Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Nie wszystko było złe. Widzew miał czterech muszkieterów, którzy uratowali ekstraklasę!

Fot. widzew.com

Widzew uratował się w ostatniej chwili przed spadkiem z ekstraklasy. Więcej na niego pomstowano w sezonie, niż chwalono. Wykpiwano transfery, na które Łodzianie wydali latem 23 miliony euro. No, było trochę ludzi, którzy się nie sprawdzili, albo zawiedli kompletnie: Bukari, Zeqiri, Selahi, Akere, Ilić. Lepiej spuścić na nich zasłonę milczenia. Pożegnać, zapomnieć i po prostu znaleźć lepszych, najlepiej za mniejsze, dużo mniejsze pieniądze. Może czas najwyższy spojrzeć uważnie na polską I i II ligę?!

Nie wszystko było złe. Nie wszyscy zawiedli. Jest czterech muszkieterów, którzy mają wielki wpływ na uratowanie ekstraklasy. Nie, nie zapominam, że Sebastian Bergier zdobył w sezonie 14 bramek, że pierwszego gola w najważniejszym meczu strzelił Mariusz Fornalczyk, że hat tricka (w 13 minut!) zaliczył w sezonie Fran Alvarez, ale…

Uratowanie ekstraklasy, dla mnie, to w głównej mierze zasługa czterech ludzi. Wskażmy ich: trener Aleksandar Vuković, bramkarz Bartłomiej Drągowski, obrońcy: Steve Kapuadi i Przemysław Wiśniewski.

Vuković stworzył coś z niczego, co powoli rozsypywało się niczym domek z kart. Scementował zespół, dokonał twardych, ale słusznych kadrowych wyborów, czasami przesadzał z antygrą, ale cel osiągnął. Vuko prowadził Widzew w 11 spotkaniach. Zespół zanotował pięć zwycięstw, trzy remisy i trzy porażki, a sezon zakończył na 14. pozycji, ratując się przed degradacją do I ligi. Całe szczęście szkoleniowiec zostaje i będzie starał się zbudować drużynę walczącą o coś więcej, niż przetrwanie.

Kapuadi i Wiśniewski z meczu na mecz rozumieli się lepiej, pilnowali skutecznie przedpola, nie dawali rywalom szans na bramkowy popis. Drągowski miał różne momenty, ale gdy już musiał pokazać bramkarską klasę, to to robił. Bronił nieprawdopodobnie trudne piłki, choćby w ostatnim pojedynku z Piastem, gdy sparował futbolówkę na słupek po uderzeniu Jasona Lokilo.

Są fundamenty, na których można tworzyć lepszy zespół, który będzie walczył o miejsce w górnych rejonach tabeli!

Zwycięstwo Cedrus Sroki w Czeskiej Lidze Rugby League. Świetne spotkanie do oglądania, wiele zwrotów akcji!

Zdjęcia Cedrus Sroki Łódź

Jest zwycięstwo, a ono zawsze cieszy. Cedrus Sroki Łódź rozegrały pierwszy, domowy mecz w Czeskiej Lidze Rugby League. Podopieczni trenera Michała Wójcika zmierzyli się z Orli Havlíckuv Brod, wygrywając 54:38. Brawo!

Kamil Kleszcz – asystent zarządu: – Pierwsza połowa była jednak bardzo zacięta i wyrównana. Obie drużyny regularnie wymieniały się ciosami, a na przerwę łódzcy rugbiści schodzili przegrywając wynikiem 16:20.Po zmianie stron łodzianie zaczęli lepiej kontrolować boisko, szybciej wracali do obrony i zdecydowanie skuteczniej kończyli akcje. To już przewaga Srok, które odjechały rywalom i dowiozły zwycięstwo do końca.

Najwięcej powodów do radości dał kapitan Mateusz Kowalewski, autor aż trzech przyłożeń. Bardzo solidny występ zaliczył też Karol Suchorzewski, a dwa przyłożenia dołożył Kacper Krysiak. Ten ostatni z meczu na mecz wygląda coraz lepiej – widać, że młody zawodnik robi postępy.Trener Srok na pewno będzie zadowolony z poprawy w grze obronnej. W porównaniu do pierwszego meczu zespół wyglądał w defensywie znacznie lepiej, choć wszyscy zdają sobie sprawę, że drużyna musi nad tym elementem jeszcze popracować.

Po meczu prezes klubu Krzysztof Tonn: – Liga czeska to dla nas nowy, bardziej wymagający teatr gry w rugby league. Wyjazdowy mecz przegraliśmy, ale nikt nie powie że byliśmy chłopcami do bicia. Teraz mogliśmy się sprawdzić w meczu domowym. Świetne spotkanie do oglądania, wiele zwrotów akcji. Pokazaliśmy, że jesteśmy godnym przeciwnikiem dla czeskich klubów.

Każdy mecz to dla nas cenne doświadczenie, nasza drużyna jest w większości bardzo młoda i ciągle się rozwijamy. Przed sztabem trenerskim jest teraz bardzo wymagające zadanie: przygotowanie zespołu by był konkurencyjny dla takich hegemonów czeskiej ligi jak Mad Squirrels Vrchlabí, czy Rugby Club Hradec Kralove.

Wielkie słowa uznania dla kibiców, którzy licznie zgromadzili się na obiekcie MOSiR przy ulicy Karpackiej i przez cały mecz dawali niesamowitych doping. Taka atmosfera na trybunach zdecydowanie pomogła gospodarzom odnieść zwycięstwo.

Jaka piękna historia. Debiutanci, czyli Stare Wygi Oldboys Rugby Łódź, zostali mistrzami Polski!

Zdjęcia: strona Mistrzostwa Polski Weteranów Rugby oraz archiwum Przemysława Szyburskiego

Sport potrafi pisać piękne, optymistyczne historie. Skrzyknęli się w ostatniej chwili, z sentymentu, pięknych wspomnień i dla wielkich, wciąż obecnych w sercach: sportowej pasji i ambicji. Drużyna Stare Wygi Oldboys Rugby Łódź postanowiła wystartować w XVI Mistrzostwach Polski Weteranów w Rugby. Pojawiła się w Gdyni, zadebiutowała, zagrała i… zwyciężyła, zdobywając mistrzowski tytuł.

Drużynę weteranów sworzyli zawodnicy, którzy po pierwsze z nie jednego rugbowego pieca chleb jedli, a po drugie mają w dorobku grad medali za sukcesy w mistrzowskich rugbowych grach, Nigdy nie zawodzili w barwach KS Budowlani i Budowlani SA, w myśl hasła: Walczyć i Wygrywać. Teraz Łodzianie stali się objawieniem turnieju. Tak dobrej postawy nikt się w Gdyni po nich nie spodziewał! A oni, no po prostu Stare Wygi, pokazali moc!

Łodzianie wygrali w pierwszym meczu 39:0 z WFS Siedlce Veterans, w drugim sensacyjnie zremisowali 5:5 z Lechią Gdańsk, która od lat była „etatowym” Mistrzem Polski Weteranów. W kolejnym spotkaniu wygrali 15:0 z ROC Poznań, a w decydującym 7:0 z Arką Gdynia. Był to jedyny mecz, w którym zdobyto tylko jedno przyłożenie.

Klasyfikacja końcowa: 1. Stare Wygi Oldboys Rugby Łódź, 2. RC Arka Gdynia Weterani, 3. RC Lechia Gdańsk Veterans, 4. Rugby Old Boy Club Poznań, 5. WFS Siedlce Veterans & Friends

Barw Starych Wyg bronili, rugbiści z Łodzi: Jakub Andrzejczak, Mariusz Dośpiał, Mariusz Fortuna, Tomasz Grodecki, Adrian Ignaczak, Dariusz Kaniowski, kapitan: Piotr Karpiński , Przemysław Kata , Jakub Kochanowski, Adam Kociński, Tomasz Kozakiewicz, Sebastian Łuczak, Paweł Matczak, Andrzej Matczak, Piotr Matczak, Maciej Orłowski, Paweł Pędziwiatr, Sebastian Puchalski, Adam Sawicki, Rafał Similski, Grzegorz Skrobski, Dominik Skwarciak, Krzysztof Szulc, Przemysław Szyburski, Mirosław Żórawski. kierownik Grzegorz Białkowski.
Rugby Klub Pogoń Zduńska Wola: Jarosław Dąbrowski , Piotr Donat, Andrzej Dutkiewicz, Seweryn Godlewski, Marek Jaworski, Bartosz Klauziński, Piotr Taborek, Karol Wancerz, Rafał Woroniak.

Nagrody indywidualne, które zdobyli Łodzianie: najlepiej punktujący zawodnik: Maciej Orłowski. Najlepszy zawodnik młyna: Adrian Ignaczak.
„Bedol Trophy”, nagroda im. Rafała Bednarka dla najlepszego zawodnika II linii młyna: Piotr Karpiński (wszyscy Stare Wygi Łódź).

Krzysztof Szulc: – Decyzja o tym żeby zagrać nie była rozsądna. Wstałem zza biurka poszedłem na trening i zagrałem w Mistrzostwach Polski Weteranów i to z jakim skutkiem! Żyję, tu i tam boli, ale to najlepszy ból jakiego nie czułem od lat. Spotkanie z kolegami których nie widziałem od lat. Wspólna gra i walka do ostatniej minuty, których nie czułem od lat . Wrażenia których nic nie zastąpi. Dziękuję Stare Wygi za wspólną grę. Dzięki: Przemysław Szyburski za pomysł, który stał się rzeczywistością. Teraz już tak zostanie – środa = trening. Znów się chce!

Mirosław Żórawski: – Prawdziwych umiejętności po prostu się nie zapomina! Od marca trenowaliśmy całą ekipą – zawzięcie, ale zawsze z szacunkiem. Było więcej śmiechu, niż rozgrzewki, więcej zakwasów niż rozsądku i dokładnie tyle samo serca, ile kiedyś, może tylko regeneracja trwała dziś trochę dłużej!

Po ciężkim, ligowym boju ŁKS znów wygrał przy al. Unii. W ten sposób na swoich zasadach zapewnił sobie prawo gry w barażach!

Zaczęło się źle, nawet bardzo źle, a skończyło… wywalczeniem prawa walki w barażach! ŁKS pokonał nie bez trudu i futbolowego znoju – Górnika i ciągle jest w grze o marzenia czyli ekstraklasę. 28 maja zagra z Chrobrym w Głogowie.

Okazało się, że Łodzianie muszą sobie radzić bez Arasy. A potem już w trakcie gry… ŁKS musiał ratować znakomitą interwencją Bomba. Kilka minut później urazu mięśnia dwugłowego doznał jeden z liderów drużyny, podpora defensywy – Craciun i musiał zejść z boiska.

ŁKS nie zamierzał odpuścić. Starał się Rudol, ale po jego główce piłka nie znalazła drogi do siatki. Jeszcze lepszą sytuację miał Loffelsend, po znakomitym podaniu Piaseckiego, ale bramkarz rywali nie dał się zaskoczyć. Po rzucie rożnym, uderzeniu Rudola, Górnika ratowała poprzeczka. ŁKS atakował, ale Budziłek był na miejscu. Obronił strzał Piaseckiego.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Deja z rzutu wolnego posłał piłkę tak precyzyjnie, nieomal w okienko, że Bomba musiał wyciągać piłkę z siatki.

Gospodarze próbowali odrobić straty. Ważne, bardzo ważne, że ŁKS miał w składzie Hinokio. Japończyk wyróżniał się swoją grą, co udokumentował bramką. Strzałem w długi róg pokonał Budziłka. Potem szansę miał Terlecki, ale trafił w poprzeczkę.

Gdy się bardzo czegoś chce, to można to osiągnąć. Po akcji Fałowskiego , który w ostatniej chwili dograł piłkę do partnera, Lewandowski dał upragnione prowadzenie gospodarzom. Kropkę nad i podobnym uderzeniem postawił Krykun. ŁKS w drugiej połowie odwrócił losy meczu, dopiął swego, choć łatwo nie było.

ŁKS – Górnik Łęczna3:1 (0:1)

0:1 – Deja (43, wolny), 1:1 – Hinokio (60), 2:1 – Lewandowski (79), 3:1 – Krykun (90+4)

ŁKS: Bomba – Loffelsend (72, Krykun), Rudol, Craciun (23, Wiech), Fałowski, Norlin – Wysokiński, Terlecki, Hinokio, M. Wojciechowski (72, Lewandowski) – Piasecki (88, Ernst)

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Widzew zostaje w ekstraklasie. Pokonał Piasta i sam się uratował!

W ostatnim meczu sezonu Widzew stanął na wysokości zadania. Wygrał i sam, bez oglądania się na innych, zapewnił sobie pozostanie w ekstraklasie.

Mecz o być albo nie być w ekstraklasie zaczął się po prostu pięknie. Wybitą przez Gliwiczan piłkę przejęli Łodzianie. Bergier zagrał zmyślnie na środek pola karnego, że na swoją szansę czekał Baena i płaskim strzałem ją wykorzystał!

Gol podziałał na gospodarzy niczym wiatr w żagle. Nie zamierzali odpuścić. Chcieli więcej. Atakowali. mieli okazje. Niewykorzystane niestety. Baena trafił w słupek.

Ale, ale… Gdyby nie Drągowski, który pokazał reprezentacyjną klasę. Wyciągnął piłkę z okienka po strzale Lokilo. To był sygnał, że rywale nie zamierzali zasypiać gruszek w popiele. Atakowali, momentami groźnie. Najważniejsze, że nieskutecznie.

Za to gospodarze pokazali moc, a dokładnie Fornalczyk. Skrzydłowy w najważniejszym meczu sezonu po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców, przy okazji pokazując możliwości i klasę. Po indywidualnej akcji strzelił i to jak. Nieomal w samo okienko. Po prostu nie do obrony!

Czy to koniec emocji? Nic z tego Gliwiczanie złapali kontakt po strzale Vallejo, którego nie upilnował w polu karnym Shehu. Potem Widzewiacy wyciszali grę, pilnując zwycięstwa. Skutecznie.

Łódzkie emocje, emocjami, a tymczasem, kto by się tego spodziewał. Karty w grze o utrzymanie rozdawał spadkowicz – Termalika. Niecieczanie po 29 minutach prowadzili 2:0, ostatecznie wygrali 3:2, pogrążając Lechię, czyniąc z niej trzeciego spadkowicza. Z ekstraklasą pożegnały się: Termalika i dwie drużyny z Trójmiasta: Arka i Lechia. Widzew uratowany. Zostaje. Uff! Łodzianie ostatecznie zajęli 14 miejsce. Uzbierali 42 punkty: 12 meczów wygrali, 6 zremisowali, 16 przegrali.

A co w górze tabeli? Lech Poznań został mistrzem, Górnik Zabrze – wicemistrzem. Na trzecim miejscu Jagiellonia Białystok, a na czwartym Raków Częstochowa. Piątym pucharowiczem został GKS Katowice, który zapewnił sobie Europę golem w szóstej doliczonej minucie gry. Legia musiała obejść się smakiem.

Mecz przy al. Piłsudskiego oglądało 17661 kibiców. Polscy fani ekstraklasy spisali się na medal. Wszystkie stadiony były pełne.

Widzew – Piast Gliwice 2:1 (1:0)

1:0 – Baena (11), 2:0 – Fornalczyk (56), 2:1 – Vallejo (64)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky (88, Cheng) – Alvarez (90+3, Andreou), Selahi, Shehu (81, Żyro) – Baena, Bergier (88, Zeqiri), Fornalczyk (81, Pawłowski)

Na koniec rozgrywek największe emocje czekają na kibiców w Łodzi. Meczów o taką stawkę nie wolno przegapić!

Tak zdecydował piłkarski los. Najciekawsze wydarzenia polskiego futbolu odbędą się w weekend Łodzi! To tu jest o co grać. To tu zapadną ostateczne i bardzo ważne rozstrzygnięcia.

Aż trudno sobie wyobrazić, żeby na takich meczach mogło zbraknąć kibiców. Przy al. Piłsudskiego na pewno będzie komplet. Przy al. Unii fajnie by było, gdyby pękła dycha.

23 maja o godz. 17.30 Widzew podejmie Piasta Gliwice. Powiedzmy wprost: musi wygrać, żeby się utrzymać, przy okazji pogrążając rywala. Na dodatek Piasta prowadzi były szkoleniowiec Łodzian, ceniony tu Daniel Myśliwiec.

Trener Widzewa – Aleksandar Vuković ma ciężki orzech do zgryzienia. Jak i z kogo zbudować drugą linię, żeby było ją stać na skuteczne kreatywne granie. W słabym, przegranym pojedynku z Koroną czwartą żółtą kartkę ujrzał Emil Kornvig i spotkanie o być albo nie być obejrzy z trybun. Widzew przegrał w Kielcach 0:1, ale to było na obcym boisku. U siebie potrafi grać zdecydowanie lepiej! W tym nadzieja.

24 maja o godz. 16.30 ŁKS w meczu ostatniej szansy na uratowanie baraży podejmie spadkowicza – Górnika Łęczna.

Niestety i tu w przegranym pojedynku z Puszczą 0:1 słabość drugiej linii była aż nadto widoczna. To ona jest winna chaosu, który zapanował na boisku, gdy Łodzianie grali z przewagą jednego zawodnika.

Teraz musi być zdecydowanie lepiej. Wróci do składu Koki Hinokio i w tym nadzieje. Jak to się dziwnie plecie na tym futbolowym świecie. Jeszcze nie tak dawno Japończyk był spisywany w ŁKS na straty. teraz trudno sobie bez niego wyobrazić meczową jedenastkę.

Zaciskamy kciuki. W Łodzi czekają nas wielkie piłkarskie emocje, jakich dawno nie przeżywaliśmy!

Jest sukces Cedrus Srok! Łodzianie obronili w Krakowie Puchar Polski 9’s

Zdjęcia: Cedrus Sroki

W Krakowie odbył się Turniej o Puchar Polski Rugby League 9’s. Cedrus Sroki Łódź po raz kolejny pokazały, kto obecnie rządzi w polskim rugby league i obroniły tytuł sprzed roku.

Przemysław Kwiecień – członek zarządu: – Łodzianie weszli w turniej z przytupem. W pierwszym meczu rozbili Wildcats Góra Kalwaria aż 40:6, nie dając rywalom żadnych szans. Potem było jeszcze lepiej – Husarię Oświęcim Sroki odprawiły do zera, wygrywając 32:0.

Najtrudniej było w ostatnim spotkaniu. Z gospodarzami turnieju, Jagiellonian Barbarians, Sroki przegrały 6:12. Mimo porażki w ostatnim meczu to właśnie łodzianie mogli świętować obronę trofeum.

O wszystkim zdecydowała tabela „małych punktów”, a w niej Sroki były wyraźnie najlepsze. Bilans punktów zdobytych i straconych wypadał na ich korzyść i to one stanęły na najwyższym stopniu podium.

– Naprawdę dobrze nam poszło, zdobyliśmy puchar. Mecz z Jagiellonian Barbarians był bardzo ciężki, ale koniec końców w punktach wygraliśmy i wszyscy się naprawdę dobrze zaprezentowali. Chłopaki ze zmian też, w szczególności ulubieniec Bajadera (Dawid Krawczyński) – przyłożył trzy razy w jednym meczu, więc chapeau bas dla niego. Wszyscy dali z siebie wszystko, to było widać – mówił tuż po meczu asystent trenera Fabian Glinkowski.

W sobotę, 23 maja o 17.30, Cedrus Sroki na obiekcie MOSiR przy ulicy Karpackiej podejmą Orli Havlickuv Brod. Wstęp dla kibiców jest bezpłatny. Spotkanie będzie też transmitowane na kanale Hattrick TV w serwisie YouTube, więc wszyscy kibice będą mogli śledzić pierwszy domowy mecz łodzian w czeskiej lidze na żywo.

Wielkie wyzwanie. Klubowy Puchar Europy w Brzezinach. KS Hokej Start chce awansować do wyższej dywizji!

Zdjęcia: annagabara.photo

Na chwilę przed europejską próbą drużyna KS Hokej Start Brzeziny pokazała moc. Pokonała w wyjazdowych spotkaniach mocny Swarek Swarzędz 3:2 i 1:0. A teraz czas wielkie wyzwanie.

Monika Chmiel: – W piątek rozpoczną się zmagania brzezinianek w Klubowym Pucharze Europy (EuroHockey Club Challenge I). Po raz kolejny wystąpią w roli gospodyń. Celem jest awans do wyższej dywizji. Tym razem zmierzą się z IFKSUM DPU (UKR), COPENHAGEN HC (DEN) i ORIENT LYNGBY (DEN) w fazie grupowej. 

Turniej odbędzie się przy ul. Sportowej 1, gdzie oprócz wymienionych zespołów, będzie można przyglądać się rywalizacji drużyn z Walii, Luksemburga, Gibraltaru i Chorwacji. 

22.05, 16:45 KS Hokej Start Brzeziny – Orient Lyngby

23.05, 16:45 KS Hokej Start Brzeziny – IFKSum DPU

24.05, 16:45 KS Hokej Start Brzeziny – Copenhagen HC

25.05 Faza finałowa

Zachęcamy do śledzenia nadchodzącego wydarzenia zarówno na żywo jak i naszych social mediach.

KS Hokej Start wystąpi w składzie: Anna Gabara, Gabriela Budziewska, Olga Poltaviseva, Kinga Owczarek, Emilia Sikora, Natasza Nowakowska, Eryka Shakh, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Zuzanna Drożdż, Karolina Grochowalska, Zuzanna Kornecka, Marzena Koza, Weronika Grodzka, Malwina Górecka, Magdalena Pabiniak. Justyna Ferdzyn, Dziyana Voronovich

Trenerka: Małgorzata Polewczak. Menedżerowie: Marcin Zubert, Agnieszka Stefańska.

ŁKS zagrał słabo i niestety przegrał w Niepołomicach. Jeszcze nic nie jest stracone, ale trzeba wygrać ostatni mecz, żeby na pewno być w barażach

Ełkaesiacy przegrali w Niepołomicach na własne życzenie. Nie wykorzystali rzutu karnego, zrobili to rywale. Przez ponad pół godziny grali z przewagą jednego zawodnika i…nie było tego widać. Nic dziwnego, że zeszli z boiska pokonani.

Zaczęło się energetycznie. Już po minucie gry ŁKS miał szansę na gola, ale znakomicie dwukrotnie bronił Perchel. W odpowiedzi pokazał się Bomba, broniąc uderzenie po rzucie rożnym z bliskiej odległości. Główkował Gjoni – albański napastnik, odkrycie rozgrywek. Była akcja za akcję, ale spryt Piaseckiego, który oszukał pilnującego go rywala, nie zdał się na wiele, bo strzał był zbyt słaby. W kolejnej akcji Arasa, walcząc w pojedynku jeden na jeden z Bartczakiem, w końcu strzelił, ale słabo i niecelnie.

Potem trwała ligowa, boiskowa walka. Nikt nie zamierzał odpuścić. I nagle urodziło się coś istotnego z… niczego. W polu karnym Piasecki szykował się do przyjęcia piłki, ale nie wiedzieć czemu oparł się na nim Katolik. Napastnik się przewrócił, a sędzia podyktował jedenastkę! Znakomita okazja na gola, ale…

Młodzieżowiec Perchel ma talent i umiejętności. Obronił strzał napastnika Łodzian, a potem dobitkę Arasy! Niebywałe, ale prawdziwe. Taka jest piłka. To druga zmarnowana w tym sezonie jedenastka Piaseckiego! ŁKS starał się długo nie przeżywać tej sytuacji. Wojciechowski popisał się znakomitym zwodem, ale strzelił obok słupka. Podobnie jak po przeciwnej stronie główkujący w dogodnej sytuacji Piekarski.

W ciągu pierwszych 60 sekund drugiej połowy działo się więcej na boisku niż czasem podczas całej połowie. Niestety, ostatecznie wyszło na niekorzyść Łodzian. Sędzia po analizie VAR uznał, że Wiech zagrał piłkę ręką w polu karnym. A Gjoni pewnym, mocnym, półgórnym strzałem w róg bramki, nie dał szans Bombie. To siódmy gol Albańczyka w dwunastym pojedynku. Tak to w futbolu jest, niewykorzystane sytuacje się mszczą!

Łodzianie dostali swoją szansę. Po nierozważnym faulu na Arasie i analizie VAR Piekarski ujrzał czerwoną kartkę. Od 56 minuty gospodarze grali w dziesięciu. ŁKS też coś, a właściwie kogoś, (ważnego) stracił. Musiał opuścić boisko kontuzjowany Arasa.

Goście strzelili gola, ale zanim do bramki trafił Piasecki, wcześniej rywala faulował Lewandowski. Nic dziwnego, że gol nie został uznany. Za dużo było walki, fauli i chaosu, żeby coś z tego pozytywnego wynikło. Nie było widać, żeby gospodarze grali w osłabieniu! Zmiany nic nie dały, rzuty rożne nic nie dały i niestety i skończyło się 10 porażką Łodzian, ósmą na obcym boisku!

W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą spadkowicza – Górnika Łęczna. Zwycięstwo na pewno da im sportową premię czyli walkę w barażach o ekstraklasę. Będzie zatem, o co się starać. Inna sprawa, że z taką postawą w decydującej grze o awans ŁKS nie ma czego szukać!

Puszcza Niepołomice – ŁKS 1:0 (1:0)

1:0 – Gjoni (51, karny)

ŁKS: Bomba – Loffelsend (76, Krykun), Rudol, Criciun, Wiech, Norlin, Wysokiński (76, Młynarczyk), Terlecki, Wojciechowski(76, Toma), Arasa (64, Lewandowski), Piasecki

Widzew dał się omamić za miliony i sprowadził piłkarzy o co najwyżej przeciętnych umiejętnościach, nie dających żadnych gwarancji na utrzymanie się w ekstraklasie!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Gdy obejrzało się kolejny przegrany wyjazdowy mecz Widzewa, tym razem ten najważniejszy, to widać czarno na białym zastraszający brak jakości większości Łódzkich piłkarzy. To futbolowi, ligowi przeciętniacy, którzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru odpowiedzialności za wielki klub, grę i końcowy wynik. Niestety…

Tylko sprowadzenie markowych, jak na polskie warunki obrońców – Wiśniewskiego i Kapuadiego oraz strzelającego gole Bergiera – było pomysłem na miarą utrzymania ekstraklasy. Oni mają poziom, walczą o wynik. Pozostali? W większości meczów lepiej spuścić na nich zasłonę milczenia.

W przypadku Widzewa widać jak na dłoni, jak rynek dyrektorów sportowych i sprytnych menedżerów, buduje fałszywą skalę piłkarskich wartości. Jesteś wyjątkowym naiwniakiem, bo płacisz miliony tak naprawdę za… brak jakości.

Szybko wychodzi szydło z worka. Wystarczy kilka spotkań, by dostrzec, jak na dłoni, że to nie ci ludzie. Na dodatek, o zgrozo, o umiejętnościach nie pozwalających udźwignąć odpowiedzialności za grę i wynik. Może jeszcze w pojedynkę dałoby się ich jakość wpasować w meczową jedenastkę. Gdy jest ich kilku, to razem w całej jaskrawości, pokazują swoją bezradność i momentami, tak irytującą, bylejakość. Powiedzmy wprost: z takimi piłkarzami prosta droga wiedzie do… spadku.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑