
Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź
Pozory potrafią mylić. Wydawało mi się, że po pierwszym (odejście Michała Mokrzyckiego), a potem drugim (zniknięcie Fabiana Piaseckiego) kadrowym trzęsieniu ziemi ŁKS skazuje się na I-ligową przeciętność.
Trzęsienia okazało się… drobnymi turbulencjami, które zamiast rozbić drużyną tylko ją zjednoczyły, ba zintegrowały. O, ironio! ŁKS bez swoich liderów gra lepiej, bo wykreował nowych (Mateusz Wysokiński), innym pozwolił, także z konieczności, na więcej (Andreu Arasa), zdyscyplinował się i stał bardziej konsekwentny w grze. Bez dwóch zdań to zasługa trenera Grzegorza Szoki, który umiał to wszystko poukładać. Nie boi się podejmować odważnych decyzji (zdjęcie Fabiana Piaseckiego), dawanie szansy młodym, zdolnym piłkarzom.

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź
Chciałoby się powiedzieć: tylko tak dalej. Sęk w tym, że teraz dla ŁKS zaczynają się kalendarzowe, wyjazdowe schody – pięć meczów pod rząd na obcych boiskach (cztery ligowe plus Puchar Polski) i powrót na al. Unii w połowie października! Nadchodzi czas sportowej, wyjątkowej próby.
Powiem to ze smutkiem: propagandowy sukces, jakim było dla władz miasta Łodzi zyskanie kobiecych futbolowych mistrzostw (teraz są przedmiotem napięć między UEFA i FIFA – podobno zażegnanych), okazał się ważniejszy od Łódzkiego dobra. Takie łaszczenie się na chwilowy poklask, bez cienia refleksji i myślenia o Łódzkiej przyszłości, nie wystawia władzom dobrego świadectwa.
Wyjazdowa gehenna Łodzian: 28 sierpnia, godz. 20.45: Odra Opole – ŁKS Łódź, 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Dodaj komentarz