
Maksymilian Pingot Fot. Artur Kraszewski
Przed rozgrywkami wszyscy się chwalili. Urząd miasta i wykonawca prześcigali się w ochach i achach. Zachwytom nie było końca. Jaka piękna, jakościowa trawka na boiskach, jak równa, niczym stół. Grać, grać i tylko grać.
Gdy przyszła trochę mroźniejsza zima to już ochów i achów ni ma. Jest kartoflisko, a nie boisko – z jednej i drugiej strony miasta. I choćby przyszło tysiąc atletów… to nie poradzi wiele, bo sprawa wymaga grubej kasy (ponad pół miliona złotych) i wymiany murawy. A ta nastąpi dopiero po zakończeniu rozgrywek. A zatem trzeba wszystko wziąć na klatę, płakać i grać. Oby, jak najlepiej.
Na kartoflisku ŁKS walczył, jak umiał. Miał 16 rzutów rożnych i… Zachował czyste konto – to cenne. Nie potrafił jednak strzelić bramki i mecz z Miedzią skończył się rozczarowującym remisem.

Fabian Piasecki Fot. Artur Kraszewski
Takimi wynikami zostaje się co najwyżej ligowym średniakiem i skutecznie wygania kibiców ze stadionów. Powiedzmy szczerze było więcej dyscypliny, ale jeśli chodzi o formę zawodników, to szału nie ma. Nic nie może zdziałać w ataku Fabian Piasecki i dlatego trwa jego strzelecka posucha. Pomocnicy grają niestety gorzej niż jesienią. Właściwie pozytywnym zaskoczeniem jest tylko sprowadzony zimą, wypożyczony z Górnika Zabrze, zdyscyplinowany i spokojny – Maksymilian Pingot.
Remis z Miedzią niczego jeszcze nie rozstrzygnął. Łodzianie tracą do strefy barażowej cztery punkty. A zatem są cały czas w grze. Przed nimi jednak kolejne bardzo trudne wyjazdowe wyzwanie. 9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazała, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.















