Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 12 of 57)

Na pytanie: kto był najlepszym francuskim piłkarzem: Zidane czy Platini, odpowiedział: – Żaden z nich, to byłem ja! Erica Cantonę zobaczymy w kryminalnym serialu

Ten serial obejrzę na pewno. Nie wiem, jaką ma wartość artystyczną, ale… W roli głównej wystąpi mój ulubiony piłkarz!

Premierowe odcinki serialu z Erikiem Cantoną- Podróżnik – będzie można obejrzeć na kanale 13 Ulica. Pierwszy odcinek w środę 29 października o godz. 22.Cantona gra Thomasa Bareskiego, byłego policjanta mieszkającego w kamperze, który rozwiązuje niewyjaśnione sprawy kryminalne we Francji.

Tak w opisie charakteryzuje się bohatera serialu: Wolny duch, miłośnik natury, żyjący w swoim kamperze, Bareski to wyjątkowy człowiek i niezwykły detektyw gotowy całkowicie podporządkować swoje życie misji, którą sobie wyznaczył.

Eric to doświadczony aktor. Wystąpił w ponad 30 filmach. Ten bodaj najbardziej znany to: Szukając Erica w reżyserii Kena Loacha, którego był współproducentem. Ten obraz był nominowany do Złotej Palmy w CannesEric dwukrotnie próbował swoich sił jako reżyser.

W czasie sportowej kariery osiągnął wiele sukcesów. Był mistrzem Francji z Olympique Marsylia, a potem czterokrotnie mistrzem Anglii z Manchesterem United. W seniorskiej karierze w 368 spotkaniach strzelił 131 bramek. W reprezentacji Francji rozegrał 45 meczów i zdobył 20 goli.Był też kapitanem i trenerem francuskiej reprezentacji w piłce plażowej, z którą zdobył mistrzostwo świata. Cantona zwyciężył w plebiscycie na najlepszego piłkarza w historii angielskiej Premier League.

Znany jest też niestety z trudnego charakteru i… chuligańskiego incydentu. 30 lat temu, w czasie meczu Premier League Crystal Palace – Manhester United, frustrację schodzącego z boiska piłkarza (dostał czerwoną kartkę za kopnięcie rywala) zauważył zasiadający na trybunach Matthew Simmons. Zbiegł więc jedenaście rzędów, by dać mu do słuchu. Cantona nie pozostał bierny. Wpadł w niego z impetem, używając do tego ciosu kung-fu. Kopnięcie poprawił serią uderzeń na głowę.Został zawieszony na wiele miesięcy. Otrzymał także karę 120 godzin robót publicznych.

Całe wydarzenie Cantona podsumował w charakterystyczny dla siebie sposób. Na zwołanej przez Manchester United konferencji wypowiedział słowa, które na zawsze przeszły do historii. – Kiedy mewy podążają za kutrem, dzieje się tak dlatego, że myślą, iż sardynki będą wrzucane do morza – powiedział, po czym, nie czekając na pytania, wstał i wyszedł.

Po zakończeniu kariery Eric skupił się nie tylko na filmie. Nawoływał do bojkotowania banków, zachęcając ludzi do wypłacania pieniędzy z własnych kont. Później zbierał podpisy, by wziąć udział w kampanii prezydenckiej, a także sam podpisał petycję, by zwolnić z więzienia bezprawnie przetrzymywanego palestyńskiego piłkarza Mahmouda Sarsaka. Ten, po kilku miesiącach od jego interwencji, opuścił izraelski areszt.

Wyjątkowo kontrowersyjny człowiek i zawodnik, ale bez dwóch zdań futbolista znakomity. Na pytanie, kto był najlepszym francuskim piłkarzem: Zidane czy Platini, odpowiedział: – Żaden z nich, to byłem ja!

Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który przegrał szósty mecz na obcym boisku. Ale to co wyprawiał arbiter woła o pomstę do nieba!

Pogoń i ŁKS przed meczem łączyło jedno: fatalny bilans. Łodzian – meczów wyjazdowych: jedno zwycięstwo, jeden remis i pięć porażek, siedlczan – spotkań u siebie: jedno zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki. Jak to się skończyło? Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który, choć prowadził w Siedlcach, zszedł z obcego boiska pokonany, po raz szósty w sezonie. Niestety.

Łodzianie zaczęli mocno z wiarą w swoje możliwości – od pressingu i szukania akcji ofensywnych. Wiele zmieniło nieodpowiedzialne, ostre wejście Jakubika w Fałowskiego. Siedlczanin nie ujrzał za to brutalne zagranie nawet żółtej kartki (no po prostu kolejny sędziowski skandal!). Kontuzjowany młody obrońca musiał opuścić boisko, podobnie, jak ze względów taktycznych, Głowacki. Dwie zmiany w ŁKS już w 14 minucie!

Łodzianie uznali, że na kłopoty najlepszy będzie… gol! Kapitalnym uderzeniem zza pola karnego pod poprzeczkę popisał się Mokrzycki, który przejął opaskę kapitana od Głowackiego. To jego pierwsza bramka w sezonie.

Gospodarze próbowali przejąć inicjatywę, ale niewiele groźnego z tego wynikało. To goście mieli szansę na podwyższenie prowadzenia. Niestety w doskonałej sytuacji pomylił się Ernst.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak stało się też tym razem. Po rzucie wolnym nieupilnowany Dzięcioł doprowadził strzałem głową do wyrównania. Mogło być jeszcze inaczej, ale w doliczonym czasie gry Loffelsend trafił w poprzeczkę!

Druga połowa zaczęło się od gola dla gospodarzy, którzy mieli przy tym łut szczęścia. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Famulak. Po rykoszecie piłka zmyliła Bobka i wpadła do siatki. Pogoń była coraz śmielsza. Miała kilka szans na trzeciego gola (m.in. Pik trafił w poprzeczkę).

A ŁKS? Niestety gasł w oczach, będąc kompletnie (negatywnie) odmienionym zespołem w stosunku do pierwszej połowy. Konsekwencją była trzecia bramka dla siedlczan zdobyta z rzutu karnego podyktowanego po faulu(?!) Mokrzyckiego. Powiedzmy sobie szczerze, że jedenastka wzięta kompletnie z powietrza. W podobnej sytuacji po drugiej stronie boiska, arbiter nie użył nawet gwizdka!

Sędziowanie w Polsce to jest dopiero zmora zmór. Pan Rasmus powinien być za ten wątpliwej jakości występ szybko rozliczony! Nie zmienia to faktu, że druga połowa ŁKS była fatalna. Klasyczna, jeśli chodzi o wyjazdowe występy.

3 listopada o godz. 18.45 pojedynek ŁKS – Śląsk Wrocław, ale wcześniej już wtorek, 28 października, godz. 17:30 mecz Pucharu Polski: ŁKS – GKS Katowice, transmisja TVP Sport.

Pogoń Siedlce – ŁKS 3:1 (1:1)

0:1 – Mokrzycki (17), 1:1 – Dzięcioł (45, głową), 2:1 – Famulak (61), 3:1 – Flis (86, karny)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski (14, Jurkowski), Głowacki (14, Kupczak), Loffelsend (64, Krykun), Mokrzycki, Wysokiński (64, Piasecki), Ernst, Toma, Lewandowski

Słodka, sportowa zemsta Czubaka na Widzewie. Słabi łodzianie przegrali siódmy ligowy mecz. To są po prostu tylko… męczennicy futbolu

Po chwilowej euforii z powodu pojawienia się nowego trenera i zwycięstwa, wszystko wróciło do normy czyli wielkiego ligowego rozczarowania. Widzew przegrał siódmy mecz w sezonie, piąty na obcym boisku, prezentując katastrofalną grę defensywną i niemoc w organizowaniu ataków.

Przez pierwsze minuty więcej było faulowania niż grania. Przy takim przebiegu wydarzeń do rangi wydarzenia urosła żółta (premierowa!) kartka dla mocno reagującego na boiskowe wydarzenia trenera Jovicevicia. Trudno się jednak nie denerwować na arbitrów, gdy gwiżdżą, wydaje się, znów krzywdząc Widzew! Czubak w obrębie szesnastki uderzył Visusa łokciem w tył głowy. Rzut karny nie został jednak podyktowany.

Może łodzianie zbyt długo roztrząsali w sobie tę sytuację, bo… stracili gola. Znów katastrofalnie zachowali się w defensywie (skąd my to znamy!). Piłkę dośrodkowywał Rodrigues, nie zdołał przeciąć jej lotu Therkildsen. W tej sytuacji akcję zamknął niepilnowany Król, celnym strzałem z kilku metrów. Motor chciał pójść za ciosem, ale na szczęście Kikolski obronił strzał Ronaldo.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W pierwszej akcji drugiej połowy gospodarze podwyższyli prowadzenie! Król swoim dynamicznym atakiem uczynił łódzką defensywę dziećmi pijanymi we mgle. A może trzeba konkretnie powiedzieć, kto zawalił sprawę? A zatem kto? Po raz drugi Therkildsen! Wróćmy do akcji. Król strzelił, ale tak, że piłka dotarła do byłego widzewiaka Czubaka, a ten sprytnym uderzeniem piętą, zdobył gola.

I niestety na tym nie poprzestał! Po pięciu minutach po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Żyro z Visusem próbowali złapać go na spalonego, ale linię złamał… Therkildsen. I stało się. Niechciany w Łodzi, ba wręcz wyrzucony z Widzewa, Czubak dokonał słodkiej sportowej zemsty na łodzianach. Napastnik ma już na swoim koncie 7 zdobytych bramek.

Mądry widzewiak po szkodzie: może zamiast szukać piłkarzy bez składu i ładu po świecie, trzeba było właśnie Czubaka sprowadzić z powrotem do Łodzi?! Wychodzi na to, że ostatnie transfery łodzian to strzał za strzałem… kapiszonami!

Dobrze, że w Lublinie skończyło się na trzech straconych golach, bo rozpędzony Motor mógł ich zdobyć więcej. Łodzianie też mieli okazje, ale sprowadzony za miliony Zeqiri znów zawiódł, trafiając w słupek, a w drugiej sytuacji strzelając pół metra obok słupka. Bergier trafił w bramkarza i łodzianie skończyli mecz bez bramki.

Mecz oglądało 11 306 kibiców.

Przed łodzianami trudny sportowy tydzień: 29 października, godz. 17.30, mecz Pucharu Polski Widzew – Zagłębie Lubin, transmisja TVP Sport. A już 2 listopada o godz. 20.15 ligowy hit hitów: Widzew podejmuje Legię!

Motor Lublin – Widzew 3:0 (1:0)

1:0 Król (41), 2:0 – Czubak (46), 3:0 – Czubak (51)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Therkildsen (58, Gallapeni) – Alvarez (68, Zeqiri), Selahi, Czyż (68, Pawłowski) – Akere (58, Baena), Bergier, Fornalczyk (83, Ba)

Ełkaesiackie trio kreatywnych środkowych pomocników dało najlepsze 45 minut w rozgrywkach i pierwsze wyjazdowe zwycięstwo

Walczy Mateusz Wysokiński Fot. Artur Kraszewski

Kiedyś musiał nadejść ten moment i nadszedł. Po sześciu nieudanych wyjazdowych meczach (pięć porażek, jeden remis) ŁKS wygrał na obcym boisku (pokonał Stal 4:1). Trzeba od razu powiedzieć, że pierwsza połowa meczu w Rzeszowie jest do odwzorowania w następnych pojedynkach i to przez pełne 90 minut!

Pomarzyć dobra rzecz. Gdyby taki poziom udało się podtrzymać w kolejnych spotkaniach, to kto wie, gdzie na koniec ligowej jesieni znajdą się łodzianie. Na razie można było z uznaniem patrzeć, jak składne akcje konstruuje łódzkie trio środkowych pomocników: Basten Toma – Michał Mokrzycki – Mateusz Wysokiński. I zarazem, jak odpowiedzialnie (Wysokiński!) potrafi wrócić do defensywy i skutecznie powalczyć o piłkę.

Widać, że wpływ na zespół i rola w nim Tomy jest coraz większa. Gdyby jeszcze partnerzy lepiej odczytywali jego intencje i pomysły na niestandardowe zagrania, to efekty bramkowe mogłyby być większe. W każdym razie jest na czym i na kim budować cegiełka po cegiełce lepsze granie.

Oby tylko łodzianie nie padli w hurraoptymizm i samozachwyt, bo w drugiej połowie pojedynku w Rzeszowie nie brakowało trudnych momentów i czasami zbyt prostych błędów w grze defensywnej. Ale nie ma co narzekać, skoro wygrywa się na obcym boisku wysoko i pewnie.

Teraz kolejne wyjazdowe wyzwanie przed ŁKS. 25 października o godz. 19.30 ŁKS zagra z Pogonią w Siedlcach. Rywale zremisowali mecz w Legnicy z Miedzią 2:2, tracąc gola w doliczonym czasie gry. Mają dwa punkty mniej i jedno zwycięstwo mniej od łodzian. U siebie wygrali tylko jeden mecz, dwa zremisowali i aż trzy przegrali. Znamienne, że najlepszym strzelcem zespołu jest były ełkaesiak… środkowy obrońca 31-letni Marcin Flis, który zdobył dla Pogoni sześć bramek!

Widzew. Nazwiska nie grają. Liczy się to, co tu i teraz na boisku. I to daje Sebastianowi Bergierowi pierwszy skład!

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

W piłce nożnej same nazwiska nie grają. Liczy się to, co tu i teraz na boisku w każdym kolejnym ligowy meczu. Wydawało się, że napastnik Sebastian Bergier, po przyjściu kolejnych ofensywnych graczy (za dobre pieniądze i jeszcze lepsze CV), jest bez szans na pierwszy skład i odgrywanie kluczowej roli w zespole. A jednak dzieje się inaczej. Bergier pokazuje, że ma zmysł klasowego napastnika, ale też potrafi dobrze odnaleźć się w kombinacyjne grze drużyny. Na dziś jego pozycja w wyjściowej jedenastce jest niepodważalna!

Udany debiut zapisał na swoim koncie nowy trener Igor Jovicević. Zmotywował zespół do męskiej walki przez 90 minut spotkania, a potem trochę przechwalił swoich piłkarzy, bo w defensywie zdarzały się im wyjątkowe klopsy – złe ustawienie, pogubienie się w kryciu rywali. To, a nic innego, doprowadziło do dramatycznej, ale na szczęście zwycięskiej końcówki spotkania z Radomiakiem, wygranego 3:2. Jest zatem co poprawiać, nad czym pracować, ale punkt wyjścia, trzeba to od razu przyznać, znakomity.

W kolejnym ligowym spotkaniu wykartkowanego Juljana Shehu zastąpi pewnie Lindon Selahi, który miał wejście smoka i strzelił gola, na miarę najpiękniejszej bramki nie tylko kolejki, ale i całej rundy!

24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Karol Czubak, który ma na koncie pięć trafień). Trzeba jednak zaznaczyć, że lubinianie doprowadzili do remisu 2:2, potem była czerwona kartka w 45 minucie i wszystko się posypało.

Trener lublinian – Mateusz Stolarski o tym dlaczego zespół traci tak łatwo bramki: – To są tak proste straty, że… no sorry. Nie masz presji wokół siebie, masz piłkę przy nodze. Nie jestem w stanie tego racjonalnie wytłumaczyć. Nie wiem z czego to wynika.

Jest! Jest! Jest! Koniec z wyjazdową zmorą ŁKS. Stal pokonana w Rzeszowie, w tym po dwóch… samobójach

ŁKS przystąpił do meczu z bodaj najmłodszą i najbardziej energetyczną drużyną I ligi z mocnym postanowieniem skończenia z wyjazdową zmorą. I wyjazdowa niemoc łodzian się skończyła. Po pięciu porażkach i jednym remisie, ŁKS odniósł pierwsze zwycięstwo na obcym boisku, na dodatek po dwóch bramkach… samobójczych!

Trener Grabowski uznał, że składu i ustawienia drużyny się nie zmienia. Wystawił tę samą jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Tychami i z ustawieniem z trzema obrońcami.

ŁKS po składnej akcji mógł już prowadzić po upływie minuty gry, ale Lewandowski w dogodnej sytuacji zachował się jak żółtodziób pod bramką rywali i okazja przepadła.

W kolejnej znakomitej sytuacji Toma trafił w słupek, a Norlin, starając się nieudolnie dobić piłkę z metra, nie trafi w światło bramki. Gdyby nic nie robił, stał jak słup, futbolówka by się po prostu od niego odbiła i wpadła do siatki! Kolejny snajperski koszmarek łodzian. W odpowiedzi szansę dla gospodarzy zmarnowali Junior i Sławiński. Co robili łodzianie w defensywie. No, po prostu ból głowy.

Kontry łodzian dobrze organizował ruchliwy, szukający miejsca na boisku – Toma, ale w ostatnim momencie brakowało dokładnego podania. W odpowiedzi po mądrze rozegramy rzucie rożnym Kaczor nie trafił w bramkę i za chwilę stał się po raz drugi negatywnym bohaterem Stali. Po centrze Ernsta wzdłuż bramki obrońca gospodarzy umieścił piłkę we własnej siatce!

ŁKS poszedł za ciosem. Po rzucie rożnym bitym przez Mokrzyckiego, znakomicie odnalazł się w polu karnym Craciun i głową zdobył bramkę. Na dodatek boisko opuścił z powodu kontuzji bramkostrzelny napastnik Junior. Jedynym napastnikiem został były ełkaesiak – Sławiński.

ŁKS zbudowany golami, nie zamierzał odpuszczać. Atakował i to się opłaciło. Po centrze Loffelsenda, niepilnowany na jedenastym metrze Ernst pewnie posłał głową piłkę do bramki. Łodzianie dominowali na boisku i tego efektem były kolejne gole i zasłużone wysokie prowadzenie.

Druga połowa zaczęła się od kolejnego samobója gospodarzy. Po akcji i centrze Tomy, Łysiak wpakował piłkę do własnej bramki. ŁKS poczuł się za pewny, za pewny siebie i został szybko skarcony. Fałowski nie upilnował Sławińskiego, a ten umieścił głową piłkę w siatce.

Wytrącony ze sportowej równowagi ŁKS, pogubił się, a jego gra straciła na pewności i jakości. Pojawiły się niedokładne podania, dziecinne straty. A jednak nawet przy tak nieudanej grze łodzianie powinni strzelić gola.

Przy kontrze Piasecki znakomicie zagrał do Ernsta, a ten w sytuacji sam na sam posłał piłkę panu Bogu w okno. W kolejnej doskonałej sytuacji znów Ernsta zawiodła… prawa noga. Trwała wymiana ciosów, bo Stal nie zamierzała odpuszczać. Dla ŁKS skończyło się na strachu. Wygrana na obcym boisku stała się faktem.

W następnej kolejce 25 października o godz. 19.30 ŁKS zagra z Pogonią w Siedlcach.

Stal Rzeszów – ŁKS 1:4 (0:3)

0:1 – Kaczor (29, samobójcza), 0:2 – Craciun (32, głową), 0:3 – Ernst (37, głową), 0:4 – Łysiak (47, samobójcza), 1:4 – Sławiński (51, głową)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski (72, Kupczak), Norlin (85, Głowacki), Loffelsend (72, Jurkiewicz), Mokrzycki, Wysokiński, Ernst (85, Szczepański), Toma, Lewandowski (62, Piasecki)

Widzewiacy bardzo chcieli wygrać i wygrali – piąty ligowy mecz, drugi z rzędu. Łatwo jednak nie było. Walka trwała do końca!

Nowy trener Widzewa, Chorwat – Igor Jovicević poprowadził zespół niemal z marszu, po… jednym treningu. Chcę zaszczepić w drużynie mentalność zwycięzców – takie prezentował szkoleniowe credo przed swoim szkoleniowym debiutem. I powoli to robi. Łodzianie walczyli i wywalczyli zasłużenie piąte ligowe zwycięstwo, drugie z rzędu, czwarte na własnym boisku.

Mecz zaczął się w sposób najlepszy z możliwych dla Widzewa, kibiców i nowego szkoleniowca. Piłkę z autu wrzucał Czyż, główkował Żyro. Piłkę wybił bramkarz Majchrowicz, ale był bezradny przy dobitce Bergiera. Ten był tam, gdzie powinien być głodny goli napastnik. Pewnie uderzył piłkę głową i gospodarze objęli prowadzenie. To piąty gol Bergiera w rozgrywkach.

Widzew chciał pójść za ciosem. Atakował, stwarzał sytuacje na zdobycie drugiego gola, ale ich nie wykorzystał. Rywale mieli kłopoty z zatrzymaniem szybkich i przebojowych łódzkich skrzydłowych.

Drugi gol wydawał się kwestią czasu. I w końcu padł, po akcji… bocznych obrońców. Znakomicie dośrodkował z prawej strony Krajewski. na piątym metrze odnalazł się Therkildsen i głową posłał piłkę do siatki!

Widzew miał szansę na trzeciego gola, ale minimalnie pomylił się Krajewski. W końcu odpowiedział Radomiak i to skutecznie! Przez nikogo niepilnowany Baro z pięciu głową (to taka specjalność tego spotkania) zdobył kontaktową bramkę. Gdzie była łódzka defensywa? Ten gol dał wiatru w żagle gościom, który atakowali groźnie, coraz groźniej, na szczęście bez rezultatu.

W drugiej połowie łodzianie starali się mieć inicjatywę i mógł być tego wymierny efekt. Niestety Alvarez przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Może żałować też Bergier, który zaliczyłby efektowną bramkową asystę. Napastnik miał wielką ochotę na skuteczne granie. Inicjował kolejny atak, z którego niestety też nic nie wyszło.

A Alvarez niestety nie kontynuował znakomitej strzeleckiej passy z Niecieczy. Miał kolejną okazję i jej też nie wykorzystał. Kolejną widowiskową i groźną akcję przeprowadził Fornalczyk. Niestety chwilę później czwartą żółtą kartkę ujrzał Shehu i nie wystąpi w kolejnym spotkaniu. Jego zmiennik Selahi błyskawicznie wpisał się na listę strzelców, pięknym technicznym strzałem (nogą!) z 13 metrów w same okienko!

Ambitni goście znów jednak złapali kontakt. Tym razem nikt nie pilnował Mauridesa i ten, a jakże głową, strzelił gola. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – gra w defensywie łodzian to po prostu katastrofa.

W sumie jednak Widzew był lepszy i wygrał, jak najbardziej zasłużenie, choć momentami można było drżeć, że wszystko skończy się remisem. Dobrze, że tak się nie stało!

Mecz oglądało 17022 kibiców.

W następnej kolejce 24 października o godz. 20.30 Widzew zagra z Motorem w Lublinie, który przegrał u siebie z GKS Katowice 2:5 (dwa gole dla lublinian strzeliły były widzewiak – Czubak).

Widzew – Radomiak 3:2 (2:1)

1:0 – Bergier (7, głową), 2:0 – Therkildsen (37, głową), 2:1 – Baro (44, głową), 3:1 – Selahi (69), 3:2 – Maurides (90, głową)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Żyro, Visus, Therkildsen – Czyż – Akere (78, Baena), Alvarez (85, Pawłowski), Shehu (66, Selahi), Fornalczyk (85, Teklić) – Bergier (67, Zeqiri)

ŁKS, jeśli chce coś znaczyć, musi wreszcie przełamać wyjazdową niemoc. Do tej pory w sześciu meczach na obcym boisku zdobył… jeden punkt!

Sebastian Rudol. Fot. Artur Kraszewski

Po dwutygodniowej przerwie na reprezentację ŁKS pojedzie do Rzeszowa na mecz z rewelacyjną Stalą, która ostatnio pokonała Polonię w Warszawie 3:2, Grając wieloma młodzieżowcami, ma już 20 zdobytych punktów! Spotkanie w Rzeszowie 18 października o godz. 19.30.

Do składu rywali wróci napastnik 26-letni Jonathan Junior, który w tym sezonie w siedmiu meczach strzelił cztery bramki. W Stali z kartkowych powodów tym razem nie zagra  Vladislav Krasovskiy, a jego miejsce ma zająć ktoś z dwójki Maksymilian Soja-Marcin Kaczor. W meczu z Polonią z dobrej strony pokazał się Oliwer Sławiński (strzelił jedną z bramek), który nie przebił się do ligowego grania w ŁKS.

Łodzianie, jeżeli chcą coś znaczyć w tych rozgrywkach, muszą wreszcie przełamać wyjazdową niemoc. Do tej pory bilans jest makabryczny: pięć porażek, jeden remis.

Jest ostrożny powód do optymizmu, bo w ostatniej kolejce ŁKS pokonał GKS Tychy 3:1, dzięki bardzo dobrej grze Bastiena Tomy. To był nie jeden atut. Pomogła zespołowi zmiana systemu gry – na trzech obrońców i zwiększenie mocy drugiej linii, która wreszcie, wreszcie pokazała (momentami) swoją dominację na boisku

 W nowym systemie dobrze odnalazł się, ostatnio mocno zagubiony i pogubiony Sebastian Rudol, który rozegrał jeden z najlepszych swoich meczów w barwach ŁKS. Do treningów po kontuzji wrócili Andreu Arasa i Mateusz Wzięch.

Widzew. Trzeba zagospodarować Bartłomieja Pawłowskiego i uważać na Jana Grzesika!

Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Ostatni sportowy bilans jest dodatni. Widzew po czterech wyjazdowych porażkach pokonał w Niecieczy Termalikę 4:2, a w sparingu wygrał z Pogonią Grodziska 6:3. Fakt, stracił pięć bramek, ale strzelił dwa razy więcej!

W tym ostatnim spotkaniu kapitalnego gola z rzutu rożnego strzelił Bartłomiej Pawłowski, który nie bez racji uważa, że przed kontuzją był najlepszym zawodnikiem drużyny. Cały czas jestem zdania, że Bartek to piłkarz z niewykorzystanym potencjałem, do mądrego zagospodarowania przez trenerów Widzewa!

Kolejny mecz ligowy 17 października. O godz. 20.30 Widzew podejmie Radomiaka, który pewnie pokonał Zagłębie Lubin 3:1. Trzeciego gola zdobył znajdujący się w bardzo dobrej formie, były piłkarz ŁKS – Jan Grzesik. Strzelił już w tych rozgrywkach pięć bramek, tym samym wyrównał swój rekord z poprzedniego sezonu. Trzeba na niego uważać. Ale nie tylko na niego, bo Radomiak to solidny zespół, który ma dwa punkty więcej od łodzian i więcej (o trzy) strzelonych bramek, choć nie wygrał na wyjeździe żadnego pojedynku.

A w Widzewie? Na razie Fran Alvarez (ostatnio autor hat tricka) jest lepszy od wszystkich nowych piłkarzy łodzian. W obecnym sezonie Hiszpan zdobył sześć bramek oraz zaliczył cztery asysty. Jest zatem do kogo równać z formą i skutecznością.

W Canal+ Sport przedstawiono bilans poważnych błędów sędziów w meczach obecnego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Najbardziej pokrzywdzony spośród 18 klubów lig jest Radomiak, ewidentnie skrzywdzony trzy razy. Widzew jest niewiele gorszy w tej wyjątkowej klasyfikacji. Dwa razy błędy arbitrów miały istotny wpływ na końcowy wynik meczów łodzian! Oby teraz w starciu obu ekip takich skandalicznych wpadek arbitrów nie było!

Sebastian Szymański – najbardziej wartościowy gracz meczu z Litwą. Jan Urban miał nosa, a Jose Mourinho się nie pomylił

Wydawało się, że najbardziej medialny, ale też momentami bardzo skuteczny futbolowy trener świata – Jose Mourinho bardzo się pomylił i gdy trenował Fenerbahce patrzył na polskiego pomocnika przez różowe okulary. Dowody dostarczał mecz naszej reprezentacji z Nową Zelandią, w którym co tu kryć przeciętnie grającego Sebastiana Szymańskiego, zastąpił aktywny, waleczny, przebojowy Karol Świderski. Wydawało się, że to on zacznie mecz z Litwinami.

Tymczasem trener reprezentacji Polski – Jan Urban widział więcej i wiedział więcej. Zaufał Szymańskiemu i się nie pomylił, bo to on był kluczowym piłkarzem w spotkaniu z Litwą. Zdobył bramkę technicznym strzałem z rzutu rożnego (po prostu majstersztyk!) i zaliczył wyborną asystę przy drugim golu zdobytym przez Roberta Lewandowskiego.

Jan Urban: – Szymański rozegrał bardzo dobre spotkanie, abstrahując od bramki, gdzie koledzy też musieli wykonać dużą pracę, żeby ta piłka wpadła. Poza tym grał fajną piłkę, był wyróżniająca się postacią. Miałem nosa, stawiając na Szymańskiego, ale to drobnostka.

Litwini grali twardo. Wiedzieliśmy, że takie spotkanie może być. Oni nie mieli nic do stracenia, oni chcieli u siebie zapunktować, bo to prestiżowe spotkanie. Gratuluję drużynie, że podeszła do tego spotkania, jak gdybyśmy grali z dużo lepszym przeciwnikiem. Tak trzeba było zagrać. Mimo tego, że prowadziliśmy, to w kilku momentach podaliśmy tlen gospodarzom, a oni próbowali swojego szczęścia. I choć nie mieli wielu sytuacji, to czuli, że ta różnica jednej bramki jest możliwa do zniwelowania i dlatego próbowali. W drugiej połowie już zupełnie było inaczej. Wygraliśmy zasłużenie.

Jakub Szymański:  – Wiadomo, że takie piłki, jak przy moim strzale z rzutu rożnego, nie są łatwe dla bramkarza, szczególnie kiedy wokół znajduje się wiele osób. W pewnym stopniu to było ćwiczone, tak chcieliśmy zagrać i fajnie, że wpadło. Wiele osób nie widzi, jak Robert Lewandowski pracuje dla drużyny, tworzy miejsce dla kolegów.  Jest zwycięstwo, są trzy punkty. Są momenty, że ta gra nie wygląda tak, jak byśmy chcieli, ale to w każdym meczu na pewno będzie się zdarzało. Trzy punkty są jednak najważniejsze i wracamy do domu szczęśliwi.

Zbigniew Boniek: – Nareszcie było trochę Szymańskiego.

Wygląda na to, że zimą Jakub Szymański pożegna się, jak wcześniej Mourinho, z Fenerbahce. Ciekawe, gdzie trafi? Czy do prowadzonej przez Jose Benfiki?

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑