Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Widzew, jeszcze tej wiosny, musi być bardziej kreatywny i skuteczny, żeby utrzymać się w ekstraklasie!

Fot. widzew.com

W Widzewskiej układance zaproponowanej przez Aleksandara Vukovicia gra defensywna już jest poskładana na tyle, że nie powoduje kompromitujących strat bezcennych bramek. Na jej liderów wyrośli bramkarz Bartłomiej Drągowski (pięć czystych kont!) i pewny, skuteczny i coraz szybszy w interwencjach Przemysław Wiśniewski.

Im dalej, tym niestety gorzej. Można drżeć o to, żeby kolejnej sportowej zapaści nie doznał Fran Alvarez, liczyć, że więcej asyst zapisze na swoim koncie Mariusz Fornalczyk, a odblokowany wreszcie Sebastian Bergier nie skończy ligowych zmagań na dwunastu trafieniach ale…

Co ze środkiem drugiej linii – mającej trzymać meczową dyscyplinę i kreować grę? Nie chce mi się pisać o nazwiskach, bo już nie raz podkreślałem, że w środku tej formacji Widzewscy piłkarze po prostu zawodzą, no może poza Lindonem Selahim, skutecznie zatrzymującym ataki przeciwnika. Tu trener Aleksandar Vuković ma ból głowy. Nie dość, że musi pracować nad formą piłkarzy tej formacji, ale też znaleźć ustawienie, które pozwoli Widzewowi być bardziej kreatywnym i skutecznym.

Oj, przydałoby się drugie z rzędu zwycięstwo. Tym razem na wyjeździe w meczu z Radomiakiem (18 kwietnia o godz. 14.45). Rywale mają tylko punkt więcej od Łodzian, ale… z ośmiu ligowych zwycięstw, siedem odnieśli na własnym boisku.

ŁKS ma wielką szansę na bycie poważnym graczem w walce o ekstraklasę. Oby tylko jej nie zmarnował głupią wpadką!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS miał wolny od ligowego grania weekend z powodu naprawy zamienionej w kartoflisko murawy (mecz odbędzie się 7 maja o godz. 18). Co najważniejsze, zostaje w grze o strefę barażową! Ma w zapasie jeden mecz i przed sobą starcie z outsiderem.

tylkoslask.pl podaje: GKS Tychy świętuje 55. urodziny klubu, przygotowując wyjątkowe obchody jubileuszu. Kulminacją uroczystości będzie najbliższy mecz domowy z ŁKS Łódź, podczas którego stadion zamieni się w miejsce wielkiego święta pełnego górniczych akcentów i historycznych nawiązań.

Oby tylko łodzianie nie zatopili się w świątecznym nastroju. Chciałbym i pewnie nie tylko ja, żeby znów pokazali, że w meczach wyjazdowych trzeba ich się bać podwójnie. Spotkanie w Tychach 18 kwietnia o godz. 19.30. A GKS pokazał pazurki w Siedlcach, wygrał 1:0 i na pewno nie wolno go lekceważyć.

Miał być gwiazdą drużyny i ligi – Basten Toma, ale na razie z meczu na mecz coraz lepiej gra Andreu Arasa, a jego bramkowa akcja w meczu z Wieczystą (2:0), to był prawdziwy majstersztyk. Wydaje się, że trener Grzegorz Szoka poukładał ełkaesiackie klocki w należytym porządku. Teraz miał czas na doskonalenie tego, co wypracował.

Oby tylko zespół nie wypadł z meczowego rytmu. Na pewno ma go Fabian Piasecki, który ostatnio strzela gola, tak w pierwszej jak i drugiej drużynie. Chciałoby się i to bardzo, żeby po powrocie po kontuzji utalentowany Antoni Młynarczyk odpalił, jak Andreu Arasa,i stał się jokerem w łódzkiej talii.

Jest wyrównana, ligowa kadra, jest w kim wybierać. Oby tylko w tak istotnej końcówce zmagań obyło się bez wpadek i rozczarowań, a może doczekamy się w przyszłym sezonie łódzkich derbów w ekstraklasie!

Pierwsze śliwki robaczywki. Trzecie miejsce Cedrus Sroki Łódź w Pucharze Czech. Liczyli na więcej!

Fot. Sroki Łódź

Cedrus Sroki Łódź zagrały w turnieju Rugby League o Puchar Czech, który odbył się w Helvíkovicach koło Letohradu.
Członek zarządu – Przemysław Kwiecień podaje: Łodzianie zaczęli od zwycięstwa. W pierwszym meczu pokonali Krupka Dragons 18:12. Spotkanie było wyrównane, ale ostatecznie to Sroki przeważyły szalę zwycięstwa na swoją korzyść i zgarnęły komplet punktów.

Drugi mecz już tak dobrze nie poszedł. Sroki przegrały z Orli Havlíckvu Brod 10:20. W końcówce było widać, że łodzianom zaczęło brakować sił. Bbył to ich drugi mecz pod rząd. Na dodatek pech dopadł Macieja Posiadałę. Kontuzja wyeliminowała go z gry do końca turnieju.

W ostatnim spotkaniu gospodarze Barbarians Letohrad nie dali naszym rugbystom żadnych szans, wygrywając26:6. Był to naprawdę ciężki mecz dla drużyny z Łodzi, ponieważ w trakcie tego spotkania kilku zawodników Srok doznało kontuzji. Ostatecznie Cedrus Sroki zajęły trzecie miejsce. Drugie było w zasięgu ręki, więc zostaje lekki niedosyt.

Przyłożenia dla łodzian zdobywali: Mateusz Kowalewski (2), Jonathan Tutak (2)  Kamil Kleszcz (1) i Nikodem Jędryka (1) Wszystkie pięć podwyższeń to zasługa Mateusza Kowalewskiego.

Dla Srok to był ostatni sprawdzian przed startem ligi czeskiej, która rusza 9 maja. W pierwszym meczu łodzianie zagrają na wyjeździe ze Slavią Hradec Kralove.

Polscy rugbiści pokazali piłkarzom, jak skutecznie walczy się ze Szwedami. Zaliczyli awans na topową, europejską półkę!

Zdjęcia: Wojciech Szymański

Gdyby tak zagrali piłkarze – mający pomysł na grę, do bólu skuteczni w jego realizacji, nie popełniający prostych, katastrofalnych błędów – na pewno wystąpiłby na mundialu. Futboliści zawiedli, moc pokazali rugbiści.

Reprezentacja Polski pokonała w Gdyni w swoim ostatnim meczu Rugby Europe Trophy Szwecję 72:3 (36:3) i awansowała na poziom Championship, z którego spadła w marcu 2024 roku. W dwuletnich rozgrywkach biało-czerwoni zanotowali dziewięć zwycięstw i jedną porażkę. Warto przypomnieć, że w zeszłym roku w Trellebeorgu, kadra prowadzona przez Kamila Bobryka i Tomasza Stępnia – wygrała po zaciętej walce tylko 29:25!

Wojciech Piotrowicz (pożegnalny występ w reprezentacji, podobnie jak Piotra Zeszutka i Jakuba Wojtkowicza) zdobył 27 punktów i stał się najskuteczniejszym w historii zawodnikiem polskiej reprezentacji w rugby. W sumie łącznik ataku Energi Ogniwa Sopot zapisał na swoim koncie 260 „oczek”, o 11 więcej niż grający na tej samej pozycji Dawid Banaszek. Warto zauważyć, że Kacper Wróbel zdobywał przyłożenie w każdym z pięciu meczów sezonu. Rozgrywki zakończył z dorobkiem 25 punktów Barw polskiego teamu w tym prestiżowym meczu bronił wielki i silny gracz formacji młyna WizjaMed Gort Budowlani Łódź – Jakub Małecki – autor 5 punktów dla Polski (w sumie ma ich na koncie 10 w reprezentacji).

Trener reprezentacji Kamil Bobryk: – Wyszło bardzo dobrze, cieszmy się tym dniem, a teraz trzeba się będzie zastanawiać, jak przygotować się na przyszły rok.

Dający nadzieję na sportowy postęp niezwykle udany mecz ze Szwedami sprawił, że od lutego przyszłego roku Polacybędą się mierzyć z GruzjąPortugalią, Hiszpaniąoraz Rumunią, które na co dzień rywalizują właśnie w Rugby Europe Championship.Sportowa poprzeczka zostanie zawieszona bardzo wysoko!

Tymczasem… Reprezentacja Polski w Rugby XV rozegra latem międzynarodowy mecz towarzyski z reprezentacją połączonych Wysp Normandzkich (Channel Islands). Spotkanie odbędzie się 25 lipca 2026 roku na stadionie CoinShares Park w Jersey.

Można tylko żałować, że Widzew wcześniej nie postawił na Aleksandara Vukovicia. Na pewno miałyby mniej ligowych kłopotów!

Fot. widzew.com

Mądry Widzewiak po szkodzie. Zamiast robić szkoleniowe fanaberie, trzeba było od razu postawić na fachowca. Nie wiem, czy Widzew spadnie czy nie. Ekstraklasa to chyba najbardziej wyrównana i nieprzewidywalna liga świata. Wszystko zdarzyć się może, ale do czterech razy sztuka…

Już dziś można powiedzieć, że zatrudnienie Aleksandara Vukovicia w roli pierwszego szkoleniowca było przejawem Widzewskiego rozsądku. Poprzednicy? Pierwszy wszędzie szukał spisków, drugi wolał wesele przełożonego od trenowania, a trzeci opowiadał banialuki – dyrdymały, popełniając katastrofalne błędy w ustawieniu zespołu, dokonywanych zmianach…

A Vuković? Pragmatyk do bólu, który zbieranie punktów uważa w tej chwili za najważniejsze i na razie to mu się udaje. Na styl, proszę bardzo, można i trzeba narzekać, ale…Trener nie poniósł porażki w żadnym z pięciu spotkań, w których prowadził Widzew. Dwa pojedynki wygrał, trzy zremisował. Dobry bilans. Ech, gdyby tak od początku rozgrywek.

Postawił na defensywę, a ta na ogół nie zawodzi. A co z przodu? Miał cierpliwość do Mariusza Fornalczyka, a ten odpłacił mu się kapitalną asystą, dającą gola i bezcenne zwycięstwo. Zostawił na boisku Sebastiana Bergiera, nie podmieniając go na najbardziej, obok Osmana Bukariego, przereklamowanego gracza łodzian – Andiego Zeqiriego (choć ten niepotrzebnie pojawił się na boisku). Bergier zdobył złotego gola, pierwszego w tym roku na wagę trzech bezcennych punktów.

Napastnik wlał w serca narzekających, krytycznych, ale zawsze wiernych kibiców, nadzieję. Oby przyniosła ona spełnienie założonego celu czyli utrzymanie się w ekstraklasie!

Jest bezcenne zwycięstwo. Widzew ma prawo nadal wierzyć w utrzymanie w ekstraklasie!

Widzew męczył się okrutnie, ale ostatecznie odniósł bezcenne zwycięstwo, które przedłuża nadzieje Łodzian na utrzymanie się w ekstraklasie. Widzew wygrał dziewiąty mecz w sezonie, szósty na własnym boisku. Gospodarzom pomógł trochę fakt, że przez ponad 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika.

Widzew, jak ostatnio nie Widzew. Nieprzestraszony, zaczął mecz z animuszem, prąc do przodu, w czym brylował Fornalczyk. Wszędzie go było pełno – biegał, walczył, podawał, strzelał… Bez efektu. Trzy rogi – karny, jak się grało na podwórku. Po 7 minutach byłaby jedenastka dla Łodzian. Pomarzyć dobra rzecz.

Z tego Widzewskiego atakowania powinno było coś wyniknąć, a niestety nie wyniknęło. Para w gwizdek. Można się było zastanawiać, gdzie jest Alvarez, który ustrzelił pięknego hat tricka w jesiennym pojedynku, wygranym 4:2. Pierwsza połowa skończyła się na jednym celnym uderzeniu i to piłkarza gości – Isika w 33 minucie! Łódzka para w gwizdek. Bez dokładnych dograń piłki i co najważniejsze celnych strzałów. Pojawiły się gwizdy na trybunach. Czarno na białym było widać brak jakości.

Niemoc, wielka niemoc Łodzian skutkowała w drugiej uproszczeniem taktyki. Laga od Drągowskiego na aferę, a nuż coś z tego wyniknie. Do czasu, bo też bez efektów. Niestety, kolejne pomysły czy może antypomysły gospodarzy na atak, zamieniały się w wielkie nic. Skoro sami nie potrafili postanowił im pomóc Kasperkiewicz, który po faulu na Shehu w 68 minucie ujrzał drugą żółtą czyli czerwoną kartkę i Widzew grał z przewagą jednego zawodnika.

I wreszcie, wreszcie doczekaliśmy się w 71 minucie celnego strzału Łodzian. Piłkę po główce Kapuadiego obronił Chovan. Potem był równie skuteczny po uderzeniu Baeny. I tak trwał show golkipera gości, który bronił strzał za strzałem… Raz miał szczęście, bo po uderzeniu Bergiera ratowała go poprzeczka.

Przy następnej próbie napastnik Widzewa okazał się skuteczny. Po efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka i jego dokładnej centrze niepilnowany Bergier posłał piłkę głową do siatki. 12 gol napastnika, druga asysta skrzydłowego. Uff, odetchnęliśmy z ulgą. Te sukces daje nadzieję na lepszą ligową przyszłość!

Mecz oglądało 17 841  kibiców. 18 kwietnia o godz. 14.45 Widzew zagra na wyjeździe z Radomiakiem.

Widzew – Termalica Nieciecza 1:0 (0:0)

1:0 – Bergier (89, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac(82, Zeqiri), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi(63, Baena), Shehu – Alvarez, Bergier, Fornalczyk(90+3, Żyro)

Łodzianie – wojskowy oraz artysta – pedagog zdobyli w Kalifornii pięć medali podczas największych na świecie zawodów szermierki historycznej

Zdjęcia: Nikola Kikowska

Mamy nasz Łódzki, sportowy sukces i to hen daleko, za oceanem. Podczas rozegranych w Kalifornii największych na świecie zawodów szermierki historycznej SoCal Swordfight 2026, nasi zawodnicy zdobyli pięć medali! Konrad Kramarz wywalczył trzy krążki: złoty w szabli, srebrny w szpadzie i brązowy w rapierze. Aleksander Dynarek zdobył złoty w szpadzie oraz rapierze ze sztyletem.

Konrad Kramarz: – To dla nas ogromne wyróżnienie móc reprezentować Polskę, nasze miasto i klub na tak prestiżowych zawodach. Każdy start to nowe doświadczenie zwłaszcza na zawodach takiego formatu. Te medale to nie tylko nasz sukces, ale także całego środowiska polskiej szermierki historycznej, która jest znana z wielu dobrych zawodników i te zawody to potwierdzają.

SoCal Swordfight 2026 to największy turniej, w którym 500 szermierzy historycznych z całego świata spotkało się w kalifornijskiej Pomonie, by mierzyć się ze sobą w serii konkurencji. Wśród nich znaleźli się: Konrad Kramarz ( 39 lat) oraz Aleksander Dynarek ( 36 lat). Obaj są członkami Kadry Narodowej Polskiego Związku Szermierki Historycznej oraz jednymi z najbardziej utytułowanych zawodników szermierki historycznej w kraju i za granicą.

Konrad Kramarz jest wielokrotnym zwycięzcą największych zawodów krajowych, w których startował już od czasów szkolnych. W swojej sportowej karierze zdobył już ponad 80 medali w różnych systemach szermierczych, w kraju z za granicą.

Wśród jego jego osiągnięć są m.in. srebrny medal w szabli podczas prestiżowego turnieju Swordfish 2018 w Goeteborgu, złoty medal w kategorii sidesword w Oxfordzie oraz zwycięstwo we włoskim Pucharze Sala d’Achille Marozzo. Kramarz na zawodach reprezentował również Wojsko Polskie, jako oficer pełniący służbę w 9 Łódzkiej Brygadzie Obrony Terytorialnej.

Aleksander Dynarek obecnie zajmuje drugie miejsce na świecie w rapierze i sztylecie. Od 2017 roku regularnie startuje w międzynarodowych zawodach, zdobywając medale na prestiżowych turniejach. Od 2016 roku realizuje się jako działacz polskiego środowiska HEMA, współtworząc struktury federacyjne i biorąc udział w rozwoju szermierki historycznej w Polsce. Jest artystą i pedagogiem na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie zajmuje się projektowaniem form przestrzennych, projektowaniem parametrycznym oraz technologiami cyfrowymi i wytwarzaniem form w 3D.

To ważne. Nasi reprezentanci prowadzą w Łodzi zajęcia dla młodzieży i dorosłych w Klubie Szermierki Historycznej Mordschlag, mieszczącym się przy ulicy Stefana Jaracza 40.

Ppor. Konrad Kramarz: – Szermierka historyczna to świetny sport, który pozwala rozwijać całe ciało, uczy dyscypliny oraz pracy nad sobą. Jednocześnie nawiązuje do polskiej tradycji, która przez lata była nierozerwalnie związana z bronią białą – z szablą, która do dziś pozostaje bronią reprezentacyjną podczas różnych uroczystości wojskowych.

Trenerka KS Hokej Start Brzeziny – Małgorzata Polewczak: – Grania będzie sporo, wszystko może się zdarzyć. Oby tylko dziewczyny częściej trafiały piłeczką do bramki rywalek!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Wraca liga hokeistek na trawie. W premierowym meczu wiosny mistrzynie Polski – KS Hokej Start Brzeziny w niedzielę o godz. 15.30 podejmą drugi zespół AZS Politechnika Poznańska. Jesienią podopieczne Małgorzaty Polewczak wygrały oba mecze z AZS II po 2:0. O innych lepiej by chciały zapomnieć albo raczej o prezentowanej w nich skuteczności. Bo, gra była na niezłym poziomie, ale to co działo się pod bramkami rywalek… Miejmy nadzieję, że był to tylko jesienny koszmar.

Nowa runda, nowe oczekiwania. – Nie zagrałyśmy żadnego sparingu, więc nasza forma jest niewiadomą – mówi Małgorzata Polewczak. – Na dodatek przystąpimy do walki osłabione, bo kontuzji doznała nasza czołowa zawodniczka – Oliwia Kucharska.

Ostatnio, pracując na naszym boisku, więcej zmagałyśmy się z zimnym, porywistym wiatrem, niż z piłką. Trudności nie brakowało. Ja jednak wierzę w swój zespół. Grania będzie sporo, wszystko może się zdarzyć. Oby tylko dziewczyny częściej trafiały piłeczką do bramki rywalek!

Sponsorem KS Hokej Start Brzeziny jest Bank Spółdzielczy w Andrespolu.

Jesienią barw Brzezińskiej drużyny broniły: Anna Gabra, Justyna Ferdzyn, Kamila Butkiewicz – Kamila Budziewska, Kinga Owczarek, Olha Poltavtseva, Natasza Nowakowska, Oliwia Kucharska, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Zuzanna Dróżdż, Karolina Grochowalska, Zuzanna Kornecka, Marzena Koza, Weronika Grodzka, Magdalena Pabiniak, Monika Chmiel, Diana Varanovich.

Rugby League. Łódzkie Sroki walczą o zwycięstwo w Pucharze Czech. To ważny sprawdzian przed ligowym startem

Fot. Sroki Łódź

Team dominujący w polskim Rugby League – Łódzkie Sroki w sobotę wyjeżdża do Czech, gdzie weźmie udział w turnieju o Puchar Czech w Rugby League. Zawody odbędą się w Helvikovicach koło Letohradu i będą dla podopiecznych Michała Wójcika ważnym przetarciem przed majowym startem w czeskiej lidze – podają Łódzkie Sroki

To już drugi raz, kiedy łodzianie pojawią się w tym prestiżowym turnieju. Rok temu Sroki zajęły drugie miejsce. Teraz cel jest jasny – chcą poprawić tamten wynik i wrócić do Łodzi ze zwycięstwem.

Bardzo się cieszę z wyjazdu na ,,9tki”. Po intensywnym okresie przygotowawczym, całej naszej drużynie przyda się trochę gry przed właściwym sezonem. Liczę na dobrą zabawę i sympatyczny wyjazd z drużyną” – mówi Kamil Kleszcz, zawodnik łódzkich Srok.

Turniej w Helvíkovicach to nie tylko okazja do walki o puchar, ale przede wszystkim solidny sprawdzian formy. Za kilka tygodni Sroki rozpoczną swój debiutancki sezon w czeskiej lidze i każdy mecz przed startem rozgrywek ma ogromne znaczenie. W sobotę trener Wójcik będzie mógł sprawdzić kluczowych zawodników oraz jak drużyna wygląda pod presją. Sobotni wynik pokaże aktualną formę Srok przed rozpoczęciem zmagań w rozgrywkach ligi czeskiej.

Czy polscy rugbiści wezmą wielki rewanż za niepowodzenie piłkarzy i pokonają Szwedów, wywalczając awans do dywizji Rugby Europe Championship?

Fot. PZR

W sobotę na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni o godz. 20 wielki rugbowy mecz z podtekstami Polska – Szwecja. Stawka jest wysoka – awans do dywizji Rugby Europe Championship. Jest też szansa na pomszczenie piłkarzy, po ich wyeliminowaniu przez Szwedów z udziału w Mundialu. Kto nie wybierze się do Gdyni, może zobaczyć mecz w Polsat Sport.

W dwuletnim cyklu Rugby Europe Trophy (de facto trzeci poziom kontynentalnych rozgrywek) w dziewięciu meczach Polacy byli górą aż w ośmiu – podaje biuro prasowe PZR. Drużyna selekcjonerskiego duetu Kamil Bobryk – Tomasz Stępień funkcjonuje coraz lepiej, do awansu do dywizji Rugby Europe Championship został jeszcze jeden krok.

Nie da się ukryć, że Polska będzie faworytem pojedynku , ale rywali nie można lekceważyć. Nasza drużyna ma na koncie 38 punktów, Czesi z 34 punktami są najgroźniejszymi rywalami, Szwecja jest tuż za nimi, mając 29 punktów. W ostatniej serii spotkań, 11 kwietnia, Czesi zmierzą się na wyjeździe z Danią. Jeśli wygrają za pięć punktów, wyprzedzą Polskę w tabeli, o ile nasi swój mecz przegrali. Wychodząc na boisko w Gdyni Polacy będą znali wynik czeskiego meczu.

– Mamy los we własnych rękach, zależymy od siebie. Wygrana da nam zwycięstwo w tej dywizji. To jest celem – mówi Kamil Bobryk, obecnie jeden z selekcjonerów, a kiedyś doskonały zawodnik pierwszej linii młyna, który zaliczył równe 50 spotkań w biało-czerwonej koszulce.

Mecz ze Szwecją to nie tylko wysoka stawka i awans do Championship, to także zakończenie reprezentacyjnych karier przez dwóch kluczowych dla kadry zawodników. Chodzi o wieloletniego kapitana kadry Piotra Zeszutka oraz drugiego najskuteczniejszego zawodnika w historii reprezentacji, Wojciecha Piotrowicza.

– Choćby z szacunku do nich i ich osiągnięć będziemy z Tomkiem Stępniem oczekiwali pełnego zaangażowania. O to jednak jestem spokojny. Przez dwa lata naszej pracy z kadrą udało się wyselekcjonować grupę, która dobrze się ze sobą czuje. Mamy ludzi, którzy chcą grać w reprezentacji – przyznał Kamil Bobryk.

Piotrowicz w dotychczasowych meczach dla Polski zdobył 233 punkty, co daje mu drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów, 16 punktów więcej ma na koncie Dawid Banaszek, zawodnik Life Style Catering RC Arki Gdynia. – Czy będę pierwszy czy drugi w klasyfikacji, nasze nazwiska będą w tabelach snajperów na lata. Jak się uda będę przeszczęśliwy, jak nie, ale awansujemy do Championship, to będę… szczęśliwszy – mówi łącznik ataku.

Selekcjonerzy powołali na mecz w Gdyni 31 zawodników, w protokole meczowym są 23 miejsca. Pewnie znajdzie się w nim zawodnik WizjaMed Grot Budowlani Łódź – Jakub Małecki.

Organizatorzy spodziewają się sporej frekwencji i ponad dwóch tysięcy kibiców na Narodowym Stadionie Rugby. Od kilku lat nie było takiego zainteresowania meczem reprezentacji.

Przy okazji warto uczynić coś dobrego: Wejdź na stronę www.dkms.pl, zamów pakiet rejestracyjny i dołącz do bazy potencjalnych dawców Fundacja DKMS. Bo w rugby – tak jak w życiu – największe zwycięstwa odnosimy razem!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑