strzelił w nich trzy gole. W tym sezonie 20 spotkań – na boisku łącznie 1800 minut. W Polsce, w Górniku Zabrze zaliczył 121 ligowych pojedynków, do tego dodał dwie bramki. Chciało Polaka hiszpańskie Getafe, ale odbiło się od finansowej ściany. Co to się panie plecie na tym transferowym świecie. Kto jeszcze sezon, dwa temu, mógł przypuszczać, że zakasujemy Hiszpanów!

Przypomnijmy, że Przemek jest synem bardzo znanego byłego piłkarza – Jacka. Tata ogląda każdy mecz z udziałem syna i natychmiast dzieli się z nim swoimi przemyśleniami. Zanim jeszcze obrońca biało-czerwonych zejdzie do szatni, już otrzymuje od taty długą wiadomość z podsumowaniem występu. – Skończyłem mecz, wracam do szatni i już mam litanie wiadomości – ujawnił w rozmowie z „meczykami”.

Widzew – premiera ligowej wiosny i pytanie dnia:czy transferowy szał przyniesie oszałamiające wyniki?!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Pieniądze w piłkę nożną nie grają, ale dają złudzenie, a może jednak nadzieję, na stworzenie wielkiego teamu marzeń, który podbije nie tylko rodzimą ligę, ale też Europę.

Miało być spokojne konsolidowanie teamu, bo co tu kryć,fatalnej jesieni. Ale, ale… w Widzewie nie mogło być spokojnie. Zbyt duże ambicje i przy tym ogromne finansowe możliwości. Mamy zatem transferowe szaleństwo. Pytanie tylko, czy w tym szaleństwie jest metoda.

Łącznie, tylko zimą Robert Dobrzycki przeznaczył na wzmocnienia Widzewa około 15 mln euro (około 64,5 mln złotych). W tej kwocie uwzględniono m.in. 4 mln euro (około 17,2 mln złotych)za Przemysława Wiśniewskiego. Ligowa kadra jest warta ponad 40 mln euro. Oszałamiające liczby, robiące wrażenie. Ciekawe, czy na najbliższych boiskowych przeciwnikach?

Sam jestem ciekaw, ilu tych nowych, zimowych graczy, pojawi się w wyjściowym składzie łodzian na premierowy pojedynek z Jagiellonią.

Może być tak, że nie nowi piłkarze i stojące za nimi pieniądze będą najważniejsze, tylko… zima, której przekupić się nie da. Warunki, w jakich przyjdzie grać, mogą jednoznacznie określić przebieg boiskowych wydarzeń. Nie ma co jednak gdybać: pożyjemy zobaczymy. W każdym razie coś chyba jest w tym, o czym pisze jeden z francuskich portali, że Polska ma najbardziej szaloną ligę w Europie.

Już 31 stycznia o godz. 17.30 Widzew podejmie trzecią drużynę w tabeli (mecz rozegrany mniej i punkt straty do lidera!) – Jagiellonię Białystok. Widzew będzie inny, rywal też. Zagra choćby bez największego talentu polskiej piłki – Oskara Pietuszewskiego, sprzedanego do Porto. Oby nowa drużyna Jagi nie okazała się lepsza od Widzewa, bo łodzianie w tej chwili walczą o to, by nie wylądować w strefie spadkowej ekstraklasy.

Jesienią łodzianie przegrali frajersko i bez sensu 2:3, tracąc dwa gole w doliczonym czasie gry. Teraz ta przeklęta historia po prostu nie może się powtórzyć! Transmisja meczu w TVP Sport.

Futbolowe wydarzenie polskiej zimy. Milionowe transfery Widzewa, a może fortuna wydana na I-ligowy klub przez władze Wrocławia?!

Fot. widzew.com

Premiera polskiej, futbolowej wiosny zbliża się milowymi krokami. Hitem hitów zimowej przerwy były zakupy za miliony poczynione przez Widzew. Podsumujmy: Osman Bukari- z Austin za 5,50 mln euro, Carlos Isaac-z Cordoby za 1,00 mln euro, Christopher Cheng-z Sandefjord za900 tys. euro, Bartłomiej Drągowski-z Panathinaikosu dza300 tys. euroLukas Lerager-z FC Kopenhaga- za darmo, Emil Kornvig-z SK Brann za 3,5mln euro i na tym nie koniec…Teraz Przemek Wiśniewski!!!

Czy kolejny transferowy zaciąg pozwoli zbudować team na miarę ligowej czołówki? Pożyjemy zobaczymy, doskonale pamiętając, że w piłkę nożną pieniądze nie grają. Z drugiej strony transferowa cisza w ŁKS, który podobno nie stracił marzeń o awansie do ekstraklasy, brzmi doprawdy przejmująco.

Wracając do Widzewa. Milionowe zakupy udało się zrobić dzięki prywatnym pieniądzom właściciela. I tak właśnie ma być. Nie powinno dochodzić do takich patologii, do jakich doszło we Wrocławiu. Śląsk obronił się przed finansowym blamażem, dzięki pomocy władz miasta. I to jakiej.

Fot. wroclaw.pl

Wrocław wyłożył na I-ligowy klub 30 milionów złotych. A ten uroczony wielką gotówką nie przeprowadził poważnej restrukturyzacji, aby nie doszło do kolejnej patologii, tylko, jak gdyby nigdy nic, ruszył na zakupy, podbierając ligowemu rywalowi czyli ŁKS czołowego piłkarza (Michała Mokrzyckiego). Kasa z nowego, miejskiego portfela pozwoliła mu lekką ręką wydać pół miliona złotych.

To wyjątkowo chore i niesprawiedliwe, ale… Czego nie zrobią, w tym wypadku,miejscy politycy, żeby choć na chwilę przypodobać się mieszkańcom i nie stracić intratnego stołkaw urzędzie, radzie miasta, sejmiku czy bóg jeden wie gdzie.

Wiosna może być widzewska, jeżeli Lukas Lerager okaże się prawdziwym liderem łódzkiej drużyny. A liderów może być nawet dwóch!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Bez cienia wątpliwości, dla lepszego grania ligową wiosną niż jesienią konieczny jest człowiek, który będzie stabilizował Widzewa. Tak, żeby nie było trzęsiawki przy kontratakach rywali, żeby była pewność, że piłkę wyprowadzi się bez głupiej straty, w odpowiednim momencie przyspieszy lub zwolni grę. Po prostu umiejętnie ją reżyserował.

W tych sparingach, które oglądałem w internecie, ktoś taki się pokazał. Kto? 32 – letni Lukas Lerager. Ma chłop doświadczenie i widać też umiejętności, żeby to robić.

Zagrał 10 meczów w reprezentacji Danii, 17 w Lidze Mistrzów, 51 w Serie A, 55 w Lique 1 i 219 w lidze duńskiej. Teraz ma błyszczeć w ekstraklasie. Na razie wszyscy są pod wrażeniem tego, co robił podczas tureckiego zgrupowania. Podczas treningów i meczy kontrolnych praktycznie nie tracił piłki. Oby tak w ekstraklasie.

I na tym nie koniec, bo może mieć liderów dwóch! Prezentujący wysokie umiejętności i co najważniejsze wysoką formę pomocnik Emil Kornvig zostanie widzewiakiem!

Łódzki klub znów przeszedł, tym razem zimową, burzę transferową. Ma być lepszy, ale na razie trzeba to całe towarzystwo szybko zebrać do kupy i zrobić z niego odpowiedzialną za grę i wynik drużynę. Inaczej z marzeń o wielkości pozostanie strach przed degradacją. Mogą to uczynić: mądrze patrzący na zespół i potrafiący dobierać ludzi do podstawowego składu trener oraz liderzy na boisku, którymi bez dwóch zdań mogą stać się Lukas Lerageri Emil Kornvig.

25-letni Kornvig nominalnie jest pomocnikiem, choć w Brann dał się poznać jako zawodnik wszechstronny, spajający zespół, który włącza się w akcje ofensywne, nie zapominając także o pracy w obronie. Od wiosny 2024 roku Duńczyk zagrał w sumie 84 razy w barwach norweskiej drużyny, strzelając 17 goli i sześciokrotnie asystując.

Już 31 stycznia o godz. 17.30 Widzew podejmie trzecią drużynę w tabeli (mecz rozegrany mniej i punkt straty do lidera!) – Jagiellonię Białystok.

Prawdopodobna jedenastka łodzian na to spotkanie: Drągowski – Krajewski, Andreou, Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Pawłowski – Zeqiri, Bergier- choć… Alvarez i Baena pokazali w ostatnim sparingu, że trener Jovicević ma nad czym myśleć. Teraz doszedł jeszcze Kornvig,Od przybytku głowa nie boli?!

Jesienią łodzianie przegrali wyjazdowy pojedynek frajersko i bez sensu 2:3, tracąc dwa gole w doliczonym czasie gry. Oby teraz ta przeklęta historia się nie powtórzyła! Transmisja meczu w TVP Sport.

Po kiego diabła trener Widzewa Igor Jovicević namieszał w końcówce składem, jak w kotle czarownic i doprowadził do klęski

Fot. widzew.com

Ja po prostu nie rozumiem piłkarskich trenerów. Cały tydzień robią analizy taktyczne swoich piłkarzy i przeciwników. Wydaje mi się, że mają za sobą nieprzespane noce po takim natłoku informacji do przetworzenia, a potem w praniu, w trakcie meczu popełniają błędy na poziomie futbolowego żłobka.

Komputery, bajery wszystkiego na szczęście nie załatwią. Dobry szkoleniowiec musi się wykazać meczowym wyczuciem. Inaczej przegrywa wszystko z kretesem w wydawałoby się wygranym pojedynku. Tak niestety stało się w Lubinie z trenerem Widzewa – Igorem Joviceviciem.

Widzew miał inicjatywę, czuwał nad przebiegiem meczu z Zagłębiem, prowadził 1:0. Kapitan drużyny Bartłomiej Pawłowski kontrolował czujnie, żeby wszystko przebiegało w miarą sprawnie i bez większych wpadek i nagle między 75, a 81 minutą szkoleniowiec dokonał pięciu zmian. Po co i dlaczego to zrobił? Tylko on to wie.

Ostatni mecz roku. Nic nas nie goni, nic nie zmusza do myślenia, co będzie w spotkaniu za trzy dni. Chłopaki trzymają się dzielnie, po co zaburzać ducha gry, strukturę zespołu, dokonywać zmian (bo taka utarła się świecka boiskowa tradycja?!). Na dodatek zdejmować z boiska kapitana, który miał to pod kontrolą. Zaburzyć wszystko, co funkcjonowało, i w efekcie doprowadzić do do boiskowej klęski.

Ja wiem, że jest presja, każdy chce gra, pokazać, że zasługuje na zarabianie większych pieniędzy i to dużo większych, niż średnia krajowa. Grzanie ławy wywołuje tylko stresy, frustracje i psuje atmosferę w szatni, a ta jak wiadomo jest najważniejsza. Ale czy trener, trzymający się tych realiów, wystawi do składu na przykład… mnie, bo robię miny i fumy, że mnie w nim nie ma!?

Ponawiam pytanie z połowy sezonu. Czy naprawdę nie ma w polskiej piłce polskich trenerów, którzy umieją czytać grę, wyciągać z niej korzystne dla drużyny wnioski i potrafią poprowadzić ją do przynajmniej ligowych zwycięstw?!

Wyjazdowy koszmar Widzewa trwa. Łodzianie przegrali po golu straconym w ostatniej akcji meczu!

Wróciły łódzkie, wyjazdowe koszmary koszmarów. Widzew przegrał dziesiąty mecz w sezonie, siódmy na wyjeździe (!) po golu straconym w doliczonym czasie gry, ba, w ostatniej akcji meczu!

Widzew zaczął spotkanie w Lubinie bez kompleksów. Miał inicjatywę. Starał się dzielić i rządzić w drugiej linii Shehu, starał się strzelać Pawłowski. Bergier, próbując trącić piłkę piętą w powietrzu, kopnął rywala. Kocaba musiał opuścić boisko, a miejscowi mieli moc pretensje, że napastnik łodzian ujrzał żółtą, a nie czerwoną kartkę. VAR przyznał rację decyzji arbitra T. Marciniaka.

Do przerwy bramkową sytuację po składnej akcji Baena – Krajewski miał Zeqiri, ale Burić zdołał odbić piłkę. A za chwilę bliski otworzenia wyniku po centrze Pawłowskiego był Żyro. Co się odwlecze to nie uciecze… W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Bergier, płaskim strzałem lewą nogą pokonując Buricia. To dziewiąty gol napastnika w rozgrywkach. Inteligentną asystę zapisał na swoim koncie Krajewski (wycofanie piłki na piąty metr).

W drugiej połowie Widzew pilnował wyniku i szukał zabójczej kontry. Minimalnie pomylił się Shehu. Trafił w poprzeczkę Fornalczyk. W drużynie rywali pomylił się Rocha. Niestety w końcówce gospodarze doprowadzili do wyrównania. Rocha (2 metry wzrostu) pokonał Kikowskiego uderzeniem głową. A potem w szóstej minucie doliczonego czasu gry czarna rozpacz. Za krótko wybił instynktownie piłkę Andreou, dopadł do niej Diaz, nieupilnowany przez Alvareza i Zagłębie mogło cieszyć się ze zwycięstwa. Piłka nożna potrafi być okrutna!

Mecz oglądało 5698 widzów.

Po spotkaniu jeszcze jedno tegoroczne, ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie1/4 finału STS Pucharu Polski. W pierwszej ligowej kolejce przyszłego roku Widzew 31 stycznia o godz. 17.30 podejmie Jagiellonię.

Weszło informuje, że na wylocie z Widzewa może być trójka zawodników: Polydefkis Volanakis, Tonio Teklić oraz Pape Meissa Ba. I powiedzmy szczerze, że wielkiego zaskoczenia w tej informacji nie ma. To piłkarze w tej chwili bez znaczenia dla Widzewa.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (0:1)

0:1 – Bergier (45 + 5), 1:1 – Rocha (86, głową), 2:1 – (90+6)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Kozlovsky (75, Gallapeni) – Baena, Shehu (84, Klukowski), Czyż (81, Hanousek), Pawłowski(75, Alvarez) – Zeqiri, Bergier(75, Fornalczyk)

Futbolową partię szachów widzewiacy rozegrali bez zarzutu. Jeżeli będą skuteczniejsi, to może być trzecie zwycięstwo z rzędu!

Fot. widzew.com

Ciekawe, ilu piłkarzy Widzewa gra w… szachy. Bo futbolową partię szachów w Szczecinie (zwłaszcza do przerwy) rozegrali na swoich zasadach. Kontrolowali własne przedpole odpowiedzialnie i z wyczuciem, przewidując skąd nadchodzi największe zagrożenie. Rywale byli momentami bezradni, nic nie byli w stanie zrobić. Nie dziwi zatem fakt, że drugi raz z rzędułodzianie zagrali na zero z tyłui odnieśli drugie zwycięstwo.

Sprawdza się gra dwoma napastnikami, którzy coraz lepiej rozumieją się na boisku, a umiejętność skutecznej walki w defensywie Sebastiana Bergiera jest wprost bezcenna. Dobrze, że wreszcie ktoś uwierzył, iż kapitana – Bartłomieja Pawłowskiego stać na dużo, dużo więcej niż granie piłkarskich ogonów. Pawłowski rozegrał bodaj najlepszy mecz tej jesieni. Po prostu był wszędzie tam, gdzie być powinien. A jego udział w zwycięskim golu był nie do przecenienia.

Widzew w Szczecinie powinien wygrać zdecydowanie wyżej niż skromne 1:0. Wypracował pięć – sześć bramkowych okazji i tylko denerwujący brak skuteczności sprawił, że ich nie wykorzystał.

Ostatni mecz o punkty w tym roku 6 grudnia o gody. 17.30 Widzew (11 miejsce, 20 zdobytych punktów)zagra w Lubinie z sąsiadem w tabeli – Zagłębiem(22 punkty, 10 miejsce). Zwraca uwagę fakt, że lubinianie strzelili na własnym boisku … 20 bramek, a stracili tylko 8!

Po meczu jeszcze jedno ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie 1/4 finału STS Pucharu Polski.

To bezcenne, pucharowe zwycięstwo w Szczecinie może uratować sezon Widzewowi!

Nieudana ligowa jesień, nie musi oznaczać straconego sezonu. Widzew wygrał pucharowy mecz w Szczecinie i w tej rozgrywce poszuka wiosną swojej europejskiej szansy. Łodzianie wygrali drugi mecz z rzędu i na koniec zmagań zyskali formę, pewność siebie i mądrość w grze. Trochę szkoda, że tak późno.

Mecz mógł się zacząć pięknie. Zabrakło niewiele – precyzji, a może łutu szczęścia. Shehu, strzelając po długim rogu, trafił w słupek. Za chwilę jednak w rewanżu niefrasobliwością popisali się obrońcy łodzian i minimalnie pomylił się Molnar.

Do trzech razy sztuka. Dwa razy pudłował Zeqiri, ale za trzecim razem niepilnowany z pięciu metrów nie mógł spudłować i nie spudłował. Dodajmy: po znakomitej akcji Pawłowskiego z Baeną. Miał szansę na skuteczną odpowiedź Molnar, ale znakomitą interwencją popisał się Kikolski. Do przerwy były głównie defensywne… szachy i trzeba to obiektywnie powiedzieć, że lepiej tę partię rozgrywali łodzianie.

W drugiej połowie dobra akcja łódzkich napastników zakończyła się fatalnym pudłem Bergiera. Kolejny atak w liczebnej przewadze w polu karnym Pogoni też skończył się… niczym. A potem nastąpił fatalny błąd Czyża. Przy szybkiej kontrze Portowców faulował rywala Visus. Trwały długo dywagacje VAR czy obrońca nie powinien ujrzeć nie żółtą, a czerwoną kartkę. Ostatecznie skończyło się na łódzkim strachu.

Widzew się za głęboko cofnął i stracił gola. Znów jednak skończyło się na strachu, bo autor bramki był na spalonym. Czas mijał, a Widzew cofał się coraz bardziej pod własną bramkę. Były momenty grozy, ale… Po kapitalnych kontrach doskonałe sytuacje zmarnowali Bergier, Shehu i Alvarez. A powinno być po meczu! W końcu jednak sprawiedliwości stało się zadość. Widzew wygrał i awansował, bo na to zasłużył.

6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

1/8 finału STS Puchar Polski

Pogoń Szczecin – Widzew 0:1 (0:1)

0:1 – Zeqiri (35, głową)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (90+3, Krajewski), Czyż (84, Hanousek), Shehu, Pawłowski (90+3, Alvarez) – Zeqiri (84, Fornalczyk), Bergier ( 90+12, Klukowski)

W kadrowym szaleństwie trenera była metoda. Widzew wygrał drugi mecz na wyjeździe

Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.

Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.

Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.

1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Piast Gliwice – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (22, karny), 0:2 – Zeqiri (54)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (83, Krajewski), Shehu, Selahi (71, Czyż), Pawłowski (90+2, Hanousek) – Zeqiri (83, Klukowski), Bergier

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑