Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

To się czyta! Butcher’s Crossing – książkowy western, który odziera cię ze złudzeń

W dzieciństwie był to mój ulubiony gatunek filmowy. Czytałem też wszystko, co choćby tylko ocierało się o western. Potem zafascynował mnie antywestern. A teraz? W wydanej blisko 70 lat temu książce widziałbym co najwyżej historyczną, westernową ramotkę, tymczasem…

Jak jak to lubię – literackie odkrycie! Bez sentymentów i rozczulania się. Wyprawa na bizony w Kansas w połowie XIX wieku dla głównego bohatera, to wręcz życiowe wyzwanie, przekraczanie smugi cienia, milowy krok w brutalną dorosłość. Doświadczenie wyjątkowe, egzystencjalne.

Autor sugestywnie kreśli obrazy polowania, podszytego żądzą mordu. Pokazuje bez sentymentu ekstremalne trudy przetrwania w zimowej głuszy. A potem dramatyczny i tragiczny powrót do rzeczywistości, przynoszący wielkie rozczarowanie. Przepada cały bizoni łup, a jeszcze okazuje się, że interes stał się nieopłacalny, gdyż podaż przerosła popyt. Główny bohater, mocniejszy tym doświadczeniem, wie, że musi poszukać innej życiowej drogi…

Nic dziwnego, że ta sugestywna, działająca na wyobraźnię, wciągająca powieść doczekała się ekranizacji (znanej u nas pod tytułem Instynkt przetrwania), a jedną z głównych ról zagrał Nicolas Cage.

John Williams, Butcher’s Crossing, tłumaczenie Maciej Stroiński, Wydawnictwo Filtry, 2026

Łódź stolicą żeńskiej siatkówki. Złoty medal dla PGE Budowlani. Mistrzynie mówią wprost o spełnionych marzeniach!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Miałem napisać tak zaczynający się tekst o polskiej siatkówce: Co tam panie w Tauron Lidze? A nic, nuda, wszystko, co fachowcy wróżyli przed sezonem się sprawdziło. I proszę. NIE sprawdziło się! Sport potrafi być zaskakujący, nieprzewidywalny, przynieść niespodziankę. Za to kochają go miliony.

W piątym meczu finału Tauron Ligi wielki faworyt – DevelopRes Rzeszów przegrał z PGE Budowlanymi Łódź 1:3. Siatkarki łódzkiego klubu wygrały rywalizację do trzech zwycięstw 3-2 i po raz pierwszy w historii wywalczyły mistrzostwo Polski siatkarek.

Budowlani: Paulina Damaske, Joanna Lelonkiewicz, Maja Storck, Rodica Buterez, Sasa Planinsec, Alicja Grabka – Justyna Łysiak (libero) oraz Nadia Siuda, Bruna Honorio. Trener: Maciej Biernat.

Łodzianki zagrały w finale po raz trzeci, w latach 2017 i 2019 zdobyły srebrne medale, mają też w dorobku trzy brązowe krążki (2018, 2023, 2025). W obecnym sezonie wywalczyły również Puchar Polski.

Paulina Damaske. otrzymała nagrodę MVP w finałowym meczu. Zdobyła 24 punkty. Atakowała ze skutecznością 44 procent. W rozmowie z Polsatem Sport: – Chciałyśmy zrobić dobre widowisko. Rywalki postawiły się w dwóch ostatnich setach, ale zrobiłyśmy to. Mój talizman przyjechał na to spotkanie. Na trybunach miałam wsparcie mamy oraz chłopaka.

– To jest nasza mocna strona. Wiedziałyśmy, że musimy przycisnąć rywalki silną zagrywką, żeby odrzucić je od siatki. Byłyśmy świetnie przygotowane taktycznie i dzięki temu, że zachowałyśmy chłodną głowę, możemy teraz świętować mistrzostwo – powiedziała libero PGE Budowlanych – Justyna Łysiak.- Jestem niesamowicie dumna i szczęśliwa. Ten medal to spełnienie moich marzeń. Walczyłyśmy o marzenia każdej z nas i wygrałyśmy.

Finałowa rywalizacja była ostatnim akcentem w sportowej karierze dwóch łódzkich siatkarek. Z boiskiem żegnają się Bruna Honorio i Aleksandra Wenerska.

– Ten piąty mecz przy pełnej hali jest oznaką pięknych czasów naszej siatkówki. Powinniśmy się z tego cieszyć – przyznał prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, Sebastian Świderski w rozmowie z polsatsport.pl.- To spotkanie pokazało, jak przewrotna jest żeńska siatkówka, jak potrafi sprowadzać z nieba do piekła i za chwilę z tego piekła wyprowadzić do wielkiego świętowania mistrzostwa Polski. Łódź na koniec podnosi puchar i cieszy się ze złotego medalu. To jest piękno siatkówki, że te wyniki nie są oczywiste.

Czy w meczu z Legią, jak Feniks z popiołów, odrodzi się zepchnięty na margines Osman Bukari?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra kolejny mecz o ligowe życie w Warszawie Legią. Czy w wyjątkowo trudnej sytuacji kadrowej trener Vuković znów, zamiast na konstrukcję, postawi na destrukcję? Mając nadzieję, że taka gra, poparta jedną dwoma składnymi kontrami, może przynieść coś więcej niż bezbramkowy remis. Jak będzie, zobaczymy…

Nie ma czego zazdrościć łódzkiemu szkoleniowcowi. Musi przebudować, kluczową dla grania, drugą linię łodzian. Z powodu kontuzji nie wystąpi jeden z dwóch najlepszych piłkarzy zwycięskiego meczu z Motorem – Lerager, a z powodu nadmiaru żółtych kartek – Shehu. Ostał się jedynie Selahi. Na jednym, grającym w kratkę, pomocniku trudno budować ligowy optymizm.

Czy w tej sytuacji Vuković wystawi mającego zbyt dobry humor, jak na podbramkową sytuację drużyny, co zostało zauważone i ostro skrytykowane przez kibiców – Kornviga? Piłka kocha takie historie. Czy jak Feniks z popiołów odrodzi się, odsądzany od czci i wiary, Bukari? Trener Vuković dał mu czas na popracowanie nad formą. Jeśli naprawdę ma umiejętności na miarę wielkości transferu, to może okazać się pomocny. A może to będzie znów czas kapitana Pawłowskiego, który zasiedział się na ławce rezerwowych, ale umiejętności i możliwości wciąż ma?

Kto jednak wie, czy najwięcej w warszawskim meczu nie będzie zależeć od dwóch ludzi. Dającego spokój i pewność bramkarza Drągowskiego oraz będącego jak skała, nie do przejścia, stopera Wiśniewskiego. Zawsze można liczyć na to, że coś pozytywnego wymyślą i zrealizują: Alvarez, Bergier i Fornalczyk. A zatem, z nadzieją: Widzewie do boju!

Ełkaesiacy po pokonaniu domowej, ligowej zmory nie po raz pierwszy i oby nie ostatni pokazali, że są Rycerzami Wiosny w Walce do Samego Końca

Fot. Artur Kraszewski

Nareszcie koniec domowej zmory. ŁKS wygrał ligowy mecz u siebie, pierwszy w 2026 roku. Pokonał Stal Rzeszów 2:1. Nie było łatwo i przyjemnie, bo zaczęło się jak zwykle ostatnio. Łodzianie stracili zbyt szybko i zbyt łatwo bramkę, więc co? Musieli odrabiać straty. Udało się! Nie po raz pierwszy i oby nie ostatni, jeżeli znów przytrafi się taka sytuacja.

Najważniejsze słowa trenera Grzegorza Szoki po zwycięskim spotkaniu: – Ten zespół wierzy do końca. Ten zespół chce, pracuje i walczy. Wie, że potrafi odmienić losy spotkania. W Tychach się nie udało, więc teraz, chociaż nie był to wielki mecz, bardzo ważne było to, że na bramkę rywala odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami.

Fot. ŁKS Łódź

ŁKS odniósł dwunaste ligowe zwycięstwo, szóste na własnym boisku i pokazał, że w tym sezonie jest Rycerzem Wiosny w Walce do Samego Końca. Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni okazało się, ile znaczą na boisku ambicja, wola walki i wiara w sukces.

Łodzianie nie grali perfekcyjnie. O to, to nie, ale przewrócili kolejny mecz do góry nogami, wychodząc na swoje. Można mieć pretensje za pogubienie się przy stracie gola, za małą kreatywność drugiej linii, brak dokładnego ostatniego podania, ale suma wszystkich strachów nie okazała się decydująca. Ełkaesiacy pokazali, że wierzą w sukces i potrafili tę wiarę przekuć w zwycięstwo.

Każde odwrócone, zwycięskie spotkanie ma swojego nieoczywistego bohatera Tym razem został nim pomocnik Gustaf Norlin. Jak Szwed potrafił zmieścić piłkę w bramce, strzelając z ostrego kąta i trafiając precyzyjnie między słupkiem i bramkarzem, pozostanie jego tajemnicą. Ten gol to taka wisienka na torcie. Norlin cały czas, napędzany wiarą w sukces, przesuwał grę do przodu. Nie dał drużynie przysnąć, zniechęcić się, momentami ciągnął ją za uszy. Nie jedyny, ale jakże skuteczny!

Pierwszy domowy sukces obejrzało na stadionie 5717 kibiców. Na kolejne mecze powinno przyjść ich więcej. Nie będzie ligowego ple, ple, ple, tylko poważna gra o wysoką stawkę czyli walka o ekstraklasę. 2 maja o godz. 19.30 ŁKS podejmie Pogoń Siedlce. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

Cywile walczyli po praz pierwszy w wyjątkowym biegu w kopalni soli w Wieliczce – z podziemi do poziomu zero- w tym nasz Jarosław Piechota i jego ludzie!

Zdjęcia: archiwum Jarosława Piechoty

Niezmordowany Jarosław Piechota startuje, ilu tchu w piersiach.

Opowiada: – Brałem udział w niesamowitych zawodach SALT VERTICAL 2026. Zawsze podczas imprez towerrunning’owych biegniemy z poziomu 0 w górę, a tym razem biegliśmy z podziemi do poziomu zero.

Bieg Żupny w kopalni soli w Wieliczce odbywał się dotąd tylko dla służb straży pożarnej, a w tym roku dzięki determinacji Tres Compañeros i wsparciu SALCO mogliśmy i my, cywile, wziąć w nim udział po raz pierwszy.  

Bieg odbywał się w Szybie Daniłowicza a do pokonania mieliśmy 110 m w pionie, 650 schodów i 90 półpięter. Trasa była tylko częściowo oświetlona, stąd wymóg posiadania czołówki był bardzo przydatny. Była to super zabawa, bo bieg odbywał się po wąskiej drewnianej konstrukcji, gdzie tuż po starcie po kilku schodach musieliśmy się wspiąć po drabinie do okienka szybu i tam pierwsze kilka pięter po ciemku biec w górę. Na mecie czekało nas głośne przywitanie kibiców, pyszny poczęstunek i świetna koszulka finishera.

Z całego serca polecam tę imprezę. Marcin Ścigalski świetna organizacja, wspaniała atmosfera, robicie super robotę! Niezmiernie gratulacje dla mojej grupy Piechotą po schodach. (Orion Business Tower Łódź – treningi) i dla wszystkich znajomych towerrunning’owców.

Pierwsze i mam nadzieję, że będą kolejne edycje, bo naprawdę świetnie zorganizowane przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości zawody i piknik. Ważnym przesłaniem tutaj była charytatywność tej sztafety, dedykowana dzieciom nieuleczalnie chorym z Łódzkie Hospicjum dla Dzieci Łupkowa.

Rywalizacja pomiędzy służbami mundurowymi była naprawdę imponująca, a w rywalizacji cywili mojej drużynie Piechotą po schodach udało się wywalczyć wysokie czwarte miejsce. Pogoda początkowo dość wietrzna nie zepsuła nam doskonałych humorów, a pod koniec wyszło słońce i piknik udał się wyśmienicie.

Jest nadzieja. Widzew, walcząc o utrzymanie, pewnie pokonał Motor. Jedna jedyna zmiana w wyjściowej jedenastce okazała się kluczowa!

Widzew walczy o utrzymanie w ekstraklasie. Wygrał dziesiąty mecz w sezonie. Siódmy na własnym boisku. To cieszy.

Jedna zmian w porównaniu z ostatnim meczem w wyjściowej jedenastce: Lerager za Selahiego. I to była bardzo dobra, ba kluczowa, decyzja trenera Vukovicia. Trzeba mieć szkoleniowego nosa. Pomocnik był zamieszany w zdobycie pierwszej bramki, strzelił drugą. Momentami grał jak… profesor, skutecznie wyprzedzając rywali i nie dając im szans na zorganizowanie składnego ataku. Przydał się drużynie. I to bardzo. Zła wiadomość jest taka, że na noszach przed czasem opuścił boisko.

Nie tylko Lerager się przydał. Gorące oklaski (części fanów, bo inna… protestowała) żegnały, zmienianego po dobrym występie, Fornalczyka. Niczym skała nie do pokonania był stoper Wiśniewski. Nic dziwnego, że gospodarze skończyli mecz na zero z tyłu.

Widzew wiedział, że to mecz ostatniej szansy. Ofensywnie zaczął go Fornalczyk, ale z jego przewag i strzałów nic nie wynikało. Wiśniewski twardo potraktował Czubaka, żeby ten czarno na białym przekonał się, że łatwo nie będzie.

Ta aktywność łodzian przyniosła im jednak szybko gola. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Alvareza, dośrodkowaniu na dalszy słupek, piłkę zgrał głową Lerager. Lublinianie niby próbowali ją wybić, ale nie do końca, bo wprost pod nogi Isaaca, który strzałem z szóstego metra umieścił ją w siatce!

Widzew bardzo chciał pójść za ciosem. Mógł Isaac zapisać na swoim koncie drugie trafienie, ale przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Znakomitą akcją popisali się Shehu z Fornalczykiem. Wreszcie po 40 minutach gry pokazał się z drugiej strony boiska Czubak, ale strzelił za słabo i Drągowski nie miał problemów z interwencją. W sumie połowa dla gospodarzy i zasłużone prowadzenie. Odwaga w ich grze została nagrodzona.

Łodzianie nie zamierzali oddawać inicjatywy. Składna akcja w drugiej połowie Alvarez – Bergier- Lerager przyniosła drugiego gola. Nie było wyjścia. Po znakomitym podaniu napastnika i uderzeniu Duńczyka z kilku metrów powinien był paść gol i padł!

Ta sytuacja pozwoliła nabrać Łodzianom jeszcze większego wiatru w żagle. Strzały Alvareza (z wolnego), Shehu i Bergiera bronił jednak Tratnik. Goście też mieli szansę na gola, ale skończyło się na strachu. W sumie w pełni zasłużone zwycięstwo odniósł Widzew!

Mecz oglądało 17338 kibiców.

W następnej kolejce 1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra w Warszawie z Legią. Nie wystąpi Shehu z powodu nadmiaru żółtych kartek. Zwycięstwo sprawi pewnie, że kibice nie będą już protestować i wrócą do gorącego dopingu przy al. Piłsudskiego. A potem: Lechia u siebie, Korona na wyjeździe i na zakończenie sezonu w Łodzi pojedynek z Piastem.

Widzew – Motor Lublin (1:0)

1:0 – Isaac (15), Lerager (55)

Widzew: Drągowski -Isaac(90+4, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Lerager(85, Selahi), Shehu -Alvarez, Fornalczyk(79, Baena)-Bergier

Udało się! ŁKS wreszcie wygrał na własnym boisku. I nadal jest w grze o wielkie, ekstraklasowe marzenia

Wreszcie się udało. ŁKS wygrał na własnym boisku. W czterech meczach poniósł jedną porażkę i trzykrotnie zremisował. I wreszcie się doczekał ważnego domowego zwycięstwa. Podobnie jak… trener Szoka. Stal doznała czwartej porażki z rzędu. ŁKS jest w grze, przynajmniej o baraże. Może nadal marzyć o ekstraklasie!

Łodzianie mogli zacząć pojedynek z wysokiego C, ale w dogodnych sytuacjach w światło bramki nie trafili Arasa i Piasecki. Nie sprawdziło się powiedzenie do trzech razy sztuka, bo po kolejnym uderzeniu Arasy piłkę obronił bramkarz gości.

Rywale nie zamierzali być dłużni. Organizowali szybkie ataki, nie bali się strzelać na bramkę Bobka. Mecz był żywy, otwarty. Wszystko mogło się zdarzyć. I się niestety, z łódzkiego punktu widzenia, zdarzyło… wiele złego. Bobek świetnie obronił strzał Juniora, ale przy dobitce głową niepilnowanego Kądziołki nic już nie mógł zrobić. Czarna, defensywna rozpacz. Stało się, jak zwykle ostatnio. Ełkaesiacy na skutek własnej, niefrasobliwości i juniorskich brakach w kryciu rywala, musieli odrabiać straty.

I szybko to zrobili. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Wysokińskiego, piłkę głową w w stronę bramki skierował Rudol. Musnął ją jeszcze Craciun i jemu zaliczono trafienie. Gol mógł gonić gola, ale minutę później przestrzelił z półwoleja Arasa.

W drugiej połowie ŁKS nadal bardzo chciał, ale brakowało mu precyzji, dokładnego ostatniego podania. A jednak warto próbować i być cierpliwym. Strzelał Arasa, bramkarz obronił, ale po wielkim zamieszaniu w polu karnym Norlin, sobie tylko znanym sposobem, znakomitym strzałem pod poprzeczkę dał prowadzenie gospodarzom.

W kolejnej akcji Łodzianie mieli mniej szczęścia. Po główce Piaseckiego piłka odbiła się od poprzeczki! Dwie akcje Arasy też nie przyniosły bramki, podobnie jak kolejna Piaseckiego (obroniony strzał). A szkoda, bo szanse były wyborne.

To się mogło srogo zemścić. Dwie sytuacje miał Kaczówka. Najpierw jego strzał obronił Bobek, potem Łodzianom pomógł słupek i… Bobek. Ostatecznie ŁKS utrzymał prowadzenie i wreszcie, wreszcie wygrał na własnym boisku!

2 maja o godz. 19.30 ŁKS podejmie Pogoń Siedlce. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

ŁKS – Stal Rzeszów 2:1 (1:1)

0:1 – Kądziołka (27, głową), 1:1 – Craciun (37, głową), 2:1 – Norlin (68)

ŁKS: Bobek- Rudol, Craciun, Pingot (87, Kupczak), Loffelsend (87, Krykun) -Wysokiński, Terlecki, Hinokio (87, Wojciechowski), Norlin – Arasa (90+1, Patterson), Piasecki (77, Lewandowski)

KS Hokej Start Brzeziny. Porażka, a były wielkie szanse przynajmniej na remis, w tym niewykorzystany rzut karny! Teraz niezwykle ważny mecz w Poznaniu

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Niestety, KS Hokej Start Brzeziny przegrał u siebie ligowy mecz w hokeju na trawie z mocnym Swarkiem Swarzędz 0:1, po golu strzelonym już w 8 minucie meczu przez Martę Czujewicz.

Brzezinianki próbowały wyrównać, miały krótkie rogi. Ba, nawet rzut karny. I co? I nic. Były nieskuteczne. Na dodatek osłabione chorobami, kontuzjami. Można tylko współczuć, ale grać trzeba dalej…Podopieczne Małgorzaty Polewczak cały czas walczą o zajęcie przynajmniej drugiego miejsca, gwarantującego udział w wielkim finale i meczu o złoty medal.

Teraz brzezinianki zagrają w Poznaniu, gdzie zmierzą się z pierwszym zespołem AZS Politechniką Poznańską(niedziela, godz. 12). Rywalki są liderkami zmagań i mają pięć punktów przewagi nad Startem i jeden mecz rozegrany więcej. Jest zatem, o co grać. Stawka jest wysoka. Małgorzata Polewczak liczy na mobilizację swoich podopiecznych, bo jej młode podopieczne mają spory sportowy potencjał!

Ekstraliga rugby. Mecz na szczycie był znakomitym widowiskiem, trzymającym w napięciu do samego końca. W Grupie Pucharowej na Łodzian nie ma mocnych

Pięknie to były czasy. Na mecz finałowy w Aleksandrowie Łódzkim w 2023 roku wydano foto akredytacje dla 22 osób. A tytuł mistrza Polski zdobyła drużyna Budo 2011!
Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Kto nie oglądał na żywo, czy w internecie, niech żałuje. Hit ekstraligi rugby Energa Ogniwo Sopot – ORLEN Orkan Sochaczew 29:28 (17:15) pozwala zrozumieć dlaczego, rugby jest jednym z najpopularniejszych sportów świata. Emocji starczyło za całą ligową kolejkę, albo jeszcze więcej.

– To była dobra reklama rugby, zwłaszcza jeśli chodzi o dramaturgię. Oczywiście błędów mogłoby być mniej – mówił w rozmowie z Robertem Małolepszym były trener Budowlanych Łódź, z którymi zdobywał mistrzostwo Polski, Mirosław Żórawski. – Dziwię się, że Orkan przegrał ten mecz, bo był ciut lepszy. Zabrakło chyba w końcówce zmiany taktyki. Większego szanowania piłki. Brawo dla Ogniwa za determinację i konsekwencję. W stałych fragmentach gry zdominowali Orkan i to dało im zwycięstwo.

A w swoim komentarzu Rober Małolepszy pisze:-Teraz gra między pierwszą trójką (Ogniwo, Orkan, Pogoń) nie toczy się tylko o to, by wygrać fazę grupową i zapewnić sobie ewentualną organizację wielkiego finału, ale przede wszystkim o to, by uniknąć walki w półfinale w parze 2-3 drużyna.

Po zakończeniu fazy grupowej zostaną rozegrane półfinały w systemie mecz i rewanż. Pierwsza ekipa zagra z czwartą, druga z trzecią. Przerwa między tymi meczami będzie wynosić tylko tydzień i będzie to najtrudniejszy moment sezonu. To będzie prawdziwa fizyczna „rzeź” dla zawodników. W najbliższej kolejce wielkich emocji ciąg dalszy: Ogniwo jedzie do Siedlec!

To nie zamierzchła przeszłość, tylko niedawna historia. Były derby Łodzi w rugby w najwyższej klasie rozgrywek!

W Grupie Pucharowej czyli Spadkowej wciąż niepokonana jest ekipa WizjaMed Grot Budowlanych Łódź i tak pewnie będzie do końca tej fazy rozgrywek. Łodzianie są ewidentnie mocniejsi od reszty stawki, choć w Gdańsku Lechia długo i dzielnie stawiała opór. Do przerwy było 25:15 dla Łodzi, a na początku meczu nawet 8:0 dla gospodarzy. W końcówce przewaga Budowlanych nie podlegała już dyskusji, a wynik mówi sam za siebie – 52:25 dla Budowlanych. 

Aktualne zdjęcie drużyny WizjaMed Grot Budowlani. Fot. KS Budowlani

Łodzianie będą chcieli wywalczyć piąte miejsce w rozgrywkach. To jest ich cel – osiągnięty byłby naocznym dowodem na to, że czynią postępy. Na razie mogą się cieszyć z tego, że mają najskuteczniejszego gracza ekstraligi. Lucas Niedzwiedzki zdobył do tej pory 142 punkty. Budowlani powiększyli też skład – trenerski: Mirosław Babiarz i zawodniczy: gracz trzeciej linii młyna – Zauri Kentchadze.

2 maja WizjaMed Grot Budowlani zagrają w Białymstoku z Budmex Rugby, drużyną która zamyka tabelę grupy. Liderzy z Łodzi mają na swoim koncie 30 punktów, outsiderzy z Białegostoku -osiem. Faworyt zatem jest tylko jeden…

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑