
Fot. Orlen Superliga
29 sierpnia 2026 roku Atlas Arena ponownie wypełni się kibicami, emocjami i atmosferą wielkiego święta piłki ręcznej. Łódź po raz kolejny będzie miejscem, gdzie najlepsi spotkają najlepszych.
To będzie wyjątkowe wydarzenie dla Piotra Jędraszczyka (na zdjęciu). Rozgrywający Industrii Kielce, po raz kolejny, wraca do rodzinnej Łodzi. Swoje pierwsze handballowe kroki stawiał w miejscowej Anilanie… pod okiem swojego taty.
Piotr Jędraszczyk pierwsze, duże handballowe sukcesy odnosił w Anilanie – klubie, który przez lata wychował co najmniej kilka gwiazd polskiego szczypiorniaka. Anilana z Piotrem Jędraszczykiem w składzie, która zdobyła tytuły mistrza Polski młodzików, juniorów młodszych i juniorów. Może warto prześledzić to, co się stało i dlaczego dziś Łódź nie jest potęgą polskiej piłki ręcznej.
– W tym klubie zawsze duży nacisk był położony na szkolenie młodzieży. To było na pierwszym planie. To działało przez wiele lat i przynosiło takie efekty – mówi Piotr Jędraszczyk. którego wychował i sportowo ukształtował jego tata – Adam.

– Tata wymagał ode mnie bardzo dużo. Może nawet więcej niż od reszty chłopaków. Mówił, że mam być przykładem dla innych i zawsze dawać z siebie sto procent. Miałem inspirować resztę, abyśmy szli w takim kierunku rozwoju. Nie było łatwo, wymagało to wielu poświęceń. Taka postawa przyniosła jednak pozytywny efekt – wspomina rozgrywający Industrii Kielce.
Pięć lat temu, po debiucie syna w reprezentacji Polski, Adam Jędraszczyk wspominał początki: – On miał już roczek i biegał po parkiecie. Jeździł ze mną na wszystkie obozy. Trenowanie syna nie jest łatwą sprawą. Byłem też wychowawcą klasy, więc miałem trzy funkcje na raz. Jemu na pewno było bardzo ciężko. Nie można wielu rzeczy sprzedać ojcu, jeśli chodzi o drużynę, ale nie można też sprzedać zespołowi tego, co mówi się w domu. On wiedział, co jest najlepsze do utrzymania najlepszych kontaktów z każdą ze stron.
Industria Kielce wywalczyła mistrzostwo Polski w przekonującym stylu. Teraz, mierząc się z ORLEN Wisła Płock, to ona przystąpi do wali o Superpuchar w roli delikatnego faworyta. Latem drużyna Krzysztofa Lijewskiego przejdzie jednak sporo zmian, bo wymieniona zostanie jedna trzecia składu. Mimo, że to początek sezonu, Kielczanie liczą na kolejne trofeum.
– Musimy być pewni siebie, ale też zachować chłodną głowę. Sezon dopiero rusza. Przed nami długi okres przygotowawczy, a ten mecz będzie pierwszym poważnym sprawdzianem.
Myślę, że na pewno przyjdzie sporo bliskich mi osób. Już przed rokiem dopingowali mnie. Teraz będzie podobnie. Często przyjeżdżają do Kielc i na mecze reprezentacji. To też motywacja, aby być lepszym zawodnikiem – mówi Piotr.

Cała ta fajna, spójna sportowa opowieść Orlen Superligi zda się jednak psu na budę, gdy pomyśli się, że nie ma żadnej, ale to żadnej Łódzkiej drużyny w Lidze Centralnej. Jesteśmy prowincją prowincji polskiego szczypiorniaka, a przez chwilę organizując topowe zawody, sadzimy się na wielkość. To pozory, zakłamywanie rzeczywistości, bo po prostu Łódź to ziemia jałowa męskiej piłki ręcznej!


