Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

ŁKS. Czy remis na kartoflisku zasługuje na pochwałę? Prawda jest oczywista: żeby o coś ważnego grać, trzeba wygrywać!

Maksymilian Pingot Fot. Artur Kraszewski

Przed rozgrywkami wszyscy się chwalili. Urząd miasta i wykonawca prześcigali się w ochach i achach. Zachwytom nie było końca. Jaka piękna, jakościowa trawka na boiskach, jak równa, niczym stół. Grać, grać i tylko grać.

Gdy przyszła trochę mroźniejsza zima to już ochów i achów ni ma. Jest kartoflisko, a nie boisko – z jednej i drugiej strony miasta. I choćby przyszło tysiąc atletów… to nie poradzi wiele, bo sprawa wymaga grubej kasy (ponad pół miliona złotych) i wymiany murawy. A ta nastąpi dopiero po zakończeniu rozgrywek. A zatem trzeba wszystko wziąć na klatę, płakać i grać. Oby, jak najlepiej.

Na kartoflisku ŁKS walczył, jak umiał. Miał 16 rzutów rożnych i… Zachował czyste konto – to cenne. Nie potrafił jednak strzelić bramki i mecz z Miedzią skończył się rozczarowującym remisem.

Fabian Piasecki Fot. Artur Kraszewski

Takimi wynikami zostaje się co najwyżej ligowym średniakiem i skutecznie wygania kibiców ze stadionów. Powiedzmy szczerze było więcej dyscypliny, ale jeśli chodzi o formę zawodników, to szału nie ma. Nic nie może zdziałać w ataku Fabian Piasecki i dlatego trwa jego strzelecka posucha. Pomocnicy grają niestety gorzej niż jesienią. Właściwie pozytywnym zaskoczeniem jest tylko sprowadzony zimą, wypożyczony z Górnika Zabrze, zdyscyplinowany i spokojny – Maksymilian Pingot.

Remis z Miedzią niczego jeszcze nie rozstrzygnął. Łodzianie tracą do strefy barażowej cztery punkty. A zatem są cały czas w grze. Przed nimi jednak kolejne bardzo trudne wyjazdowe wyzwanie. 9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazała, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy piłkarzy Widzewa dopadła niezwykle zaraźliwa choroba – choroba… kontraktowa? Jeśli tak, to muszą się z niej szybko wyleczyć!

Fot. widzew.com

To wyjątkowo trudny czas. Opowiadał o tym znany francuski piłkarz: podpisujesz kontrakt z dobrym, bogatym klubem i w ciągu sekundy stajesz się… milionerem lub jeszcze bogatszym milionerem. Nagle wszystko przewraca ci się w głowie, zmieniają się priorytety.

Nie zastanawiasz się nad grą, tylko nad tym, jaki nowy samochód kupić, czy ten drogi zegarek będzie lepszy od tego droższego, czy zmienić fryzjera i przesiadywać u niego nie godzinę, a dwie, czy zamienić willę, w której mieszkasz na większą… Opisywany piłkarz doszedł do siebie, ale trochę czasu mu to zajęło.

Wygląda na to, że syndrom bogactwa zaraził też piłkarzy Widzewa. Wynegocjowali dla siebie, przy pomocy obrotnych menedżerów, wysokie kontrakty i teraz nie piłka im w głowie, tylko życie obok futbolu. Widać po pojedynczych zagraniach, że coś tam w sobie mają, że potrafią, że powinni, a za chwilę futbolowa nędza bez pieniędza… Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy – cytując Adama Mickiewicza.

Z takim nastawieniem wjeżdża się na autostradę prowadzącą od jednej futbolowej klęski do drugiej. W sumie łodzianie grają słabo, szurają po dnie ligowej tabeli. Wydaje się, że jeżeli diagnoza jest słuszna i dopadła ich choroba kontraktowa, to tak łatwo się z niej nie wyleczą. Obym się mylił.

Pierwszy sprawdzian już 3 marca o godz.20.45. Wtedy czeka łodzian mecz Pucharu Polski, 1/4 finału z GKS w Katowicach, transmisja TVP Sport. A potem nie będzie łatwiej: 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pucharowe pieniądze: odpadnięcie na etapie ćwierćfinału daje zarobek w wysokości 190 tys. zł, zaś w półfinale – 380 tys. Finalista, w przypadku porażki, zarobi 1 mln zł, natomiast w przypadku zwycięstwa – aż 5 mln. Najważniejsza jest jednak przepustka do poważnego grania za grubą kasę w futbolowej Europie.

Pieniądze nie grają, tylko ludzie. Pucharowe pary ćwierćfinałowe tworzą: GKS – Widzew, Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka (4 marca, 17.30), Lech Poznań – Górnik Zabrze (4 marca, 20.30), Avia Świdnik – Raków Częstochowa (5 marca, godz. 13.30). Wszystkie mecze w TVP Sport.

Bezbramkowy remis bez satysfakcji. ŁKS prezentował klasyczne futbolowe bicie głową w mur. W ten sposób nie przekona kibiców do zapełnienia trybun

ŁKS kontynuuje fatalną passę na boisku przy al. Unii. To czwarty mecz przed własną publicznością bez zwycięstwa. W ten sposób za chwilę będzie grał w lidze o nic i niestety wygoni kibiców z trybun.

Jedna, ale ważna, zmiana w wyjściowym składzie łodzian, ważna dla reżyserowania poczynań zespołu. Tomę zastąpił Arasa.Niestety, bez wielkich, boiskowych efektów…

ŁKS ruszył odważnie do ataku. I już w 2 min mógł prowadzić. Po uderzeniu Wysokińskiego jeden z graczy Miedzi wybił piłkę sprzed linii bramkowej. ŁKS miał inicjatywę. Atakował, strzelał, ale bez bramkowego skutku. Sprawiedliwości mogło stać się zadość, po znakomitej centrze i świetnym strzale Wysokińskiego. Niestety podający – Loffelsend był na pozycji spalonej.

Murawa nie była w najlepszym stanie, dlatego tworzenie składnych akcji było futbolową sztuką. Szkoda, że po uderzeniu z półwoleja Arasy piłka poszybowała niestety nad poprzeczkę. Oj, niewiele brakowało. Po raz kolejny…

ŁKS się nie zrażał. Po przerwie nadal atakowali, nadal marnował dogodne sytuacje. Trzeci strzał Piaseckiego, trzeci niecelny. W ostatniej sytuacji niedokładna główka z czterech metrów. Jego zmiennik – Lewandowski w dogodnej sytuacji też się nie popisał. Posłał piłkę panu Bogu w okno. Seria rzutów rożnych też nie przyniosła żadnych efektów. Klasyczne futbolowe bicie głową w mur, które zakończyło się rozczarowującym bezbramkowym remisem.

Ech, gdyby zastosowano podwórkowy system: trzy rogi – jedenastka, to ŁKS na pewno byłby w tym starciu górą! Niestety, sama satysfakcja, że zagrało się na zero z tyłu, radości nie przynosi.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią.Transmisja TVP Sport.

ŁKS – Miedź Legnica0:0

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend (65, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio (74, Ernst), Norlin, Arasa (74, Toma), Piasecki (65, Lewandowski)

Nomen omen – 13 porażka Widzewa. Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra i jeszcze gorsze wyniki!

Im dalej w ligowy las, tym gorzej z Widzewem. Po słabym występie łodzianie przegrali w Szczecinie. To nomen omen 13 porażka łodzian, dziewiąta poniesiona na obcym boisku. Takimi schodami jest piekło spadku wybrukowane…

Znak czasów. Mecz rozpoczęło pięciu Polaków – trzech w Widzewie, dwóch w Pogoni. Przejdźmy do spotkania. Znakomitymi odbiorami starał się kontrolować grę Lerager. Na własnym przedpolu dobrymi interwencjami popisywał się Wiśniewski.

Widzew grał coraz śmielej. Strzelali: Bergier (nogą) w ręce bramkarza, Andreou (głową) obok słupka, Bukari (nogą po podaniu… Drągowskiego) w boczną siatkę. Łodzianom starał się zajść za skórę jedynie Grosicki. Powiedzmy sobie wprost: więcej było na boisku walki niż składnego grania.

A w drugiej połowie? Wydawało się, że będzie to takie futbolowe lelum polelum. Tymczasem wystarczył jeden rzut wolny. Po nim było takie zamieszanie i chaos pod polem karnym łodzian, że wykorzystał to najsprytniejszy ze wszystkich – Angielski. Zanim doszło do nieszczęścia świetną interwencją popisał się Drągowski. I co z tego?!

Widzew był w szoku i miał szczęście, bo po dobrej akcji szczecinian, pomylił się Grosicki. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Trener Jovicević próbował ratować sytuację zmianami. Opaskę kapitana od Shehu przejął Bergier. O zgrozo, Widzew nie miał żadnego pomysłu, jak skutecznie zaatakować i zagrozić rywalowi.

Obecni na stadionie kibice Widzewa, mówiąc łagodnie, tracili cierpliwość. I trudno im się dziwić. A na boisku od grania ważniejsza była zadyma w doliczonym czasie gry. Posypały się kartki, w tym czerwona dla Acosty za brutalny faul na Leragerze. W ostatnich sekundach spotkania po strzale Krajewskiego piłka otarła się o słupek. Cóż szczęście sprzyja lepszym.

Zależność jest po prostu dołująca i frustrująca: im więcej wydanej kasy, tym gorsza gra. Widmo spadku zagląda Widzewowi w oczy…

Mecz w cioglądało blisko 21 tysięcy kibiców.

3 marca o godz.20.30 STS Puchar Polski, 1/4 finału: GKS Katowice – Widzew, transmisja TVP Sport, 7 marca, godz. 20.15, ekstraklasa: Widzew – Lech Poznań.

Pogoń Szczecin – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Angielski (58)

Widzew: Drągowski – Isaac (85, Krajewski), Andreou (74, Kapuadi), Wiśniewski, Cheng (85, Kozlovsky) – Bukari, Lerager, Shehu (74, Zeqiri), Alvarez (74, Baena) – Kornvig, Bergier

Literatura potrafi być piękna. Polecam gorąco: Warto przeżyć tę fantastyczną miejsko – przyrodniczą przygodę i przeczytać książkę Stanisława Łubieńskiego

Gdyby nie literacki Paszport Polityki pewnie bym się tym autorem nie zainteresował, nie zaciekawił. Przyznam szczerze, bijąc się w pierś, że wszystkie literackie informacje, przechodziły mi koło ucha. Jak to możliwe, sam chciałbym wiedzieć. Teraz nadrabiam straty z podwójną czytelniczą satysfakcją.

Dawno, a może nigdy nie czytałem tak fascynującej opowieści o przyrodzie, która staje się sensacyjną książką edukacyjno – przygodową, odkrywczą na miarę dokonań Kolumba, dla takiego zwykłego deptaka miejskich i podmiejskich bruków, jak ja. Byłem nieświadomy, że ten świat obok, tak niezauważany, fascynujący może być tym bardziej.

Trzeba umieć napisać zajmująco o takiej, degradowanej przyrodzie, przy okazji tworząc traktat o zmieniającym się mieście oraz o smutku przemijania. Czuły narrator potrafi zaciekawić, zmusić do refleksji, a nawet skłonić do czynu: własnych wycieczek, obserwacji, choć robionych bez tak ogromnej wiedzy, jaką subtelnie, delikatnie i jakby na marginesie, prezentuje autor.

Podczas odbierania paszportu, Stanisław Łubieński opowiedział o…świergotku syberyjskim. – Tydzień temu moi znajomi widzieli w Warszawie świergotka syberyjskiego, była to pierwsza w historii obserwacja tego gatunku w Polsce. Cieszę się, że mogę o tym opowiedzieć, bo dowiecie się o istnieniu świergotka syberyjskiego, może też się nim trochę rozczulicie i przejmiecie jego losem, może sprawdzicie, jak wygląda – ale przyznaję, że to jest uroda raczej dla koneserów. W Polsce zaobserwowano do tej pory 475 gatunków ptaków, 476 ze świergotkiem syberyjskim – mówił. 

– Przyroda jest zagrożona przez ludzką chciwość i głupotę, wydaje się na jej ochronę mało i niechętnie, jakby z łaski, tak jakby były ważniejsze wydatki niż ochrona i odbudowa systemu, który podtrzymuje życie na tej planecie. Przyrodę traktuje się jak przeszkodę na drodze do rozwoju i do mirażu świetlanej przyszłości. Pamiętajmy, że jesteśmy gatunkiem, który ma wielką, nieproporcjonalną władzę nad światem, a władza to jest odpowiedzialność.

Warto pamiętać to nazwisko – Stanisław Łubieński (ur. 1983 r.) – kulturoznawca, ukrainista, z zamiłowania przyrodnik. W 2017 r. po raz pierwszy nominowany do Paszportu za książkę „Dwanaście srok za ogon” (wyd. Czarne), otrzymał też za nią Nagrodę NIKE czytelników. Autor reportażu historycznego „Pirat stepowy” o życiu Nestora Machno, przetłumaczonego na chorwacki i ukraiński. Prowadzi spacery przyrodnicze po Warszawie, jest gospodarzem audycji „Księstwo Ptaków” w radiowej Trójce i Prezesem Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Ja od razu zadeklaruję: opowieści o srokach i nie tylko poszukam na księgarskich półkach!

Stanisław Łubieński Drugie życie czarnego kota, ilustrowała Zosia Frankowska, Agora Książka i Muzyka

Tegoroczna premiera polskiego rugby. W sobotę bardzo ważny mecz z Chorwacją. Liczymy na zwycięstwo!

Zdjęcia: Wojciech Szymański

Zanim ruszy ekstraliga rugby, jest czas dla reprezentacji Polski. 28 lutego o 14 Biało-Czerwoni zagrają w Makarskiej kluczowy mecz Rugby Europe Trophy z Chorwacją.

Link do transmisji: https://www.rugbyeurope.eu/

W kadrze znaleźli się zawodnicy z klubów krajowych oraz ośmiu występujących za granicą. Trzech graczy powołano z KS Budowlanych WizjaMed Łódź. To: Jakub Małecki oraz dwóch debiutantów: Aleksander i Nicolas Lechowscy.

Przed reprezentacją 332. oficjalny występ i szansa na czwarte zwycięstwo w historii nad Chorwacją. Historia meczów obu reprezentacji: 19 listopada 2000, Zagrzeb – Chorwacja – Polska 3:8 (3:5), 28 października 2006, Makarska – Chorwacja – Polska 11:12 (3:0), 27 października 2007, Gdynia – Polska – Chorwacja 14:15 (9:12), 22 lutego 2025, Gdynia – Polska – Chorwacja 58:27 (32:10)

Prawda jest taka, że po porażce z Czechami (to pierwsza przegrana duetu trenerskiego: Kamil Bobryk, Tomasz Stępień) ważny jest każdy punkt, liczy się każde zwycięstwo. Pewnie do ostatniej chwili będzie się ważyć sprawa triumfu w rozgrywkach – my czy Czesi. Po meczu z Chorwacją naszą drużynę czeka jeszcze jeden pojedynek – w kwietniu u siebie ze Szwecją. Szkoda, że temu, gdzie spotkanie zostanie rozegrane, towarzyszą niezdrowe emocje, a może coś więcej… ukazując wstrząsająco – przygnębiający obraz rugbowego związku.

Spotkanie z Chorwacją będzie czwartym występem Polaków w obecnym sezonie. Na inaugurację pewnie pokonali Litwę 41:8, następnie wygrali z Danią 47:6, by w ostatnim spotkaniu minimalnie ulec Czechom 30:32.Po porażce z Czechami Polacy nie stracili pozycji lidera i mają los w swoich rękach w kontekście ewentualnego powrotu do wyższej dywizji Rugby Europe Championship.

Trener reprezentacji – Kamil Bobryk na łamach tygodniksiedlecki.com wyjaśnia: W europejskich rozgrywkach mamy Turniej Sześciu Narodów, który stanowi najwyższą rangę, później jest Rugby Europe Championships, czyli druga klasa rozgrywkowa, Rugby Europe Trophy – trzeci poziom, w którym obecnie występujemy i Rugby Europe Conference – najniższy stopień rozgrywek.

W ubiegłym roku, gdy wygraliśmy swoją grupę, można było uznać Polskę za 13. drużynę w Europie. W bieżących rozgrywkach gra toczy się o awans do Championships. Naszym celem długookresowym jest stworzenie takich warunków, żeby nie tylko ten awans uzyskać, ale też być w stanie na stałe zadomowić się w drugiej lidze. Skupiamy się na realizacji pojedynczych kroków. Każdy następny mecz stanowi nowe wyzwanie. Gdy będziemy zaliczać małe cele, w końcu przyjdzie czas na większy efekt.

Wyjazdy przestały się śnić piłkarzom ŁKS po nocach, ale… Co zrobić, żeby nie przeżywać sportowego koszmaru na własnym boisku?!

Podcinka Jaspera Loffelsenda Fot. Artur Kraszewski

Wyjazdowe mecze, to był sportowy koszmar piłkarzy ŁKS. Nawet w spotkaniach, w których mieli więcej z gry, więcej sytuacji, łodzianie schodzili z murawy z opuszczoną głową. Aż 6 razy musieli przeżyć gorycz porażki. I to się zmieniło. Obce boiska przestały być im straszne, a wszystko stało się… nie za dotknięciem czarodziej, tylko za sprawą pracy, jaką wykonał z zespołem Grzegorz Szoka. Jesienią wygrał w Łęcznej, a wiosną w Bytomiu i w Mielcu.

Na dodatek ŁKS pokazał już dwa razy, że potrafi odwracać losy meczu. To może oznaczać, że nie ma w tym przypadku. Jak zatem nie patrzeć poza Łodzią gra lepiej, a u siebie. No, po prostu po wpadce z Chrobrym, musi wygrać, bo inaczej całkiem wygoni kibiców ze stadionu! A wyzwanie znów nie będzie łatwe. 28 lutego o godz. 19.30 ŁKS podejmie Miedź Legnica, która też marzy o zajęciu miejsca premiowanego przynajmniej udziałem w barażach. Nie będzie zmiłuj się. Czeka łodzian walka na całego, oby zwycięska.

Pozytywy meczu w Mielcu. Tylko raz łodzianie dali się zaskoczyć we własnym polu karnym, tak w miarę kontrolowali grę defensywną, nie dając rywalom szans na stworzenie bramkowych sytuacji. Wrócił do ligowej jedenastki Sebastian Rudol, ba wrócił z opaską kapitana. Faktem jest, że trochę mu się upiekło, bo mógł w jednej sytuacji ujrzeć czerwoną kartkę, ale im dalej w mecz, tym lepiej. Grał coraz pewniej, odważniej, stając się ważną postacią na boisku.

Na pewno cieszy to, że najlepszy mecz wiosną rozegrał najlepszy piłkarz ŁKS w jesiennych zmaganiach czyli Jasper Loffelsend. A swój udany występ udokumentował bramkę, zdobytą w sytuacji sam na sam znakomitą techniczną podcinką nad bramkarzem.

ŁKS pokazał w kilku akcjach, że ma ofensywny potencjał. Umie szybko i dokładnie przeprowadzić kontratak, serią dokładnych podań zbudować groźną sytuację pod bramką rywala. Chciałoby się wierzyć, że tych pozytywnych kroków będzie więcej i jeszcze więcej…

Laga do przodu to może być za mało, żeby Widzew zdobył choć jeden punkt w Szczecinie. Potrzeba więcej jakości i skuteczności w grze!

FotoSzyK

Bezbramkowy remis, po bezbarwnym meczu z Cracovią, trochę ostudził widzewski entuzjazm i pokazał, że w walce o utrzymanie się w ekstraklasie łatwo nie będzie. 28 lutego o godz. 14.45 Widzew zagra z Pogonią w Szczecinie i słaby pressing, granie głównie lagą do przodu oraz walka, to może być za mało, żeby odnieść sukces. A punktów potrzeba łodzianom, jak powietrza.

To ogromna strata, że w Szczecinie z powodu nadmiaru żółtych kartek prawdopodobnie zabraknie najbardziej energetycznego piłkarza łodzian, pchającego grę do przodu – Mariusza Fornalczyka. Nie będzie też jego ewentualnego zmiennika – Angela Baeny, bo jest kontuzjowany. Dojdzie nowy, doświadczony obrońca – Steve Kapuadi.

Wróci do składu Sebastian Bergier. To z kolei bardzo dobra wiadomość, bo w meczu z Cracovią (0:0) grania w ataku praktycznie nie było. Andi Zeqiri więcej biegał po boisku bez większego sensu, niż grał. Zagrożenia nie stwarzał żadnego. Takim występ skazuje się na grzanie ławy.

Igor Jovicević rozbrajająco przyznaje, że w ofensywie jest… wielka posucha: – W meczu z Cracovią mieliśmy dostępnych tylko dwóch graczy – Bartka Pawłowskiego i Frana Alvareza. Nie był to też meczu, w którym łatwo byłoby złapać rytm, wchodząc z ławki.

Widać jak na dłoni, że grę łodzian muszą ciągnąć i jej pilnować nowi piłkarze – Lukas Lerager i Emil Kornvig. Bez ich dyscyplinującej postawy na boisku zespół może się w kolejnym spotkaniu posypać niczym domek z kart. A zatem z pewną sportową obawą czekam na to, co stanie się w Szczecinie. 28 lutego o godz. 14.45 mecz Pogoń – Widzew.

Jarosław Piechota chciał zdobyć schodowy Mont Everest. Skończył na 36 wejściach na 42 piętro i na 5841 m

Zdjęcia: archiwum Jarosława Piechoty

Jarosław Piechota jak zwykle stawia przed sobą wielkie sportowe wyzwania. Teraz chciał zdobyć schodowy Mount Everest. Cóż nie udało się. Brawa, za walkę, hart ducha i ambicję.

Jarosław Piechota: – Emocje już opadły. Jechałem na te zawody ze świadomością zdobycia Everestu. Trening zrobiony, więc spokojna głowa ale drastyczny zwrot sytuacji, zbyt mocny początek po 9 min na okrążenie i stało się…

Po 8 godz. pierwszy odpoczynek, nogi jak beton ale idę dalej. Z każdym okrążeniem zaczynam walczyć ze sobą i piętrami  i czego się nie spodziewałem, podejmuje decyzje o północy że schodzę z trasy.

Kończę na 36 wejściach na 42 piętro i na 5841 pokonanych metrach. To nie był mój dzień.

To był mój trzeci udział w tych zawodach, ale pierwszy raz na budynku Skyliner. Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że różnice pomiędzy klatkami schodowymi Marriott w którym biegałem poprzednio, a Skyliner, w którym biegałem w tym roku, były znaczące czyli stopień wyższy i nachylenie dużo większe, dlatego zdobyć Everest było jeszcze trudniej.

18 – 19 lutego 2017 roku zdobyłam Everest w 21 godzin , 65 x 42 piętra

8 – 9 lutego 2020 roku zdobyłam jako drużyna Piechotą Po Schodach 1 miejsce 15 288 m , 112 wejść , 4 704 pięter

Dziękuję za wsparcie całej mojej grupie Piechotą po schodach i serdeczne gratuluję wszystkim świetnych wyników.

Tymczasem charytatywny XIV Bieg na Szczyt RONDO 1 w Warszawie już 28 marca. Miejsca w ogólnodostępnej sprzedaży wyczerpały się, ale nadal można zarejestrować drużynę firmową. Cały przychód z opłat startowych przekazywany jest na rzecz Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce -zebrana w ten sposób kwota przekroczyła już 400 tysięcy złotych! Każdy uczestnik niezależnie od osiągniętego wyniku otrzyma na mecie pamiątkowy medal. Dodatkową nagrodą będzie… panorama Warszawy z 37. piętra RONDO 1

ŁKS pokazał, że potrafi odwracać losy meczu na swoją korzyść. Trzy zdobyte punkty dają nadzieję na lepszą przyszłość

To znak firmowy wiosennego ŁKS – musi być źle, żeby na koniec było dobrze. Łodzianie przegrywali, ale potrafili odwrócić losy meczu. Odnieśli dziewiąte zwycięstwo, czwarte na obcym boisku i nadal nie przestają… marzyć.

Zaszły zmiany w najbardziej wrażliwej formacji czyli w defensywie. W wyjściowym składzie miejsce Kupczaka zajął debiutant Pingot, a Fałowskiego – Rudol (został kapitanem). Kontuzjowanego Głowackiego zastąpił w składzie Norlin.

I co? Pierwsza groźna akcja gospodarzy przyniosła im gola. Centra Szeligi trafiła na głowę niepilnowanego w polu bramkowym Puerto, który nie mógł zrobić nic innego, jak zdobyć bramkę. Inna sprawa, że pozostaje bez odpowiedzi pytanie, dlaczego Bobek nie interweniował, tylko został na linii bramkowej? Wszystko to stało się nomen omen w 13 minucie.

ŁKS próbował odrobić straty. Po znakomitym prostopadłym podaniu Rudola, w polu karnym został sfaulowany Norlin przez byłego ełkaesiaka – Szeligę i sędzia Wajda podyktował jedenastkę. Po analizie VAR musiał ją odwołać, bo zanim doszło do przewinienia, pomocnik łodzian zagrał piłkę ręką. Jak arbitrzy potrafili to jednoznacznie rozstrzygnąć, sam chciałbym wiedzieć. W każdym razie ełkaesiacy nie mogli uwierzyć, że podjęto taką decyzję. Protestował trener Szoka i ujrzał żółtą kartkę.

Na początku drugiej połowy gości przed utratą bramki znakomitą interwencją ratował Bobek. W odpowiedzi pięknym prostopadłym podaniem popisał się Toma, a Loffelsend w sytuacji sam na sam znakomitą podcinką nad bramkarzem doprowadził do wyrównania. A potem po rzucie rożnym i inteligentnej główce Norlina, piłkę głową posłał do bramki Craciun. Ofensywna, odważna gra łodzianom przyniosła rezultaty, choć w końcówce trzeba było inteligentnie bronić korzystnego wyniku. Udało się, są trzy, cenne punkty.

28 lutego o godz. 19.30 ŁKS podejmie Miedź Legnica.

Stal Mielec – ŁKS 1:2 (1:0)

1:0 – Puerto (13, głową), 1:1 – Loffelsend (51), 1:2 – Craciun (62, głową)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend(74, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(86, Lewandowski), Norlin, Toma(74, Ernst), Piasecki(67, Arasa)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑