Rezerwowy Pafka

Tag: łks piasecki

ŁKS ma wielką szansę na bycie poważnym graczem w walce o ekstraklasę. Oby tylko jej nie zmarnował głupią wpadką!

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS miał wolny od ligowego grania weekend z powodu naprawy zamienionej w kartoflisko murawy (mecz odbędzie się 7 maja o godz. 18). Co najważniejsze, zostaje w grze o strefę barażową! Ma w zapasie jeden mecz i przed sobą starcie z outsiderem.

tylkoslask.pl podaje: GKS Tychy świętuje 55. urodziny klubu, przygotowując wyjątkowe obchody jubileuszu. Kulminacją uroczystości będzie najbliższy mecz domowy z ŁKS Łódź, podczas którego stadion zamieni się w miejsce wielkiego święta pełnego górniczych akcentów i historycznych nawiązań.

Oby tylko łodzianie nie zatopili się w świątecznym nastroju. Chciałbym i pewnie nie tylko ja, żeby znów pokazali, że w meczach wyjazdowych trzeba ich się bać podwójnie. Spotkanie w Tychach 18 kwietnia o godz. 19.30. A GKS pokazał pazurki w Siedlcach, wygrał 1:0 i na pewno nie wolno go lekceważyć.

Miał być gwiazdą drużyny i ligi – Basten Toma, ale na razie z meczu na mecz coraz lepiej gra Andreu Arasa, a jego bramkowa akcja w meczu z Wieczystą (2:0), to był prawdziwy majstersztyk. Wydaje się, że trener Grzegorz Szoka poukładał ełkaesiackie klocki w należytym porządku. Teraz miał czas na doskonalenie tego, co wypracował.

Oby tylko zespół nie wypadł z meczowego rytmu. Na pewno ma go Fabian Piasecki, który ostatnio strzela gola, tak w pierwszej jak i drugiej drużynie. Chciałoby się i to bardzo, żeby po powrocie po kontuzji utalentowany Antoni Młynarczyk odpalił, jak Andreu Arasa,i stał się jokerem w łódzkiej talii.

Jest wyrównana, ligowa kadra, jest w kim wybierać. Oby tylko w tak istotnej końcówce zmagań obyło się bez wpadek i rozczarowań, a może doczekamy się w przyszłym sezonie łódzkich derbów w ekstraklasie!

ŁKS czeka trudny mecz w Warszawie, ale łodzianie przestali się bać obcych boisk. Czy to będzie pojedynek napastników?!

Fot. Artur Kraszewski

Trener Grzegorz Szoka sprawił, że wyjazdowe spotkania przestały być zmorą ŁKS. Taka prawda, teraz trudniej łodzianom poszukać punktów u siebie, a na obcym boisku potrafią się wykaraskać z najtrudniejszych opresji. Oby tak było i tym razem.

9 marca o godz. 18 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią, która pokazał, że jest w formie pokonując na wyjeździe Wieczystą 2:1.Transmisja TVP Sport.

Czy będzie to równie dramatyczny pojedynek, jak ten jesienią w Łodzi? ŁKS przegrywał 0:2, wyciągnął w końcówce na 2:2 i mógł i powinien wygrać, ale Fabian Piasecki nie wykorzystał rzutu karnego.

Teraz pojedynek napastników powinien być jedną z wartości warszawskiego pojedynku. Piasecki ma na koncie 7 goli i pewnie chciałby skończyć z ostatnią bramkową posuchą. Napastnik Polonii – Łukasz Zjawiński – 13, w tym ostatnią zdobytą w starciu z Wieczystą. Snajper zadeklarował ponoć, że podpisze nowy kontrakt z Polonią, jeśli tak awansuje do ekstraklasy! Co tu kryć, jest na dobrej drodze.

ŁKS, żeby marzyć o korzystnym wyniku w stolicy, musi być czujny, skuteczny w defensywie i bardziej kreatywny w działaniach ofensywnych. Może przebudzi się Bastien Toma i pokaże wszem i wobec, że potrafibyć liderem zespołu z prawdziwego zdarzenia. W każdym razie, jeśli ŁKS chce się liczyć w grze o ekstraklasę, nie może przegrywać. Porażka w Warszawie pogrąży łodzian w otchłani ligowej przeciętności!

ŁKS. Gdy na boisku dzieje się źle, najważniejsi piłkarze drużyny (poza Fabianem Piaseckim) uciekają od odpowiedzialności. Nowy trener natchnie ich odwagą?!

Zdjęcia: Artur Kraszewski

Ciemności kryją futbolową, łódzką ziemię. Najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia nad tym, co wyprawiają piłkarze ŁKS. Porażka 0:3 z Puszczą to wstyd, na cienkiej granicy futbolowej kompromitacji. Najgorsze jest to, że w trudnych sytuacjach nie ma drużyny. Wszyscy znikają w cieniu, chowają się za plecy kolegów. Wtedy potrzebny byłby lider, a tu taki Bastien Toma ginie gdzieś w tłumie i trudno odnaleźć go na boisku, nie mówiąc już o pozytywnym wpływie na to, co się na nim dzieje.

Od samego początku rozgrywek dziurawa, jak ser szwajcarski jest defensywna gra zespołu i żadne taktyczne zmiany tego nie… zmieniają. Ba, jestem nawet gotów powiedzieć, że je uwypuklają. bo najzwyczajniej w świecie łódzkim graczom brakuje umiejętności.

Jedynym człowiekiem z charakterem, który zostawia serce i zdrowie na boisku jest Fabian Piasecki i zamiast na nim budować pozytywne wartości drużyny, zwłaszcza w meczu, w który nie idzie, trener zdejmuje go z boisko. Po co, dlaczego? – sam chciałbym wiedzieć, skoro wpuszcza na plac ludzi zagubionych w futbolowej mgle, którzy pogłębiają tylko taktyczny chaos.

Wielki niepokój, a wręcz oburzenie, budzi nie tylko ostatnia kompromitująca porażka. Kompletny zjazd w dół notuje drużyna rezerwowa, a młodzi gracze, którzy mieli być wielką nadzieją klubu – już tu i teraz: Antoni Młynarczyk czy Jędrzej Zając spadli do poziomu sportowego przeciętniactwa, co nie wróży ich karierze, ani klubowi niczego dobrego. Kto jest temu winny, kto nie panuje nad tym, co dzieje się w klubie? Czas najwyższy znaleźć odpowiedzi, bo tak dalej być nie może!

Czy zmiana trenera jest lekiem na całe zło? Grzegorz Szoka przygotuje terapię… szokową? A przynajmniej natchnie pierwszą drużynę odwagą, odblokuje zdolną młodzież?! Dla mnie zbyt łatwe wyjście, ukrywające błędy i niedociągnięcia działaczy, kryjących się dziś wstydliwie w cieniu kompromitujących się piłkarzy. Wszystko wskazuje na to, że ŁKS wymaga poważnych strukturalnych zmian, bo ile można. Jak długo jeszcze poważni ludzie będą ładować poważne pieniądze w futbolowe badziewie?!

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS kontra Polonia. W Łodzi zagrają dwie mocno zranione drużyny, które mają bramkostrzelnych napastników

Fot. ŁKS Łódź

ŁKS znów rozczarował kibiców. I to bardzo. Przegrał trzeci wjazdowy mecz z rzędu (z Miedzią w Legnicy 1:2). Z takim bilansem marzenia o ekstraklasie można między bajki włożyć. Drużynie na obcych boiskach brakuje konsekwencji, dyscypliny, skuteczności. Tak w meczach u siebie, jak na tych na wyjeździe widać jak na dłoni brak lidera drugiej linii. Człowieka, który stabilizowałby grę, wyznaczał jej kierunki, wygrywał pojedynki jeden na jeden w środku pola i kreował groźne sytuacje. Na razie takiego gracza w ŁKS ani widu, ani słychu.

W tej sytuacji najlepszy piłkarz łodzian, napastnik Fabian Piasecki musi radzić sobie sam. Sam kreować sytuacje, sam je wykorzystywać. To raz wystarczy do osiągnięcia sukcesu, ale innym razem nie. Czyli na dwoje babka wróżyła. A z taką filozofią trudno marzyć o sukcesach. Sam jestem ciekaw, jak to będzie w najbliższym ligowym meczu.

23 sierpnia o godz. 19.30 pojedynek byłych mistrzów Polski. W 7 kolejce I ligi łodzianie podejmą Polonię Warszawa, która została sprowadzona w swoich aspiracjach i marzeniach na ziemię na własnym w meczu z Wieczystą (1:6). Też pokazała, że w drugiej linii ma spore kłopoty. Do walki staną naprzeciw siebie dwie mocno zranione drużyny, które mają bramkostrzelnych napastników (Fabian Piasecki i Łukasz Zjawiński zdobyli po 5 bramek), ale nie mają drugiej linii i dobrze poskładanego teamu. Co z tego wyniknie? Zobaczymy!

Chcesz wygrywać ligowe mecze, musisz mieć w drużynie futbolowe osobowości. Takie pokazał ŁKS w starciu ze Stalą Mielec

Fot. Artur Kraszewski

ŁKS wygrał trzeci ligowy mecz na własnym boisku. Ma imponujący bilans bramkowy 8-0. Na 9 goli strzelonych do tej pory przez łodzian sześć jest dziełem napastników: cztery zdobył Fabian Piasecki, dwie (wchodzący jako rezerwowy) Mateusz Lewandowski.

Skuteczność to ważna futbolowa sprawa, nie mniejsza to piłkarskie osobowości. Dobrze jest mieć zgraną drużynę, ale jeszcze lepiej mieć w niej kogoś, kto ciągnie do przodu, podtrzymuje tempo grania i zapał kolegów, a przede wszystkim ma ogromny wpływ na końcowy wynik spotkania. I w pojedynku ze Stalą Mielec, łodzianie mieli takiego piłkarza. Był nim właśnie Fabian Piasecki (186 cm wzrostu, 87 kg wagi) – silny jak tur, przebojowy, odważny i skuteczny piłkarz, który się futbolowym kulom nie kłaniał.

Stał się prawdziwym liderem drużyny, walczącym bez pardonu i strachu (nawet po rozbiciu głowy i graniu z opatrunkiem!) tak pod bramką rywali, jak i we własnym polu karnym. Na dodatek po przejęciu piłki popisał się kilkoma inteligentnymi dokładnymi podaniami do partnerów. Był wszędzie tam, gdzie była taka potrzeba. Bardzo dobry występ.

Skoro osobowością drużyny jest napastnik to może, może skończy się wreszcie wyjazdowa zmora ŁKS – dwa mecze, dwie porażki, bilans bramkowy 1-7. Oby! Oby!

Już we wtorek 19 sierpnia o godz. 16 ŁKS zagra w Legnicy z Miedzią. Oj, nie będzie łatwo. Drużyna, która ostatnio pokonała łodzian czyli Chrobry zremisowała z Miedzią 2:2, zdobywając wyrównującą bramkę w 89 minucie spotkania! A 23 sierpnia o godz. 19.30 łodzianie podejmą Polonię Warszawa, która zremisowała ostatnio z Ruchem Chorzów 0:0.

Teraz przed ŁKS jedna z najcięższych ligowych prób. Łodzianie muszą w Krakowie pokazać charakter i umiejętności, bo Wisła jest na wznoszącej sportowej fali!

Fabian Piasecki Fot. Damian Figura

Do przerwy w meczu ŁKS – Znicz (1:0) było tak, jak chciał trener Szymon Grabowski, nawiązując do słów Pepa Guardioli, że bez piłki jego zawodnicy mają walczyć jak futbolowe bestie, a z nią przy nodze cieszyć się grą: – Chciałbym, żeby to było nasze DNA i kto śledzi bliżej nasze poczynania, to widzi, że ci zawodnicy bez piłki naprawdę są nieprzyjemni, a z piłką potrafią się bawić. Pokazał to nasz sparing z Arką. Chcę, żeby kibice widzieli zespół charakterny, zaangażowany i grający do końca, a w momencie, gdy ma piłkę, to widowiskowy i taki, który może się podobać .

Marzenia się spełniają, na razie przez…45 minut premierowego pojedynku. ŁKS grał imponująco. strzelił jedną bramkę, a mógł kilka. A potem? Lepiej nie mówić. ŁKS dostał 45-minutowej zadyszki, odcięło mu prąd i o mały włos nie stracił dwóch punktów.

Kibice uznali za na najlepszego piłkarza ŁKS tego spotkania napastnika Fabiana Piaseckiego, autora zwycięskiej bramki. Moim i nie tylko moim zdaniem ten tytuł należy się bramkarzowi Aleksandrowi Bobkowi, którego kluczowa interwencja w końcówce meczu pozwoliła zachować łodzianom czyste konto.

Teraz przed łodzianami o niebo trudniejsze wyzwanie. 26 lipca o godz. 15 ŁKS zmierzy się w Krakowie z mocarzem pierwszej kolejki Wisłą. Lider – Angel Rodado strzelił dwie bramki, a krakowianie pokonali w Mielcu Stal aż 4:0! To pokazuje, że każda chwila słabości (a słabe pół spotkania nie wchodzi w ogóle w grę) może łodzian drogo kosztować. Ten mecz pokaże też czarno na białym, czy już teraz ŁKS ma drużyną gotową walczyć o upragniony awans do ekstraklasy czy też nie. Nie można się dziwić, że taki, hitowy pojedynek pokaże na żywo stacja TVP Sport.

Wisła zapowiada, że tego dnia na stadionie im. Henryka Reymana odbędzie się uroczysty benefis Henryka Kasperczaka, jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii Białej Gwiazdy, ba jednego z najlepszych piłkazry w historii polskiego futbolu. 

Po znakomitej pierwszej połowie, w drugiej ełkaesiakom odcięło prąd, ale ostatecznie wygrali w ligowej premierze

Dla mającego mocarstwowe ambicje (awans! awans!) ŁKS rywal z Pruszkowa jest niewygodnym przeciwnikiem. Łodzianie nie wygrali ze Zniczem od trzech spotkań, a ostatni mecz z udziałem obu drużyn zakończył się sukcesem pruszkowian 3:2. Tym razem ŁKS wygrał, a to dzięki bardzo dobrej pierwszej połowie. W drugiej momentami oddawał inicjatywę, walczył chaotycznie, ale prowadzenie utrzymał i może się cieszyć z premierowych trzech punktów.

Łodzianie rozpoczęli mecz z czterema nowymi piłkarzami w wyjściowej jedenastce, w tym dwoma w drugiej linii (Krykun, Szczepański). W zespole prowadzonym przez byłego trenera ŁKS – Matysiaka, dwaj byli gracze z al. Unii – Lorenc i Koprowski. Gospodarze zaczęli odważnie, nastawiając się na ofensywę. W 8 min po dobrej, składnej akcji strzelał Mokrzycki i minimalnie się pomylił.

Co się odwlecze… Seria kiksów gości sprawiła, że piłkę dostał od Kupczaka Piasecki i niepilnowany z kilku metrów otworzył wynik meczu. Zachował się tak, jak na napastnika przystało. Był w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Gol ucieszył licznie zgromadzonych na trybunach kibiców. Mogło, ba powinno, być 2:0 po kontrze. Znakomitą akcję Krykuna zakończył strzałem, ale niestety nie golem, Piasecki. Napastnik już do przerwy mógł zaliczyć hat tricka, ale kolejny, tym razem techniczny strzał, był minimalnie niecelny. Dominacja ŁKS nie podlegała dyskusji (12 strzałów na bramkę rywali!). Szkoda, że przyniosła tylko jednego gola.

W pierwszej akcji drugiej połowy wydawało się, że Fałowski faulował rywala. Sędzia podyktował jedenastkę, ale po analizie VAR ją odwołał. Okazało się, że faulu nie było! W odpowiedzi z wielkim trudem Napieraj obronił strzał Piaseckiego. To była znakomita reakcja bramkarza.

W drugiej połowie sytuacja zmieniła się diametralnie. To zaciekle atakował Znicz, a ŁKS bronił się chaotycznie, nie potrafiąc przejąć inicjatywy.

Z czasem… to gospodarze mieli trzy bramkowe, niewykorzystane sytuacje. To był jednak kilkuminutowy pozytywny incydent. Potem bowiem to Znicz przeważał. Po wyjątkowo intensywnej pierwszej połowie łodzianom momentami odcinało prąd. Dobrze, ba znakomicie, dwa razy interweniował Bobek. To on uratował zwycięstwo gospodarzom.

W drugiej kolejce I ligi 26 lipca o godz. 15 ŁKS zagra w Krakowie z Wisłą.

ŁKS – Znicz Pruszków 1:0 (1:0)

1;0 – Piasecki (11)

Widzów: 8573

ŁKS: Bobek – Craciun (83, Wysokiński), Rudol, Fałowski (59, Ernst), Głowacki – Kupczak, Mokrzycki – Norlin (59, Młynarczyk), Szczepański (69, Hinokio), Krykun – Piasecki (69, Lewandowski)

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑