Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Jest sukces Cedrus Srok! Łodzianie obronili w Krakowie Puchar Polski 9’s

Zdjęcia: Cedrus Sroki

W Krakowie odbył się Turniej o Puchar Polski Rugby League 9’s. Cedrus Sroki Łódź po raz kolejny pokazały, kto obecnie rządzi w polskim rugby league i obroniły tytuł sprzed roku.

Przemysław Kwiecień – członek zarządu: – Łodzianie weszli w turniej z przytupem. W pierwszym meczu rozbili Wildcats Góra Kalwaria aż 40:6, nie dając rywalom żadnych szans. Potem było jeszcze lepiej – Husarię Oświęcim Sroki odprawiły do zera, wygrywając 32:0.

Najtrudniej było w ostatnim spotkaniu. Z gospodarzami turnieju, Jagiellonian Barbarians, Sroki przegrały 6:12. Mimo porażki w ostatnim meczu to właśnie łodzianie mogli świętować obronę trofeum.

O wszystkim zdecydowała tabela „małych punktów”, a w niej Sroki były wyraźnie najlepsze. Bilans punktów zdobytych i straconych wypadał na ich korzyść i to one stanęły na najwyższym stopniu podium.

– Naprawdę dobrze nam poszło, zdobyliśmy puchar. Mecz z Jagiellonian Barbarians był bardzo ciężki, ale koniec końców w punktach wygraliśmy i wszyscy się naprawdę dobrze zaprezentowali. Chłopaki ze zmian też, w szczególności ulubieniec Bajadera (Dawid Krawczyński) – przyłożył trzy razy w jednym meczu, więc chapeau bas dla niego. Wszyscy dali z siebie wszystko, to było widać – mówił tuż po meczu asystent trenera Fabian Glinkowski.

W sobotę, 23 maja o 17.30, Cedrus Sroki na obiekcie MOSiR przy ulicy Karpackiej podejmą Orli Havlickuv Brod. Wstęp dla kibiców jest bezpłatny. Spotkanie będzie też transmitowane na kanale Hattrick TV w serwisie YouTube, więc wszyscy kibice będą mogli śledzić pierwszy domowy mecz łodzian w czeskiej lidze na żywo.

Wielkie wyzwanie. Klubowy Puchar Europy w Brzezinach. KS Hokej Start chce awansować do wyższej dywizji!

Zdjęcia: annagabara.photo

Na chwilę przed europejską próbą drużyna KS Hokej Start Brzeziny pokazała moc. Pokonała w wyjazdowych spotkaniach mocny Swarek Swarzędz 3:2 i 1:0. A teraz czas wielkie wyzwanie.

Monika Chmiel: – W piątek rozpoczną się zmagania brzezinianek w Klubowym Pucharze Europy (EuroHockey Club Challenge I). Po raz kolejny wystąpią w roli gospodyń. Celem jest awans do wyższej dywizji. Tym razem zmierzą się z IFKSUM DPU (UKR), COPENHAGEN HC (DEN) i ORIENT LYNGBY (DEN) w fazie grupowej. 

Turniej odbędzie się przy ul. Sportowej 1, gdzie oprócz wymienionych zespołów, będzie można przyglądać się rywalizacji drużyn z Walii, Luksemburga, Gibraltaru i Chorwacji. 

22.05, 16:45 KS Hokej Start Brzeziny – Orient Lyngby

23.05, 16:45 KS Hokej Start Brzeziny – IFKSum DPU

24.05, 16:45 KS Hokej Start Brzeziny – Copenhagen HC

25.05 Faza finałowa

Zachęcamy do śledzenia nadchodzącego wydarzenia zarówno na żywo jak i naszych social mediach.

KS Hokej Start wystąpi w składzie: Anna Gabara, Gabriela Budziewska, Olga Poltaviseva, Kinga Owczarek, Emilia Sikora, Natasza Nowakowska, Eryka Shakh, Patrycja Kalczyńska, Natalia Kucharska, Zuzanna Drożdż, Karolina Grochowalska, Zuzanna Kornecka, Marzena Koza, Weronika Grodzka, Malwina Górecka, Magdalena Pabiniak. Justyna Ferdzyn, Dziyana Voronovich

Trenerka: Małgorzata Polewczak. Menedżerowie: Marcin Zubert, Agnieszka Stefańska.

ŁKS zagrał słabo i niestety przegrał w Niepołomicach. Jeszcze nic nie jest stracone, ale trzeba wygrać ostatni mecz, żeby na pewno być w barażach

Ełkaesiacy przegrali w Niepołomicach na własne życzenie. Nie wykorzystali rzutu karnego, zrobili to rywale. Przez ponad pół godziny grali z przewagą jednego zawodnika i…nie było tego widać. Nic dziwnego, że zeszli z boiska pokonani.

Zaczęło się energetycznie. Już po minucie gry ŁKS miał szansę na gola, ale znakomicie dwukrotnie bronił Perchel. W odpowiedzi pokazał się Bomba, broniąc uderzenie po rzucie rożnym z bliskiej odległości. Główkował Gjoni – albański napastnik, odkrycie rozgrywek. Była akcja za akcję, ale spryt Piaseckiego, który oszukał pilnującego go rywala, nie zdał się na wiele, bo strzał był zbyt słaby. W kolejnej akcji Arasa, walcząc w pojedynku jeden na jeden z Bartczakiem, w końcu strzelił, ale słabo i niecelnie.

Potem trwała ligowa, boiskowa walka. Nikt nie zamierzał odpuścić. I nagle urodziło się coś istotnego z… niczego. W polu karnym Piasecki szykował się do przyjęcia piłki, ale nie wiedzieć czemu oparł się na nim Katolik. Napastnik się przewrócił, a sędzia podyktował jedenastkę! Znakomita okazja na gola, ale…

Młodzieżowiec Perchel ma talent i umiejętności. Obronił strzał napastnika Łodzian, a potem dobitkę Arasy! Niebywałe, ale prawdziwe. Taka jest piłka. To druga zmarnowana w tym sezonie jedenastka Piaseckiego! ŁKS starał się długo nie przeżywać tej sytuacji. Wojciechowski popisał się znakomitym zwodem, ale strzelił obok słupka. Podobnie jak po przeciwnej stronie główkujący w dogodnej sytuacji Piekarski.

W ciągu pierwszych 60 sekund drugiej połowy działo się więcej na boisku niż czasem podczas całej połowie. Niestety, ostatecznie wyszło na niekorzyść Łodzian. Sędzia po analizie VAR uznał, że Wiech zagrał piłkę ręką w polu karnym. A Gjoni pewnym, mocnym, półgórnym strzałem w róg bramki, nie dał szans Bombie. To siódmy gol Albańczyka w dwunastym pojedynku. Tak to w futbolu jest, niewykorzystane sytuacje się mszczą!

Łodzianie dostali swoją szansę. Po nierozważnym faulu na Arasie i analizie VAR Piekarski ujrzał czerwoną kartkę. Od 56 minuty gospodarze grali w dziesięciu. ŁKS też coś, a właściwie kogoś, (ważnego) stracił. Musiał opuścić boisko kontuzjowany Arasa.

Goście strzelili gola, ale zanim do bramki trafił Piasecki, wcześniej rywala faulował Lewandowski. Nic dziwnego, że gol nie został uznany. Za dużo było walki, fauli i chaosu, żeby coś z tego pozytywnego wynikło. Nie było widać, żeby gospodarze grali w osłabieniu! Zmiany nic nie dały, rzuty rożne nic nie dały i niestety i skończyło się 10 porażką Łodzian, ósmą na obcym boisku!

W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą spadkowicza – Górnika Łęczna. Zwycięstwo na pewno da im sportową premię czyli walkę w barażach o ekstraklasę. Będzie zatem, o co się starać. Inna sprawa, że z taką postawą w decydującej grze o awans ŁKS nie ma czego szukać!

Puszcza Niepołomice – ŁKS 1:0 (1:0)

1:0 – Gjoni (51, karny)

ŁKS: Bomba – Loffelsend (76, Krykun), Rudol, Criciun, Wiech, Norlin, Wysokiński (76, Młynarczyk), Terlecki, Wojciechowski(76, Toma), Arasa (64, Lewandowski), Piasecki

Widzew dał się omamić za miliony i sprowadził piłkarzy o co najwyżej przeciętnych umiejętnościach, nie dających żadnych gwarancji na utrzymanie się w ekstraklasie!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Gdy obejrzało się kolejny przegrany wyjazdowy mecz Widzewa, tym razem ten najważniejszy, to widać czarno na białym zastraszający brak jakości większości Łódzkich piłkarzy. To futbolowi, ligowi przeciętniacy, którzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru odpowiedzialności za wielki klub, grę i końcowy wynik. Niestety…

Tylko sprowadzenie markowych, jak na polskie warunki obrońców – Wiśniewskiego i Kapuadiego oraz strzelającego gole Bergiera – było pomysłem na miarą utrzymania ekstraklasy. Oni mają poziom, walczą o wynik. Pozostali? W większości meczów lepiej spuścić na nich zasłonę milczenia.

W przypadku Widzewa widać jak na dłoni, jak rynek dyrektorów sportowych i sprytnych menedżerów, buduje fałszywą skalę piłkarskich wartości. Jesteś wyjątkowym naiwniakiem, bo płacisz miliony tak naprawdę za… brak jakości.

Szybko wychodzi szydło z worka. Wystarczy kilka spotkań, by dostrzec, jak na dłoni, że to nie ci ludzie. Na dodatek, o zgrozo, o umiejętnościach nie pozwalających udźwignąć odpowiedzialności za grę i wynik. Może jeszcze w pojedynkę dałoby się ich jakość wpasować w meczową jedenastkę. Gdy jest ich kilku, to razem w całej jaskrawości, pokazują swoją bezradność i momentami, tak irytującą, bylejakość. Powiedzmy wprost: z takimi piłkarzami prosta droga wiedzie do… spadku.

Po kolejnej antygrze i porażce Widzew bliżej spadku z ekstraklasy niż dalej!

Widzew wrócił do swoich niedawnych zasad: więcej destrukcji niż konstrukcji. I wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle. Przegrał 16 ligowy mecz, dwunasty na obcym boisku i jest bliski spadku z ekstraklasy.

W ataku rywali wystąpił, niechciany w okienku transferowym w Widzewie, były Widzewiak, napastnik – Stępiński oraz pożegnany w Łodzi bez żalu, pomocnik Pięczek.

Mogło się zacząć… pięknie. Po świetnym prostopadłym podaniu Fornalczyka, trzeba powiedzieć wprost, że nie miał szans na gola Alvareza. Strzelał z ostrego kąta w krótki róg bramki pilnowany przez Dziekońskiego. Szkoda, szkoda…

Patrząc w drugą stronę boiska. Czyścił atak Korony Wiśniewski. Tak naprawdę więcej było kopania… się po kostkach niż grania. Z tego wszystkiego wyniknął poważny, kadrowy kłopot dla Widzewa. Czwartą żółtą kartkę w sezonie ujrzał Kornvig i nie zagra w ostatnim spotkaniu.

Widzew, pilnujący defensywy, szukał jednak swojej bramkowej szansy. Po dośrodkowaniu Alvareza, obok słupka główkował Wiśniewski. Potem po dobrym zagraniu Fornalczyka pogubił się Kornvig. Może cały czas rozmyślał o swojej żółtej kartce?!

W drugiej połowie toczyła się nudna, pozbawiona kreacji gra. Trener Vuković mógł tylko drżeć o to, żeby po kolejnych faulach drugiej żółtej kartki nie ujrzeli Shehu i Kornvig. Tymczasem czekała na swoją szansę nic nie grająca Korona i ją dostała. Kapitalnym strzałem z rzutu wolnego pod poprzeczkę z 20 metrów (na wagę utrzymania?!) popisał się Błanik!

Pogubiony, stłamszony psychicznie Widzew mógł stracić drugiego gola, ale Soterious pudłował, to nieprawdopodobne, ale prawdziwe, z czterech metrów. Potem starania Widzewa zdały się psu na budę i skończyło się porażką, która wkrótce może się zamienić w ekstraklasową klęskę!

23 maja o godz. 17.30 Widzew w ostatnim meczu sezonu zagra w Łodzi z z Piastem Gliwice.

Korona Kielce – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Błanik (61, wolny)

Widzew: Drągowski -Andreou (62, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky -Kornvig, Shehu, Alvarez(79, Zeqiri) – Baena(74, Bukari), Bergier, Fornalczyk(74, Selahi)

Próba generalna KS Hokej Start Brzeziny przed prestiżową, europejską rozgrywką!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

W lidze hokeistek jest zwycięstwo podopiecznych Małgorzaty Polewczak, choć łatwo nie było. AZS II Politechnika Poznańska – KS Hokej Start Brzeziny1:2.Gospodynie prowadziły w 10 minucie po dobrze rozegranym krótkim rogu. Do wyrównania w 50 min doprowadziła Malwina Górecka, a prowadzenie i zwycięstwo brzeziniankom dała osiem minut później Magdalena Pabiniak.

Teraz 16 (godz. 16) i 17 maja (godz. 9) dwa zaległe wyjazdowe mecze z UKS SP5 Swarek Swarzędz. Już od piątką brzezińska ekipa jest w Poznaniu (gdzie gra Swarek), bo o sukces będą też walczyć juniorki.

Małgorzata Polewczak: – Te mecze to próba generalna przed europejskimi pucharami. W dniach 22 – 25 maja będziemy mieli w Brzezinach międzynarodową batalię, do której, jako mistrz Polski, stanie nasz KS Hokej Start. Oj, jest co robić, żeby to wszystko organizacyjnie ogarnąć. To jest bez wątpienia nie tylko sportowe wyzwanie.

A wracając do ligi… Cóż, tym razem będziemy raczej grać o brązowy medal, co nie powinno nam odbierać ambicji i chęci do walki do ostatnich sekund pojedynków.

O pucharze Brzezinianki piszą na Facebooku: To będzie nasz piąty występ w Klubowym Pucharze Europy, z czego po raz czwarty jesteśmy gospodyniami tego turnieju! Po raz drugi wystąpimy w tym wydarzeniu na boisku otwartym, podczas gdy w odmianie halowej, w Klubowym Pucharze Europy brałyśmy udział już trzy razy (dwa razy Skierniewice i raz Porto).

Ważne jest też to, że w Brzezinach myśli się o następczyniach. W SP 3 im. Władysława Reymonta odbyła się lekcja pokazowa hokeja na trawie. Zajęcia prowadziły zawodniczki KS Hokej Start. Celem było przybliżenie uczniom klas 1-3 zasad dyscypliny.

Czytamy: Największą atrakcją były ćwiczenia praktyczne. Każdy uczeń spróbował swoich sił w dryblingu, podaniach i strzałach. Dzieci przekonały się, że hokej na trawie to sport wymagający nie tylko sprawności fizycznej, ale również współpracy zespołowej. Lekcja ta była świetną okazją do aktywnego spędzenia czasu i poznania tej dyscypliny, która w naszym regionie ma bogate tradycje.

ŁKS. Oby się więcej nie zdarzyła taka kilkuminutowa zapaść, jak we Wrocławiu. Łodzianie walczą o baraże i muszą być pewni swego!

Fot. Artur Kraszewski

W futbolu liczą się nie tylko umiejętności poszczególnych piłkarzy i ich zgarnie. Ogromne znaczenie ma też ich psychika, na którą wielki wpływ mają boiskowe wydarzenia.

ŁKS był bliski, bardzo bliski, żeby pokazać pewnemu swego Śląskowi, którego własne boisko ostatnio jest niezaprzeczalnym atutem, gdzie raki zimują. Łodzianie we Wrocławiu bardzo długo dyktowali warunki gry. Byli lepsi, stwarzali sytuacje, zdobyli dwie bramki. Przebieg wydarzeń układał się po ich myśli. I nagle wszystko się załamało, posypało.

Ełkaesiacy stracili bramkę, bo rozkojarzyli się zupełnie. Poczuli się zbyt pewni swego?! Bez wątpienia stali się nagle mniej zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Stracili gola po 120 sekundach gry od strzelenia bramki, a po kolejnych pięciu minutach drugiego.

To mogło się okazać niewybaczalne i zakończyć się ich porażką. Na szczęście zdołali się pozbierać na tyle, żeby zapewnić widzom wyjątkowo emocjonującą końcówkę, w której mogło zdarzyć się wszystko, ale na szczęście i na nieszczęście nie zdarzyło.

Widać było, że we Wrocławskiej drużynie brakowało stabilizującego i dyscyplinującego grę zespołu (skąd my to znamy!) sprowadzonego z ŁKS Michała Mokrzyckiego. Łodzianom, co do tej pory nie było takie oczywiste, brakowało pilnującego gry defensywnego i nastawionego na udane przechwyty, Tym razem pauzującego za nadmiar żółtych kartek, Kacpra Terleckiego. Postawa 21-letniego, niechcianego w Polonii Bytom pomocnika, który wrócił do Łodzi, jest jednym z najbardziej pozytywnych personalnych zaskoczeń. Niewątpliwe trener Grzegorz Szoka potrafi wydobyć z powodzeniem piłkarzy ze sportowego niebytu, czego choćby dowodem dobra, kreatywna gra Koki Hinokio.

Oby tylko energetyczny Wrocławski mecz okazał się… pozytywnym impulsem. Dał wiarę Łodzianom, że są na tyle mocni, iż wygranie dwóch ostatnich ligowych spotkań, a potem udana walka w barażach, są możliwe! 18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą broniącego się przed spadkiem Górnika Łęczna.

45-minutowa odwaga Widzewa została sowicie nagrodzona. Taka gra (ale przez 90 minut!) może przynieść utrzymanie

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Odwaga w życiu i sporcie, poparta rozsądkiem, się opłaca. I tak stało się w przypadku Widzewa. Po kilku denerwujących i rozczarowujących antymeczach, przyszło starcie, które przynajmniej przez 45 minut pokazało możliwości i potencjał łódzkiego zespołu. Łodzianie pokonali Lechię 3:1.

Było komu grać i z kim grać. Wreszcie dośrodkowanie Fornalczyka było mierzone, co do milimetra. Wreszcie nie snuł się po boisku tylko strzelał, wykazując się prawdziwą skutecznością groźnego napastnika, Bergier. Wreszcie ćwiczone na treningach takie a nie inne rozegranie stałego fragmentu gry (rzutu rożnego) przyniosło ważną bramkę.

Widać było możliwości i potencjał. Już nikt nie będzie mówił o milionach wyrzuconych w błoto, tylko skupi się nad tym czy w kolejnych, decydujących o pozostaniu w ekstraklasie, starciach, Widzew zanotuje dalszy progres. Oby tak się stało, bo rywale na pewno są w zasięgu Łodzian.

Powiedzmy też, iż tym razem Widzew zasłużył sobie na… przychylność sędziego Przybyła. Po bezpardonowym faulu Isaaca na Cirkoviciu, arbiter najpierw sprawdził stan zdrowia poszkodowanego piłkarza, a potem wyciągnął żółtą kartkę. Trzeba zauważyć, że sędzia nie został wezwany przez asystentów z wozu VAR do obejrzenia sytuacji na monitorze. Zdaniem fachowców czerwień była ewidentna!

Teraz dwa ostatnie ligowe mecze Widzewa, też o wszystko: 15 maja, godz. 20.30 z Koroną w Kielcach (ostatni mecz 0:2 z Rakowem) i 23 maja o godz. 17.30 z Piastem Gliwice (ostatni mecz 0:0 z GKS Katowice) w Łodzi.

Szkoda, wielka szkoda. W meczu na szczycie ŁKS prowadził 2:0, przez godzinę był lepszy i… niestety musiał zadowolić się remisem

ŁKS prowadził 2:0, potem frajerko stracił bramki i musiał ratować remis – dziewiąty w sezonie, trzeci na obcym boisku. Na pewno mecz na szczycie dostarczył ogromnych emocji. Szkoda tylko, że pozostał po nim Łódzki niesmak. Przez 60 minut ŁKS był lepszym zespołem i w doliczonym czasie centymetry dzieliły go od bramkowej akcji.

Mogło się zacząć fantastycznie dla Łodzian, ale w 10 min, po strzale z dystansu Wysokińskiego, piłka odbiła się od słupka. Potem goście walczyli ostrożnie, może za ostrożnie, ale bez kompleksów. Mieli inicjatywę i przewagę.

Ale co wyprawiali sędziowie, ci na boisku i obsługujący VAR, woła o pomstę do nieba. Nie odgwizdali faulu na Fałowskim (pytanie czy jeszcze w polu karnym?). Łódzki obrońca był kopnięty przez rywala, co pokazały powtórki, a arbitrom potrzebne są okulary, a raczej kursy doszkalające lub… zajęcie się czym innym.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Po znakomitym prostopadłym podaniu Arasy, bez skrupułów sytuację sam na sam wykorzystał Piasecki. To jego 14 gol w sezonie. 8 bramek łódzki napastnik strzelił od 4 kwietnia!

Powinno być 2:0 dla ŁKS na początku drugiej połowy. Po świetnym podaniu walczącego Piaseckiego, mieliśmy próbę lobowania bramkarza w sytuacji sam na sam w wykonaniu przeciętnego niestety Loffelsenda. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Szromnik odbił piłkę. ŁKS grał bez kompleksów. Przechwytywał piłki, konstruował szybkie akcje. I dopiął swego. Po prostopadłym podaniu wzdłuż pola bramkowego Arasy, piłkę do własnej bramki wpakował Matsenko.

Co z tego, skoro nie minęło 120 sekund, a gospodarze zdobyli gola, wykorzystując rozkojarzenie Łodzian w defensywie. Tak frajersko grać i tracić goli po prostu nie wolno! To natchnęło wrocławian do walki. I szybko zdobyli wyrównującą bramkę, po rzucie rożnym. Jak w tak ważnym meczu można roztrwonię dwubramkowe prowadzenie i to w ciągu pięciu minut! Kłania się psychika. Łodzianie zagrali ten fragment meczu kompletnie bez głowy, bez futbolowego rozumu.

Co było dalej? Trwała otwarta walka. Wszystko mogło się zdarzyć i… W zadymianie boiska bawili się(?!) kibice. Ełkaesiaków gubił zbytni egoizm i dlatego nie wykorzystali kontry, atakując w przewadze. W odpowiedzi w 100-procentowej sytuacji obok słupka główkował Matsenko. W doliczony czasie Ełkaesiacy szukali szansy w kontrze. I mieli szansę. Zabrakło jednak dokładnego podania do stworzenia sytuacji sam na sam z bramkarzem. W sumie po prostu Łódzki żal….

18 maja o godz. 18 czeka ŁKS kolejny trudny wyjazdowy z Puszczą Niepołomice. W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą Górnika Łęczna.

Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 2:2 (0:1)

0:1 – Piasecki (42), 0:2 – Matsenko (61, samobójcza), 1:2 – Kurowski (63), 2:2 – Matsenko (68, głową)

ŁKS: Bomba – Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend – Wysokiński, Wojciechowski (71, Lewandowski), Hinokio, Norlin (82, Krykun) – Arasa, Piasecki (82, Ernst)

Porażka Cedrus Sroki Łódź w Rugby League. Czesi wcisnęli gaz do dechy!

Cedrus Sroki Łódź rozegrały swój pierwszy mecz w historii w Czeskiej Lidze Rugby League. Na boisku w Hradec Kralove łodzianie przegrali ze Slavią 68:20.
Przemysław Kwiecień 
– członek zarządu : Początek meczu był naprawdę zacięty. Przez dobre kilkanaście minut Sroki trzymały się świetnie i wyglądało na to, że mogą powalczyć o sensacyjny wynik. Jeszcze przy stanie 12:10 dla gospodarzy wydawało się, że wszystko jest możliwe.

Niestety potem Czesi wcisnęli gaz do dechy. Ruszyła ich atletyczna machina i przewaga Slavii zaczęła rosnąć z minuty na minutę.
Druga połowa znowu zaczęła się wyrównanie, ale tylko na chwilę. Później Slavia znów przejęła całkowitą kontrolę i nie wypuściła jej już do końca. Na plus trzeba zapisać historyczne pierwsze przyłożenie dla Srok. Zdobył je powracający po kontuzji Mateusz Daszkowski – piękny moment w jego wykonaniu.

Na gorąco po meczu głos zabrał sam Daszkowski: – To był ciężki mecz, na pewno bardzo ciężki mecz i bardzo waleczny. Chłopaki dali z siebie wszystko, mieliśmy też okrojoną kadrę, dużo chłopaków brakowało, nie mogli z różnych powodów przyjechać. Przegraliśmy, to był dla nas zimny prysznic, bierzemy się dalej do roboty, żeby pokazać w lidze, kto naprawdę rządzi. Myślę, że kolejny mecz też będziemy grać z mocną drużyną. Chcemy dać pokaz dla naszych kibiców i będziemy starać się celować zwycięstwo. Fajnie byłoby dojść do finału na końcu rozgrywek, więc będziemy walczyć po prostu w każdym meczu i starać się wygrywać.

Debiut w roli asystenta trenera zaliczył Fabian Glinkowski, który tak ocenił rwala: – Przeciwnik wykorzystał nasze słabości. Na pewno wykorzystywali to, że wychodziliśmy trochę źle w obronie, nie trzymaliśmy się struktur, które mieliśmy założone. I kiedy pojawiała się jakaś dziura, to za każdym razem wykorzystywali nasz błąd praktycznie i zdobywali te metry, co u nich owocowało punktami. Fizycznie są naprawdę mocni, naprawdę atletyczni zawodnicy. Fajnie piłka u nich chodziła dosyć. Godny przeciwnik. Mam nadzieję, że spotkamy go jeszcze w finale.

Już za tydzień Sroki pojadą do Krakowa na Puchar Polski 9’s, gdzie będą bronić tytułu wywalczonego w poprzednim sezonie. Natomiast za dwa tygodnie, 23 maja o 17:30, Cedrus Sroki na obiekcie MOSiR przy ulicy Karpackiej podejmą Orli Havlíčkův Brod. Wstęp dla kibiców jest bezpłatny. Spotkanie będzie też transmitowane na kanale Hattrick TV w serwisie YouTube, więc wszyscy kibice będą mogli śledzić pierwszy domowy mecz łodzian w czeskiej lidze na żywo.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑