Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Page 2 of 202

Superpuchar Polski to… zakłamywanie Łódzkiej rzeczywistości. Bo co tu kryć: nasze miasto to ziemia jałowa męskiej piłki ręcznej!

Fot. Orlen Superliga

29 sierpnia 2026 roku Atlas Arena ponownie wypełni się kibicami, emocjami i atmosferą wielkiego święta piłki ręcznej. Łódź po raz kolejny będzie miejscem, gdzie najlepsi spotkają najlepszych.

To będzie wyjątkowe wydarzenie dla Piotra Jędraszczyka (na zdjęciu). Rozgrywający Industrii Kielce, po raz kolejny, wraca do rodzinnej Łodzi. Swoje pierwsze handballowe kroki stawiał w miejscowej Anilanie… pod okiem swojego taty.

Piotr Jędraszczyk pierwsze, duże handballowe sukcesy odnosił w Anilanie – klubie, który przez lata wychował co najmniej kilka gwiazd polskiego szczypiorniaka. Anilana z Piotrem Jędraszczykiem w składzie, która zdobyła tytuły mistrza Polski młodzików, juniorów młodszych i juniorów. Może warto prześledzić to, co się stało i dlaczego dziś Łódź nie jest potęgą polskiej piłki ręcznej.

– W tym klubie zawsze duży nacisk był położony na szkolenie młodzieży. To było na pierwszym planie. To działało przez wiele lat i przynosiło takie efekty – mówi Piotr Jędraszczyk. którego wychował i sportowo ukształtował jego tata – Adam.

– Tata wymagał ode mnie bardzo dużo. Może nawet więcej niż od reszty chłopaków. Mówił, że mam być przykładem dla innych i zawsze dawać z siebie sto procent. Miałem inspirować resztę, abyśmy szli w takim kierunku rozwoju. Nie było łatwo, wymagało to wielu poświęceń. Taka postawa przyniosła jednak pozytywny efekt – wspomina rozgrywający Industrii Kielce.

Pięć lat temu, po debiucie syna w reprezentacji Polski, Adam Jędraszczyk wspominał początki: – On miał już roczek i biegał po parkiecie. Jeździł ze mną na wszystkie obozy. Trenowanie syna nie jest łatwą sprawą. Byłem też wychowawcą klasy, więc miałem trzy funkcje na raz. Jemu na pewno było bardzo ciężko. Nie można wielu rzeczy sprzedać ojcu, jeśli chodzi o drużynę, ale nie można też sprzedać zespołowi tego, co mówi się w domu. On wiedział, co jest najlepsze do utrzymania najlepszych kontaktów z każdą ze stron.

Industria Kielce wywalczyła mistrzostwo Polski w przekonującym stylu. Teraz, mierząc się z ORLEN Wisła Płock, to ona przystąpi do wali o Superpuchar w roli delikatnego faworyta. Latem drużyna Krzysztofa Lijewskiego przejdzie jednak sporo zmian, bo wymieniona zostanie jedna trzecia składu. Mimo, że to początek sezonu, Kielczanie liczą na kolejne trofeum.

– Musimy być pewni siebie, ale też zachować chłodną głowę. Sezon dopiero rusza. Przed nami długi okres przygotowawczy, a ten mecz będzie pierwszym poważnym sprawdzianem.

Myślę, że na pewno przyjdzie sporo bliskich mi osób. Już przed rokiem dopingowali mnie. Teraz będzie podobnie. Często przyjeżdżają do Kielc i na mecze reprezentacji. To też motywacja, aby być lepszym zawodnikiem – mówi Piotr.

Cała ta fajna, spójna sportowa opowieść Orlen Superligi zda się jednak psu na budę, gdy pomyśli się, że nie ma żadnej, ale to żadnej Łódzkiej drużyny w Lidze Centralnej. Jesteśmy prowincją prowincji polskiego szczypiorniaka, a przez chwilę organizując topowe zawody, sadzimy się na wielkość. To pozory, zakłamywanie rzeczywistości, bo po prostu Łódź to ziemia jałowa męskiej piłki ręcznej!

Po znakomitym meczu, godnym… ekstraklasy, futbolowym koncercie, ŁKS nie dał cienia szans Stali – drużynie z aspiracjami – bezradnej w Łodzi

ŁKS rozegrał najlepszy mecz w sezonie. Pierwszy na zero z tyłu. Wygrał wysoko i zasłużenie, mogąc strzelić dwa razy więcej bramek. A zdobył ich aż cztery.

Mogło się zacząć znakomicie dla gospodarzy, ale w 2 min Nowakowski, mając wykładankę (od Arasy), posłał piłkę panu Bogu w okno. Po 7 minutach mogło, ba powinno być 3:0, bo znakomitych sytuacji nie wykorzystali: Nowakowski (po raz drugi) i Podliński.

Do czterech razy sztuka, Cebula podawał do bramkarza, a podał do… Arasy, który nie zmarnował sytuacji sam na sam. Totalna przewaga gospodarzy została nagrodzona. I powinna być nagradzana dalej, ale Nowakowski w kolejnej doskonałej sytuacji praktycznie trafił w Gostomskiego. Za chwilę znów strzelał i znów źle. Oj, nie tak, nie tak…

Mielczanie się pozbierali i atakowali, nie bojąc się uderzeń z dystansu. ŁKS nie zamierzał się schować. Też szukał swoich szans. Kolejną bramkową zmarnował, przestrzeliwując z sześciu metrów, Sokół. Za chwilę Gostomski okazał się lepszy w sytuacji sam na sam od Podlińskiego. W odpowiedzi Stal też miała dwie znakomite, bramkowe okazje. Uff, na szczęście niewykorzystane. To do przerwy był dobry, energetyczny mecz dwóch czołowych I-ligowych drużyn. I tylko żal, iż z tak skromną zaliczką Łodzian.

I tylko żal, że gospodarze na początku drugiej połowy znów nie byli w stanie pokonać Gostomskiego. Do czasu, do czasu. Po dobrej, odważnej akcji Terleckiego, pewnym strzałem obok bramkarza popisał się Keiblinger (debiutancki gol w ŁKS). Szkoda, że w kolejnej fatalnie przestrzelił.

Trener Szoka dokonał zmian i po centrze z rzutu rożnego rezerwowego Błachewicza, Podliński z trzech metrów posłał piłkę do pustej bramki. A potem był ejszcze indywidualny koncert Arasy, który nie przestraszy się kilku rywali, odważnie zaatakował i pewnie wykorzystał dogodną sytuację. To była wisienka na torcie. Znakomity mecz ŁKS, piękne zwycięstwo.

To chyba ostateczny koniec kariery Piaseckiego w ŁKS. Nie było go nawet na ławce rezerwowych. To oznacza transfer napastnika do Radomiaka?!

Koniec domowej serii Łodzian. W 6. kolejce I ligi piłkarskiej Odra Opole w piątek 28 sierpniao godz. 20.45 podejmie ŁKS. Mecz pokaże TVP Sport. W następnej, siódmej kolejce kolejny mecz wyjazdowy Łodzian. 6 września o godz. 14.30 zagrają w Gdyni z Arką.

ŁKS – Stal Mielec 4:0 (1:0)

1:0 – Arasa (8), 2:0 – Keiblinger (61), 3:0 – Podliński (68), 4:0 – Arasa (75)

ŁKS: Węglarz – Sokół (67, Błachewicz), Rudol (74, Farbiszewski), Craciun, Fałowski, Keiblinger, Wysokiński (67, Strzałek), Terlecki, Nowakowski (46, Hinokio), Arasa (79, Siwek), Podliński

Widzew – to stracone w ostatniej chwili zwycięstwo, smakuje wyjątkowo… pozytywnie

Emocji było tyle, że teraz trudno pozbierać myśli: psioczyć, że straciło się dwubramkowe prowadzenie w 89 minucie meczu, czy może jednak cieszyć, że uratowało remis, choć grało w dziesiątkę, gdy w 4 min za taktyczny faul wyleciał z boiska Wiśniewski. Ja powiem coś, czego dawno nie widziałem. Widzew walczył za dwóch, ze wszystkich sił, starał się wyjątkowo. I ten zdobyty punkt smakuje wyjątkowo pozytywnie.

Był Widzew ambitny, porwany walką, starającym się o korzystny wynik do samego końca. Na dodatek, wygląda na to, że okropnie skrzywdzony. Bo sędzia Kochanek w ostatniej akcji meczu powinien podyktować rzut karny dla Łodzian za uderzenie w twarz Kornvinga przez rywala. Arbiter, jak zwykle zachowawczy w takich sytuacjach, bez konsultacji z VAR, tego nie zrobił. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać, ale wygląda na to, że poziom sędziowania w Polsce osiągnął ten Hiszpański czyli… beznadziejny!

Trener Aleksandar Vuković: – Muszę powstrzymać pewne emocje, żeby nie powiedzieć trochę za dużo. Są ludzie bezkarni i ludzie, których można ukarać. Bo za takie przyłożenie się do pracy inni ludzie mogą ją stracić. Zaczynam od końca i sytuacji, która jest rzutem karnym dla Widzewa. Na pewno znajdą się wytłumaczenia, ale to będzie marne pocieszenie.

Była szansa wygrać ten mecz, ale z drugiej strony remisujemy ten mecz grając w dziesięciu z przeciwnikiem, który nie przegrał bardzo dużo meczów na swoim stadionie. Strzelamy trzy bramki i zespół pokazuje to wszystko, na czym nam zależy. Czyli ambicję, charakter i wolę walki oraz dobrą organizację gry. Trzeba było nagle zmienić ustawienie i zagrać inaczej niż się przygotowywaliśmy do meczu. W innych okolicznościach byłbym krytyczny wobec traconych bramek, ale widzę też wysiłek, jaki włożyliśmy w ten mecz. Tylko mogę podziękować piłkarzom za to, co zrobili i tylko żałuję, że nie zostali nagrodzeni za swoją grę i poświęcenie.

A teraz mecze u siebie: 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45

Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:3 (0:2)

0:1 -Garcia (15), 0:2 – Alvarez (36), 1:2 – Kapuadi (47, samobójcza), 1:3 – Baena (63), 2:3 – Banaszak (78), 3:3 – Shabani (89)

Widzew Łódź: Drągowski – Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, García – Selahi – Baena (87, Visus), Shehu (77, Kornvig), Alvarez, Fornalczyk (11, Żyro) – Świderski (46, Bergier).

Prosta Widzewska nauka po transferowym niewypale. Zatrudniasz tak zwaną gwiazdę, to dobrze sprawdź, jakie ma umiejętności, ale najpierw, jaki ma… charakter

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W rankingu największych transferowych przestrzeleń Widzewa i całej polskiej Ekstraklasy, oby to była długo czołówka nie do prześcignięcia. Na czele oczywiście Osman Bukari (transfer wymyślony przez panów Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego), a na niepodważalnym drugim miejscu – Hilary Gong (wynalazł go Tomasz Wichniarek).

Kupiony za 5 milionów euro (ktoś chyba rozum postradał!) Osman Bukari, odchodząc z Łodzi na wypożyczenie, twierdził że Crvena zvezda to jego futbolowa ziemia obiecana. A teraz i tam go nie chcą. Nie ma bowiem na świecie szkoleniowca, który tolerowałby treningowe olewactwo i traktowanie swych zawodowych obowiązków, jak dopust boży. A taki widać jest Bukari, że czy się stoi czy się leży, milionik euro z hakiem, za podpisanie przez naiwniaków z Łodzi kontraktu, się należy.

Oczywiście w starych, bardzo dobrych, czasach znalazłby się człowiek, który szybko pana Bukariego doprowadziłby do sportowego pionu albo zmusił do sportowej ucieczki, tam gdzie pieprz rośnie. O kim myślę? O Krzysiu Surlicie – piłkarzu z umiejętnościami, charakterem i mocnym pionem moralnym. Na dodatek wyjątkowo silną osobowość, o żelaznym (kto doświadczył, to pamięta do dziś) uścisku ręki.

W dzisiejszym rozmemłanym futbolowym świecie żaden menedżer, czy dyrektor sportowy, zanim nie ustali warunków kontraktu, widać nie robi… wywiadu środowiskowego. A powinien! Patrzy tylko, jakie sztuczki gość potrafi zaprezentować, gdzie i jak ostatnio grał czyli jakie ma sportowe CV. A może powinien przede wszystkim spojrzeć, jakim nowy, kreowany na gwiazdę piłkarz, jest człowiekiem, czy charakterologicznie wkomponuje się w zespół. Gdy tego nie robi, a nie robi, to potem wychodzą takie transferowe kwiatki…

A smutna, bardzo smutna, z naszego Łódzkiego punktu widzenia, prawda jest taka, że po zakończeniu wypożyczenia (jakkolwiek się ono skończy) Osman Bukari wróci do Łodzi, bowiem Widzew (oj, naiwny, naiwny) podpisał z nim kontrakt aż do czerwca 2030 roku!

ŁKS. Nie ma ludzi niezastąpionych. Oby cenne zwycięstwo nad Termaliką stało się początkiem czegoś lepszego

Fot. Artur Kraszewski

Domowy serial ŁKS przyniósł drugie, cenne zwycięstwo (nad Termaliką 2:1). Emocji było moc, na kilka ligowych spotkań. Do samego końca. Łodzianie pokazali, że potrafią być drużyną, choć zanim przystąpili do gry ze spadkowiczem z ekstraklasy, musieli sobie poradzić z wewnętrznymi turbulencjami. Nagle nie po drodze z ŁKS ma najlepszy strzelec – Piasecki. Ponoć szykuje się (wymuszony?!) transfer do Wisły Płock lub Radomiaka.

I co się okazało? Ano to co zwykle, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odpowiedzialność za grę wziął na siebie Arasa i choć dokonał w kontrach ze dwóch nie do końca słusznych wyborów, to on ciągnął grę Łodzian do przodu, dawał impuls do skutecznej walki. Dopóki miał siły był prawdziwym liderem Łodzian.

Tym razem to nie Ełkaesiacy musieli odrabiać straty. Strzelili dwie bramki i nie pozwolili sobie roztrwonić tego korzystnego, aczkolwiek wyjątkowo niebezpiecznego, prowadzenia. Chciałoby się wierzyć, że to taki mit założycielski, stworzenie podwalin pod pewność i skuteczność w ligowej grze. W tych piłkarza jest potencjał, są możliwości. Jeżeli mądrze ich się poskłada i poustawia to jest… nadzieja, która, jak wiadomo, umiera ostatnia.

23 sierpnia o godz. 19 w kolejnym ligowym pojedynku w Łodzi ŁKS podejmie Stal Mielec, która wygrała z Polonią Bytom aż 5:2. Ostatniego gola w doliczonym czasie gry zdobył… Michale Wyparło, syn legendy Stali i… ŁKS, bramkarza Bogusława. Przypomnijmy, że Łodzianie też pokonali Polonię, choć nie było tak efektownie i łatwo. ŁKS po walce i błyskawicznie strzelonych golach wygrał 2:1. Zapowiada się kolejny bardzo trudny mecz…

Rugbowa Łódź bliżej… Republiki Południowej Afryki. To da Budowlanym tak oczekiwany ekstraligowy medal?!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Już za chwilę, za chwileczkę ruszają rozgrywki ekstraligi rugby. W pierwszej kolejce WizjaMed Grot Budowlani Łódź 22 sierpnia o godz. 12.30 podejmie RzKS Juvenię Kraków. W minionych rozgrywkach w spotkaniu o piąte miejsce górą byli Budowlani, wygrali pewnie 43:17. Teraz zespół z Krakowa poprowadzi Riaan van Zyl, który będzie łączyć obowiązki trenera z rolą łącznika młyna. W Krakowie też w RPA szukali kadrowej pomocy. Zobaczymy, kto na tym lepiej wyjdzie. W Łodzi nie kryją, że po latach posuchy nadchodzi czas na medalowe czyny. Budowlani chcą być uczestnikiem najważniejszych ekstraligowych wydarzeń.

W minionych rozgrywkach widać było poprawę gry: pewną walkę w autach, coraz mocniejszy młyn i udane kopy między słupy Lucasa Niedzwieckiego, który został najskuteczniejszym graczem ekstraligi (253 zdobyte punkty). Mądrze kierował zespołem kapitan – Jakub Małecki. To jednak nie wystarczyło, żeby zagrozić najlepszym. Teraz ma być inaczej. Klub potwierdził, że Małecki nadal będzie kapitanem.

Jaki jest Łódzki sposób na medale? Wzmocnienie ligowej kadry zawodnikami (sześcioma?) z Republiki Południowej Afryki, kraju, który jest na światowym, rugbowym topie. Zbudowanie wyjątkowo mocnej formacji młyna, może być ważnym krokiem w stronę ekstraligowych sukcesów. To bowiem przewagi tej formacji zapewniły rugbowym tuzom nie jedno ligowe zwycięstwo.

Regulamin mówi, że rozgrywki rundy zasadniczej rozpoczną się 22 sierpnia, a zakończą 29 listopada, podziałem na grupę mistrzowską i grupę pucharową. W systemie rozgrywek zmieniono zasady rundy finałowej: drużyny, które zajmą 5 i 6 miejsce w grupie mistrzowskiej rozegrają dwumecz o 5 miejsce.

Cel Łodzian na koniec listopada jest jasny i prosty: miejsce w grupie mistrzowskiej, a potem walka o medale. Już zacieram ręce na ten mecz: w piątej kolejce na początku października Łodzianie podejmą zespół mistrza Polski – Awentę Pogoń Siedlce, w którym występuje nie jeden były gracz, swego czasu hegemona rugbowych zmagań, czyli drużyny, której niestety już nie ma – Budowlanych Rugby SA Łódź.

Ekstraliga Rugby 2026/2027 – 1. kolejka: WizjaMed Grot Budowlani Łódź – RzKS Juvenia Kraków (sobota, godz. 12.30), Energa Ogniwo Sopot – Budmex Rugby Białystok (sobota, godz. 13), ORLEN Orkan Sochaczew – RC Lechia Gdańsk (niedziela, 13.30), MKS Pogoń Awenta Siedlce – RK Sparta Jarocin (niedziela, 16), Life Style Catering RC Arka Gdynia – PGE Edach Budowlani Lublin – mecz przełożony na 28/11/2026.

Widzew. Mieli ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nich trudne do pokonania

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Miało być lepiej, a nie jest… dobrze. Można po porażce z Koroną patrzeć z niepokojem na to, co dalej z Widzewem. Trudno, żeby było inaczej, skoro w kolejnym meczu najlepszym piłkarzem Łodzian jest bramkarz – Bartłomiej Drągowski. Nie uchronił niestety zespołu przed porażką, ale uchronił przed… kompromitacją. Miejsce w bramce reprezentacji Polski być musi i już.

Porażka martwi, a zastanawia 70-minutowa zapaść Łodzian, którzy nie potrafili przejąć inicjatywy i odwrócić losów spotkania. Dlaczego się tak stało? Ano dlatego, że druga linia w swojej środkowej strefie grała słabo, słabiusieńko.

Trzeba to powiedzieć wprost, że kapitan, który powinien dawać przykład czyli Juljan Shehu był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku. Denerwująco źle rozgrywał piłki, na dodatek zapisał się do futbolowego Klubu Człapaków. Został na placu do końca, bo ma opaskę?! To całe przedsezonowe kruszenie kopii, żeby go zatrzymać w zespole wygląda po tym spotkaniu trochę… bez sensu.

Zaraz, zaraz, a Fran Alvarez czy Emil Kornvig? Wcale nie lepsi. Jak w tej sytuacji marzyć o skromnym ligowym sukcesie, czyli wygranej z niewygodnym ligowym przeciętniakiem?!

Mieliśmy ligowe góry przenosić. Na razie okazuje się, że nawet pagórki są dla nas trudne do pokonania. Co będzie dalej? 5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20.15. 6. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Lech Poznań, niedziela, 30 sierpnia, godz. 20.15. 7. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Widzew Łódź – Radomiak Radom, sobota, 5 września, godz. 14.45.

Był horror, ale… Drużyna Cedrus Sroki Łódź walczyła do końca i obroniła tytuł mistrzów Polski!

Zdjęcia: Sroki Łódź

Emocji nie brakowało. Najważniejsze, że cel został osiągnięty. Łodzianie obronili tytuł mistrzów Polski!

Przemysław Kwiecień – członek zarządu KS Sroki Łódź: w Bełchatowie znów stanęły naprzeciw siebie Cedrus Sroki Łódź i Wildcats Góra Kalwaria by walczyć o tytuł mistrza Polski w Rugby League. I znów Łodzianie wyszli z tego zwycięsko, choć po drodze musieli przeżyć prawdziwy horror.

Mecz zaczął się dla Srok koszmarnie. Już w pierwszej minucie Wildcats przejęli piłkę pod polem przyłożeń, zdobyli punkty i pewnie wykorzystali podwyższenie. Goście z Góry Kalwarii od razu narzucili tempo.

Pierwsze dwadzieścia minut, aż do przerwy na wodę, to była dominacja siłowa. Kilogramy i fizyczna przewaga Wildcats cofały Łodzian metr po metrze. Sroki ledwo zdobywali metry, a przeciwnik wyglądał na zdecydowanie mocniejszego. Końcówka pierwszej połowy tylko pogłębiła problemy. Błędy po stronie Srok, Wildcats karali natychmiast. Do szatni schodzono przy wyniku 24:10 dla Wildcats.

Po przerwie obraz gry zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Łodzianie zaczęli grać swoje rugby. Regularnie punktowali, a z Wildcats uleciało trochę pary. Drobniejsi, ale bardziej wydolni zawodnicy Srok przyspieszyli grę. Wejścia w kontakt gości nie były już tak miażdżące, różnica sił się wyrównała. Nerwy i emocje szły w górę aż do samego końca. Sędzia przedłużył mecz o kilkanaście minut z powodu przerw w grze i kontuzji.

W samej końcówce meczu,  karny dał Wildcats szansę, by wyrwać zwycięstwo. Sześć kolejnych prób pod samym polem punktowym Sroki obroniły jednak zębami i pazurami. I wtedy już można było cieszyć się z tytułu.

24 punkty dla Wildcats zdobył Artur Sulima. To on został wybrany MVP finału. Po stronie Srok punkty dokładali Kacper Wojtas, Karol Suchorzewski, Sergiusz Kalwinek, Szymon Krupa, Tomasz Zerbe i Kacper Połeć. Podwyższenia zamieniali Szymon Krupa (3) i Karol Suchorzewski (2). Z ławki rezerwowych cały czas wspierał swoich zawodników kontuzjowany kapitan Mateusz Kowalewski.

Tuż po meczu trener Srok Michał Wójcik nie krył satysfakcji: – Góra Kalwaria przyjechała naprawdę mocnym składem, pokazała się z bardzo dobrej strony. Cały mecz praktycznie prowadzili. Tak naprawdę nie wiem na gorąco, czy to mental chłopaków, czy taktyka, czy po prostu hybryda, pozwoliła wygrać nam ten mecz. Wielkie brawa dla drużyny, bo naprawdę odwrócili mecz.

Pełniący obowiązki kapitana Tomasz Zerbe dodał: – Były nawet momenty zwątpienia. Ja też dużo dając z siebie, ale też popełniłem parę błędów. Mecz mocno wyrównany, mocno fizyczny, dużo kontuzji, dużo przerw. Jednakże daliśmy radę. Pod koniec odpaliliśmy piąty bieg i udało się!

Sroki obroniły tytuł. Nie ma dużo czasu na świętowanie, ponieważ już we wrześniu wracają do rywalizacji w Mistrzostwach Czech.

ŁKS stracił jednego ze swoich liderów, ale w energetycznym, dramatycznym meczu nie dał sobie wydrzeć cennego zwycięstwa

Trzecie z czterech domowych spotkań, które Ełkaesiacy rozgrywają w sierpniu, przyniosło wiele emocji i cenny sukces. Dwa poprzednie to zwycięstwo i porażka.

Łodzianie wystąpili bez jednego ze swoich liderów – Piaseckiego, który jak mówi się oficjalnie oficjalnie: z powodów osobistych poprosił o krótki urlop. Tymczasem futbolowa plotka głosi, że już za chwilę, za chwileczkęPiasecki trafi do innego klubu (Radomiak, Wisła Płock?). To wszystko podobno pokłosie sytuacji z przegranego meczu z Chrobrym, gdy (niepotrzebnie!) zmieniony Piasecki, schodząc nie chciał podać ręki trenerowi Szoce. Konflikt oznacza rozstanie?!

Zszokowany tymi wydarzeniami, cofnięty na własne przedpole zespół, mógł rozpocząć mecz od straty bramki. W 6 min Łodzian ratował słupek po strzale Putiwcewa. Potem nie było lepiej. Gospodarze mieli furę szczęścia po uderzeniu Jakubika tuż nad poprzeczką.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Po rzucie rożnym (wykonawca: Wysokiński) w zamieszaniu podbramkowym refleksem napastnika popisał się Fałowski. ŁKS po raz pierwszy w tym sezonie, jako pierwszy, wyszedł na prowadzenie. Łodzianie poszli za ciosem. Po strzale Sokoła ręką w polu karnym zagrał Łężny. Podliński pewnie wykorzystał jedenastkę.

ŁKS w drugiej połowie miał przewagę i oczywiście frajersko stracił bramkę – po niepotrzebnym faulu Craciuna, strzale z rzutu wolnego i rykoszecie (piłka odbiła się Keiblingera). A potem musiał się bronić. Miał sporo szczęścia, bo rywale mieli jedną, drugą, kolejną bramkową szansę.

Zmiennicy grali słabo lub… tragicznie, jak Hinokio. Tymczasem… Kontry powinny przynieść trzeciego, rozstrzygającego gola. Podliński w 100-procentowej sytuacji trafił w słupek, a Strzałek nie pokonał w dogodnej sytuacji bramkarza gości. Ostatecznie jednak odniósł ważne zwycięstwo.

23 sierpnia o godz. 19 Łodzianie podejmą Stal Mielec.

ŁKS – Termalica 2:1 (2:0)

1:0 – Fałowski (31), 2:0 – Podliński (38, karny), 2:1 – Hilbrycht (61, wolny)

ŁKS: Węglarz – Sokół (62, Błachewicz), Rudol, Craciun, Fałowski, Keiblinger (74, Krykun), Wysokiński, Terlecki (62, Hinokio), Nowakowski (74, Strzałek), Arasa (90, Siwek), Podliński

Zmora zmór. Widzew przegrał z Koroną. Aleksandar Vuković: – Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał

Widzew po raz ostatni przegrał u siebie w styczniu. Od tamtej pory zanotował pięć zwycięstw i trzy remisy. I… zmora zmór dopadła znów Łodzian. Na triumf nad Koroną czekali od kwietnia 2024 roku i się nie doczekali. Przegrali 1:2. Szósta z rzędu wygrana Kielczan stała się faktem!

Lepsze jest wrogiem dobrego. Po co trener dokonywał roszad w składzie, po co mieszał w defensywie, najbardziej czułej z czułych formacji? Wyszedł na tym, podobnie jak cały zespół, jak Zabłocki na mydle. Przykre doświadczenie, pokazujące Widzewowi miejsce w szyku. Na wybicie się na wielkość na razie chyba za wcześnie. Trzeba znów, jak w minionym sezonie, myśleć o zabezpieczeniu tyłów, bo inaczej może się to znów skończyć dramatyczną walką o utrzymanie.

Trener Aleksandar Vuković: – Niestety, zamiast kroku do przodu zrobiliśmy coś odwrotnego. Nie tego się spodziewaliśmy i to nie jest do zaakceptowania. Początek, dwadzieścia pierwszych minut, było na najlepszym poziomie u nas w tym sezonie, ale to było za mało.

Przeciwnik strzelił dwa gole ze stałych fragmentów i to nie powinno się przydarzyć. Pojawiła się chwila nerwowości w tych sytuacjach. Zabrakło nam odpowiednich reakcji. Szybko stracone prowadzenie wprowadziło nerwowość w naszej grze.

Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał. My nie możemy stracić wiary w siebie, bo były fragmenty i momenty gry, gdy pokazaliśmy się dobrze.

Jeżeli chodzi o Mario Garcię, to zagrał bardzo dobry mecz i dał dużo z siebie i zwyczajnie na koniec zabrakło sił. Dlatego zszedł z boiska, żeby nie doznał urazu. Jeśli chodzi o Jusufa Gazibegovica, to musimy poczekać na badania, ale na pewno czeka go kilka dni przerwy.

Korona ma dużo jakości, zwłaszcza w środku pola. W pierwszych minutach pressing z naszej strony był skuteczny. Analizowaliśmy nasz mecz w Białymstoku i tak zagraliśmy. Szkoda tego początku spotkania, bo szybko zdobyliśmy bramkę i mieliśmy szanse na dwie kolejne.

5. kolejka PKO BP Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Widzew Łódź, sobota, 22 sierpnia, godz. 20:15

Widzew – Korona Kielce 1:2 (1:2)

1:0 – Kapuadi ( (8), 1:1 – Fassbender (8), 1:2 – 26. Fassbender (26)

Widzew: Drągowski – Gazibegović (44, Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, García (84, Boia) – Fornalczyk (46, Baena), Shehu, Kornvig (71 ,Akere), Alvarez (84, Selahi) – Świderski, Bergier

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑