Fot. Marek Młynarczyk, autor bloga www.obiektywnasport.pl

Gdy obejrzało się kolejny przegrany wyjazdowy mecz Widzewa, tym razem ten najważniejszy, to widać czarno na białym zastraszający brak jakości większości Łódzkich piłkarzy. To futbolowi, ligowi przeciętniacy, którzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru odpowiedzialności za wielki klub, grę i końcowy wynik. Niestety…

Tylko sprowadzenie markowych, jak na polskie warunki obrońców – Wiśniewskiego i Kapuadiego oraz strzelającego gole Bergiera – było pomysłem na miarą utrzymania ekstraklasy. Oni mają poziom, walczą o wynik. Pozostali? W większości meczów lepiej spuścić na nich zasłonę milczenia.

W przypadku Widzewa widać jak na dłoni, jak rynek dyrektorów sportowych i sprytnych menedżerów, buduje fałszywą skalę piłkarskich wartości. Jesteś wyjątkowym naiwniakiem, bo płacisz miliony tak naprawdę za… brak jakości.

Szybko wychodzi szydło z worka. Wystarczy kilka spotkań, by dostrzec, jak na dłoni, że to nie ci ludzie. Na dodatek, o zgrozo, o umiejętnościach nie pozwalających udźwignąć odpowiedzialności za grę i wynik. Może jeszcze w pojedynkę dałoby się ich jakość wpasować w meczową jedenastkę. Gdy jest ich kilku, to razem w całej jaskrawości, pokazują swoją bezradność i momentami, tak irytującą, bylejakość. Powiedzmy wprost: z takimi piłkarzami prosta droga wiedzie do… spadku.