Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Jest bezcenne zwycięstwo. Widzew ma prawo nadal wierzyć w utrzymanie w ekstraklasie!

Widzew męczył się okrutnie, ale ostatecznie odniósł bezcenne zwycięstwo, które przedłuża nadzieje Łodzian na utrzymanie się w ekstraklasie. Widzew wygrał dziewiąty mecz w sezonie, szósty na własnym boisku. Gospodarzom pomógł trochę fakt, że przez ponad 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika.

Widzew, jak ostatnio nie Widzew. Nieprzestraszony, zaczął mecz z animuszem, prąc do przodu, w czym brylował Fornalczyk. Wszędzie go było pełno – biegał, walczył, podawał, strzelał… Bez efektu. Trzy rogi – karny, jak się grało na podwórku. Po 7 minutach byłaby jedenastka dla Łodzian. Pomarzyć dobra rzecz.

Z tego Widzewskiego atakowania powinno było coś wyniknąć, a niestety nie wyniknęło. Para w gwizdek. Można się było zastanawiać, gdzie jest Alvarez, który ustrzelił pięknego hat tricka w jesiennym pojedynku, wygranym 4:2. Pierwsza połowa skończyła się na jednym celnym uderzeniu i to piłkarza gości – Isika w 33 minucie! Łódzka para w gwizdek. Bez dokładnych dograń piłki i co najważniejsze celnych strzałów. Pojawiły się gwizdy na trybunach. Czarno na białym było widać brak jakości.

Niemoc, wielka niemoc Łodzian skutkowała w drugiej uproszczeniem taktyki. Laga od Drągowskiego na aferę, a nuż coś z tego wyniknie. Do czasu, bo też bez efektów. Niestety, kolejne pomysły czy może antypomysły gospodarzy na atak, zamieniały się w wielkie nic. Skoro sami nie potrafili postanowił im pomóc Kasperkiewicz, który po faulu na Shehu w 68 minucie ujrzał drugą żółtą czyli czerwoną kartkę i Widzew grał z przewagą jednego zawodnika.

I wreszcie, wreszcie doczekaliśmy się w 71 minucie celnego strzału Łodzian. Piłkę po główce Kapuadiego obronił Chovan. Potem był równie skuteczny po uderzeniu Baeny. I tak trwał show golkipera gości, który bronił strzał za strzałem… Raz miał szczęście, bo po uderzeniu Bergiera ratowała go poprzeczka.

Przy następnej próbie napastnik Widzewa okazał się skuteczny. Po efektownej indywidualnej akcji Fornalczyka i jego dokładnej centrze niepilnowany Bergier posłał piłkę głową do siatki. 12 gol napastnika, druga asysta skrzydłowego. Uff, odetchnęliśmy z ulgą. Te sukces daje nadzieję na lepszą ligową przyszłość!

Mecz oglądało 17 841  kibiców. 18 kwietnia o godz. 14.45 Widzew zagra na wyjeździe z Radomiakiem.

Widzew – Termalica Nieciecza 1:0 (0:0)

1:0 – Bergier (89, głową)

Widzew: Drągowski – Isaac(82, Zeqiri), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Selahi(63, Baena), Shehu – Alvarez, Bergier, Fornalczyk(90+3, Żyro)

Łodzianie – wojskowy oraz artysta – pedagog zdobyli w Kalifornii pięć medali podczas największych na świecie zawodów szermierki historycznej

Zdjęcia: Nikola Kikowska

Mamy nasz Łódzki, sportowy sukces i to hen daleko, za oceanem. Podczas rozegranych w Kalifornii największych na świecie zawodów szermierki historycznej SoCal Swordfight 2026, nasi zawodnicy zdobyli pięć medali! Konrad Kramarz wywalczył trzy krążki: złoty w szabli, srebrny w szpadzie i brązowy w rapierze. Aleksander Dynarek zdobył złoty w szpadzie oraz rapierze ze sztyletem.

Konrad Kramarz: – To dla nas ogromne wyróżnienie móc reprezentować Polskę, nasze miasto i klub na tak prestiżowych zawodach. Każdy start to nowe doświadczenie zwłaszcza na zawodach takiego formatu. Te medale to nie tylko nasz sukces, ale także całego środowiska polskiej szermierki historycznej, która jest znana z wielu dobrych zawodników i te zawody to potwierdzają.

SoCal Swordfight 2026 to największy turniej, w którym 500 szermierzy historycznych z całego świata spotkało się w kalifornijskiej Pomonie, by mierzyć się ze sobą w serii konkurencji. Wśród nich znaleźli się: Konrad Kramarz ( 39 lat) oraz Aleksander Dynarek ( 36 lat). Obaj są członkami Kadry Narodowej Polskiego Związku Szermierki Historycznej oraz jednymi z najbardziej utytułowanych zawodników szermierki historycznej w kraju i za granicą.

Konrad Kramarz jest wielokrotnym zwycięzcą największych zawodów krajowych, w których startował już od czasów szkolnych. W swojej sportowej karierze zdobył już ponad 80 medali w różnych systemach szermierczych, w kraju z za granicą.

Wśród jego jego osiągnięć są m.in. srebrny medal w szabli podczas prestiżowego turnieju Swordfish 2018 w Goeteborgu, złoty medal w kategorii sidesword w Oxfordzie oraz zwycięstwo we włoskim Pucharze Sala d’Achille Marozzo. Kramarz na zawodach reprezentował również Wojsko Polskie, jako oficer pełniący służbę w 9 Łódzkiej Brygadzie Obrony Terytorialnej.

Aleksander Dynarek obecnie zajmuje drugie miejsce na świecie w rapierze i sztylecie. Od 2017 roku regularnie startuje w międzynarodowych zawodach, zdobywając medale na prestiżowych turniejach. Od 2016 roku realizuje się jako działacz polskiego środowiska HEMA, współtworząc struktury federacyjne i biorąc udział w rozwoju szermierki historycznej w Polsce. Jest artystą i pedagogiem na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie zajmuje się projektowaniem form przestrzennych, projektowaniem parametrycznym oraz technologiami cyfrowymi i wytwarzaniem form w 3D.

To ważne. Nasi reprezentanci prowadzą w Łodzi zajęcia dla młodzieży i dorosłych w Klubie Szermierki Historycznej Mordschlag, mieszczącym się przy ulicy Stefana Jaracza 40.

Ppor. Konrad Kramarz: – Szermierka historyczna to świetny sport, który pozwala rozwijać całe ciało, uczy dyscypliny oraz pracy nad sobą. Jednocześnie nawiązuje do polskiej tradycji, która przez lata była nierozerwalnie związana z bronią białą – z szablą, która do dziś pozostaje bronią reprezentacyjną podczas różnych uroczystości wojskowych.

Trenerka KS Hokej Start Brzeziny – Małgorzata Polewczak: – Grania będzie sporo, wszystko może się zdarzyć. Oby tylko dziewczyny częściej trafiały piłeczką do bramki rywalek!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Wraca liga hokeistek na trawie. W premierowym meczu wiosny mistrzynie Polski – KS Hokej Start Brzeziny w niedzielę o godz. 15.30 podejmą drugi zespół AZS Politechnika Poznańska. Jesienią podopieczne Małgorzaty Polewczak wygrały oba mecze z AZS II po 2:0. O innych lepiej by chciały zapomnieć albo raczej o prezentowanej w nich skuteczności. Bo, gra była na niezłym poziomie, ale to co działo się pod bramkami rywalek… Miejmy nadzieję, że był to tylko jesienny koszmar.

Nowa runda, nowe oczekiwania. – Nie zagrałyśmy żadnego sparingu, więc nasza forma jest niewiadomą – mówi Małgorzata Polewczak. – Na dodatek przystąpimy do walki osłabione, bo kontuzji doznała nasza czołowa zawodniczka – Oliwia Kucharska.

Ostatnio, pracując na naszym boisku, więcej zmagałyśmy się z zimnym, porywistym wiatrem, niż z piłką. Trudności nie brakowało. Ja jednak wierzę w swój zespół. Grania będzie sporo, wszystko może się zdarzyć. Oby tylko dziewczyny częściej trafiały piłeczką do bramki rywalek!

Sponsorem KS Hokej Start Brzeziny jest Bank Spółdzielczy w Andrespolu.

Jesienią barw Brzezińskiej drużyny broniły: Anna Gabra, Justyna Ferdzyn, Kamila Butkiewicz – Kamila Budziewska, Kinga Owczarek, Olha Poltavtseva, Natasza Nowakowska, Oliwia Kucharska, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Zuzanna Dróżdż, Karolina Grochowalska, Zuzanna Kornecka, Marzena Koza, Weronika Grodzka, Magdalena Pabiniak, Monika Chmiel, Diana Varanovich.

Rugby League. Łódzkie Sroki walczą o zwycięstwo w Pucharze Czech. To ważny sprawdzian przed ligowym startem

Fot. Sroki Łódź

Team dominujący w polskim Rugby League – Łódzkie Sroki w sobotę wyjeżdża do Czech, gdzie weźmie udział w turnieju o Puchar Czech w Rugby League. Zawody odbędą się w Helvikovicach koło Letohradu i będą dla podopiecznych Michała Wójcika ważnym przetarciem przed majowym startem w czeskiej lidze – podają Łódzkie Sroki

To już drugi raz, kiedy łodzianie pojawią się w tym prestiżowym turnieju. Rok temu Sroki zajęły drugie miejsce. Teraz cel jest jasny – chcą poprawić tamten wynik i wrócić do Łodzi ze zwycięstwem.

Bardzo się cieszę z wyjazdu na ,,9tki”. Po intensywnym okresie przygotowawczym, całej naszej drużynie przyda się trochę gry przed właściwym sezonem. Liczę na dobrą zabawę i sympatyczny wyjazd z drużyną” – mówi Kamil Kleszcz, zawodnik łódzkich Srok.

Turniej w Helvíkovicach to nie tylko okazja do walki o puchar, ale przede wszystkim solidny sprawdzian formy. Za kilka tygodni Sroki rozpoczną swój debiutancki sezon w czeskiej lidze i każdy mecz przed startem rozgrywek ma ogromne znaczenie. W sobotę trener Wójcik będzie mógł sprawdzić kluczowych zawodników oraz jak drużyna wygląda pod presją. Sobotni wynik pokaże aktualną formę Srok przed rozpoczęciem zmagań w rozgrywkach ligi czeskiej.

Czy polscy rugbiści wezmą wielki rewanż za niepowodzenie piłkarzy i pokonają Szwedów, wywalczając awans do dywizji Rugby Europe Championship?

Fot. PZR

W sobotę na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni o godz. 20 wielki rugbowy mecz z podtekstami Polska – Szwecja. Stawka jest wysoka – awans do dywizji Rugby Europe Championship. Jest też szansa na pomszczenie piłkarzy, po ich wyeliminowaniu przez Szwedów z udziału w Mundialu. Kto nie wybierze się do Gdyni, może zobaczyć mecz w Polsat Sport.

W dwuletnim cyklu Rugby Europe Trophy (de facto trzeci poziom kontynentalnych rozgrywek) w dziewięciu meczach Polacy byli górą aż w ośmiu – podaje biuro prasowe PZR. Drużyna selekcjonerskiego duetu Kamil Bobryk – Tomasz Stępień funkcjonuje coraz lepiej, do awansu do dywizji Rugby Europe Championship został jeszcze jeden krok.

Nie da się ukryć, że Polska będzie faworytem pojedynku , ale rywali nie można lekceważyć. Nasza drużyna ma na koncie 38 punktów, Czesi z 34 punktami są najgroźniejszymi rywalami, Szwecja jest tuż za nimi, mając 29 punktów. W ostatniej serii spotkań, 11 kwietnia, Czesi zmierzą się na wyjeździe z Danią. Jeśli wygrają za pięć punktów, wyprzedzą Polskę w tabeli, o ile nasi swój mecz przegrali. Wychodząc na boisko w Gdyni Polacy będą znali wynik czeskiego meczu.

– Mamy los we własnych rękach, zależymy od siebie. Wygrana da nam zwycięstwo w tej dywizji. To jest celem – mówi Kamil Bobryk, obecnie jeden z selekcjonerów, a kiedyś doskonały zawodnik pierwszej linii młyna, który zaliczył równe 50 spotkań w biało-czerwonej koszulce.

Mecz ze Szwecją to nie tylko wysoka stawka i awans do Championship, to także zakończenie reprezentacyjnych karier przez dwóch kluczowych dla kadry zawodników. Chodzi o wieloletniego kapitana kadry Piotra Zeszutka oraz drugiego najskuteczniejszego zawodnika w historii reprezentacji, Wojciecha Piotrowicza.

– Choćby z szacunku do nich i ich osiągnięć będziemy z Tomkiem Stępniem oczekiwali pełnego zaangażowania. O to jednak jestem spokojny. Przez dwa lata naszej pracy z kadrą udało się wyselekcjonować grupę, która dobrze się ze sobą czuje. Mamy ludzi, którzy chcą grać w reprezentacji – przyznał Kamil Bobryk.

Piotrowicz w dotychczasowych meczach dla Polski zdobył 233 punkty, co daje mu drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów, 16 punktów więcej ma na koncie Dawid Banaszek, zawodnik Life Style Catering RC Arki Gdynia. – Czy będę pierwszy czy drugi w klasyfikacji, nasze nazwiska będą w tabelach snajperów na lata. Jak się uda będę przeszczęśliwy, jak nie, ale awansujemy do Championship, to będę… szczęśliwszy – mówi łącznik ataku.

Selekcjonerzy powołali na mecz w Gdyni 31 zawodników, w protokole meczowym są 23 miejsca. Pewnie znajdzie się w nim zawodnik WizjaMed Grot Budowlani Łódź – Jakub Małecki.

Organizatorzy spodziewają się sporej frekwencji i ponad dwóch tysięcy kibiców na Narodowym Stadionie Rugby. Od kilku lat nie było takiego zainteresowania meczem reprezentacji.

Przy okazji warto uczynić coś dobrego: Wejdź na stronę www.dkms.pl, zamów pakiet rejestracyjny i dołącz do bazy potencjalnych dawców Fundacja DKMS. Bo w rugby – tak jak w życiu – największe zwycięstwa odnosimy razem!

Wyjazdy były zmorą ŁKS, teraz na obcych boiskach Łodzianie są zmorą dla innych. Rajd Andreu Arasa może być wizytówką I -ligowych rozgrywek

Zdjęcia: Artur Kraszewski

Jak była wyjazdowa zmora, tak nadal jest, ale teraz dla… rywali. ŁKS wiosną jest mistrzem wyjazdowych spotkań – cztery zwycięstwa. Do wygranych z dwiema Poloniami i Stalą Mielec dołożył teraz pokonanie Wieczystej (2:0).

Przy pierwszym golu Andreu Arasa zrobił jedną z najlepszych, jak nie najlepszą, bramkową akcję w tym sezonie w ligowych zmaganiach. Jego kilkudziesięciometrowy rajd (minięcie kilku rywali) był imponujący, podobnie jak otwierające drogę do bramki wymierzone podanie. Martwi kontuzja autora pierwszego gola w starciu z Wieczystą – Jasper aLoffelsenda.

Warto odnotować powrót do pierwszej drużyny 21-letniego Antoniego Młynarczyka, który po raz ostatni zagrał w I lidze 30 listopada w meczu ze Zniczem. Teraz pojawił się na boisku w 54 minucie. Przypomnę, że podczas zimowego zgrupowania był jednym z najlepszych piłkarzy zespołu.

Fabian Piasecki się przełamał. Zdobył pierwszego, ligowego gola od 23 listopada. Ma ich na koncie osiem. Coraz bardziej potrzebny drużynie Koi Hinokio przemierza boiskowe kilometry, W spotkaniu z Ruchem przebiegł, dodajmy z pożytkiem, 12,8 km, a teraz w starciu z Wieczystą o… dwieście metrów mniej.

Najbliższy mecz z Pogonią Grodzisk Mazowiecki został przełożony ze względu na renowację łódzkiego boiska. 18 kwietnia o godz. 19.30 Łodzianie zagrają na wyjeździe z GKS Tychy. Jesienią górą był ŁKS, który wygrał przy al. Unii 3:1.

Widzew. Są w drużynie tak słabi gracze, że nie zasługują na to, żeby dać im kolejną szansę!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Można mieć wątpliwości, czy sędzia meczu Raków – Widzew (1:1) miał rację, krzywdząc Widzew, ja mam i to ogromne, mimo wyjaśnień (nieprzekonywujących!!!) sędziowskich fachowców. Nie zmienia to faktu, że po kolejnym ligowym pojedynku Widzewa pozostał żal, wielki żal i złość na sportowe frajerstwo łódzkich zawodników. Dali sobie wyrwać z gardła zwycięstwa, choć grali w przewadze, choć prowadzili w doliczonym czasie gry.

Aleksandar Vuković po meczu: -Widzę bardzo dużo pozytywów przed końcówką sezonu, która będzie o wszystkim decydować. Mówiłem, że chcemy grać lepiej w piłkę i szukamy rozwiązań, które nam to umożliwią. Poprzez zmianę strukturalną chcieliśmy pomóc drużynie, żeby piłkarzom łatwiej było rozgrywać piłkę. Myślę, że pod tym kątem była to trafna decyzja. Jestem zadowolony z tego, jak zespół zafunkcjonował.

Na pewno są ludzie, którzy w kolejnym meczu pokazali, że można na nich polegać. To: Bartłomiej Drągowski, Przemysław Wiśniewski, Lindon Selahi, Fran Alvarez i z pewnymi zastrzeżeniami: Marcel Krajewski i Mariusz Fornalczyk.

Są tacy, którzy zawiedli, ba, zawodzą nie pierwszy raz i pod wielkim znakiem zapytania pozostaje to, czy warto im, w podbramkowej sytuacji, gdy walczy się o uratowanie się przed degradacją, dawać kolejną szansę.

Są niestety tacy, którym zaufać po raz kolejny będzie bardzo trudno. Juljan Shehu jest cieniem i to głębokim, piłkarza, który rozdawał karty w drużynie. Po co i dlaczego łodzianie wydali wielką kasę na Emila Kornviga, gościa snującego się po boisku, w założeniu mającego być (he!he!he!) liderem zespołu.

A Andi Zeqiri, też kupiony za miliony, piłkarskie i strzeleckie umiejętności prezentował chyba tylko w inteligentnie spreparowanych przez sprytnego menedżera reklamowych filmikach. Bo na boisku momentami wygląda na wyjątkowego łamagę.

11 kwietnia o godz. 14.45 Widzew podejmie Termalikę Niecieczai nie ma wyjścia musi w tym meczu zdobyć trzy punkty. Pytanie, czy wróci do drużyny bardzo potrzeby Lukas Lerager, który wypadł ze składu na skutek kontuzji. Mobilizacja jest wielkim obowiązkiem, bo rywal pokazał pazurki, pokonując Piasta 3:2 i teżmarzy o tym, żeby zostać w ekstraklasie!

Sukces w meczu z Wieczystą sprawia, że ŁKS zaczyna liczyć się w walce o ekstraklasę!

ŁKS wygrał szósty wyjazdowy mecz (11 w sezonie), ma 41 punktów, wyprzedził Wieczystą i liczy się w grze o awans do ekstraklasy! Podopieczni trenera Szoki, niczym profesor, wypunktowali Krakowian, zdobywając gole po dwóch znakomitych akcjach.

Łodzianie wiosną spisują się dobrze, przegrali tylko raz. Od sześciu kolejek są niepokonani. Ostatnio podzielili się punktami z Ruchem Chorzów (2:2 u siebie, musieli odrabiać straty), a teraz pewnie pokonali Wieczystą!

ŁKS mógł zacząć świetnie, ale w 200-procentowej sytuacji strzał Hinokio w ostatniej chwili został zablokowany. W kolejnej akcji po rzucie wolnym kapitan Rudol posłał piłkę głową pod poprzeczkę. Nie do obrony. Co z tego, skoro VAR dostrzegł, że strzelec był na minimalnym spalonym. Paradoksalnie po tej akcji ŁKS dał się zepchnąć do momentami głębokiej defensywy. Kapitalną interwencją musiał popisać się Bobek.

Nadeszła imponująca odpowiedź. Arasa w kontrze minął czterech rywali, zagrał znakomitą piłkę do Loffelsenda, a ten w sytuacji sam na sam, strzałem po długim rogu pokonał bramkarza rywali. Gospodarze nie zamierzali składać broni. Łodzian ratowała poprzeczka, a potem kapitalnymi interwencjami popisywał się Bobek.

W drugiej połowie atakowali gospodarze, a przyczajony ŁKS czekał na swoją szansę i się jej doczekał. Nosa miał trener Szoka, wprowadzając na boisku Piaseckiego. Ten pokazał moc, po znakomitym podaniu i strzale w długi róg, podwyższył prowadzenie, pieczętując zasłużony sukces łodzian.

Wieczysta – ŁKS 0:2 (0:1)

0:1 – Loffelsend(28), 0:2 – Piasecki (82)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (53, Młynarczyk) – Wysokiński (87, Kupczak), Terlecki, Hinokio (87, M. Wojciechowski), Norlin – Arasa (87, Fałowski), Lewandowski (76, Piasecki)

Niestety, Widzew, choć miał wszystko w swoich rękach, zrobił kolejny milowy krok na drodze do spadku z ekstraklasy!

Wydawało się, że Widzew chwycił byka za rogi, gdy rywale od 36 minuty musieli grać w dziesiątkę i łodzianie w doliczonym czasie gry zdobyli bramkę. Nic z tego. Nie potrafili utrzymać korzystnego wyniku. Osłabiony Raków wyrównał w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Czarna, łódzka rozpacz. Remisami ligowe piekło jest wybrukowane!

Mecz zaczął się tak, jak ostatni, czyli nudy na pudy i walka o najgorszy, pozbawiony emocji pojedynek w ekstraklasie. I nagle niespodziewanie na skutek głupoty Arsenicia szczęście uśmiechnęło się do Łodzian. W 36 minucie po faulu na dynamicznym Fornalczyku drugą żółtą czyli czerwoną kartkę ujrzał Arsenić. Widzew grał z przewagą jednego zawodnika I…?

Łodzianie atakowali, ale robi to schematycznie, przewidywalnie. Nic dziwnego, że nieskutecznie. Nie byli w stanie wykorzystać nawet tego, że gospodarze musieli zmienić bramkarza. A gdy wreszcie coś się zadziało i wydawało się, że Baena był faulowany w polu karnym, to po analizie VAR, sędzia Raczkowski anulował swoją decyzję. W doliczonym czasie gry mogło się zdarzyć wszystko. Miał swoją sytuację Widzew, mieli gospodarze.

I gdy wydawało się, że mecz skończy się remisem w czwartej minucie doliczonego czasu gry kapitalnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Alvarez. Gdy wydawało się, że Widzew chwycił byka za rogi i odniesienie bezcenne w walce o utrzymanie zwycięstwo, stracił (o mama mia!) gola w zamieszaniu podbramkowym, po kompletnym pogubieniu się w defensywie. Nic tylko siąść i płakać!

11 kwietnia o godz. 14.45 Widzew podejmie Termalikę Nieciecza. Czy będzie w stanie wygrać z outsiderem? No, mam sporo wątpliwości.

Raków Częstochowa – Widzew 1:1 (0:0)

0:1 – Alvarez (90+4). 1:1 – Svarnas (90+7)

Widzew: Drągowski – Kozlovsky, Visus, Wiśniewski, Żyro (46, Krajewski) – Kornvig, Fornalczyk (90, Pawłowski), Shehu (77, Baena), Selahi, Alvarez – Zeqiri (66, Bergier)

ŁKS był kiedyś bokserską potęgą. Trzy tytuły mistrzów Polski zdobyte… 80 lat temu!

Jacek Bogusiak – kustosz pamięci ŁKS – mówi: – Wszyscy dyskutują o piłce, bo w sobotę ważny ligowy mecz, ale… może warto przypomnieć wielki sukces klubu, który miał miejsce 80 lat temu.

W pierwszych w wolnej Polsce mistrzostwach Polski w boksie, które odbyły się w dniach 4 – 7 kwietnia 1946 roku pięściarze ŁKS zdobyli trzy tytuły mistrzów Polski i jeden srebrny medal: adeusz Stasiak – złoty, – Jerzy Olejnik – złoty, – Władysław Niewadził – złoty, – Zbigniew Kowalski – srebrny.Byliśmy bokserską potęgą…

Zdjęcia: archiwum Jacka Bogusiaka

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑