Rezerwowy Pafka

Tag: piłka nożna (Page 9 of 57)

Wyjazdowy koszmar Widzewa trwa. Łodzianie przegrali po golu straconym w ostatniej akcji meczu!

Wróciły łódzkie, wyjazdowe koszmary koszmarów. Widzew przegrał dziesiąty mecz w sezonie, siódmy na wyjeździe (!) po golu straconym w doliczonym czasie gry, ba, w ostatniej akcji meczu!

Widzew zaczął spotkanie w Lubinie bez kompleksów. Miał inicjatywę. Starał się dzielić i rządzić w drugiej linii Shehu, starał się strzelać Pawłowski. Bergier, próbując trącić piłkę piętą w powietrzu, kopnął rywala. Kocaba musiał opuścić boisko, a miejscowi mieli moc pretensje, że napastnik łodzian ujrzał żółtą, a nie czerwoną kartkę. VAR przyznał rację decyzji arbitra T. Marciniaka.

Do przerwy bramkową sytuację po składnej akcji Baena – Krajewski miał Zeqiri, ale Burić zdołał odbić piłkę. A za chwilę bliski otworzenia wyniku po centrze Pawłowskiego był Żyro. Co się odwlecze to nie uciecze… W doliczonym czasie gry na listę strzelców wpisał się Bergier, płaskim strzałem lewą nogą pokonując Buricia. To dziewiąty gol napastnika w rozgrywkach. Inteligentną asystę zapisał na swoim koncie Krajewski (wycofanie piłki na piąty metr).

W drugiej połowie Widzew pilnował wyniku i szukał zabójczej kontry. Minimalnie pomylił się Shehu. Trafił w poprzeczkę Fornalczyk. W drużynie rywali pomylił się Rocha. Niestety w końcówce gospodarze doprowadzili do wyrównania. Rocha (2 metry wzrostu) pokonał Kikowskiego uderzeniem głową. A potem w szóstej minucie doliczonego czasu gry czarna rozpacz. Za krótko wybił instynktownie piłkę Andreou, dopadł do niej Diaz, nieupilnowany przez Alvareza i Zagłębie mogło cieszyć się ze zwycięstwa. Piłka nożna potrafi być okrutna!

Mecz oglądało 5698 widzów.

Po spotkaniu jeszcze jedno tegoroczne, ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie1/4 finału STS Pucharu Polski. W pierwszej ligowej kolejce przyszłego roku Widzew 31 stycznia o godz. 17.30 podejmie Jagiellonię.

Weszło informuje, że na wylocie z Widzewa może być trójka zawodników: Polydefkis Volanakis, Tonio Teklić oraz Pape Meissa Ba. I powiedzmy szczerze, że wielkiego zaskoczenia w tej informacji nie ma. To piłkarze w tej chwili bez znaczenia dla Widzewa.

Zagłębie Lubin – Widzew 2:1 (0:1)

0:1 – Bergier (45 + 5), 1:1 – Rocha (86, głową), 2:1 – (90+6)

Widzew: Kikolski – Krajewski, Andreou, Żyro, Kozlovsky (75, Gallapeni) – Baena, Shehu (84, Klukowski), Czyż (81, Hanousek), Pawłowski(75, Alvarez) – Zeqiri, Bergier(75, Fornalczyk)

Futbolową partię szachów widzewiacy rozegrali bez zarzutu. Jeżeli będą skuteczniejsi, to może być trzecie zwycięstwo z rzędu!

Fot. widzew.com

Ciekawe, ilu piłkarzy Widzewa gra w… szachy. Bo futbolową partię szachów w Szczecinie (zwłaszcza do przerwy) rozegrali na swoich zasadach. Kontrolowali własne przedpole odpowiedzialnie i z wyczuciem, przewidując skąd nadchodzi największe zagrożenie. Rywale byli momentami bezradni, nic nie byli w stanie zrobić. Nie dziwi zatem fakt, że drugi raz z rzędułodzianie zagrali na zero z tyłui odnieśli drugie zwycięstwo.

Sprawdza się gra dwoma napastnikami, którzy coraz lepiej rozumieją się na boisku, a umiejętność skutecznej walki w defensywie Sebastiana Bergiera jest wprost bezcenna. Dobrze, że wreszcie ktoś uwierzył, iż kapitana – Bartłomieja Pawłowskiego stać na dużo, dużo więcej niż granie piłkarskich ogonów. Pawłowski rozegrał bodaj najlepszy mecz tej jesieni. Po prostu był wszędzie tam, gdzie być powinien. A jego udział w zwycięskim golu był nie do przecenienia.

Widzew w Szczecinie powinien wygrać zdecydowanie wyżej niż skromne 1:0. Wypracował pięć – sześć bramkowych okazji i tylko denerwujący brak skuteczności sprawił, że ich nie wykorzystał.

Ostatni mecz o punkty w tym roku 6 grudnia o gody. 17.30 Widzew (11 miejsce, 20 zdobytych punktów)zagra w Lubinie z sąsiadem w tabeli – Zagłębiem(22 punkty, 10 miejsce). Zwraca uwagę fakt, że lubinianie strzelili na własnym boisku … 20 bramek, a stracili tylko 8!

Po meczu jeszcze jedno ekscytujące wydarzenie dla łodzian. 10 grudnia w samo południe losowanie 1/4 finału STS Pucharu Polski.

Co ciekawego w hitowym starciu z Wisłą przyniesie kreatywna współpraca pomocników: Bastiena Tomy z Koki Hinokio?

Fot. Artur Kraszewski

Remis ze Zniczem (piąty w sezonie, drugi na obcym boisku) nie jest wielkim sportowym osiągnięciem piłkarzy ŁKS, ale tak jakby coś pozytywnego zaczynało się wykluwać. Poza wszelką dyskusją pozostaje, że najlepszym łódzkim piłkarzem w Pruszkowie był pracujący za dwóch, będący zawsze tam, gdzie być powinien, Michał Mokrzycki.

Wolny, boiskowy elektor Bastien Toma szuka na boisku partnera do kreatywnego grania. Czy znajdzie go w osobie Koki Hinokio? Japończyk przeprowadził kilka efektownych akcji (w tym bramkową) i w grze ofensywnej jest dla drużyny wartością dodaną. Trudno zrozumieć, dlaczego tak długo był w ligowym niebycie.

Fot. ŁKS Łódź

Na pewno ciekawa by była dalsza współpraca tych pomocników z Fabianem Piaseckim, ale zawsze pracujący na boisku za dwóch napastnik doznał urazu i w ostatnim pojedynku w tym roku nie zagra. A 7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Wisła bez problemów pokonała Stal Mielec 3:0 i to już w pierwszych 45 minutach. Zdobyła trzy bramki w 12 minut. Od początku spotkania zasypała rywali gradem strzałów (10, w tym pięć celnych w pierwszych 20 minutach!). Miała kreatywnych skrzydłowych (kapitalny strzał Frederico Duarte pod poprzeczkę)i oczywiście Angela Rodado (17 zdobytych bramek!). Grała szybko po obwodzie. Kurczowa obrona (do przerwy) mielczan, to nie był dobry pomysł. Musiało się to źle skończyć dla Stali i tak się stało. Oby ŁKS nie powtórzył tych błędów.

Krakowianie mają mniej czasu na przygotowanie się do starcia w Łodzi, gdyż w czwartek o godz. 20.45 grają mecz Pucharu Polski z Zawiszą w Bydgoszczy.

To bezcenne, pucharowe zwycięstwo w Szczecinie może uratować sezon Widzewowi!

Nieudana ligowa jesień, nie musi oznaczać straconego sezonu. Widzew wygrał pucharowy mecz w Szczecinie i w tej rozgrywce poszuka wiosną swojej europejskiej szansy. Łodzianie wygrali drugi mecz z rzędu i na koniec zmagań zyskali formę, pewność siebie i mądrość w grze. Trochę szkoda, że tak późno.

Mecz mógł się zacząć pięknie. Zabrakło niewiele – precyzji, a może łutu szczęścia. Shehu, strzelając po długim rogu, trafił w słupek. Za chwilę jednak w rewanżu niefrasobliwością popisali się obrońcy łodzian i minimalnie pomylił się Molnar.

Do trzech razy sztuka. Dwa razy pudłował Zeqiri, ale za trzecim razem niepilnowany z pięciu metrów nie mógł spudłować i nie spudłował. Dodajmy: po znakomitej akcji Pawłowskiego z Baeną. Miał szansę na skuteczną odpowiedź Molnar, ale znakomitą interwencją popisał się Kikolski. Do przerwy były głównie defensywne… szachy i trzeba to obiektywnie powiedzieć, że lepiej tę partię rozgrywali łodzianie.

W drugiej połowie dobra akcja łódzkich napastników zakończyła się fatalnym pudłem Bergiera. Kolejny atak w liczebnej przewadze w polu karnym Pogoni też skończył się… niczym. A potem nastąpił fatalny błąd Czyża. Przy szybkiej kontrze Portowców faulował rywala Visus. Trwały długo dywagacje VAR czy obrońca nie powinien ujrzeć nie żółtą, a czerwoną kartkę. Ostatecznie skończyło się na łódzkim strachu.

Widzew się za głęboko cofnął i stracił gola. Znów jednak skończyło się na strachu, bo autor bramki był na spalonym. Czas mijał, a Widzew cofał się coraz bardziej pod własną bramkę. Były momenty grozy, ale… Po kapitalnych kontrach doskonałe sytuacje zmarnowali Bergier, Shehu i Alvarez. A powinno być po meczu! W końcu jednak sprawiedliwości stało się zadość. Widzew wygrał i awansował, bo na to zasłużył.

6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

1/8 finału STS Puchar Polski

Pogoń Szczecin – Widzew 0:1 (0:1)

0:1 – Zeqiri (35, głową)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (90+3, Krajewski), Czyż (84, Hanousek), Shehu, Pawłowski (90+3, Alvarez) – Zeqiri (84, Fornalczyk), Bergier ( 90+12, Klukowski)

Widzew. Czy Sebastian Bergier pobije rekord Artura Wichniarka z… zeszłego wieku?

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Zwycięstwo w Gliwicach z Piastem (2:0) dało taką cichą nadzieję, że mimo krytyki i rozczarowań finał futbolowych zmagań tej jesieni może być dla Widzewa… optymistyczny. Warunek jest jeden, zwycięska seria łodzian musi trwać!

Już 2 grudnia o godz. 20.30 w 1/8 finału STS Puchar Polski Widzew zagra w Szczecinie z Pogonią. Transmisja TVP Sport. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

W Gliwicach futbolowego szału nie było, ale był sukces i może coś, co jest nie mniej ważne. Widzew potrafił wreszcie być drużyną na dobre i na złe, walczącą i na to było miło patrzeć. Piast z kolei pokazał czarno na białym, że Widzew to zespół, który kompletnie mu nie leży. Zanotował czwartą z rzędu porażkę z tym przeciwnikiem.

 Chorwacki szkoleniowiec Igor Jovicević pomieszał składem i zrobił to niczym w kotle futbolowych czarownic. Kluczowe okazało się to, ze postawił na grę dwoma napastnikami. A ci mu się pięknie odwdzięczyli, strzelając zwycięskie bramki. Nie koniec na tym. Sebastian Bergier i Andi Zeqiri pokazali, że bez cienia egoizmu (a wszak walczą o miano pierwszego napastnika) potrafią ze sobą współpracować.

Bergier to najlepszy łódzki piłkarz tej jesieni (nie dość, że trafia do siatki, to jeszcze skutecznie pracuje za dwóch). Jeśli wiosna będzie nie mniej, a może nawet bardziej, udana to… Bergier może być napastnikiem, który zapisze na swoim koncie więcej niż 15 zdobytych bramek.

Według Interii: ostatnim, który tego dokonał, był Artur Wichniarek i to w… ubiegłym wieku. W sezonie 1998/99 strzelił 20 goli. Rok wcześniej Jacek Dembiński trafił 17 razy… Teraz nadejdzie czas Sebastiana Bergiera? Oby, tak właśnie się stało!

Książkowa akcja dała tylko wyjazdowy punkt drużynie ŁKS

W ligowej premierze w Łodzi wygrał ŁKS 1:0 po golu Piaseckiego. A w premierze rundy rewanżowej padł remis. W sumie zasłużony. To piąty remis łodzian, drugi na obcym boisku.

Zwycięskiego składu się nie zmienia. Trener Szoka wystawił tę samą wyjściową jedenastkę, co w zwycięskim meczu z Górnikiem w Łęcznej. W zespole rywali zabrakło lidera, dobrego ducha drużyny – Majewskiego, który na ostatnim treningu doznał urazu kolana. ŁKS też został szybko osłabiony. Przez nikogo nieatakowany Piasecki padł na murawę. Uraz ścięgna Achillesa(?) wykluczył go z gry. Został zniesiony na noszach.

Jakby nieszczęść było mało. Dziecinne nieporozumienie pomiędzy kapitanem Głowackim, a Jakubowskim, wykorzystał Tabara, praktycznie posyłając piłkę do pustej bramki. Czarna łódzka, futbolowa rozpacz, gdy drużyna grała w dziesiątką.

Była szansa na składną akcję po szarży Hinokio, ale Lewandowski zamiast odegrać mu piłkę, kompletnie się pogubił. Następny atak ŁKS okazał się… książkowy. Akcję Hinokio z Głowackim wykończył strzałem głową z 4 metrów w przeciwległy róg bramki nieupilnowany Loffelsend i doszło do wyrównania.

Potem łodzianie mieli moc szczęścia, bo po dobrej centrze minimalnie pomylił się były ełkaesiak – Koprowski. Trudny, bardzo trudny do upilnowania dla łodzian był Tabara.

Na początku drugiej połowie ŁKS powinien prowadzić, ale Lewandowski nie trafił z metra do pustej bramki. Przeszkodziła mu kępka trawy?! Potem niby ŁKS miał przewagę, ale bramkową sytuację na szczęście niewykorzystaną mieli gospodarze. W sumie sprawiedliwy remis.

7 grudnia o godz. 14.30 hitowe starcie w Łodzi z Wisłą Kraków. W pierwszej rundzie na wyjeździe łodzianie przegrali aż 0:5.

Znicz Pruszków – ŁKS 1:1 (1:1)

1:0 – Tabara (10), 1:1 – Loffelsend (34, głową)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend, Wysokiński, Hinokio (73, Ernst), Mokrzycki (84, Szczepański), Toma (73, Młynarczyk), Głowacki (84, Norlin), Piasecki (11, Lewandowski)

W kadrowym szaleństwie trenera była metoda. Widzew wygrał drugi mecz na wyjeździe

Jest to, czego oczekiwali z utęsknieniem kibice. Widzew wreszcie wygrał i to na wyjeździe. Na obcym boisku zrobił to po raz drugi.

Przed starciem w Gliwicach trener Jovicević dokonał (trochę z konieczności) kadrowej rewolucji w składzie Widzewa. Jak nie robił to nie robił, ale jak już się zdecydował to poszedł na całość.

Poszalał w każdej formacji od bramkarza, po dwóch napastników. Tak, to nie przejęzyczenie. Widzew zagrał dwoma napastnikami i obaj zdobyli bramki. Nowy golkiper w trzech sytuacjach interweniował znakomicie i zachował czyste konto, a rezerwowy do tej pory pomocnik- kapitan Pawłowski popisał się bramkową asystą. Oby, to był początek nowej, dobrej drogi do celu, jaką jest sportowa i ligowa moc drużyny.

1/8 finału STS Puchar Polski Pogoń – Widzew, 2 grudnia o godz, 20.30. Transmisja TVP Sport. Odpadnięcie w 1/8 finału oznacza zamknięcie finansowego licznika na poziomie 90 tysięcy złotych. A 6 grudnia o gody. 17.30 ostatni ligowy mecz jesieni. Widzew zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Piast Gliwice – Widzew 0:2 (0:1)

0:1 – Bergier (22, karny), 0:2 – Zeqiri (54)

Widzew: Kikolski – Andreou, Visus, Żyro, Kozlovsky – Baena (83, Krajewski), Shehu, Selahi (71, Czyż), Pawłowski (90+2, Hanousek) – Zeqiri (83, Klukowski), Bergier

Trener Widzewa – Igor Jovicević przegranego składu nie zmienił i wyszedł na tym, jak Zabłocki na mydle

Fot. Martyna Kowalska, widzew.com

Największy transferowy błąd Widzewa? Już o tym pisałem, ale przypomnę: łodzianie powinni byli wydać duże pieniądze, żeby zatrudnić w roli dyrektora sportowego, prezesa, człowieka odpowiadającego za budowanie drużyny, robiącego kapitalną robotę w Jagiellonii, byłego widzewiaka – Łukasza Masłowskiego. Myślę, że wtedy byłyby sukcesy…

A tak. Bronimy się przed spadkiem i mamy trenerski kabaret. Sezon na ławce trenerskiej rozpoczął Željko Sopić, człowiek który w chwili niepowodzeń węszył wkoło siebie spiski. Bał się trenować na Łodziance, bo tam jego taktyczne, genialne ponoć, rozwiązania mieli pilnie śledzić szpiedzy, ale nie z Krainy Deszczowców, tylko innych ekstraklasowych klubów.

Następnie ekipą zajmował się Patryk Czubak, który wolał dobrze zabawić się na weselu poza granicami kraju (fakt że na chwilę), niż zajmować się w ligowej przerwie zdołowaną (jeszcze nie tak do końca) drużyną.

W połowie października pojawił się Igor Jovicević, który nawija makaron na uszy. Wspierając się wyjątkową, to prawda, ekspresją, wygaduje slogany o wykuwaniu charakteru, a nie wyciąga oczywistych wniosków z popełnianych przez zespół błędów (zwłaszcza w grze defensywnej). Oczywistych, nawet dla takiego trenerskiego laika, jak ja.

Jovicević już się zasłużył polskiej piłce, wprowadzając do niej zasadę, że nie zmienia się… przegranego składu i wychodzi na tym, jak Zabłocki na mydle. Oby znalazł się w klubie odważny, który wytłumaczy mu, że nie tędy droga, albo kabaretu ciąg dalszy i…

28 listopada o godz. 18 Widzew zmierzy się z Piastem w Gliwicach, który ostatnio pokonał w Częstochowie Raków 3:1. Tym razem zmiany będą, bo wymusiły je wykluczenia i urazy. Łodzianie zagrają bez wykartkowanych: (najlepszego piłkarza w spotkaniu z Koroną) Mariusza Fornalczyka i Diona Gallapeni oraz bez kontuzjowanego nominalnego prawego obrońcy Petera Therkildsena. Aż strach pomyśleć, co może się dziać w Gliwicach, pamiętając o kompromitującym bilansie. Na wyjeździe Widzew wygrał jedno spotkanie, przegrał sześć!

Znaczy kapitan! Gol Piotra Głowackiego dał cenne wyjazdowe zwycięstwo drużynie ŁKS

Fot. Artur Kraszewski

Na razie liczy się tylko cel, a droga do niego ma drugorzędne znaczenie. Taką zasadę działania przyjął nowy trener ŁKS – Grzegorz Szoka i w swoim debiucie w łódzkim klubie dobrze na tym wyszedł. Ełkaesiacy wygrali i co podwójnie cenne, zrobili to na obcym boisku, pokonując w Łęcznej Górnika 2:1.

Nowy szkoleniowiec dokonał też trafnych kadrowych wyborów. Pierwszy raz od ponad miesiąca wyszedł na boisko w podstawowym składzie Piotr Głowacki i… Znaczy kapitan! Ładnie zwiódł rywala, a potem mądrym, technicznym uderzeniem w róg zdobył bramkę na wagę wyjazdowego (co podwójnie cenne) zwycięstwa z Górnikiem Łęczna.

W drugiej linii pojawił się pierwszy raz od połowy września, gdy zagrał w Chorzowie 30 minut (1:2 z Ruchem) Koki Hinokio i przydał się w drugiej linii, bardziej niż niewidoczny tym razem Bastien Toma.

Jak zwykle, co imponujące, walczył za dwóch Fabian Piasecki. Choć długo nie mógł nic zrobić po wykopach piłki na aferę przez swoich kolegów z defensywy, to w końcu doczekał się nagrody. Wywalczył rzut karny i go wykorzystał, zapisując na swoim koncie siódmą bramkę w łódzkich barwach.

30 listopada o godz. 12 ŁKS zagra ze Zniczem w Pruszkowie. To będzie kolejny trudny, wyjazdowy pojedynek. Rywale dostali mocny, optymistyczny, sportowy bodziec. Pokonali zasłużenie na wyjeździe Ruch Chorzów 2:1. To ich pierwsze zwycięstwo od 4 października!

Jak zwykle układał grę zespołu 39-letni Radosław Majewski, który na dodatek imponował walecznością. Dwie bramki strzelił 20-letni, młodzieżowy reprezentant Polski – Daniel Bąk, który w 12 ligowych meczach zdobył 5 goli. Ostoją defensywy był doskonale znany w ŁKS, najambitniejszy z ambitnych – Oskar Koprowski.

Urodziny sportowego małżeństwa – Grażyny i Zdzisława Kostrzewińskich. Także oni tworzyli legendarną, wielką moc polskiego i łódzkiego sportu. Piękne to były czasy!

Zdjęcia: archiwum Zdzisława Kostrzewińskiego

Los tak chciał, że małżonkowie – oboje legendy polskiego i łódzkiego sportu – obchodzą urodziny tego samego dnia – 26 listopada. Przed 75 laty urodziła się znakomita polska łyżwiarka figurowa Grażyna Kostrzewińska z domu Osmańska, a przed 80 laty jeden z legendarnych piłkarzy Wielkiego Widzewa – Zdzisław Kostrzewiński

Pani Grażyna tworzyła wyśmienitą parę sportową z Adamem Brodeckim, broniąc barw Społem. Wystąpiła na igrzyskach olimpijskich w Monachium, startowała w mistrzostwach świata i Europy, dwukrotna mistrzyni Polski. Ciekawostka: gdy skończyła karierę występowała w polskiej rewii na lodzie. Prowadziła szkolenie w Społem.

Jej mąż – Zdzisław Kostrzewiński przeszedł historyczny szlak Widzewa. Ba, był nawet jego kapitanem. Awansował z nim do I ligi (dzisiejsza ekstraklasa), rozegrał w europejskich pucharach cztery spotkania.

W meczu przeciwko Manchesterowi City) grał z… dziurą w nodze. W starciu z PSV Eidhoven doznał bolesnego urazu, rozdarcia mięśnia łydki, ale poprosił o mocne zabandażowanie rany i grał do końca.

To jeden z widzewskich ludzi z charakterem, z którymi można było góry przenosić. Pierwszą bramkę strzelił 31 marca 1976 roku w meczu ze Stalą Rzeszów w Łodzi, wygranym 2:0. Autorem drugiego gola był Zbigniew Boniek.

– Przyszliśmy do Widzewa prosto z podwórek i każdy oddawał serce za swój klub – mówi z nostalgią w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim. Krytycznie ocenia to, jaki charakter mają piłkarze, głównie zagraniczni, broniąc dziś barw Widzewa: – Oni są niby reprezentantami swoich krajów, ale nie pokazują tego w polskiej lidze. Przyjeżdżają na Widzew i odwalają pańszczyznę.

A jak było w tamtych znakomitych czasach? W rozmowie z Bartłomiejem Stańdo Zdzisław Kostrzewiński twierdził: -To byli odpowiedni ludzie – zarówno na boisku, jak i poza nim . Przyczynili się do czegoś niesamowitego. Ten charakter wykuwał się każdego dnia i to w wyjątkowych warunkach. Może właśnie dzięki temu, tak się stało? Nawet jak jeździliśmy do Spały, to nie trenowaliśmy w ośrodku, tylko na plaży przy Pilicy. Od świtu do nocy, w towarzystwie krzaków jeżyn, po których mieliśmy poharatane nogi.

Pod koniec kariery grał w USA w polonijnej drużynie, gdzie jednym z jego partnerów był lider Czerwonych Gitar – Krzysztof Klenczon.

Wcześniej walczył z legendami futbolu: Ernestem Pohlem, Lucjanem Brychczym, Kazimierzem Deyną. Znakomitemu bramkarzowi Edwardowi Szymkowiakowi strzelił bramkę na stadionie Zawiszy przy 40 tysiącach ludzi…

Takich ludzi potrzebuje i to natychmiast dzisiejszy Widzew!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑