Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Po kolejnej antygrze i porażce Widzew bliżej spadku z ekstraklasy niż dalej!

Widzew wrócił do swoich niedawnych zasad: więcej destrukcji niż konstrukcji. I wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle. Przegrał 16 ligowy mecz, dwunasty na obcym boisku i jest bliski spadku z ekstraklasy.

W ataku rywali wystąpił, niechciany w okienku transferowym w Widzewie, były Widzewiak, napastnik – Stępiński oraz pożegnany w Łodzi bez żalu, pomocnik Pięczek.

Mogło się zacząć… pięknie. Po świetnym prostopadłym podaniu Fornalczyka, trzeba powiedzieć wprost, że nie miał szans na gola Alvareza. Strzelał z ostrego kąta w krótki róg bramki pilnowany przez Dziekońskiego. Szkoda, szkoda…

Patrząc w drugą stronę boiska. Czyścił atak Korony Wiśniewski. Tak naprawdę więcej było kopania… się po kostkach niż grania. Z tego wszystkiego wyniknął poważny, kadrowy kłopot dla Widzewa. Czwartą żółtą kartkę w sezonie ujrzał Kornvig i nie zagra w ostatnim spotkaniu.

Widzew, pilnujący defensywy, szukał jednak swojej bramkowej szansy. Po dośrodkowaniu Alvareza, obok słupka główkował Wiśniewski. Potem po dobrym zagraniu Fornalczyka pogubił się Kornvig. Może cały czas rozmyślał o swojej żółtej kartce?!

W drugiej połowie toczyła się nudna, pozbawiona kreacji gra. Trener Vuković mógł tylko drżeć o to, żeby po kolejnych faulach drugiej żółtej kartki nie ujrzeli Shehu i Kornvig. Tymczasem czekała na swoją szansę nic nie grająca Korona i ją dostała. Kapitalnym strzałem z rzutu wolnego pod poprzeczkę z 20 metrów (na wagę utrzymania?!) popisał się Błanik!

Pogubiony, stłamszony psychicznie Widzew mógł stracić drugiego gola, ale Soterious pudłował, to nieprawdopodobne, ale prawdziwe, z czterech metrów. Potem starania Widzewa zdały się psu na budę i skończyło się porażką, która wkrótce może się zamienić w ekstraklasową klęskę!

23 maja o godz. 17.30 Widzew w ostatnim meczu sezonu zagra w Łodzi z z Piastem Gliwice.

Korona Kielce – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Błanik (61, wolny)

Widzew: Drągowski -Andreou (62, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Shehu, Alvarez(79, Zeqiri) – Baena(74, Bukari), Bergier, Fornalczyk(74, Selahi)

Próba generalna KS Hokej Start Brzeziny przed prestiżową, europejską rozgrywką!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W lidze hokeistek jest zwycięstwo podopiecznych Małgorzaty Polewczak, choć łatwo nie było. AZS II Politechnika Poznańska – KS Hokej Start Brzeziny1:2.Gospodynie prowadziły w 10 minucie po dobrze rozegranym krótkim rogu. Do wyrównania w 50 min doprowadziła Malwina Górecka, a prowadzenie i zwycięstwo brzeziniankom dała osiem minut później Magdalena Pabiniak.

Teraz 16 (godz. 16) i 17 maja (godz. 9) dwa zaległe wyjazdowe mecze z UKS SP5 Swarek Swarzędz. Już od piątką brzezińska ekipa jest w Poznaniu (gdzie gra Swarek), bo o sukces będą też walczyć juniorki.

Małgorzata Polewczak: – Te mecze to próba generalna przed europejskimi pucharami. W dniach 22 – 25 maja będziemy mieli w Brzezinach międzynarodową batalię, do której, jako mistrz Polski, stanie nasz KS Hokej Start. Oj, jest co robić, żeby to wszystko organizacyjnie ogarnąć. To jest bez wątpienia nie tylko sportowe wyzwanie.

A wracając do ligi… Cóż, tym razem będziemy raczej grać o brązowy medal, co nie powinno nam odbierać ambicji i chęci do walki do ostatnich sekund pojedynków.

O pucharze Brzezinianki piszą na Facebooku: To będzie nasz piąty występ w Klubowym Pucharze Europy, z czego po raz czwarty jesteśmy gospodyniami tego turnieju! Po raz drugi wystąpimy w tym wydarzeniu na boisku otwartym, podczas gdy w odmianie halowej, w Klubowym Pucharze Europy brałyśmy udział już trzy razy (dwa razy Skierniewice i raz Porto).

Ważne jest też to, że w Brzezinach myśli się o następczyniach. W SP 3 im. Władysława Reymonta odbyła się lekcja pokazowa hokeja na trawie. Zajęcia prowadziły zawodniczki KS Hokej Start. Celem było przybliżenie uczniom klas 1-3 zasad dyscypliny.

Czytamy: Największą atrakcją były ćwiczenia praktyczne. Każdy uczeń spróbował swoich sił w dryblingu, podaniach i strzałach. Dzieci przekonały się, że hokej na trawie to sport wymagający nie tylko sprawności fizycznej, ale również współpracy zespołowej. Lekcja ta była świetną okazją do aktywnego spędzenia czasu i poznania tej dyscypliny, która w naszym regionie ma bogate tradycje.

ŁKS. Oby się więcej nie zdarzyła taka kilkuminutowa zapaść, jak we Wrocławiu. Łodzianie walczą o baraże i muszą być pewni swego!

Fot. Artur Kraszewski

W futbolu liczą się nie tylko umiejętności poszczególnych piłkarzy i ich zgarnie. Ogromne znaczenie ma też ich psychika, na którą wielki wpływ mają boiskowe wydarzenia.

ŁKS był bliski, bardzo bliski, żeby pokazać pewnemu swego Śląskowi, którego własne boisko ostatnio jest niezaprzeczalnym atutem, gdzie raki zimują. Łodzianie we Wrocławiu bardzo długo dyktowali warunki gry. Byli lepsi, stwarzali sytuacje, zdobyli dwie bramki. Przebieg wydarzeń układał się po ich myśli. I nagle wszystko się załamało, posypało.

Ełkaesiacy stracili bramkę, bo rozkojarzyli się zupełnie. Poczuli się zbyt pewni swego?! Bez wątpienia stali się nagle mniej zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Stracili gola po 120 sekundach gry od strzelenia bramki, a po kolejnych pięciu minutach drugiego.

To mogło się okazać niewybaczalne i zakończyć się ich porażką. Na szczęście zdołali się pozbierać na tyle, żeby zapewnić widzom wyjątkowo emocjonującą końcówkę, w której mogło zdarzyć się wszystko, ale na szczęście i na nieszczęście nie zdarzyło.

Widać było, że we Wrocławskiej drużynie brakowało stabilizującego i dyscyplinującego grę zespołu (skąd my to znamy!) sprowadzonego z ŁKS Michała Mokrzyckiego. Łodzianom, co do tej pory nie było takie oczywiste, brakowało pilnującego gry defensywnego i nastawionego na udane przechwyty, Tym razem pauzującego za nadmiar żółtych kartek, Kacpra Terleckiego. Postawa 21-letniego, niechcianego w Polonii Bytom pomocnika, który wrócił do Łodzi, jest jednym z najbardziej pozytywnych personalnych zaskoczeń. Niewątpliwe trener Grzegorz Szoka potrafi wydobyć z powodzeniem piłkarzy ze sportowego niebytu, czego choćby dowodem dobra, kreatywna gra Koki Hinokio.

Oby tylko energetyczny Wrocławski mecz okazał się… pozytywnym impulsem. Dał wiarę Łodzianom, że są na tyle mocni, iż wygranie dwóch ostatnich ligowych spotkań, a potem udana walka w barażach, są możliwe! 18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą broniącego się przed spadkiem Górnika Łęczna.

45-minutowa odwaga Widzewa została sowicie nagrodzona. Taka gra (ale przez 90 minut!) może przynieść utrzymanie

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Odwaga w życiu i sporcie, poparta rozsądkiem, się opłaca. I tak stało się w przypadku Widzewa. Po kilku denerwujących i rozczarowujących antymeczach, przyszło starcie, które przynajmniej przez 45 minut pokazało możliwości i potencjał łódzkiego zespołu. Łodzianie pokonali Lechię 3:1.

Było komu grać i z kim grać. Wreszcie dośrodkowanie Fornalczyka było mierzone, co do milimetra. Wreszcie nie snuł się po boisku tylko strzelał, wykazując się prawdziwą skutecznością groźnego napastnika, Bergier. Wreszcie ćwiczone na treningach takie a nie inne rozegranie stałego fragmentu gry (rzutu rożnego) przyniosło ważną bramkę.

Widać było możliwości i potencjał. Już nikt nie będzie mówił o milionach wyrzuconych w błoto, tylko skupi się nad tym czy w kolejnych, decydujących o pozostaniu w ekstraklasie, starciach, Widzew zanotuje dalszy progres. Oby tak się stało, bo rywale na pewno są w zasięgu Łodzian.

Powiedzmy też, iż tym razem Widzew zasłużył sobie na… przychylność sędziego Przybyła. Po bezpardonowym faulu Isaaca na Cirkoviciu, arbiter najpierw sprawdził stan zdrowia poszkodowanego piłkarza, a potem wyciągnął żółtą kartkę. Trzeba zauważyć, że sędzia nie został wezwany przez asystentów z wozu VAR do obejrzenia sytuacji na monitorze. Zdaniem fachowców czerwień była ewidentna!

Teraz dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa, też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach (ostatni mecz 0:2 z Rakowem) i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice (ostatni mecz 0:0 z GKS Katowice) w Łodzi.

Szkoda, wielka szkoda. W meczu na szczycie ŁKS prowadził 2:0, przez godzinę był lepszy i… niestety musiał zadowolić się remisem

ŁKS prowadził 2:0, potem frajerko stracił bramki i musiał ratować remis – dziewiąty w sezonie, trzeci na obcym boisku. Na pewno mecz na szczycie dostarczył ogromnych emocji. Szkoda tylko, że pozostał po nim Łódzki niesmak. Przez 60 minut ŁKS był lepszym zespołem i w doliczonym czasie centymetry dzieliły go od bramkowej akcji.

Mogło się zacząć fantastycznie dla Łodzian, ale w 10 min, po strzale z dystansu Wysokińskiego, piłka odbiła się od słupka. Potem goście walczyli ostrożnie, może za ostrożnie, ale bez kompleksów. Mieli inicjatywę i przewagę.

Ale co wyprawiali sędziowie, ci na boisku i obsługujący VAR, woła o pomstę do nieba. Nie odgwizdali faulu na Fałowskim (pytanie czy jeszcze w polu karnym?). Łódzki obrońca był kopnięty przez rywala, co pokazały powtórki, a arbitrom potrzebne są okulary, a raczej kursy doszkalające lub… zajęcie się czym innym.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Po znakomitym prostopadłym podaniu Arasy, bez skrupułów sytuację sam na sam wykorzystał Piasecki. To jego 14 gol w sezonie. 8 bramek łódzki napastnik strzelił od 4 kwietnia!

Powinno być 2:0 dla ŁKS na początku drugiej połowy. Po świetnym podaniu walczącego Piaseckiego, mieliśmy próbę lobowania bramkarza w sytuacji sam na sam w wykonaniu przeciętnego niestety Loffelsenda. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Szromnik odbił piłkę. ŁKS grał bez kompleksów. Przechwytywał piłki, konstruował szybkie akcje. I dopiął swego. Po prostopadłym podaniu wzdłuż pola bramkowego Arasy, piłkę do własnej bramki wpakował Matsenko.

Co z tego, skoro nie minęło 120 sekund, a gospodarze zdobyli gola, wykorzystując rozkojarzenie Łodzian w defensywie. Tak frajersko grać i tracić goli po prostu nie wolno! To natchnęło wrocławian do walki. I szybko zdobyli wyrównującą bramkę, po rzucie rożnym. Jak w tak ważnym meczu można roztrwonię dwubramkowe prowadzenie i to w ciągu pięciu minut! Kłania się psychika. Łodzianie zagrali ten fragment meczu kompletnie bez głowy, bez futbolowego rozumu.

Co było dalej? Trwała otwarta walka. Wszystko mogło się zdarzyć i… W zadymianie boiska bawili się(?!) kibice. Ełkaesiaków gubił zbytni egoizm i dlatego nie wykorzystali kontry, atakując w przewadze. W odpowiedzi w 100-procentowej sytuacji obok słupka główkował Matsenko. W doliczony czasie Ełkaesiacy szukali szansy w kontrze. I mieli szansę. Zabrakło jednak dokładnego podania do stworzenia sytuacji sam na sam z bramkarzem. W sumie po prostu Łódzki żal….

18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą Górnika Łęczna.

Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 2:2 (0:1)

0:1 – Piasecki (42), 0:2 – Matsenko (61, samobójcza), 1:2 – Kurowski (63), 2:2 – Matsenko (68, głową)

ŁKS: Bomba – Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend – Wysokiński, Wojciechowski (71, Lewandowski), Hinokio, Norlin (82, Krykun) – Arasa, Piasecki (82, Ernst)

Porażka Cedrus Sroki Łódź w Rugby League. Czesi wcisnęli gaz do dechy!

Cedrus Sroki Łódź rozegrały swój pierwszy mecz w historii w Czeskiej Lidze Rugby League. Na boisku w Hradec Kralove łodzianie przegrali ze Slavią 68:20.
Przemysław Kwiecień 
– członek zarządu : Początek meczu był naprawdę zacięty. Przez dobre kilkanaście minut Sroki trzymały się świetnie i wyglądało na to, że mogą powalczyć o sensacyjny wynik. Jeszcze przy stanie 12:10 dla gospodarzy wydawało się, że wszystko jest możliwe.

Niestety potem Czesi wcisnęli gaz do dechy. Ruszyła ich atletyczna machina i przewaga Slavii zaczęła rosnąć z minuty na minutę.
Druga połowa znowu zaczęła się wyrównanie, ale tylko na chwilę. Później Slavia znów przejęła całkowitą kontrolę i nie wypuściła jej już do końca. Na plus trzeba zapisać historyczne pierwsze przyłożenie dla Srok. Zdobył je powracający po kontuzji Mateusz Daszkowski – piękny moment w jego wykonaniu.

Na gorąco po meczu głos zabrał sam Daszkowski: – To był ciężki mecz, na pewno bardzo ciężki mecz i bardzo waleczny. Chłopaki dali z siebie wszystko, mieliśmy też okrojoną kadrę, dużo chłopaków brakowało, nie mogli z różnych powodów przyjechać. Przegraliśmy, to był dla nas zimny prysznic, bierzemy się dalej do roboty, żeby pokazać w lidze, kto naprawdę rządzi. Myślę, że kolejny mecz też będziemy grać z mocną drużyną. Chcemy dać pokaz dla naszych kibiców i będziemy starać się celować zwycięstwo. Fajnie byłoby dojść do finału na końcu rozgrywek, więc będziemy walczyć po prostu w każdym meczu i starać się wygrywać.

Debiut w roli asystenta trenera zaliczył Fabian Glinkowski, który tak ocenił rwala: – Przeciwnik wykorzystał nasze słabości. Na pewno wykorzystywali to, że wychodziliśmy trochę źle w obronie, nie trzymaliśmy się struktur, które mieliśmy założone. I kiedy pojawiała się jakaś dziura, to za każdym razem wykorzystywali nasz błąd praktycznie i zdobywali te metry, co u nich owocowało punktami. Fizycznie są naprawdę mocni, naprawdę atletyczni zawodnicy. Fajnie piłka u nich chodziła dosyć. Godny przeciwnik. Mam nadzieję, że spotkamy go jeszcze w finale.

Już za tydzień Sroki pojadą do Krakowa na Puchar Polski 9’s, gdzie będą bronić tytułu wywalczonego w poprzednim sezonie. Natomiast za dwa tygodnie, 23 maja o 17:30, Cedrus Sroki na obiekcie MOSiR przy ulicy Karpackiej podejmą Orli Havlíčkův Brod. Wstęp dla kibiców jest bezpłatny. Spotkanie będzie też transmitowane na kanale Hattrick TV w serwisie YouTube, więc wszyscy kibice będą mogli śledzić pierwszy domowy mecz łodzian w czeskiej lidze na żywo.

Precz z kompleksami. Cieszmy się tym, co futbolowego mamy. W polskiej, piłkarskiej ekstraklasie emocji nie zabraknie do samego końca!

Na pewno nie mamy najlepszej ligi w Europie, ale na pewno ekstraklasa nie jest najgorsza. Ba, potrafi być wyjątkowa i bardzo, ale to bardzo emocjonująca. Tylu zaciętych, wyrównanych spotkań, nie ma chyba w żadnej innej. Nic dziwnego, że jedna czy druga ligowa kolejka, potrafi przewrócić tabelę do góry nogami.

Pooglądam czasami, ze względu na Oskara Pietuszewskiego, ligę portugalską i ani poziom nie powala na kolana, ani poszczególne mecze, gdzie owszem jest walka i ambicja, ale do wielkiej futbolowej finezji i ekscytacji, daleko.

We Francji jest lepiej, ale obok dobrych i bardzo dobrych spotkań, zdarzają się takie wtopy, że zęby bolą. W telewizji reklamują (bo co innego mają robić, skoro to transmitują) mecz na szczycie Serie A, a potem wychodzi bezbarwne, pozbawione emocji i strzałów widowisko(?!).

Dlatego, precz z kompleksami. Cieszmy się tym, co futbolowego mamy. Jestem tego pewien, że emocji nie zabraknie nam do ostatniej kolejki!

Efektowne 45 minut dało Widzewowi arcyważne zwycięstwo. Łodzianie wreszcie są nad strefą spadkową!

Lepiej późno niż później… Taki Widzew (z pierwszych 45 minut meczu) kibice chcieliby oglądać przez cały sezon: odważny, łasy na gole i do bólu skuteczny. W każdym razie taka gra dała zwycięstwo, co pozwoliło drużynie trenera Vukovicia znaleźć się nad strefą spadkową. Dodajmy: po raz pierwszy od 14 lutego, gdy wygrała w Płocku!

Lechia od razu chciała pokazać swoją moc i chęć walki bez kompleksów. Zaczęło się nerwowo i groźnie pod łódzką bramką, ale gospodarze wyjaśnili trudną sytuację, w kolejnej akcji Kłudka strzelił obok słupka, a w kolejnej interweniujący bez pardonu Isaac ujrzał żółtą kartkę. Dużo, bardzo dużo negatywnych emocji, jak na 4 minut gry. Co się źle zaczyna…

Odpowiedź Łodzian była zabójcza! Po mierzonym co do centymetra dośrodkowaniu Fornalczyka gola głową pod poprzeczkę strzelił Bergier, który zgubił pilnującego go rywala. Łodzianie chcieli powiększyć przewagę. Skutecznie. Po akcji Fornalczyka z Kornviqiem, Bergier z obrońcą na plecach sprytnie obrócił się w polu bramkowym i z ostrego kąta posłał piłkę w długi róg. To 13 i 14 gol snajpera Widzewa w rozgrywkach!

Łodzianie się nie zatrzymywali. Po sprytnym, mierzonym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Alvareza, strzał Kornviqa spowodował wielkie zamieszanie i chaos w polu karnym gości. To skrzętnie wykorzystał Kapuadi i niepilnowany z trzech metrów posłał piłkę do siatki. Boiskowa odwaga Łodzian, której ostatnio tak brakowało, po raz trzeci została nagrodzona.

W drugiej połowie już tak pięknie nie było. Lechia szybko przestała przeżywać stratę trzech goli. Atakowała. I dopięła swego. Zdobyła bramkę. Autorem gola, po świetnie wystawionej piłce, uderzeniem tuż zza linii pola karnego, był Żelizko. Dziwne, że nikt nie starał się zablokować tego uderzenia.

Potem byłby mały horror, gdyby w dogodnej sytuacji trafił Bobcek, ale nie trafił. A od 89 min Łodzianie grali w dziesiątkę, bo drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Shehu (dla którego był to mecz numer 100 w barwach Widzewa). No, nie było fajnie. Na szczęście Drągowski znakomicie obronił strzał Neugebauera. I w końcu można było odetchnąć z ulgą, ciesząc się z jedenastego, ligowego zwycięstwa Widzewa, ósmego na własnym boisku.

Spotkanie oglądało 17866 kibiców. Warto to zauważyć: drużyna Widzewa wybiegła na rozgrzewkę w koszulkach z napisem: Lukas jesteśmy z Tobą! Gest wsparcia dla kontuzjowanego Leragera.

Dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice w Łodzi.

Widzew – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)

1:0 – Bergier (10, głową), 2:0 – Bergier (28), 3:0 – Kapuadi (37), 3:1 – Żelizko (67)

Widzew: Drągowski -Isaac (46, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Baena (78, Andreou), Kornvig, Shehu -Alvarez(83, Pawłowski), Bergier (87, Zeqiri), Fornalczyk (83, Selahi)

KS Hokej Start Brzeziny. Trenerka Małgorzata Polewczak: – Dopóki piłeczka w grze… Walczymy do końca!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Niestety, niestety. W lidze hokeistek na trawie kolejna, minimalna, bo minimalna, ale porażka. AZS Politechnika Poznańska – KS Hokej Start Brzezin 1:0 (1:0). W 30 min. bramkę strzeliła Hanna Wochna. To druga porażka z rzędu brzezinianek. Wcześniej uległy Swarkowi Swarzędz 0:1. Czy w tej sytuacji pozostanie im tylko walka o brązowy medal?!

W niedzielę o godz. 14 KS Hokej Start zagra w Poznaniu z drugim zespołem AZS, z którym do tej pory wygrały wszystkie spotkania, w tym samym stosunku 2:0.

– Dopóki piłeczka w grze… – mówi trenerka Małgorzata Polewczak. – Walczymy do końca. Wierzę w ogromną ambicję i sportowego ducha mojej drużyny!

Najważniejsza wiadomość ostatnich dni jest jednak taka, że w dniach 22 – 25 maja będziemy mieli w Brzezinach pucharową, europejską batalię, do której, jako mistrz Polski, stanie KS Hokej Start.

Małgorzata Polewczak: – To jest wielkie sportowe wyzwanie. Moje dziewczyny zdają sobie z tego sprawę. Chciałabym bardzo, żeby mu sprostały.

Rugby League. Wydarzenie. Cedrus Sroki Łódź zadebiutują w… czeskiej lidze!

Fot. Sroki Łódź

Historyczne wydarzenie. W sobotę 9 maja Cedrus Sroki Łódź rozegrają swój pierwszy mecz w historii w Czeskiej Lidze Rugby League. Na boisku w Hradec Kralove łodzianie zmierzą się z miejscową Slavią i od razu chcą pokazać, że będą liczyli się w walce o udział w finale tych rozgrywek.


– Cedrus Sroki Łódź po raz pierwszy grają o mistrzostwo Czech, co pokazuje, że mamy ambicje i jesteśmy gotowi rywalizować ostrzej niż dotychczas. Nie jedziemy tam na wycieczkę – jedziemy walczyć o tytuł. Jeśli wszystko zagra tak, jak planujemy, ten sezon może zakończyć się dla nas podwójnym mistrzostwem i mocnym sygnałem dla całego regionu, że Sroki są w grze o najwyższe cele – mówi prezes Krzysztof Tonn.

Doświadczeni zawodnicy też nie mają wątpliwości. Dawid Krawczyński „Bajadera”, jeden z filarów drużyny, nie owija w bawełnę: – Okres przygotowawczy przepracowaliśmy bardzo ciężko i jesteśmy przygotowani w 100% do sezonu. Cel na ten sezon jest prosty: wygrać wszystko. W szatni panuje bojowy nastrój. Chłopaki czują, że forma jest, chemia w zespole dopisuje, a głód sukcesu jest większy niż kiedykolwiek.

Już dwa tygodnie później, 23 maja o 17:30, Sroki wrócą do Łodzi. Na obiekcie MOSiR przy ulicy Karpackiej podejmą Orli Havlíčkův Brod.  To spotkanie będzie transmitowane na kanale Hattrick TV w serwisie YouTube, więc wszyscy kibice będą mogli śledzić pierwszy domowy mecz łodzian w czeskiej lidze na żywo. W międzyczasie Sroki nie odpuszczą też krajowego podwórka. Pojadą do Krakowa na Puchar Polski 9’s, gdzie będą bronić tytułu wywalczonego w poprzednim sezonie.

Pierwszy wyjazd do Hradec Kralove będzie od razu testem charakteru – Slavia u siebie to zawsze niewygodny rywal, ale Sroki jadą tam z zamiarem, żeby od razu uderzyć mocno. Sezon dopiero się zaczyna, ale w Łodzi już myślą o… finale.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑