Ryżową Szczotką

Rezerwowy Pafka

Page 2 of 193

21 lat temu odbył się na boisku przy ul. Niciarnianej ostatni trening Widzewa. Od tego czasu to miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło…

Nikt z młodych ludzi, którzy odwiedzają to miejsce (dom kultury, hala, korty) nie uwierzyłby, że tuż obok, przy ul. Niciarnianej było piłkarskie boisko i to takie, które stanowi kawał pięknej historii Łódzkiego futbolu.

Tu odbywały się tradycyjne, dziś zapomniane, mecze – Puchar Wyzwolenia Łodzi – podczas których dochodziło do ekscytujących, derbowych starć pomiędzy ŁKS, a Widzewem. Tu, tak to nie przejęzyczenie, 21 (słownie: dwadzieścia jeden) lat temu odbył się ostatni trening piłkarzy Widzewa!

Miejsce drzewami, krzewami i trawą zarosło. Może są tu jakieś wyjątkowe roślinki, których nie ma w innych rejonach miasta, może są wyjątkowe owady, może czasami odwiedzą miejsce coraz bardziej pewne swego w Łodzi – dziki, choć raczej nie, bo tereny nie wyglądają na zryte. Tylko dziury są, w które kiedyś wbite były bramki, a teraz bramki (czy raczej to, co z nich zostało) zdemontowano, żeby teren nie kojarzył się z futbolowym placem i sportowego wstydu nie było widać.

Od wielu, wielu lat boisko (?!) przy ul. Niciarnianej to po prostu sportowy ugór. Jak nic powinien się o jego piłkarskie przeznaczenie upomnieć ŁZPN, ale widać z tą sprawą, nie pierwszą, nie ostatnią, mu nie po drodze…

Z krążących wokół opowieści można usłyszeć, że teren trafi w ręce deweloperów. Tak, jakby boisk i placów rekreacyjnych w mieście było pod dostatkiem! Powiedzmy wprost: wielki, wielki smutek i żal…

W grze ŁKS luz i blues. Coraz realniejsze są marzenia o walce o ekstraklasę!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS mógł zaimponować w wygranym 4:0 meczu z Pogonią Siedlce. Praktycznie przez cały pojedynek miał inicjatywę, dyktował warunki gry. Nic dziwnego, że odniósł wysokie, pewne zwycięstwo. W grze Łodzian czuć i widać było luz, blues, pewność swoich możliwości i umiejętności. A akcje po których gole strzelali: Fabian Piasecki i Andreu Arasa – palce lizać. Spryt Mateusza Wysokińskiego przy wykonywaniu rzutu wolnego (posłał piłkę pod nogami tworzących mur piłkarzy) też został sowicie nagrodzony.

Mogło się podobać też to, że Łodzianie pilnowali gry. Nie pozwolili rywalom na wyprowadzanie groźnych kontr. Uważnie kontrolowali strefy boiska, w których Siedlczanie próbowali atakować. Nic dziwnego, że zachowali czyste konto. Forma rośnie, na decydujące mecze o baraże o ekstraklasę. Trzymamy kciuki, żeby się udało!

Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi. 11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

Pogoń, choć prowadziła, nie miała wiele do powiedzenia w meczu z Wieczystą, przegrywając u siebie 1:4. W defensywie, jak widać po wyniku, miała moc kłopotów. Czy zespół z Grodziska Mazowieckiego jest już syty osiągniętym celem – utrzymaniem się w I lidze?

Wrocławianie grali w Łęcznej z Górnikiem i choć się tego meczu obawiali, to go pewnie wygrali 4:0, prezentując podobny luz, jak Łodzianie. W ataku potrafili być bardzo mocni i wykorzystywać sytuacje. Na skutek zawartej umowy (bariera finansowa!) w tym spotkaniu raczej nie wystąpi odgrywający coraz większą rolę we wrocławskiej drużynie, były lider ŁKS – Michał Mokrzycki.

W sumie łodzianom do rozegrania pozostały mecze: z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, Śląskiem Wrocław, Puszczą Niepołomice oraz Górnikiem Łęczna. Nie jest to łatwy kalendarz!

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. W ten sposób nie strzeli się zwycięskiej bramki i nie wygra kolejnego meczu o wszystko, tym razem z Lechią!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

To nie było futbolowe widowisko, tylko ligowy ból i zgrzytanie zębów. Ten pogląd podzielali wszyscy kupujący na osiedlowym ryneczku. Widać było od razu, ilu Widzew ma tu wiernych, choć strasznie rozczarowanych i smutnych, kibiców.

Antygra Łodzian w stolicy nie przyniosła nawet punktu. Prawda futbolowa jest taka. Jeśli nie chcesz wygrać, robisz wszystko, żeby uratować remis, to z reguły wychodzisz na tym, jak Zabłocki na mydle. I tak się stało w Warszawie. Widzew przegrał z Legią w ostatniej akcji doliczonego czasu gry 0:1.

Wydawało się po ostatnich meczach, że jedno, co się udało Widzewowi, to zbudować solidną defensywę, a nawet szerzej – grę obronną. I co? Łodzianie doprowadzili w ostatnich minutach pojedynku w Warszawie do chaotycznej obrony Częstochowy (po faulu wymyślonym przez sędziego!), gdzie więcej było pod własną bramki zagubienia i paniki, niż zdrowego rozsądku. Zabrakło lidera defensywy, a powinien nim być Przemysław Wiśniewski, który by to uporządkował i po prostu posprzątał, odbierając rywalom nadzieję na bramkową okazję. To już się nie wróci, a walczyć trzeba dalej.

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi kolejny mecz ostatniej szansy, tym razem z Lechią Gdańsk. Czy będzie w stanie stworzyć bramkowe sytuacje i przynajmniej jedną, zwycięską skutecznie wykończyć?

Do tego celu potrzebna jest odważna, kreatywna druga linia, której liderem będzie… No, właśnie kto? Takiego w Warszawie nie było, co potęgowało tylko chaos na skrzydłach i brak składnych akcji.

Wróci po odcierpieniu kartkowej kary Juljan Shehu i wszystkim pokieruje? Oj, chciałoby się w to wierzyć, ale na razie Albańczyk ma wiosną więcej nieudanych niż udanych występów. Może jednak w decydującej chwili to się zmieni, a wtedy skrzydłowi będą bardziej przydatni i niebezpieczni, a napastnik doczeka się bramkowych sytuacji i wpisze na listę strzelców.

Efektowne, drugie z rzędu, zwycięstwo na swoim boisku daje drużynie ŁKS miejsce w ligowej czołówce!

ŁKS w efektownym stylu, grając ofensywnie i z pomysłem, pokonał Pogoń. Odniósł drugie z rzędu zwycięstwo na swoim boisku. 13 nomen omen ligowy sukces daje łodzianom miejsce w czołówce I ligi i pozwala coraz realniej myśleć o barażach o ekstraklasę.

Trener Szoka w miejsce kontuzjowanego Pingota postawił na Fałowskiego. Tak, wystawił tych samych ludzi, co w zwycięskim meczu ze Stalą Rzeszów (2:1). I jak się okazało, miał rację!

Zaczęło się inaczej. ŁKS nie musiał odrabiać strat. Po centrze Terleckiego do główki szykował się Norlin, ale uprzedził go Jakubik i posłał piłkę głową do własnej bramki. Szczęście i zaraz nieszczęście. Uraz nogi, którego doznał Bobek przy wcześniejszej akcji, wymusił zmianę. W bramce zastąpił go Bomba.

W kolejnej akcji łodzian Loffelsend, strzelając z półwoleja na bramkę, trafił w rękę Misia. Rzut karny. Niestety, Craciun posłał piłkę wysoko nad poprzeczkę! Powinien być komfort. Tak się niestety nie stało. Ale ŁKS się nie zraził, atakował dalej. I cel osiągnął.

Po znakomitej akcji przeprowadzonej przez Wysokińskiego (prostopadłe podanie) i Hinokio (odwrócenie się w polu karnym i centra), Piasecki zdobył głową swoją jedenastą bramkę w rozgrywkach. Szkoda, że Arasa nie trafił w kolejnej, dogodnej sytuacji, bo prowadzenie mogło być bardziej efektowne. Co się odwlecze…

Sprytny strzał Wysokińskiego z rzutu wolnego… pod murem rywali dał trzeciego gola na początku drugiej połowy. Za chwilę po znakomitym prostopadłym podaniu Hinokio, Arasa pewnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. Przewaga ŁKS ani przez moment nie podlegała dyskusji! Łodzianie odnieśli efektowne zwycięstwo.

Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi. 11 maja o godz. 18.30 mecz Śląsk Wrocław – ŁKS.

ŁKS – Pogoń Siedlce 4:0 (2:0)

1:0 – Jakubik (6, samobójcza), 2:0 – Piasecki (44, głową), 3:0 – Wysokiński (48, wolny), 4:0 – Arasa (52)

ŁKS: Bobek(11, Bomba)- Rudol, Craciun, Fałowski, Loffelsend (57, Krykun) -Wysokiński, Terlecki(57, Wojciechowski), Hinokio, Norlin – Arasa (57, Toma),Piasecki (67, Lewandowski)

Ostatnia akcja meczu pogrążyła Widzew. To chyba gwóźdź do ekstraklasowej trumny. Trzeba się szykować na walkę w I lidze!

Wielkiego grania w ligowym klasyku nie było. Raczej wiało nudą. Wydawało się, że padnie nudny remis, ale Legia walczyła do końca. W ostatniej akcji spotkania, po wielkim zamieszaniu w polu karnym gości, Warszawianie zdobyli zwycięskiego gola. To dla Widzewa 15 ligowa porażka, Czy zarazem gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

Zaczęło się źle, a mogło jeszcze gorzej. Już w 3 minucie Legia miała znakomitą bramkową okazję, ale strzał Rajovicia obronił Drągowski. W odpowiedzi tuż obok słupka uderzał Kornvig. Legia powoli, powoli, ale niestety, przejmowała inicjatywę. Łodzianie koncentrowali się na defensywie. Piłka co chwila wracała na przedpole łodzian. Dodatkowa siła przyciągania, czy co?!

Na samym posiadaniu przewagi i inicjatywy się kończyło. Nie było bramkowych akcji (na szczęście!) wojskowych. Nie było niestety szybkich, groźnych kontr gości. W samej końcówce po centrostrzale Alvareza bez trudu piłkę złapał bramkarz gospodarzy. W sumie w pierwszej połowie futbolowego szału nie było.

Bardziej aktywni od piłkarzy byli kibice. Sektorówki, popisy sztucznych ogni (1 maja, a nie w… Sylwestra!). Czy w kierunku takich atrakcji ma zmierzać polska piłka nożna?!

A na boisku główkował Piątkowski – minimalnie obok słupka. W odpowiedzi: po wrzutce Fornalczyka, w boczną siatkę trafił Issac, choć z ostrego kąta mierzył w okienko. Piłkę po strzale Żyry pewnie złapał Hindrich.

To nic. Najgroźniej było po akcji Nsame. Na szczęście jego strzał z 11 metrów został zablokowany. Widzew też chciał coś zrobić, ale Bergier główkował nad poprzeczkę. Jeszcze Adamski główkował tak, żeby piłka trafia w ręce Drągowskiego. Gdy wydawało się, że mecz skończy się nudnym remisem, w ostatniej akcji Łodzianie stracili gola. Rywale wykorzystali totalny chaos, który zapanował w Łódzkim polu karnym. Mamy gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

9 maja o godz. 14.45 Widzew zagra w Łodzi z Lechią Gdańsk.

Legia Warszawa – Widzew 1:0 (0:0)

1:0 – Adamski (90+8)

Widzew: Drągowski -Żyro, Wiśniewski, Kapuadi -Isaac(81, Krajewski), Kornvig, Selahi(81, Baena), Kozlovsky -Alvarez, Fornalczyk(78, Bukari)-Bergier(90+1, Zeqiri)

To się czyta! Butcher’s Crossing – książkowy western, który odziera cię ze złudzeń

W dzieciństwie był to mój ulubiony gatunek filmowy. Czytałem też wszystko, co choćby tylko ocierało się o western. Potem zafascynował mnie antywestern. A teraz? W wydanej blisko 70 lat temu książce widziałbym co najwyżej historyczną, westernową ramotkę, tymczasem…

Jak jak to lubię – literackie odkrycie! Bez sentymentów i rozczulania się. Wyprawa na bizony w Kansas w połowie XIX wieku dla głównego bohatera, to wręcz życiowe wyzwanie, przekraczanie smugi cienia, milowy krok w brutalną dorosłość. Doświadczenie wyjątkowe, egzystencjalne.

Autor sugestywnie kreśli obrazy polowania, podszytego żądzą mordu. Pokazuje bez sentymentu ekstremalne trudy przetrwania w zimowej głuszy. A potem dramatyczny i tragiczny powrót do rzeczywistości, przynoszący wielkie rozczarowanie. Przepada cały bizoni łup, a jeszcze okazuje się, że interes stał się nieopłacalny, gdyż podaż przerosła popyt. Główny bohater, mocniejszy tym doświadczeniem, wie, że musi poszukać innej życiowej drogi…

Nic dziwnego, że ta sugestywna, działająca na wyobraźnię, wciągająca powieść doczekała się ekranizacji (znanej u nas pod tytułem Instynkt przetrwania), a jedną z głównych ról zagrał Nicolas Cage.

John Williams, Butcher’s Crossing, tłumaczenie Maciej Stroiński, Wydawnictwo Filtry, 2026

Łódź stolicą żeńskiej siatkówki. Złoty medal dla PGE Budowlani. Mistrzynie mówią wprost o spełnionych marzeniach!

Zdjęcia: Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Miałem napisać tak zaczynający się tekst o polskiej siatkówce: Co tam panie w Tauron Lidze? A nic, nuda, wszystko, co fachowcy wróżyli przed sezonem się sprawdziło. I proszę. NIE sprawdziło się! Sport potrafi być zaskakujący, nieprzewidywalny, przynieść niespodziankę. Za to kochają go miliony.

W piątym meczu finału Tauron Ligi wielki faworyt – DevelopRes Rzeszów przegrał z PGE Budowlanymi Łódź 1:3. Siatkarki łódzkiego klubu wygrały rywalizację do trzech zwycięstw 3-2 i po raz pierwszy w historii wywalczyły mistrzostwo Polski siatkarek.

Budowlani: Paulina Damaske, Joanna Lelonkiewicz, Maja Storck, Rodica Buterez, Sasa Planinsec, Alicja Grabka – Justyna Łysiak (libero) oraz Nadia Siuda, Bruna Honorio. Trener: Maciej Biernat.

Łodzianki zagrały w finale po raz trzeci, w latach 2017 i 2019 zdobyły srebrne medale, mają też w dorobku trzy brązowe krążki (2018, 2023, 2025). W obecnym sezonie wywalczyły również Puchar Polski.

Paulina Damaske. otrzymała nagrodę MVP w finałowym meczu. Zdobyła 24 punkty. Atakowała ze skutecznością 44 procent. W rozmowie z Polsatem Sport: – Chciałyśmy zrobić dobre widowisko. Rywalki postawiły się w dwóch ostatnich setach, ale zrobiłyśmy to. Mój talizman przyjechał na to spotkanie. Na trybunach miałam wsparcie mamy oraz chłopaka.

– To jest nasza mocna strona. Wiedziałyśmy, że musimy przycisnąć rywalki silną zagrywką, żeby odrzucić je od siatki. Byłyśmy świetnie przygotowane taktycznie i dzięki temu, że zachowałyśmy chłodną głowę, możemy teraz świętować mistrzostwo – powiedziała libero PGE Budowlanych – Justyna Łysiak.- Jestem niesamowicie dumna i szczęśliwa. Ten medal to spełnienie moich marzeń. Walczyłyśmy o marzenia każdej z nas i wygrałyśmy.

Finałowa rywalizacja była ostatnim akcentem w sportowej karierze dwóch łódzkich siatkarek. Z boiskiem żegnają się Bruna Honorio i Aleksandra Wenerska.

– Ten piąty mecz przy pełnej hali jest oznaką pięknych czasów naszej siatkówki. Powinniśmy się z tego cieszyć – przyznał prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, Sebastian Świderski w rozmowie z polsatsport.pl.- To spotkanie pokazało, jak przewrotna jest żeńska siatkówka, jak potrafi sprowadzać z nieba do piekła i za chwilę z tego piekła wyprowadzić do wielkiego świętowania mistrzostwa Polski. Łódź na koniec podnosi puchar i cieszy się ze złotego medalu. To jest piękno siatkówki, że te wyniki nie są oczywiste.

Czy w meczu z Legią, jak Feniks z popiołów, odrodzi się zepchnięty na margines Osman Bukari?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

1 maja o godz. 20.30 Widzew zagra kolejny mecz o ligowe życie w Warszawie Legią. Czy w wyjątkowo trudnej sytuacji kadrowej trener Vuković znów, zamiast na konstrukcję, postawi na destrukcję? Mając nadzieję, że taka gra, poparta jedną dwoma składnymi kontrami, może przynieść coś więcej niż bezbramkowy remis. Jak będzie, zobaczymy…

Nie ma czego zazdrościć łódzkiemu szkoleniowcowi. Musi przebudować, kluczową dla grania, drugą linię łodzian. Z powodu kontuzji nie wystąpi jeden z dwóch najlepszych piłkarzy zwycięskiego meczu z Motorem – Lerager, a z powodu nadmiaru żółtych kartek – Shehu. Ostał się jedynie Selahi. Na jednym, grającym w kratkę, pomocniku trudno budować ligowy optymizm.

Czy w tej sytuacji Vuković wystawi mającego zbyt dobry humor, jak na podbramkową sytuację drużyny, co zostało zauważone i ostro skrytykowane przez kibiców – Kornviga? Piłka kocha takie historie. Czy jak Feniks z popiołów odrodzi się, odsądzany od czci i wiary, Bukari? Trener Vuković dał mu czas na popracowanie nad formą. Jeśli naprawdę ma umiejętności na miarę wielkości transferu, to może okazać się pomocny. A może to będzie znów czas kapitana Pawłowskiego, który zasiedział się na ławce rezerwowych, ale umiejętności i możliwości wciąż ma?

Kto jednak wie, czy najwięcej w warszawskim meczu nie będzie zależeć od dwóch ludzi. Dającego spokój i pewność bramkarza Drągowskiego oraz będącego jak skała, nie do przejścia, stopera Wiśniewskiego. Zawsze można liczyć na to, że coś pozytywnego wymyślą i zrealizują: Alvarez, Bergier i Fornalczyk. A zatem, z nadzieją: Widzewie do boju!

Ełkaesiacy po pokonaniu domowej, ligowej zmory nie po raz pierwszy i oby nie ostatni pokazali, że są Rycerzami Wiosny w Walce do Samego Końca

Fot. Artur Kraszewski

Nareszcie koniec domowej zmory. ŁKS wygrał ligowy mecz u siebie, pierwszy w 2026 roku. Pokonał Stal Rzeszów 2:1. Nie było łatwo i przyjemnie, bo zaczęło się jak zwykle ostatnio. Łodzianie stracili zbyt szybko i zbyt łatwo bramkę, więc co? Musieli odrabiać straty. Udało się! Nie po raz pierwszy i oby nie ostatni, jeżeli znów przytrafi się taka sytuacja.

Najważniejsze słowa trenera Grzegorza Szoki po zwycięskim spotkaniu: – Ten zespół wierzy do końca. Ten zespół chce, pracuje i walczy. Wie, że potrafi odmienić losy spotkania. W Tychach się nie udało, więc teraz, chociaż nie był to wielki mecz, bardzo ważne było to, że na bramkę rywala odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami.

Fot. ŁKS Łódź

ŁKS odniósł dwunaste ligowe zwycięstwo, szóste na własnym boisku i pokazał, że w tym sezonie jest Rycerzem Wiosny w Walce do Samego Końca. Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni okazało się, ile znaczą na boisku ambicja, wola walki i wiara w sukces.

Łodzianie nie grali perfekcyjnie. O to, to nie, ale przewrócili kolejny mecz do góry nogami, wychodząc na swoje. Można mieć pretensje za pogubienie się przy stracie gola, za małą kreatywność drugiej linii, brak dokładnego ostatniego podania, ale suma wszystkich strachów nie okazała się decydująca. Ełkaesiacy pokazali, że wierzą w sukces i potrafili tę wiarę przekuć w zwycięstwo.

Każde odwrócone, zwycięskie spotkanie ma swojego nieoczywistego bohatera Tym razem został nim pomocnik Gustaf Norlin. Jak Szwed potrafił zmieścić piłkę w bramce, strzelając z ostrego kąta i trafiając precyzyjnie między słupkiem i bramkarzem, pozostanie jego tajemnicą. Ten gol to taka wisienka na torcie. Norlin cały czas, napędzany wiarą w sukces, przesuwał grę do przodu. Nie dał drużynie przysnąć, zniechęcić się, momentami ciągnął ją za uszy. Nie jedyny, ale jakże skuteczny!

Pierwszy domowy sukces obejrzało na stadionie 5717 kibiców. Na kolejne mecze powinno przyjść ich więcej. Nie będzie ligowego ple, ple, ple, tylko poważna gra o wysoką stawkę czyli walka o ekstraklasę. 2 maja o godz. 19.30 ŁKS podejmie Pogoń Siedlce. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

Cywile walczyli po praz pierwszy w wyjątkowym biegu w kopalni soli w Wieliczce – z podziemi do poziomu zero- w tym nasz Jarosław Piechota i jego ludzie!

Zdjęcia: archiwum Jarosława Piechoty

Niezmordowany Jarosław Piechota startuje, ilu tchu w piersiach.

Opowiada: – Brałem udział w niesamowitych zawodach SALT VERTICAL 2026. Zawsze podczas imprez towerrunning’owych biegniemy z poziomu 0 w górę, a tym razem biegliśmy z podziemi do poziomu zero.

Bieg Żupny w kopalni soli w Wieliczce odbywał się dotąd tylko dla służb straży pożarnej, a w tym roku dzięki determinacji Tres Compañeros i wsparciu SALCO mogliśmy i my, cywile, wziąć w nim udział po raz pierwszy.  

Bieg odbywał się w Szybie Daniłowicza a do pokonania mieliśmy 110 m w pionie, 650 schodów i 90 półpięter. Trasa była tylko częściowo oświetlona, stąd wymóg posiadania czołówki był bardzo przydatny. Była to super zabawa, bo bieg odbywał się po wąskiej drewnianej konstrukcji, gdzie tuż po starcie po kilku schodach musieliśmy się wspiąć po drabinie do okienka szybu i tam pierwsze kilka pięter po ciemku biec w górę. Na mecie czekało nas głośne przywitanie kibiców, pyszny poczęstunek i świetna koszulka finishera.

Z całego serca polecam tę imprezę. Marcin Ścigalski świetna organizacja, wspaniała atmosfera, robicie super robotę! Niezmiernie gratulacje dla mojej grupy Piechotą po schodach. (Orion Business Tower Łódź – treningi) i dla wszystkich znajomych towerrunning’owców.

Pierwsze i mam nadzieję, że będą kolejne edycje, bo naprawdę świetnie zorganizowane przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości zawody i piknik. Ważnym przesłaniem tutaj była charytatywność tej sztafety, dedykowana dzieciom nieuleczalnie chorym z Łódzkie Hospicjum dla Dzieci Łupkowa.

Rywalizacja pomiędzy służbami mundurowymi była naprawdę imponująca, a w rywalizacji cywili mojej drużynie Piechotą po schodach udało się wywalczyć wysokie czwarte miejsce. Pogoda początkowo dość wietrzna nie zepsuła nam doskonałych humorów, a pod koniec wyszło słońce i piknik udał się wyśmienicie.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑