Rezerwowy Pafka

Tag: łks odra (Page 1 of 2)

ŁKS. Uprawianie ligowego mazgajstwa nie daje zwycięstw. Najwyższy czas z tym skończyć, jeśli ciągle ma się aspiracje i marzenia

Fot. Artur Kraszewski

Gdy pojawia się wielka szansa na wyrwanie się ze strefy ligowej nicości, w której nie walczy się o nic, w grze ŁKS pojawia się futbolowe mazgajstwo, wielka niemoc i brak pomysłu na sensowne rozstrzygnięcie.

Łodzianie napracowali się za dwóch, żeby w końcu zdobyć tylko punkt w meczu z Odrą na własnym boisku i to po golu strzelonym w doliczonym czasie gry. Zgadza się, starali się, ale na boisku prezentowali klasycznego szczypiorniaka czyli przypominającą piłkę ręczną grę po obwodzie, z której nic nie wynikało. Brakowało pomysłu, szybkości, odwagi w podejmowaniu decyzji przy indywidualnych atakach.

Wyglądało to źle i zapowiadało jeszcze gorszy efekt końcowy czyli porażkę. Dobrze, że trener Grzegorz Szoka nie przysnął, dokonał zmian, który wyszły drużynie na dobre, dały jej remisowego gola i pozwoliły po raz kolejny odrobić bramkowe straty.

Pokazał się reprezentant polskiej młodzieżówki – Krzysztof Fałowski, który strzelił bramkę, ale też grał odpowiedzialnie i uważnie. Oj, szkoleniowiec będzie miał ból głowy: na kogo postawić w meczu z Ruchem (21 marca o godz. 14.30 w Łodzi). bo do ligowej kadry wróci po odcierpieniu kartkowej kary Artur Craciun.

A tak w ogóle to sytuacja kadrowa w drużynie nie była i nie jest za wesoła. Trener Grzegorz Szoka nie miał w meczu z Odrą do dyspozycji Mateusza Wysokińskiego, który w trakcie spotkania z Polonią w Warszawie nabawił się naciągnięcia mięśnia dwugłowego uda. Nie miał też Sebastiana Ernsta, który zmagał się z infekcją.

W kadrze meczowej zabrakło także, jak podają klubowe media ,Piotra Głowackiego (niedawno wrócił do treningów), Antoniego Młynarczyka (za zawodnikiem pierwszy po wyleczeniu kontuzji tydzień normalnych treningów z zespołem), Aleksandra Iwańczyka (od poniedziałku wrócił do zajęć z drużyną), Mateusza Wzięcha (przed piłkarzem około dwumiesięczny okres rehabilitacyjny; na razie trenuje indywidualnie). Był natomiast w kadrze meczowej pierwszego zespołu po dłuższej przerwie Łukasz Wiech.

W każdym razie pierwsze od wielu, wielu miesięcy zwycięstwo ŁKS na własnym boisku jest koniecznością i należy się wiernym kibicom zespołu. Tylko sukces cały czas daje też nadzieję, że łodzianie zagrają w barażach o awans do ekstraklasy.

ŁKS. Tylko remis wywalczony w doliczony czasie. Teraz zmorą jest własne boisko!

ŁKS muszą niestety cały czas męczyć ligowe zmory. Jak nie są to mecze wyjazdowe, to stają się nimi pojedynki na własnym boisku. ŁKS znów nie wygrał spotkania u siebie. Ostatni raz zrobił to, nieprawdopodobne, ale prawdziwe, 3 listopada minionego roku, gdy pokonał Śląsk 2:1. Wygląda na to, że ekstraklasowe aspiracje można do kieszeni włożyć.

ŁKS zaczął mecz bez wykartkowanego Craciuna (zastąpił go Fałowski) i z Lewandowskim w ataku (w miejsce kontuzjowanego Wysokińskiego).Grać łatwo nie było, bo mecz toczył się na ligowym kartoflisku. Energii obu drużynom nie brakowało, ale niewiele z tego wynikało. Łodzianie składną akcję przeprowadzili w 36 minucie, Strzał Lewandowskiego z ostrego kąta obronił Haluch.

ŁKS miał inicjatywę, był coraz groźniejszy i…stracił gola po stałym fragmencie gry. Po rzucie rożnym, serii wrzutek i wybić, niepilnowany Kobusiński z dwóch metrów wepchnął piłkę do bramki, mimo rozpaczliwej interwencji Bobka. Czarna rozpacz. Niesprawiedliwości stało się zadość, ale taka jest piłka!

W drugiej połowie po główce Fałowskiego piłkę sprzed linii bramkowej wybił jeden z graczy rywali. ŁKS osiągnął wyraźną przewagę, ale kończyło się to na stałych fragmentach gry, z których nic nie wynikało. Niestety, nie było nikogo, kto by wygrywał na bokach pojedynki jeden na jeden i stwarzał przewagę pod bramką przeciwnika. Grano wolno środkiem, przewidywalnie.

Ta futbolowa niemoc coraz bardziej irytowała kibiców obecnych na trybunach. Gdy Loffelsend doszedł do dogodnej sytuacji, to posłał piłkę panu Bogu w okno.Widząc brak pomysłu na konstruktywną grę trener Szoka chwytał się wszystkiego. Posłał w bój 17-letniego debiutanta Szczygła.

Gdy już doszło do czegoś groźnego to… Po główce Fałowskiego, a potem Arasy znakomicie interweniował Haluch. Bramkarz był też bohaterem po kolejnej akcji Piaseckiego i Arasy. A jednak w doliczonym czasie sprawiedliwości stało się zadość. Bramkarz Odry skapitulował po strzale z dystansu Fałowskiego! Uratowany remis łodzian, który jest niestety wielkim rozczarowaniem.

21 marca o godz. 14.30 ŁKS podejmie Ruch Chorzów.

ŁKS – Odra Opole 1:1 (0:1)

0:1 – Kobusiński (40), 1:1 – Fałowski (90+1)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Rudol, Pingot, Loffelsend (72, Krykun), Terlecki, Hinokio, Toma (58. Piasecki), Norlin (72, Szczygieł), Arasa, Lewandowski

ŁKS. Teraz trzeba futbolowe przewagi udowodnić na własnym boisku, a wtedy walka o ekstraklasę nie będzie iluzoryczną mrzonką!

Fot. Artur Kraszewski

To była zmora zmór, a tymczasem pod wodzą trenera Grzegorza Szoki ŁKS wygrał w Warszawie już czwarty z pięciu wyjazdowych meczów. Znów jest w grze przynajmniej o baraże. I szkoleniowiec mówi właśnie o takim celu. Byleby tylko nie ugrząźć w ligowym niebycie, bo to byłby kolejny sportowy krok wstecz i latem wszystko trzeba by było zaczynać od nowa.

Łodzianie awansowali na dziewiąte miejsce i do drugiego Chrobrego Głogów tracą już tylko pięć punktów. Do strefy barażowej zaś mają dwa punkty straty. Jest zatem o co grać!

W starciu z Polonią ŁKS był lepszym zespołem i to najważniejsza pomeczowa refleksja. Mądrzej poukładanym, świadomym co i jak ma robić, konsekwentnym w grze do przodu, uważnym w defensywie. Jasne można mieć pretensje o skuteczność (goli powinno być więcej) i dziękować Aleksandrowi Bobkowi, który znakomitą interwencją w końcówce meczu uratował trzy punkty, ale trudno nie chwalić drużyny za ten pojedynek.

Dwie decyzje szkoleniowca zasłużyły sobie na mój szacunek. Pierwsza to postawienie na Andreu Arasę i zamiast klasycznego napastnika, budowanie gry do przodu opartej na dwóch dobrze wyszkolonych technicznie, wszędobylskich graczach, robiących pozytywne zamieszanie w szeregach rywali. Jednym był Arasa, a drugim, dopóki się nie zmęczył – Bastien Toma. Warszawianie nie znaleźli sposobu na ich grę. Musieli się pilnować w defensywie, kosztem angażowania większych sił w ataku.

Niechciany w Bytomiu piłkarz pod wodzą Grzegorza Szoki stał się ważnym ogniwem łódzkiej drużyny. Trener dostrzegł jego możliwości i spożytkował umiejętności w grze defensywnej. Kacper Terlecki, bo o nim mowa, pracował za dwóch, odbierał piłki rywalom w każdej przestrzeni boiska. W tej łódzkiej układance był niezbędny dla stabilizacji gry. Bez transferowych szaleństw, po stracie Michała Mokrzyckiego, szkoleniowiec zbudował solidny kręgosłup drużyny, dający nadzieję, że ŁKS będzie się liczył w walce o awans do ekstraklasy.

Teraz trzeba udowodnić swoje futbolowe przewagi na własnym boisku. 15 marca o godz. 17 ŁKS podejmie Odrę Opole, a 21 marca o godz. 14.30 – Ruch Chorzów. Łodzianie z dziesięciu wygranych spotkań, pięć zaliczyli na własnym stadionie. Jeśli znów potrafią wyjść na swoje, to ich marzenia i ambicje staną się możliwe do spełnienia!

Na takich rezerwowych można polegać jak na Zawiszy, Dzięki nim ŁKS odmienił losy wyjazdowego meczu i wygrał!

Fot. Artur Kraszewski

Prawdziwe szkoleniowe wejście smoka. Trener Grzegorz Szoka, prowadząc ŁKS, jeszcze nie zaznał goryczy porażki. I tak trzymać. Trener jest na fali, skoro jego drużyna potrafiła wyjść obronną ręką z wyjazdowego 0:2. W trzynaście minut z nawiązką odrobić starty i wygrać 3:2 wyjazdowy mecz z wiceliderem Polonią.

Co szkoleniowiec zrobił, gdy zabrakło, stabilizującego grę drużyny, Michała Mokrzyckiego? Nie kryję, ku mojemu zaskoczeniu, a pewnie i nie tylko mojemu, postawił na niechcianego w Bytomiu Kacpra Terleckiego. Gdy poprzednio 21-letni piłkarz bronił łódzkich barw zaliczył w II-ligowym zespole 77 minut w czterech występach. A teraz pełne zaufanie – 90 minut grania. Nie wszystko mu wychodziło, ale… zatrzymał kilka ataków rywali, walczył aż miło, starał się, z dobrym skutkiem, być potrzebny. Kolejny piłkarz wyciągnięty przez Grzegorza Szokę z ligowych zaświatów, jak wcześniej stało się to z Koki Hinokio, który pokazał klasą i umiejętności, gdy strzelał w Bytomiu ważnego gola.

Teoretycznie mogło się wydawać, że znów będzie wyjazdowa wtopa, jak zwykle. Jednym z powodów, obok za prostych błędów w grze defensywnej, byłaby słaba postawa najlepszego piłkarza zespołu w rundzie jesiennej – Jaspera Loffelsenda.

Okazało się jednak, nie po raz pierwszy i nie ostatni, że nie ma ludzi niezastąpionych. Piłkarz, który wszedł na boisko w miejsce Jaspera, okazał się superrezerwowym. Serhij Krykun zaliczył asystę, zdobył zwycięskiego gola i zagrał bodaj swój najlepszy mecz w barwach ŁKS!

Dodajmy, w tym miejscu, że trener Grzegorz Szoka, mądrze przeczytał grę i to co się dzieje na boisku. W odpowiednim momencie wpuścił na plac zmienników, którzy nie tylko go nie zawiedli, ale wręcz odmienili losy spotkania! Mocna ławka, to może też być atut łodzian w kolejnych spotkaniach. 14 lutego ŁKS podejmie Chrobrego Głogów o godz. 19.30. Jesienią rywale wygrali 2:1.

Czy można cokolwiek zrobić, żeby w kolejnych ligowych meczach ełkaesiacy nie byli… statystami?! Miejmy nadzieję, że tak!

Fot. Artur Kraszewski

Tak się nie robi – wiernym kibicom, a przede wszystkim sobie. Masz wygraną, to nie walczysz o nią strachliwie, z lękiem w sercu i obawą, że los cię zaraz ukarze stratą gola, tylko po męsku walczysz o swoje, dyktując warunki gry. Wtedy wychodzisz obronną ręką z futbolowej opresji i pokazujesz czarno na białym, że jesteś mocny i walczysz o najwyższe cele.

Tak powinien się prezentować w I lidze ŁKS, pokazując wszem i wobec, że ma jeden cel – awans i ma ludzi, którzy są w stanie ten cel osiągnąć. Tymczasem na dziś łodzianie są drużyną ligowego środka – trzy mecze wygrali, trzy przegrali, dwa zremisowali – ten ostatni w Opolu z Odrą, tracąc bramkę w 93 minucie gry!

Co z tego, że kilku piłkarzy zagrało przyzwoicie: Aleksander Bobek, Mateusz Wysokiński, jak zawsze Fabian Piasecki, Mateusz Lewandowski i wreszcie Antoni Młynarczyk, skoro zespół jako całość zaprezentował się marnie… Ech, szkoda gadać. Jak przyznaje trener Szymon Grabowski przy straconym golu jego zawodnicy byli tylko statystami.

Co zrobić, żeby w kolejnych pojedynkach było inaczej, lepiej? Jeżeli trener i zespół znajdą odpowiedź na to pytanie, to druga część rundy będzie lepsza, bardziej satysfakcjonująca. Jeśli nie, to w ŁKS znów pojawi się wielka personalna miotła.

14 września ŁKS o godz. 15.30 zagra wyjazdowy mecz z Ruchem na Stadionie Śląskim. Czy będzie gotowy na stoczenie pierwszego wyjazdowego zwycięskiego pojedynku?

Mogło być wyjazdowe przełamanie, a jest czarna rozpacz. ŁKS stracił zwycięstwo w trzeciej minucie doliczonego czasu gry

ŁKS powinien wygrać mecz na wyjeździe. Tak się nie stało, bo łodzianie stracili gola w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Klątwa obcego boiska nadal ciąży i to mocno ełkaesiakom.

ŁKS był blisko coraz bliżej. Krykunowi zabrakło pół metra. Potem po główce Piaseckiego Abramowicz sparował piłkę na słupek. Do trzech razy sztuka.

Znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego i ładną podcinką sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Lewandowski. ŁKS objął prowadzenie.

Gospodarze próbowali, ale nie byli w stanie zaskoczyć Bobka. I wydawało się, że wreszcie, nareszcie łodzianie zgarną trzy punkty.

Nic z tego. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Muratović główkował tak, że Bobek nie był w stanie tego strzału obronić. Czarna rozpacz i tyle. Nie było w tym przypadku, bo pięć minut wcześniej opolanie już mieli szansę na bramkę. Rywale nie wyciągnęli wniosków z tej sytuacji i zostali za to srogo ukarani. Jak tu nie rwać sobie włosów z głowy.

Teraz czas na reprezentacyjną przerwę. 14 września ŁKS o godz. 15.30 zagra wyjazdowy mecz z Ruchem na Stadionie Śląskim.

Odra Opole – ŁKS 1:1 (0:0)

0:1 – Lewandowski (52), 1:1 – Muratović (90+3, głową)

ŁKS: Bobek – Loeffelsend (79, Kupczak), Rudol, Crâciun, Norlin, Krykun (79, Balić), Ernst, Wysokiński, Jurkiewicz (62, Młynarczyk), Lewandowski (84, Wzięch), Piasecki

Ełkaesiacy w drugiej połowie pokazali determinację, waleczność, charakter. Oby ten pojedynek to był mit założycielski pod dalsze ligowe granie

Fot. Artur Kraszewski

Szkoda, bo ŁKS powinien pokonać Polonię, a skończyło się na remisie 2:2. Gdyby Fabian Piasecki – najlepszy piłkarz łodzian wykorzystał karnego w doliczonym czasie gry, były ligowy triumf i wielka radość. Tak się jednak nie stało. Cóż, zdarza się najlepszym. Łodzianie w drugiej połowie pokazali determinację, waleczność, charakter. Oby ten pojedynek to był mit założycielski pod dalsze ligowe granie. Ale, ale…

Trzeba jednak sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ŁKS musiał gonić i to mocno wynik. Dlaczego tracił bramki po prostych błędach, dlaczego dał się zdominować (przez 45 minut) zdołowanej klęską z Wieczystą (1:6) Polonii.

Na razie prawda jest taka, że mamy przeciętną zespół, zajmujący przeciętne miejsce w tabeli, z uciekającą czołówką. Mamy też tylko jedną osobowość – Fabiana Piaseckiego. On wszystkiego na swoich barkach nie udźwignie. Może ta pogoń za Czarnymi Koszulami zbudowała team na dobre i złe, który będzie walczył przez 90 minut, nie pogubi się juniorsko pod własną bramką i wykorzysta swoje nadarzające się okazje.

Teraz czeka ŁKS mecz z Odrą w Opolu 31 sierpnia o godz. 17.30. Oby nastąpiło przełamanie, bo wyjazdowy koszmar nie może dalej trwać. Punkty zdobyte na obcym boisku są potrzebne, wręcz konieczne, do ligowego życia z aspiracjami.

Po tym pojedynku czas reprezentacji i dwa tygodnie przerwy. To będzie dobra okazja, żeby zastanowić się i to mocno, co i dlaczego nie gra, naprawić błędy i w dalszej części ligowym zmagań podążyć śladem… Wisły Kraków!

Zmora zmór czyli własny stadion. ŁKS przegrał szósty mecz przy al. Unii. Czarna rozpacz

ŁKS grał o trzecie zwycięstwo z rzędu (wcześniej: 3:1 u siebie z Wartą i 2:1 z Chrobrym w Głogowie). Siedem i pół tysiąca kibiców chciało obejrzeć sukces swoich pupili. I zawiodło się sromotnie. Wróciły zmory łodzian i stare błędy. ŁKS przegrał mecz na własnym boisku (szósty w sezonie!). W takiej formie lepiej, żeby co najwyżej grał o miejsce w środku tabeli, bo nie ma po prostu umiejętności na nic więcej. Warto dodać, że Odra czekała na zwycięstwo od początku grudnia zeszłego roku

ŁKS zaczął mecz… katastrofalnie. Łodzianie stracili gola w 40 sekundzie meczu. Rudol krył przeciwnika na radar, to musiało się zemścić i zemściło. Mający ogrom boiskowych możliwości Prikryl posłał piłkę precyzyjnym strzałem w długi róg. Bobek był bez szans.

Potem ŁKS osiągnął wyraźną przewagę. Przeprowadził kilka składnych akcji i co z tego? Nic. To co było kolejną, obok juniorskich błędów w defensywie, wadą łodzian – czyli wyjątkowa nieskuteczność – nadal dawało mocno o sobie znać. Łodzianie tylko mocno pracowali na to, żeby bramkarz Haluch został bohaterem spotkania. Na dodatek znów jakby walczyli w dziesięciu, bowiem napastnik był praktycznie niewidoczny.

Akcja w doliczonym czasie zakończyła te utyskiwania. Rudol zmazał swoje winy z początku meczu. Po doskonałym dośrodkowaniu Mokrzyckiego nie pozostało mu nic innego, jak umieścić głową piłkę w siatce.

Druga połowa mogła rozpocząć się, jak pierwsza. Odra zaatakowała i była o krok od zdobycia drugiego gola. ŁKS był pogubiony, zaspany, zbyt pewny swoich racji i mógł zostać mocno skarcony.

Nie został. Za to sam mógł zdobyć gola. Znów po znakomitym podaniu Mokrzyckiego, Hinokio strzelał z końca pola karnego i trafił w słupek.

A potem, po stracie Majcenicia, ełkaesiacy pogubili się zupełnie przy kontrze rywali. Nie wiedzieli, co się dzieje i łatwo dali sobie wbić drugiego gola – z dwóch metrów praktycznie do pustej bramki. Nic tylko rwać sobie włosy z głowy.

ŁKS znów próbował zmienić obraz gry. Sitek minimalnie się pomylił. Powinien trafić, bo od bramki dzieliło go tylko kilka metrów. Dokonane zmiany w składzie łodzian niestety pogubiły gospodarzy zupełnie. Niby grali, niby próbowali, strzelać i była to para w gwizdek. Zeszli z boiska pokonani.

6 kwietnia o godz. 17 ŁKS zagra z Pogonią w Siedlcach.

ŁKS – Odra Opole 1:2 (1:1)

0:1 – Prikryl (1), 1:1 – Rudol (45+1, głową), 1:2 – Kobusiński (65)

ŁKS: Bobek – Dankowski, Rudol, Gulen, Majcenić (76, Książek)- Sitek (85, Iwańczyk), Mokrzycki (76, Wysokiński), Kupczak, Hinokio (68, Mrvaljević) Młynarczyk – Norlin (68, Balić)

ŁKS gra dziś ligowy mecz z Odrą. Czy doczekamy się kolejnego hat tricka?

Jerzy Wieteski archiwum Jacka Bogusiaka

ŁKS chce kontynuować zwycięską passę i wygrać po raz trzeci z rzędu. O godz. 19.30 podejmuje dziś Odrę Opole. Łodzianie walczą o barażową szóstkę. Rywale są w strefie spadkowej.

Niezawodny kustosz pamięci ŁKS – Jacek Bogusiak przypomniał dwa kapitalne mecze łodzian, w którym piłkarze ŁKS zanotowywali hat tricki. Jacek jest tym człowiekiem, który skrupulatnie odnotowuje takie wydarzenia i nagradza autorów takiego wyczynu… okolicznościowym melonikiem. Dwa razy takim wyczynem popisał się Jerzy Wieteski. W wygranych 3:0 w 1957 i 4:1 w 1958 roku strzelił po trzy bramki. W 2001 roku tego wyczynu dokonał też Adam Grad w spotkaniu wygranym 4:0. Czy dziś ktoś pójdzie w ich ślady?

Działacze ŁKS wprowadzają, wzorem wielu europejskich klubów nowość – spotkania w sektorze VIP z legendami klubu. Pierwszym bohaterem takiego spotkania będzie Marek Chojnacki, którego wielkie dokonania dla ŁKS nie raz i nie dwa opisywał Jacek Bogusiak. Marek przez 18 lat bronił barw ŁKS, wystąpił w 452 meczach, strzelił dla swojej drużyny 48 bramek.  Był kapitanem drużyny walczącej o mistrzostwo Polski w 1993 roku, wystąpił w także w europejskich pucharach czyli w dwumeczu z FC Porto.

Są obok Jacka inni wierni z wiernych ełkaesiacy. Sławomir Romanowski wykonał okładkę programu meczowego ŁKS – Stal Stalowa Wola w 1994 roku. Od wielu wielu lat jest obecny na każdym meczu rozgrywanym w Łodzi.

ŁKS. Mecz w Głogowie pokazał czarno na białym, ile w dzisiejszym futbolu zależy od kreatywnych pomocników!

Łukasz Grochala/Cyfrasport

Zwycięski mecz ŁKS w Głogowie pokazał czarno na białym, ile w dzisiejszym futbolu zależy od kreatywnych pomocników, a zwłaszcza skrzydłowych. Błyskotliwa i skuteczna akcja Antoniego Młynarczyka, który minął kilku rywali i idealnie zagrał do Maksymiliana Sitka, powinna być pokazywana na taktycznych zajęciach nie tylko w polskich klubach. Tylko tak i aż tak udaje się rozmontować szczelną obronę rywali i wygrywać wydawałoby się (po pierwszej beznadziejnej połowie) przegrane spotkania.

Młynarczyk okazał się jokerem w talii trenera Ariela Galeano i chyba ostatecznie przekonał szkoleniowca, że jego miejsce jest w podstawowej jedenastce łodzian, a nie na ławce rezerwowych. Wiem, że takie przetasowanie sprawi, iż trzeba będzie szukać nowego miejsca na boisku dla Pirulo lub posadzenie go na ławce rezerwowych ale cóż w futbolu nie ma sentymentów.

Nie mniej energetyczny, twórczy i przebojowy był drugi z łódzkich skrzydłowych – Maksymilian Sitek. Swoim ciągłym nękaniem defensywy rywali zmęczył głogowian do tego stopnia, że po przerwie nie mieli nic do powiedzenia na boisku. Podobno rolę spełnił Koko Hinokio, który pokazał, że potrafi być odważnym kreatywnym pomocnikiem z boiskową wyobraźnią. Umie też momentami wcielić się w rolę wielkiego nieobecnego (kartki, kartki) Michała Mokrzyckiego i skutecznie pomóc w odbiorze piłki.

Z takimi pomocnikami można w lidze góry przenosić ale… Trzeba jasno sobie powiedzieć, że przez blisko 70 minut ŁKS praktycznie grał w… dziesiątkę, bo Marko Mrvaljević był na boisku, ale tak jakby go na nim wcale nie było. W czasie reprezentacyjnej przerwy trzeba albo znaleźć sposób na efektywną współpracę napastnika z pozostałymi piłkarzami zespołu albo poszukać innych rozwiązań i na przykład dać szansę gry od pierwszej minuty Gustafowi Norlinowi.

Mecz czarno na białym pokazał, ile dla drużyny znaczy Michał Mokrzycki, ale też jaką dla niej wartość ma Piotr Głowacki i jego odważna ofensywna gra. Niestety,  Antonio Majcenić  był cieniem Piotrka i jego boiskowa wartość w Głogowie, co tu kryć, nie była wielka.

ŁKS, żeby odnosić zwycięstwa musi robić wszystko, żeby grać na zero z tyłu. W Głogowie znów to się nie udało. Łodzianie stracili bramkę po stałym fragmencie gry, popełniając juniorskie błędy w kryciu. Nie po raz pierwszy niestety…

Jest zatem nad czym pracować w reprezentacyjnej przerwie. Kolejny ligowy mecz ŁKS zagra 29 marca o godz. 19.30 w Łodzi z broniącą się przed spadkiem Odrą Opole.

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑