Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Premierowe zwycięstwo buduje atmosferę. W dobrym nastroju drużyna KS Hokej Start Brzeziny jedzie po drugą wygraną!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Udany początek zawsze jest dobrym kapitałem. Brązowe medalistki mistrzostw Polski – KS Hokej Start Brzeziny pokonały medalistki srebrne – pierwszy zespół AZS Politechnika Poznańska 1:0.

Jedyną bramkę w tym spotkaniu, z krótkiego rogu zdobyła kapitan – Magdalena Pabiniak. Wynik powinien być wyższy, bo hokeistki z Brzezin miały wyraźną przewagę, czego dowodem aż osiem krótkich rogów. Dobrze, że wykorzystały ten jeden! Wdraża się w ligowy rytm po urlopie macierzyńskim Monika Polewczak. Ważne, że passa spotkań bez zwycięstw z zeszłego sezonu już za Brzeziniankami.

– Mogło i powinno być więcej bramek – mówi trenerka Małgorzata Polewczak. – Najważniejsze, że wygrałyśmy. To buduje atmosferę w drużynie. Jest chęć oraz zapał do trenowania i grania.

KS Hokej Start: Gabara, Ferdzyn – Budziewska, Szymczak, Owczarek, Sikora, Górecka, Skakh, Kalczyńska, Kucharska, Dróżdż, Grochowalska, Koza, Poltavtseva, Pabiniak, Chmiel, Varanovich

Dzień przed meczem na sportowy wyczyn zdobyły się Marzena Koza i trenerka Małgorzata Polewczak, które w dobrej formie i nie gorszym nastroju ukończyły Łódzki Półmaraton! Podziw i gratulacje.

W drugim spotkaniu mistrzynie UKS5 Swarek Swarzędz wygrały z drugim zespołem AZS 8:0. Teraz AZS II w Poznaniu zagra z KS Hokej Start (niedziela, godz. 12). Co tu kryć, Brzezinianki są faworytkami!

Wygrały seniorki z Brzezin, wygrały też juniorki, które pokonały 3:0 UKS Orient II Łozina. Bramki: Lena Szarek – 2, Zuzia Drożdż.

Grania będzie od licha i ciut. Oby tylko mecze drugiej dywizji Ligi Narodów nie zepchnęły nas w reprezentacyjny niebyt!

Przerwa w ligowym graniu. Nastał długi, bardzo długi czas piłkarskiej reprezentacji. I… Grania będzie od licha i ciut. Podczas 16-dniowego zgrupowania Polacy rozegrają cztery mecze drugiej dywizji Ligi Narodów.

Co pokażą Polacy? Nowy skład, nowe możliwości, ale też ciążące fatum kontuzji. Oby nie przełożyło się to na fatum międzynarodowych porażek. Drużynie potrzeba impulsu, energii, zastrzyku optymizmu, zrobienia kroku w przód. Inaczej, może być tak, że na długo, bardzo długo utkniemy w przeciętniactwie, bylejakości i słabości. Obyśmy nie stali się drużyną, której nikt się nie boi, a nieomal każdy lekceważy! Na dodatek trener Jan Urban, człowiek życiowo i sportowo doświadczony, wie, że trzeba umiejętnie szafować siłami piłkarzy, tak aby sobie pograli, ale też nic im złego się nie stało.

– To będzie intensywny okres, ale przerabialiśmy coś podobnego już w 2022 roku – powiedział rzecznik reprezentacji Emil Kopański. – Zgrupowanie jest długie, ale nie stanowi dla nas jakiegoś wyzwania logistycznego. Zresztą to było już „przetrenowane” za kadencji trenera Czesława Michniewicza. Wiadomo, że teraz trochę to wszystko jest rozbite, najpierw gramy u siebie, potem na wyjeździe, ponownie u siebie i znów wyjazd. Ale damy radę, to nie jest wielki problem. Np. do Szwecji polecimy dwa dni przed meczem, po treningu wyrównawczym w Warszawie.

sport.tvp.pl: Biało-Czerwoni zagrają: z Bośnią i Hercegowiną 25 września w Warszawie, trzy dni później ze Szwecją w Sztokholmie (Solna), 2 października z Rumunią, ponownie na PGE Narodowym, a po kolejnych trzech dniach czeka ich rewanż na wyjeździe z Bośniakami w Zenicy.Pozostałe dwa spotkania w swojej grupie dywizji B rozegrają w listopadzie – na wyjeździe z Rumunią (14.11) i trzy dni później we Wrocławiu ze Szwecją. Wszystkie spotkania o godz. 20.45.

Biało-Czerwoni do dywizji B spadli – jeszcze pod wodzą Michała Probierza – jesienią 2024 roku, zajmując ostatnie miejsce w grupie, za Portugalią, Chorwacją i Szkocją, która podzieliła później ich los w barażach.

 Teraz będą grać o powrót do elity, w której wcześniej regularnie występowali. Zwycięzca grupy w drugiej dywizji awansuje bezpośrednio do grona najlepszych drużyn, drugi zespół w tabeli powalczy o to w barażach, trzeci w dwumeczu zagra o uniknięcie spadku, a ostatni znajdzie się w dywizji C.

 Zwycięzca Ligi Narodów zostanie wyłoniony w turnieju finałowym w czerwcu 2027 roku. Z czterech dotychczasowych edycji dwie, pierwszą i ostatnią, wygrała Portugalia (2018/19 i 2024/25), a takie sukcesy mają na koncie też Francja i Hiszpania.

ŁKS. Po tak słabym meczu traci się zaufanie do drużyny. Stać ją tak naprawdę tylko na ligową przeciętność?!

Fot. Artur Kraszewski

Po serii niezłych meczów bez porażki, a zwłaszcza zwycięstwie w Niepołomicach, wydawało się, że nie mamy w Łodzi lidera z przypadku, że trener Grzegorz Szoka poskładał zespół tak, że można na nim polegać i nie zejdzie w swojej grze poniżej przyzwoitego ligowego poziomu.

Nic z tego. W najważniejszym do tej pory pojedynku ligowej jesieni, Łodzianie zagrali tak słabo, że aż zęby bolały – bez rytmu, bez wiary, bez ikry. ŁKS przez całe spotkanie w Pruszkowie z Pogonią Grodzisk (0:2) nie przeprowadził żadnej, ale to żadnej składnej, groźnej akcji. Karnego, na dodatek niewykorzystanego, wypracowali Łodzianom swoją boiskową bezmyślnością gospodarze.

Chce się to jakoś tłumaczyć, że gdy kapitan marnuje jedenastkę, to z drużyny całkiem schodzi powietrze, ale to marne tłumaczenie. Właściwie można się tylko cieszyć, że po tej sytuacji nie pękły mocno nadwątlone Łódzkie szwy, nie puściły hamulce i nie doszło do kompromitacji takiej, jaką doświadczyła Stal Mielec na Wybrzeżu, gdzie została znokautowana siedmioma golami.

Cóż futbolowe życie toczy się dalej. Mozolne budowanie drużyny trwa. Trudno mieć po takiej smętnej wpadce do kogokolwiek zaufanie. Przerwa daje czas na nowe, oby lepsze, rozdanie, a może też dogadanie się z banitami?!Decydująca faza jesiennych rozgrywek pokaże, czy ŁKS znów będzie stać tylko na ligową przeciętność.

Następne mecze ŁKS już w Łodzi, po przerwie na reprezentację. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

Na samej nadziei, że można grać piękniej, ofensywniej i skuteczniej, Widzew wychodzi, jak Zabłocki na mydle

Fot. Marcin Bryja, widzew.com

Smutek jest tym większy, gdy człowiek uświadomi sobie, że jesteśmy słabym zespołem w kraju słabego futbolu. Polską, klubową piłkarską słabość pokazały czarno na białym ostatnie nasze wyczyny w Europejskich pucharach. Niestety.

Tymczasem… Wbrew oczekiwaniom (zmiana trenera, przyzwoity mecz w Warszawie) Widzew znów zawiódł. Co koszmarne, znów nie wygrał na własnym boisku, budując czarny boiskowy pijar. RTS czeka na domową wygraną od… 23 maja. Nic dziwnego, że najłagodniejsze w żegnaniu drużyny przez zdenerwowanych kibiców, były przeciągłe gwizdy.

Widać było, że drużyna bardzo chce przełamać złą passę. Trzeba jednak mieć do tego argumenty. Tymczasem, w kolejnym meczu Widzew miał tylko jednego piłkarza wybijającego się zdecydowanie ponad przeciętność. W Warszawie był Mariusz Fornalczyk. Tym razem to Mario Garcia. Lewy obrońca ma w klasyfikacji kanadyjskiej pięć punktów (dwa gole, trzy asysty), a miałby więcej gdyby koledzy nie budowali sobie na jego podaniach kompleksu futbolowej nieudolności, strzelając, mówiąc łagodnie, Panu Bogu w okno.

Zawiedli ci, którzy powinni być ostoją drużyny – reprezentanci Polski, obrońcy: Przemysław Wiśniewski i Marcel Krajewski. Popełniali byki – w ustawieniu, w walce o górną piłkę – jakie eliminuje już futbolowy elementarz.

Na dodatek nie da się zdobyć bramkowej przewagi i wygrać na hurra, bez ładu i składu. Trener Mateusz Stolarski ma żal do swoich piłkarzy, że po bramce na 2:1 chcieli dowieźć ten mecz. Mówi: – To spowodowało, że straciliśmy nad nim kontrolę i Wieczysta wyrównała. W związku z tym z przykrością muszę stwierdzić, że na ten moment nie zasłużyliśmy na nic więcej niż remis.

Ja mam żal, że choć Widzew ma podobno piłkarzy na poziomie (świadczy o tym poziom ich zarobków), to oni nie potrafili uporządkować gry, tak żeby było bezpiecznie z tyłu i ciekawie oraz przede wszystkim skutecznie, z przodu. Pojawiła się szansa na trzeciego, rozstrzygającego gola.

Był twórczy(?!) chaos, który znów rozłożył Widzew przy al. Piłsudskiego na łopatki. Mierz siły na zamiary, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Nie można tylko zakładać, że mamy grać ofensywnie, bez zahamowań i kalkulacji, skoro wychodzi się na tym, jak Zabłocki na mydle. Musi być zdecydowanie więcej wyrachowania, jak pod koniec poprzednich rozgrywek, bo na razie widać, jak na dłoni, że tylko ciułanie ligowych punktów, uchroni Widzew przed horrorem walki o utrzymanie na koniec sezonu!

Teraz Widzew może… potrenować. Pytanie tylko kim (kontuzje, reprezentacje). Dopiero 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Najwyższy budynek UE Varso Tower w Warszawie. Do pokonania były: 53 piętra, 230 m, 1382 schody. Dali radę!

Zdjęcia: archiwum Jarosława Piechoty

Pasja do biegania po schodach Jarosława Piechoty i jego ludzi nie ustaje!

Jarosław Piechota: – Pierwsze z jesiennych zawodów to od razu wysoka poprzeczka, czyli najwyższy budynek UE Varso Tower w Warszawie.Trasa jest wymagającą, stopnie różnej wysokości, szerokości i ilości na piętro, zmieniając się kilka razy. Sama klatka też jest zróżnicowana, są proste dobiegi, zmiany kierunków, a przed samą metą dość ostro w górę.

Ale oczywiście te widoki z tarasu…. No naprawdę warto się przemęczyć, aby z satysfakcją stanąć z medalem na piersi i podziwiać naszą stolicę, szczególnie przy tak dobrej pogodzie.

Ogromne gratulacje dla mojej drużyny Piechotą po schodach. (Orion Business Tower Łódź – treningi) za ciężką pracę na treningach, dzięki której osiągają tak genialne wyniki.

Dla przypomnienia do pokonania były: 53 piętra, 230 m, 1382 schody. Moje czasy to. Rok 2022 wynik 11:00 /69 open. Rok 2023 wynik 11:45 / 161 open. Rok 2024 wynik 11:28 / 120 open. Rok 2025 wynik 11:37 / 135 open. Rok 2026 wynik 13:11 / 278 open. W tym roku wystartowało 818 osób.

Za tydzień zawody we Wrocławiu, potem Poznań w listopadzie i… czas zaczynać przygotowania do finału WOŚP.

Bolesna porażka ŁKS. Gdy gra się słabo, a na dodatek nie wykorzystuje rzutu karnego, trudno marzyć o sukcesie w meczu na szczycie

ŁKS fatalnie zakończył swoją długą, wyjazdową, ligową tułaczkę. Po słabym meczu, niewykorzystanym rzucie karnym, jak najbardziej zasłużenie przegrał z Pogonią Grodzisk mecz na ligowym szczycie. Sportowym niesmakiem skończyła się zatem Łódzka seria pięciu ligowych spotkań bez porażki. 

A zaczęło się obiecująco, od przygniatającej wręcz przewagi Łodzian, z której niestety nic nie wyniknęło. Potem goście czujnie i ostrożnie trzymali się na własnym przedpolu, szukając sytuacji do udanej kontry. Momentami, starali się stosować pressing, co mocno dziwiło rywali. Strzałów nie było, no może poza jednym Majewskiego, w stylu… rugby – wysoko i daleko.

Jedna dobra centra, jedna próba akcji ofensywnej Łodzian na 35 minut gry, to raczej zatrważająca statystyka. Wreszcie, wreszcie była jakaś akcja (Keiblinger), ale piłka wylądowała w rękach Kamińskiego.

Skoro nie goście, zaatakowała Pogoń i w doliczonym czasie, po fatalnym błędzie przy wyjściu z własnej połowy Łodzian (za wolno, w zbyt oczywisty sposób), zdobyła gola. Strzał z dystansu obronił Węglarz, dobitka została zablokowana, ale akcja trwała dalej. Pod bramką najsprytniejszy był 40-letni Majewski. Jedno jedyne, pierwsze celne uderzenie w całej słabiutkiej, słabiusieńkiej pierwszej połowie, dało gola. Szok.

Drugiej połowy nie można było zacząć, bo cały czas pracowały zraszacze i dopiero po kilku minutach dało się je wyłączyć. To do tego momentu była najciekawsza sytuacja w tym pojedynku.

W pierwszej akcji po przerwie i rzucie rożnym wykonywanym przez Strzałka, Farbiszewski w dogodnej sytuacji główkował wyjątkowo niecelnie. Sędzia Myszka się zbłaźnił, nie dyktując jedenastki, po ewidentnym faulu w polu karnym bramkarza na Podlińskim. Po analizie VAR arbiter zmienił jednak decyzję. Kamiński obronił źle wykonanego karnego przez kapitana – Craciuna (praktycznie strzelił w środek bramki). Farsa się niestety dopełniła.

Łodzianie mogli zostać błyskawicznie ukarani. Na szczęście w odpowiedzi Węglarz obronił strzał Majewskiego. Co się jednak odwlecze… Gospodarze nabrali bowiem wiatru w żagle. Po zagraniu ręką Hinokio w polu karnym, analizie VAR, arbiter podyktował jedenastkę dla gospodarzy. Ciepiela zmylił Węglarza i posłał piłkę w sam róg bramki. Z Łodzian uszło powietrze. Dobrze, że nie skończyło się na wyższej porażce.

Następne mecze ŁKS już w Łodzi, po przerwie na reprezentację. 11 października o godz. 14.30 z Ruchem Chorzów, 18 października też o 14.30 z Podbeskidziem Bielsko – Biała.

Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS 2:0 (1:0)

1:0 – Majewski (45+1), 2:0 – Ciepiela (69, karny)

ŁKS: Węglarz – Keiblinger (46, Sokół), Fałowski, Craciun, Farbiszewski, Błachewicz (46, Karasińki), Kaput (70, Nowakowski),Hinokio (70, Wysokiński), Strzałek, Szczygieł (46, Arasa), Podliński

Zmora zmór. Widzew dwa razy wychodził na prowadzenie i znów nie potrafił wygrać meczu na swoim boisku!

Wielkie rozczarowanie. Widzew zamienia atut, czyli własne boisko, w sportową zmorę. Łodzianie znów na nim nie wygrali, choć dwa razy wychodzili na prowadzenie. Zremisowali po raz trzeci. Są ze wstydliwym bilansem – w pięciu meczach przy al. Piłsudskiego – bez zwycięstwa!

Wieczysta zaczęła mecz od kluczowej zmiany. W defensywie w miejsce Wieteski, który doznał urazu na rozgrzewce, pojawił się Djermanović. Widzew mógł to szybko wykorzystać, ale tego nie zrobił. Po podaniu Fornalczyka strzelał z 12 metrów Alvarez. I co? Trafił w bramkarza!

Gospodarze atakowali. Kornvig uderzał głową, ale minimalnie obok słupka (po akcji Fornalczyk – Garcia). Widzew za swoją wielką chęć strzelenia bramki został nagrodzony! Łodzian wyręczył Milić – autor samobója. Po centrze Biuka, Krakowianin niefortunnie uprzedził Świderskiego i stało się. Ta sytuacja tylko dodała animuszu Widzewiakom. Wieczystą ratował znakomitymi interwencjami Kochalski.

Skoro się nie strzela, to się traci! Piazon pokazał Łodzianom czarno na białym, jak to się robi, żeby być skutecznym. Wiśniewski nie trafią w piłkę, Krajewski skiksował i piłkarz Wieczystej wykorzystał sytuację sam na sam, podcinką nad Drągowskim. Asystę przy tym golu zaliczył bramkarz gości. Widzew był w szoku i mógł przegrywać, ale Drągowski wygrał kolejny pojedynek sam na sam – tym razem z de la Rosą.

Widzew w drugiej połowie znów zamknął Wieczystą na jej przedpolu. Strzelał, a jakże, ale bez skutku. Goście czekali na swoją szansę. I pokazali, że potrafią przeprowadzić groźne akcje. W Łódzkim teamie dwoił się i troił Fornalczyk, ale bez bramkowych efektów. Inni strzelali, ale raczej Panu Bogu w okno, niż w światło bramki. Za to po kontrze z bliska trafił w światło bramki Vojtko, ale Drągowski pokazał klasą i gol nie padł.

Takie sytuacje, jak wiadomo, się mszczą. I tak właśnie się stało. Garcia huknął, nomen omen z około 13 metrów, jak z armaty, nie do obrony i Widzew wyszedł na prowadzenie. Potem mogli wszystko Łodzianie zaprzepaścić. Pozwolili doprowadzić do wyrównania, a od straty kolejnej bramki, ratował Widzewiaków – Drągowski.

Skończyło się zatem remisem, który mocno rozczarował oglądających spotkanie na żywo 16 693 kibiców. Nie obyło się bez przeciągłych gwizdów. Dodajmy jeszcze, że nie pomógł gościom trener Kopić, który po nerwowej reakcji w doliczonym czasie gry, zobaczył czerwoną kartkę.

Po przerwie na reprezentację 11 października o godz.14.45 mecz z Piastem w Gliwicach, 16 października o godz. 20.30 z Wisłą Kraków w Łodzi, a 23 października też o godz. 20.30, też w Łodzi pojedynek z Górnikiem Zabrze.

Widzew – Wieczysta Kraków 2:2 (1:1)

1:0 – Milić (18, samobójcza), 1:1 – Piazon (37), 2:1 – Garcia (65), 2:2 – Milić (80, głową)

Widzew: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia – Papanikolaou (86, Selahi), Kornvig – Biuk (74, Klukowski), Alvarez (63, Silva), Fornalczyk (86, Żyro) – Świderski (63, Bergier)

Szykuje się mundialowa katastrofa. O Łodzi i jej kompletnie niepotrzebnym zaangażowaniu się w mistrzostwa świata kobiet może mówić cały świat!

Fot. UMŁ

Zapowiada się kompletna plajta! Mistrzostwa świata kobiet w piłce nożnej do lat 20 to impreza nikogo w Polsce i w Łodzi nieobchodząca. Teraz będzie to impreza nieobchodząca nas Łodzian tym bardziej. Polki po samobóju przegrały z Kolumbią i odpadły z rywalizacji.

Mecze w Łodzi na stadionie przy al. Unii będą się zatem odbywać bez udziału Polek. Kto przyjdzie je oglądać? Pies z kulawą nogą. No chyba, że nastąpi pospolite ruszenie i Urząd Miasta Łodzi razem z ŁZPN, dobrym komunistycznym wzorem, zawieszą popołudniowe zajęcia i poślą na stadion przy al. Unii młodzież ze szkół. Po to, żeby robić frekwencje i nie podpaść całkowicie i ostatecznie FIFA, która po bardzo możliwym, frekwencyjnym blamażu długo nam, Polakom nie przyzna poważnej futbolowej imprezy!

Jaki Łódzki, miejski filozof od sportu i futbolu dał się skusić na ten grożący katastrofą, ryzykowany układ, że Polki będą walczyć do samego końca i podpisał umowę na nieszczęsne Łódzkie mistrzostwa? Może przedstawi się nam Łodzianom z imienia i nazwiska i wytłumaczy? Z drugiej strony, co tu tłumaczyć. Widać, jak na dłoni, że kasa, którą ma za mundial obiecaną Łódź, przesłoniła wszystko! Liczy się kasa, misiu kasa, inne względy, w tym zdrowy rozsądek, nie mają znaczenia?!

Jak zatem wygląda harmonogram Łódzkiej części mundialu:

– niedziela, 20 września (Łódź)

15:00 Nigeria – Kolumbia – TVP Sport i tvpsport.pl
18:30 Korea Płn. – Kanada – tvpsport.pl

Półfinały (środa, 23 września, Łódź)

15:00 Zwycięzca 1. ćwierćfinału – Zwycięzca 2. ćwierćfinału – TVP Sport, tvpsport.pl
18:30 Zwycięzca 4. ćwierćfinału – Zwycięzca 3. ćwierćfinału – TVP Sport, tvpsport.pl

Mecz o 3. miejsce (sobota, 26 września, Łódź)

18:00 Przegrany 1. półfinału – Przegrany 2. półfinału – tvpsport.pl

Finał (niedziela, 27 września, Łódź)

18:00 Zwycięzca 1. półfinału – Zwycięzca 2. półfinału – TVP Sport, tvpsport.pl

Cenne zwycięstwo ŁKS. Luz blues i do przodu. Byli na boisku zawodnicy, dzięki którym więcej było piłki w piłce w grze Łodzian

Zdjęcia Artur Kraszewski

Po długo oczekiwanym zwycięstwie w Niepołomicach, widać jak na dłoni, że w ŁKS u trenera Grzegorza Szoki, nie ma świętych krów, nie ma jednej jedenastki na całą rundę. Szkoleniowiec szuka, zmienia, wybiera optymalną jedenastkę na mecz, nie boi się odważnych roszad. I na razie na tym nie traci, a wręcz przeciwnie: nieoczywiści piłkarze dali mu zwycięstwo!

Lubię takich graczy. Luz blues, bez kompleksów, odpowiedzialnie, ale twórczo do przodu. Coś takiego zaprezentował przez wiele minut meczu w Niepołomicach 22-letni Igor Strzałek. To dzięki niemu więcej było piłki w piłce w grze Łodzian.

Igor ciągle ma futbolowy potencjał i jak widać umiejętności. A był moment, że uznałem go za kolejny zmarnowany polski talent. Chciałoby się wierzyć, że w ŁKS zyskał nowe futbolowe życie – z korzyścią dla siebie i dla drużyny.

Piłkarzem bez boiskowych kompleksów jest też 18-letni Lenard Szczygieł. I on potrafi zaskoczyć odważnym atakiem, nie zawsze udanym, ale z reguły godnym uznania. To piłkarz, na którego rywal musi mieć uważne baczenie, bo potrafi wykręcić taki boiskowy numer, że nie będzie co zbierać.

Asem w rękawie okazał się rezerwowy Szymon Karasiński. Strzelił jedną z najładniejszych, jak nie najładniejszą bramkę kolejki. Huknął lewą nogą po długim rogu pod poprzeczkę. Palce lizać. To kolejny dowód na to, że jeśli masz ułożoną lewą nogę i ona ci nie przeszkadza, to o skuteczne strzały i piękne bramki, po prostu łatwiej.

Piłkarz mówi wprost: – Dostałem szansę, to ją wykorzystałem. Niesamowite uczucie – zdobyć decydującego gola, jeszcze tak ładnego. Powiem, że zdarza mi się strzelać ładne bramki. Wydaje mi się, że dobrze wybrałem nowy klub!

19 września, o godz. 15.30 wyjazdowy, oczywiście mecz z dotychczasową rewelacją rozgrywek: Pogonią Grodzisk Mazowiecki.

KS Hokej Start Brzeziny. Wielki powrót liderki, jednej z najlepszych polskich zawodniczek – Moniki Chmiel!

Nareszcie. W weekend rusza liga hokeistek na trawie. Brązowe medalistki ostatniego sezonu – KS Hokej Start Brzeziny podejmą medalistki srebrne – AZS Politechnikę Poznańską w niedzielę o godz. 16. Mistrzynie Polski – UKS SP5 Swarek Swarzędz zmierzą się u siebie z drugą drużyną AZS.

Każdy z zespołów spotka się w rundzie zasadniczej z każdym rywalem trzykrotnie. W połowie czerwca przyszłego roku dojdzie do dwumeczów o medale: pierwszy team zagra z drugim o mistrzostwo Polski, a trzeci z czwartym o brązowy medal.

Wiadomość dnia brzmi tak: po urlopie macierzyńskim do trenowania i grania wraca jedna z najlepszych polskich hokeistek, jedna z liderek drużyny z Brzezin – Monika Chmiel. Taka zawodniczka bez dwóch zdań bardzo, ale to bardzo, przyda się drużynie.

Trenerka KS Hokej Start Brzeziny – Małgorzata Polewczak jest optymistką: – Dostałyśmy impuls i wielką nadzieję, że w nowym sezonie zagramy o wyższą stawkę!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

KS Hokej Start zachował ligową kadrę. Do AZS odeszła tylko Natasza Nowakowska. KS Hokej Start trzyma pion także dzięki kapitan, reprezentantce Polski – Magdalenie Pabiniak. Zespół mocno pracował nad skutecznością, co było mankamentem w minionym sezonie. Wierzymy, że teraz częściej i łatwiej będzie trafiać do bramki rywalek!

W sobotę o godz. 11 w Brzezinach mecz juniorek z Łoziną. Juniorki młodsze grały mecz eliminacje Olimpiady Młodzieży z Sosnowcem i wygrały 5:0.

Latem Brzezinianki pograły w reprezentacjach Polski. W Mistrzostwa Europy kobiet w hokeju 5-osobowym wywalczyły brązowy medal. Zdobywanie doświadczenia i ogrywanie się z lepszymi jest bezcenne. Oby procentowało podczas ligowych zmagań!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders Noren — Up ↑