Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Pierwszy, zwycięski set zdecydował, że siatkarska drużyna Boat.Systems Resursa Łódź stanęła do walki o medale i zdobyła tytuł wicemistrzów Polski masters!

Jak na to nie patrzeć sportowa Łódź mastersami stoi. Medali zdobytych w pływaniu już nie zliczę. Przypomnieli o sobie rugbiści, mający w dorobku grad seniorskich krążków. Jako Stare Wygi Oldboys Rugby Łódź pojechali na zmagania mastersów i zostali mistrzami Polski!

Ostatnio odbyły się w Drzonkowie mistrzostwa Polski masters w siatkówce. Łodzianie startowali jako Boat.Systems Resursa w kategorii 70+. I jest sportowy sukces. Ukończyli zmagania na drugim miejscu, zdobyli srebrne medale!

Barw Boat.Systems Resursa Łódź bronili: Ryszard Sobór, Janusz Młynarczyk, Jerzy Szyja, Karol Blaźniak, Bogdan Kondras, Andrzej Gasiński, Janusz Mirosław, Paweł Sieron. Niestety zabrakło z powodów rodzinnych bardzo ważnego gracza Łódzkiego zespołu: Zbigniewa Jóźwiaka.

Uczestnik siatkarskich zmagań – Janusz Młynarczyk: – W Drzonkowie wystartowała rekordowa liczba ponad 600 zawodniczek i zawodników reprezentujących 58 drużyn z całej Polski. W ciągu trzech dni rozegrano 114 meczów. Niebywały wysiłek dla organizatorów, sędziów i zawodników.

Nasi seniorzy rozpoczęli turniej od wygranego seta. Pierwszy dzień przyniósł jednak dwie porażki . Kolejny, dwa wyraźne zwycięstwa. Teraz karty rozdawali przeciwnicy. Z dorobkiem dwóch wygranych meczów trzeba było czekać na wyniki pozostałych spotkań.

Los okazał się szczęśliwy. Z trzech drużyn mających po dwa wygrane mecze jednym zwycięskim setem więcej awansowali łodzianie, właśnie tym pierwszym zwycięskim setem turnieju.

Finałowe spotkanie było zacięte, ale to zespół Przyjaciele Jasło zwyciężył w walce o złote medale. Łódzcy nestorzy siatkówki osiągnęli w turnieju duży sukces wracając do domu ze srebrem i w doskonałych nastrojach.

Wyniki meczów finałowych: III-IV miejsce: KSK Kołczygłowy – OLD BOY Stary Sącz 0:2. I-II miejsce: Przyjaciele Jasło – Boat. Systems. Resursa Łódź 2:0.

Zespół Boat.Systems Resursa 70+ pragnie podziękować firmie Boat.Systems  za wsparcie w przygotowaniach i wyjeździe na mistrzostwa. Wielkie podziękowania należą się również naszym kolegom, którzy poświęcając swój czas i zdrowie pomagali nam na sali przygotować odpowiednią formę. To także ich medale. Jest postęp. W zeszłym roku zajęliśmy trzecie miejsce, w tym drugie, a w przyszłym…

Piękna historia. Dziadek Lucasa Niedzwiedzkiego mógł grać w reprezentacji Nowej Zelandii. On broni barw Polski, a teraz okazał się najskuteczniejszym graczem ekstraligi!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Skończyły się rugbowe rozgrywki w Polsce. Wizjamed Grot Budowlani Łódź nie zdobyli medalu, ale w grupie słabszej pewnie wygrali wszystkie mecze, a na koniec zmagań, swoje rosnące możliwości, potwierdzili zdobywając Puchar Ekstraligi i kończąc zmagania na piątym miejscu.

Łodzianie mają też indywidualny sukces, Najlepiej punktującym graczem ekstraligi został jeden z ich liderów – Lucas Niedzwiedzki, który w rozgrywkach zdobył 253 punkty. Drugi na liście Riaan van Zyl z Juvenii uzbierał ich tylko 161.

rmf24.pl opowiada barwną historię: Lucas i Alexander Niedzwiedzcydo reprezentacji Polski trafili z Antypodów, ligi australijskiej. Jak i dlaczego tak właśnie się stało.

Kiedy rozpoczęła się wojna i Rosjanie wkroczyli do Polski od wschodu, nasz dziadek miał trzy lata. Rosjanie zabrali wówczas naszego pradziadka, jako wysokiego stopniem oficera policji i zamordowali go. Prawdopodobnie zginął w Katyniu. Dziadek trafił ostatecznie do Nowej Zelandii. Był jednym z 733 dzieci z Pahiatua – opowiadają bracia.

– W Nowej Zelandii dziadzio poznał naszą babcię. Kiedy zaczął życie w nowym kraju, rząd chciał, by dzieci z Polski uprawiały sport, by dać im jakieś zajęcie. Nie było wówczas prawie w ogóle piłki nożnej w kraju, a mój dziadzio był silny i szybki. Mówiono mu, że jeśli będzie kontynuował grę i karierę, to prawdopodobnie dostanie się do All Blacks, bo radził sobie świetnie. Niestety nie mógł kontynuować gry tak długo jak chciał, ponieważ musiał wrócić do Polski, podjąć pracę i pomóc swojej rodzinie. Szkoda, bo miał ogromny talent, ale to tłumaczy, dlaczego my z bratem tak mocno zaangażowaliśmy się w rugby – mówił Lucas.

Jak widać ta piękna historia zakreśliła koło. Teraz, także pamiętając o dziadku, Lucas Niedzwiedzki zakłada koszulkę reprezentacji Polski i jest jednym z liderów drużyny rugby7.

Ktoś w Widzewie musi pracować na to, żeby napastnicy nie byli bezrobotni. Trzeba liczyć na Emila Kornviga!

Fot. Wojciech Czarnociński, widzew.com

Oczywiście niepokojące i zastanawiające jest to, że na pierwszym treningu nie było jednej trzeciej ligowej kadry, w tym kilku ważnych i bardzo ważnych graczy ale… W Widzewie ponoć wiedzą, co robią. Oby! Należy mieć zaufanie do trenera Aleksandara Vukovicia. Taki sezon, jak ten koszmarny ostatni, nie może się powtórzyć!

Jak mówi stara futbolowa prawda, drużyną buduje się od defensywy. I Widzew już ją ma sprawdzonych w wiosennych bojach: bramkarza i obrońców. Rozrosło się grono napastników, zwiększyła konkurencja. Ba nawet Andi Zeqiri wziął się ostro do pracy. Asem atutem ma być reprezentant Polski – Karol Świderski, jeżeli oczywiście zdąży z formą na ligową premierę.

Ktoś musi reżyserować Widzewską grę i to tak, żeby przynosiła ona ligowe i pucharowe sukcesy. Skrzydła jakoś się obronią, a środek pomocy? Ja tak po cichu, po cichutku liczę na Emila Kornviga. Wiosną miał futbolowe przebłyski, pokazując potencjał i dając nadzieję. W 15 meczach Duński ofensywny pomocnik strzelił dwie bramki, ale najważniejsze, że kontrolował i dyscyplinował grę zespołu. Oby tylko spisywał się lepiej, a wtedy kto wie.

Widzew nie zamknął jeszcze okienka transferowego. Podobno szuka lewego obrońcy, defensywnego pomocnika i skrzydłowego. Co z tego wyniknie, czas pokaże. Trener Aleksandar Vuković mówi wprost: – Drużyna potrzebuje powiększenia.

Mundial trwa w najlepsze, a ja mam już swojego pierwszego bohatera. To grający, jak natchniony, bramkarz z… Karaibów!

Wydawało się, że będzie futbolowa klapa, po daniu szansy gry na piłkarskich mistrzostwach świata aż 48 zespołom, bo mocni pokażą tzw. słabeuszom, że są jeszcze słabsi. A tu nic z tego. Mundial się broni. Jedne czy drugi futbolowy Kopciuszek potrafi faworytom zaleźć za skórę, Czasami warto zarwać noc, żeby trafić na nieoczywistego piłkarza, który zyskuje sympatię, uznanie i szacunek za prezentowany sportowy kunszt.

Na razie to mój mundialowy numer 1. 37-letni bramkarz Curacao Eloy Room, który bronił jak natchniony i uratował swojej drużynie remis 0:0 z Ekwadorem. Zwijał się, jak w ukropie, pokazywał niesamowity refleks, sprawność, talent i sportową klasę. Obronił 15 strzałów i zachował czyste konto. Niezwykłe, niesamowite, ale prawdziwe…

Nie zamierzam wgłębiać się w historyczne statystyki czy to rekord czy też nie. Analizować przeliczniki, coraz mocniej oplatające futbol i poczynania poszczególnych piłkarzy. Po prostu warto było oglądać kunszt i niezwykłą sprawność bramkarza z Curacao.

Eloy Room jest zawodnikiem drugoligowego amerykańskiego Miami FC. W przeszłości grał m.in. w PSV Eindhoven i SBV Vitesse. W tym drugim zespole rozegrał 190 spotkań oraz zaliczył 39 czystych kont. Z Vitesse sięgnął po triumf w Pucharze Holandii, a z PSV – w lidze.Ma na koncie 72 mecze w seniorskiej reprezentacji Curacao. Ten na pewno należał do najlepszych!

Na zakończenie fazy grupowej Karaibska reprezentacja zmierzy się z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Co ważne i niezwykłe. Przystąpi do tego spotkania z szansami na awans do 1/16 finału. Gdy ma się takiego bramkarza, wszystko jest możliwe…

WizjaMed Grot Budowlani chcą walczyć o coś więcej niż piąte miejsce w ekstralidzie rugby. Marzy im się medal!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Zakończyły się rozgrywki ekstraligi rugby. Mistrzem drugi raz z rzędu została drużyna MKS Awenta Pogoń Siedlce, naszpikowana byłymi graczami, zdobywającej medale drużyny Budowlanych SA Łódź (Witalij Kramarenko, Ołeksandr Szewczenko, Bercho Botha, Daniel Gdula, Bartosz Kubalewski, Patryk Reksulak). Srebrny krążek wywalczył team Energa Ogniwo Sopot, a brązowy Orlen Orkan Sochaczew.

Drużyna WizjaMed Grot Budowlani zajęła piąte miejsce, pokonując Juvenię Kraków 43:17 w walce o Puchar Ekstraligi. – W następnym sezonie szykujemy się na grę o medale -mówił dla TVP Łódź kapitan zespołu, Jakub Małecki.

– Nasza postawa może być fundamentem do budowy czegoś większego – twierdził z kolei trener Budowlanych Theuns Kotze. – Kiedy tu przyjechałem, zawodnicy wyglądali, jak chłopcy. Teraz to są mężczyznami, ich zaangażowanie i dojrzałość są niesamowite. Zaczęli wierzyć w siebie, co dobrze rokuje na przyszłość.

Łodzianie zrobili sportowy krok do przodu. Mają, dzięki sponsorom, stabilną sytuację finansową. Pewnie zatrzymają swoich najlepszych zawodników. Ba, jak wynika z opinii komentatorów, prezentowanych podczas internetowych relacji ligowych meczów, mocno rozglądają się po ekstralidze. Przypatrują się najlepszym zawodnikom innych zespołów i mają wielką ochotę, żeby niektórych sprowadzić do Łodzi. To byłoby wzmocnienie składu i dawało nadzieję, że można skutecznie walczyć o coś więcej niż piąte miejsce.

Widzew ma grać o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie. To jest możliwe, ale drużyna nie może po godzinie umierać na boisku!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Kibice, w tym Zbigniew Boniek, zacierają ręce. Jest w Widzewie duet napastników, co się zowie: Karol Świderski – Sebastian Bergier. Będą strzelać (i trafiać!) aż miło, dla sławy i chwały Łódzkiego klubu. Tak piękna historia jest możliwa? Jest! Ale droga do niej jeszcze daleka.

Na dodatek pytanie za sto punktów: kto tym asom pola karnego będzie podawał, ba wręcz wykładał piłki? Twórczy i odpowiedzialni środkowi pomocnicy potrzebni od zaraz. A może tacy są? Powiedzmy szczerze, wiosną lider formacji – Jiljan Shehu nie błyszczał. Więcej miał puszczonych meczów, niż tych, w których pracował na miano lidera. A i tak chętnych na jego usługi nie brakuje. Może się okazać, że nie zostanie w Widzewie.

To i tak wszystko pikuś, jeżeli mniej więcej po godzinie gry panowie piłkarze będą umierać na boisku. Nie, nie za Widzew, bo tacy charakterni prawdziwi wojownicy, a z prozaicznego powodu… braku sił. Wtedy największe nawet gwiazdy niczego nie zmienią. Jak było słabo, tak będzie!

Widać długo, za długo było w Widzewie więcej dobrej zabawy i myślenia: damy radę, wszak mamy możliwości, niż poważnego trenowania i grania. Dobrze, że Aleksandar Vuković dostrzegł szybko, że tak się nie da, wziął się za całe towarzystwo, zmobilizował, zmotywował, przekonał do pracy i ciel osiągnął – w podbramkowej sytuacji uratował ekstraklasę dla Widzewa.

Teraz ma czas i spokój, żeby popracować nad zgraniem i formą zespołu oraz jego stylem, bo wiosną czasami to był ból i zgrzytanie zębów. Antygra przynosiła czyste bramkowe konta i cenne remisy, ale przecież Widzew ma walczyć o zdecydowanie więcej niż ligowe przetrwanie! Ambicje, jak były, tak są ogromne. Oby wsparły je czyny, które pokażą, że piłkarska ekstraklasa Widzewem stoi!

Mundialowe rozczarowania. Wieku się nie oszuka? Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym!

Przez chwilę wydawało się, że wiek w piłce nożnej można oszukać, że nie ma granic i barier, że wielcy piłkarze będą królować do końca futbolowego świata i dalej. I będzie można głosić pochwałę… starości na mundialu.

A wszystkie te złudzenia za sprawą 39-letniego Leo Messiego i jego kapitalnego występu przeciwko Algierii, ukoronowanego hat trickiem. Leo błyszczał jak za najlepszych lat i znów zadziwił świat, znów pokazał klasę i moc. Może ze wszystkich wybitnych, a mających swoje lata graczy, jest najmniej zmęczony niezbyt wymagającą grą w amerykańskiej lidze?! Nie wiem. Chciałbym, żeby tak grał do końca mundialu.

Występy innych zaawansowanych wiekowo gwiazd były wielkim rozczarowaniem. 41-letni Cristiano Ronaldo może jest wielki w Arabii Szczęśliwej, ale w USA w pierwszym meczu przeciwko Demokratycznej Republice Konga zawiódł kompletnie. Z lidera stał się niestety outsiderem. Wolny, schowany za plecami rywali, boiskowy statysta na którego uwagę zwracały tylko telewizyjne kamery.

Rówieśnik Ronaldo – Luka Modrić dzielił i rządził w lidze włoskiej, ale w Ameryce… Ech, żal było patrzeć na jego grę w spotkaniu z Anglikami. Drepcząc po boisku niczego pozytywnego nie wydreptał, tylko zaszkodził, prokurując bezsensowny rzut karny przeciwko swoim.

Nie chcę być złym prorokiem, ale może tak być, że czas piłkarskich wzlotów dla Modricia i Ronaldo niestety już minął. I na mistrzostwach świata będą oni tylko hamulcowymi swoich drużyn.

Najważniejszy tego lata ruch kadrowy Widzewa właśnie się dokonał. Z klubem pożegnał się jego kapitan i ikona – Bartłomiej Pawłowski

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Ciągłość i tożsamość budują wizerunek klubu, którego historia zaczyna się w 1910 roku. Widzew potrzebuje swoich ikon, w tej czy innej roli. One działają na wyobraźnię kibiców nie mniej, a może więcej, niż sprowadzane za miliony euro gwiazdy. Muszą być autorytety, do których można się odwołać, których zdanie i postawa wpływa na sposób postrzegania klubu przez fanów.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że najważniejszy, sportowy ruch kadrowy tego lata w Widzewie właśnie się dokonał i to jeszcze przed otwarciem okienka transferowego.

Z klubem pożegnał się jego kapitan, człowiek który przez ponad cztery lata był z Widzewem na dobre i złe czyli Bartłomiej Pawłowski. Zagrał w 116 spotkaniach, strzelił 31 bramek, dopisał do tego 14 asyst, ale suche statystyki nie mówiąc wiele. Bartłomiej Pawłowski, co może najważniejsze, starał się o zachowanie ciągłość w budowaniu klubowej tożsamości, gdzie wielkie zaangażowanie i charakter są nie do przecenienia.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Dla wielu młodych kibiców stał się ikoną, symbolem Widzewa, wręcz autorytetem. Tacy ludzie są bezcenni, jak choćby Kazimierz Kmiecik dla Wisły Kraków. Nie można ich zbyć, nawet najhuczniejszym pożegnaniem. Bo to doraźny chwyt propagandowy, bez myślenia o przyszłości. Trzeba znaleźć dla nich miejsce w klubowych strukturach i pozwolić im działać dla dobra klubu!

Bartłomiej Pawłowski cytowany przez TVP Sport, zostawia takie przemyślenia, które były aktualne wczoraj, są dziś, będą jutro: – Najpierw trzeba stworzyć grupę, aby każdy z życzliwością patrzył na kolegę, walczył za niego, pomógł po błędzie, bo one się zdarzają. Jeżeli jest już taka siła, to gra się inaczej, pewniej. Mamy piłkarzy z jakością, ale jeżeli nie będzie sympatii ludzkiej i poświęcenia, to nawet przy fajnej grze przytrafią się błędy i każdy będzie machał rękoma. Tego nie możemy zrobić. Jak chcesz grać o coś, to musisz tworzyć drużynę, bo w grupie siła. Więcej punktów zdobywa się zespołowością niż popisami indywidualnymi.

Trzeba mieć klasę jak człowiek i jako piłkarz, a Bartłomiej Pawłowski taką ma. Pożegnał się z kibicami wyjątkowymi słowami: – Przez ostatnie 4,5 roku przeżyliśmy niemal wszystko. Awans do Ekstraklasy. Walkę o utrzymanie. Wielkie zwycięstwa. Trudne momenty. Mecze, które na zawsze zostaną w pamięci. Gole w derbach. Bramki przeciwko Legii. Wieczory, podczas których cały stadion skandował moje nazwisko. Chwile, których nie da się kupić ani zaplanować. Jestem wdzięczny za każdą z nich.

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Nie mistrzostwa świata kobiet do lat 20, a ligowy medal i derby Łodzi w ekstraklasie, byłyby najlepszą piłkarską promocją naszego miasta!

Fot. UMŁ

Na stadionie ŁKS odbędą się piłkarskie mistrzostwa świata kobiet do lat 20. W Łodzi zostanie rozegranych 20 spotkań, w tym ćwierćfinały, półfinały, mecz o trzecie miejsce i finał, ale…

Reprezentacja Polski swoje mecze w grupie A zagra w Katowicach z Argentyną (5 września, g. 15) i Meksykiem (8 września, g. 18) oraz w Bielsku-Białej z Beninem (11 września, g. 18).Do Łodzi daleko.

Mistrzostwa mistrzostwami, a dla mnie, jako Łodzianina, najważniejsze jest Łódzkie sportowe, w tym wypadku piłkarskie, dobro.

Dyrektor MAKiS Piotr Szor w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim, z rozbrajającą szczerości, mówi: – Tegoroczny turniej odbywa się w trakcie rozgrywek ligowych, więc ŁKS będzie musiał rozegrać co najmniej dwa mecze domowe na wyjeździe. Nie ma w tym okresie przerwy reprezentacyjnej, dlatego kalendarz jest napięty. Gra czterech spotkań z rzędu na wyjeździe nie jest komfortowa, a kibice są spragnieni meczów u siebie. Z drugiej strony organizacja turnieju tej rangi to ogromna promocja miasta.

Ja powiem tak: dla wielu tysięcy Łodzian – kibiców futbolu, w tym dla mnie, największą promocją miasta byłyby klubowe sukcesy: zdobycie mistrzostwa Polski, skuteczna walka w Europie oraz… piłkarskie derby w ekstraklasie. Trzeba robić wszystko, żeby do nich doszło, jak najszybciej. Tymczasem władze miasta Łodzi rzucają kłody pod nogi temu dążeniu i stąd żal ŁKS i mój.

Od półtora roku wiadomo, gdzie i kiedy będą rozgrywane piłkarskie mistrzostwa kobiet. Od półtora roku wiadomo doskonale, że ich organizacjaoznacza dezorganizację miejskiego sportu, w tym przypadku funkcjonowania ŁKS! Od półtora roku nie wypracowano wspólnie: klub, UMŁ ŁZPN sposobu na minimalizację sportowych kosztów czyli strat tego mistrzowskiego (w wielkim cudzysłowie!) pomysłu.

Tak to jest, gdy ktoś w UMŁ się czymś propagandowo(przy okazji biznesowo?!) zachłyśnie, nie bacząc na konsekwencje. Mistrzostwa kobiet – to nie jedyny tego przykład!

ŁKS musi przestać być I-ligową wańką – wstańką, bo to wymarzonego awansu do ekstraklasy nie przyniesie!

Fot. Artur Kraszewski

Zdaniem trenera Kazimierza Moskala, które trzeba zauważać i cenić, bo to fachowiec pierwsza klasa: – W ŁKS Piasecki był takim zawodnikiem, który dawał dużo. Myślę, że Wysokiński trzymał równy poziom, Craciun też.

Z tych trzech muszkieterów dwóch pewnie zostanie przy al. Unii. Mateusz Wysokiński stał się ważnym piłkarzem zespołu, to fakt. Czy jednak zasłużył na100-procentową podwyżkę? W klubie uznano, że nie i pewnie dojdzie do rozstania.
Cóż, trzeba trzymać wyznaczonych zasad. A właściciel klubu Dariusz Melon uznał, że tworzenie kominów płacowych w I lidze, bez pozytywnych sportowych skutków (awans! awans!), jest absurdalne. Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Oby tylko przestrzeganie zasad nie zaprowadziło ŁKS na ligowe manowce.

Na razie nie będzie sześciu – siedmiu, mniej lub bardziej, liczących się graczy. Na razie w ich miejsce przyszło dwóch – bramkarz i obrońca. To mało, żeby nie złamać szkieletu drużyny. Potrzebni są kolejni nowi piłkarze. Dobrze wie o tym dyrektor sportowy – Radosław Mozyrko i dlatego mówi: – Rozmawiamy ze środkowym obrońcą. Pracujemy na zatrudnieniem wahadłowych – prawego i lewego, utalentowanego bramkarza. Szukamy zawodników na pozycje nr 6, 8 i 10 w różnych rolach i kategoriach wiekowych. Przewiduję, że do rozpoczęcia obozu przygotowawczego uda nam się zrobić 50 proc. tych ruchów.

Ambitne zamierzenia. Jeżeli gros uda się zrealizować, to ŁKS nie powinien zmizernieć kadrowo tak, żeby przestał liczyć się w walce o ekstraklasę. Trener Grzegorz Szoka przekonał się jednak w decydującym momencie baraży, że ŁKS nie zawsze, mimo posiadanego potencjału, potrafi stanąć na wysokości zadania. Jedno jest pewne: bycie taką I-ligową wańką – wstańką na pewno ekstraklasy nie przyniesie!

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑