Rezerwowy Pafka

Tag: łks ruch (Page 1 of 2)

To paradoks, ale drużynie ŁKS trudniej gra się w Łodzi. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro przychodzi jej walczyć na… kartoflisku!

Fot. Artur Kraszewski

Gdy ligowe piłkarskie zmagania trzeba toczyć na kartoflisku, wyglądającym tak, jakby przed chwilą buszowało na nim stado dzików, to piłka nożna zamienia się w piłkę… ręczną, a właściwie zręczną.

Kto dalej i mocniej pod polem karnym wrzuci piłkę z autu, trafi w miejsce, gdzie stoi najwyższy z partnerów, wtedy coś pozytywnego może się stać. Jakaś futbolowa afera: kiks, błąd w ustawieniu rywali, szczęśliwy traf i proszę skuteczna, bramkowa akcja gotowa!

Powiedzmy sobie wprost. Na boisku przy al. Unii w nie dało się normalnie grać w piłką nożną. W meczu ŁKS z Ruchem (2:2) z minuty na minutę coraz bardziej zniechęcony był Toma, nie mogący na boiskowych nierównościach wykorzystać swoich technicznych możliwości. Piłka odskakiwała od nogi nawet perfekcyjnie przygotowanemu technicznie Hiszpanowi – Arasie. I tylko mierzony, techniczny strzał zamieniony na gola przez Hinokio, przypominał zagranie z równej, jak stół, murawy.

Skoro własny obiekt z ekstraklasową infrastrukturą i murawą z boisk A-klasy, nie sprzyja łodzianom, trudno się momentami dziwić, że nie odnoszą na nim zwycięstw. Łatwiej i lepiej gra się im na obcych boiskach. Czy tak będzie w kolejnym starciu? ŁKS zmierzy się na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30. Łodzianie są w tej chwili na 10. miejscu, ale do strefy barażowej tracą tylko trzy punkty!

Brak zwycięstw, czyli zmora własnego boiska, skazuje ŁKS na rolę grającego o nic I-ligowego średniaka

To szósty kolejny mecz przy al. Unii bez zwycięstwa! Tak na pewno nie wywalczy się awansu do ekstraklasy! 10 tysięcy kibiców na stadionie przy al. Unii w większości mogło czuć się mocno rozczarowanych.

Mogło się zacząć fantastycznie. Po złym wybiciu Szwedzika, trafiony nią Arasa był bliski zdobycia bramki. Niestety piłka przeleciała obok słupka. Na trudnej, przypominającej kartoflisko, murawie grało się trudno. ŁKS starał się mieć inicjatywę. Po dalekim wrzucie z autu Rudola, Craciun posłała piłkę nad poprzeczkę.

Skuteczniejszy był Ruch. Chorzowianie byli szybsi i bardziej zdecydowani w polu karnym łodzian. Na dodatek gospodarze kryli na radar i trochę szczęśliwie po kiksie Jędryki, Nagamatsu posłał piłkę do siatki. Chaos defensywny został bardzo surowo ukarany!

Powtórzyła się znana doskonale, frustrująca drużynę i kibiców, sytuacja. ŁKS znów musiał gonić wynik. I szybko dogonił. Po znakomicie dośrodkowanej piłce przez Wysokińskiegoz rzutu rożnego, podaniu głową Terleckiego, Arasa posłał piłkę do siatki. Chwała łodzianom, że się nie załamali, tylko szybko i skutecznie zabrali do odrobienia strat.

Uff, jeszcze szybciej mogło być 2:1 dla gości, ale w trudnej sytuacji znakomitą dobrze interweniował Bobek i nie stracili w defensywie głowy łodzianie. Rzuty rożne mogły być atutem gospodarzy. Tym razem po centrze Norlina z drugiej strony boiska, Terlecki posłał piłkę głową po poprzeczce na aut. Szkoda.

I to się zemściło, ale… Tak być nie powinno. ŁKS stracił drugą bramkę po wrzucie z autu. Dał się przepchnąć Norlin, a Szwedzik mocnym strzałem posłał piłkępod poprzeczkędo siatki. Za łatwo to poszło. Takie błędy są milowymi krokami w stronę ligowej porażki.

ŁKS się starał, ale szybszy, bardziej zdecydowany był rywal, który na dodatek zbierał drugie piłki. Łodzianie chcieli grać piłką, a na grząskim boisku, to się nie udawało. Ruch miał inicjatywę. Groźniej atakował. I… stracił gola. Po dalekim wrzucie z autu w pole karne Rudola i odbitej piłce, Hinokio technicznym uderzeniem posłał piłkę w róg bramki, tuż przy słupku, nie do obrony.

ŁKS próbował zdobyć zwycięskiego gola (strzały Arasy), ale mecz skończył się rozczarowującym łodzian, i to mocno, remisem.

Następna ligowa kolejka w kwietniu. ŁKS zagra na wyjeździe z Wieczystą Kraków – 4 kwietnia, o godz. 19.30.

ŁKS – Ruch Chorzów 2:2 (1:2)

0:1 – Nagamatsu (26), 1:1 – Arasa (32), 1:2 – Szwedzik (44), 2:2 – Hinokio (69)

ŁKS: Bobek – Rudol, Craciun, Pingot – Loffelsend, Wysokiński (59, Lewandowski), Terlecki, Hinokio, Norlin (79, Krykun) – Toma(59, Piasecki), Arasa

ŁKS. Uprawianie ligowego mazgajstwa nie daje zwycięstw. Najwyższy czas z tym skończyć, jeśli ciągle ma się aspiracje i marzenia

Fot. Artur Kraszewski

Gdy pojawia się wielka szansa na wyrwanie się ze strefy ligowej nicości, w której nie walczy się o nic, w grze ŁKS pojawia się futbolowe mazgajstwo, wielka niemoc i brak pomysłu na sensowne rozstrzygnięcie.

Łodzianie napracowali się za dwóch, żeby w końcu zdobyć tylko punkt w meczu z Odrą na własnym boisku i to po golu strzelonym w doliczonym czasie gry. Zgadza się, starali się, ale na boisku prezentowali klasycznego szczypiorniaka czyli przypominającą piłkę ręczną grę po obwodzie, z której nic nie wynikało. Brakowało pomysłu, szybkości, odwagi w podejmowaniu decyzji przy indywidualnych atakach.

Wyglądało to źle i zapowiadało jeszcze gorszy efekt końcowy czyli porażkę. Dobrze, że trener Grzegorz Szoka nie przysnął, dokonał zmian, który wyszły drużynie na dobre, dały jej remisowego gola i pozwoliły po raz kolejny odrobić bramkowe straty.

Pokazał się reprezentant polskiej młodzieżówki – Krzysztof Fałowski, który strzelił bramkę, ale też grał odpowiedzialnie i uważnie. Oj, szkoleniowiec będzie miał ból głowy: na kogo postawić w meczu z Ruchem (21 marca o godz. 14.30 w Łodzi). bo do ligowej kadry wróci po odcierpieniu kartkowej kary Artur Craciun.

A tak w ogóle to sytuacja kadrowa w drużynie nie była i nie jest za wesoła. Trener Grzegorz Szoka nie miał w meczu z Odrą do dyspozycji Mateusza Wysokińskiego, który w trakcie spotkania z Polonią w Warszawie nabawił się naciągnięcia mięśnia dwugłowego uda. Nie miał też Sebastiana Ernsta, który zmagał się z infekcją.

W kadrze meczowej zabrakło także, jak podają klubowe media ,Piotra Głowackiego (niedawno wrócił do treningów), Antoniego Młynarczyka (za zawodnikiem pierwszy po wyleczeniu kontuzji tydzień normalnych treningów z zespołem), Aleksandra Iwańczyka (od poniedziałku wrócił do zajęć z drużyną), Mateusza Wzięcha (przed piłkarzem około dwumiesięczny okres rehabilitacyjny; na razie trenuje indywidualnie). Był natomiast w kadrze meczowej pierwszego zespołu po dłuższej przerwie Łukasz Wiech.

W każdym razie pierwsze od wielu, wielu miesięcy zwycięstwo ŁKS na własnym boisku jest koniecznością i należy się wiernym kibicom zespołu. Tylko sukces cały czas daje też nadzieję, że łodzianie zagrają w barażach o awans do ekstraklasy.

Dla ŁKS ligowe piekło jest wyjazdami wybrukowane. Czwarta porażka na obcym boisku. Czarna rozpacz niszcząca marzenia

Mecz wyjazdowy i odezwały się wszystkie sportowe i nie tylko zmory ŁKS. Łodzianie przegrali czwarty mecz na obcym boisku (na pięć rozegranych!). Jak w tej sytuacji marzyć o czymkolwiek.

Najpierw było wielkie być albo nie być. Do ostatniej chwili trwała walka o to, żeby  Stadion Śląski nadawał się do grania w piłkę. Ostatecznie zapadła decyzja, że mecz się odbędzie.

Kapitanem łodzian został Piasecki, bo Rudol usiadł na ławce rezerwowych, podobnie jak… Mokrzycki.

Łodzianie rozpoczęli fatalnie. Szybko stracili gola po stałym fragmencie gry (rzucie rożnym), zachowując się, mówiąc łagodnie, niefrasobliwie. Po analizie VAR okazało się, że Leśniak – Paduch zdobył bramkę nie głową, a ręką. Gol nie został uznany. Uff!

W odpowiedzi Balić przegrał sytuację sam na sam z bramkarzem. Fakt, że uderzał na bramkę z ostrego kąta, ale to żadne usprawiedliwienie. ŁKS miał dobry fragment gry,. Co z tego, skoro para szła w gwizdek.

Tymczasem po kolejnym rzucie rożnym gospodarzy, tylko bardzo dobra interwencja Bobka ratowała łodzian. Cios za cios. W odpowiedzi w dogodnej sytuacji Piasecki posłał piłkę nad poprzeczkę.

Niestety, kolejny atak Ruchu i katastrofalne zachowanie się łodzian w defensywie sprawiło, że Ceglarz strzałem w róg nie dał szans Bobkowi. Jakby nieszczęść było mało. Ernst zachowując się po juniorsku sprokurował rzut karny, który pewnie wykorzystał Ceglarz. No, po prostu czarna wyjazdowa rozpacz.

Zmiany w drugiej linii, która bardzo niedomagała, musiały nastąpić i nastąpiły. Taka prawda: w pierwszej połowie ŁKS przegrał rywalizację w środku pola.

Łodzianie ruszyli do ataku. Bramkarz ratował Ruch. Kontaktowego gola zatem nie było. Za to Ceglarz momentami był dla ełkaesiaków nie do zatrzymania. Aż przykro było patrzeć. Na dodatek goście gubili się pod własną bramką niczym pijane dzieci we mgle. Zmiany, zmiany niewiele dały. Bliżsi zdobycia bramki byli gospodarze. Do czasu doliczonego. Wtedy, za późno, za późno, ŁKS okazał się skuteczny. Gola zdobył Loffelsend. W całej akcji najwięcej zasług miał Fałowski. To żadne pocieszenie, bo ŁKS doznał czwartej ligowej porażki.

21 września o godz. 20.15 ŁKS podejmie Wieczystą Kraków.

Ruch Chorzów – ŁKS 2:1 (2:0)

1:0 – Ceglarz (33), 2:0 – Ceglarz (45, karny), 2:1 – Loffelsend (90+2)

ŁKS: Bobek – Loffelsend, Craciun, Fałowski, Norlin (76, Jurkiewicz) – Krykun (60, Hinokio), Wysokiński (46, Mokrzycki), Ernst (46, Kupczak), Balić (60, Rudol)- Lewandowski, Piasecki

Czy można cokolwiek zrobić, żeby w kolejnych ligowych meczach ełkaesiacy nie byli… statystami?! Miejmy nadzieję, że tak!

Fot. Artur Kraszewski

Tak się nie robi – wiernym kibicom, a przede wszystkim sobie. Masz wygraną, to nie walczysz o nią strachliwie, z lękiem w sercu i obawą, że los cię zaraz ukarze stratą gola, tylko po męsku walczysz o swoje, dyktując warunki gry. Wtedy wychodzisz obronną ręką z futbolowej opresji i pokazujesz czarno na białym, że jesteś mocny i walczysz o najwyższe cele.

Tak powinien się prezentować w I lidze ŁKS, pokazując wszem i wobec, że ma jeden cel – awans i ma ludzi, którzy są w stanie ten cel osiągnąć. Tymczasem na dziś łodzianie są drużyną ligowego środka – trzy mecze wygrali, trzy przegrali, dwa zremisowali – ten ostatni w Opolu z Odrą, tracąc bramkę w 93 minucie gry!

Co z tego, że kilku piłkarzy zagrało przyzwoicie: Aleksander Bobek, Mateusz Wysokiński, jak zawsze Fabian Piasecki, Mateusz Lewandowski i wreszcie Antoni Młynarczyk, skoro zespół jako całość zaprezentował się marnie… Ech, szkoda gadać. Jak przyznaje trener Szymon Grabowski przy straconym golu jego zawodnicy byli tylko statystami.

Co zrobić, żeby w kolejnych pojedynkach było inaczej, lepiej? Jeżeli trener i zespół znajdą odpowiedź na to pytanie, to druga część rundy będzie lepsza, bardziej satysfakcjonująca. Jeśli nie, to w ŁKS znów pojawi się wielka personalna miotła.

14 września ŁKS o godz. 15.30 zagra wyjazdowy mecz z Ruchem na Stadionie Śląskim. Czy będzie gotowy na stoczenie pierwszego wyjazdowego zwycięskiego pojedynku?

ŁKS wygrał, jak najbardziej zasłużenie, na wyjeździe z Ruchem, pierwszy raz od października 1998 roku!

Po dwóch zwycięstwach z rzędu (1:0 nad Stalą Stalowa Wola i 5:0 nad Stalą Rzeszów) podopieczni trenera Ryszarda Robakiewicza wygrali… trzeci mecz, tym razem z Ruchem 3:1. Po raz pierwszy od 1998 roku pokonali Ruch w Chorzowie. To 12 wygrana łodzian, siódma na wyjeździe. To ostatnie zwycięstwie grzebie marzenie Ruchu o barażach.

Od początku meczu atakowali gospodarze i szybko dopięli swego. Pierwsza kontra Ruchu przyniosła gola. Po dokładnym podaniu Szczepana, Kozak wykorzystał sytuację sam na sam, uderzając mocno pod poprzeczkę. Wróciły zapomniane na moment łódzkie, futbolowe zmory, gdy atakujący ŁKS nadziewa się na kontrę, gubiąc jakiekolwiek obronne ustawienie.

Utrata gola nie odebrała łodzianom chęci do gry. Jak już była szansa, to Mrvaljević w doskonałej sytuacji pokazał, że jest napastnikiem jak z koziej d… trąba. Potem… ech, co było potem. Napastnik spóźnił się do doskonałego podania Głowackiego. Powiedzmy sobie szczerze. Bez skutecznego napastnika trudno marzyć o dobrym wyniku.

Łodzianie przejęli inicjatywę. W konstruowania akcji mającej doprowadzić do wyrównania (kolejną szansę miał Sitek), mieli im pomóc kibice, którzy pojawili się na chorzowskim stadionie w… 36 minucie spotkania.

Tymczasem zamiast meczu mieliśmy rozróbę na stadionie. Kibice łodzian próbowali rozrywać siatkę i dostać się do fanów gospodarzy. Nie, nie, nie dla takich stadionowych scen. Fani, jeśli mieli pomóc ŁKS, to zadziałali jak… piąta kolumna. Odebrali gościom cały sportowy animusz, który prezentowali przed stadionową zadymą.

W przerwie trwała regularna boiskowa wojna kibiców, tak jakby nastąpił powrót do lat 90. Służby medyczne miały pełne ręce roboty, a komentatorzy telewizyjni nie wiedzieli, czy po przerwie będą mogli bezpiecznie wrócić na swoje stanowiska.

Druga połowa zaczęła się od genialnej interwencji Bomby, który obronił strzał Kozaka. ŁKS znów starał się przejąć inicjatywę na boisku. I to się udało. Mieli swoje bramkowe szanse Wysokiński i Gulen, ale ich nie wykorzystali.

Do trzech razy sztuka. Po kolejnej akcji, której fundamenty zbudował Wzięch, kapitalnym strzałem z rogu pola karnego popisał się Głowacki. Ta bramka z pewnością będzie kandydowała do miana gola kolejki! Wyrównanie, jak najbardziej zasłużone, bo ŁKS nie był gorszy od rywali.

Ba, okazał się od niego lepszy. Stworzyli kolejne sytuacje, a po akcji Mokrzyckiego, podbramkowym instynktem w kolejnym meczu popisał się Wzięch, który uderzeniem głową dał łodzianom prowadzenie. W dwóch spotkaniach młody piłkarz strzelił trzeciego gola. Pozytywne i… optymistyczne.

Potem pressing łodzian pod bramką chorzowian spowodował, że gospodarze się pogubili. Cykało nabił Wysokińskiego, a co zrobiła piłka? Wylądowała w bramce!

17 maja o godz. 17.30 ŁKS zagra w Warszawie z Polonią.

Ruch – ŁKS 1:3 (1:0)

1:0 – Kozak (11), 1:1 – Głowacki (72), 0:1 – Wzięch (80, głową), 1:3 – Wysokiński (90+2)

ŁKS: Bomba – Dankowski, Rudol, Gulen, Głowacki, Norlin (85, Zając), Mokrzycki, Kupczak, Wysokiński, Sitek (56, Młynarczyk), Mrvaljević (56, Wzięch)

ŁKS. Radosny uśmiech Mateusza Wzięcha, jednego z nieoczywistych bohaterów efektownie wygranego ligowego meczu, jest po prostu bezcenny!

Fot. Jakub Piasecki/Cyfrasport

Efektowne, najwyższe w sezonie, zwycięstwo ŁKS (5:0) jest cenne. Szkoda, niestety, że w meczu o ligową pietruszkę. Bezcenny w pojedynku ze Stalą był radosny uśmiech nieoczywistego, jednego z bohaterów spotkania, jokera w talii trenera Ryszarda Robakiewicza, wysokiego (186 cm) pomocnika – napastnika 23-letniego Mateusza Wzięcha, który strzelił dwie bramki.

To były jego pierwsze gole dla pierwszej drużyny ŁKS, Zawodnik dwa dni wcześniej zdobył zwycięską bramkę dla ŁKS II, która zwiększa szanse drużyny na uniknięcie baraży w walce o utrzymanie się w II lidze. Myślę, że trzy dni w swojej futbolowej karierze Mateusz zapamięta do końca życia. Mam nadzieję, wierząc że ta historia może mieć optymistyczny ciąg dalszy, że te gole to będą kroki milowe w karierze sympatycznego piłkarza.

Najlepszym piłkarzem ŁKS w starciu ze Stalą był gracz, któremu kilka dni wcześniej po słabym występie nie przypisałem większych futbolowych wartości. A tymczasem… Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. 28-letni Szwed Gustaw Norlin pokazał, że ma jednak spore, ukryte do tej pory, sportowe możliwości. Skrzydłowy zdobył dwie bramki, będąc we właściwym miejscu we właściwym czasie, zaliczył asystę, walczył na całej długości i szerokości boiska. Zasłużył sobie na miano zawodnika meczu, miejsce w jedenastce kolejki I ligi i miano bohatera tej kolejki. Czy w ten sposób dał działaczom klubu do zrozumienia, że chciałby dalej grać w Łodzi?

Ryszard Robakiewicz swoją przygodę w roli pierwszego trenera ŁKS zaczął znakomicie. Sześć zdobytych punktów, sześć strzelonych bramek, żadnej straconej – świetna wizytówka. Ale, ale… teraz zaczną się sportowe schody. Wzrasta skala trudności.

10 maja o godz. 19.30 ŁKS zagra w Chorzowie z Ruchem. Rywale wygrali trzy ostatnie mecze i raczej tylko teoretycznie mają jeszcze szanse na baraże o awans do ekstraklasy. Widzę ten mecz, jako starcie dwóch ligowych legend – wyjątkowo rozczarowanych rozgrywkami, które będą chciały pokazać, że mają potencjał na to, żeby w nowym sezonie walczyć, o coś więcej.

W nowym sezonie nowym pierwszym szkoleniowcem ŁKS ma zostać Szymon Grabowski, były trener Lechii Gdańsk. Ryszard Robakiewicz ma być w szkoleniowym sztabie pierwszej drużyny.

Prestiżowa porażka ŁKS. Czy wiosną łodzianie nie będą walczyć o nic?

Piłka nożna potrafi być wyjątkowo okrutna i bezwzględnie ukarać za brak skuteczności. Sprawdziło się w meczu z Ruchem sprawdzone futbolowe powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Po bezbarwnej pierwszej połowie z Ruchem na początku drugiej ŁKS powinien objąć prowadzenie. W bardzo dobrej sytuacji znalazł się Pirulo, ale Turk obronił jego strzał. W odpowiedzi nieomal natychmiastowej gola strzelił Ruch. Tuż przy słupku uderzył Barański i pokonał Bobka.

Łodzianie atakowali tak jak nas ostatnio do tego w Łodzi przyzwyczaili – wolno, schematycznie, bez pomysłu. Miał swoją szansę Pirulo, ale jej nie wykorzystał. Po strzale Mokrzyckiego i rykoszecie, refleksem zaimponował znów golkiper gości.

ŁKS w trzecim kolejnym meczu na własnym boisku nie strzelił gola. Czy to skazuje łodzian na bycie drużyną środka, która wiosną nie będzie walczyć… o nic. Nie będzie jej groził spadek, nie znajdzie się też w gronie zespołów, które powalczą w barażach o awans. Klasyczne ligowe średniactwo i nic więcej?

Jakub Dziółka (trener ŁKS): Jesteśmy rozczarowani wynikiem. Myślę, że w pierwszej połowie mieliśmy w sobie dużo emocji i to nam w niektórych sytuacjach przeszkadzało w podejmowaniu dobrych decyzji, szczególnie w działaniach z piłką. Nie byliśmy powtarzalni w grze w ataku. W drugiej połowie mieliśmy sytuację, których niestety nie udało się wykorzystać.

Dawid Szulczek (trener Ruchu): W piłce nożnej nie zawsze faworyt wygrywa. Nie ma co biczować piłkarzy ŁKS, bo sumarycznie byli nieco lepsi, ale działo się to dopiero po strzeleniu przez nas bramki. Mam nadzieję, że po przerwie na kadrę nie będziemy potrzebować tyle szczęścia, żeby wygrać mecz. Z drugiej strony, zrobiliśmy duży progres.

Widzów: 10512

W następnej serii spotkań łodzianie zmierzą się na stadionie Króla z Polonią Warszawa (8 listopada, godz. 20.30).

ŁKS Łódź –  Ruch Chorzów 0:1 (0:0)
0:1 – Barański (49)
ŁKS: Bobek – Dankowski, Gulen, Wiech, Głowacki – Kupczak, Mokrzycki, Pirulo (64, Wysokiński) – Balić (57, Młynarczyk), Arasa, Feiertag (65, Sitek)

Na pocieszenie pozostaje sukces drugiej drużyny ŁKS, która wygrała na wyjeździe z GKS Jastrzębie 1:0, po golu Lipienia, choć od 25 minuty grała w dziesiątkę. Czerwoną kartkę za faul taktyczny ujrzał Ślęzak.

W kolejnych, ważnych ligowych meczach ŁKS groźny, skuteczny napastnik będzie na wagę złota

Fot. Łukasz Grochala/Cyfrasport

Na czym musi się skupić ŁKS na treningowych zajęciach? Na skutecznym rozgrywaniu ataku pozycyjnego. Mecz ze Stalą Stalowa Wola (0:0) pokazał, że przy zmasowanej, mądrze prowadzonej grze obronnej, ŁKS momentami jest bezradny.

To może w przyszłości, bo przed łodzianami spotkania z drużynami, które będą dążyć do zwycięstwa i powinny prowadzić otwartą grę czyli z rewelacją rozgrywek Stalą Rzeszów (na wyjeździe, 26 października, godz. 17.30) i Ruchem Chorzów (u siebie, 3 listopada, o godz. 14.30).

W każdym razie podczas spotkania ze Stalą wydawało się, że w czasie reprezentacyjnej przerwie łodzianie tak mocno dostali w kość, że podczas meczu męczyli się albo byli zmęczeni okrutnie, grając wolno, w jednym tempie, bez pomysłu i fantazji.

Kluczem do rozpracowania przeciwnika, który broni się w jedenastu jest wygrywanie pojedynków jeden na jeden na skrzydłach, co do przerwy udawało się Młynarczykowi, a po przerwie nie udawało się wcale Baliciowi (co dzieje się z tym piłkarzem?!).

Ważnym ogniwem w ofensywnej grze jest środkowy napastnik, którego w przypadku ŁKS, w tym spotkaniu… nie było. Feiertag, mówiąc łagodnie, tym razem przeszedł obok spotkania. Niestety, źle pozycjonował się w polu karnym czy bramkowym. Spóźniał się, nie czytał gry partnerów. Nie potrafił tym razem nawet skutecznie przytrzymać piłki. Na dodatek, gdy już miał swoją szansę, to ją marnował okrutnie. Oby to był tylko wypadek przy pracy, bo skuteczny i tworzący grę napastnik jest nie tylko w ŁKS na wagę złota.

Remis ŁKS jak porażka. Ten podział punktów to gwóźdź do ekstraklasowej trumny?!

ŁKS stoczył kolejny mecz o ligowe życie z innym beniaminkiem – Ruchem Chorzów, z którym w pierwszej rundzie przegrał 0:2. Niestety, nie wygrał go. Podział punktów wydaje się gwoździem do ligowej trumny dla obu drużyn. Łodzianie wygrali w lidze ostatni mecz, tak to nie omyłka… 20 sierpnia. No, po prostu ekstraklasowa tragedia. Trener Stokowiec po objęciu ŁKS jeszcze nie zanotował zwycięstwa. Rodzi się zatem oczywiste pytanie: po co i komu potrzebna była szkoleniowa zmiana?!

Już w pierwszej akcji meczu ŁKS mógł prowadzić, ale w dogodnej sytuacji kapitan Mokrzycki przestrzelił. W odpowiedzi niezwykle udana, ofiarna interwencja Flisa po strzale Monety. Trzecia sytuacja przyniosła gola. Tejan odebrał piłkę Podstawskiemu, piłka trafiła do Hotiego, który pięknym strzałem w róg zza pola karnego dał łodzianom prowadzenie. Zasłużone, bo do przerwy ŁKS był lepszym zespołem.

Ruch, co zrozumiałe, od pierwszej minuty drugiej połowy starał się odrobić straty. Zepchnął gospodarzy pod własną bramkę. W dogodnej sytuacji na granicy samobója ratował łodzian Gulen. Arbiter Jakubik chciał podyktować rzut karny dla Ruchu, ale po analizie VAR go i słusznie sędzia go anulował, bo nie było faulu Hotiego w polu karnym. W tej sytuacji ŁKS miał szczęście, w kolejnej już nie. Głowacki za łatwo dał się uprzedzić Szurowi i obrońca Ruchu doprowadził do wyrównania. Niestety, obrońca nie po raz pierwszy popełnia błędy w kryciu. Wielkie rozczarowanie.

ŁKS – Ruch Chorzów 1:1 (1:0)

1:0 – Hoti (32), 1:1 – Szur (88, głową)

ŁKS: Bobek – Szeliga, Gulen, Flis, Głowacki – Ramirez (71, Młynarczyk), Mokrzycki (84, Małachowski), Louveau, Hoti (85, Lorenc), Zając (61, Pirulo) – Tejan (71, Jurić)

« Older posts

© 2026 Ryżową Szczotką

Theme by Anders NorenUp ↑