Rezerwowy Pafka

Tag: łks porażka (Page 1 of 4)

ŁKS zagrał słabo i niestety przegrał w Niepołomicach. Jeszcze nic nie jest stracone, ale trzeba wygrać ostatni mecz, żeby na pewno być w barażach

Ełkaesiacy przegrali w Niepołomicach na własne życzenie. Nie wykorzystali rzutu karnego, zrobili to rywale. Przez ponad pół godziny grali z przewagą jednego zawodnika i…nie było tego widać. Nic dziwnego, że zeszli z boiska pokonani.

Zaczęło się energetycznie. Już po minucie gry ŁKS miał szansę na gola, ale znakomicie dwukrotnie bronił Perchel. W odpowiedzi pokazał się Bomba, broniąc uderzenie po rzucie rożnym z bliskiej odległości. Główkował Gjoni – albański napastnik, odkrycie rozgrywek. Była akcja za akcję, ale spryt Piaseckiego, który oszukał pilnującego go rywala, nie zdał się na wiele, bo strzał był zbyt słaby. W kolejnej akcji Arasa, walcząc w pojedynku jeden na jeden z Bartczakiem, w końcu strzelił, ale słabo i niecelnie.

Potem trwała ligowa, boiskowa walka. Nikt nie zamierzał odpuścić. I nagle urodziło się coś istotnego z… niczego. W polu karnym Piasecki szykował się do przyjęcia piłki, ale nie wiedzieć czemu oparł się na nim Katolik. Napastnik się przewrócił, a sędzia podyktował jedenastkę! Znakomita okazja na gola, ale…

Młodzieżowiec Perchel ma talent i umiejętności. Obronił strzał napastnika Łodzian, a potem dobitkę Arasy! Niebywałe, ale prawdziwe. Taka jest piłka. To druga zmarnowana w tym sezonie jedenastka Piaseckiego! ŁKS starał się długo nie przeżywać tej sytuacji. Wojciechowski popisał się znakomitym zwodem, ale strzelił obok słupka. Podobnie jak po przeciwnej stronie główkujący w dogodnej sytuacji Piekarski.

W ciągu pierwszych 60 sekund drugiej połowy działo się więcej na boisku niż czasem podczas całej połowie. Niestety, ostatecznie wyszło na niekorzyść Łodzian. Sędzia po analizie VAR uznał, że Wiech zagrał piłkę ręką w polu karnym. A Gjoni pewnym, mocnym, półgórnym strzałem w róg bramki, nie dał szans Bombie. To siódmy gol Albańczyka w dwunastym pojedynku. Tak to w futbolu jest, niewykorzystane sytuacje się mszczą!

Łodzianie dostali swoją szansę. Po nierozważnym faulu na Arasie i analizie VAR Piekarski ujrzał czerwoną kartkę. Od 56 minuty gospodarze grali w dziesięciu. ŁKS też coś, a właściwie kogoś, (ważnego) stracił. Musiał opuścić boisko kontuzjowany Arasa.

Goście strzelili gola, ale zanim do bramki trafił Piasecki, wcześniej rywala faulował Lewandowski. Nic dziwnego, że gol nie został uznany. Za dużo było walki, fauli i chaosu, żeby coś z tego pozytywnego wynikło. Nie było widać, żeby gospodarze grali w osłabieniu! Zmiany nic nie dały, rzuty rożne nic nie dały i niestety i skończyło się 10 porażką Łodzian, ósmą na obcym boisku!

W ostatniej kolejce 24 maja o godz. 16.30 Łodzianie podejmą spadkowicza – Górnika Łęczna. Zwycięstwo na pewno da im sportową premię czyli walkę w barażach o ekstraklasę. Będzie zatem, o co się starać. Inna sprawa, że z taką postawą w decydującej grze o awans ŁKS nie ma czego szukać!

Puszcza Niepołomice – ŁKS 1:0 (1:0)

1:0 – Gjoni (51, karny)

ŁKS: Bomba – Loffelsend (76, Krykun), Rudol, Criciun, Wiech, Norlin, Wysokiński (76, Młynarczyk), Terlecki, Wojciechowski(76, Toma), Arasa (64, Lewandowski), Piasecki

Niestety. Ełkaesicy pokazali czarno na białym, że nie można na nich polegać. I jak tu wierzyć, że spełnią ekstraklasowe marzenia kibiców!

Fot. Artur Kraszewski

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Stara futbolowa prawda i tym razem sprawdziła się znakomicie. Mija trochę ligowego czasu, masz wymuszoną przerwę na regenerację oraz wypoczynek i kompletnie z tego nie korzystasz. Przeciwnie, następuje regres. I to taki, że zęby bolą. Taka ligowa klątwa dosięgła ŁKS, który przegrał z outsiderem – GKS Tychy 2:3, choć prowadził 2:1!

A co, gdy z bohatera, stajesz się co najwyżej irytującym przeciętniakiem? Tak stało się niestety w tym pojedynku z Arasą. Był samolubny w grze, chaotyczny, gubiący piłkę, kompletnie nieskuteczny. Co się nagle porobiło z liderem zespołu? A wydawało się, że pewnie i w dobrym stylu poprowadzi drużynę do strefy barażowej.

W przegranym meczu z outsiderem, to rywale występowali momentami w roli profesorów, a Łodzianie w roli nieopierzonych juniorów. Tak było, gdy gubili piłkę po koszmarnych błędach, których konsekwencją były stracone gole. Kto na przykład wpadł na pomysł, żeby wyprowadzać piłkę od bramki, gdy na twoim przedpolu atakuje cię pięciu przeciwników!? Kto kompletnie nie kontroluje, co w danej chwili dzieje się z piłką?!

Ciężko było patrzeć, gdy pozbawieni pomysłu na grę i bezradni Ełkaesiacy, oddawali inicjatywę rywalom. Oj, ciężko było patrzeć na to, co wyprawiają doświadczeni i mające ekstraklasowe ambicje Łódzcy piłkarze. To sportowa droga w ślepy, ligowy zaułek. Niestety!

25 kwietnia o godz. 14.45 ŁKS podejmie Stal Rzeszów. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

I łyk optymizmu na koniec. Trener ŁKS – Grzegorz Szoka wierzy, że jego drużyna zagra w barażach o awans do ekstraklasy. Oby ta wiara przełożyła się na ligowe konkrety!

Wielkie rozczarowanie. ŁKS po fatalnych błędach i słabej grze stracił punkty w meczu (o zgrozo!) z outsiderem

Po sześciu meczach bez porażki, przyszła… porażka. Nie, to była wręcz ligowa klęska. Łodzianie, marzący o strefie barażowej i walce o awans, przegrali z outsiderem. Po prostu sportowy wstyd. W takich spotkaniach Ełkaesiacy pokazują, że nie można na nich polegać!

Na murawę w Tychach wybiegła taka sama jedenastka ŁKS, jaka zaczęła wygrany mecz z Wieczystą. Zaczęło się niestety, jak zwykle. Już od 12 minuty łodzianie musieli odrabiać straty. Zgubili piłkę, potem pogubili się w defensywie i wyciągali ją z siatki. Niestety.

Potem, widać było, że Łodzianie potrafią wychodzić spod pressingu. I co z tego? Brakowało podania otwierającego drogę do bramki rywali. Inna sprawa, że Tyszanie mądrze i odpowiedzialnie pilnowali swojego przedpola. A gdy już się pogubili, to Łodzianie, jak Hinokio, posyłali piłkę panu Bogu w okno lub uderzali za słabo, żeby sprawić trudność bramkarzowi rywali.

Nie udawały się kontry, za to ŁKS skorzystał z rzutu rożnego. Po tym stałym fragmencie gry, mocnym strzale Rudola i dobitce Piaseckiego, Łodzianie wyrównali. I znów oddali inicjatywę na boisku. Dobrze, że rywali nie mieli pomysłu, jak to wykorzystać lub strzelali niecelnie.

Za to kontra łodzian była wyśmienita. Inteligentnym podaniem popisał się Toma, a Piasecki zwiódł rywala, a potem posłał piłkę pod poprzeczkę. To 10 bramka łódzkiego napastnika. Nie minęła minuta, tak to niestety smutna prawda, a Ryguła doprowadził do wyrównania. Inna sprawa, że w tej sytuacji kapitan Rudol zachował się niczym nieopierzony junior. Tak tracić bramek po prostu nie wolno!

A potem kolejne szkolne błędy Łodzian. Najpierw za szybko i źle wyprowadzili atak, a po stracie Bobek wpuścił piłkę po strzale z dystansu w krótki róg. Czarna rozpacz. Czy grzebiąca marzenia ŁKS? W każdym razie przymusowa ligowa przerwa wyszła Łodzianom bokiem.

25 kwietnia o godz. 14.45 ŁKS podejmie Stal Rzeszów. Zaległe spotkanie 28. kolejki Betclic I ligi ŁKS Łódź – Pogoń Grodzisk Mazowiecki zostanie rozegrane 7 maja o godz. 18 w Łodzi.

GKS Tychy – ŁKS 3:2 (1:0)

1:0 – Keiblinger (12, głową), 1:1 – Piasecki (58), 2:1 – Piasecki (74), 2:2 – Ryguła (75), 3:2 – Szpakowski (87)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot, Loffelsend – Wysokiński(59, Toma), Terlecki, Hinokio(59, Młynarczyk), Norlin(59, Krykun)– Arasa, Lewandowski (25, Piasecki)

Rozczarowanie. Porażka łodzian. O, ironio. To byli ełkaesiacy pomogli odprawić ŁKS z kwitem!

Niestety, na drużynie ŁKS nie można polegać, jak na Zawiszy. Po dobrym meczu w Bytomiu, wróciła do swoich jesiennych korzeni, dając się do przerwy dwa razy skutecznie nabrać na szybką kontrę, prezentując też momentami kompletny chaos w defensywie. Efekt? Dołująca porażka, mimo walki i zdobyciu gola. Cóż, trzeba się było obejść smakiem.

Pierwsza porażka trenera Szoki w barwach ŁKS. Dodatkowego smaczku temu faktowi dodaje to, że szkoleniowiec ma za sobą dwa lata spędzone w… Głogowie. Łodzianom na nosie zagrali byli piłkarze ŁKS. To po ich akcjach Chrobry strzelił dwiepierwsze bramki!

Rezerwowi zapewnili ŁKS sukces w Bytomiu, ale trener Szoka postawił na tę samą jedenastkę, która zaczęła premierowy mecz wiosnyi… Mieliśmy powtórkę z rozrywki. Łodzianie szybko stracili jednego, a potem drugiego gola.

Była to pierwsza akcja rywali. W objęciu prowadzenia dużą zasługę mieli byli piłkarze… ŁKS- Janczukowicz i Kelechukwu. Po dobrym dośrodkowaniu tego ostatniego piłkiw pole bramkowe bez problemów w siatce umieścił ją Laskowski.

Gospodarze próbowali odrobić straty. Strzał Tomy z 12 metrów świetnie obronił kolejny były ełkaesiak – Arndt. Więcej aktywności niż w konstruowaniu gospodarze mieli jednak w powstrzymywaniu szybkiego, dobrego technicznie Telechukwu, który dawał sobie radę nawet z trzema atakującymi go rywalami.

Chrobry nie zamierzał się tylko bronić. Bobek dobrze interweniował po strzale Nowakowskiego. Głowacki w ostatniej chwili uprzedził Janczukowicza. Próby ataku gospodarzy kończyły się nieudanymi rozegraniami piłki. W tej sytuacji gospodarze liczyli na… VAR. Na próżno. Arbitrzy nie dopatrzyli się zagrania ręką w polu karnym po akcji Loffelsenda.

Tymczasem po kolejnej dobrej, szybkiej kontrze przeprowadzonej przez nie do upilnowania dla łodzian byłych… łodzian: Janczukowicza i Kelechukwu, pogubiony stoper ŁKS doprowadził do nieszczęścia. Piłkę do własnej bramki skierował Craciun.

Zmiany w składzie, mogły przynieść akcję, jak z Bytomia. Tym razem dośrodkowywał po długim słupku Krykun, ale nie trafił Norlin. Co się odwlecze…Po centrze z rzutu rożnego odważnym strzałem z dystansu kontaktowego gola zdobył Terlecki.

Gdy wszyscy liczyli na drugiego gola łodzian, ełkaesiacy dali się w swoim polu karnym ograć, jak dzieci, stracili trzecią bramkę i wszelkie złudzenia na odrobienie strat. Doznali ósmej porażki w sezonie, drugiej na własnym boisku…

23 lutego o godz. 18 ŁKS zagra w Mielcu ze Stalą.

ŁKS – Chrobry Głogów 1:3 (0:2)

0:1 – Laskowski (5), 0:2 – Craciun (39, samobójczy), 1:2 – Terlecki (74), 1:3 – Nowakowski (83)

ŁKS: Bobek – Fałowski, Craciun, Kupczak, Loffelsend(46, Krykun), Wysokiński, Terlecki, Hinokio(58, Arasa), Głowacki(46, Norlin), Toma(84, Wojciechowski), Piasecki(70, Lewandowski)

ŁKS został upokorzony na własnym boisku. W defensywie grał na trampkarskim poziomie

Miał być zwycięski marsz w górę tabeli. Tymczasem, jak to z ŁKS bywa, po niezłym meczu, przychodzi sportowa wtopa. Łodzianie przegrali pierwsze spotkanie w Łodzi. Nie, trzeba powiedzieć ostrzej, doznali klęski na swoim boisku. Zostali na nim upokorzeni. Nie mogło być inaczej, skoro byli wolni i nieskuteczni w ataku, za to w obronie… No po prostu dramat. Tak źle nie grają nawet trampkarze.

Początek, jak horror dla łodzian. Po prostej stracie i szybkim ataku zrobiło się groźnie pod bramką Jakubowskiego. Na szczęście skończyło się na strachu i rzucie rożnym. W odpowiedzi po błędzie bramkarza niewiele dzieliło Piaseckiego od kolejnego gola. Uprzedził go jednak obrońca rywali.

Puszcza broniła się w jedenastu na własnej połowie, czekając na kontrę. ŁKS konstruował akcje, ale robił to zbyt wolno. Łatwo był je odczytać. Po prostopadłym, dobrym podaniu strzelał zza pola karnego Toma. Niewiele, bo niewiele, ale się pomylił, podsyłając piłkę obok słupka. W drugiej próbie jego mocny strzał został zablokowany.

ŁKS zdominował spotkanie i… stracił gola. Przy szybkiej kontrze, pasywni łodzianie pogubili się w defensywie. Korczawski położył w polu karnym dwóch rywali i po rykoszcie otworzył wynik spotkania.

Gospodarze spróbowali szybko odpowiedzieć, ale Ernst uderzył obok słupka. Dramat, łodzianie atakowali, atakowali i nic, choć w końcówce pierwszej połowy było blisko. Przybyłko musiał wybijać piłkę sprzed linii bramkowej. Tak jednak naprawdę, to było jednak walenie głową w mur gospodarzy. Za mało pojawiało się w ich grze piłkarskich konkretów.

Po przewie Norlin wyłożył piłkę, jak na tacy, Wysokińskiemu, a ten uderzył mocno, ale nad poprzeczkę. Jak to możliwe? Sam chciałbym wiedzieć! W kolejnej próbie z rzutu wolnego Mokrzycki trafił w światło bramki, ale golkiper gości był na miejscu. A potem wróciło wszystko do denerwującej normy. Wolne lelum polelum bez jakichkolwiek efektów. To żaden sukces, że egzekwuje się bez żadnych efektów kilkanaście rzutów rożnych. Bodaj po 16. była wreszcie okazja, ale Toma uderzył nad poprzeczkę.

Wystarczyła jedna kontra. Korczakowski znów ograł kryjącego na radar Rudola i strzałem pod poprzeczkę zdobył drugą bramkę. Gra w defensywie łodzian to co najwyżej poziom… zagubionych trampkarzy. I ta niemoc, choć raczej brak umiejętności w defensywie, sprawiła, że łodzianie stracili trzecią bramkę.

To już nawet nie porażka, a sportowa klęska! A mogło być jeszcze gorzej. Łodzian ratowała poprzeczka. Można rwać włosy z głowy. Ostatni gasi światło.

Po reprezentacyjnej przerwie ŁKS 23 listopada o godz. 17 zagra z Górnikiem w Łęcznej.

ŁKS – Puszcza Niepołomice 0:3 (0:1)

0:1 – Korczakowski (32), 0:2 – Korczakowski (72), 0:3 – Iwao (78)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak, Loffelsend (64, Krykun), Wysokiński (64, Balić), Ernst (73, Szczepański), Toma, Mokrzycki, Norlin (64, Głowacki), Piasecki (69, Lewandowski)

ŁKS odpadł z Pucharu Polski. Łodzianie grali dwoma napastnikami, a honorowy gol dla nich padł po strzale… samobójczym

Pucharowe emocje były, ale się skończyły. ŁKS odpadł z rozgrywek. Jasne, porażka z wyżej notowanym rywalem niby ujmy mu nie przynosi. No i walczył do końca. W doliczonym czasie gry emocji było więcej niż w nie jednym ligowym meczu. Ba, w ostatniej akcji spotkania, w siódmej doliczonej minucie gry Wysokiński mógł doprowadzić do wyrównania, ale jego strzał zablokował Szkurin.

To jednak tylko słabe pocieszenie. Fakty są okrutne. ŁKS przegrał kolejne spotkanie i to jak najbardziej zasłużenie. Przestał się liczyć w Pucharze Polski, coraz mniej niestety znaczy w ligowych rozgrywkach. Ot, smutny los futbolowego przeciętniaka.

Trzeba odnotować w barwach ŁKS debiut bramkarza – 19-letniego Łukasza Jakubowskiego (191 cm wzrostu), który nabierał sportowego doświadczenia w Stomilu Olsztyn. I trzeba przyznać, że należał do najlepszych graczy w łódzkim zespole, bo to GKS dyktował warunki gry.

Łodzianie mieli grać odważnie – dwoma napastnikami (Piasecki, Lewandowski). A wyszło tak, że gola zdobyli po strzale… samobójczym. Forma, także ta strzelecka nie wróży dobrze przed najbliższym pojedynkiem. A teraz znów liga. 3 listopada o godz. 18.45 pojedynek ŁKS – Śląsk Wrocław.

Szymon Grabowski (trener ŁKS): Niestety kończymy naszą przygodę z Pucharem Polski. Mieliśmy swoje ambicje i chcieliśmy pokonać rywala z ekstraklasy, niestety teraz pozostaje nam skupić się wyłącznie na lidze. Jeśli chodzi o sam mecz, początek był ostrożny. Straciliśmy pewność siebie po golach GKS, które padły po naszych dużych błędach. Próbowaliśmy wyjść wyżej do rywala po przerwie i do końca byliśmy w grze.

Znamienne jest to, że spotkania oglądało tylko 3.285 widzów.

1/16 finału STS Pucharu Polski

ŁKS – GKS Katowice 1:2 (0:1)

0:1 – Jędrych (31, karny), 0:2 -Szkurin (61), 1:2 – Jędrych (84, samobójczy)

ŁKS: Jakubowski – Rudol, Craciun, Kupczak – Krykun (76, Jurkiewicz), Wysokiński, Ernst, Toma (65, Szczepański), Norlin (65, Głowacki) – Lewandowski (88. Arasa), Piasecki (76, Balić)

Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który przegrał szósty mecz na obcym boisku. Ale to co wyprawiał arbiter woła o pomstę do nieba!

Pogoń i ŁKS przed meczem łączyło jedno: fatalny bilans. Łodzian – meczów wyjazdowych: jedno zwycięstwo, jeden remis i pięć porażek, siedlczan – spotkań u siebie: jedno zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki. Jak to się skończyło? Wyjazdowa zmora znów dopadła ŁKS, który, choć prowadził w Siedlcach, zszedł z obcego boiska pokonany, po raz szósty w sezonie. Niestety.

Łodzianie zaczęli mocno z wiarą w swoje możliwości – od pressingu i szukania akcji ofensywnych. Wiele zmieniło nieodpowiedzialne, ostre wejście Jakubika w Fałowskiego. Siedlczanin nie ujrzał za to brutalne zagranie nawet żółtej kartki (no po prostu kolejny sędziowski skandal!). Kontuzjowany młody obrońca musiał opuścić boisko, podobnie, jak ze względów taktycznych, Głowacki. Dwie zmiany w ŁKS już w 14 minucie!

Łodzianie uznali, że na kłopoty najlepszy będzie… gol! Kapitalnym uderzeniem zza pola karnego pod poprzeczkę popisał się Mokrzycki, który przejął opaskę kapitana od Głowackiego. To jego pierwsza bramka w sezonie.

Gospodarze próbowali przejąć inicjatywę, ale niewiele groźnego z tego wynikało. To goście mieli szansę na podwyższenie prowadzenia. Niestety w doskonałej sytuacji pomylił się Ernst.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak stało się też tym razem. Po rzucie wolnym nieupilnowany Dzięcioł doprowadził strzałem głową do wyrównania. Mogło być jeszcze inaczej, ale w doliczonym czasie gry Loffelsend trafił w poprzeczkę!

Druga połowa zaczęło się od gola dla gospodarzy, którzy mieli przy tym łut szczęścia. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Famulak. Po rykoszecie piłka zmyliła Bobka i wpadła do siatki. Pogoń była coraz śmielsza. Miała kilka szans na trzeciego gola (m.in. Pik trafił w poprzeczkę).

A ŁKS? Niestety gasł w oczach, będąc kompletnie (negatywnie) odmienionym zespołem w stosunku do pierwszej połowy. Konsekwencją była trzecia bramka dla siedlczan zdobyta z rzutu karnego podyktowanego po faulu(?!) Mokrzyckiego. Powiedzmy sobie szczerze, że jedenastka wzięta kompletnie z powietrza. W podobnej sytuacji po drugiej stronie boiska, arbiter nie użył nawet gwizdka!

Sędziowanie w Polsce to jest dopiero zmora zmór. Pan Rasmus powinien być za ten wątpliwej jakości występ szybko rozliczony! Nie zmienia to faktu, że druga połowa ŁKS była fatalna. Klasyczna, jeśli chodzi o wyjazdowe występy.

3 listopada o godz. 18.45 pojedynek ŁKS – Śląsk Wrocław, ale wcześniej już wtorek, 28 października, godz. 17:30 mecz Pucharu Polski: ŁKS – GKS Katowice, transmisja TVP Sport.

Pogoń Siedlce – ŁKS 3:1 (1:1)

0:1 – Mokrzycki (17), 1:1 – Dzięcioł (45, głową), 2:1 – Famulak (61), 3:1 – Flis (86, karny)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Fałowski (14, Jurkowski), Głowacki (14, Kupczak), Loffelsend (64, Krykun), Mokrzycki, Wysokiński (64, Piasecki), Ernst, Toma, Lewandowski

Zmora zmór ŁKS. Piąta ligowa porażka łodzian w wyjazdowym meczu. Taka statystyka jest futbolową kompromitacją. Inna sprawa, że trzy gole łodzian anulował VAR

Niestety, marny mamy ligowy futbol w mieście Łodzi. Gra godna zapomnienia. Nic zatem dziwnego, że porażka goni porażkę. Obce boisko znów okazało się zmorą ŁKS, który przegrał piąty (tak, to nie przekłamanie) wyjazdowy pojedynek, na sześć rozegranych. Taka statystyka to po prostu sportowa kompromitacja. A trener Stokowiec (szkoleniowiec Pogoni) pokazał wszem i wobec, że nie taki on słabeusz, jak go w Łodzi malowano.

Trzeba jednak dodać, że ŁKS też strzelił trzy bramki, ale trzy razy łodzianie byli na pozycji spalonej i gole nie zostały uznane.

Mecz zaczął się już w 11… sekundzie od niecelnego strzału Lewandowskiego, który w ataku zastąpił Piaseckiego. W 5 min padł gol samobójczy i ŁKS mógł prowadzić. Mógł, ale analiza VAR potwierdziło, że inicjator akcji – Krykun był na pozycji spalonej.

W odpowiedzi centrostrzał nie doszedł do celu, gdyż świetnie interweniował Bobek. W odpowiedzi Krykun po minięciu golkipera miał prezd sobą pustą bramkę, ale nie zdecydował się na strzał. Starał się oddać piłkę Lewandowskiemu.  Zrobił to źle, nie, fatalnie i futbolówkę wybił wracający bramkarz Pogoni. 300- procentowa szansa przepadła.

W odpowiedzi po składnej kontrze ŁKS ratowała poprzeczka. Niemrawe i bez pomysłu rozgrywanie piłki przez łodzian w ataku pozycyjnym mogła się skończyć fatalnie. Pogoń nabrała wiatru w żagle. Znów udanie interweniował Bobek. To niczego nie nauczyło łodzian.

Po rzucie rożnym i fatalnym zachowaniu łodzian, Noiszewski wepchnął z metra piłkę do siatki. Taka sytuacja poważnemu zespołowi nie powinna się zdarzyć. W błyskawicznej odpowiedzi ŁKS zdołał wyrównać, ale znów gol padł z pozycji spalonej. Potem seria rzutów rożnych dla łodzian nie dała kompletnie nic.

ŁKS pokazywał wolne tempo i łatwe straty. Jedna z nich przyniosła kontrę i pogubienie się łodzian w defensywie. Konsekwencja? Łatwa do przewidzenia. Strata kolejnej bramki!

Gospodarze już na początku drugiej połowy pokazali swoją moc. Składny atak Pogoni skończył się akcją, w której łodzianie zachowywali się niczym futbolowe pionki we mgle. Przy takiej bezradności gol musiał paść i padł. Po prostu czarna, łódzka sportowa rozpacz. W tym momencie było praktycznie po meczu. A mogło być gorzej, gdyż poprzeczka ratowała łodzian.

Ełkaesiacy szukali chociaż honorowego gola, ale Lewandowski przegrał pojedynek sam na sam z 41-letnim bramkarzem Kieszkiem. Po raz kolejny znakomite prostopadłe podanie Wysokińskiego, tym razem zostało wykorzystane. Autorem gola był Jurkiewicz, ale był na pozycji spalonej. Trzeci gol łodzian – trzeci gol anulowany przez VAR! Pozycja spalona to nie mniejsza zmora niż granie na wyjeździe. Konsekwencje ligowe, łatwe do przewidzenia. ŁKS coraz bliżej strefy spadkowej!!!

Nadmiar żółtych kartek sprawił, że nie wystąpił w Pruszkowie Loffelsend. I jego brak był widoczny. 5 października o godz. 14.30 ŁKS podejmie GKS Tychy, który w ostatnim meczu przegrał u siebie z Pogonią Siedlce 1:3.

Pogoń Grodzisk Mazowiecki ŁKS 3:0 (2:0)

1:0 – Noiszewski (18), 2:0 – Olewiński (45), 3:0 – Adkonis (47)

ŁKS  Bobek – Craciun, Rudol, Fałowski, Norlin (67, Wysokiński) – Krykun, Mokrzycki, Kupczak (Piasecki), Balić (46, Jurkiewicz) – Toma (77, Ernst), Lewandowski

Dla ŁKS ligowe piekło jest wyjazdami wybrukowane. Czwarta porażka na obcym boisku. Czarna rozpacz niszcząca marzenia

Mecz wyjazdowy i odezwały się wszystkie sportowe i nie tylko zmory ŁKS. Łodzianie przegrali czwarty mecz na obcym boisku (na pięć rozegranych!). Jak w tej sytuacji marzyć o czymkolwiek.

Najpierw było wielkie być albo nie być. Do ostatniej chwili trwała walka o to, żeby  Stadion Śląski nadawał się do grania w piłkę. Ostatecznie zapadła decyzja, że mecz się odbędzie.

Kapitanem łodzian został Piasecki, bo Rudol usiadł na ławce rezerwowych, podobnie jak… Mokrzycki.

Łodzianie rozpoczęli fatalnie. Szybko stracili gola po stałym fragmencie gry (rzucie rożnym), zachowując się, mówiąc łagodnie, niefrasobliwie. Po analizie VAR okazało się, że Leśniak – Paduch zdobył bramkę nie głową, a ręką. Gol nie został uznany. Uff!

W odpowiedzi Balić przegrał sytuację sam na sam z bramkarzem. Fakt, że uderzał na bramkę z ostrego kąta, ale to żadne usprawiedliwienie. ŁKS miał dobry fragment gry,. Co z tego, skoro para szła w gwizdek.

Tymczasem po kolejnym rzucie rożnym gospodarzy, tylko bardzo dobra interwencja Bobka ratowała łodzian. Cios za cios. W odpowiedzi w dogodnej sytuacji Piasecki posłał piłkę nad poprzeczkę.

Niestety, kolejny atak Ruchu i katastrofalne zachowanie się łodzian w defensywie sprawiło, że Ceglarz strzałem w róg nie dał szans Bobkowi. Jakby nieszczęść było mało. Ernst zachowując się po juniorsku sprokurował rzut karny, który pewnie wykorzystał Ceglarz. No, po prostu czarna wyjazdowa rozpacz.

Zmiany w drugiej linii, która bardzo niedomagała, musiały nastąpić i nastąpiły. Taka prawda: w pierwszej połowie ŁKS przegrał rywalizację w środku pola.

Łodzianie ruszyli do ataku. Bramkarz ratował Ruch. Kontaktowego gola zatem nie było. Za to Ceglarz momentami był dla ełkaesiaków nie do zatrzymania. Aż przykro było patrzeć. Na dodatek goście gubili się pod własną bramką niczym pijane dzieci we mgle. Zmiany, zmiany niewiele dały. Bliżsi zdobycia bramki byli gospodarze. Do czasu doliczonego. Wtedy, za późno, za późno, ŁKS okazał się skuteczny. Gola zdobył Loffelsend. W całej akcji najwięcej zasług miał Fałowski. To żadne pocieszenie, bo ŁKS doznał czwartej ligowej porażki.

21 września o godz. 20.15 ŁKS podejmie Wieczystą Kraków.

Ruch Chorzów – ŁKS 2:1 (2:0)

1:0 – Ceglarz (33), 2:0 – Ceglarz (45, karny), 2:1 – Loffelsend (90+2)

ŁKS: Bobek – Loffelsend, Craciun, Fałowski, Norlin (76, Jurkiewicz) – Krykun (60, Hinokio), Wysokiński (46, Mokrzycki), Ernst (46, Kupczak), Balić (60, Rudol)- Lewandowski, Piasecki

Wyjazdowa zmora zmór trwa nadal. Trzeci mecz i trzecia porażka ŁKS na obcym boisku. Drużynę trzeba natychmiast wysłać do psychologa!

Do trzech razy sztuka. ŁKS zagrał o pierwszą wygraną w wyjazdowym ligowym pojedynku. Do spotkania w Legnicy przegrał bowiem w Krakowie z Wisłą 0:5 i w Głogowie z Chrobrym 1:2. I co? I nic. Jak było źle, tak jest. Łodzianie przegrali w tym sezonie trzeci wyjazdowy mecz pod rząd. Tym razem z Miedzią w Legnicy (1:2), która wygrała pierwszy mecz w sezonie!

Pisać się nie chce, analizować się nie chce, nic się nie chce. Jest wielka futbolowa smuta i już. Z czym do gości, gdy obce boisko staje się dla drużyny zmorą, jak z najgorszych horrorów. Jakie tu mieć sportowe, piłkarskie aspiracje, gdy na wyjeździe przegrywasz mecz za meczem.

Nie zawiódł Piasecki, który wywalczył karnego i go wykorzystał, ale to co robili wcześniej jego koledzy woła o pomstę do niego. Pierwszego gola stracili po strzale… samobójczym, drugiego po kontrze, która nastąpiła po źle rozegranym…rzucie rożnym. W drugiej połowie gospodarze właściwie tylko się bronili, ale robili to skutecznie i zdobyli cenne trzy ligowe punkty.

Wniosek nasuwa się jeden. Prezes Melon, jeżeli jeszcze ma marzenia związane z ŁKS, musi wysupłać z kieszeni jeszcze trochę grosza i zatrudnić natychmiast psychologa, który potrafi zmienić nastawienie piłkarzy. Zrobić wszystko, żeby oni przestali trząść ze strachu nogami i głowami przed wyjazdowymi pojedynkami. Tu trzeba nie jednej sesji terapeutycznej, a przynajmniej kilku, żeby sytuacja uległa zmianie.

23 sierpnia o godz. 19.30 pojedynek byłych mistrzów Polski. W 7 kolejce I ligi łodzianie podejmą Polonię Warszawa.

Miedź Legnica – ŁKS 2:1 (2:0)

1:0 – Rudol (5, samobójcza), 2:0 – Cordoba (36), 2:1 – Piasecki (62, karny)

ŁKS: Bobek – Loffelsend (83, Kupczak), Rudol, Craciun, Książek (46, Jurkiewicz) – Wysokiński (77, Hinokio) – Norlin, Ernst, Szczepański (46, Lewandowski), Krykun (66, Balić) – Piasecki

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑