
Fot. Artur Kraszewski
Domowy serial ŁKS przyniósł drugie, cenne zwycięstwo (nad Termaliką 2:1). Emocji było moc, na kilka ligowych spotkań. Do samego końca. Łodzianie pokazali, że potrafią być drużyną, choć zanim przystąpili do gry ze spadkowiczem z ekstraklasy, musieli sobie poradzić z wewnętrznymi turbulencjami. Nagle nie po drodze z ŁKS ma najlepszy strzelec – Piasecki. Ponoć szykuje się (wymuszony?!) transfer do Wisły Płock lub Radomiaka.
I co się okazało? Ano to co zwykle, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odpowiedzialność za grę wziął na siebie Arasa i choć dokonał w kontrach ze dwóch nie do końca słusznych wyborów, to on ciągnął grę Łodzian do przodu, dawał impuls do skutecznej walki. Dopóki miał siły był prawdziwym liderem Łodzian.
Tym razem to nie Ełkaesiacy musieli odrabiać straty. Strzelili dwie bramki i nie pozwolili sobie roztrwonić tego korzystnego, aczkolwiek wyjątkowo niebezpiecznego, prowadzenia. Chciałoby się wierzyć, że to taki mit założycielski, stworzenie podwalin pod pewność i skuteczność w ligowej grze. W tych piłkarza jest potencjał, są możliwości. Jeżeli mądrze ich się poskłada i poustawia to jest… nadzieja, która, jak wiadomo, umiera ostatnia.
23 sierpnia o godz. 19 w kolejnym ligowym pojedynku w Łodzi ŁKS podejmie Stal Mielec, która wygrała z Polonią Bytom aż 5:2. Ostatniego gola w doliczonym czasie gry zdobył… Michale Wyparło, syn legendy Stali i… ŁKS, bramkarza Bogusława. Przypomnijmy, że Łodzianie też pokonali Polonię, choć nie było tak efektownie i łatwo. ŁKS po walce i błyskawicznie strzelonych golach wygrał 2:1. Zapowiada się kolejny bardzo trudny mecz…












