Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Widzew przegrywał już 0:2 z mistrzem Polski. Odrobił straty i…poległ w ostatniej akcji meczu po fatalnym błędzie swojego bramkarza

Łodzianie szukali pierwszego zwycięstwa w sezonie na… swoim boisku. Bez Wiśniewskiego (kartka) i Shehu (kontuzja). Niestety doznali drugiej porażki (pierwszej z Koroną), choć odrobili dwubramkową stratę w meczu z mistrzem Polski. Co z tego, skoro stracili decydującego gola w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu, po fatalnym błędzie jednego ze swoich liderów – bramkarza Drągowskiego!

Zaczęło się fatalnie. Pierwsza groźna akcja gości przyniosła im gola. Walemark ujawnił szybkościowe braki Garcii, wyprzedził go, dograł dokładnie do Kozubala, a ten niepilnowany na jedenastym metrze(!) strzałem po długim rogu dał prowadzenie Poznaniakom.

Nie można powiedzieć, Widzew starał się odrobić straty. Ale bez efektu. Starał się za dwóch Fornalczyk, ale z kim miał grać, skoro partnerzy marnowali jego podania?! Skoro Widzew nie potrafił odrobić strat, to kontrę wykorzystali rywale. Znów Walemark był nie do zatrzymania, a gola z ostrego kąta zdobył Sayyadmanesh. Pytanie, bez odpowiedzi, dlaczego nikt pieczołowicie nie pilnował najlepszego piłkarza gości, dając mu tyle miejsca i czasu do robienia futbolowej zadymy.

Wydawało się przez moment, że jest pozamiatane, ale Widzew się nie poddawał i szybko zdobył kontaktowego gola. Fornalczyk wykorzystał błąd Pereiery (chciał zagrywać piłkę głową do bramkarza), przejął futbolówkę, spod linii końcowej dograł idealnie do Świderskiego, a ten posłał piłkę do pustej bramki. To jego pierwszy gol w ekstraklasie od… 2808 dni. Potem niby Widzew nadal się starał, ale na bohatera wyrósł Drągowski, który popisał się dwoma znakomitymi interwencjami.

Na początku drugiej połowy bramkarz Widzewa popisał się kiksem, który mógł przynieść gola rywalom, ale… Zdążył wrócić i obronić słaby strzał Agnero. Jak się nie zdobywa takich bramek, to się je traci. Sprawiedliwości stało się zadość. Na listę strzelców wpisał się najlepszy Widzewiak czyli Fornalczyk. Czy po świetnym zagraniu Kapuadiego, miał to być strzał czy podanie przed bramkę, to bez znaczenia, ważne że piłka wpadła do siatki.

Potem więcej z gry meli goście, ale gol dla nich nie padł, w dużej mierze dzięki Drągowskiemu (fenomenalnie obronił strzał Palmy). Za to ambicja Łodzian mogła zostałć sowicie nagrodzona. W doliczonym czasie gry w polu karnym Szymczak faulował Żyrę, ale po analizie VAR jedenastki nie było. Odgwizdano spalonego!

Niestety, w ostatniej akcji meczu kropkę nad i postawili goście, po fatalnym błędzie Drągowskiego, który nie zrozumiał się z Krajewskim. Stracił piłkę, a Luis Palma posłał ją z 25 metrów do pustej bramki. Czarna rozpacz.

Mecz oglądało 17555 kibiców.

7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45. Wcześniej Puchar Polski: 2 września o godz. 20.30 Widzew podejmie Koronę Kielce.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:3 (1:2)

0:1 – Kozubal (6), 0:2 – Sayyadmanesh (22), 1:2 – Świderski (27), 2:2 – Fornalczyk (53), 2:3 – Luis Palma (90+6)

Widzew  Drągowski – Krajewski, Żyro, Kapuadi, García – Baena, Alvarez (88, Klukowski), Selahi, Kornvig (70, Papanikolaou), Fornalczyk (81, Biuk) – Świderski (70, Bergier)

Rozczarowujący remis ŁKS. Bez kontuzjowanego lidera nie ma pozytywnego grania!

Nie ma lidera drużyny, nie ma grania, nie ma bramkowych akcji, nie ma goli. Jest rozczarowujący remis. No po prostu nieszczęście i wielkie osłabienie. ŁKS zagrał w Opolu bez swojego asa i lidera – Arasy. którego wyeliminował uraz (naderwany mięsień – przerwa tydzień, dwa) doznany w meczu ze Stalą Mielec.

ŁKS schowany za podwójną gardą czekał na swoją szansę na zabójczą kontrę. I mógł na tym wyjść, jak Zabłocki na mydlę. Dobrze,że Węglarz wygrał pojedynek sam na sam z Szyszem. A potem ŁKS miał furę szczęścia, bo Szysz, uderzając do pustej bramki, posłał piłkę obok słupka. Jak on to zrobił, że nie trafił?! Potem Węglarz obronił jeszcze strzał Feliksa.

A rywale? Pierwszy strzał ŁKS dopiero w 24 minucie (niecelna główka Craciuna po rzucie rożnym). Niestety, optymistycznie nie było. Pierwszy celny strzał ŁKS w 43 minucie. Uderzenie Nowakowskiego obronił bramkarz gospodarzy.

Pierwsza składna akcja po przerwie i celny strzał Podlińskiego (59 min) powinny był dać wiarę Łodzianom, że można. Nie dały. ŁKS grał wolno, przewidywalnie. Ale mógł wygrać. Po rzucie rożnym i główce Craciuna piłkę z linii bramkowej wybił były… Ełkaesiak – Pingot. Potem było już tylko gorzej. Lepiej nad tym meczem spuścić zasłonę milczenia.

Kolejne wyjazdowe spotkania Łodzian: 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź. Chory kalendarz, spowodowany przez chory pomysł UMŁ – przeprowadzenie w Łodzi kobiecych mistrzostw, które w czasie intensywnej ligowej gry, tak naprawdę nikogo nie obchodzą.

Odra Opole – ŁKS 0:0

ŁKS: Węglarz – Sokół (89, Krykun), Rudol (46, Farbiszewski), Craciun, Fałowski, Keiblinger (75, Błachewicz), Wysokiński (75, Prusiński), Terlecki, Hinokio, Nowakowski (57, Strzałek), Podliński

WizjaMed Grot Budowlani stali się przystanią dla graczy z RPA. Jest szansa na medal, ale… Co dalej z Polskim rugby?!

Fot. Marta Staszewska

Moim zdaniem polska ekstraliga rugby coraz bardziej zbliża się do… piłkarskiej, włoskiej Serie A. Tam w ligowych zespołach Włoskich piłkarzy, jak na lekarstwo. Efekt? Włoska piłka nożna przestała cokolwiek znaczyć w światowym futbolu. Znów reprezentacji nie było na Mundialu.

Do takiej inwazji stranieri doszłoby z pewnością w Polskim rugby, gdyby przepisy, określające liczbę obcych graczy na boisku, nie stopowały tych zapędów. A i takt każdy widzi, jak jest…

Popatrzmy na Łódzki przykład. WizjaMed Grot Budowlani chcą być w ligowej czołówce. Dlatego pewnie postawili na mocny zaciąg z RPA. Może z tego transferowego pomysłu będzie wreszcie tak upragniony ligowy medal, ale, moim zdaniem, lepszego polskiego rugby nie będzie.

Przypomnę. Budowlani Łódź budowali siłę i moc na swoich wychowankach i znakomitych trenerach. Przykłady? Proszę bardzo! Mirosław Żórawski najpierw wychował pokolenia młodych zdolnych, polskich rugbistów, a potem sięgał z nimi po seniorskie zaszczyty. Przemysław Szyburski z Krzysztofem Szulcem z nie jednego Polskiego, Łódzkiego gracza potrafili uczynić mistrza. Klub z ul. Górniczej 5 słynął z wzorowego wręcz szkolenia rugbowej młodzieży.

Tymczasem WizjaMed Grot Budowlani stali się przystanią dla graczy z RPA. Oto skład drużyny z pierwszego wygranego meczu z Juvenią Kraków 32:14: Daniel Wessels, Filip Kretschmer, Peet Vorster, Makary Madej, Jakub Małecki, Eryk Wilk, Lohan Potgieter, Fagu Malloy, Sylvester Hassien, Theuns Kotze, Adrian Stańczykowski, Trent Sivertsen, Filip Soszka, Michał Łaszcz, Xander Kruger. Rezerwowi: Mosese Toafa, Nikolas Lechowski, Aleksander Lechowski, Mateusz Nowak, Dominik Massalski, Bartek Pietrzak, Kacper Drynkowski, Mateusz Stańczykowski.

A kto zdobył punkty? Trent Sivertsen 10, Fagu Malloy 5, Lohan Potgieter 5, Michał Łaszcz 5, Theun Kotze 4, Xander Kruger 3.

W drugiej kolejce 29 sierpnie o godz.14 Łodzian podejmą Budowlani z Lublina. Czy Południowoafrykańska armada da drugie ekstraligowe zwycięstwo?!

ŁKS zrobił sportowy krok do przodu, ale teraz nadchodzi czas wielkiej próby. Władze Łodzi zgotowały mu trudny, wyjazdowy los

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź

Pozory potrafią mylić. Wydawało mi się, że po pierwszym (odejście Michała Mokrzyckiego), a potem drugim (zniknięcie Fabiana Piaseckiego) kadrowym trzęsieniu ziemi ŁKS skazuje się na I-ligową przeciętność.

Trzęsienia okazało się… drobnymi turbulencjami, które zamiast rozbić drużyną tylko ją zjednoczyły, ba zintegrowały. O, ironio! ŁKS bez swoich liderów gra lepiej, bo wykreował nowych (Mateusz Wysokiński), innym pozwolił, także z konieczności, na więcej (Andreu Arasa), zdyscyplinował się i stał bardziej konsekwentny w grze. Bez dwóch zdań to zasługa trenera Grzegorza Szoki, który umiał to wszystko poukładać. Nie boi się podejmować odważnych decyzji (zdjęcie Fabiana Piaseckiego), dawanie szansy młodym, zdolnym piłkarzom.

Fot. Artur Kraszewski, ŁKS Łódź

Chciałoby się powiedzieć: tylko tak dalej. Sęk w tym, że teraz dla ŁKS zaczynają się kalendarzowe, wyjazdowe schody – pięć meczów pod rząd na obcych boiskach (cztery ligowe plus Puchar Polski) i powrót na al. Unii w połowie października! Nadchodzi czas sportowej, wyjątkowej próby.

Powiem to ze smutkiem: propagandowy sukces, jakim było dla władz miasta Łodzi zyskanie kobiecych futbolowych mistrzostw (teraz są przedmiotem napięć między UEFA i FIFA – podobno zażegnanych), okazał się ważniejszy od Łódzkiego dobra. Takie łaszczenie się na chwilowy poklask, bez cienia refleksji i myślenia o Łódzkiej przyszłości, nie wystawia władzom dobrego świadectwa.

Wyjazdowa gehenna Łodzian: 28 sierpnia, godz. 20.45: Odra Opole – ŁKS Łódź, 3 września, godz. 17.30: GKS Tychy – ŁKS Łódź (Puchar Polski), 6 września, godz. 14.30: Arka Gdynia – ŁKS Łódź, 11 września, godz. 20.45: Puszcza Niepołomice – ŁKS Łódź, 19 września, godz. 15.30: Pogoń Grodzisk Mazowiecki – ŁKS Łódź.

Mocno osłabiony w defensywie Widzew wcale nie jest bez szans w meczu z mistrzem Polski

Zdjęcia Martyna Kowalska, widzew.com

Heroiczny mecz Widzewa we Wrocławiu miał swoje dobre i złe strony. Co pokazał przed hitowym pojedynkiem szóstej kolejki ekstraklasy? Wszak w niedzielę 30 sierpnia o godz.20.15 Łodzianie podejmą bowiem mistrza Polski – Lecha Poznań.

Grający praktycznie przez cały mecz w dziesiątkę Łodzianie wywalczyli punkt (a mogli nawet trzy!). To cenne i budujące. W takiej sytuacji lepiej się trenuje w tygodniu, z większą wiarą staje do kolejnej ligowej walki, choć łatwo nie będzie.

Widzew zagra bez jednego ze swoich liderów. ostoi defensywy – Przemysława Wiśniewskiego, który pauzuje za czerwoną kartkę. Trener Aleksandar Vuković będzie musiał przebudować tak czułą formację, jaką jest defensywa. W roli skutecznego lidera, jeśli zespół chce wrócić do tego, co było jego atutem czyli grania na zero z tyłu, musi wystąpić Steve Kapuadi. Ma umiejętności, żeby podołać zadaniu. Byleby tylko dobrze współpracował z nowym, choć dobrze znanym czyli Mateusz Żyro.

Nieoczywistym asem w rękawie może znów okazać się boczny obrońca – Mario Garcia, który we Wrocławiu zapisał na swoim koncie gola i asystę. Wiele, bardzo wiele będzie zależało od środka pomocy. I tu jest powód do umiarkowanego optymizmu, bo Juljan Shehu znów, jak za dobrych czasów, był prawdziwym, odpowiedzialnym liderem drużyny. Kreatywni, pomocnicy, trzymający w kleszczach całą drużyną rywali, mogą dać przewagą w grze i ostatecznie zapewnić korzystny wynik!

Superpuchar Polski to… zakłamywanie Łódzkiej rzeczywistości. Bo co tu kryć: nasze miasto to ziemia jałowa męskiej piłki ręcznej!

Fot. Orlen Superliga

29 sierpnia 2026 roku Atlas Arena ponownie wypełni się kibicami, emocjami i atmosferą wielkiego święta piłki ręcznej. Łódź po raz kolejny będzie miejscem, gdzie najlepsi spotkają najlepszych.

To będzie wyjątkowe wydarzenie dla Piotra Jędraszczyka (na zdjęciu). Rozgrywający Industrii Kielce, po raz kolejny, wraca do rodzinnej Łodzi. Swoje pierwsze handballowe kroki stawiał w miejscowej Anilanie… pod okiem swojego taty.

Piotr Jędraszczyk pierwsze, duże handballowe sukcesy odnosił w Anilanie – klubie, który przez lata wychował co najmniej kilka gwiazd polskiego szczypiorniaka. Anilana z Piotrem Jędraszczykiem w składzie, która zdobyła tytuły mistrza Polski młodzików, juniorów młodszych i juniorów. Może warto prześledzić to, co się stało i dlaczego dziś Łódź nie jest potęgą polskiej piłki ręcznej.

– W tym klubie zawsze duży nacisk był położony na szkolenie młodzieży. To było na pierwszym planie. To działało przez wiele lat i przynosiło takie efekty – mówi Piotr Jędraszczyk. którego wychował i sportowo ukształtował jego tata – Adam.

– Tata wymagał ode mnie bardzo dużo. Może nawet więcej niż od reszty chłopaków. Mówił, że mam być przykładem dla innych i zawsze dawać z siebie sto procent. Miałem inspirować resztę, abyśmy szli w takim kierunku rozwoju. Nie było łatwo, wymagało to wielu poświęceń. Taka postawa przyniosła jednak pozytywny efekt – wspomina rozgrywający Industrii Kielce.

Pięć lat temu, po debiucie syna w reprezentacji Polski, Adam Jędraszczyk wspominał początki: – On miał już roczek i biegał po parkiecie. Jeździł ze mną na wszystkie obozy. Trenowanie syna nie jest łatwą sprawą. Byłem też wychowawcą klasy, więc miałem trzy funkcje na raz. Jemu na pewno było bardzo ciężko. Nie można wielu rzeczy sprzedać ojcu, jeśli chodzi o drużynę, ale nie można też sprzedać zespołowi tego, co mówi się w domu. On wiedział, co jest najlepsze do utrzymania najlepszych kontaktów z każdą ze stron.

Industria Kielce wywalczyła mistrzostwo Polski w przekonującym stylu. Teraz, mierząc się z ORLEN Wisła Płock, to ona przystąpi do wali o Superpuchar w roli delikatnego faworyta. Latem drużyna Krzysztofa Lijewskiego przejdzie jednak sporo zmian, bo wymieniona zostanie jedna trzecia składu. Mimo, że to początek sezonu, Kielczanie liczą na kolejne trofeum.

– Musimy być pewni siebie, ale też zachować chłodną głowę. Sezon dopiero rusza. Przed nami długi okres przygotowawczy, a ten mecz będzie pierwszym poważnym sprawdzianem.

Myślę, że na pewno przyjdzie sporo bliskich mi osób. Już przed rokiem dopingowali mnie. Teraz będzie podobnie. Często przyjeżdżają do Kielc i na mecze reprezentacji. To też motywacja, aby być lepszym zawodnikiem – mówi Piotr.

Cała ta fajna, spójna sportowa opowieść Orlen Superligi zda się jednak psu na budę, gdy pomyśli się, że nie ma żadnej, ale to żadnej Łódzkiej drużyny w Lidze Centralnej. Jesteśmy prowincją prowincji polskiego szczypiorniaka, a przez chwilę organizując topowe zawody, sadzimy się na wielkość. To pozory, zakłamywanie rzeczywistości, bo po prostu Łódź to ziemia jałowa męskiej piłki ręcznej!

Po znakomitym meczu, godnym… ekstraklasy, futbolowym koncercie, ŁKS nie dał cienia szans Stali – drużynie z aspiracjami – bezradnej w Łodzi

ŁKS rozegrał najlepszy mecz w sezonie. Pierwszy na zero z tyłu. Wygrał wysoko i zasłużenie, mogąc strzelić dwa razy więcej bramek. A zdobył ich aż cztery.

Mogło się zacząć znakomicie dla gospodarzy, ale w 2 min Nowakowski, mając wykładankę (od Arasy), posłał piłkę panu Bogu w okno. Po 7 minutach mogło, ba powinno być 3:0, bo znakomitych sytuacji nie wykorzystali: Nowakowski (po raz drugi) i Podliński.

Do czterech razy sztuka, Cebula podawał do bramkarza, a podał do… Arasy, który nie zmarnował sytuacji sam na sam. Totalna przewaga gospodarzy została nagrodzona. I powinna być nagradzana dalej, ale Nowakowski w kolejnej doskonałej sytuacji praktycznie trafił w Gostomskiego. Za chwilę znów strzelał i znów źle. Oj, nie tak, nie tak…

Mielczanie się pozbierali i atakowali, nie bojąc się uderzeń z dystansu. ŁKS nie zamierzał się schować. Też szukał swoich szans. Kolejną bramkową zmarnował, przestrzeliwując z sześciu metrów, Sokół. Za chwilę Gostomski okazał się lepszy w sytuacji sam na sam od Podlińskiego. W odpowiedzi Stal też miała dwie znakomite, bramkowe okazje. Uff, na szczęście niewykorzystane. To do przerwy był dobry, energetyczny mecz dwóch czołowych I-ligowych drużyn. I tylko żal, iż z tak skromną zaliczką Łodzian.

I tylko żal, że gospodarze na początku drugiej połowy znów nie byli w stanie pokonać Gostomskiego. Do czasu, do czasu. Po dobrej, odważnej akcji Terleckiego, pewnym strzałem obok bramkarza popisał się Keiblinger (debiutancki gol w ŁKS). Szkoda, że w kolejnej fatalnie przestrzelił.

Trener Szoka dokonał zmian i po centrze z rzutu rożnego rezerwowego Błachewicza, Podliński z trzech metrów posłał piłkę do pustej bramki. A potem był ejszcze indywidualny koncert Arasy, który nie przestraszy się kilku rywali, odważnie zaatakował i pewnie wykorzystał dogodną sytuację. To była wisienka na torcie. Znakomity mecz ŁKS, piękne zwycięstwo.

To chyba ostateczny koniec kariery Piaseckiego w ŁKS. Nie było go nawet na ławce rezerwowych. To oznacza transfer napastnika do Radomiaka?!

Koniec domowej serii Łodzian. W 6. kolejce I ligi piłkarskiej Odra Opole w piątek 28 sierpniao godz. 20.45 podejmie ŁKS. Mecz pokaże TVP Sport. W następnej, siódmej kolejce kolejny mecz wyjazdowy Łodzian. 6 września o godz. 14.30 zagrają w Gdyni z Arką.

ŁKS – Stal Mielec 4:0 (1:0)

1:0 – Arasa (8), 2:0 – Keiblinger (61), 3:0 – Podliński (68), 4:0 – Arasa (75)

ŁKS: Węglarz – Sokół (67, Błachewicz), Rudol (74, Farbiszewski), Craciun, Fałowski, Keiblinger, Wysokiński (67, Strzałek), Terlecki, Nowakowski (46, Hinokio), Arasa (79, Siwek), Podliński

Widzew – to stracone w ostatniej chwili zwycięstwo, smakuje wyjątkowo… pozytywnie

Emocji było tyle, że teraz trudno pozbierać myśli: psioczyć, że straciło się dwubramkowe prowadzenie w 89 minucie meczu, czy może jednak cieszyć, że uratowało remis, choć grało w dziesiątkę, gdy w 4 min za taktyczny faul wyleciał z boiska Wiśniewski. Ja powiem coś, czego dawno nie widziałem. Widzew walczył za dwóch, ze wszystkich sił, starał się wyjątkowo. I ten zdobyty punkt smakuje wyjątkowo pozytywnie.

Był Widzew ambitny, porwany walką, starającym się o korzystny wynik do samego końca. Na dodatek, wygląda na to, że okropnie skrzywdzony. Bo sędzia Kochanek w ostatniej akcji meczu powinien podyktować rzut karny dla Łodzian za uderzenie w twarz Kornvinga przez rywala. Arbiter, jak zwykle zachowawczy w takich sytuacjach, bez konsultacji z VAR, tego nie zrobił. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, ale wygląda na to, że poziom sędziowania w Polsce osiągnął ten Hiszpański czyli… beznadziejny!

Trener Aleksandar Vuković: – Muszę powstrzymać pewne emocje, żeby nie powiedzieć trochę za dużo. Są ludzie bezkarni i ludzie, których można ukarać. Bo za takie przyłożenie się do pracy inni ludzie mogą ją stracić. Zaczynam od końca i sytuacji, która jest rzutem karnym dla Widzewa. Na pewno znajdą się wytłumaczenia, ale to będzie marne pocieszenie.

Była szansa wygrać ten mecz, ale z drugiej strony remisujemy ten mecz grając w dziesięciu z przeciwnikiem, który nie przegrał bardzo dużo meczów na swoim stadionie. Strzelamy trzy bramki i zespół pokazuje to wszystko, na czym nam zależy. Czyli ambicję, charakter i wolę walki oraz dobrą organizację gry. Trzeba było nagle zmienić ustawienie i zagrać inaczej niż się przygotowywaliśmy do meczu. W innych okolicznościach byłbym krytyczny wobec traconych bramek, ale widzę też wysiłek, jaki włożyliśmy w ten mecz. Tylko mogę podziękować piłkarzom za to, co zrobili i tylko żałuję, że nie zostali nagrodzeni za swoją grę i poświęcenie.

A teraz mecze u siebie: 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45

Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:3 (0:2)

0:1 -Garcia (15), 0:2 – Alvarez (36), 1:2 – Kapuadi (47, samobójcza), 1:3 – Baena (63), 2:3 – Banaszak (78), 3:3 – Shabani (89)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, García – Selahi – Baena (87, Visus), Shehu (77, Kornvig), Alvarez, Fornalczyk (11, Żyro) – Świderski (46, Bergier).

Prosta Widzewska nauka po transferowym niewypale. Zatrudniasz tak zwaną gwiazdę, to dobrze sprawdź, jakie ma umiejętności, ale najpierw, jaki ma… charakter

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W rankingu największych transferowych przestrzeleń Widzewa i całej polskiej Ekstraklasy, oby to była długo czołówka nie do prześcignięcia. Na czele oczywiście Osman Bukari (transfer wymyślony przez panów Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego), a na niepodważalnym drugim miejscu – Hilary Gong (wynalazł go Tomasz Wichniarek).

Kupiony za 5 milionów euro (ktoś chyba rozum postradał!) Osman Bukari, odchodząc z Łodzi na wypożyczenie, twierdził że Crvena zvezda to jego futbolowa ziemia obiecana. A teraz i tam go nie chcą. Nie ma bowiem na świecie szkoleniowca, który tolerowałby treningowe olewactwo i traktowanie swych zawodowych obowiązków, jak dopust boży. A taki widać jest Bukari, że czy się stoi czy się leży, milionik euro z hakiem, za podpisanie przez naiwniaków z Łodzi kontraktu, się należy.

Oczywiście w starych, bardzo dobrych, czasach znalazłby się człowiek, który szybko pana Bukariego doprowadziłby do sportowego pionu albo zmusił do sportowej ucieczki, tam gdzie pieprz rośnie. O kim myślę? O Krzysiu Surlicie – piłkarzu z umiejętnościami, charakterem i mocnym pionem moralnym. Na dodatek wyjątkowo silną osobowość, o żelaznym (kto doświadczył, to pamięta do dziś) uścisku ręki.

W dzisiejszym rozmemłanym futbolowym świecie żaden menedżer, czy dyrektor sportowy, zanim nie ustali warunków kontraktu, widać nie robi… wywiadu środowiskowego. A powinien! Patrzy tylko, jakie sztuczki gość potrafi zaprezentować, gdzie i jak ostatnio grał czyli jakie ma sportowe CV. A może powinien przede wszystkim spojrzeć, jakim nowy, kreowany na gwiazdę piłkarz, jest człowiekiem, czy charakterologicznie wkomponuje się w zespół. Gdy tego nie robi, a nie robi, to potem wychodzą takie transferowe kwiatki…

A smutna, bardzo smutna, z naszego Łódzkiego punktu widzenia, prawda jest taka, że po zakończeniu wypożyczenia (jakkolwiek się ono skończy) Osman Bukari wróci do Łodzi, bowiem Widzew (oj, naiwny, naiwny) podpisał z nim kontrakt aż do czerwca 2030 roku!

ŁKS. Nie ma ludzi niezastąpionych. Oby cenne zwycięstwo nad Termaliką stało się początkiem czegoś lepszego

Fot. Artur Kraszewski

Domowy serial ŁKS przyniósł drugie, cenne zwycięstwo (nad Termaliką 2:1). Emocji było moc, na kilka ligowych spotkań. Do samego końca. Łodzianie pokazali, że potrafią być drużyną, choć zanim przystąpili do gry ze spadkowiczem z ekstraklasy, musieli sobie poradzić z wewnętrznymi turbulencjami. Nagle nie po drodze z ŁKS ma najlepszy strzelec – Piasecki. Ponoć szykuje się (wymuszony?!) transfer do Wisły Płock lub Radomiaka.

I co się okazało? Ano to co zwykle, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odpowiedzialność za grę wziął na siebie Arasa i choć dokonał w kontrach ze dwóch nie do końca słusznych wyborów, to on ciągnął grę Łodzian do przodu, dawał impuls do skutecznej walki. Dopóki miał siły był prawdziwym liderem Łodzian.

Tym razem to nie Ełkaesiacy musieli odrabiać straty. Strzelili dwie bramki i nie pozwolili sobie roztrwonić tego korzystnego, aczkolwiek wyjątkowo niebezpiecznego, prowadzenia. Chciałoby się wierzyć, że to taki mit założycielski, stworzenie podwalin pod pewność i skuteczność w ligowej grze. W tych piłkarza jest potencjał, są możliwości. Jeżeli mądrze ich się poskłada i poustawia to jest… nadzieja, która, jak wiadomo, umiera ostatnia.

23 sierpnia o godz. 19 w kolejnym ligowym pojedynku w Łodzi ŁKS podejmie Stal Mielec, która wygrała z Polonią Bytom aż 5:2. Ostatniego gola w doliczonym czasie gry zdobył… Michale Wyparło, syn legendy Stali i… ŁKS, bramkarza Bogusława. Przypomnijmy, że Łodzianie też pokonali Polonię, choć nie było tak efektownie i łatwo. ŁKS po walce i błyskawicznie strzelonych golach wygrał 2:1. Zapowiada się kolejny bardzo trudny mecz…

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑